Apel o prawdę i pamięć

Członkowie Warszawskiego Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939 planują w najbliższym czasie zwrócić się z apelem do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Powodem odwołania się do władz ustawodawczych RP jest dekret PKWN z 15 sierpnia 1944 r. "o rozwiązaniu policji państwowej (tzw. granatowej policji)", który zdaniem członków WSRP 1939 stawia w niesławie ich bliskich, ojców, braci, krewnych, zarzucając im współpracę z okupantem.

- Po piętnastu latach od transformacji ustrojowej dekret PKWN jest nadal częścią polskiego prawa, zalicza naszych ojców do grupy osób kolaborujących z Niemcami i, jak wcześniej, jest źródłem głoszonej od lat niesławy - mówi prezes Zarządu WSRP 1939 Tadeusz Konon. - Dlatego przy okazji obchodów 85. rocznicy powołania Policji Państwowej oraz upływających w roku przyszłym 65 lat od zbrodni ka-
tyńskiej domagamy się jego uchylenia.

Jak wielka nadal jest niewiedza w społeczeństwie może świadczyć fakt, że wśród projektów okolicznościowych monet przygotowywanych przez NBP z okazji jubileuszu Policji znalazł się także okaz upamiętniający osiemdziesięciopięciolecie istnienia... Policji Polskiej! Formacja o takiej nazwie oczywiście istniała, a powołał ją 17 grudnia 1940 r. gubernator generalny Hans Frank. Polnische Polizei działała na terenie Generalnego Gubernatorstwa i była jednym ze składników służb porządkowych na okrojonym, okupowanym skrawku Rzeczypospolitej (niewłączonym do Rzeszy). Owszem, służyli w niej przedwojenni policjanci, powołano ich jednak do tej służby właściwie bez możliwości wyboru, gdyż za niestawienie się groziła kara śmierci. Okupant nazwał tę formację "polską", ale z czapek zniknął orzełek zastąpiony herbem danego miasta lub gminy. Takie same, w porównaniu z przedwojenną Policją Państwową, pozostały struktury (choć inna podległość), skrót - PP i mundury - granatowe. Może właśnie owe dwie litery i kolor uniformu sprawiły, że po wojnie lekką ręką zaliczono właściwie wszystkich przedwojennych funkcjonariuszy do zdrajców, sługusów i sprzedawczyków, jak chętnie określała socjalistyczna propaganda osoby niewygodne nowemu ustrojowi. Działające po wojnie komisje rehabilitacyjne dla osób zatrudnionych w Policji Państwowej rozpatrywały sprawy poszczególnych funkcjonariuszy. Dekret, na podstawie którego powołano komisje, nosił tytuł "O dopuszczalności rehabilitacji osób, które były zatrudnione w policji państwowej ("granatowej') i straży więziennej w czasie okupacji niemieckiej'. Co ciekawe, efekty prac owych komisji były czasami bardzo zaskakujące. Na przykład ostatniego komendanta Policji Polskiej miasta Warszawy Franciszka Przymusińskiego, który w czasie okupacji odmawiał współpracy ze zbrojnym podziemiem niepodległościowym, a po powstaniu warszawskim służył jeszcze w okupacyjnej formacji w Łowiczu komisja zrehabilitowała. I to mimo że Przymusiński został jeszcze w 1945 r. aresztowany przez NKWD i zmarł wkrótce w głębi ZSRR. Jeden z jego poprzedników natomiast - Marian Kozielewski, choć piastował to samo stanowisko i prężnie działał w strukturach Polskiego Państwa Podziemnego, był jednym z twórców i pierwszym komendantem głównym działającego w konspiracji Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa, po wojnie musiał jednak opuścić Polskę i wiódł życie uchodźcy.

Rodziny przedwojennych policjantów domagają się teraz odkłamania historii. Wśród ogółu społeczeństwa pokutuje bowiem pogląd, że policjanci II Rzeczypospolitej to 'jacyś niewyraźni Polacy'. Ciągle zbyt mało osób wie, jakim szacunkiem darzono ich przed wojną, jak doskonale Koła Rodzin Policyjnych organizowały życie kulturalne lokalnych społeczności, ile prowadziły domów opieki, sierocińców, że w czasie kampanii wrześniowej policjanci z bronią w ręku również walczyli w polu z Niemcami, że wielu z nich dostało się do niewoli sowieckiej, z której nigdy nie powróciło, że podczas okupacji (mimo znanych przecież przypadków zwyrodnienia, zdrady i kolaboracji) duża ich część współpracowała ze służbami wywiadowczymi Polskiego Państwa Podziemnego, działała w konspiracyjnym Państwowym Korpusie Bezpieczeństwa i Strażach Samorządowych lub, nie będąc nawet w tajnych strukturach, przekazywała w razie potrzeby niezbędne informacje podziemnym służbom.

O taką prawdę, o przywrócenie godności swoim najbliższym, apelują członkowie Warszawskiego Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939, a za ich pośrednictwem Rodziny Katyńskie, Sybiracy i niezrzeszeni, którzy stracili na nieludzkiej ziemi ojców, mężów i braci - przedwojennych policjantów. Często sami doświadczyli prześladowań. Wielu z nich, tylko dlatego, że ich ojciec czy mąż był przedwojennym funkcjonariuszem PP, zostało wywiezionych w głąb ZSRR i tam pędziło żywot zesłańców. Tych, którym udało się wrócić do kraju, spotykały kolejne szykany i represje ze strony nowych władz.

Czas już, aby sprawy wróciły na należne im miejsca, a ludziom, którzy poświęcili swoje życie ojczyźnie, przywrócono honor i godność. Członkowie WSRP 1939 zwrócili się z prośbą o poparcie apelu do wicepremiera, ministra spraw wewnętrznych i administracji, komendanta głównego Policji oraz sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

PAWEŁ OSTASZEWSKI

Źródło: Gazeta Policyjna Wydanie 33/2004