Bohdan Chmielnicki
Powstanie Chmielnickiego - wojna domowa prowadzona w latach
1648-1655 przez kozactwo i chłopstwo ukraińskie pod
przywództwem hetmana kozackiego Bohdana Chmielnickiego
przeciwko Rzeczypospolitej.
Bohdan Chmielnicki, rozpoczynając wiosną 1648 roku wojnę kozactwa i
chłopstwa ukraińskiego przeciwko Rzeczypospolitej, przede wszystkim
zawarł porozumienie o współdziałaniu z Tatarami krymskimi
chana Islama III Gireja. Przy ich pomocy odniósł dwa wielkie
zwycięstwa nad Polakami - nad Żółtymi Wodami i pod Korsuniem
na Ukrainie. W zawartym po nich rozejmie, Chmielnicki zażądał od
Rzeczypospolitej przyznania pełni praw dla ruskiej i prawosławnej
Ukrainy, takich jakie miały Korona i Litwa: udział w Sejmie i Senacie,
zmniejszenie władzy starostów polskich w miastach i zamkach
oraz magnatów polskich nad włościami i majątkami na
obszarach za Białą Cerkwią, które Chmielnicki traktował jako
rdzenne ziemie kijowskie.
Gdy w maju 1648 roku zmarł król Władysław IV Waza i w
Warszawie rozpoczął się sejm elekcyjny, zawieszenie broni zostało
zerwane przez wojenne wypady księcia Jeremiego Wiśniowieckiego oraz pod
naciskiem radykalnej "czerni" kozackiej pułkownika Maksyma Krzywonosa.
Bohdan Chmielnicki ruszył wtedy jesienią w kierunku Lwowa. Do starcia z
wojskami koronnymi, dowodzonymi przez trzech regimentarzy: Dominika
Zasławskiego, Mikołaja Ostroroga i Aleksandra Koniecpolskiego, doszło
pod Piławcami. W wyniku paniki, spowodowanej pogłoskami o zbliżaniu się
tatarskiej ordy Gireja, najpierw trzej wodzowie, a potem cała armia
polska, rozpierzchli się bez walki. Kozacy przejęli bogate tabory i
ruszyli dalej na zachód, oblegając Lwów.
Jednak w listopadzie wojska kozackie odstąpiły od oblężenia Lwowa, na
którym wymusiły bajeczny okup i obległy Zamość,
który też złożył wielki okup. W międzyczasie na sejmie
elekcyjnym w Warszawie królem obrany został Jan II Kazimierz
Waza (1648-1668), młodszy brat Władysława IV, wobec którego
Chmielnicki deklarował uległość. W grudniu nastąpiło zawieszenie broni
i hetman zaporoski Bohdan Chmielnicki powrócił do Kijowa,
witany tam owacyjnie.
W lutym 1649 roku rozpoczęły się rokowania pokojowe pomiędzy posłami
Rzeczypospolitej i Chmielnickim w Perejasławiu. Nie dały pozytywnych
wyników i latem wojna rozgorzała na nowo. Kozacy i Tatarzy
oblegli wtedy dobrze umocnioną twierdzę Zbaraż. Zdążające na odsiecz
oddziały polskie, prowadzone przez króla, zostały zaskoczone
pod Zborowem, gdzie po kilkudniowych walkach doszło do porozumienia
między Tatarami i Polakami o zaprzestaniu dalszych walk i do podpisania
ugody zborowskiej z Chmielnickim. Sprowadzała się ona do zwiększenia
rejestru wojska zaporoskiego do 40 tysięcy i wydzielenia dla
Kozaków województw kijowskiego, bracławskiego i
czernichowskiego, w których władzę miała sprawować szlachta
prawosławna. Chan Islam Girej otrzymał "upominki" i został gwarantem
ugody.
Po rocznym okresie względnego spokoju, w lutym 1651 roku ponownie
rozpoczęły się działania wojenne na Ukrainie od uderzenia wojsk
wojewody kijowskiego Stefana Czarnieckiego na niesforne oddziały
kozackie pułkownika Nieczaja. Pod koniec czerwca rozegrała się wielka
bitwa pod Beresteczkiem, w której Tatarzy i Kozacy
Chmielnickiego ponieśli walną klęskę. Nie zostało to wykorzystane na
skutek niechęci szlachty do dalszej wojny, niezgody magnaterii oraz
rozruchów chłopskich w Wielkopolsce i górali
Aleksandra Kostki-Napierskiego na Podhalu. Dopiero po kilku miesiącach,
za Kozakami ruszyły jedynie królewskie wojska zawodowe.
Równocześnie hetman polny litewski Janusz Radziwiłł zajął
Kijów, a z Chmielnickim zawarto w Białej Cerkwi nowe
porozumienie na znacznie gorszych warunkach dla niego.
Powstanie kozackie tliło się jednak nadal, a jesienią zapanowała prawie
w całym kraju epidemia cholery, która zdziesiątkowała
ludność całej Rzeczypospolitej. Jako ostateczną datę zakończenia
powstania Chmielnickiego przyjmuje się styczeń 1654 roku, gdy
Chmielnicki zawarł w Perejasławiu unię o włączeniu lewobrzeżnej Ukrainy
do Rosji oraz oddanie się Rady Kozackiej w opiekę carowi Rosji.
Wypełniając jej postanowienia Rosja uderzyła na Rzeczpospolitą
rozpoczynając wojnę polsko-rosyjską.
W 1655 roku wojska polskie Piotra Potockiego i Tatarzy pod wodzą chana
krymskiego Mehmeda IV Gireja pobili Kozaków w bitwie pod
Jezierną zmuszając Bohdana Chmielnickiego do uznania formalnej
zwierzchności Rzeczypospolitej nad Ukrainą.
Chronologiczna lista bitew
1648 - Bitwa pod Żółtymi Wodami
1648 - Bitwa pod Korsuniem
1648 - Bitwa pod Konstantynowem
1648 - Bitwa pod Piławcami
1649 - Bitwa pod Murażnowicami
1649 - Bitwa pod Zahalem
1649 - Bitwa pod Łojowem (1649)
1649 - Obrona Zbaraża
1649 - Bitwa pod Zborowem
1651 - Bitwa pod Krasnem
1651 - Bitwa pod Kopyczyńcami
1651 - Bitwa pod Beresteczkiem
1651 - Bitwa pod Łojowem (1651)
1651 - Bitwa pod Białą Cerkwią
1652 - Bitwa pod Batohem
Janusz Tazbir
30 lipca
2007
Buntownik z przypadku (Polityka )
Gdyby Bohdan
Chmielnicki - hetman zaporoski, przywódca powstania
kozackiego przeciwko Rzeczpospolitej, bohater narodowy Ukrainy -
rozstał się z życiem dziesięć lat wcześniej, zostałby przez
dziejopisów niepodległej Ukrainy uznany za kolaboranta,
wysługującego się polskim panom.
Kim był naprawdę człowiek,
który równo przed 350 laty (6 sierpnia
1657 r.) zmarł rażony apopleksją. „On jedyny umiał
masy kozackie i włościańskie utrzymać w karności,
posłuszeństwie i jedności na zewnątrz. (...) Odznaczał się
umiejętnością dobierania sobie odpowiednich pomocników
i wykonawców swej woli. Możemy więc, nie popadając
w przesadę, uznać Chmielnickiego za najwybitniejszą osobistość
ówczesnej Europy Wschodniej. A że prowadził
chaotyczną i niekonsekwentną politykę zagraniczną? Musiał
przecież nieustannie lawirować pomiędzy Rzeczpospolitą, Rosją, Wysoką
Portą i Tatarszczyzną, jeśli chciał przynajmniej częściowo
utrzymać niezawisłość Ukrainy” – pisał przed
siedemdziesięciu laty ukraiński historyk-emigrant Miron Korduba
w życiorysie Hetmana, zamieszczonym w Polskim
Słowniku Biograficznym
.
Opinia Korduby stanowiła poniekąd polemikę z tym
obrazem Chmielnickiego, jaki nakreślił Henryk Sienkiewicz w
„Ogniem i mieczem”. Już
Bolesław Prus miał mu za złe namalowanie takiego portretu
wodza zbuntowanej Kozaczyzny, w którym na czoło
wybija się „pijaństwo i brutalstwo, potem
wdzięczność, wahanie się, pycha, obłuda, egoizm (...). Wrzeszczeć,
pienić się, pić, skazywać na śmierć – to nie są cechy wodza
buntu. W toczonej ze Skrzetuskim szermierce na języki
Chmielnicki jest tak słaby, że nie atakuje, ale broni się i to
kiepsko”. Prus wyręcza przeto Hetmana, wkładając
(w swej recenzji z „Ogniem
i mieczem”) w jego usta właściwą odpowiedź.
A jest nią miażdżąca krytyka szlachty, przeciwko
której Chmielnicki podniósł sztandar kozackiego
buntu.
Chmielnicki miał za sobą sześć lat nauki
w kolegium jezuickim, do którego zapisał
go ojciec Michał, jako przypuszczalnie czternastoletniego chłopca
(Bohdan urodził się ok. 1595 r.). W murach szkoły
zakonnej nie wyrzekł się wiary prawosławnej, a zyskał dobrą
znajomość języka polskiego i wcale niezłą łaciny,
w późniejszym wieku nauczył się zaś
mówić po turecku i tatarsku.
Kiedy Chmielnicki przyjmował w 1648 r.
poselstwo, mające go skłonić do odstąpienia od oblężenia Lwowa, zaraz
rozpoznał wśród wysłanników miasta ks. Andrzeja
Mokrskiego, swego profesora z tamtejszego kolegium.
„Przy pospólstwie nic wszakże nie
mówił, dopiero gdy znaleźli się sam na sam, za nogi go
obłapił i za ćwiczenia dziękował”. Co nie
przeszkadzało, iż nie tolerował jezuitów na terenach
objętych powstaniem.
Zanim jednak rozpoczęła się polska wojna dwunastoletnia (tak
wolno chyba nazwać lata pomiędzy pierwszą bitwą z Kozakami
a pokojem oliwskim zawartym w 1660 r.),
Chmielnicki wraz z ojcem, który wówczas
poległ, dzielnie stawał pod Cecorą. Bohdan zapłacił za to dwuletnią
niewolą turecką, z której został wykupiony
(a może po prostu uciekł?). Osiadł wówczas
w odziedziczonym po ojcu Subotowie i ożenił się
z Hanną Somkówną, z którą miał
trzech synów i cztery córki.
I ani mu postało w głowie przyłączać się do powstań
kozackich, jakie wybuchały kolejno w latach 1625, 1630
i 1638. Wręcz przeciwnie, tak ostentacyjnie manifestował swoją
lojalność wobec monarchy, że hetman wielki koronny Stanisław
Koniecpolski, widząc jego stateczność, nadał mu godność pisarza
wojskowego.
Po 1638 r. nastąpiło na Ukrainie aż dziesięć
lat złotego pokoju (jak go później nazwała
szlachta). Tak naprawdę było to złudne zawieszenie broni.
Posłów zaporoskich, którzy żądali dla
Kozaków szlacheckich przywilejów, na sejmie zbyto
płaskim dowcipem, że wprawdzie są członkami Rzeczpospolitej, ale takimi
jak paznokcie, które trzeba od czasu do czasu przycinać.
Z wyraźnym żalem i wyrzutem najlepszy dziś
znawca spraw kozackich Zbigniew Wójcik napisze, że gdyby
zaspokojono kozackie postulaty, a także zlikwidowano dzieło
unii brzeskiej (1595–1596), podporządkowującej
Kościół prawosławny w Rzeczpospolitej Rzymowi,
palący problem kozacko-ukraiński zostałby rozwiązany. Ale to rozumieli
tylko nieliczni, hołubiący wizję, do której z takim
upodobaniem wracał był Paweł Jasienica, mianowicie Rzeczpospolitej
trzech narodów, ze stolicami w Warszawie, Wilnie
i Kijowie.
Wśród elity kozackiej wielkie nadzieje
rozbudził Władysław IV Waza, który
u schyłku swych rządów nosił się
z zamiarem oswobodzenia Bałkanów spod jarzma
Wysokiej Porty. Mieli mu w tym dopomóc Kozacy;
Chmielnicki znalazł się w gronie posłów kozackich,
którzy od 1646 r. prowadzili z nim
w tej sprawie jakieś tajemnicze, do końca niezbadane rozmowy.
Awanturnicze plany Władysława IV Wazy napotkały zdecydowany
opór większości szlachty i znacznej części
magnaterii. I nic dziwnego, skoro klęska niosła ze sobą groźbę
„bisurmańskiej okupacji”, zwycięstwo zaś mogło
oznaczać marsz ku absolutum dominium,
w czym królowi dopomogliby właśnie Kozacy.
Korduba raczej niesłusznie uważa, iż fiasko planów
królewskich niewiele obeszło Chmielnickiego, a do
podniesienia buntu popchnął go dopiero ostry konflikt
z podstarościm czehryńskim Danielem Czaplińskim. Odbił on
przyszłemu hetmanowi kochankę, z którą Chmielnicki
mieszkał po śmierci żony. Potem usunął Bohdana z Subotowa,
a jego najstarszego syna Tymofieja kazał wybatożyć tak
dotkliwie, że chłopiec zmarł po kilku dniach. Pod wpływem doznanych
krzywd Chmielnicki, nie znalazłszy sprawiedliwości na drodze sądowej,
zbiegł pod koniec 1647 r. na Zaporoże. Tam też ten dotąd
lojalny obywatel Rzeczpospolitej rozpoczął agitację za zbrojnym
powstaniem przeciwko osiadłej na Ukrainie magnaterii, będącej
w znacznym stopniu ruskiego pochodzenia.
W XIX w. historycy nazwali kochankę Bohdana
piękną Heleną, bo podobnie jak jej słynna imienniczka stała się
przyczyną wielkiej wojny. Tak właśnie sądził i Zagłoba,
w którego usta Sienkiewicz wkłada słowa:
„Przez cóż Troja zburzona? Hę? Albo to
i ta wojna nie o ryżą kosę? Zachciało się Chmielowi
Czaplińskiej czy też Czaplińskiemu Chmielnickiej, a my dla ich
grzesznych żądz karki kręcimy”.
Nie wierzymy wszakże panu Onufremu,
podobnie jak i Natanowi Rybakowi, który
w powieści „Rada perejasławska” kazał
drugiej żonie Chmielnickiego utrzymywać, oczywiście za pośrednictwem
jezuickich agentów, ścisłe kontakty z dworem
polskim. Jezuici też mieli dostarczyć truciznę, którą piękna
Helena zgodziła się podać swemu mężowi. Czujna służba bezpieczeństwa,
na której czele stoi Ławryn Kapusta, wzorowany wyraźnie na
Berii, potrafi temu w porę zapobiec. W tej spiskowej
powieści jedno jest tylko prawdziwe, a mianowicie polskie
pochodzenie niewiernej małżonki i to, że skończyła na
szubienicy wraz ze swoim kochankiem, płatnikiem Kreisem. Ale nie za
zdradę polityczną, lecz małżeńską, i finansowe malwersacje.
Osobista krzywda Chmielnickiego stanowiła więc tylko iskrę,
która podpaliła beczkę prochu, jaką była Ukraina
w przeddzień kolejnego buntu. Złożyło się na to wiele
czynników, poczynając od niezadowolenia starszyzny
kozackiej, której nie dopuszczono do przywilejów
szlacheckich. Towarzyszyło temu podwyższenie wymiaru pańszczyzny,
zwłaszcza na Zachodniej Ukrainie. Magnaci, dążący za wszelką cenę do
pomnożenia swoich i tak przecież niemałych
dochodów, zaczęli wymagać od mieszkańców wielu
miasteczek świadczeń pańszczyźnianych, zwłaszcza płacenia
czynszów. Częstokroć nie uznawano przywilejów
stanowych drobnej szlachty, również i tę warstwę
zmuszając do pracy w latyfundiach.
Nastroje nienawiści podsycała Cerkiew prawosławna, popadająca
w częste konflikty ze zwolennikami unii. Jeśli zaś powstań na
skalę buntu Chmielnickiego nie było nigdy na ziemiach etnicznie
polskich, to m.in. dlatego, że najbardziej krnąbrni chłopi, umiejący
posługiwać się bronią, zbiegali właśnie na Ukrainę, aby
później zasilić oddziały insurgentów. Tak więc
zrzucenie całej winy na piękną Helenę posiada tyle samo sensu, co
hipoteza Pawła Jasienicy, że gdyby wybitny sztabowiec Stanisław
Koniecpolski (zm. 1646 r.) nie zażywał konfortatyw
(ówczesnej viagry) dla wygodzenia młodziutkiej żonie,
inaczej mogłyby się potoczyć losy całej wojny polsko-kozackiej.
Rozpoczęła ją klęska pod Piławcami (we wrześniu
1648 r.), gdzie armia regularna (a nie pospolite
ruszenie, jak zwykło się pisać) i chorągwie magnackie, po
krótkim starciu, uszły z pola bitwy wraz
z całym dowództwem. Piławce otworzyły serię
krwawych zmagań przerywanych krótko trwającymi rozejmami
i ugodami, których żadna ze stron nie miała zamiaru
dochowywać. Po każdym zwycięstwie brała górę partia
domagająca się twardej polityki wobec Kozaczyzny, po każdej klęsce
natomiast zyskiwało na popularności stronnictwo umiarkowane,
z wojewodą bracławskim Adamem Kisielem i kanclerzem
Jerzym Ossolińskim na czele, skłonne do pewnych ustępstw na rzecz
Chmielnickiego. Ten zresztą przestał się podpisywać jako starszy wojska
zaporoskiego, ale ogłosił hetmanem, pierwszym w dziejach
Ukrainy.
Szali zwycięstwa nie przechyliła na stronę polską ani
bohaterska obrona Zbaraża, którą swym piórem
unieśmiertelnił był Henryk Sienkiewicz, ani też trzydniowa bitwa pod
Beresteczkiem (28–30 czerwca 1651 r.). Dowodzonym
przez Jana Kazimierza wojskom Rzeczpospolitej udało się tam odnieść
zdecydowane zwycięstwo nad połączonymi siłami tatarsko-kozackimi.
Dwulicowe i chwiejne stanowisko wyznających islam
sojuszników nie pozwalało Chmielnickiemu na uzyskanie
decydujących rozstrzygnięć.
Krwawe walki powodowały nie tylko zniszczenia materialne;
rosła liczba poległych na polu bitew, którym towarzyszyły
rzezie ludności. Najwięcej ucierpieli Żydzi; straty miały sięgać
100–150 tys. wyznawców judaizmu. Ich
kronikarz Natan Hannover opisuje, iż „kobietom ciężarnym
rozpruwano brzuchy i wsadzano żywego kota do wnętrza
i tak zostawiano przy życiu zaszywając brzuchy. Następnie
obcinano im ręce, żeby nie mogły wyjąć tego kota”. Wbijanie
na pal stało się po obu stronach czymś niemalże powszednim.
Obie strony szukały potężnych
sprzymierzeńców. Stronie polskiej, oficjalnie
przecież mieniącej się przedmurzem chrześcijaństwa, inna religia
wyznawana przez Tatarów nie przeszkadzała we wchodzeniu
z nimi w sojusze. Natomiast hetman kozacki od
dłuższego czasu poszukiwał zbliżenia z Moskwą, do
której słał liczne poselstwa. Ukoronował je układ
rosyjsko-kozacki zawarty w styczniu 1654 r.
w Perejasławiu.
Car Aleksy Michajłowicz, żądny rewanżu za straty terytorialne
poniesione w trakcie poprzednich wojen
z Rzeczpospolitą, ujrzał w tym układzie sposobność do
wyrównania rachunków. Już w październiku
1653 r. sobór ziemski powziął uchwałę
o przyłączeniu Ukrainy do Rosji. Ludność ukraińska
(z wyjątkiem części starszyzny kozackiej,
niektórych przedstawicieli szlachty oraz grupy wyższego
duchowieństwa) wyraziła aprobatę dla tego aktu. Widziała ona bowiem
w Rosji państwo bliskie jej wyznaniem i językiem, do
polskiej strony stracono zaś zaufanie. (Rocznicę ugody uroczyście
obchodzono w Związku Radzieckim w 1954 r.).
Jeden chyba tylko Paweł Jasienica odważył się napisać, iż
w Perejasławiu wcale nie nastąpiło zjednoczenie Ukrainy
z Moskwą. „W rzeczywistości zaczynała się
praktyka dzielenia Ukrainy pomiędzy Polskę a Rosję”.
Sto lat wcześniej Taras Szewczenko wręcz napisał, iż gdyby matka
Chmielnickiego mogła przewidzieć ugodę w Perejasławiu, to by
go zadusiła w kołysce.
Mało jednak brakowało, aby ugoda nie została podpisana, gdyż
dyplomatów rosyjskich niesłychanie oburzyło żądanie strony
ukraińskiej zaprzysiężenia jej przez wysłannika cara Wasyla Buturlina,
ponieważ „król polski poddanym swoim zawsze
przysięga”. Gdy Chmielnicki usłyszał ponadto, iż
„jemu, hetmanowi, i mówić o tym
nie wypada, dlatego że wszyscy poddani powinni składać przysięgę
swojemu gosudarowi” – wraz z całą kozacką
starszyzną opuścił cerkiew, w której toczyły się
obrady. Po naradzie z najbliższym otoczeniem
powrócił jednak, by złożyć przysięgę, bo innego
wyjścia nie miał.
Ugoda perejasławska kładła kres marzeniom Chmielnickiego
o budowie niezawisłej Ukrainy. Oznaczała ona zarazem
umiędzynarodowienie konfliktu polsko-kozackiego. Z wojny
domowej przekształcił się w kolejną wojnę z Rosją,
której chwilowy kres przyniósł dopiero najazd
szwedzki na Polskę. Choć na jesieni 1655 r. armia kozacka
zajęła Lublin i osiągnęła linię Wisły, a wojska
rosyjskie zajęły znaczną część Białorusi i Litwy (pustosząc
m.in. Wilno), to jednak Moskwa wcale nie chciała wzmocnienia potęgi
Karola Gustawa. W listopadzie 1656 r. podpisała więc
rozejm z Polską; jedna z klauzul tego układu
przewidywała nawet podjęcie wspólnej walki ze Szwedami.
Choć Chmielnicki trafił do Polskiego Słownika
Biograficznego, to jednak nasza historiografia traktowała go
dość krytycznie, podobnie zresztą jak i naród,
z którego się wywodził. Feliks Koneczny negował
nawet istnienie samoistnego języka ruskiego, który jego
zdaniem bliższy jest „polskiego języka książkowego niż
narzecze zakopiańskie, a tym bardziej kaszubskie”.
Zbliżone poglądy głosił Nikołaj I. Uljanow („Ukraiński to po
prostu jedna z gwar języka rosyjskiego”), zmarły
w 1985 r. na emigracji. W swojej książce
„Proischożdienie ukrainskogo siepieratyzma”
(1966 r.) mieni on Chmielnickiego wielokrotnym zdrajcą
i polonofilem. Miał on wszystko robić, aby przeszkodzić swoim
wojskom w ostatecznym rozgromieniu Rzeczpospolitej
i zajęciu Warszawy. Reprint tej pracy ukazał się
w 1996 r. w Moskwie.
Uljanow był jednak dość odosobniony w swoich
poglądach. Zarówno bowiem Rosja carska, jak
i czerwona włączyły Bohdana Chmielnickiego w poczet
narodowych bohaterów. Świadczy o tym jego pomnik
wzniesiony w Kijowie w 1888 r., podobny do
tego, jaki posiada Jan Sobieski w Łazienkach. Z tą
tylko różnicą, iż pod koniem z uniesionymi do
góry przednimi kopytami nikt nie leży, choć pierwotnie
zamierzano tam umieścić polskiego szlachcica.
W 1943 r. na polecenie Stalina ustanowiono zaś order
Bohdana Chmielnickiego, nadawany za specjalne zasługi bojowe. Jeszcze
wcześniej zaś, bo w latach 1939–1941, prezentowano
na ziemiach Rzeczpospolitej będących pod sowiecką okupacją dramat
o Bohdanie Chmielnickim oraz film jemu poświęcony.
W obu została wyeksponowana scena,
w której ukraiński hetman depcze polskie sztandary
z wielkim białym orłem (lub rwie na strzępy).
Opublikowana przed paroma miesiącami w Charkowie
książka pióra O.R. Rejenta i J.A. Koljady („Usi
hetmany Ukrainy”) wskazuje na trudność czy nawet wręcz
niemożliwość jednoznacznej oceny Bohdana Chmielnickiego: „Był
on wyzwolicielem Ukrainy spod polskiego jarzma i tym,
który oddał Ukrainę Rosji, wybranym przez naród
demokratycznym wodzem i przedstawicielem autorytarnej, czasami
bardzo okrutnej władzy, obrońcą ludu, a jednocześnie
i tym, który płacił jasyrem za tatarską pomoc,
wyznawcą jednocześnie republikańskich i monarchistycznych
zasad”.
Janusz Tazbir
Przy pisaniu tego eseju korzystałem m.in. z prac:
Janusza Kaczmarczyka, „Bohdan Chmielnicki”, Wrocław
2007 r.; Zbigniewa Wójcika, „Dzikie pola
w ogniu”, Warszawa 1960 r. i N.
Jakowenki, „Historia Ukrainy od czasów
najdawniejszych do końca XVIII w.”, Lublin
2000 r.