Wednesday, October 31 2007

B. funkcjonariusze KGB przestrzegają służby specjalne, by się nie zwalczały

Posted by admin on 2007-10-31 20:11:25 CET

Byli funkcjonariusze KGB, w tym ostatni przed upadkiem ZSRR szef tego organu kierującego siłami bezpieczeństwa wewnętrznego, wystosowali apel do obecnych służb specjalnych, by zaprzestały bezlitosnej walki między sobą, którą prowadzą w przededniu opuszczenia przez prezydenta Putina fotela prezydenckiego.

"Apelujemy do zwaśnionych stron: niech każdy uczyni krok w kierunku drugiego. Jeśli tak się nie stanie, to - wierzcie naszemu doświadczeniu - może nastąpić wielkie nieszczęście, do czego nie należy dopuścić - napisało pięciu kagebistów z czasów sowieckich, w tym obecny deputowany Nikołaj Leonow i ostatni dyrektor KGB Władimir Kriuczkow.

Swój list otwarty, jak pisze AFP, zamieścili w dzienniku lewicowych nacjonalistów "Zawtra".

Walka między rywalizującymi grupami w służbach specjalnych wyszła na światło dzienne we wrześniu, gdy agenci z kontrolowanej przez Nikołaja Patruszewa Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) aresztowali pod zarzutem korupcji i nadużyć wysokich oficerów ze służb antynarkotykowych kontrolowanych przez Wiktora Czerkiesowa.

Analitycy podkreślają, że w chwili, gdy dobiega końca druga kadencja Władimira Putina - byłego agenta KGB, który otoczył się dawnymi kolegami, do boju o utrzymanie wpływów ruszyły różne frakcje w grupie władzy.

tell a friend :: comments 0


USA zaniepokojone wyborami w Rosji

Posted by admin on 2007-10-31 20:09:17 CET

Biały Dom oświadczył, że jest "zaniepokojony i rozczarowany" z powodu restrykcji wobec misji zagranicznych obserwatorów na wybory parlamentarne w Rosji 2 grudnia.

Oczywiście chcielibyśmy, by w Rosji odbyły się wolne i sprawiedliwe wybory, i jesteśmy zaniepokojeni oraz rozczarowani opóźnieniem oraz warunkami ujętymi w zaproszeniach" skierowanych do zagranicznych obserwatorów - powiedziała rzeczniczka Dana Perino.

- Powodem naszego niepokoju są wszystkie nałożone (przez Rosję;) warunki i oczywiście zamierzamy poruszyć ten temat z Rosją - zaznaczyła w rozmowie z dziennikarzami.

Rosyjska Centralna Komisja Wyborcza (CKW) poinformowała w środę o wysłaniu zaproszeń dla 300-400 obserwatorów zagranicznych, w tym 70 z OBWE.

Rzeczniczka mieszczącego się w Warszawie i podlegającego OBWE biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) Urdur Gunnarsdottir oceniła, że otrzymane zaproszenie jest "w bezprecedensowej formie", gdyż "nakłada ograniczenia na cele misji".

Na poprzednie wybory do Dumy, niższej izby rosyjskiego parlamentu, które odbyły się w roku 2003, Moskwa zaprosiła ok. 1200 obserwatorów z zagranicy, w tym ponad 400 z samej OBWE.

tell a friend :: comments 0


Kanada znosi wizy dla Czechów i Łotyszy

Posted by admin on 2007-10-31 20:06:09 CET

Kanada zniosła wizy dla obywateli Czech i Łotwy - poinformowała tego dnia minister ds. obywatelstwa i imigracji Diane Finley.

Kanadyjskie ministerstwo poinformowało, że bada po kolei możliwości zniesienia wiz wobec pozostałych sześciu nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej - Polski, Bułgarii, Litwy, Rumunii, Węgier i Słowacji.

Inne nowe kraje członkowskie: Cypr, Malta, Estonia i Słowenia dołączyły wcześniej do krajów "starej piętnastki", których mieszkańcy cieszą się ruchem bezwizowym z Kanadą. Kanada i Czechy zawiesiły dwustronnie obowiązek wizowy w 1996 roku, jednak rok później Ottawa nałożyła go z powrotem, gdyż chciała zahamować napływ czeskich Romów.

Zniesienie wiz zostanie z pewnością entuzjastycznie przywitane przez łotewskich fanów hokeja, którzy będą chcieli wesprzeć swą drużynę w mistrzostwach świata w Halifaksie w maju 2008 roku.

We wrześniu tego roku Komisja Europejska ostrzegła Kanadę, że powinna znieść wizy dla wszystkich krajów UE, w przeciwnym razie na zasadzie wzajemności grożą jej "odpowiednie kroki" ze strony Unii

tell a friend :: comments 0


UE: zostały spełnione warunki dla rozszerzenia Schengen

Posted by admin on 2007-10-31 20:03:41 CET

Warunki konieczne dla wstąpienia do strefy Schengen krajów Europy Środkowej zostały spełnione - ocenili w Brukseli ambasadorowie krajów UE.

Wszystkie kraje członkowskie, których to dotyczy, spełniają warunki wstępne" przed zniesieniem "kontroli na wewnętrznych granicach lądowych i morskich od 21 grudnia 2007 roku i od 30 marca 2008 roku na granicach powietrznych - wynika z tekstu, do którego dotarła AFP i który ma być przyjęty 8 listopada w Brukseli przez szefów MSW krajów Wspólnoty.

Według dokumentu, kraje bałtyckie, Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia i Malta osiągnęły "wystarczający stopień przygotowań, by w sposób satysfakcjonujący" spełnić dwa warunki. Pierwszy jest związany z uruchomieniem systemu SIS. Ma on umożliwiać wymianę informacji sądowych i kryminalnych pomiędzy organami odpowiedzialnymi za ochronę granic zewnętrznych państw strefy.

Drugi dotyczy zapewnienia bezpieczeństwa granic krajów członkowskich. Eksperci mają na miejscu ocenić, czy kraje te usunęły niedociągnięcia sygnalizowane w raporcie z końca 2006 roku.

Układ z Schengen został zawarty w 1985 roku (modyfikowany w późniejszych latach). Znosi on kontrolę na wewnętrznych granicach państw, które podpisały dokument. Podpisały go dotychczas prawie wszystkie z państw UE - poza Wielką Brytanią i Irlandią - a także Norwegia oraz Islandia, nie wchodzące w skład Wspólnoty. Nowe kraje Unii (poza Cyprem, Bułgarią i Rumunią;) mają stać się członkami strefy równocześnie, czyli od początku 2008 roku.

tell a friend :: comments 0


1 listopada

Posted by admin on 2007-10-31 20:01:33 CET

Litwa, Ukraina, Izbekistan, Izrael, Iran. Wszędzie tam pochowani są nasi rodacy. Po godz. 13:00 o polskich cmentarzach w obcych państwach, Ewa Podolska rozmawiać będzie z Andrzejem Przewoźnikiem, sekretarzem generalnym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Posłuchaj Radia TOK FM online!

Źródło TOK FM

tell a friend :: comments 0


Szwecja domaga się zmiany trasy Gazociągu Płn

Posted by admin on 2007-10-31 16:13:12 CET

Rząd Szwecji postanowił po raz pierwszy oficjalnie wystąpić z żądaniem zmiany trasy Gazociągu Północnego, którym od 2010 roku przez Bałtyk ma popłynąć gaz z Rosji do Niemiec.

Jak oświadczył przed odlotem do Oslo szwedzki minister ochrony środowiska Andreas Carlgren, podczas spotkania w stolicy Norwegii ministrów ochrony środowiska państw skandynawskich zamierza on przedstawić stanowisko Szwecji w tej sprawie.

Carlgren - według informacji podanej przez publiczne Szwedzkie Radio - powiedział, że Sztokholm domaga się odsunięcia na wschód trasy gazociągu mającego zgodnie z obecnymi projektami przebiegać blisko szwedzkiej Gotlandii. - Informacje jakie przekazał nam inwestor (rosyjsko-niemiecka spółka Nord Stream), świadczą, że planowana trasa prowadzi poprzez szereg rejonów mających duże znaczenie dla naturalnego środowiska, a naruszenie których stwarza poważne zagrożenie. Dlatego podczas spotkania w Oslo przekażę stanowisko Szwecji, w którym domagamy się by ze względów na ekologię przedstawiono nam alternatywne trasy przez Bałtyk - powiedział minister.

Carlgren dodał, że Szwecja chce, by gazociąg przebiegał dalej od szwedzkich brzegów. Obecna trasa prowadząc przez obszary ważne dla egzystencji szeregu gatunków ryb grozi też innymi niebezpieczeństwami, z którymi Sztokholm nie może się pogodzić. Istnieje np. obawa przed skutkami naruszenia pokładów dennych, w których - według szwedzkich ekspertów - kryją się ogromne ilości zatopionych materiałów wybuchowych, w tym min morskich; ich ewentualne eksplozje mogą poważnie i negatywnie oddziaływać na środowisko.

Zdaniem ministra "przesunięcie trasy na wschód pozwoli uniknąć tych zagrożeń". Równocześnie Andreas Carlgren twierdzi, że strona szwedzka wycofuje się z wcześniejszych sugestii wyrażanych przez państwowy Urząd Ochrony Środowiska, by Nord Stream starał się wybrać dla gazociągu trasę lądową. - Na podstawie wiedzy jaką obecnie posiadamy, uznajemy tę propozycję za niewykonalną - powiedział szwedzki minister.

tell a friend :: comments 0


OBWE zarzuca Rosji stosowanie restrykcji wobec obserwatorów

Posted by admin on 2007-10-31 16:12:03 CET

Rosja stosuje "bezprecedensowe" restrykcje wobec misji obserwatorów OBWE na wybory parlamentarne 2 grudnia - powiedziała przedstawicielka organizacji.

Rzeczniczka mieszczącego się w Warszawie i podlegającego OBWE biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) Urdur Gunnarsdottir poinformowała, że otrzymane od Rosji zaproszenie jest "w bezprecedensowej formie", gdyż "nakłada ograniczenia na cele misji".

- To bezprecedensowe, forma zaproszenia jest bezprecedensowa, ponieważ nakłada restrykcje na cele misji - powiedziała rzeczniczka. - Musimy teraz bardzo dokładnie przyjrzeć się konsekwencjom, które to za sobą pociąga, gdyż może to ograniczyć inne możliwości przeprowadzenia sensownej obserwacji - zauważyła Gunnarsdottir.

Jak poinformował członek rosyjskiej Centralnej Komisji Wyborczej Igor Borisow, Rosja wysłała zaproszenia dla 300-400 obserwatorów zagranicznych, w tym 70 z OBWE, którzy będą mogli monitorować wybory parlamentarne 2 grudnia. Na poprzednie wybory do Dumy, niższej izby rosyjskiego parlamentu, które odbyły się w roku 2003, Moskwa zaprosiła ok. 1200 obserwatorów z zagranicy, w tym ponad 400 z samej OBWE.

Gunnarsdottir zauważyła, iż trudno jest zinterpretować decyzję władz rosyjskich, gdyż przesłane OBWE zaproszenie mówi, że misja delegacja "może liczyć do 70 osób".

- Czy to oznacza, że może ich być więcej, czy mniej - nie wiem. Takie jest sformułowanie: +może liczyć+. Teraz musimy to rozważyć, musimy także spojrzeć na zaproszenie w całości, co ono oznacza (...) w sensie tego, co możemy zrobić - powiedziała Gunnarsdottir.

- Bardzo poważnie to badamy i bardzo ciężko pracujemy nad jego rozważaniem - zaznaczyła rzeczniczka. Jej zdaniem za wcześnie jest na mówienie o konsekwencjach.

tell a friend :: comments 0


Rosja: Wybuch w autobusie - 8 zabitych, 56 rannych

Posted by admin on 2007-10-31 16:10:54 CET

Co najmniej osiem osób zginęło, a 56 zostało rannych wskutek wybuchu w autobusie komunikacji miejskiej w Togliatti (dawnym Stawropolu nad Wołgą;), ok. 1000 kilometrów na południowy wschód od Moskwy.

Stan siedmiorga rannych lekarze określają jako bardzo ciężki. Troje z nich znajduje się w reanimacji. Szpitale, do których przywieziono poszkodowanych, apelują do mieszkańców Togliatti o oddawania krwi.

Wiadomo już, że w autobusie eksplodował ładunek wybuchowy. Przypuszcza się, że był to zamach terrorystyczny. Wybuch nastąpił o godz. 7.17 czasu lokalnego (4.17 czasu polskiego), gdy autobus wjeżdżał na ruchliwe skrzyżowanie w centrum tego liczącego 750 tys. mieszkańców miasta w obwodzie samarskim. Zdaniem specjalistów, gdyby do eksplozji doszło na pobliskim przystanku, liczba ofiar byłaby znacznie większa.

Do eksplozji doszło w autobusie MAZ. Pojazd nie był napędzany gazem. Obsługiwał trasę, przy której usytuowanych jest kilka szkół i wyższych uczelni. Stąd większość poszkodowanych to młodzi ludzie. Wśród rannych są również przechodnie i mieszkańcy okolicznych domów, w których na dolnych piętrach wyleciały z okien szyby.

Według źródła w lokalnych organach ścigania, na które powołuje się agencja Interfax, ładunek wybuchowy miał siłę rażenia 1 kg trotylu. Niektórzy eksperci mówią nawet o 2 kg trotylu. Bomba była umieszczona pod autobusem lub przymocowana w środku, do podłogi.

Świadkowie opowiadają, że na miejscu wybuchu wyczuwało się charakterystyczny zapach trotylu. Bomba nie zawierała żadnych elementów, które mogłyby spotęgować siłę rażenia.

Rozpatruje się kilka hipotez. Zgodnie z jedną z nich w autobusie eksplodował ładunek wybuchowy przewożony przez któregoś z pasażerów. Natomiast zdaniem gubernatora obwodu samarskiego Władimira Artiakowa, "wersja zamachu terrorystycznego jest wersją podstawową".

Przedsiębiorstwo transportowe, do którego należał autobus, oświadczyło, że przed wyjazdem na trasę pojazd przeszedł kontrolę techniczną; był sprawny i nie stwierdzono w nim niczego podejrzanego.

Miejscowe władze próbują blokować informacje z miejsca zamachu. Zostało ono otoczone trzema kordonami milicji i wojsk wewnętrznych. Funkcjonariusze utrudniają dziennikarzom dotarcie do rejonu wybuchu.

Z Togliatti napływają nawet wiadomości o odbieraniu reporterom legitymacji prasowych, a fotoreporterom także sprzętu. Kilka ekip telewizyjnych zostało zatrzymanych. Swobodę działania mają tylko wysłannicy państwowych stacji telewizyjnych - Kanału 1 i Rossiji.

Do Togliatti przylecieli już eksperci z Moskwy, którzy prowadzili dochodzenia w sprawie wybuchów w stołecznych środkach komunikacji miejskiej. Udali się tam też moskiewscy specjaliści od zwalczania terroryzmu i przestępczości zorganizowanej.

Prezydent Władimir Putin polecił swojemu pełnomocnemu przedstawicielowi w Nadwołżańskim Okręgu Federalnym Aleksandrowi Konowałowowi, by otoczył opieką rodziny ofiar eksplozji.

tell a friend :: comments 0


Rosja zarzuca USA przyspieszenie negocjacji w sprawie tarczy

Posted by admin on 2007-10-31 16:09:56 CET

Rosja zarzuciła Stanom Zjednoczonym, że nie tylko nie wstrzymały rozmów z Republiką Czeską i Polską w sprawie tarczy antyrakietowej, lecz "podejmują dodatkowe kroki w celu ich przyspieszenia".

Krytykę działań USA zawiera opublikowane w środę na stronie internetowej rosyjskiego MSZ oświadczenie oficjalnego rzecznika ministerstwa Michaiła Kamynina.

Kamynin pisze, że Rosja wciąż czeka na przedstawienie na piśmie propozycji USA w sprawie współpracy w dziedzinie obrony przeciwrakietowej, które - jak podkreśla rzecznik MSZ - strona amerykańska sugerowała podczas niedawnych rozmów w Moskwie szefów dyplomacji i resortów obrony Rosji i USA.

W oświadczeniu wskazano na takie wypowiedzi przedstawicieli władz amerykańskich, z których wynika, że USA same - bez oglądania się na Rosję - będą oceniać realność zagrożeń rakietowych i co za tym idzie decydować o celowości "aktywowania" tarczy.

USA chcą rozmieścić w Polsce wyrzutnie rakiet przechwytujących, a w Czechach stację radarową. Obiekty te stanowiłyby elementy tarczy antyrakietowej chroniącej Stany Zjednoczone i ich sojuszników przed atakiem państw nieprzewidywalnych, takich jak Iran. Rosja kategorycznie sprzeciwia się tym planom.

tell a friend :: comments 0


Na Zakarpaciu uczczono 60. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. Teodora Romży

Posted by admin on 2007-10-31 16:02:52 CET

W wiosce Iwanówka koło Mukaczewa, gdzie przed 60 laty dokonano zamachu na greckokatolickiego biskupa Teodora Romżę, odbyły się uroczystości z okazji tej rocznicy. W 2001 Jan Paweł II ogłosił mężnego władykę błogosławionym. Jakkolwiek do dzisiaj nie wszystkie okoliczności jego zgonu zostały w pełni wyjaśnione, ani historycy Kościoła, ani wierni nie mają wątpliwości, że padł on ofiarą służb specjalnych ówczesnego reżimu sowieckiego.

Pamięć bohaterskiego biskupa, który - mimo pogróżek i nieustannego ograniczania jego możliwości działania - pozostał do końca wierny papieżowi i nie zgodził się na przyłączenie miejscowych grekokatolików do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, uczcili nie tylko wierni z Zakarpacia, ale także goście ze Słowacji i katolicy łacińscy z biskupem mukaczewskim Antalem Majnekiem na czele. Przybył również nuncjusz apostolski na Ukrainie abp Ivan Jurkovicz.

Przedstawiciel Stolicy Apostolskiej powiedział, że sam fakt wspominania bł. Teodora na miejscu zamachu na jego życie przywołuje wspomnienie pierwszych wieków historii Kościoła, gdy chrześcijanie zbierali się na modlitwie przy grobach męczenników. "Dziś widzimy jeszcze jedno potwierdzenie tej prawdy, znanej już od dwudziestu wieków, iż męczeństwo jest podstawą, na której wzrasta Kościół " - mówił dalej dyplomata watykański. Dodał, że przykłady męczenników, o czym mówił Jan Paweł II w czasie beatyfikacji bp. Teodora i innych męczenników greckokatolickich z Ukrainy, "świadczą o tym, że męczeństwo jest najwyższym stopniem służby Bogu i Kościołowi ".

Bł. Teodor Romża (1911-47) pochodził z wielodzietnej rodziny na Zakarpaciu. W 1930 wyjechał na dalsze studia do Rzymu i tam w 1937 przyjął święcenia kapłańskie. W rok później wrócił do kraju (Zakarpacie należało wówczas do Czechosłowacji), aby odbyć obowiązkową roczną służbę wojskową. Od marca do września 1938 był administratorem parafii w górskich wsiach w rejonie Huskim, po czym krótko służył w wojsku i znów pracował duszpastersko. Po zajęciu ziem czeskich przez Niemcy i wkroczeniu na Zakarpacie władz węgierskich, od września 1938 niemal do końca 1944 ks. Romża (po węgiersku Romzsa) wykładał filozofię i był ojcem duchowym seminarium duchownego w Użgorodzie. 24 września 1944 r. 33-letni wówczas kapłan został biskupem mukaczewskim Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego.

W 1945 ziemie te zajęła Armia Czerwona a całe Zakarpacie weszło w skład Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. Podobnie jak na zagarniętych wcześniej terenach tzw. Ukrainy Zachodniej (należącej przed wojną do Polski) władze szybko rozpoczęły rozprawę m.in. z Kościołem greckokatolickim, widząc w nim jedną z ostoi nacjonalizmu ukraińskiego. Początkowo wydawało się, że młody biskup, nie mający żadnego doświadczenia organizacyjnego, stanie się dużo łatwiejszym celem tej kampanii niż grekokatolicy we Lwowie, których siłą wcielono (przynajmniej formalnie) do prawosławia już w marcu 1946. Dlatego uderzenie w grekokatolików zakarpackich odłożono na później.

Tymczasem 35-letni hierarcha, oskarżany przez władze m.in. o to, że był agentem "okupantów " węgierskich, mężnie bronił swych wiernych przed naciskami ze strony władz, podtrzymywał ich na duchu, rozprowadzał wśród nich literaturę religijną, jaką udało mu się zdobyć i wszelkimi sposobami sprzeciwiał się wchłonięciu swego kościoła przez Patriarchat Moskiewski. Nieustannie podróżował po swej eparchii (diecezji), umacniając swych współwyznawców w wierze.

I właśnie podczas jednej z takich podróży 27 października 1947 koło wsi Iwanówka w pobliżu Mukaczewa na jadącego wozem konnym biskupa najechał z wielką prędkością samochód prowadzony przez agentów NKWD. Hierarcha mimo to cudem przeżył, choć odniósł stosunkowo nieznaczne rany. Trafił do szpitala w Mukaczewie i tam 1 listopada tegoż roku zmarł w niewyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach. Przypuszcza się, że otruła go agentka sowiecka przebrana za pielęgniarkę.

Dzielnego biskupa ogłosił błogosławionym - wraz z 26 innymi męczennikami greckokatolickimi - Jan Paweł II podczas swego pobytu we Lwowie 27 czerwca 2001 r.

tell a friend :: comments 0


Account of the "Discover Your Roots Tour to Western Ukraine"

Posted by admin on 2007-10-31 14:20:06 CET

Hi Folks !

To read a detailed account of the "Discover Your Roots Tour to Western
Ukraine," go to http://www.torugg.org/ and click on "Here is an account of the 2007 Trip"

The diary not only details the various events, including the visits to the
archives, it also presents historical backdrops to the places we visited.

The plans for a 2008 "Discover Your Roots Tour to Western Ukraine" are well
underway and can be viewed at:

http://www.torugg.org/TUGG%20Projects/trip_to_ukraine.html

Regards,

Jim Onyschuk

http://www.onyschuk.com

tell a friend :: comments 0


Łatwiej zatrudniamy obcokrajowców

Posted by admin on 2007-10-31 13:58:44 CET

Od 20 lipca Ukraińcy, Rosjanie i Białorusini mogą pracować w Polsce bez zezwolenia przez trzy miesiące. Po półrocznej przerwie znów mogą przyjechać na trzy miesiące. Jedynym warunkiem jest posiadanie wizy oraz oświadczenie od polskiego pracodawcy o zamiarze zatrudnienia.

Zdaniem ekspertów, otwarcie rynku dla obcokrajowców to krok w dobrym kierunku. - Gospodarka na tym skorzysta. Polskie firmy jako jedną z najważniejszych barier w rozwoju wskazują brak pracowników. Możliwości kadrowe są również istotnym czynnikiem, na który patrzą zagraniczni inwestorzy. Powinno to także zahamować wzrost płac, który zmniejsza konkurencyjność naszych firm - mówi "PB" Henryk Michałowicz, ekspert od rynku pracy Konfederacji Pracodawców Polskich.

Aby ten pozytywny scenariusz się ziścił, nasi sąsiedzi muszą chcieć przyjechać do pracy. - Każdy sektor zgłasza zapotrzebowanie na pracowników. Liczymy, że docelowo przyjedzie do Polski kilkaset tysięcy pracowników, zarówno z niskimi kwalifikacjami do pracy w rolnictwie czy budownictwie, jak i inżynierowie czy pielęgniarki - mówi Kazimierz Kuberski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Resort liczy, że nie tylko przyjadą nowi, ale ci, którzy już u nas są wyjdą z szarej strefy. - Szacujemy, że na czarno pracuje w Polsce 1,3 mln osób. Wiele z nich to obcokrajowcy - dodaje Kazimierz Kuberski. Na dowód przywołuje liczby: w 2006 r. pozwolenie na pracę dostało 10 tys. obcokrajowców, na pracy na czarno przyłapano 3 tys., podczas gdy tylko Ukraińcy dostali blisko 1,5 mln wiz.

Eksperci mają poważne wątpliwości, czy rządowy projekt zadziała. Jako ogromną wadę wskazują limitowanie czasu pracy do trzech miesięcy. - To zbyt krótki okres. Wiele osób zniechęci do przyjazdu. Lepiej gdyby nie było żadnego limitu - mówi Maciej Krzak, ekspert PKPP Lewiatan. Resort tłumaczy, że nie może otworzyć w pełni rynku pracy, bo bez pracy wciąż pozostaje wielu Polaków.

Znawcy ukraińskiego rynku mówią, że Polska wcale nie jest taka atrakcyjna. - Pracownicy z Ukrainy są bardzo poszukiwani w Europie Zachodniej. Chętnie tam wyjeżdżają, bo mogą liczyć na wyższe pensje i łatwiejszy dostęp do pracy, np. Portugalia ma dużo przyjaźniejsze przepisy niż Polska - mówi Natalia Suchowiejewa z Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

tell a friend :: comments 0


Gruzini pobili się z Rosjanami

Posted by admin on 2007-10-31 13:48:05 CET

Gruziński patrol pobił się z rosyjskimi siłami pokojowymi. Do incydentu doszło w neutralnej strefie oddzielającej Gruzję od Abchazji. Obyło się bez ofiar. Obie strony obarczają się winą za incydent.

Gruzja oskarża rosyjskich żołnierzy o pobicie i zatrzymanie 3 funkcjonariuszy gruzińskiego MSWiA. Rosjanie twierdzą, że to Gruzini sprowokowali incydent grożąc, że rozstrzelają rosyjski patrol.

W wyniku incydentu Gruzja i Abchazja poinformowały o postawieniu sił zbrojnych w rejonie granicznym w stan gotowości.

Abchazja formalnie wchodzi w skład Gruzji, jednak od początku lat 90-tych de facto stanowi niepodległe państwo, blisko związane z federacją rosyjską.


tell a friend :: comments 0


Pyrzyce: Ukraińcy pracowali na czarno

Posted by admin on 2007-10-31 13:34:29 CET



W gospodarstwie koło Pyrzyc zatrzymano 75 obywatelek Ukrainy. Właściciel gospodarstwa zatrudniał je przy produkcji wieńców i stroików, na co nie miał zezwolenia Urzędu Pracy.

Oficjalnie kobiety miały pracować w polu. Dorota Lorenz z Państwowej Inspekcji Pracy mówi, że właścicielowi gospodarstwa grożą sankcje karne.

Ponadto budynek w którym przebywały kobiety nie był w ogóle przystosowywany do celów mieszkalnych. Spały stłoczone na rozłożonych na podłodze siennikach. Nie było okien, a w łazienkach - wanien ani pryszniców. Sprawę zbada SanepidDziś warunki bytowe ma sprawdzić Sanepid. Żadna z zatrzymanych nie wróci do gospodarstwa. Wszystkie są przesłuchiwane, ustala się ich tożsamość i pobiera odciski palców. Jeśli przebywają w Polsce nielegalnie, zostaną deportowane. Jeśli miały pozwolenie na pracę, prawdopodobnie dostaną 7 dni na opuszczenie Polski i 12-miesięczny zakaz wjazdu do naszego kraju.

tell a friend :: comments 0


Euro 2012: mało za nami, przed nami wiele

Posted by admin on 2007-10-31 13:32:58 CET

W siedzibie Konfederacji Pracodawców Polskich odbyła się konferencja prasowa, podczas której zaproszeni Goście analizowali stan przygotowań Polski do mistrzostw Europy w piłce nożnej w roku 2012.

Spotkanie, którego gospodarzem był Andrzej Malinowski – prezydent KPP zapoczątkowało merytoryczne debaty, które organizować będzie KPP o konkretnych problemach i zagadnieniach ważnych dla sprawnej organizacji Euro 2012. Podczas spotkania analizowano plany inwestycyjne i problemy infrastruktury teleinformatycznej, dyskutowano m.in. o partnerstwie publiczno-prywatnym oraz potrzebie wprowadzenia szybkich zmian w planach zagospodarowania przestrzennego.

W konferencji udział wzięli Maciej Witucki – Prezes TP S.A., Maciej Stańczuk – Prezes WestLB Bank S.A., Ludwik Sobolewski Prezes GPW S.A. oraz Jaime Fuster z kancelarii prawnej Garrigues. To pierwsze – ale nie ostatnie – spotkanie tego szacownego Grona. Konfederacja Pracodawców Polskich i Ukraiński Związek Przemysłowców i Przedsiębiorców w ramach Koalicji Polskich i Ukraińskich Pracodawców na rzecz Euro 2012 organizują 29 listopada międzynarodową konferencję Euro 2012 – szanse i bariery, na której obecni dziś szefowie największych polskich przedsiębiorstw zgodzili się poprowadzić panele dyskusyjne. W konferencji udział wezmą także przedstawiciele rządów Polski i Ukrainy oraz przedstawiciel UEFA. Zaproszeni goście zgodzili się, że stan przygotowań do piłkarskich mistrzostw Europy jest niewystarczający. Problemem jest między innymi brak odpowiednich regulacji prawnych, w szczególności w obszarze realizacji inwestycji w oparciu o partnerstwo publiczno – prywatne. Prezydent Andrzej Malinowski zwrócił ponadto uwagę na – będące zmorą inwestorów – plany zagospodarowania przestrzennego, bariery wynikające z przepisów prawa budowlanego i sytuację na rynku pracy.

Andrzej Malinowski zaapelował, by powołać Komisję Sejmową do Spraw Euro 2012, zajmującą się opracowywaniem ustaw na potrzeby organizacji tej imprezy. Podkreślił, że Euro 2012 nie powinno być elementem rozgrywki politycznej i – jak mówił Prezydent KPP – należy powołać apolityczny komitet do jego organizacji. Nigdzie na świecie takich imprez nie organizuje Ministerstwo Sportu. Pomijając fakt, że na świecie generalnie nie ma ministerstw sportu. Na czele tego komitetu powinna stanąć osoba pokroju Franza Beckenbauera – apolityczny i sprawny menedżer, niegdyś zawodowo związany ze sportem. Prezydent KPP ustosunkował się również do zamieszania wokół stadionu narodowego, który uważa za problem zastępczy. Dyskusję o jego lokalizacji można przeprowadzić, jeśli jej przebieg nie wpłynie na termin realizacji inwestycji. Andrzej Malinowski podkreślił, że ważne jest, aby zapewnić dojazd do stadionu wszystkimi środkami komunikacji miejskiej. O wiele ważniejsze jest, by ten stadion po Mistrzostwach sprawnie funkcjonował nadal. To nie może być stadion dla jednej imprezy, za wszelką cenę należy uniknąć modelu portugalskiego – trzy areny ostatnich mistrzostw są de facto martwe – powiedział Andrzej Malinowski. Prezydent KPP przypomniał, że już następnego dnia po ogłoszeniu decyzji o przyznaniu nam prawa do organizacji imprezy, Konfederacja Pracodawców Polskich wystosowała listę ustaw, w których należy dokonać zmian – są to m.in. ustawa o partnerstwie publiczno–prywatnym, ustawa prawo budowlane i ustawa
o planowaniu przestrzennym.

Maciej Witucki, prezes Telekomunikacji Polskiej wyraził zadowolenie z finalizowanego właśnie projektu zapewnienia dostępu do szerokopasmowego Internetu mieszkańcom gminy Żabia Wola, przy aktywnym wsparciu władz samorządowych. Umowy z kolejnymi 6 województwami są już podpisane – również zakładają współpracę w ramach partnerstwa publiczno – prywatnego.

Prezes Giełdy Papierów Wartościowych, Ludwik Sobolewski, jest przekonany, że międzynarodowe firmy i przedsiębiorcy z zagranicy niedługo zainwestują w Polsce. Euro 2012 to żyła złota i wielki biznes. Ta konferencja to apel do rządzących o podjęcie działań zmierzających do przyciągnięcia jak największego strumienia podmiotów społecznych i gospodarczych. Poza tym, za mało mówi się, że to wspólne przedsięwzięcie – Ukraińcy są przecież także organizatorami.

Jaime Fuster zapewniał, że hiszpańskie firmy chętnie będą z Polakami współpracować. Wiele z nich już to robi, operując na polskim rynku, a jeszcze więcej chce wejść. Utrzymując piłkarską konwencję: skoro polscy piłkarze grają w hiszpańskich klubach, hiszpańskie firmy powinny grać na polskim rynku. Fuster podkreślił także ogromną rolę modelu partnerstwa publiczno – prywatnego, jako narzędzia szeroko rozumianego rozwoju kraju.

Poparł go Maciej Stańczuk. Wedle jego słów, tylko taka hybryda środków publicznych i prywatnych zapewni imprezie powodzenie. Prezes banku WestLB zwracał uwagę, że jedynie firmy prywatne mogą zapewnić sprawne działanie stadionu po Mistrzostwach. Urzędnik, nawet najuczciwszy, wydając swe administracyjne decyzje nie sprawi, że stadion na siebie zarobi. Na zakończenie, wyraził nadzieję, że piłka nożna – i sport w ogóle – stanie się dzięki tym Mistrzostwom rodzinną rozrywką.

Zaproszeni goście zgodzili się, że przedsiębiorcy są przygotowani do realizacji tego przedsięwzięcia.

Konfederacja Pracodawców Polskich jest największą i najstarszą organizacją pracodawców w Polsce. Powstała w listopadzie 1989 roku. Reprezentuje ponad 6000 firm, zatrudniających przeszło 2 mln pracowników. 82 proc. z nich to firmy prywatne. Konfederacja jest uznanym partnerem społecznym w Polsce i w Europie. Prezydentem KPP jest Andrzej Malinowski, który jest także I wiceprezydentem Europejskiej Organizacji Pracodawców Przedsiębiorstw Publicznych CEEP.

tell a friend :: comments 0


Krótszy czas oczekiwania ciężarówek na granicy z Ukrainą

Posted by admin on 2007-10-31 13:30:52 CET

O kilka godzin skrócił się od wtorku czas oczekiwania ciężarówek na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Korczowej (Podkarpackie). Wyjeżdżające z Polski muszą czekać 11 godzin, a wjeżdżające - 8 - poinformowała rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu kpt. Elżbieta Pikor.


Nieznacznie wydłużył się natomiast czas oczekiwania na odprawę dla ciężarówek przekraczających granicę w Medyce. Na wyjazd czeka się tam 13 godzin, a na wjazd - 3 godziny.

Dłużej muszą czekać na odprawę także kierowcy aut osobowych. Wjeżdżający do Polski przez Krościenko czekają 10 godzin, przez Korczową - 7 godzin, a przez Medykę - 5 osobowe i godzinę krócej autokary. Na bieżąco odprawiani są kierowcy wyjeżdżający na Ukrainę. Powodem kolejek jest przede wszystkim natężenie ruchu, spowodowane prawdopodobnie zbliżającym się świętem. Ponadto jest to także skutek blokowania przez kierowców w połowie października przejścia granicznego i dojazdu do niego. Kierowcy domagali się przede wszystkim zwiększenia liczby celników na przejściu oraz popierali celników, którzy żądają podwyżki pensji. Postulat zwiększenia obsady przejść został spełniony - zarówno w Korczowej, jak i w Medyce zwiększono liczbę celników na każdej zmianie.

tell a friend :: comments 0


Janukowycz nie zgadza się z Rosjanami ws. cen gazu

Posted by admin on 2007-10-31 13:29:26 CET

Premier Ukrainy Wiktor Janukowycz uważa, że cena za gaz dla Ukrainy w roku 2008 nie powinna być wyższa niż 160 dolarów za 1000 metrów sześciennych. W tym roku Ukraina kupuje gaz po 130 dolarów.

Janukowycz nawiązał w środę do słów prezydenta Wiktora Juszczenki, który przed niespełna tygodniem za optymalną uznał cenę 150-160 USD za 1000 metrów sześciennych gazu. Nazwał nieuzasadnionymi wymieniane ceny - 188, 190 czy też 200 dolarów.

"Słyszeliśmy wszyscy wystąpienie prezydenta w tej sprawie" - powiedział Janukowycz dodając, że popiera ocenę Juszczenki i uważa, że cena gazu nie powinna przekraczać 150-160 dolarów za 1000 metrów sześciennych. Szef rządu zlecił ministrowi energetyki Jurijowi Bojko zakończyć w ciągu 7-10 dni rozmowy z rosyjskim Gazpromem w sprawie cen na importowany gaz na rok 2008 z uwzględnieniem cen tranzytu przez Ukrainę tego surowca płynącego do państw UE.

Ukraina nie kupuje obecnie gazu bezpośrednio od Gazpromu. Koncern sprzedaje błękitne paliwo zarejestrowanej w Szwajcarii spółce RosUkrEnergo (Gazprom dzieli w niej udziały z ukraińskim biznesmenem Dmytrem Firtaszem), ta zaś odsprzedaje je ukraińskiej firmie UkrGazEnergo.

tell a friend :: comments 0


Elektrownia w Ignalinie bez udziału Polski?

Posted by admin on 2007-10-31 08:30:51 CET

Budowa elektrowni atomowej w Ignalinie może powstać bez udziału Polski. Takie przekonanie wyraził Valdas Adamkus podczas spotkania prezydentów Litwy, Łotwy i Estonii w Rydze.

W łotewskiej stolicy omawiali oni kwestie polityki energetycznej. Jednocześnie politycy zapewnili, że Polska nadal jest częścią projektu budowy nowej elektrowni atomowej w litewskiej Ignalinie.

Prezydenci obecni na spotkaniu zaznaczyli, że w obecnej sytuacji kraje bałtyckie nie mogą zbyt długo czekać na decyzję Warszawy. Prezydent Łotwy, Valdis Zatlers, powiedział, że "Polska nie powstrzyma krajów bałtyckich przed realizacją projektu budowy nowej elektrowni jądrowej". Litewski prezydent Valdas Adamkus zaznaczył natomiast, że projekt budowy nowej elektrowni jądrowej w Ignalinie zostanie zrealizowany, nawet gdyby Poska miała w nim nie uczestniczyć. Na spotkanie do Rygi miał przybyć także Lech Kaczyński. Polski prezydent odwołał jednak udział w spotkaniu z powodu sytuacji politycznej w kraju po ostatnich wyborach parlamentarnych.

Litwa w traktacie akcesyjnym zobowiązała się zamknąć do 2009 roku starą elektrownie w Ignalinie, która używa takich samych reaktorów jak w Czarnobylu. Ekonomiści uprzedzają, że po zamknięciu starej siłowni Litwa będzie w 75-ciu procentach uzależniona od rosyjskiego sektora energetycznego. To może doprowadzić do wzrostu cen prądu o blisko 40 procent.

Nowa elektrownia atomowa w Ignalinie to wspólny projekt Litwy, Łotwy, Estonii i Polski. Budowa ma pomóc w uniezależnieniu się krajów bałtyckich od dostaw energii z Rosji. Siłownia ma kosztować 300 milionów euro oraz mieć moc około 3200 mega watów. Zakończenie jej budowy jest planowane na 2015 rok.

tell a friend :: comments 0


Rosja - Dzień Ofiar Represji Politycznych

Posted by admin on 2007-10-31 08:29:40 CET



Rosja obchodziła wczoraj Dzień Ofiar Represji Politycznych. W tym roku mija 70. rocznica szczególnego natężenia represji w 1937 roku - okresie, który przeszedł do historii Rosji pod nazwą Wielkiego Terroru.

Prezydent Władimir Putin uczcił pamięć ofiar stalinowskich czystek, odwiedzając butowski poligon na południu Moskwy, należący w przeszłości do NKWD. W latach 1930-50 rozstrzeliwano tam masowo przeciwników władzy radzieckiej.

Rosyjski prezydent powiedział, że okres represji jest bardzo tragiczną kartą w dziejach kraju. Władimir Putin dodał, że nie można zapomnieć o tych zbrodniach:"Chroniąc pamięć o tragediach z przeszłości, powinniśmy opierać się na tym co jest najlepsze w naszym narodzie. Powinniśmy łączyć nasze wysiłki dla rozwoju kraju". Prezydent Putin wziął udział w nabożeństwie w cerkwi wybudowanej na butowskim poligonie. Nabożeństwo celebrował patriarcha Aleksy Drugi. Przed wejściem do świątyni Władimir Putin i Aleksy Drugi złożyli kwiaty przed ustawionym tam w sierpniu tego roku Krzyżem Sołowieckim, przywiezionym z Wysp Sołowieckich gdzie powstały pierwsze radzieckie łagry.

Na butowskim poligonie prezydentowi Rosji towarzyszył rzecznik praw człowieka.

Przewodniczący Centrum Praw Człowieka „Memoriał", Arsienij Rogiński, zwrócił uwagę, że wizyta Putina jest ważnym i pozytywnym wydarzeniem. Po raz pierwszy bowiem głowa państwa odwiedziła to miejsce kaźni. Radio Majak poinformowało, że w byłym Związku Radzieckim było 25 milionów osób represjonowanych.

tell a friend :: comments 0


Gazociąg Północny zagrożeniem dla środowiska ?

Posted by admin on 2007-10-31 08:27:56 CET

Premierzy Estonii i Finlandii powiedzieli po spotkaniu szefów rządów państw nordyckich i bałtyckich, że budowa planowanego gazociągu na dnie Bałtyku to przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa środowiska.

Rozumiemy, że wielkość dostaw (gazu) z Rosji do Europy Środkowej musi zostać zwiększona, lecz niezbędna infrastruktura musi być budowana w sposób przyjazny dla środowiska - powiedział na konferencji prasowej premier Finlandii Matti Vanhanen.

Premier Estonii Andrus Ansip wyraził zaniepokojenie zagrożeniami dla środowiska związanymi z budową podmorskiego rurociągu przypominając, że Morze Bałtyckie jest stosunkowo płytkie i wszelkie prace na dużą skalę mogą jego środowisku zaszkodzić. Ansip przyznał, że kraje bałtyckie podchodzą do projektu Gazociągu Północnego bardziej emocjonalnie niż pozostałe państwa.

- Kiedy mówi się nam, że wraz z gazociągiem dostaniemy okręty podwodne, to oczywiście nie budzi sympatii ludzi do rurociągu - powiedział premier Estonii nawiązując do zapowiedzi Rosji, że okręty będą strzegły gazociągu.

Inni premierzy obecni we wtorek na spotkaniu w Oslo wstrzymali się od wypowiedzi na temat Gazociągu Północnego.

We wrześniu władze w Tallinie odmówiły zgody na zbadanie estońskiej morskiej strefy ekonomicznej przez rosyjsko-niemiecką spółkę Nord Stream, która jest projektantem, a także będzie operatorem rurociągu. Radą nadzorczą kieruje były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder. Gazociąg miałby zostać uruchomiony w 2010 roku i dostarczać gaz bezpośrednio z Rosji do Niemiec.

tell a friend :: comments 0


Chińczycy zrobią nam Euro 2012?

Posted by admin on 2007-10-31 08:24:50 CET


Bartłomiej Kuraś, Kraków

Ambasador Chińskiej Republiki Ludowej Sun Rongmin proponuje Polsce pomoc przy organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Kiedy Sun Rongmin objął placówkę w Warszawie, UEFA właśnie ogłosiła, że Polska i Ukraina będą organizować Euro 2012.

- Czuję więź z polskim narodem, bo przecież my, Chińczycy, przygotowujemy teraz igrzyska olimpijskie, które odbędą się w przyszłym roku w Pekinie. Chińska Republika Ludowa może służyć swoją pomocą i doświadczeniem Rzeczypospolitej Polskiej przy organizacji dużych imprez sportowych - mówi "Gazecie" Rongmin.

Proponuje nam usługi logistyczne i budowlane chińskich firm. - Zapraszamy osoby organizujące Euro 2012 do odwiedzenia Pekinu i zapoznania się z naszymi rozwiązaniami. Nasze firmy budowlane są bardzo zainteresowane prowadzeniem inwestycji w Polsce - informuje Rongmin.

W weekend spotkał się z władzami Małopolski. Kraków nie jest miejscem, gdzie mają odbyć się mecze mistrzostw Europy. Jednak tamtejsi samorządowcy i politycy liczą na to, że jeszcze uda im się to zmienić.

Marszałek Małopolski Marek Nawara (popierany przez PO) zamierza z zaproszenia ambasadora skorzystać. - Chcę z krakowskim sztabem organizacyjnym Euro 2012 stworzyć misję, która w Pekinie zapozna się z chińskimi metodami przygotowywania dużych imprez sportowych. Chiny rok przed olimpiadą mają prawie wszystko gotowe. Dobrze by było skorzystać z ich doświadczeń, by w Polsce zdążyć na czas z mistrzostwami Europy - mówi Nawara.

Eksperci gospodarczy oceniają, że chińska propozycja może mieć sens. - Przy tym, co teraz dzieje się w Polsce w sprawie organizacji mistrzostw Europy, a na razie dzieje się niewiele, skorzystanie z chińskiej pomocy mogłoby być dla Polski zbawienne. I to nie jest żadna fantastyka - uważa Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. - Chińskie firmy, z tysiącami swoich pracowników, są gotowe przyjechać do Polski w każdej chwili. I należycie zadbają o logistykę.

Z analiz TOR wynika, że polscy budowlańcy sami mogą nie podołać organizacji Euro 2012, bo jest ich w kraju zbyt mało. Furgalski tłumaczy: - Niemcom i firmom z innych krajów Unii nie opłaca się u nas pracować, bo za mało płacimy. Ukraińcy muszą zadbać o własne stadiony, pomoc Białorusi z przyczyn politycznych jest wykluczona, a w Rosji też już dobrze płaci się w sektorze budowlanym. Dobrze byłoby więc chińską pomoc poważnie rozważyć, by potem nie żałować.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Tuesday, October 30 2007

Chauvier: Jak ukraińscy nacjonaliści piszą historię od nowa

Posted by admin on 2007-10-30 21:16:59 CET

Tekst ukazał się w "Le Monde Diplomatique - edycja polska". tłumaczenie: Jarosław Pietrzak

Wehrmacht i Armia Czerwona - w jednym szeregu

Majdan, Plac Niepodległości w Kijowie - nie sposób o nim zapomnieć. Pod koniec 2004 r. "pomarańczowa rewolucja" sprowadziła tu telewizje całego świata. Trzy miesiące temu miejsce to stało się areną kolejnego widowiska, w innym tym razem kolorze: falowało czerwienią opieczętowaną znakiem sierpa i młota. Tego dnia, 9 maja 2007 r., od zwycięstwa nad faszyzmem minęły 62 latai. Ukraina o tym pamięta. Przez sąsiadujący z placem bulwar Chriszczatik kroczą udekorowani medalami weterani Armii Czerwonej i Partyzantki. Z głośnika słychać słynny hymn z 1941 r., wzywający do zrywu: "Stań wyprostowany, wielki ludu, przeciwko mrokom faszyzmu, / wojna ludowa, wojna święta nadchodzi".

W tym typowo radzieckim obrzędzie młoda demokracja ukraińska jest reprezentowana mimo wszystko dość dobrze: pomarańczowa opozycja (obecnie mniejszościowa), jej przywódca - głowa państwa i partii Nasza Ukraina, Wiktor Juszczenko, "egeria" Julia Tymoszenko, kierująca blokiem nazwanym od jej imienia, żółto-niebieska flaga narodowa, wojsko? Czyżby składano hołd wielkiemu czynowi wojennemu ZSRR? Ani trochę: to jedynie tradycja i przyzwyczajenie. Na tym urodzinowym torcie na prezydenta czeka gorzka wisienka: ludowa manifestacja podążająca za oficjalną defiladą wznosi flagi czerwone (komuniści), różowe (socjaliści) i niebiesko-białe (wschodząca siła, jaką jest Partia Regionów premiera Wiktora Janukowycza, nieobecnego z powodów zdrowotnych). W taki sposób rozwija żagle większościowa koalicja Rady Najwyższej, ukraińskiego parlamentu, któremu przewodzi Ołeksandr Moroz, a który został rozwiązany przez prezydenta 2 kwietnia.

Ten ostatni prędko znika ze swoją świtą. Manifestanci podążają na wzgórza ku uroczystemu Parkowi Zwycięstwa, a następnie układają kwiaty na grobach bohaterów, by wreszcie wspiąć się na wysokość pompatycznego Muzeum "Wielkiej Wojny Ojczyźnianej", gdzie czeka na nich poczęstunek,
przemówienia i muzyka. Przecinając ulice i parki, tysiące ludzi idą świętować, kołysani przez melodie z dawnych lat. "Droga kurzu i mgły", "Katiusza", "Ciemna noc", "Płonąca chata", "Planeta płonie i wiruje jak szalona"... - te i inne pieśni przywołują czas wojny, lęku i wyzwolenia.

Niewtajemniczony człowiek Zachodu pogubiłby się w tym, niezbyt rozumiejąc, co dla wschodniej Europy oznaczała nazistowska okupacja. Czy kiedykolwiek słyszał o masowych mordach lat 1941-1943, o wioskach palonych razem z mieszkańcami, o ponad trzech milionach eksterminowanych jeńców radzieckich? Cóż wie o walkach partyzantów i o roli Armii Czerwonej, coraz bardziej zapomnianej na Zachodzie? Słowiański liryzm, mieszanka szczerych uczuć i napuszenia, ów wielki mit cierpienia i pojednania odziedziczony po ZSRR, siłą rzeczy muszą wydawać się dziwne.

Tego dnia rosyjskie i ukraińskie stacje telewizyjne pokazywały filmy fabularne i dokumentalne oraz debaty przywołujące chwalebne bitwy, radość zwycięstwa, ale i ponadpokoleniowe traumy. "Zaginionych", którzy po dziś dzień się poszukują, dorosłych wychowanych przez sierocińce lub przez rodziców, którzy byli sierotami. Nie brakuje tematów tabu: jeńcy, którzy po powrocie z Niemiec zostali zesłani do Gułagu jako "podejrzani", kolaboracja, deportacje całych narodów za zdrady dokonane przez niektórych spośród ich przedstawicieli. 17 maja w Kijowie miał miejsce oficjalny wieczór-requiem ku pamięci Tatarów deportowanych z Krymu w 1944 r. To właśnie na Ukrainie zgładzono Jidiszland: we Lwowie, Babim Jarze (czytaj obok), Berdyszewie, Rawie Ruskiej, Kamieńcu Podolskim, Odessie czy Dżankoj miała miejsce pierwsza odsłona "ostatecznego rozwiązania" - ludobójstwa Żydów.

9 maja 2007 r. prezydent Juszczenko zdawał sobie sprawę z gorzkiej wisienki, jaka trafiła na tort Zwycięstwa. Skorzystał z okazji, by jeszcze raz prosto w twarz ogłosić radzieckim weteranom rehabilitację tych, którzy przeciwko nim walczyli: Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich (OUN) i jej Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA), od 2002 r. oficjalnie uznawanych, podobnie zresztą jak blisko z nimi związany Kościół grekokatolicki (unicki) - choć Polska, Rosja i Żydzi dyskretnie przeciwko temu uznaniu protestowali. Według głowy państwa należy przyspieszyć proces "pojednania narodowego" i wznieść się wreszcie ponad podziały historyczne.

Bohaterowie nowej historii

Wśród "bohaterów ruchu oporu", których przywołuje, nie ma dowódcy czerwonych partyzantów, Sydora Kowpaka, ale jest za to komendant UPA, Roman Szuchewycz, którego stulecie urodzin świętowano z wielką pompą 17 lipca w kilku miastach, zapominając, że w latach 1941-1942 był on szefem należącego do Wehrmachtu batalionu Nachtigall i członkiem nazistowskiej policji. Inna osobistość przywrócona do łask to Semen Petlura, przywódca nacjonalistów antybolszewickich, który zmiażdżył robotnicze powstanie w kijowskim Arsenale w lutym 1918 r. Uznawany za odpowiedzialnego za pogromy, w 1926 r. stał się celem zamachu "żydowskiego terrorysty". Pierwszy kamień pod przyszły pomnik Petlury położono 25 maja w jego rodzinnej Połtawie.

W Galicji, która jest kolebką i bastionem nacjonalizmu, działania są bardziej otwarte: składa się hołd dywizji Galicja (Hałyczyna), o której wiadomo, że należała do SS Heinricha Himmlera, a którą chętniej nazywa się tutaj "Pierwszą Dywizją Ukraińskiej Armii Narodowej" (bo taka była ostatnia nazwa, jaką przyjęła w 1944 r.). Jej weterani otrzymują w tym regionie takie same emerytury, co weterani Armii Czerwonej i UPA. Manifestacja SS i jej sympatyków, przewidziana w Kijowie na 28 kwietnia, została zakazana przez rząd. Kijów to jednak nie Ryga?

Nowy reżim bez skrępowania pisze historię od nowa. OUN-UPA legendarnego Stepana Bandery przedstawia się teraz jako "ruch oporu walczący jednocześnie na trzech frontach": przeciwko nazistom, Sowietom i Polakom. Ten ruch oporu początkowo pozwolił sobie jednak na alians z III Rzeszą, spodziewając się uzyskania niepodległości dla państwa ukraińskiego. Przywołuje się przykłady Chorwacji, Słowacji i Francji Vichy. Lepiej przecież być protektoratem niemieckim niż terytorium okupowanym. "We współczesnej Francji zrewidowano już wcześniejsze jednoznaczne potępienie marszałka Pétaina jako zdrajcy Francuzów. Zrozumiano, że dążył on do zachowania choćby częściowej niepodległości dla tych, którzy przecież walczyć nie mogli: kobiet, dzieci, starców?".

Niełatwo przekonać do takiego "pojednania narodowego" tych, którzy do wczoraj byli wrogami. Ostatni żyjący komendant UPA, Wasyl Kuk, wygłasza jednak ugodowe mowy. 9 maja? To jak najbardziej jego święto. "To dzień zwycięstwa nad faszyzmem. Hitleryzm był horrorem. Cała Europa z nim walczyła, nie tylko Armia Czerwona". Za chwilę dodaje jednak słowa, od których ręce opadają: "Weterani UPA utrzymują znakomite relacje z tymi żołnierzami Armii Czerwonej, którzy podtrzymują ideę niepodległości Ukrainy". Potem posuwa się jeszcze dalej: "UPA nigdy nie walczyła przeciwko ukraińskiemu ludowi ani przeciwko Armii Czerwonej (?). Komendanci z jednej i z drugiej strony starali się nawzajem nie zauważać. Walczyliśmy przeciwko oddziałom NKWD (?) i najeźdźcom faszystowskim". Zostawmy historykom zadanie rozwikłania tego problemu. Jako partyzant antyradziecki do 1954 r. (do 1960 r. więziony), komendant Kuk pracował następnie pod ścisłym nadzorem KGB w Instytucie Historii Ukraińskiej Akademii Nauk, którą opuścił w 1972 r. Dziś jest szanowanym emerytem, piszącym pamiętniki.

Hołodomor i Holokaust w jednym worku

Jeśli Juszczenko dąży do postawienia znaku równości pomiędzy zbrodniami nazizmu i komunizmu, to ma już doprawdy czym operować. Przegłosowana przez Radę w 2006 r. uchwała zakwalifikowała Hołodomor (czyli klęskę głodu z lat 1932-1933) jako "ludobójstwo narodu ukraińskiego" - wbrew \ opinii większości deputowanych z zachodniej części kraju. Spór pomiędzy historykami nie został rozstrzygnięty, ale ucięli go politycy. Kto się z tym nie zgadza, przedstawiany jest jako "negacjonista". Pod koniec kwietnia 2007 r. prezydent po raz kolejny ogłosił komunizm systemem totalitarnym, tym razem przy okazji rocznicy akcji "Wisła" z 1947 r., kiedy to Polska przesiedliła ok. 150 tysięcy Ukraińców. Warszawa natomiast oskarża UPA o eksterminację Polaków w 1943 r.

Las Bykownia niedaleko Kijowa kryje w ziemi dziesiątki tysięcy ofiar sowieckich egzekucji. 20 maja 2007 r. składano tam hołd "ofiarom terroru komunistycznego" z lat 1937-1938, zainicjowany przez kijowskie Stowarzyszenie Memoriał, które założyło ukraiński Instytut Pamięci Narodowej i Muzeum Okupacji Radzieckiej. Bardzo kontrowersyjne i uznane przez Moskwę za obrazę i prowokację, korzysta ono z opieki młodzieżówki partii prezydenckiej. W 2006 r. Juszczenko powiedział: "Powinniśmy pamiętać o tragedii w Bykowni, tak jak pamiętamy Oświęcim, Buchenwald czy Dachau". Pamiętać a postawić znak równości między represjami stalinowskimi a eksterminacją Żydów? Skonsternowany Zachód w ogóle nie zareagował na to pomieszanie, ale Izrael podniósł sprzeciw wobec dwóch wymiarów tej pomyłki: paraleli pomiędzy Hołodomorem a Szoah oraz widocznej wokół całej kampanii aktywności antysemickiej (co poniektórzy podkreślają, że najważniejszy odpowiedzialny za kolektywizację, a więc i za głód na Ukrainie, Lazar Kaganowicz, był Żydem).

Wracamy na Majdan, gdzie kramy z "literaturą i symboliką ukraińską" proponują (od 1986 r., jak zapewniają sprzedawcy) bardzo wyszukane wydawnictwa: Protokoły Mędrców Syjonu oraz pamflet denuncjujący "żydowską dyktaturę" w ZSRR i obecnie: Żydzi na Ukrainie, historyka Matwieja Szapowała. Kilka broszur nosi nawet znak swastyki. Te nazistowskie wytwory sąsiadują (przypadkiem?) z propagandą OUN-UPA. Szokowy antysemityzm ma swoją kwaterę główną w Kijowie: jest nią Międzyregionalna Akademia Zarządzania Personelem (MAUP), kierowana przez Georgija Szczukina sieć prywatnych szkół i uniwersytetów, do których uczęszcza 57 tys. studentów w 32 regionach. Wydająca judeofobiczne pamflety MAUP ma na swoje "kształcenie" oficjalną licencję.

Dekomunizacja historii

Kampania przeciw pomnikom poświęconym żołnierzom radzieckim jako wyzwolicielom spod jarzma nazizmu trwa już od Estonii po Polskę i Węgry, a teraz dotarła do zachodniej Ukrainy. Sygnał dał Lwów. Kilka organizacji domaga się tam demontażu pomnika żołnierzy (w większości ukraińskich), którzy padli w walce o wyzwolenie stolicy Galicji. Organizacje te to Swoboda (dawna Partia Socjalno-Narodowa), której przywódca Oleg Tiagnibok zasłynął wezwaniami do "walki przeciwko Moskalom i żydostwu", nowa Partia Narodowo-Pracownicza, której symbol, przecięta młotem litera N (jak naród), kojarzy się ze swastyką, oraz Kongres Ukraińskich Nacjonalistów (KUN), który głosi, że kwietniowe zamieszki w Tallinie przeciwko przeniesieniu pomnika Armii Czerwonej były barbarzyńskim "pogromem etnicznych Rosjan". Nocą z 12 na 13 maja we Lwowie został uszkodzony pomnik i dwa groby żołnierzy. Tej samej wiosny zdewastowano również kilka cmentarzy żydowskich i synagogę.

"Rewizjoniści" mają przewagę: kilka rad miejskich, w tym we Lwowie, zapowiada demontaż pomników radzieckich. "Cała Ukraina musi zostać oczyszczona" - domagają się najbardziej radykalni. Warto zauważyć, że KUN, dla przykładu, ubolewa, że francuscy wyborcy głosując na prezydenta mieli wybór jedynie pomiędzy "syjonistą Sarkozym a socjalistką Royal". Żadnego "rdzennego reprezentanta narodu". Walerij Bobrowycz, osobistość UNA-UNSO, najbardziej znanej radykalnej (i zmilitaryzowanej) organizacji, wyraża swój niepokój, że nad Dnieprem w ciągu dwóch dni mogłyby zjawić się rosyjskie czołgi, albo i gorzej: mogłoby dojść do wojny domowej. Jego organizacja jest gotowa na wszystko: walczyła już z bronią w ręku w Gruzji, Czeczenii i Naddniestrzu.

Choć mniejszościowe i podzielone, ruchy radykalne nie są jednak izolowane. Ich tezy pojawiają się we wszystkich nurtach prawicy, nacjonalistyczno-demokratycznym, liberalnym, czy nawet ekologicznym, które popierają rehabilitację OUN-UPA. Socjal-narodowiec Oleg Tiagnibok należał do sztabu "pomarańczowej rewolucji". Bojownik UNA-UNSO Andrij Szkił jest deputowanym Bloku Julii Tymoszenko z pomarańczowej opozycji, podobnie jak patriarcha ruchu, dysydent z czasów Breżniewa, Łewko Łukianenko, autor antysemickich wystąpień podczas wyborów parlamentarnych w 2006 r. Oczywiście wartości porządku i tradycji, tak drogie skrajnej prawicy, wydają się być odległe od zachodniego liberalizmu, ale widzieliśmy już, że związki między nimi są możliwe.

Jesteśmy ciągle na Majdanie. Oto Komunistyczna Partia Ukrainy Petra Symonenki - formacja polityczna, która ostatnio zmądrzała, albo przynajmniej się zreformowała. Partia Komunistyczna, Partia Socjalistyczna i Partia Regionów zwołują spotkania "w celu obrony praw konstytucyjnych", łamanych ich zdaniem przez prezydenta. Uniesienie mówców kontrastuje ze spokojem słuchaczy. Tej wiosny termometry podskoczyły do 30 stopni i ludzie siedzą z nogami w zimnej wodzie fontann, niczym na plaży, chłodząc się beztrosko jak na kolorowym obrazku.

Z dala od tej agitacji, w cieniu kasztanowców na bulwarze Chriszczatik letni tłum włóczy się i rozmawia spokojnie. W dyskusjach kryzys polityczny spotyka się raczej ze znużeniem niż zainteresowaniem. Trzeba zaznaczyć, że wybuchł on na tle ekonomicznego rozpogodzenia: "Elity z dwóch obozów biją się o łupy w przemyśle i na rynkach" - mówi jeden z przechodniów. Nie zapominajmy o naciskach amerykańskich zmierzających do załadowania Ukrainy na pokład NATO. W kampanii wyborczej 2007 r. minister obrony Anatolij Hrycenko, kandydat Naszej Ukrainy, nosił flagę paktu północnoatlantyckiego. Sytuacja rosyjskiej bazy morskiej w Sewastopolu na Krymie jest niepewna odkąd Stany Zjednoczone zaczęły podkreślać konieczność swojej kontroli nad Morzem Czarnym, co ma ogromne znaczenie dla całego Bliskiego Wschodu. Estonia i Kanada byłyby nawet gotowe sfinansować językową ukrainizację Krymu.

Dziedzictwo "zimnej wojny"

Wiadomo: konfrontacje polityczne nakładają się tu na cięcia wynikające z różnorodności regionalnej i kulturowej. Wszyscy marzą o liberalizacji i Europie. Dla jednych - rosyjskojęzycznych i "mieszańców" - patriotyzm ukraiński nie wyklucza się z uznaniem przynależności do "świata rosyjskiego" w sensie ekonomicznym i kulturalnym. Inni uznają wyłącznie tożsamość ściśle etniczną oraz wzmacnianie więzów z Polską i Stanami Zjednoczonymi. Nad pamięć o walce z faszyzmem, zanadto powiązaną z Rosją, przedkładają więc zimnowojenne układy nawiązane przez OUN po 1945 r. w łonie World Anti-Communist League (WACL) i Anti-Bolshevik Bloc of Nations powstałego w 1943 r. na terenie okupowanej Ukrainy. Są to zresztą organizacje, które dokonały "recyklingu" sporej liczby dawnych nazistów.

W rozpowszechnianiu przekazu etniczno-nacjonalistycznego ważną rolę odgrywa diaspora ukraińska zza Atlantyku. Wielu emigrantów z Galicji, uciekających przed "czerwonymi" w latach 1943-1944, trafiło do Kanady, Stanów Zjednoczonych i Australii. Członkowie OUN i ich dzieci podtrzymywali pochodnię aż do upadku ZSRR, który dał okazję do powrotu i rozpoczęcia działalności w kraju rodzinnym. Ukraińcy z zagranicy podłączyli się do retoryki "wolnego świata", nie rozstając się jednak bynajmniej z tradycją "integralnego nacjonalizmu". Wczoraj mieli wpływy w Radiu Wolna Europa. Dzisiaj ich spadkobiercy, wspierani przez amerykańskie i kanadyjskie fundacje, w mediach i w Internecie inwestują w sferę ideologiczną opuszczoną przez dawne kadry sowieckie, nawrócone na prowadzenie interesów.

Według CIA historia Ukrainy streszcza się w jednym zdaniu: "W czasie II wojny światowej armie niemiecka i radziecka spowodowały śmierć ponad 7, a może nawet 8 milionów ludzi". Nic już nie odróżnia agresji i ludobójstw nazistowskich od oporu, jaki im stawiał Związek Radziecki (w tym większość Ukraińców) ręka w rękę ze Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Francją de Gaulle`a i ludowymi ruchami oporu w Europie.

Ukraińska dziennikarka demokratyczna załamuje ręce nad nową tendencją do przypisywania wszystkich zasług jedynie Amerykanom i Anglikom oraz kwalifikowania jako "okupantów" tych, którzy wyzwalali kraj. "Pamięć ustępuje nowym kliszom na temat zderzenia dwóch systemów totalitarnych" - obawia się Irina Czubatenko. "Ale zbrodnie jednego reżimu nie wyrównują zbrodni drugiego, który, żeby zająć sobie Lebensraum, po prostu zabijał, zabijał, zabijał. Mój dziadek był na wojnie. Doskonale poznał cenę obydwu reżimów. Ale nie istniała dla niego w ogóle kwestia, kto tak naprawdę był wrogiem".


Jean-Marie Chauvier

tell a friend :: comments 0


Atak hakerski na stronę internetową prezydenta Juszczenki

Posted by admin on 2007-10-30 20:35:22 CET

Od kilku dni hakerzy atakują stronę internetową prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, w związku z czym internauci przez kilka godzin nie mieli do niej dostępu - poinformowało we wtorek biuro prasowe ukraińskiego prezydenta.

Atak rozpoczął się w niedzielę wieczorem. Obecnie dostęp do strony jest możliwy przez krótkie odcinki czasu.

W poniedziałek do ataku na stronę Juszczenki przyznała się organizacja Euroazjatycki Związek Młodzieży (EZM). "Euroazjatycki Związek Młodzieży informuje, że oficjalna strona Juszczenki nie będzie działać dopóty, dopóki szef +pomarańczowego ruchu+ nie zaprzestanie atakowania oficjalnej strony EZM" - informuje w oświadczeniu służba prasowa EZM.

W dokumencie napisano, że atak hakerski jest odpowiedzią na "podpalenie sztabu EZM w Moskwie oraz na atak hakerski na oficjalną stronę EZM".

Według specjalistów, najwięcej ataków na stronę prezydenta Ukrainy zanotowano z Rosji, Kazachstanu, Ukrainy, USA, Izraela i Wielkiej Brytanii. Było ich w sumie ponad 18 tys.

EZM współpracuje z prokremlowską młodzieżówką Nasi. Członkowie EZM zniszczyli ostatnio ukraińską symbolikę na najwyższej górze Ukrainy - Howerli.

tell a friend :: comments 0


Ukraina wstrzymuje eksport elektryczności do Polski

Posted by admin on 2007-10-30 20:33:56 CET

Państwowa ukraińska spółka zawiesiła eksport elektryczności do Polski - poinformowała agencja Interfax. Polskie ministerstwo gospodarki uspokaja: to niewielkie ilości energii, nikomu prądu nie zabraknie.

Państwowa ukraińska spółka Ukrinterenerho, eksportująca energię elektryczną z Ukrainy, zawiesiła eksport elektryczności do Polski - powiedział dziennikarzom we wtorek Serhij Titienko, szef ukraińskiej Narodowej Komisji Regulacyjnej do spraw Przemysłu Energetycznego.

Komisja zakazała spółce eksportu elektryczności pozyskiwanej ze spółki Enerhorynok, operatora rynku hurtowego, po cenach niższych niż ceny, po których ukraińskie spółki zaopatrzeniowe kupują prąd sprzedawany następnie konsumentom na Ukrainie.

Polskie Ministerstwo Gospodarki przekonuje, że ukraiński partner dostarcza do Polski śladowe ilości energii i nie ma zagrożenia, żeby gdziekolwiek w kraju zabrakło prądu. - To rozliczenia handlowe między spółkami, które nie powodują żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego Polski - usłyszeliśmy w resorcie.

tell a friend :: comments 0


Książki

Posted by admin on 2007-10-30 15:43:11 CET

Rafał Wnuk, „Za pierwszego Sowieta”. Polska konspiracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (wrzesień 1939 – czerwiec 1941), Warszawa 2007, 463 s., cena 40.00 zł (seria „Monografie”, t. 34)



Mieszkańcy ziem wschodnich II RP jako pierwsi doświadczyli, czym jest komunistyczne państwo. Wielu z nich nie pogodziło się z utratą suwerenności Polski i życiem w ramach wyznaczanych przez sowiecki system. Książka opisuje burzliwe i tragiczne dzieje polskich organizacji niepodległościowych od września 1939 r. do inwazji niemieckiej na Związek Sowiecki w czerwcu 1941 r. Pokazuje różnorodność inicjatyw konspiracyjnych, sposób ich funkcjonowania oraz metody zwalczania stosowane przez NWKD. Autor, korzystając z bogatej bazy źródłowej, jako pierwszy podjął próbę ukazania zjawiska zorganizowanego polskiego oporu na całym obszarze okupacji sowieckiej.

Publikacje wydane przez Instytut Pamięci Narodowej można kupić:
w księgarni internetowej www.ipn.poczytaj.pl
w Centrali IPN
ul. Towarowa 28, 00-839 Warszawa
pon.–pt. 8.15–16.15
pisząc na adres:
Gospodarstwo Pomocnicze IPN,
ul. Towarowa 28
00-839 Warszawa.
tel. (0-22) 581-88-72
fax (0-22) 581-88-32
joanna.pamula@ipn.gov.pl
sekretariat.gpipn@ipn.gov.pl
z zagranicy:
Centrala Handlu Zagranicznego ARS POLONA S.A., ul. Obrońców 25,
03-933 Warszawa
Tel.: +48 22 509 86 00
Fax: +48 22 509 86 40, e-mail: arspolona@arspolona.com.pl

Do podanej ceny książek należy dodać koszty przesyłki. Opłata za przesyłkę będzie pobierana od zamawiającego przy odbiorze.

Więcej informacji pod adresem:
http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/229/5830/

tell a friend :: comments 0


Caritas: 3 mln 700 tys. imigrantów mieszka we Włoszech

Posted by admin on 2007-10-30 15:27:10 CET

We Włoszech mieszka 3 miliony 700 tysięcy zarejestrowanych imigrantów z uregulowanym prawem pobytu - wynika z dorocznego raportu włoskiej Caritas i kościelnej fundacji Migrantes.

Według tych danych, w Italii mieszka obecnie prawie 91 tysięcy Polaków.

Pod względem tempa wzrostu liczby imigrantów - 21 procent rocznie - Włochy zajmują pierwsze miejsce w Europie. Imigranci stanowią obecnie 6,2 proc. całej ludności Włoch. W ciągu minionego roku ich liczba wzrosła o 700 tysięcy. Połowa wszystkich cudzoziemców pochodzi z Europy.

Najliczniejszą społecznością są Rumuni - jest ich 555 tysięcy (czyli 15 procent wszystkich imigrantów). Na drugim miejscu plasują się Marokańczycy, których jest 387 tysięcy (10,5 proc.). Kolejne miejsca zajmują: Albańczycy (381 tysięcy - 10,3 proc.), Ukraińcy (195 tysięcy - 5,3 proc.) i Chińczycy (186 tysięcy - 5,1 proc).

Polacy znajdują się na 9. miejscu wśród imigrantów w Italii. Ich liczbę szacuje się na 91 tysięcy. W Rzymie, gdzie mieszka ćwierć miliona cudzoziemców, obywateli polskich jest ponad 12 i pół tysiąca. Pod względem liczebności Polacy zajmują w Wiecznym Mieście trzecie miejsce - po Rumunach i Filipińczykach.

W raporcie Caritas zwrócono także uwagę na to, że w ostatnim roku liczba imigrantów wyznania prawosławnego przewyższyła katolików. Muzułmanów jest ponad milion.

Według policji liczba nielegalnych imigrantów we Włoszech przekracza 125 tysięcy.

tell a friend :: comments 0


Rosyjski kuter torpedowy naruszył polską granicę

Posted by admin on 2007-10-30 15:24:42 CET

Kuter torpedowy rosyjskiej Floty Bałtyckiej naruszył polsko-rosyjską granicę - poinformowało agencję Interfax anonimowe źródło w sztabie floty.

Pod koniec ubiegłego tygodnia kuter torpedowy, wracający do wojenno-morskiej bazy bałtyckiej z rejonu ćwiczeń wojskowych na wodach terytorialnych Rosji, przez pomyłkę naruszył morski odcinek rosyjsko-polskiej granicy. Na terytorialnych wodach Polski kuter znajdował się przez ok. godzinę - poinformował oficer sztabu.

Oficer dodał, że na miejsce incydentu przybył polski kuter Straży Granicznej, który nie zbliżył się do rosyjskiej jednostki, jednak poinformował rosyjskich marynarzy o fakcie naruszenia granicy. Po pewnym czasie na miejsce incydentu przybyła łódź rosyjskie straży granicznej, którego załoga zapoznała się z sytuacją - dodał oficer.

- Komendant kutra torpedowego, po zorientowaniu się co do błędu, wziął kurs na Bałtijsk i szczęśliwie wrócił do bazy. Obecnie dowództwo prowadzi śledztwo w sprawie incydentu - powiedział oficer.

tell a friend :: comments 0


Światełko Pamięci w Dzień Wszystkich Świętych

Posted by admin on 2007-10-30 11:52:12 CET

Dzień Wszystkich Świętych nie jest na Ukrainie świętem religijnym, ale mieszkańcy zachodnich regionów kraju odwiedzają 1 listopada groby bliskich, paląc na nich świeczki i modląc się za dusze zmarłych

Tego dnia na lwowskich cmentarzach już po raz czwarty odbywa się akcja "Światełko Pamięci". Drugi raz z rzędu jest ona organizowana we współpracy Polskiego Radia Lwów i konsulatu generalnego RP.

- Polskie Radio Lwów chce przypomnieć o znanych i mniej znanych postaciach, które spoczywają na tym cmentarzu. Przed świętem po obu stronach granicy zbieramy znicze, które następnie przekazywane są do Lwowa. 1 listopada zapłoną na polskich i ukraińskich grobach - powiedziała inicjatorka akcji Beata Kost z Polskiego Radia Lwów. Zaduszki są też okazją do wspólnych modlitw polsko-ukraińskich. Odbywają się one we Lwowie już od sześciu lat. Podobnie będzie i w tym roku.

Mieszkańcy Lwowa zbierają się przy bramie głównej Cmentarza Łyczakowskiego. Na spotkania te przychodzą dostojnicy Kościoła rzymskokatolickiego i greckokatolickiego, bywają na nich także goście z Polski. Wspólnie modlą się o pojednanie między narodami.

Wspólne polsko-ukraińskie modlitwy rozpoczęły się w czasie, gdy polscy i ukraińscy politycy prowadzili bezowocne dyskusje na temat otwarcia Cmentarza Orląt Lwowskich.

Cmentarz Orląt Lwowskich wchodzi w skład Cmentarza Łyczakowskiego we Lwowie. Spoczywają tam Polacy polegli w walkach z Ukraińcami w latach 1918-1919 i w czasie wojny polsko-sowieckiej z 1920 r. Pochowanych jest tam blisko 3 tys. żołnierzy, głównie młodych chłopców - stąd nazwa Cmentarz Orląt.

Po II wojnie światowej cmentarz został zdewastowany. Prace porządkowe strona polska rozpoczęła w 1989 r. Spór w sprawie cmentarza ciągnął się przez kilka lat. Miał być on otwarty w 2002 r., ale do uroczystości nie doszło, bo Ukraińcy nie zgodzili się na napis na płycie głównej.

Otwarcie nekropolii nastąpiło w czerwcu 2005 roku. W uroczystości wzięli udział prezydenci Polski i Ukrainy Aleksander Kwaśniewski i Wiktor Juszczenko.

tell a friend :: comments 0


Raport: korupcja zagraża demokracji na Ukrainie

Posted by admin on 2007-10-30 11:51:04 CET

Korupcja stanowi rzeczywiste zagrożenie dla zasad demokracji i stanu prawa na Ukrainie - oceniła Grupa Państw przeciwko Korupcji (GRECO), wyspecjalizowana agenda Rady Europy

W raporcie dotyczącym Ukrainy, która przystąpiła do GRECO w ubiegłym roku, agenda ta stwierdza "problem systemowy na szeroką skalę", który dotyczy całego społeczeństwa i instytucji politycznych, włącznie z systemem sądowniczym na poziomie centralnym i lokalnym.

W dokumencie podkreślono, że walki z korupcją nie można prowadzić bez reformy demokratycznej, a przyjęte ostatnio przez Kijów "Środki na rzecz Uczciwości" stanowią dobrą podstawę do przeprowadzenia reform.

tell a friend :: comments 0


Nieco krótsze kolejki na przejściach granicznych

Posted by admin on 2007-10-30 11:50:06 CET

O kilka godzin skrócił się od poniedziałku czas oczekiwania na odprawy ciężarówek na podkarpackich przejściach granicznych z Ukrainą. W Korczowej ciężarówki wyjeżdżające z Polski muszą czekać 14 godzin, a wjeżdżające 12 - poinformowała rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu kpt. Elżbieta Pikor.

Kierowcy ciężarówek przekraczający granicę w Medyce na wyjazd czekają 12 godzin, a na wjazd - do godziny.

Nie zmienił się natomiast czas oczekiwania kierowców samochodów osobowych. Wjeżdżający do Polski przez Krościenko czekają 8 godzin, przez Korczową - 4 godziny, a przez Medykę - 6. Zdecydowanie szybciej odprawiani są kierowcy wyjeżdżający na Ukrainę. Przez Medykę na bieżąco, a na pozostałych dwóch przejściach czekają 1-2 godziny.

Zdaniem rzeczniczki, powodem kolejek jest przede wszystkim natężenie ruchu, spowodowane prawdopodobnie zbliżającym się świętem. Ponadto jest to także skutek blokowania przez kierowców w połowie października przejścia granicznego i dojazdu do niego. Kierowcy domagali się przede wszystkim zwiększenia liczby celników na przejściu oraz popierali celników, którzy żądają podwyżki pensji. Postulat zwiększenia obsady przejść został spełniony - zarówno w Korczowej, jak i w Medyce zwiększono liczbę celników na każdej zmianie.

tell a friend :: comments 0


"Izwiestija" o polsko-rosyjskim sporze mięsnym

Posted by admin on 2007-10-30 11:48:36 CET

"Izwiestija" podkreślają, że zgoda Polski na kontrolę rosyjskich weterynarzy w zakładach mięsnych, nie oznacza, iż Warszawa zdecydowała się na ugodę w sporze z Moskwą.

Dziennik przypomina, że "minister spraw zagranicznych Polski Anna Fotyga oświadczyła, iż jej kraj nie wpuści inspektorów z Rosji do swoich zakładów mięsnych dopóty, dopóki Moskwa nie uchyli embarga na import polskiej produkcji zwierzęcej".

"Izwiestija" dodają, że "wizycie rosyjskich specjalistów kategorycznie sprzeciwia się również polskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi". "Niemniej wygląda na to, że po tym, jak w niedawnych wyborach parlamentarnych w Polsce zwyciężyła bardziej pokojowo nastawiona do Rosji partia Platforma Obywatelska Donalda Tuska, wojownicza retoryka będzie powoli zanikać" - pisze moskiewska gazeta.

"Eksperci uważają, że nowy polski rząd może radykalnie zmienić bieg negocjacji między Moskwą i Warszawą, które aktualnie znajdują się w ślepej uliczce" - konstatują "Izwiestija".

Dziennik zauważa także, iż Polska nie chciała wpuścić rosyjskich inspektorów, mimo że ponosiła "fantastyczne straty (finansowe)".

"Wszelako praktyka Polski i państw nadbałtyckich pokazuje, że antyrosyjska retoryka polityczna bardzo często jest droższa od pieniędzy. Nasi sąsiedzi gotowi są tracić setki milionów dolarów, aby tylko dokuczyć swojemu dużemu sąsiadowi" - uważają Izwiestija".

Według tej należącej do koncernu gazowego Gazprom gazety, "tak było z polskim mięsem, rurociągiem po dnie Morza Bałtyckiego i nawet z (radzieckim) Brązowym Żołnierzem" w Tallinie.

Zastępca głównego lekarza weterynarii Krzysztof Jażdżewski powiedział w poniedziałek PAP, że rosyjskie inspekcje weterynaryjne mogą przyjechać do Polski po 5 listopada. Konkretna data wymaga jeszcze ustalenia.

Jażdżewski wyjaśnił, iż strona polska wydała zgodę na przeprowadzenie kontroli w mleczarniach, zakładach paszowych oraz dwóch przetwórniach mięsa - w sumie w ok. 50 zakładach. Były one już kontrolowane przez rosyjskich inspektorów w latach 2004-2005.

Produktów w nich wytwarzanych nie obejmuje obowiązujące od listopada 2005 roku rosyjskie embargo i mogą być eksportowane do Rosji. Natomiast Polska nadal nie zgadza się na inspekcje w zakładach, których produkcja jest objęta zakazem.

tell a friend :: comments 0


Ławeczka Kalamana Segala

Posted by admin on 2007-10-30 11:46:36 CET



Dlaczego jedna z ławek stojących na rynku w Sanoku ma tabliczkę poświęconą Kalmanowi Segalowi? Kim był Segal? Te pytania będą teraz nurtować mieszkańców Sanoka i turystów odwiedzających to miasto

Niestety, choć na przełomie lat 50 i 60 utwory Kalmana Segala były wydawane w dość dużych nakładach, on sam i jego twórczość są zupełnie zapomniane - mówi Leszek Puchała, dyrektor Biblioteki Miejskiej w Sanoku. Tak jak Lublin i Biłgoraj miał swojego Isaaka Singera, tak Sanok ma Kalmana Segala. Obydwaj w swoich utworach opisywali świat, którego już nie ma - świat żydowskich miasteczek. Kalman Segal urodził się 17 grudnia 1917 roku w Sanoku. - Pochodził z bardzo biednej rodziny, jego ojciec woził mleko. Segal był bardzo zdolny, to przesądziło że został przyjęty do Gimnazjum Męskiego. Segal jednak nie skończył gimnazjum. Oficjalnie został usunięty ze szkoły ze względów materialnych, a naprawdę za działalność w Partii Komunistycznej Zachodniej Ukrainy - opowiada dyrektor biblioteki. Segal był człowiekiem bardzo wrażliwym. Wokół siebie widział ogromną biedę, widział ludzi "żyjących " powietrzem. Był wtedy idealistą wierzącym, że komunizm może zmienić otaczający go świat. Wojnę spędził w łagrze na Kołymie. Po powrocie do Polski próbował emigrować. Spędził nawet kilka miesięcy w obozie dla uchodźców w Linzu, ale w 1947 roku wrócił . Zamieszkał na Śląsku, pracował jak nauczyciel i dziennikarz Polskiego Radia w Katowicach. W 1968 roku wyemigrował do Izraela, tam zmarł w 1980 roku -Był człowiekiem bardzo skromnym i do końca swojego życia pozostał wielkim idealistą ciągle wrażliwym na biedę innych - dodaje Leszek Puchała.

Segal pisał w jidysz i po polsku.- Był chyba jedynym pisarzem, który tłumaczył swoje utwory. Choć nie przeżył wojny w Polsce, pozostał strażnikiem pamięci. Pisał o kraju swojego dzieciństwa. W jego książkach pojawiają się nazwy wielu okolicznych miejscowości. Tylko Sanok określany jest jako Miasto lub Miasteczko. Mimo tego Sanok w jego utworach był centrum świata - mówi Leszek Puchała. Dyrektor Puchała, był obok poety Janusza Szubera i dr Tomasza Chomiszczaka z PWSZ pomysłodawcą przypomnienia Kalmana Segala. W ubiegłym tygodniu w Sanoku odbyła się konferencja naukowa w której obok miejscowych znawców twórczości Segala -Janusza Szubera, Edwarda Zająca i Tomasza Chomiszczaka, wystąpili również zaproszeni goście. Pisarz Piotr Matywiecki mówił o relacjach pisarza wobec Holocaustu, dr Magdalena Ruta, która napisała doktorat z twórczości Segala porównywała twórczość Segala w obydwu językach, natomiast dr Agnieszka Jankowska mówiła o losach pisarza w Izraelu. Specjalnie na tę imprezę z USA do Sanoka przybyła też córka pisarza, Ita Segal. - Planujemy wydać teksty wystąpień wygłoszonych w czasie tej konferencji - zapowiada dyrektor Puchała.

Mieszkańcom Sanoka Segala będzie przypominać również ławeczka na Rynku. Przymocowana do niej tabliczka przypomina, że Sanok to "Miasteczko leżące w środku świata". Osoby, które usiądą na ławeczce będą miały widok na ul. Cerkiewną, tam gdzie kiedyś znajdowała się żydowska dzielnica.


Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów

tell a friend :: comments 0


Przybora, Żeromski

Posted by admin on 2007-10-30 11:44:37 CET


Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski

Mijamy kilka grobów, aby po lewej stronie ścieżki znaleźć nagrobek Anieli Steinsbergowej (1896-1988). Ponieważ wykute nazwisko zmarłej jest słabo widoczne, pomnik rozpoznamy po wiszącej na krzyżu tabliczce Grzegorza W dowickiego(kw. 15 rząd 3 nr 2). Aniela Steinsbergowa była legendą warszawskiej adwokatury, słynną obrończynią w procesach politycznych i w spółzałożycielką Komitetu Obrony Robotników. Przed wojną broniła komunistów, po wojnie akowców, a w końcu lat 60. - represjonowanych przez władzę studentów.


Po przejściu furtki idziemy chodnikiem i po minięciu pierwszych grobów, przed tujami skręcamy w prawo, a następnie w pierwszą ścieżkę w lewo.

53

Mijamy kilka grobów, aby po lewej stronie ścieżki znaleźć nagrobek Anieli Steinsbergowej (1896-1988). Ponieważ wykute nazwisko zmarłej jest słabo widoczne, pomnik rozpoznamy po wiszącej na krzyżu tabliczce Grzegorza W dowickiego(kw. 15 rząd 3 nr 2). Aniela Steinsbergowa była legendą warszawskiej adwokatury, słynną obrończynią w procesach politycznych i w spółzałożycielką Komitetu Obrony Robotników. Przed wojną broniła komunistów, po wojnie akowców, a w końcu lat 60. - represjonowanych przez władzę studentów.

Przy tej samej ścieżce, również po lewej stronie, leży słynny fotografik Benedykt Jerzy Dorys (1901-90) (kw.12, rząd 3, nr 8). Naprawdę nazywał się Rotenberg (nazwisko zmienił w czasie okupacji). Był mistrzem portretów, zdjęć mody i pejzaży. Za najważniejsze jego dzieło uznaje się fotografie z Kazimierza nad Wisłą z lat 30., na których artysta pokazał życie polsko-żydowskiego miasteczka. Przed wojną prowadził atelier w Alejach Jerozolimskich 41. Podczas wojny znalazł się w getcie, gdzie też fotografował. Udało mu się uciec. Po wojnie - aż do późnych lat 80. - miał zakład przy Nowym Świecie 29.

54

Idziemy dalej ścieżką. Za brzozą po prawej stronie uwagę zwracają dwa zbudowane z piaskowca wysokie pomniki nagrobne rodziny Niemczewskich (kw. N, rząd 2, nr 89).Pierwszy -przedwojenny - ma formę półokrągłej niszy ze wstawionym do środka krzyżem. W drugim -wzniesionym współcześnie - nisza ma ostre kąty, a zamiast krzyża czarną płytę. Mimo to oba pomniki są do siebie bardzo podobne.

Na najbliższym skrzyżowaniu ścieżki z chodnikiem skręcamy w lewo, a następnie w ostatnią przed murem alejkę w prawo.

55

Przystajemy przy niskim nagrobku z różowego granitu zkopią Krzyża Grunwaldu. Tu leży Adam Feliks Próchnik (1892-1942) (kw. W, rząd 4, nr 22), historyk, działacz PPS, współzałożyciel Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, patron znanych zakładów odzieżowych. Na jego grobie wyryto napis: "Głęboki myśliciel iniezłomny bojownik proletariatu".

Idziemy dalej alejką. Na skrzyżowaniu z chodnikiem skręcamy w prawo.

56

Mijamy jedną ścieżkę i przy drugiej, blisko narożnika, widzimy grób Jeremiego Przybory (1915-2004)(kw. N).Karierę zaczął przed wojną jako spiker Polskiego Radia. Prawdziwą popularność przyniósł mu telewizyjny Kabaret Starszych Panów, który stworzył razem z Jerzym Wasowskim. Przybora pisał błyskotliwe teksty, Wasowski komponował do nich muzykę. Jeremi Przybora był też autorem spektakli teatralnych, scenariusza filmu "Upał", libretta musicalu "Piotruś Pan".

Idziemy prosto w stronę widocznej z daleka potrzaskanej kolumnady. Jest ona częścią grobowca Maksymiliana Czapka. Dochodząc do kolumnady, skręcamy w prawo.

57

W trzecim grobie od skrzyżowania alejek leży Juliusz Kaden-Bandrowski (1885-1944), pisarz i polityk, adiutant Józefa Piłsudskiego w czasach

Legionów(kw. 4 rząd 1 nr 3).Wlatach międzywojennych był jedną znajważniejszych postaci życia literackiego Warszawy. Zasiadał wkomitecie redakcyjnym "Skamandra". Pisał powieści polityczne ("Generał Barcz", "Mateusz Bigda"). Zmarł od ran wPowstaniu. Podczas wojny zginęli też jego dwaj synowie, żołnierze AK: Andrzej -w 1943 r. w akcji na pl. Napoleona, Paweł -we wrześniu 1944 r. na Czerniakowie. Są pochowani z ojcem.

Kilkanaście metrów dalej, po drugiej stronie alejki, znajduje się grób piosenkarki Anny German (1936-82) (kw. 3 rząd 4 nr 9). Urodziła się w Uzbekistanie w rodzinie o korzeniach holendersko- niemiecko-polskich. Miała piękny, silny głos, którym zachwycali się słuchacze w całej Europie. Wygrywała festiwale w Opolu, Sopocie i Kołobrzegu. Jako jedyna Polka wystąpiła w San Remo. Międzynarodową karierę przerwał w 1967 r. wypadek samochodowy we Włoszech. Na kilka lat zniknęła z estrady.

Dochodzimy do chodnika i skręcamy w lewo w stronę muru.

58

W pierwszej poprzecznej alejce, na prawo, pod wysoką tują, spoczywa aktorka Zofia Mrozowska (1922-83) (kw. 5, rząd 3, nr9). Występowała na scenie Teatru Współczesnego, ale też w wielu filmach. Grała m.in. hrabinę w serialu telewizyjnym "Lalka" i matkę głównego bohatera w serialu "Polskie drogi".


59

Idziemy nadal chodnikiem w kierunku muru, a właściwie ściany budynku przylegającego do cmentarza. Na jej tle stoi grobowiec z różowego granitu z czarnym krzyżem. Wzniesiono go na grobie Tadeusza Hołówki (1889-1931) (kw. K1), przedwojennego polityka zamordowanego przez ukraińskich nacjonalistów. Hołówko był bliskim współpracownikiem Piłsudskiego, posłem z ramienia prorządowego BBWR i ekspertem w sprawach Ukrainy. Opowiadał się za porozumieniem polsko-ukraińskim. Zginął podczas kuracji w sanatorium wTruskawcu koło Drohobycza. Zastrzelili go aktywiści OUN.

Przed grobem Hołówki skręcamy w prawo.

60

Idziemy wzdłuż muru. Po prawej stronie alejki znajduje się grób Janusza Szpotańskiego (1929-2001), satyryka, krytyka, tłumacza, wybitnego szachisty. Szpotański pisał satyry i poematy szydzące z rzeczywistości PRL-u. W połowie lat 60. Stworzył operę "Cisi i gęgacze",

w której oddał atmosferę Warszawy czasów Gomułki (w utworze nazwał go Gnomem). Władysław Gomułka wpadł we wściekłość. Publicznie atakował pisarza, określając "człowiekiem o mentalności alfonsa", a jego dziełu wytykał "pornograficzne obrzydliwości, na jakie zdobyć się może człowiek tkwiący w zgniliźnie rynsztoka". Szpotański na trzy lata trafił do więzienia. Nie zaprzestał jednak szydzenia z komuny, czego dowodem są późniejsze utwory: "Caryca i Zierkało", a zwłaszcza "Towarzysz Szmaciak" - ironiczna a poteoza PRL-u.

Zawracamy i aleją K zmierzamy do głównej alei cmentarza. Skręcamy w nią w prawo.

61

Spójrzmy na narożny grobowiec generała artylerii Ludwika Łętkiewicza i jego żony Felicji. Na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym co rusz natrafiamy na ślady po pociskach. Przypominają o toczących się tu walkach w pierwszych dniach Powstania Warszawskiego. Na pomniku gen. Łętkiewicza uszkodzony kulami kamienny element został opatrzony odpowiednim napisem (kw. K1).

Po sąsiedzku z Łętkiewiczami leży rodzina Epsteinów, XIX-wiecznych bankierów i przemysłowców (kw. C rząd 6 nr 33).Na uwagę zasługuje tu posąg kobiety w koronkowej chuście, z kwiatem wypadającym z dłoni. W białym marmurze wykuł ją znany rzeźbiarz Bolesław Syrewicz. Jego dzieła odnajdziemy również na innych powązkowskich cmentarzach.

W następnym grobie w tym rzędzie pochowano Andrzeja Szczypiorskiego (1924-2000), pisarza, publicysty i polityka od lat 70. związanego z demokratyczną opozycją. W 1989 r. Szczypiorski zasiadł w pierwszym składzie Senatu RP. Wiele pisał o relacjach polsko-niemieckich i polsko żydowskich. Jego nagrobek ze współczesną rzeźbą wyglądającą jak utrwalone w brązie płomienie jest dziełem prof. Adama Myjaka.

62

Po drugiej stronie alei widzimy grobowiec wielkich wydawców i księgarzy z rodziny Arctów (kw. F rząd 5 nr 29). Firmę księgarską założyli w 1836 r. w Lublinie. Pół wieku później Michał Arct (1840-1916) kupił warszawską księgarnię Gruszeckiego przy Nowym Świecie. Potem uruchomił też drukarnię. Arctowie propagowali m.in. tanie serie książkowe, które trafiały pod strzechy, ale też znakomite słowniki, literaturę naukową i muzyczną. Rodzinna firma istniała do 1953 r.

63

Kilka metrów od grobu Arctów pod potężną kamienną płytą spoczywa Stefan Żeromski (1864-1925) (kw. F rząd 4 nr 4). Pisarz pochodził z rodziny katolickiej. W 1912 r. zapłonął gorącą miłością do malarki Anny Marii Zawadzkiej. Był jednak wtedy żonaty z Oktawią Rodkiewiczową, z którą miał syna Adama. Przeszedł więc na kalwinizm, który nie uznaje ślubu za sakrament, i ożenił się z Anną Marią. Na miejsce po śmierci na katolickim cmentarzu nie miał już szans. Pogrzeb pisarza 23 listopada 1925 r. zmienił się w manifestację patriotyczną. Trumnę przywieziono z Zamku Królewskiego, gdzie Żeromski mieszkał, i złożono na początku w podziemnych katakumbach na środku głównej alei. Dopiero po dwóch latach przeniesiono w obecne miejsce. W 1983 r. pochowano tu drugą żonę autora "Przedwiośnia" Annę Marię z Zawadzkich, a w 2001 r. również jego córkę Monikę.

64

Idziemy dalej główną aleją. Po prawej stronie trudno zauważyć skromny grób rzeźbiarki Olgi Niewskiej (1900-1943), autorki przepięknego posągu "Kąpiącej się" w parku Skaryszewskim (kw. F rząd 2 nr 14).Ta znana i ceniona przed wojną artystka potem popadła w zupełne zapomnienie. Być może dlatego, że pozowały jej znane osobistości II Rzeczypospolitej - politycy, oficerowie, a nawet marszałek Józef Piłsudski, co w PRL-u nie mogło się podobać. Olga Niewska miała talent, urodę, powodzenie u mężczyzn. Była duszą towarzystwa warszawskich salonów. Zmarła w czasie okupacji i do dziś nie doczekała się nagrobka, choć sama takowe projektowała. Kilka lat temu wystawienie nagrobka obiecywał były rektor ASP, ale zapowiedzi nie spełnił.

65

Dochodzimy do miejsca, gdzie główna aleja rozszerza się, a jej środek zajmuje zbiorowy grób. Pochowano w nim szczątki osób przeniesione z zamkniętego w końcu XVIII w. Cmentarza Ewangelickiego na Lesznie. Wśród nich jest generał Karol Józef Sierakowski (1747- -1820), uczestnik bitwy pod Maciejowicami, o czym informuje napis na kamiennym bloku z drugiej strony grobu. Metalowe wrota zamykają podziemną kryptę tzw. katakumb. Było to miejsce przechowywania trumien ze zwłokami na czas przygotowania właściwego grobu. Przy katakumbach ustawiono nieduży pomnik ku czci żołnierzy batalionu AK "Parasol", którzy na początku sierpnia 1944r. walczyli na tym cmentarzu. Jest tu też tablica upamiętniająca poległych i zamordowanych wyznawców Kościoła ewangelicko-reformowanego.


66

Stojąc przed metalowymi wrotami podziemnej krypty, widzimy po prawej, blisko cmentarnego muru, bryłę kaplicy Laskowskich i Nagórków (kw. B, rząd 5). Przy wejściu czeka spiżowa postać anioła śmierci z pochodnią w dłoni i włosami zmierzwionymi jak u strzygi. Jest zarazem piękna i straszna. Kusi odsłoniętą kobiecą piersią, aby za chwilę zadać ofierze śmiertelny cios. To jedna z najbardziej ekspresyjnych rzeźb na warszawskich cmentarzach. Powstała w 1910 r. Jest dziełem rzeźbiarza Jeziorańskiego.

67

Po przeciwnej zaś stronie głównej alei uwagę zwraca wysoki, jasny pomnik Bogumiła Folanda (1836-95), dyrektora Warszawskich Teatrów Rządowych (kw. E, rząd 4, nr 19.Umieszczone na froncie popiersie przedstawia eleganckiego mężczyznę z wąsami. W tym samym grobie pochowano jego syna Olesia Folanda, który przeżył zaledwie cztery lata i dziesięć miesięcy. Z boku pomnika wykuto przejmujący wiersz: "W trumienkę małą całe rodzicówszczęście się schowało (...)".

Za grobowcem Folanda (patrząc od strony głównej alei) stoi najstarszy pomnik na Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym. Jest to kamienny nagrobek kupieckiej rodziny Fuhrman-Roesler, właścicieli m.in. młynów, cukrowni i Hotelu Niemieckiego przy ul. Długiej (kw. E, rząd 4, nr 24).Wykuto go z piaskowca w 1805 r. Na tablicy z czarnego marmuru zachowały się niemieckie inskrypcje poświęcone zmarłym, lecz najciekawsze są wyrzeźbione po bokach postacie owinięte od stóp do głów w całuny. Są to tzw. koszule śmiertelne, w których kiedyś kalwińskie rodziny składały do grobu swoich bliskich. Po śmierci wszyscy są równi, więc powinni być tak samo ubrani. W górnej części nagrobka - niezwykły wizerunek anioła śmierci. Brzydki brodaty starzec frunie na skrzydłach, wymachując kosą.

68

Nad tą częścią nekropolii góruje kaplica rodziny Kronenbergów (kw. E, rząd 2, nr 11) zbudowana według projektu Konstantego Wojciechowskiego. Jest największa na cmentarzu, choć i tak ustępuje rozmiarami innej kaplicy Kronenbergów - na Starych Powązkach. Tutaj spoczywa wielki przemysłowiec i finansista baron Leopold Kronenberg (1812-78) -Żyd, który przyjął wyznanie kalwińskie. Pod koniec życia był najbogatszym człowiekiem w kraju. Fortuny szacowanej na blisko 20 mln rubli dorobił się głównie na produkcji wyrobów tytoniowych i cukrowniach. Założony przez niego Bank Handlowy był najpotężniejszym bankiem w Polsce, a z okazałym pałacem Kronenberga przy pl. Małachowskiego nie mogły się równać inne burżuazyjne rezydencje w Warszawie. Kronenberg budował linie kolejowe warszawsko-terespolską i nadwiślańską, wspierał edukację, założył Szkołę Handlową w Warszawie, przyczynił się do rozwoju Warszawskiego Towarzystwa Ubezpieczeniowego, Kasy Przemysłowców i Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Syn Leopolda - Leopold Jan Kronenberg -był katolikiem. Leży na Starych Powązkach.

69

Nasza trasa wiedzie wciąż główną aleją w stronę bramy od ul. Młynarskiej. Z prawej mijamy groby słynnych cukierników Semadenich (kw. A, rząd 5, nr 30).Rodzina wkońcu XVIII w. sprowadziła się ze Szwajcarii i założyła wPolsce popularne cukiernie. Pierwszą cukiernię wWarszawie Kacper Semadeni otworzył w 1827 r. u zbiegu ul. Świętokrzyskiej i Nowego Światu, ale bardziej znana była cukiernia jego kuzyna Bernarda Semadeniego w gmachu Teatru Wielkiego. Firma istniała do II wojny światowej.

70

Z tyłu grobów Semadenich, blisko muru, jaśnieje wykuta z piaskowca piękna statua anioła (kw. A, rząd 6, nr 38). Nie wiadomo, na czyim

stoi grobie (w księgach cmentarnych zapisano nazwisko Schucan Ambrosi). Widać za to podpis autora posągu - Jana Woydygi, twórcy rzeźb na wiadukcie ulicy Karowej. Do niedawna anioł był w tragicznym stanie. Nie miał skrzydła, przechylał się do przodu. Fundusze na jego restaurację przekazało miasto.

Przed stojącym przy bramie neogotyckim budynkiem kaplicy skręcamy w lewo i dochodzimy do starej bramy cmentarza od strony ulicy Żytniej. W jej ścianę wmurowano tablicę upamiętniającą założenie nekropolii. Jest na niej łaciński napis, który w tłumaczeniu na polski brzmi: "Za Stanisława Augusta ożywcze zajaśniało światło z ciemnego grobu, za którym są teraz milczące nasze kości. Prawu posłuszne Zgromadzenie Wyznania Reformowanego. Roku pańskiego 1792".

Idziemy chodnikiem równoległym do muru cmentarza wzdłuż Żytniej. Na chwilę skręcamy z niej w lewo na tyły kaplicy Kronenbergów.

71

Dokładnie z tyłu kaplicy spoczywa Lucyna Ćwierczakiewiczowa (1826-1901), autorka książek kucharskich i artykułów z poradami dla gospodyń domowych (kw. E, rząd 1, nr 6).Wswoich czasach była osobą niebywale popularną, krążyły o niej niezliczone anegdoty, a jej książka "365 obiadów za pięć złotych" była wielokrotnie wznawiana. Ćwierczakiewiczowa pisała: "Żonom zawsze powtarzam, że smacznie przyrządzony obiad jest podstawą szczęścia domowego i dobrego humoru męża".

Vis-a-vis grobu Ćwierczakiewiczowej natrafiamy na bardzo ciekawy żeliwny nagrobek wformie piramidy z wizerunkiem klęczących

dzieci. Należy do angielskiej rodziny Fanshawe. Jerzy Fanshawe, pułkownik w służbie rosyjskiej, był właścicielem posiadłości Henryków (obecnie części Mokotowa). Zbudował istniejący do dziś pałacyk przy Puławskiej 107a.

Wracamy na poprzednią aleję, skręcamy w lewo. Mijamy kaplicę Kronenbergów.

72

Po lewej stronie - rozpadający się kamienny nagrobek z napisem wykutym cyrylicą. Tutaj leży generał major Henryk Aleksandrowicz Dzięgielewski (1807-69).


Po prawej zaś trudno przeoczyć bardzo ciekawy pomnik nagrobny Edmunda Łodzi Kurnatowskiego (kw. H, rząd 4, nr 12) z początku XX w., z odlaną z brązu sylwetką mężczyzny ukrywającego twarz w dłoniach.

Za wspomnianym wyżej pomnikiem skręcamy w prawo.

Zaraz za nim stoi jeden z najpiękniejszych grobowców na cmentarzu(kw. H, rząd 4, nr 16) - rodziny Bertoldów Neumanów. Cały wykonany jest z marmuru. Przedstawia trumnę, obok której siedzi pogrążona w żałobie kobieta.

73

Nasza trasa biegnie teraz ścieżką blisko muru od Żytniej. Po dwóch stronach ścieżki widzimy groby rodziny Loewe i Bruehl (kw. I, rząd 5, nr 25), z kamiennymi i żeliwnymi epitafiami umieszczonymi na murze cmentarza. Zpochowanych tutaj osób najbardziej znany jest Adolf Adam Loewe (1811-85), znany warszawski architekt. Zaprojektował m.in. Nową Oranżerię w Łazienkach Królewskich i neogotycki kościół ewangelicko-reformowany w al. "Solidarności" ze strzelistą ażurową wieżą.

74

Kawałek dalej, po lewej stronie spoczywa prof. Bohdan Marconi (1894-1975), wybitny konserwator zabytków, wykładowca Akademii Sztuk Pięknych (kw. I, rząd 6, nr 29). Przed wojną kierował pierwszą wPolsce nowoczesną pracownią konserwacji malarstwa przy Muzeum Narodowym. Podczas wojny ocalił fragmenty dekoracji przeznaczonego przez Niemców do zburzenia Zamku Królewskiego. Po wojnie nadzorował m.in. konserwację malowideł ściennych w Łazienkach iWilanowie oraz obrazów Jana Matejki z "Bitwą pod Grunwaldem" na czele. Leży tu również ojciec Bohdana Marconiego Władysław Marconi (1848-1915), który zaprojektował m.in. hotel Bristol idom Pod Gigantami w Alejach Ujazdowskich.

Prawie vis-a-vis prof. Marconiego ma swój grób artysta malarz Józef Simmler (1823-68). Wizerunek zmarłego utrwalono wmarmurowym medalionie(kwatera I, rząd 7, nr 37). Simmler był doskonałym portrecistą, pozowali mu przedstawiciele zamożnych warszawskich rodów. W ostatnich latach życia zajął się malarstwem historycznym i religijnym. Sukces przyniósł mu obraz "Śmierć Barbary Radziwiłłówny".

Sprzed grobu Simmlera skręcamy w lewo.

75

Kilkanaście metrów dalej pod wysoką brzozą spoczywa Katarzyna Sowińska (1776-1860), wdowa po legendarnym generale, który poległ w powstaniu listopadowym, broniąc reduty wolskiej (kw. K, rząd 1, nr 5).Gdy mąż walczył na froncie, generałowa pracowała wwojskowych lazaretach. Organizowała Związek Dobroczynności Patriotycznej niosący pomoc rodzinom żołnierzy. Spotkały ją za to szykany ze strony Rosjan, została osadzona w klasztorze. Na pogrzeb generałowej przyszły tłumy. Była to pierwsza od upadku powstania listopadowego tak wielka manifestacja uczuć patriotycznych.

Wracamy na ścieżkę wzdłuż muru i idziemy nią dalej.

76

Przy murze spoczywają członkowie wywodzącej się z Francji rodziny Norblinów (kw. S, rząd 2, nr 11), przemysłowców w branży metalowej. Zaczynali w 1820 r. od warsztatu brązowniczego na Starym Mieście. Firmę rozwinął Wincenty Konstanty Norblin (1805-72). Sprowadził z Belgii maszynę parową. Poza przedmiotami z brązu produkował wyroby ze srebra i platery. Za czasów jego syna Wincentego Ludwika (1836-1914), którego grób znajdziemy w kwaterze B, przedsiębiorstwo jeszcze urosło w siłę. Pamiątką po firmie są zabytkowe hale przy ul. Żelaznej i platerowe sztućce w niejednej szufladzie.

77

Na uwagę zasługuje też stojący tyłem do muru grobowiec rodziny Szyllerów (kwatera T, rząd 4/5, nr 46) z figurą anioła trzymającego kotwicę i łacińską sentencją: "Mors est vita" ("Śmierć jest życiem"). Leży tu Leopold Bogumił Szyller (1832-1917), księgarz, literat i działacz polityczny. Przy Nowym Świecie prowadził księgarnię i zakład litograficzny. Wydawał książki pedagogiczne i podręczniki szkolne. Na jego grobowcu dostrzec można dekoracje w formie makówek - często spotykanego na nagrobkach symbolu snu i śmierci.

Okrążając żywopłot, kierujemy się do bramy koło budynku administracji cmentarza, którą wychodzimy na ulicę Żytnią.


Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski

tell a friend :: comments 0


Ukraina w WTO najwcześniej pod koniec 2008 roku

Posted by admin on 2007-10-30 11:41:01 CET

Ukraina wejdzie do Światowej Organizacji Handlu (WTO) najwcześniej pod koniec 2008 roku, 15 lat po rozpoczęciu rozmów akcesyjnych - podał w poniedziałek ukraiński rząd.

Wiktor Juszczenko obejmując w roku 2005 stanowisko prezydenta zapowiedział, że Ukraina wejdzie do WTO w ciągu roku w ramach zbliżania się z Zachodem.

W oświadczeniu na stronie internetowej rządu napisano, że w czerwcu 2008 roku Ukraina może zakończyć cały proces przygotowań do członkostwa. "Jeśli jesienią Rada (WTO) ratyfikuje porozumienie, Ukraina zostanie członkiem organizacji w ciągu 30 dni" - głosi oświadczenie, które powołuje się na ukraińskiego przedstawiciela w WTO Wołodymyra Bałutę.

Nim się to stanie, Kijów musi spełnić szereg warunków, w tym rozstrzygnąć spór w kwestii domniemanego zadłużenia wobec Kirgistanu.

Ukraina zabiega o członkostwo w WTO od 1993 roku.

Obecnie Kijów jest w trakcie formowania koalicji i rządu po wyborach, po których tzw. partie pomarańczowe mają większość.

tell a friend :: comments 0


Monday, October 29 2007

Ukraine's Quest for Mature Nation Statehood Roundtable VIII: "Ukraine-EU Relations"

Posted by admin on 2007-10-29 16:31:25 CET

Theme: Ukraine as a Constituent Part of European Political Culture
Sub Theme: Ukraine's Role as "Elder Brother"
Dr. Zbigniew Brzezinski


Second day Keynote Address by Zbigniew Brzezinski, former National Security Advisor and Professor of Foreign Policy at Johns Hopkins University, at the Ukraine's Quest for Mature Nation Statehood Roundtable VIII: "Ukraine-EU Relations" Ronald Reagan Building and International Trade Center, Washington DC, October 17, 2007. Video of the keynote and the following question and answer session is available here.

Transcription by: Matthew Dubas [Correspondent/Ukrainian Weekly]

[Thank you very much. Thank you very much, Herman (ed.- Herman Pirchner/President of the American Foreign Policy Council and Chair of the Session) for reminding me about that speech. I have almost forgotten about it. Indeed, it did transpire and your rendition of it is very accurate.]

I am grateful to speak before this audience once again and through this audience also to the people of Ukraine. I want to begin by congratulating the people of Ukraine on their political maturity. They’ve shown it once again. They have shown that they have a political culture of which they have reason to be proud. A political culture which is part of the universal political culture of democracy. That is to say, agreeing to disagree, debating fiercely, dividing politically, all within a constitutional process that is enduring. That’s a significant accomplishment and I think the Ukrainian people have reason to be proud of it.

In fact, Ukraine should not hesitate to say to its younger brother, Russia, that it should learn Ukrainian political culture. I see some people smiling, ‘younger brother?’ Russia is the younger brother of Ukraine to anyone who knows history. And politically, Ukraine has shown maturity and ability to compromise of the kind that Russia has yet to demonstrate. Look at the several presidential elections. Look at the several parliamentary elections. There is one very simple test of democratic electoral processes. If you can’t be sure who is going to win, and if your predictions often turn out to be wrong, you know it’s a democracy. I have no difficulty in predicting Russian elections whatsoever. We know their outcome. And that tells you something.

So the younger brother should learn from the older brother and I think we should also learn because I remember when Ukraine came into being, the dire predictions, the dire predictions about Ukraine. Ukraine will not endure. I remember some very competent intelligence analysts telling us that Ukraine will split into two, that the country is inherently unstable. That maybe, maybe western Ukraine, Galicia, might end up independent, but the rest, probably not.

Look at the last elections; there is an increasing cross-cutting pattern of voting. Tymoshenko made significant successes in the east. Actually Yanukovych even gained a few votes in the west, and the country is increasing voting as a unit. If you want another example, go back to the days – the brief days, fortunately – of what might be called the mini crisis of Tusla, the little island in the Sea of Azov, which by some peculiar logic, the Russian Federation tried to draw into its own terrain by transforming it from an island to a peninsula attached to the Russian Federation. Do you remember how the Ukrainians reacted? All of them, all of them, President Kuchma flew back from Brazil, and stood on the shores of Tusla proclaiming fiercely, ‘this is Ukrainian territory.’ And look at the resolution of the Rada. I believe the vote was close to unanimous, if not unanimous, including the Communists. Voting fiercely that the territorial integrity of Ukraine is untouchable.

So we know that Ukraine is a success as a nation state. Ukraine is here to stay and there is no doubt about that. Ukraine is part of the European scene, there’s no doubt about that. Ukraine is part of the European political culture. It has demonstrated that. Ukraine is part of European culture, and anyone who visits Kyiv, even briefly, sees countless evidences of that. And that is an enduring reality, to which everyone has to adjust. And in adjusting, one has to get rid of one’s ignorance.

When Ukraine became independent, many people in this country weren’t quite sure what it is and where it is. It was even referred to as ‘THE’ Ukraine, rather than as Ukraine. But that is now changing. But it is also important that in Ukraine there be also change. And I have something very specific in mind. Namely, a country, a nation is a reality when it has a profound historical awareness of itself – historical awareness of itself. And that is important because a country without a memory is like a human being without a brain, without a self-awareness. I was struck by that several years ago when I was in Kyiv and I decided in the course of my visit just to pay personal homage in the area of Bukivnia, which I’m sure most of you know about. When I spoke to a senior Ukrainian close associate of President Kuchma, he did not know what Bukivnia was, he actually didn’t know what it was. And I suspect that a lot of other Ukrainians in recent past have had no awareness of Bukivnia and it is important to know these things. This is why the resolution in the Rada about genocide is historically and politically important. It’s a landmark. It reminds people of things that have happened it reminds people of the importance of being independent and in charge of your own country. And that is taking place in Ukraine. And that is all to the good and is part and parcel of the much more complex technical and financial issues that you have been discussing about Europe’s, or the European Union’s, relationship with Ukraine.

There has to be a vital, thriving, politically successful Ukraine for it to be part of Europe and Europe has to adjust its own vision of the East to realize that the frontiers of Europe do not end at the Buh River. The fact is that Europe is a dynamic reality, but simultaneously a part of its own history and culture, and Ukraine is a part of that history and that culture.

After the recent elections, Ukraine has a chance again to demonstrate in practice its political maturity and I think the people have demonstrated it by their vote, not only by the specific character of the vote, which I happen to applaud, because I believe the Orange Revolution actually put the final stamp, the end to the issue of whether Ukraine is going to endure or not. That was several years ago, but it is also important to demonstrate political leadership that it is mature. In response to the politically mature people, and that means that the people must have a clear notion of responsibility and accountability for political decisions and political programs. The whole notion of democracy is a notion of competition of programs and a competition of leadership and then accountability and responsibility for performance of leadership, and the latter cannot be fuzzed, the latter must not be obscured. The problem of responsibility and accountability must be sharply defined. And this is why I think President Yushchenko has a real opportunity to put in place a seriously working and effectively working system of responsibility and accountability based essentially on two parties – a majority formation and a minority formation. The majority formation may be a two-party coalition, it can even be a partial grand coalition if some members of the opposition want to be a part of it, but it should not be a government which obscures accountability and responsibility by fuzzing the division between the programs and the division between the elites with alternative programs, because that absence creates political cynicism and creates the impression of ‘we the nation’ and ‘they the elite’ and reinforces the belief that the elite is corrupt and makes amongst itself and is never accountable to the people.

The alternatives that are involved in this cycle of leadership and governorship is an important aspect of democracy and president Yushchenko now has the opportunity to institutionalize that, either through a two-party coalition or a two-party plus coalition, maybe even in a very vague sense, a partial grand coalition, but certainly not a complete grand coalition in which fuzzes accountability and responsibility.

Prime Minister Tymoshenko has now an opportunity to show that she is a genuine national leader, and she has gotten a big boost through the elections in that affirmation. But she also has the opportunity to govern in a manner that demonstrates that she is not only an electoral populist, but a responsible national leader, who can formulate policies for the long-run, without passion but with commitment. With firmness, but without vengeance, in a manner that gains her support and enduring respect. She has show enormous political talent and is obviously a rising star in the Ukrainian political firmament. And now she has an opportunity to translate these talents into enduring leadership.

Former Prime Minister Yanukovych also has an opportunity to show himself to be a responsible opposition leader. Not the preferred choice of a major neighboring country, but a genuine Ukrainian national leader who partakes of the general thrust of Ukraine into Europe. And he has said that during his recent service as prime minister, but the taste in the pudding is in the eating and one has to demonstrate that commitment, not only verbally when in office, but in practice when the opposition leader and facilitate those steps as a leader to make Ukraine a possible participant in the larger European adventure.

So in different ways, each of the three political leaders of Ukraine has now a historical chance, a historical opportunity to prove to everyone that Ukraine is not only a national success, but that it is a country that is closing the inevitable gap between itself and what is west of it. That gap is not the fault of the Ukrainians. It is a consequence of the absence of freedom, of the absence of independence, of the presence of communism for so many decades and of subjugation with a large imperial system for centuries. If you consider all of these causes for the gap, you have to be impressed how narrow the gap today is. And how close is the day when Ukraine is going to be a full-scale participant in the European adventure. One can talk endlessly about the problems to be resolved, the criteria to be met, the standards to be satisfied, the shortcomings to be overcome, but the fact is that the momentum is in that direction. And Europe is also changing its view of Ukraine. The ignorance that I sensed in this country about Ukraine 15 years ago was equally widespread in Europe, maybe not as widespread but close to it. Today that’s dramatically changing and the picture of Ukraine as a normal European country is gradually becoming the predominant one. And in that there is not only a hopeful perspective for Ukraine, there is a longer range and further hopeful perspective. I am deeply convinced, truly convinced, strategically convinced, that as Ukraine moves toward Europe, the imperial option for Russia closes forever and Russia then only has one option – to follow suit in the lead of its older brother. And that is a very hopeful and serious prospect, because eventually Russia has no choice if you look at the vast space of Russia and its demographic crises, the rising power of its eastern neighbors. If Russia doesn’t move toward Europe, a different promise will be fulfilled. A promise which was once made allegorically, but which has an ominous geographical definition to it. ‘Europe to the Urals’; remember General De Gaulle when he talked about Europe to the Urals. He wasn’t suggesting that Russia be partitioned, he actually meant Russia in Europe. Russia in Europe to Vladivostok may be an attractive option for Russia, but if they fail to exercise it, they face an ominous uncertainty in the future. So Ukraine, in a way, offers not only a lesson, but a hopeful avenue for Russia, and an avenue that all of us in the West should hope that Russia will pursue. Because it would be in the interest of the larger West if Russia, in time, became more closely and more genuinely associated with the West.

Ukraine poses a truly momentous geopolitical challenge to all of us, but I think it is a challenge that today, shortly after the Ukrainian elections and in part particularly because of the outcome of the elections, we can view with increasing optimism.

Thank you.

tell a friend :: comments 0


Ukraine reburies 2,000 victims of Stalinist repression found in mass grave outside Kiev

Posted by admin on 2007-10-29 16:27:24 CET

KIEV, Ukraine: Ukraine reburied some 2,000 victims of Stalinist repression, paying its respects to those gunned down by the Soviet secret police before World War II and dumped into a mass grave, organizers said Sunday.

The remains of 1,998 victims, including 474 believed to be ethnic Poles, as well as 29 Red Army soldiers, were laid to rest Saturday, said Vitaly Kozakevych, secretary of a government commission for commemorating victims of political repression.

It was Ukraine's biggest post-Soviet reburial of victims from the era of repression under Soviet dictator Josef Stalin.

"It is a striking reminder of the tragic consequences of uncontrolled power," Kozakevych told The Associated Press.

The mass executions were carried out between 1937 and 1941 by the NKVD, Stalin's feared secret police and the precursor to the KGB, in the small village of Bykivnya on the outskirts of Kiev.

Today in Europe

In total, up to 30,000 people — most branded "enemies of the people" — are believed to have been killed and hidden in mass graves there.

However, historians and rights activists have been able to locate and rebury only some 10,000 victims, including those laid to rest Saturday. Soviet authorities are believed to have destroyed the remains of the rest, Kozakevych said.

On Saturday, high-ranking Polish officials paid tribute to Poles who fell victims to Stalin's purges. Some are believed to have been ethnic Poles living in Ukraine and executed in 1937-38, along with Ukrainians and others, for alleged anti-Soviet activity.

Others are thought to be victims of the so-called Katyn massacre, the execution by Soviet authorities of more than 21,700 Polish military officers, intellectuals and priests in the village of Katyn in western Russia and elsewhere.

President Viktor Yushchenko has ordered turning the Bykivnya site into a state memorial.

tell a friend :: comments 0


W szczerym polu odkryto dwór Sapiehów

Posted by admin on 2007-10-29 09:07:48 CET

Po wielu latach poszukiwań archeologom udało się zlokalizować miejsce gdzie około 400 lat temu stała rezydencja oraz folwark Sapiehów - magnackiego rodu.


W trakcie jednej z prospekcji terenowych uwagę badaczy zwróciły trzy kępy zarośli wśród pól uprawnych wsi Dubno, gm. Boćki (woj. podlaskie). W zaroślach tych znajdowały się porośnięte trawą skupiska dużych kamieni noszących ślady zaprawy wapiennej a na okolicznych polach duża ilość ułamków nowożytnych naczyń glinianych, kafli i fragmentów cegieł - mówi mgr Halina Karwowska, archeolog z Muzeum Podlaskiego w Białymstoku.

Efektem badań archeologiczno-architektonicznych prowadzonych w latach 2006-2007 jest odkrycie reliktów pozostałości dworu i folwarku. Według wstępnych ustaleń można je datować na XVI-XVIII w. Po zdjęciu warstwy ziemi oczom badaczy ukazały się masywne fundamenty o szerokości 1,2m - 1,3m, zagłębione w grunt na około 3m wzniesione z cegły palcówki i kamieni, spajanych zaprawą wapienną. "To na nich opierała się cała konstrukcja kamienicy. Imponujące są także rozmiary budynku 24m x 16m, co daje 384 m2 w jednym poziomie użytkowym" - opisuje archeolog.

- Według stanu z poł. XVII w. kamienica była podpiwniczonym, piętrowym budynkiem z poddaszem, pokrytym gontem. Na całą kubaturę budynku składało się wiele pomieszczeń, w tym m.in. 2 sienie +wyłożone kwadratową cegłą+, sala stołowa, izby mieszkalne - w tym jedna dla "białogłowy", skarbiec. Na poddaszu, określanym jako drugie piętro znajdowała się izba, której wyposażenie stanowiła wielka okuta skrzynia do przechowywania ziół i szafka na wódki. Na środku zawieszono drążek "do wieszania szat". Budynek od strony wschodniej był podpiwniczony. Zapewne zbudowano go w drugiej połowie XVI w. - mówi Halina Karwowska.

Najbardziej zaskakujący dla archeologów był stan zachowania ceglanej posadzki w sieni na parterze. - Posadzka zachowała się w dobrym stanie. To duże masywne fundamenty ścian zewnętrznych, utrudniające prace polowe uchroniły ją przed zniszczeniem - wyjaśnia.

Oprócz reliktów zabudowy archeolodzy odkryli także ponad 13 tyś okazów ruchomego materiału zabytkowego - fragm. ceramiki naczyniowej, kafli, szkła oraz zabytki metalowe.

Obecny stan wiedzy nie pozwala łączyć murowanej kamienicy, której relikty odsłonięto w trakcie prac badawczych z postacią pierwszego wojewody podlaskiego Iwana Sapiehy, chociaż jak mówi Karwowska "samo założenie w jego czasach już istniało i z pewnością przebywał w nim niejednokrotnie. Opisywany budynek, to przecież tylko fragment rezydencji. Inwentarze z II poł. XVII w. wymieniają oprócz niej jeszcze m.in.: karczmę, kamienicę murowaną mniejszą, drewnianą kaplicę, drewniany dom wielki krzyżowy, dom kuchenny, stajnie, kuźnię, łaźnię, browar, słodownię, wozownię, dom urzędniczy, ogród włoski, sad oraz lamus".

- Jest jeszcze sporo do odkrycia. Przyszłe sezony badawcze zapowiadają się więc bardzo pracowicie - mówi archeolog.

Pierwszym właścicielem dóbr w Dubnie był Lenart Kosiński, który w 1512 roku zamienił je z Iwanem (Janem) Sapiehą (ok. 1450-1517) - pierwszym wojewodą podlaskim. Sapieha został mianowany na to stanowisko dekretem króla Zygmunta Starego w roku 1513.

- Według tradycji rodzinnej, do której przychylają się niektórzy historycy zmarł w swojej rezydencji w Dubnie i tam miało być pierwsze miejsce jego tymczasowego spoczynku. Można domyślać się, że Dubno, jako centrum dóbr ukształtowanych jeszcze w XV stuleciu miało dwór już w czasie, gdy władał nim L. Kosiński. Zapewne Sapieha wykorzystał ten zapewne jeszcze drewniany dwór wraz z zabudową towarzyszącą. Może też rozbudował go - zastanawia się Karwowska.

Dubno było siedzibą rodu Sapiehów (gałęzi zwanej kodeńską;) do połowy XVII w. Następnie posiadali je lub zarządzali nim m. in.: Aleksander Hilary Pałubiński, Szczęsny Zygmunt Parys, Józef Adam Parys, Wojciech Wessel, Józef Franciszek Sapieha a następnie jego żona Krystyna z Branickich (siostra Jana Klemensa Branickiego), Joahim Karol Potocki, Franciszek Piotr Potocki, Jan Alojzy Potocki. Ostatnim dzierżawcą dóbr był Henryk Rogowski, który w 1900 roku zbył je na rzecz spółki chłopskiej. Zabudowa, choć w ruinie przetrwała zapewne do I wojny światowej.

Badania w Dubnie realizowane były w ramach projektu współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach programu Sąsiedztwa Polska-Białoruś - Ukraina Interreg IIIA/TACIS CBC oraz z budżetu państwa. Prowadzili je archeolodzy z Muzeum Podlaskiego w Białymstoku i Instytutu Archeologii Uniwersytetu Łódzkiego we współpracy z archeologami z Grodzieńskiego Państwowego Uniwersytetu im. Janki Kupały oraz Grodzieńskiego Państwowego Muzeum Historyczno-Archeologicznego.

tell a friend :: comments 0


Pomnik carycy w Odessie

Posted by admin on 2007-10-29 09:05:50 CET



Na placu Jekaterińskim w Odessie mimo protestów Kozaków ukraińskich i nacjonalistów odsłonięto w sobotę pomnik Katarzyny II. Figura carycy, za czasów której założono miasto, stała w tym miejscu do 1920 r., kiedy zniszczyli ją bolszewicy. Potem na placu stanął pomnik marynarzy z pancernika Potiomkin. Niedawno potiomkinowcy zostali przeniesieni na inne miejsce, i odtworzony pomnik Katarzyny II wrócił.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Uroczysty pogrzeb pomordowanych w Bykowni

Posted by admin on 2007-10-29 09:04:27 CET



Na cmentarzu w podkijowskiej Bykowni w sobotę pochowano szczątki około 2 tys. ofiar NKWD, w tym ponad 400 polskich żołnierzy, policjantów i urzędników zamordowanych wiosną 1940 r. na rozkaz Stalina.

Kości pomordowanych wydobyli ze zbiorowych mogił eksperci polskiej Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz ukraińskiej Państwowej Międzyresortowej Komisji do spraw Upamiętniania Ofiar Wojny i Represji, którzy przez dwa ostatnie lata prowadzili prace ekshumacyjne w Bykowni. Do tej pory były one przechowywane w plastikowych workach złożonych w ustawionym na cmentarzysku zaplombowanym namiocie.

Archeologom w tym roku udało się znaleźć dowody niezbicie potwierdzające, że na cmentarzysku spoczywają Polacy z tak zwanej ukraińskiej listy katyńskiej, czyli ci, których po 17 września 1939 r. wzięła do niewoli Armia Czerwona czy aresztowało NKWD na terenie okupowanej przez ZSRR zachodniej Ukrainy. Między innymi w jednej z mogił natrafili na nieśmiertelnik starszego sierżanta Wojsk Ochrony Pogranicza Józefa Naglika, który do tej pory uważany był za zaginionego.

W sobotę polskie ofiary NKWD złożono do wspólnej mogiły z ukraińskimi. Stało się tak wbrew życzeniu strony polskiej, która chciała, by Polacy zostali pochowani oddzielnie.

W uroczystości wzięli udział dyplomaci, miejscowa Polonia oraz przedstawiciele Rodzin Katyńskich. Hołd pomordowanym oddała kompania honorowa armii ukraińskiej. Pochówek, jak zapewnia Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady, ma charakter tymczasowy. A uroczysty pogrzeb upamiętniający Polaków zamordowanych w Kijowie wiosną 1940 r. na rozkaz Stalina odbędzie się w przyszłym roku.

W przyszłym roku mają też być kontynuowane prace ekshumacyjne w Bykowni. Do przebadania zostało jeszcze 15 dołów śmierci, w których zapewne również spoczywają polskie ofiary NKWD.

Na "ukraińskiej liście katyńskiej" znajdują się nazwiska 3435 zamordowanych. Około 3,7 tys. nazwisk liczy jeszcze tak zwana białoruska lista katyńska, na której znajdują się ci, których w 1939 r. wzięto do niewoli lub aresztowano na zachodniej Białorusi. Oni prawdopodobnie zostali rozstrzelani w Mińsku i pochowani w pobliskich Kuropatach. Tam jednak polscy badacze, póki Białorusią rządzi Aleksander Łukaszenko, wstępu nie mają.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Ku czci ofiar akcji "Wisła"

Posted by admin on 2007-10-29 09:02:42 CET


Małgorzata Szlachetka

"Jak ja mogę zaśpiewać pieśni Bogu na cudzej ziemi" - takie słowa z Księgi Psalmów Dawida znalazły się na poświęconym wczoraj pomniku postawionym ku czci ofiar akcji Wisła

Mszą w cerkwi pw. Świętych Cyryla i Metodego w Białej Podlaskiej zakończyły się kilkumiesięczne ogólnopolskie obchody 60. rocznicy akcji "Wisła" w polskim kościele prawosławnym. Finałem trzygodzinnej liturgii, której przewodniczył prawosławny metropolita warszawski Sawa, była procesja wokół cerkwi i poświęcenie pomnika postawionego w hołdzie ofiarom akcji "Wisła". Zbudowany z głazów pomnik przedstawia krzyż na łodzi. Znalazły się na nim dwa cytaty. Pierwszy z Księgi Psalmów Dawida: "Jak ja mogę zaśpiewać pieśni Bogu na cudzej ziemi" oraz słowa Świętego Serafina z Sarowa: "Chwała Bogu za wszystko, za problemy i za radość".

Wśród około tysiąca uczestników uroczystości były osoby, które ucierpiały w akcji Wisła. Jan Romać gdy miał 19 lat, razem ze swoją rodziną został wysiedlony z rodzinnej wsi Kijowiec koło Białej Podlaskiej do Sokolnik w Zachodniopomorskiem. Był 1 lipca 1947 roku. - Furmankami przewieźliśmy swoje rzeczy na stacje kolejową w Chotyłowie. Pociąg jechał dziesięć dni. Wszystkie krowy w jednym wagonie, świnie w drugim, a ludzie w następnych. Jak ktoś próbował uciec z transportu, to go UB z powrotem odstawiało - opowiadał wczoraj.

Na mszy była także Wiera Romańczuk z Białej Podlaskiej, która w dniu wysiedlenia miała 13 lat. W 1947 roku mieszkała z rodzicami i trójką rodzeństwa w pobliskim Zabłociu. Wojsko dało im na spakowanie się trzy godziny. Swój dobytek złożyli na trzy wozy. Z inwentarza żywego wzięli do pociągu trzy konie, kury i siedem prosiąt. - Tata dwa lata wcześniej skończył budowę domu. Był drewniany i przestronny, kryty strzechą. Nigdy do niego nie wróciliśmy. Potem się dowiedzieliśmy, że budynek został rozebrany. Materiał z niego użyto na budowę szkoły w Kodniu - mówi Wiera Romańczuk. I dodaje: - Strach był, bo nie wiedzieliśmy gdzie jedziemy.

Rodzina Romańczuków trafiła do Borek w obecnym województwie warmińsko-mazurskim. Na początku dostali pokój z kuchnią w PGR i trochę mąki.

Jan Romać z pierwszych dni pobytu w nowym miejscu nie ma dobrych wspomnień. - Wiele domów było zdewastowanych, miały wyrwane okna i drzwi. Dla nas nawet tego zabrakło, więc dwa tygodnie spędziliśmy w jakiejś oborze. Mama chodziła po polach i zbierała kłosy zboża, żeby upiec chleb. Pracowaliśmy jak parobcy u gospodarzy, u których potem zamieszkaliśmy - wspominał wczoraj. Władze komunistyczne dbały o to, żeby rodziny z jednej miejscowości nie osiedlały się zbyt blisko siebie. Ideałem było umieszczenie we wsi tylko jednej rodziny z transportu, ale rzadko to się udawało. Pani Wiera wróciła na Lubelszczyznę w 1973 roku. W Białej Podlaskiej pochowała swoich rodziców. Jan Romać wrócił do domu po 19 latach. Jego rodzinie zwrócono sześć hektarów ziemi.

Najgorzej akcję Wisła wspominają ci, którzy zostali uwięzieni w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie. Umarło ponad 150 osób. W czasie II wojny światowej obóz w Jaworznie był filią Auschwitz. Komunistyczne władze więziły tam m.in. księży grekokatolickich i osoby, które podejrzewały o współpracę z UPA.. Taki los spotkał m.in. Sergiusza Kowalczuka z Matiaszówki w powiecie bialskim. 20-latek musiał opuścić rodzinną wieś 12 lipca 1947 roku. Do bydlęcych wagonów wsiadł razem z teściami i żoną. Kobieta miała przy piersi niespełna dwumiesięczną córeczkę Nadzieję. - Jak przyszedłem do domu, to wojsko już było na podwórku. Nawet nie było z kim tam rozmawiać - mówił "Gazecie" Sergiusz Kowalczuk.

80-latek do dziś nie rozumie, dlaczego taki los spotkał jego najbliższych i mieszkańców sąsiednich wiosek. - Czy nie mieliśmy polskiego obywatelstwa? W Polsce się urodziliśmy i żyliśmy, a że byliśmy prawosławnego wyznania... Czy to coś zmienia? - pyta.

Nie wysiedlenie było jednak najgorsze. W Białej Podlaskiej do pociągu wsiadło UB. Zabrali ośmiu mężczyzn, w tym Sergiusza Kowalczuka. W Jaworznie przesiedział pół roku. - Jak stamtąd wyszedłem, to ważyłem zaledwie 32 kilogramy - mówi.

Rodzina pana Sergiusza przez osiem lat mieszkała we wsi Urbanowo (województwo warmińsko-mazurskie). Tam urodził mu się syn, pochowani zostali jego teściowie. - Jak wróciliśmy do Matiaszówki, to okazało się, że w naszym gospodarstwie mieszka rodzina przesiedlona zza Buga. Za pewną sumę odstąpili nam dom. To byli złoci ludzie, potem przez lata byliśmy sąsiadami. Nawet z jednej studni wodę braliśmy - wspomina pan Sergiusz.

Arcybiskup Abel, zwierzchnik prawosławnej diecezji lubelsko-chełmskiej w rozmowie z "Gazetą" o akcji Wisła: - To była czystka etniczna, głównie narodowości ukraińskiej, w trakcie której został niemal zupełnie zniszczony kościół prawosławny. Ci ludzie długo nie mieli prawa nawet odwiedzić grobów swoich przodków. Wspominając te trudne wydarzenia jeszcze dziś zalewają się łzami. I dodaje: - Modlimy się za ofiary akcji "Wisła", ale nikogo nie obwiniamy.

Sergiusz Kowalczuk: - Jak nas w 1947 roku pędzili na stację, to nikt nie wierzył, że wróci. Z mojej wsi wyjechało 80 rodzin, a wróciło około 10. A dziś żal tylko jest, że człowiek był niewinny, a musiał odpokutować.

Akcja Wisła

Akcja militarna, w efekcie której komunistyczne władze Polski chciały rozbić Ukraińską Powstańczą Armię i Organizację Ukraińskich Nacjonalistów. Od 28 kwietnia do połowy sierpnia 1947 roku z Rzeszowszczyzny i Lubelszczyzny na tzw. ziemie odzyskane zostało przesiedlonych około 150 tysięcy osób. Z samej Lubelszczyzny ponad 37 tysięcy. Ostatnie przesiedlenia odbyły się w 1950 roku.

Na listy przeznaczonych do wysiedlenia trafiali grekokatolicy i osoby wyznania prawosławnego, głównie Ukraińcy, Bojkowie i Łemkowie oraz wszyscy, których podejrzewano o sprzyjanie UPA. Ludziom dawano na ogół dwie godziny na spakowanie dobytku. Na ten czas wioski otaczał kordon wojska. Po odwilży 1956 roku część wysiedlonych wróciła w rodzinne strony. W 2007 prezydent Polski Lech Kaczyński i prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko wydali wspólne oświadczenie, w którym stwierdzili, że akcja Wisła była sprzeczna z podstawowymi prawami człowieka

Dla "Gazety"

Dr Andrzej Tłomacki, historyk, autor książki "Akcja >>Wisła<< w powiecie bialskim na tle walki politycznej i zbrojnej w latach 1944-1947"

Uzbrojone siły UPA liczyły w 1947 roku około 1 500 osób, najsilniejsze były w Bieszczadach. Pozostali Ukraińcy na pograniczu żyli spokojnie, dopóki w ich życie nie wkroczyła wielka polityka. To była dla nich wielka tragedia. Na ojcowiznę zdecydowało się wrócić po latach około jednej trzeciej wysiedlonych. Niektóre środowiska ukraińskie nadal uważają sprawę akcji Wisła za otwartą, bo nie doczekali się rekompensaty za utracone grunty.



Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

tell a friend :: comments 0


Sunday, October 28 2007

By nie utracić pamięci

Posted by admin on 2007-10-28 20:25:47 CET


Marek Waśkiel

W czasach, kiedy ZSRR chyliło się ku upadkowi, jechaliśmy we trójkę rowerami z Odessy do Lwowa. Już zniknęły przydrożne posterunki kontrolne GAI. Ludzie, których spotykaliśmy byli pełni nadziei na lepsze nadchodzące lata... chociaż i byli tacy, którzy już tęsknili za dawnymi dobrymi czasami... komunizmu.


Cmentarz na Rossie. Grób serca marszałka Piłsudskiego i jego matki
fot. Paweł Zając


W tych dniach zmian i nadziei w jednej w mołdawskich wsi ze zdumieniem obserwowaliśmy, jak jej mieszkańcy rozbijali stary cmentarz, niszcząc nagrobki i ogrodzenie. Powstały gruz wywozili na podwórka, wyrównywali, a po chwili sowchozowa betoniarka wylewała na tak przygotowane podłoże świeży beton. Stojący obok mnie Adam powiedział wówczas gdzieś wyczytane bardzo mądre słowa: "Narody które trącą pamięć, trącą życie. Stają się bezwolnymi manekinami, nie wiedzącymi skąd przychodzą".
Kiedy wjechaliśmy na Ukrainę, nagle nasza wyprawa zmieniła się w odszukiwanie i dokumentowanie śladów nawet po niewielkich polskich cmentarzach.

W Złotowie na starym parafialnym natknęliśmy się na porządkowaną kwaterę polskich żołnierzy poległych w wojnie z bolszewikami w 1920 r. Nagrobki były podnoszone z ziemi, ustawiane i wyrównywane, obok stała wbita w ziemię stara łopata. Chociaż czekaliśmy przez kilka godzin, nie wiemy, kto przywracał utraconą pamięć. Nie wiemy, kogo wystraszyliśmy. Pomimo widocznych zmian ciągle w ludziach tkwiły czasy, kiedy o przeszłości lepiej było nie mówić, a co dopiero czynnie pracować nad jej przywracaniem.

Od tamtej pory podróżując na Wschód do krajów byłego ZSRR, odszukiwałem i oglądałem polskie cmentarze. Począwszy od najbardziej znanych narodowych nekropoli w Wilnie i we Lwowie, po bezimienne polskie mogiły na Syberii, w Kazachstanie czy Uzbekistanie.

Będąc w Wilnie nie sposób pominąć cmentarza na Rossie, jednego z najpiękniejszych i najważniejszych polskich cmentarzy. Bardzo lubię odwiedzać go późną jesienią, kiedy tonie wśród kolorowych drzew. Równie pięknie jest w wieczory Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. Wówczas cały cmentarz położony na kilku pagórkach mieni się tysiącami światełek.

Cmentarz ma już ponad 200 lat. Powstał na początku XIX w. na przedmieściu zwanym Rossa przy drodze z Popławów do Rybiszek. Dzisiaj z centrum najlepiej dotrzeć tam pieszo. Jeszcze przed cmentarnym murem tuż przy wejściu trzeba się zatrzymać obok grobu serca marszałka Józefa Piłsudskiego i jego matki. Wilno było ukochanym miastem Marszałka.

Na czarnej granitowej płycie, dzisiaj już w paru miejscach wyszczerbionej i noszącej ślady pocisków, wyryto napis: "MATKA I SERCE SYNA". Widnieją też na niej słowa z poematów Słowackiego "Wacław" i "Beniowski": "...Ty wiesz, że dumni nieszczęściem nie mogą Za innych śladem iść tą samą drogą". poniżej zaś:
... Kto mogąc wybrać, wybrał zamiast domu
Gniazdo na skałach orła, niechaj umie
Spać, gdy źrenice czerwone od gromu
I słychać jęk szatanów w sosen szumie.
Tak żyłem.
Obok znajdują się kwatery grobów żołnierskich z lat 1919-1921, 1939 i 1944. Po wejściu na cmentarz warto skierować się ku tzw. Górce Literackiej. To tutaj znajdują się groby pisarzy, architektów i artystów. Nie sposób przejść obojętnie obok pięknej rzeźby "Anioł Śmierci" na grobie Izy Salmonowiczówny, czy nagrobków Weroniki Korwin-Milewskiej, Józefa Montwiłła i pomnika Joachima Lelewella. Zupełnie nie tak dawno planowano przeprowadzenie przez cmentarz arterii komunikacyjnej. Skutkiem byłoby zniszczenie olbrzymiej części tego wspaniałej nekropolii. Po protestach zrezygnowano z tych planów.


"Anioł Śmierci" - nagrobek Izy Salmonowiczówny na Rossie fot. Paweł Zając

Jednak są jeszcze w Wilnie dwa cmentarze: bernardyński i antokolski, mniej znane, ale warte odwiedzenia. Ten ostatni jest nadal czynny, i co gorsza, nowe pochówki zdarzają się w jego zabytkowej części, burząc jego historyczną harmonię. Natomiast wielka szkoda, że niewielu turystów z Polski trafia na bernardyński cmentarz na Zarzeczu.

Atmosfera tej nekropoli jest niepowtarzalna, skłaniająca do zadumy nad przemijaniem. Cmentarz bernardyński leży w starej części Wilna, na Zarzeczu, na skarpie rzeki Wilejki. W okresie rządów komunistów został mocno zdewastowany, ale w odróżnieniu od wielu starych wileńskich cmentarzy ocalał. Nie zlikwidowano go prawdopodobnie dlatego, że spoczywa tu matka Feliksa Dzierżyńskiego (twórcy CzeKa z której wywodzą się późniejsze NKWD i KGB), Helena z Januszewskich
Tutaj także znajdują się inne polskie groby - znanych naukowców, artystów, ziemian. Niestety nawet przez ostanie kilkanaście lat zniknęło stąd wiele nagrobnych krzyży, porozbijano porcelanowe fotografie. Dlatego świetnie się stało, że cmentarz ten został objęty planem ochrony i renowacji pod patronatem prezydentów Polski i Litwy. W dwusetną rocznicę powstania ma zabłysnąć dawnym blaskiem.

Tak jak nie ma dla mnie Wilna bez cmentarza na Rossie, tak nie mogę sobie wyobrazić Lwowa bez cmentarza na Łyczakowie. Lwowski cmentarz na Łyczakowie powstał w końcu XVIII w. Był on jednym z tzw. zamiejskich cmentarzy, tworzonych wówczas wokół miasta. Do tego czasu zmarłych grzebano na przykościelnych cmentarzach w centrum. W ciągu pierwszych kilkudziesięciu lat istnienia stał się cmentarzem krajobrazowo-parkowym, miejscem "obcowania żywych z umarłymi, w poważnym a kojącym otoczeniu harmonijnie zestrojonych Kultury i Natury".
Już pod koniec XIX w. uzyskał obecną wielkość i ukształtowano go w obecny układ alei, rond i dróg dzielących poszczególne pola grobowe. Zadziwiające, ale w międzywojennym Lwowie Cmentarz Łyczakowski stał się, obok Parku Stryjskiego, jednym z najbardziej atrakcyjnych miejsc spacerowych. Ponieważ przy głównych alejach grzebano zasłużonych dla kultury, nauki oświaty i polityki, wędrówka po tym cmentarzu była i jest nadal poglądową lekcją historii. Spoczywają tu m.in. Artur Grottger, Gabriela Zapolska, Maria Konopnicka i Ignacy Łukasiewicz. Nie mniej ważna jest artystyczna wartość znajdujących się tutaj pomników nagrobnych.

W roku 1919 w części cmentarza od strony Pohulanki utworzono Cmentarz Obrońców Lwowa (potocznie zwany "Cmentarzem Orląt Lwowskich") dla poległych Polaków w wojnach z Ukraińcami i bolszewikami w latach 1918-1920. Wielkie mauzoleum Obrońców Lwowa powstawało przez kilkanaście lat... i nigdy nie zostało ukończone. Po zajęciu Lwowa przez Sowietów w 1939 r. obok grobów Polaków i Ukraińców na cmentarzu zaczęły się tez pojawiać groby Rosjan, a potem także poległych na froncie żołnierzy niemieckich.

Z biegiem lat powstało coraz więcej grobów z napisami w języku rosyjskim i ukraińskim, a te z polskimi napisami zaczęły znikać. Nastąpiła też znaczna dechrystianziacja cmentarza. Zauważyłem też dziwny proceder: ze starych polskich nagrobków, usuwane są polskie napisy, a potem powtórnie są one wykorzystywane na współczesnych grobach, już z napisami w języku ukraińskim lub rosyjskim.

Jednak wielkie nekropolie w Wilnie i Lwowie okaleczone i dewastowane... trwają. Podobnie jak te mniej znane, np. w Lidzie czy Grodnie. Na grodzieńskim cmentarzu pobernardyńskim powstałym u schyłku XVIII wieku pochowani są m.in. znana pisarka Eliza Orzeszkowa, żołnierze 1920 roku i obrońcy Grodna z 1939 roku. Niestety są i takie, które bezpowrotnie zniknęły – w Stanisławowie (dzisiejszy Iwano-Frankowsk) po starym cmentarzu pozostał jedynie park z nielicznymi nagrobkami.
Ostatnio dzięki zapaleńcom i zbiórkom pieniężnym odnowiono np. cmentarze w Kołomyi, Żytomierzu i Zbarażu. Po wielu latach upamiętniono żołnierzy zamordowanych w Katyniu, ale także nie zapomniano o tych, którzy polegli w krwawej bitwie pod Lenino.

Nie ma takiego zakątka w dawnym ZSRR, gdzie po kilkunastu minutach rozmowy nie usłyszy się o polskich mogiłach czy cmentarzach. Nawet na stepach i pustyniach Kazachstanu i Uzbekistanu rozsiane są groby polskich zesłańców z 1940 i 41 r., i tych, którzy potem ze wszystkich zakątków ZSRR przybywali w nadziei wstąpienia do polskiego wojska. W miejscowości Guzar znajduje się 697 grobów, w Karmanie - 619, Szachrisabzie - 246, Kitabie – 205.

Na dalekiej Syberii w Dolinie Tunkińskiej, obok miejscowości Tunka jest jeszcze ślad kilku grobów na "polskim cmentarzu". Tutaj władze carskie zgromadziły wszystkich księży katolickich zesłanych na Syberię za udział w powstaniu styczniowym. W 1869 roku było ich tu ponoć 145. Część wróciła z zesłania, inni zmarli i zostali tam pochowani. Lada chwila nie pozostanie po nim żaden ślad.

Tak. to prawda, że wszystko przemija. Ilekroć gdzieś tam na Wschodzie wędruję przez polskie cmentarze zarośnięte chaszczami i patrzę na poprzewracane nagrobki, myślę o cmentarzach ewangelickich w Polsce - na Dolnym Śląsku, Mazurach czy w Zachodniopomorskim. I ciągle zadaję sobie pytanie, co jeszcze trzeba zrobić, by nie utracić owej historycznej pamięci?

Cały reportaż dostepny w serwisie onet.pl pod adesem:
http://przewodnik.onet.pl/1168,1660,1447181,artykul.html

tell a friend :: comments 0


Ręcznik symbolem jedności

Posted by admin on 2007-10-28 20:13:26 CET



Ręcznik Pojednania lub Jedności Narodowej ma długość 9 m i szerokość 1 m. Haftowali go rękodzielnicy z Ukrainy. W niedzielę swoje wzory pozostawili Ukraińcy żyjący w Polsce, a we wtorek będzie można go obejrzeć w Przemyślu.

Haftowany ręcznik to w kulturze ukraińskiej bardzo ważny symbol. Towarzyszy Ukraińcom w każdym ważnym momencie życia. - Wyszywany ręcznik można czytać jak książkę, ponieważ każdy wzór, ścieg i kolor mają swoje znaczenie - mówi Ludmiła Bubłyk z ambasady Ukrainy w Warszawie.

W tym roku na Ukrainie zrodził się pomysł wyhaftowania ręcznika, który łączyłby Ukraińców, a przy okazji odrodził w ich pamięci ten symbol. Na ręcznik wybrano płótno utkane pół wieku temu z konopi w jednej ze wsi na Chmienicczyznie.

Haftowanie rozpoczęło się w kolebce kozaczyzny na Ukrainie, potem płótno przeszło przez 21 województw i siedem największych miast. - Tysiące ludzi stało w kolejkach, żeby wykonać choćby kilka ściegów. Samoistnie odrodziła się tradycja śpiewania w trakcie wyszywania - opowiada Bubłyk.

W niedzielę ręcznik znalazł się w ambasadzie ukraińskiej w Warszawie. - Ponad 100 osób z całej Polski wzięło udział w haftowaniu. Przyjechały mistrzynie haftu z Giżycka, Mrągowa, Sanoka. Haftowali dorośli i dzieci. Były śpiewy i było bardzo wzruszająco - dodaje Bubłyk.

W poniedziałek w programie telewizyjnym "Kawa czy herbata" będzie można obejrzeć reportaż z tego wydarzenia. We wtorek ręcznik oraz wyszywanki z 21 regionów Ukrainy zostaną zaprezentowane o godz. 14 w sali kominkowej Zamku Kazimierzowskiego w Przemyślu.


Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów

tell a friend :: comments 0


Kościół katolicki w Rosji: historia i współczesność (dossier)

Posted by admin on 2007-10-28 20:11:59 CET

KATOLICKA AGENCJA INFORMACYJNA


Dziś, 28 października abp Tadeusz Kondrusiewicz zakończył 16. letnią posługę w Moskwie. Tłumy, zgromadzone w katedrze Niepokalanego Poczęcia Matki Boże, żegnały swego arcypasterza ze łzami w oczach. Jego miejsce zajął abp Paolo Pezzi, który wczoraj przyjął sakrę biskupią.

Liczbę katolików w obecnej Rosji szacuje się - w świetle różnych statystyk - na 790 tysięcy do 1, 5 miliona. Opiekę duszpasterską zapewnia im 268 duchownych, z czego co dziesiąty ma obywatelstwo Federacji Rosyjskiej.

Kościół katolicki składa się obecnie z czterech diecezji i jednej prefektury apostolskiej. Pracuje na tym terenie także ok. 300 zakonnic, funkcjonuje 230 zarejestrowanych parafii. Ponadto działa 300 punktów duszpasterskich, seminarium duchowne, 20 punktów charytatywnych. Ważna placówka naukową jest Instytut Filozoficzno-Teologiczny im. Św. Tomasza.

Korzenie

Kościół katolicki na ziemiach rosyjskich obecny jest od wieków i - choć jest wyznaniem zdecydowanie mniejszościowym - na trwałe wpisał się w kulturę religijną kraju.

Początki obecności Kościoła zachodniego na ziemiach ruskich można datować na ok. 961 r., a więc na kilkadziesiąt lat przed chrztem Rusi Kijowskiej w obrządku wschodnim w 988 r. Otóż w 961 r. na prośbę księżnej Olgi, późniejszej wielkiej świętej prawosławnej, przybył do Kijowa bp Adalbert, jeden z najwybitniejszych wówczas teologów i prawników, późniejszy biskup magdeburski.

Jednak chrześcijaństwo zaczęło na trwale zapuszczać korzenie na ziemi ruskiej dopiero po przyjęciu chrztu przez księcia Włodzimierza w 988 r. z Bizancjum i ten rok przyjmuje się oficjalnie za chrzest Rusi Kijowskiej. W latach dwudziestych XIII w. do Kijowa przybyli dominikanie że św. Jackiem na czele, zakładając tam arcybiskupstwo łacińskie, podporządkowane bezpośrednio Stolicy Apostolskiej. Kres tej działalności położyły niedługo potem najazdy mongolskie, które niemal zrównały z ziemią zarówno Kijów, jak i wiele innych miast ówczesnej Rusi.

Ożywienie kontaktów Rosji z Kościołem zachodnim nastąpiło w pierwszej połowie XVI wieku, gdy car Iwan Groźny szukał za pośrednictwem Grzegorza XIII pokoju z Polską. Poselstwo papieskie z jezuitą Antonim Possevino na czele przyjęto w Moskwie bardzo uroczyście, nie doszło jednak ani do pojednania kościelnego, ani do większego zakorzenienia się Kościoła na ziemi rosyjskiej. Car nie zamierzał bowiem z nikim dzielić się władzą i nie odpowiadał mu taki ustrój Kościoła, w którym ktokolwiek poza nim mógłby kontrolować duchowieństwo.

Polska interwencja

Na początku następnego stulecia, gdy w państwie carów trwał głęboki kryzys polityczny, znany w historii jako Smuta, w dość szczególnych okolicznościach do Moskwy wkroczył niewielki oddział wojska polskiego, witany z wielkimi honorami przez miejscową elitę. Wraz z nimi przybyła grupa duchowieństwa: franciszkanów i jezuitów, wśród których był o. Kasper Sawicki, będący kapelanem cara. Dość szybko jednak wróciły anarchia i bezwładza, które doprowadziły do wygnania wojsk polskich i wzrostu nastrojów antykatolickich (1612). Jeszcze pod koniec tegoż XVII wieku działała w Moskwie misja jezuicka, a w części środowiska możnowładców szerzyły się sympatie prołacińskie, których przywódcą był mnich i poeta Sylwester Miedwiediew, stracony później na Placu Czerwonym.

Pierwsze regularne parafie katolickie w Rosji pojawiły się za czasów Piotra I na przełomie XVII i XVIII w. (Sankt-Petersburg, Moskwa, Astrachań, Nieżyno i inne miasta), ale trwalsze zakorzenienie się katolicyzmu na tym terenie przypada na czasy rozbiorowe, gdy pod panowaniem Rosji w 1772 r. znalazła się część ziem Rzeczypospolitej, zamieszkanych w dużym stopniu przez katolików.

"Przyjaciółka " katolicyzmu

W roli przyjaciela i promotora katolicyzmu występowała caryca Katarzyna II. Dekretem z 14 grudnia 1772 r. powołała diecezję mohylewską, która objęła zasięgiem nie tylko ziemie białoruskie, ale także parafie na terenie całego imperium rosyjskiego (poza Polską i Litwą;). W niespełna 10 lat później - 17 stycznia 1782 r. ta sama władczyni podniosła rangę tej jednostki kościelnej do archidiecezji. Po III rozbiorze na tym terenie żyło ponad 3,1 mln katolików w 5 diecezjach łacińskich i 4 unickich. Po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych z Rosją carską papież Pius VI, bullą "Onerose pastoralis " z 15 kwietnia 1783, upoważnił nuncjusza apostolskiego w Polsce, arcybiskupa Giovanniego Archetti, by przystąpił do kanonicznego erygowania archidiecezji w Mohylewie. Nuncjusz wypełnił zadanie i dokumentem Pastoralis sollicitudo z 21 grudnia 1783 erygował archidiecezję mohylewską, która stała się największą diecezją na świecie, pokrywając się z granicami cesarstwa rosyjskiego i obejmując wszystkie gubernie, także po stronie wschodniej.

Kościół katolicki w państwie carów zawsze działał w trudnych warunkach, ale mimo wszystko mógł istnieć, a nawet rozwijał się nie tylko wśród Polaków, Litwinów, Ukraińców czy innych narodów tradycyjnie katolickich, ale przyciągał też rodowitych Rosjan, wśród których w pewnym okresie i w niektórych środowiskach była nawet moda na "łatinstwo ". Znane były wówczas nawrócenia na katolicyzm wśród rosyjskiej arystokracji. Ponadto właśnie Rosja stała się pod koniec XVIII w. schronieniem dla jezuitów z całej Europy, gdy Katarzyna II nie pozwoliła wykonać na terenie Rosji bulli Klemensa XIV z 1783 r., rozwiązującej Towarzystwo Jezusowe. Ale już w 1820 r. jezuitów wypędzono z całego Cesarstwa.

Pod koniec XIX w. powstał Rosyjski Kościół Katolicki obrządku wschodniego, zapoczątkowany przejściem na katolicyzm dwóch księży prawosławnych: Nikołaja Tołstoja (1894) i Aleksieja Zierczaninowa (1896); wcześniej "wiarę łacińską " przyjęło wielu innych Rosjan z grona arystokracji, m.in. książę Iwan Gagarin, który został później został jezuitą. Wielkie zasługi w szerzeniu wschodniego katolicyzmu na ziemi rosyjskiej miał o. Leonid Fiodorow, mianowany przez metropolitę Andrzeja Szeptyckiego przedstawicielem na Rosję.

Krótki okres swobody

Sytuacja Kościoła katolickiego znacznie się poprawiła, gdy 17 kwietnia 1905 r. car Mikołaj II wydał dekret tolerancyjny, zrównujący w prawie wszystkie wyznania i religie w Imperium. Wolność odzyskali wówczas grekokatolicy (zdelegalizowani w latach 1839 i 1875) i normalne możliwości działania łacinnicy. Według statystyk oficjalnych, raczej zaniżonych, w latach 1905-9 z prawosławia na katolicyzm przeszło 233 tys. osób, przede wszystkim dawnych grekokatolików, którzy po rozwiązaniu ich Kościoła stawali się formalnie prawosławnymi.

Ważnym wydarzeniem tamtych czasów był I Rosyjski Sobór Katolicki, który obradował w Piotrogrodzie w dniach 29-31 maja 1917 r. pod przewodnictwem metropolity Szeptyckiego. Uchwalił on m.in. 68-punktowe "Postanowienia ", określające specyfikę rosyjskiego katolicyzmu obrządku wschodniego. Lata 1905 - 1917, do rewolucji bolszewickiej, był jedynym okresem normalnego istnienia Kościoła katolickiego w Rosji. Istniało wówczas 6 diecezji, w 1921 r. powstała wikariat apostolski dla Syberii, a w 2 lata później diecezja władywostocka.

Na początku lat dwudziestych, po rewolucji oraz po zakończeniu trwającego kilka lat procesu migracji, na stałe pozostało jednak w ZSSR ok. 1,6 mln katolików. Na terenie Rosji ogromną większość z nich, bo ok. 75, stanowili Polacy. Reszta przypadała na Niemców, Litwinów, Łotyszy, Białorusinów i innych. Na Białorusi i Ukrainie, gdzie Polacy byli od wieków ludnością autochtoniczną, odsetek ten był jeszcze wyższy, gdyż wynosił ponad 90. języka polskiego, a nie oświadczeń osób zainteresowanych.

Na początku lat dwudziestych było nadal czynnych 620 kościołów parafialnych oraz taka sama liczba kościołów filialnych, oratoriów i kaplic. Pracowało w nich ok. 400 księży katolickich. Rekrutowali się oni spośród kilku różnych narodowości: polskiej, litewskiej, niemieckiej, łotewskiej, białoruskiej, ormiańskiej, gruzińskiej, rosyjskiej, ukraińskiej, a w bardzo niewielkim odsetku także i z innych. Reprezentowane były trzy obrządki: łaciński, do którego należało ponad 90 duchowieństwa, ormiański i wschodni, czyli greckokatolicki. Największą grupę narodowościową stanowili księża polscy, wywodzący się z autochtonicznej ludności polskiej, zamieszkałej od stuleci na dawnych Kresach Wschodnich I Rzeczypospolitej, obejmujących prawobrzeżną Ukrainę i Białoruś.

Sowieckie prześladowania

Wobec Kościoła katolickiego, którego podporządkowanie władzy sowieckiej okazało się niemożliwe, bolszewicy przyjęli plan jego całkowitej likwidacji. W ciągu dwudziestu lat został on w pełni zrealizowany. Jako środek najbardziej skutecznie służący temu celowi wybrano stopniowe aresztowanie całych grup księży i bardziej aktywnych religijnie wiernych, a następnie organizowanie grupowych procesów o charakterze politycznym, co pozwalało na ferowanie najsurowszych wyroków.

W pierwszym okresie walki reżimu komunistycznego z Kościołem katolickim - od dekretu Komisarzy Ludowych z 23 stycznia 1918 r. o rozdziale Cerkwi od państwa i szkoły od Cerkwi do r. 1939 - nastąpiła całkowita likwidacja jego struktur. Metropolita Edward Ropp został aresztowany w kwietniu 1919 r., a po uzyskaniu wolności w listopadzie tego roku wyjechał do Polski.

Zarządzający metropolią wikariusz generalny abp Jan Cieplak został uwięziony w czerwcu 1922 r.: w wyniku procesu w Moskwie (21-25 marca 1923 r.) został skazany na karę śmierci, którą zamieniono mu na 10 lat więzienia; w 1924 r. został wydalony z kraju.

Próbę ratowania Kościoła w ZSRR podjął w 1926 r. papież Pius XI. Reorganizując dotychczasową administrację, utworzył on na terenie archidiecezji mohylewskiej sieć administratur apostolskich, a wysłannik papieża bp Michel d 'Herbigny SJ konsekrował potajemnie czterech biskupów: assumpcjonistę francuskiego, ks. Pie-Éug?ne Neveu (1887-1946), Łotysza, ks. Bolesława Sloskansa (1893-1981), oraz Niemca Aleksandra Frisona (1873-1937). Później mianował także czterech administratorów apostolskich: ks. Wincentego Ilgina w Charkowie, ks. Augustyna Baumtroga, ks. Johanna Rotha oraz ks. Teofila Skalskiego w Kijowie, wikariusza generalnego diecezji żytomierskiej.

Niestety, przedsięwzięcie to nie powiodło się: prawie wszyscy biskupi, z wyjątkiem bp. Neveu pozostającego pod opieką ambasady francuskiej, zostali wkrótce uwięzieni, zesłani, wydaleni z kraju; jeden z nich został rozstrzelany (A. Frison).

Aresztowania duchowieństwa katolickiego trwały nieprzerwanie od 1918 r. na zasadzie stopniowej i niejako ewolucyjnej jego likwidacji. W sposób masowy i decydujący zastosowano je w latach 1929-1930, kiedy to aresztowanych zostało łącznie nie mniej niż 119 księży, przede wszystkim narodowości polskiej i niemieckiej, oraz w 1938 r., kiedy aresztowano wszystkich księży pozostających jeszcze na wolności lub na zesłaniu.

W 1938 r. były na terenie Federacji Rosyjskiej pozostały otwarte już tylko dwa kościoły katolickie, tzw. francuskie: w Moskwie i w Leningradzie.

Natomiast jeśli chodzi o pozostałe obszary ZSRR istniały nieliczne parafie katolickie, głownie na Litwie, w mniejszym stopniu na Łotwie oraz w zachodnich rejonach Białorusi i Ukrainy, które przed 1939 r. należały do Polski. Zachowano też jedno seminarium duchowne w Rydze, które jednak było w pełni kontrolowane przez władze. Oprócz tego na terenie republiki litewskiej istniała odrębna, podziemna struktura Kościoła rzymsko- katolickiego, a na terenach Ukrainy działał nieprzerwanie w podziemiu Kościół greckokatolicki, oficjalnie zlikwidowany przez władze w 1946 r. Miały miejsce tajne święcenia kapłańskie, sprawowano liturgię i prowadzono duszpasterstwo. Kościół w podziemiu istniał też nieprzerwanie na terenach Kazachstanu.

Jeśli chodzi o tereny Litwy, to działalność Kościoła była tam dokumentowana od początku lat 60. w formie specjalnego samizdatu. "Kronikę Kościoła Katolickiego na Litwie " założyli w 1972 r. opozycjoniści litewscy skupieni wokół jezuity ks. Sigitasa Tamkeviciusa, obecnie arcybiskupa koweńskiego i przewodniczącego Konferencji Episkopatu Litwy. Działając w całkowitym podziemiu, czasopismo informowało o sowieckich prześladowaniach na Litwie. Świat usłyszał o nim dopiero po kilku latach, dzięki nawiązaniu kontaktów z Radiem Watykańskim. W redagowaniu "Kroniki " pomagali też dziennikarze rosyjskiej "Kroniki Wypadków Bieżących ", kierowanej przez znanego opozycjonistę Siergieja Kowaliowa.

Odrodzenie Kościoła

Odrodzenie katolicyzmu na terenach ZSRR nastąpiło dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych, na fali ogólnej demokratyzacji życia społecznego i politycznego tzw. pierestrojki. 1 grudnia 1989 r. Jan Paweł II przyjął w Watykanie prezydenta ZSRR Michaiła Gorbaczowa, po czym ogłoszono komunikat o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a ZSRR. 6 maja 1990 r. do Moskwy przybył pierwszy stały przedstawiciel dyplomatyczny Watykanu abp Francesco Colasuonno.

13 kwietnia 1991 r. Ojciec Święty ustanowił administratury apostolskie dla europejskiej i azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej i dla Kazachstanu, mianując jednocześnie biskupów dla tych jednostek (abp Tadeusz Kondrusiewicz w Moskwie i bp Joseph Werth w Nowosybirsku, bp Jan Paweł Lenga w Karagandzie). Później każda z rosyjskich została podzielona na dwie mniejsze: dla Północy (abp T. Kondrusiewicz) i Południa (bp Klemens Pickel) części europejskiej (23 listopada 1999) oraz dla Syberii Zachodniej (bp J. Werth) i Wschodniej (bp Jerzy Mazur; 18 maja 1999).

Wówczas na terenie Federacji Rosyjskiej - jak wspomina abp Tadeusz Kondrusiewicz - było tylko 10 zarejestrowanych parafii, 8 księży, z których dwóch miało ponad 80 lat. Czynne były cztery kaplice i dwa kościoły.

W czerwcu 1993 r zostało utworzone seminarium duchowne dla Kościoła w Rosji. Swoją działalność rozpoczęło w Moskwie. W dwa lata później ze zostało przeniesione do Sankt Petersburga. W 1999 r. dało ono Kościołowi w Rosji pierwszych - po 81 latach - rodzimych kapłanów. Obecnie z seminarium duchownego w Sankt Petersburgu pochodzi 10 proc. księży pracujących na terenach Federacji Rosyjskiej. Seminarium jest uczelnią, która ma uprawnienia wyższej uczelni uznawane przez państwo. Od 2000 r. jest afiliowane do Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego, dzięki temu może nadawać tytuły naukowe. Seminarium zatrudnia 47 duchownych i świeckich wykładowców. Są wśród nich Polacy, Włosi, Hiszpanie, Francuzi, Słoweńcy, Białorusini, Argentyńczyk, a nawet po jednym wykładowcy z Syrii i Indii. W 1991 r. rozpoczęło działalność w Moskwie kolegium teologiczne pw. św. Tomasza z Akwinu, kształcące głównie świeckich i siostry zakonne.

Od 1 sierpnia 1996 r. działa w Moskwie katolickie radio "Dar ", a od następnego roku w Sankt-Petersburgu - "Radio Maryja ". Z datą 2 października 1994 ukazała się pierwsza gazeta katolicka "Swiet Jewangielija ", a od 1993 r. istnieje wydawnictwo "Biblioteka Duchowna ", które w 2 lata później stało się samowystarczalne i dotychczas wydało ok. 600 tytułów w nakładzie ponad 130 tys. egzemplarzy. W 2006 r. rozpoczęła działalność oficjalna strona internetowa Konferencji Biskupów Katolickich Rosji. Pod adresem: http://www.ruscatholic.ru/można znaleźć wiadomości, zarówno historyczne, jak i bieżące o tamtejszej hierarchii, organizacji Kościoła, różnych jego instytucjach, wydawnictwach itp.

W Moskwie działa Centrum Rodziny, w ramach którego prowadzone są konsultacje, także przedmałżeńskie. Od 2000 r. W stolicy Rosji funkcjonuje katolickie duszpasterstwo akademickie, które skupia znaczącą grupę moskiewskiej inteligencji.

Odradzanie się Kościoła katolickiego od samego początku było nieprzychylnie komentowane przez Rosyjski Kościół Prawosławny (RKP). Przedstawiciele RKP oskarżali Kościół katolicki o prozelityzm czyli o rzekome "przeciąganie " wiernych prawosławnych na łono katolicyzmu. Sformułowali też koncepcję tzw. terytoriów kanonicznych, która zakładała, że na terenach Rosji winien działać tylko jeden Kościół, wyłącznie prawosławny. Jest to źródłem nieustannych wzajemnych napięć do dziś. Punktem szczególnie zapalnym - nie uznawanym przez stronę prawosławną - było też reaktywowanie Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie.

W 1999 r. odbyło się pierwsze posiedzenie plenarne Konferencji Biskupów Katolickich Federacji Rosyjskiej - pierwszego stałego zgromadzenia episkopatu katolickiego na tych ziemiach. Pierwszym jej przewodniczącym został wybrany abp Tadeusz Kondrusiewicz, a następnie od stycznia 2005 r. bp Joseph Werth SI z Nowosybirska. Pierwszym sekretarzem generalnym rosyjskiego Episkopatu był ks. Stanisław Opiela, polski jezuita, który był pierwszym przełożonym Niezależnego Rosyjskiego Regionu swego zakonu. W 2000 r. musiał opuścić Rosję, gdyż władze nie przedłużyły mu wizy bez podania przyczyn. Od tego czasu funkcję sekretarza generalnego pełni o. Jerzy Kowalewski.

W styczniu 2000 r. nowym Nuncjuszem Apostolskim w Rosji został mianowany doświadczony dyplomata abp Georg Zur (urodzony w Görlitz).

11 lutego 2002 r. papież Jan Paweł II podniósł do rangi diecezji administratury apostolskie istniejące w Federacji Rosyjskiej w celu usprawnienia ich działalności duszpasterskiej i utworzył kanoniczną prowincję kościelną, ustanawiając: archidiecezję Matki Bożej w Moskwie, diecezję św. Klemensa w Saratowie, diecezję Przemienienia Pańskiego w Nowosybirsku oraz diecezję św. Józefa w Irkucku. Papież utworzył też od razu metropolię Matki Bożej w Moskwie, obejmującą wszystkie nowe diecezje w tym kraju, a na jej czele postawił abp. Kondrusiewicza.

Utworzenie struktur diecezjalnych na terenie Federacji Rosyjskiej spotkało się z olbrzymią krytyką ze strony Patriarchatu Moskiewskiego, który skomentował je jako "naruszenie zasad kanonicznych i norm stosunków międzykościelnych ".

W odpowiedzi na to Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej opublikowało specjalną notę, w której wyjaśniano, że "Rosja jest sygnatariuszem międzynarodowych konwencji, które przewidują m. in. prawo do wolności sumienia i religii, przyznając je nie obszarom, lecz osobie ludzkiej. Dla prawa międzynarodowego bowiem pojedyncza osoba ludzka i wspólnoty wierzących są posiadaczami tych praw, a nie obszary czy narody. "

Watykan wyjaśniał ponadto, że choć trudno jest ustalić dokładną liczbę katolików obcych na obszarze Federacji Rosyjskiej, to można przypuszczać, że w całej Federacji Rosyjskiej liczba katolików wynosi około 1 mln. 300 tys. "Wraz z podniesieniem aktualnych czterech administracji apostolskich do rangi diecezji i utworzeniem metropolii w Federacji Rosyjskiej Jego Świątobliwość Jan Paweł II pragnie udzielić konkretnej odpowiedzi na troskę duszpasterską w stosunku do tych, którzy dobrowolnie wybrali i uznali w Kościele katolickim swój 'dom ' czy 'rodzinę '. Nie mamy tu do czynienia z wprowadzeniem na tych obszarach nowych struktur kościelnych, ile raczej z przywróceniem tych, które istniały kiedyś, dostosowując je do obecnej sytuacji " - czytamy w nocie watykańskiej.

Do kampanii włączyły się też władze państwowe, które najpierw, przez MSZ, wyraziły niezadowolenie z decyzji papieskich (choć sprawa dotyczyła wyłącznie stosunków międzykościelnych), a następnie zaczęły wydalać z Rosji zagranicznych księży katolickich, zwykle bez podawania przyczyn, powołując się najczęściej jedynie na "względy bezpieczeństwa państwa ".

Pierwszym usuniętym był kapłan włoski, ks. Stefano Caprio, który od ponad 10 lat pracował w Rosji, a ostatnio był proboszczem we Włodzimierzu. 5 kwietnia 2002, gdy odlatywał na kilka dni do swej ojczyzny, odklejono mu w paszporcie wizę wielokrotną. W 2 tygodnie później, 19 kwietnia z lotniska w Szeriemietiewie pod Moskwą cofnięto do Warszawy biskupa w Irkucku Jerzego Mazura, mimo że miał on ważną wizę pobytową. Łącznie w tymże 2002 r. wydalono z Rosji pięciu kapłanów, w tym 3 Polaków.

Włoski, związany z Episkopatem katolicki dziennik "Avvenire " pisał wówczas o prześladowaniach duchownych katolickich w Rosji. Luigi Geninazzi stwierdzał wyraźnie, że "o ile wydalenie księdza Stefano Caprio, a następnie bp. Jerzego Mazura mogło być uważane za reakcję na decyzję o podniesieniu do rangi diecezji czterech administratur apostolskich na terytorium Rosji, to wydalanie kolejnych duchownych świadczy o prześladowaniach, których celem jest zastraszenie mniejszości katolickiej ".

Wszelkie interwencje Stolicy Apostolskiej w sprawie powrotu bp. Mazura do Irkucka okazały się nieskuteczne. Został więc mianowany biskupem ełckim w Polsce. Na stolicy biskupiej w Irkucku zastąpił go od kwietnia 2003 r. bp Cyryl Klimowicz, wcześniej pełniący funkcję biskupa pomocniczego diecezji mińsko-mohylewskiej na Białorusi.

W styczniu 2003 r. abp. Zura na stanowisku Nucjusza Apostolskiego zastąpił abp Antonio Menini, doświadczony dyplomata watykański, wcześniej nuncjusz apostolski w Bułgarii. Jego dziełem w Bułgarii było zbudowanie bardzo owocnego dialogu z tamtejszym prawosławiem, czego wyrazem była wizyta apostolska Jana Pawła w tym kraju w maju 2002 r. Wraz z przybyciem do Moskwy abp. Meniniego nastąpiła intensyfikacja działań ekumenicznych wobec Patriarchatu Moskiewskiego, podejmowanych przez Watykan. W dwa miesiące później w Genewie spotkali się kard. Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan i szef wydziału kontaktów z zagranicą metropolita Smoleńska i Kaliningradu Cyryl. "W czasie szczerej rozmowy uzgodniono prowadzenie dalszych konsultacji w celu rozwiązania problemów istniejących między obu Kościołami " - stwierdzał oficjalny komunikat.

Ekumeniczne ocieplenie

W lutym 2004 r. przybył do Moskwy z kilkudniową wizytą kard. Walter Kasper, przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan. Spotkał się m. in. z patriarchą Aleksym II. Charakterystyczne jest, że podczas wizyty w Patriarchacie Moskiewskim nie towarzyszył mu abp Tadeusz Kondrusiewicz, lecz wyłącznie nuncjusz abp Mennini. Na zakończenie pobytu w Rosji wysłannik Watykanu oświadczył, że "Kościół katolicki jest samodzielny i nie czeka na zgodę Kościoła prawosławnego na swoją działalność w Rosji, będzie natomiast konsultował z nim niektóre swe decyzje ". Wizyta ta była powszechnie interpretowana jako znaczne ocieplenie wzajemnych stosunków, a jednym z jej owoców była zapowiedź utworzenia katolicko-prawosławnej komisji mieszanej, która ma badać przypadki prozelityzmu w Rosji. Choć weszli do niej obserwatorzy z ramienia katolickiej wspólnoty Moskwy, Patriarchatu i Rzymu, to jej dalsza działalność miała raczej pozorny charakter.

28 sierpnia 2004 r. kard. Kasper na czele delegacji watykańskiej w imieniu papieża Jana Pawła II przekazał ikonę Matki Bożej Kazańskiej patriarsze Moskwy i wszech Rusi Aleksemu II. Było to okazją do rozmów, jakie przeprowadził z hierarchami rosyjskiego prawosławia. Uznał, że rozmowy były owocne. Obie strony zapewniły, że pragną bardziej intensywnie kontynuować dialog i współpracę.

18 stycznia 2005 r. biskup diecezji Przemienienia Pańskiego w Nowosybirsku Joseph Werth SI został nowym przewodniczącym Konferencji Biskupów Katolickich Rosji na miejsce arcybiskupa Tadeusza Kondrusiewicza z Moskwy.

Wiceprzewodniczącym episkopatu został biskup diecezji św. Józefa z siedzibą w Irkucku - Cyryl Klimowicz. Nowy przewodniczący, mówiąc o stosunkach prawosławno-katolickich w Rosji dla niemieckiej stacji radiowej Deutsche Welle, powiedział, że zmniejszyło się napięcie między nimi, chociaż echa dawnych napięć tu i ówdzie, w zależności od konkretnych osób są jeszcze wyczuwalne. Zasługi w łagodzeniu tych napięć bp Werth przypisał prezydentowi Putinowi, który - jego zdaniem - często stawał w obronie katolików.

W listopadzie 2005 r. odwiedził Rosję przewodniczący Papieskiej Rady "Iustitia et Pax " kardynał Renato R. Martino. Okazją do jego wizyty była publikacja rosyjskiego wydania "Kompendium Nauki Społecznej Kościoła ". Przy okazji odbył w Moskwie półtoragodzinną rozmowę z metropolitą Cyrylem.

Obaj hierarchowie podkreślili potrzebę "ekumenicznej współpracy w dziedzinie społecznej ".

W lipcu 2006 r. patriarcha moskiewski i Wszechrusi Aleksy II przyjął w Moskwie delegację Kościoła katolickiego, uczestniczącą w Światowym Spotkaniu na Szczycie Przywódców Religijnych. Na jej czele stał przewodniczący Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan kard. Walter Kasper. Zwierzchnik Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego wyraził wdzięczność Benedyktowi XVI za wysoką ocenę spotkania w stolicy Rosji i za przysłanie na nie tak wysokiej i reprezentatywnej delegacji. Według patriarchy, fakt ten świadczy o "pomyślnym rozwoju stosunków między obu Kościołami ".

W listopadzie 2006 r. odbyło się w Sankt-Petrsburgu doroczne zgromadzenie plenarne Rady Konferencji Biskupich Europy (CCEE). Miało ono miejsce po raz pierwszy na ziemi rosyjskiej. Nadało to szczególny wymiar temu wydarzeniu, podkreślając m.in. dojrzałość organizacyjną miejscowej wspólnoty katolickiej. Było też okazją do spotkania w szerokim zakresie biskupów katolickich Europy z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym (RKP).

Z uznaniem przyjęto list od zwierzchnika RKP, który wyrażał nadzieję, że zgromadzenie to "będzie dalszym etapem w rozwoju współpracy między Kościołem prawosławnym a katolickim w umacnianiu wartości chrześcijańskich, które są tak bardzo potrzebne w dzisiejszym świecie ".

W tym samym czasie Stolica Apostolska przekazała Patriarchatowi Moskiewskiemu na odbudowę świątyni prawosławnej w Sankt Petersburgu 10 tys. euro. W podziękowaniu patriarcha Aleksy II podkreślił, że w geście Papieża dostrzega szczery znak jego miłości do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, co bez wątpienia "może być zadatkiem dalszego rozwoju naszych wzajemnych kontaktów w duchu chrześcijańskiego braterstwa i wzajemnej pomocy.

Niezależnie od tych dyplomatycznych stwierdzeń Patriarchat Moskiewski zgłosił ostry protest wobec prowadzonej przez katolików działalności charytatywnej w publicznych domach dziecka. Abp Tadeusz Kondrusiewicz spotkał się 8 listopada z przewodniczącym Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu metropolitą Cyrylem, który "wyraził swe zaniepokojenie tego rodzaju działalnością bratniego Kościoła ".

Ks. Igor Wyżanow, który jest sekretarzem ds. stosunków międzychrześcijańskich Patriarchatu w wypowiedzi dla rosyjskiej agencji "Interfax " nawiązując działalności dobroczynnej Kościoła katolickiego, zauważył, że w Rosji "cudzoziemcy, reprezentujący inne, dość rzadkie dla tego kraju wyznanie, gromadzą dzieci i wychowują je w swoim duchu ". Jest to - jego zdaniem - nie do pomyślenia na przykład we Włoszech, gdzie trudno sobie wyobrazić, aby dla miejscowych dzieci, ochrzczonych po katolicku, odprawiać liturgię prawosławną. "Gdzie w Europie jest to w ogóle możliwe? " - zapytał retorycznie.

W kilkanaście dni później Patriarcha Moskwy i Wszechrusi Aleksy II ponowił oskarżenia pod adresem katolików o prozelityzm. "Misja katolicka wśród osób ochrzczonych w prawosławiu w Rosji i krajach Wspólnoty Niepodległych Państw jest kontynuowana, podobnie jak skrajnie nieprzyjazna polityka grekokatolików wobec kanonicznego Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego " - oświadczył. Wyraził nadzieję, że "Watykan podejmie kroki dla poprawy sytuacji, inaczej nasze spotkania będą miały charakter wyłącznie protokolarny " - przestrzegł patriarcha, cytowany przez agencję ITAR-TASS.

Odpowiedział na to bezpośrednio kard. Tarcisio Bertone, który zdecydowanie odrzucił oskarżenia o katolicki prozelityzm w krajach byłego ZSRR. Sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej podkreślił, że stosunki między Patriarchatem Moskiewskim a Stolicą Apostolską są dobre, o czym świadczą częste spotkania ich przedstawicieli.

W styczniu 2007 r. obradowała w Moskwie Grupy Roboczej ds. Rozwiązywania Problemów Istniejących między Patriarchatem Moskiewskim a strukturami Kościoła Rzymskokatolickiego w Rosji. Potwierdzono niedopuszczalność prozelityzmu we wzajemnych stosunkach. W czasie spotkania omawiano także wydane po rosyjsku przez nuncjaturę apostolską w Moskwie "Przepisy dotyczące zastosowania zasad i norm ekumenizmu ". Spotkały się ,one z życzliwym przyjęciem strony prawosławnej.

Było to piąte spotkanie tego gremium, powołanego przez patriarchę moskiewskiego Aleksego II i przewodniczącego Papieskiej Rady Popierania Jedności Chrześcijan kard. Waltera Kaspera na zakończenie jego wizyty w Moskwie w lutym 2004 r.

W marcu 2007 prawosławny biskup Wiednia i kierownik przedstawicielstwa Patriarchatu Moskiewskiego przy Unii Europejskiej, Hilarion (Alfiejew) powiedział, że stosunki pomiędzy jego Kościołem a Watykanem uległy poprawie. "Jesteśmy na właściwej drodze " - stwierdził w rozmowie z dziennikiem włoskich biskupów "Avvenire ".

O poprawie stosunków świadczą - zdaniem bp. Hilariona - coraz liczniejsze wizyty i kontakty kulturalne. Pomimo istniejących jeszcze problemów, dialog trwa. Prawosławny biskup "osobiście " uważa, że wizyta papieża w Moskwie powinna być możliwa, podobnie jak spotkanie Benedykta XVI i Aleksego II "na gruncie neutralnym ". Jednak powinno być ono dobrze przygotowane.

W tym samym czasie Rosyjski Kościół Prawosławny zaprzeczył oświadczeniu wydanemu przez członków rosyjskiego parlamentu, że po wizycie prezydenta Rosji Władimira Putina 13 marca 2007 r. w Watykanie może dojść do spotkania patriarchy Aleksego II z papieżem Benedyktem XVI. "Te przypuszczenia są całkowicie bezpodstawne " - oświadczył w rozmowie z rosyjską agencją Interfax biskup jegoriewski Marek, wiceprzewodniczący Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych RKP.

Abp Antonio Mennini, przedstawiciel Stolicy Apostolskiej w Federacji Rosyjskiej, otrzymał 3 września od patriarchy moskiewskiego i Wszechrusi Aleksego II order św. Prawowiernego Księcia Daniela Moskiewskiego III stopnia. Odznaczenie to przyznano mu w dowód "uznania dla działań na rzecz wprowadzania dobrych stosunków między Rosyjskim Kościołem Prawosławnym a Kościołem rzymskokatolickim i z okazji 60. urodzin " dyplomaty watykańskiego.

Zwierzchnik rosyjskiego prawosławia podziękował nuncjuszowi za prace na rzecz dialogu prawosławno-katolickiego. ,,W czasie waszej posługi na wysokim i odpowiedzialnym stanowisku przedstawiciela Watykanu ksiądz arcybiskup okazał się człowiekiem całkowicie oddanym sprawie ustanowienia i rozwoju stosunków nie tylko między państwami, ale przede wszystkim między naszymi Kościołami " - stwierdził patriarcha.

21 września 2007 r nowym metropolitą archidiecezji Matki Bożej w Moskwie został 47-letni Włoch, ks. Paolo Pezzi, dotychczasowy rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Sankt Petersburgu. Natomiast 61-letni abp Tadeusz Kondrusiewicz, który kierował tą archidiecezją od 2002 r., a wcześniej był przez 11 lat administratorem apostolskim europejskiej części Rosji, został metropolitą mińsko-mohylewskim na Białorusi.

Abp Tadeusz Kondrusiewicz powiedział w wywiadzie dla KAI, że papieską nominację na Białoruś przyjął w duchu posłuszeństwa i odpowiedzialności wobec misji, która stoi przed nim.

27 października 2007roku w moskiewskiej archikatedrze pw. Niepokalanego Poczęcia Najśw. Maryi Panny na Małej Gruzińskiej odbyły się święcenia biskupie następcy abp. Kondrusiewicza, Włocha, abp Paolo Pezzi. Głównym konsekratorem był abp Tadeusz Kondrusiewicz, a współkonsekratorami abp Mennini, nuncjusz apostolski w Rosji oraz bp Jozef Werth z Nowosybirska, przewodniczący Konferencji Biskupów Federacji Rosyjskiej.

Nazajutrz, w niedzielę 28 października, w dniu swych imienin, abp Kondrusiewicz pożegnał się z katolikami moskiewskimi. Tłumy mieszkańców stolicy Rosji żegnały ze łzami w oczach swego arcypasterza. Abp Kondrusiewicz przyznał, że podczas 16 lat pobytu w Rosji udało mu się odbudować Kościół katolicki, który teraz ma już pełnowartościowe struktury i instytucje oraz zajmuje trwałe miejsce w rosyjskim społeczeństwie. Dodał, że choć zostawia tu część swego serca i duszy, to jedzie na Białoruś, przyjmując decyzję Ojca Świętego Benedykta XVI jako wolę samego Boga.

Liczba ludności Federacji Rosyjskiej: 147 mln 125 tys.,

Liczba katolików: 789 tys., do 1, 5 miliona (współistnieją różne statystyki)

Liczba katolików w diecezjach:

Nowosybirsk: 500 tys.,

Moskwa: 200 tys.,

Irkuck: 92 tys.,

Saratow: 35 tys.,

Południowy Sachalin: 2, 1 tys.

Procent katolików w całej populacji: 0, 54,

Liczba księży 268, w tym 126 diecezjalnych i 142 zakonnych,

Stali diakoni: 3,

Siostry zakonne: 309,

Braca zakonni: 193,

Liczba parafii - 426. 30 proc. parafii nie ma swoich świątyń, np. wśród sześciu moskiewskich parafii tylko dwie mają swoje kościoły, w niedzielę odprawia się w nich 27 Mszy św. w 13 językach,

Jeden tygodnik "Swiet Jewangelia ",

Dwie stacje radiowe: w Moskwie i Sankt Petersburg,

Instytut Teologiczno-Filozoficzny w Moskwie,

Wyższe Seminarium duchowne w Sankt Petersburgu,

Od początku lat 90-tych wydano ok. 600 tytułów książek religijnych,

Na początku lat 90-tych 80 proc. chrztów to dorośli teraz 60 proc. dzieci,

Liczba rozwodów 50 proc. w tym 70 proc. wśród młodych par małżeńskich,

Aborcja w Rosji - oficjalnie 3,5 mln rocznie (w rzeczywistości o wiele większa),

W 1999 r. po 81 latach wyświęcenie pierwszego pochodzącego z Rosji kapłana.



tell a friend :: comments 0


pomnik Jana Pawła II w lwowskim seminarium duchownym

Posted by admin on 2007-10-28 20:08:41 CET

Pomnik Jana Pawła II został poświęcony 27 października w lwowskim seminarium duchownym w Brzuchowicach. Uroczystości przewodniczył metropolita lwowski kard. Marian Jaworski. Pomnik dłuta prof. Józefa Stasińskiego z Poznania upamiętnia pobyt Ojca Świętego w seminarium 26 czerwca 2001 r.

Prof. Stasiński zastosował niekonwencjonalny układ i formę tego monumentu. Przyjął koncepcję postaci, jakby odpoczywającej po długiej podróży, by po dotarciu jej celu wskazać na niezmienną ważność Biblii i zawartego w niej słowa prawdy i życia. Ten wskazujący gest prawą ręką na trzymaną w lewej ręce Biblie podkreśla intencję ukraińskiej pielgrzymki Jana Pawła II. Jak utrudzony pasterz, papież siadając odkłada swój krzyż pasterski przy wizerunku Matki Boskiej Łaskawej, patronki Lwowa, wyznając jej oddanie i wierność. Obok wzniesionego pomnika znajduje pierwszy na Ukrainie "dąb papieski ", posadzony w czerwcu 2006 r. przez leśników z Polski.

Jest to już drugi pomnik Jana Pawła II we Lwowie i ósmy na Ukrainie. Znajdują się one w Kijowie, Latyczowie, Kamieńcu Podolskim, Samborze, Bolszowcach i Drohobyczu.

Wcześniej odbyła się inauguracji nowego roku akademickiego w seminarium. Po Mszy św. kard. Jaworski wręczył odznaczenia papieskie prof. Ryszardowi Brykowskiemu z Warszawy i dr. Janowi Smazie, przyznane w uznaniu zasług dla Kościoła na Ukrainie. Moderator i prefekt studiów ks. dr Mirosław Hanus powiedział, że nowy rok akademicki 2007-2008 rozpoczyna 41 alumnów, w tym 24 z archidiecezji lwowskiej, 6 z diecezji łuckiej, 10 pallotynów, 2 bazylianów; ponadto 1 przebywa na praktyce duszpasterskiej. Wykład inauguracyjnej wygłosił biskup zamojsko-lubaczowski Wacław Depo, który poświęcił formacji seminaryjnej jako drodze do integralnie przyjętej tożsamości kapłańskiej.

Obecnie w lwowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Brzuchowicach można obejrzeć wystawę poświęconą Słudze Bożemu Janowi Pawłowi II, która została wykonana i ofiarowana tej uczelni przez prof. Zenona Błądka.

tell a friend :: comments 0


Saturday, October 27 2007

Powell do Ukraińców: o NATO decydujcie sami

Posted by admin on 2007-10-27 20:17:33 CEST

Były sekretarz stanu USA Colin Powell zachęcał Ukraińców do samodzielności w podejmowaniu takich decyzji, jak członkostwo w NATO, i życzył, by "poziom rozwoju politycznego Ukrainy dorósł do poziomu rozwoju gospodarki".

Mam nadzieję, że rozwój ekonomiczny Ukrainy będzie postępował, i myślę, że wasza sytuacja polityczna stanie się na tyle jasna, by w przyszłości rozwój polityki nadrobił zaległości wobec rozwoju gospodarczego - powiedział Powell na konferencji prasowej w Kijowie.

Odpowiadając na pytanie o perspektywy członkostwa Ukrainy w NATO, były sekretarz stanu podkreślił, że decyzja o tym należy wyłącznie do Ukraińców.

Jest to sprawa samych Ukraińców - powiedział.

Zaznaczył przy tym, że kwestia obecności Ukrainy w NATO jest w tym kraju postrzegana niejednoznacznie, co może wynikać z niewiedzy na temat zadań i działalności Sojuszu. Mówiąc, że NATO jest organizacją obronną, wskazał, że członkostwo w niej przynosi wyłącznie korzyści.

- Kiedy naród ukraiński pozna te szczegóły, będzie mógł podjąć suwerenną decyzję - dodał.

Zdaniem Powella o korzyściach płynących z obecności w NATO Ukraińcy mogą przekonać się na przykładzie państw sąsiednich, które są członkami Sojuszu.

Obecnie przeciwko członkostwu w NATO wypowiada się ponad 60 proc. społeczeństwa ukraińskiego.

Powell przybył do Kijowa na zaproszenie Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej, ufundowanej przez Wiktora Pinczuka, jednego z najbogatszych Ukraińców, a prywatnie zięcia byłego prezydenta Leonida Kuczmy.

W Polsce Pinczuk jest znany jako osoba finansująca fundację byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Polski polityk jest członkiem założonego przez Pinczuka stowarzyszenia Jałtańska Strategia Europejska (YES), którego celem jest przyłączenie Ukrainy do Unii Europejskiej.

tell a friend :: comments 0


Juszczenko: wiele lat potrzeba, by zdecydować o NATO

Posted by admin on 2007-10-27 20:15:35 CEST

Ukraina dopiero "za wiele lat" będzie mogła podjąć decyzję, czy przystąpić lub nie do NATO - oświadczył ukraiński prezydent Wiktor Juszczenko, którego cytuje agencja Interfax.

Jeśli chodzi o formalne przystąpienie lub nieprzystąpienie (do NATO) to sprawa zostanie przekazana narodowi i naród wyrazi zgodę - podkreślił Juszczenko podczas ceremonii składania kwiatów przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

- Nie rok, nie dwa, a wiele lat minie nim Ukraina odpowie na to pytanie - dodał.

Podczas odbywającej się w tym tygodniu w Kijowie Rady Ministrów Obrony Państw Europy Południowo-Wschodniej Juszczenko oświadczył, że "Ukraina potwierdza swoją orientację na przystąpienie do UE i NATO".

Jednak obecnie przeciwko członkostwu w NATO wypowiada się ponad 60 proc. społeczeństwa ukraińskiego

tell a friend :: comments 0


Rosja zaprosi obserwatorów OBWE

Posted by admin on 2007-10-27 15:06:30 CEST

Rosja zaprosi obserwatorów Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) na wybory do Dumy Państwowej, niższej izby swojego parlamentu, jednak sama określi zasady monitoringu - poinformował ambasador Federacji Rosyjskiej przy OBWE Aleksiej Borodawkin

Borodawkin potwierdził zarazem, że Rosja domaga się ograniczenia uprawnień Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE oraz że przekazała już stosowne propozycje pozostałym krajom skupionym w tej organizacji.

- W pełni wywiążemy się ze swoich zobowiązań. Polegają one na tym, że powinniśmy zaprosić obserwatorów. Kropka - oświadczył rosyjski ambasador, którego cytuje agencja Interfax.

Modalności obserwacji, czyli tego, jak ma być zorganizowany monitoring, nasze zobowiązania w ramach OBWE nie obejmują - dodał Borodawkin.

Dyplomata zapowiedział, że "strona rosyjska ma prawo samodzielnie to określić i tak też postąpi". "Biuro Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE, rzecz jasna, zostanie o tym we właściwym czasie poinformowane" - zaznaczył Borodawkin.

"New York Times" ujawnił, że Moskwa kanałami dyplomatycznymi stara się ukrócić działalność i ograniczyć uprawnienia międzynarodowych obserwatorów wyborów w Rosji oraz w sprzymierzonych z nią państwach byłego ZSRR.

Według amerykańskiego dziennika, rosyjski rząd proponuje, aby liczba obserwatorów wyborczych z OBWE była dużo mniejsza niż poprzednio, a także by nie mogli oni ogłaszać swych raportów natychmiast po głosowaniu ani wygłaszać oświadczeń oceniających wybory przez kilka dni po ich przeprowadzeniu.

Propozycje te zasadniczo osłabiłyby rolę obserwatorów OBWE m.in. w czasie wyborów w Rosji: parlamentarnych - 2 grudnia i prezydenckich - 2 marca 2008 roku.

Poza Rosją podpisały się pod nimi także Białoruś, Armenia, Kirgistan, Kazachstan, Tadżykistan i Uzbekistan, czyli sojusznicy Moskwy z poradzieckiej Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ros. ODKB).

Borodawkin oznajmił, że Rosja ma do Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE "pretensje o charakterze politycznym, organizacyjnym i kadrowym".

- Sprowadzają się one do tego, że obserwatorzy biura często wystawiają nie techniczne oceny przebiegu głosowania, lecz ferują polityczne wyroki, które niekiedy wywierają negatywny wpływ na stabilność wewnętrzną w monitorowanych krajach - wyjaśnił rosyjski ambasador.

Według niego, "Rosji nie podoba się również, że monitoring odbywa się głównie w państwach na wschód od Wiednia (siedziba OBWE - przyp. PAP)". - Słowem, koncentruje się uwagę na obszarze poradzieckim, choć przypadków łamania zobowiązań dotyczących wyborów jest pełno w krajach na zachód od Wiednia - powiedział Borodawkin.

Dyplomata skrytykował też system doboru szefów misji obserwacyjnych. - Odbywa się to potajemnie, za zamkniętymi drzwiami. Jeszcze się nie zdarzyło, aby na czele pełnoformatowej misji stanął przedstawiciel któregoś z krajów Wspólnoty Niepodległych Państ" - zauważył Borodawkin.

Ambasador nie ujawnił, kiedy Moskwa zamierza wystosować zaproszenia dla obserwatorów OBWE. Sekretarz Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) Rosji Nikołaj Konkin zapewniał wcześniej, że nastąpi to po zamknięciu rejestru partii politycznych dopuszczonych do udziału w wyborach. Termin rejestracji upływa 2 listopada.

Do krajów o stabilnej demokracji obserwatorzy OBWE przyjeżdżają na kilka dni przed głosowaniem, a misje liczą po kilkanaście osób. Wybory w państwach w stadium transformacji obserwują większe misje i pracują one dłużej. Dla przykładu, w Kazachstanie przebywały one miesiąc, a na Ukrainie - 1,5 miesiąca.

Moskwa nie może nakazać wprost OBWE, według jakich reguł będą działać obserwatorzy, ale jest w stanie wywierać na nią nacisk, który - jak sugeruje "New York Times" - może okazać się skuteczny.

Decyzje w OBWE podejmuje się bowiem jednomyślnie, co oznacza, że Rosja może blokować inne decyzje, domagając się ustąpienia w sprawie obserwatorów w zamian za zdjęcie weta.

Kreml może również jednostronnie zmniejszyć wpływ obserwatorów na wybory, stawiając warunki ich wpuszczenia do Rosji.

Według dziennika "Kommiersant", Moskwa zamierza zażądać od OBWE, aby przysłała tym razem tylko kilkudziesięciu obserwatorów na wybory, zamiast 400, jak zaproponowała ta organizacja.

Niedawnym wyborom do Rady Najwyższej (parlamentu) Ukrainy przyglądało się 700 obserwatorów OBWE, a wyborom prezydenckim we Francji - 11.

tell a friend :: comments 0


Kazachstan potępiony za blokowanie Internetu

Posted by admin on 2007-10-27 15:04:19 CEST

Organizacja ds. obrony demokracji Freedom House Europe potępiła kazachstańskie władze za zablokowanie dostępu do stron internetowych opozycji.

Posunięcie to organizacja Freedom House Europe scharakteryzowała jako część represji wobec mediów w Kazachstanie i uznała za kolejny dowód na to, że Kazachstan pod rządami Nursułtana Nazarbajewa nie nadaje się do pełnienia przewodnictwa w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, o co zabiega.

Władze Kazachstanu zablokowały we wtorek wieczorem dostęp do stron internetowych opozycji, co obserwatorzy wiążą z publikacją na nich zapisu rozmów telefonicznych prowadzonych przez wysokiej rangi urzędników.
Zamknięcie stron w internecie jest częścią antydemokratycznych działań władz Kazachstanu, które, jak podkreślono w komunikacie, poparły też rosyjską inicjatywę ograniczenia uprawnień obserwatorów międzynarodowych OBWE na wyborach w Rosji i sprzymierzonych z nią państwach byłego ZSRR.

"Kazachstan powinien aktywnie przeciwstawiać się wszelkim inicjatywom, które naruszają istotę standardów monitorowania wyborów" - głosi komunikat Freedom House Europe.

tell a friend :: comments 0


Putin o propozycji tarczy u granic Rosji

Posted by admin on 2007-10-27 15:02:31 CEST

Prezydent Rosji Władimir Putin przeprowadził paralelę między amerykańskim planem tarczy antyrakietowej w Europie Wschodniej a kryzysem kubańskim z roku 1962.

Chciałbym przypomnieć, jak rozwijały się stosunki w analogicznej sytuacji w latach 60. ubiegłego wieku - powiedział Putin na konferencji prasowej po szczycie UE-Rosja w Portugalii, gdy zadano mu pytanie o plany rozmieszczenia przez Waszyngton elementów tarczy antyrakietowej w Europie Wschodniej.

- Dla nas, technologicznie, sytuacja jest taka sama - dodał Putin, mając na myśli okres ostrego napięcia między USA a ZSRR w dniach 16-27 października 1962 roku, wywołany wykryciem przez Amerykanów obecności na Kubie sowieckich rakiet średniego zasięgu.

tell a friend :: comments 0


Putin proponuje rosyjsko-unijny instytut demokracji

Posted by admin on 2007-10-27 15:01:14 CEST

Prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował utworzenie rosyjsko-unijnego instytutu wolności i demokracji, by poprawić dialog w tej dziedzinie.

Putin zaproponował to na konferencji prasowej po szczycie Unia- Rosja w Portugalii. Powiedział, że instytut, na który Moskwa jest gotowa przeznaczyć niezbędne środki, może mieścić się w Brukseli lub innej europejskiej stolicy.

Zdaniem Putina instytut może sprzyjać bardzo pożytecznemu dialogowi w kwestii wolności słowa, czy sytuacji imigrantów i mniejszości narodowych.

tell a friend :: comments 0


Słowacki parlament uhonorował ks. Andreja Hlinkę

Posted by admin on 2007-10-27 15:00:16 CEST

Słowacki parlament uhonorował przedwojennego przywódcę, uważanego przez wielu Słowaków za "ojca narodu" ks. Andreja Hlinkę. Protestowały przeciwko temu słowackie gminy żydowskie

Projekt ustawy o uhonorowaniu właśnie takim tytułem księdza Hlinki, współzałożyciela i lidera Słowackiej Partii Ludowej, powołanej na początku XX wieku jeszcze na terenie cesarskich Austro-Węgier, złożyła skrajnie prawicowa Słowacka Partia Narodowa (SNS) Jana Sloty. Poparł ją Ruch Chrześcijańsko-Demokratyczny (KDH).

Propozycja uhonorowania ks. Hlinki przeszła 94 głosami wobec 26, jednak tytułu "ojca narodu" mu nie przyznano.

Stowarzyszenie słowackich gmin żydowskich, które na początku października wystąpiło z protestem przeciw gloryfikacji księdza Hlinki, w piątek nie skomentowało jeszcze uchwalonej wersji ustawy.

Wcześniej potępiło ono jednak ideę uhonorowania księdza Hlinki. "Społeczność żydowska na Słowacji uważa Andreja Hlinkę za symbol słowackiego faszyzmu w latach 1939-1945. W związku z tym odrzucamy wszelkie próby jego gloryfikacji" - napisało w oświadczeniu przekazanym prasie.

"Andrej Hlinka odrzucił demokratyczne podstawy Czechosłowacji i z podziwem wyrażał się o takich politykach jak Adolf Hitler czy Benito Mussolini" - podkreślono.

Ksiądz Andrej Hlinka jeszcze w czasach Austro-Węgier występował przeciw madziaryzacji Słowaków, za co trafił do więzienia. Po I wojnie światowej zasiadał w ławach czechosłowackiego Zgromadzenia Narodowego. Na jego forum domagał się autonomii dla Słowacji, za co został uwięziony przez władze Czechosłowacji, a jego partię zdelegalizowano.

Po układzie monachijskim ludowcy i inne partie słowackie uchwaliły w październiku 1938 roku autonomię Słowacji. Hlinka zmarł kilka miesięcy wcześniej.

Jego współpracownik i następca ks. Józef Tiso został premierem autonomicznej Słowacji, a później prezydentem proklamowanej w marcu 1939 roku niepodległej Republiki Słowackiej, całkowicie zależnej od hitlerowskich Niemiec.

W państwie tym pielęgnowano kult księdza Hlinki, nazywając jego imieniem m.in. paramilitarną gwardię pełniącą rolę policji. "Hlinkova garda" kierowała m.in. deportacją Żydów do Auschwitz.

tell a friend :: comments 0


Zakończył się szczyt UE-Rosja

Posted by admin on 2007-10-27 14:58:56 CEST


Umowa o handlu stalą i walce z narkotykami oraz zgoda na system wczesnego ostrzegania na wypadek zakręcenia przez Moskwę kurków z ropą, czy gazem - to rezultaty szczytu Unia - Rosja w portugalskiej Mafrze.

Pozostałych spornych kwestii, zgodnie z przewidywaniami, nie udało się rozwiązać. Padały natomiast obietnice.

Władimir Putin obiecał na przykład unijnym liderom, że Moskwa podpisze umowę o redukcji opłat za przeloty nad Syberią, choć nie sprecyzował kiedy. Zmniejszenie wysokich stawek, pobieranych od zagranicznych przewoźników, Unia wynegocjowała z Rosją w ubiegłym roku. Jednak do tej pory władze w Moskwie nie podpisały umowy.

Na spotkaniu w Mafrze - jak informują nieoficjalnie unijni dyplomaci - prezydent Putin skorzystał z okazji, by skrytykować propozycje Komisji Europejskiej, utrudniające przejmowanie sieci przesyłowych przez zagraniczne koncerny, w tym przede wszystkim przez rosyjski Gazprom. W sprawach energetyki, Bruksela i Moskwa wciąż są dalekie od porozumienia.

Na razie Unia nie jest w stanie przekonać Rosji, by zezwoliła europejskim inwestorom na dostęp do swych surowców i sieci przesyłowych. W dalszym ciągu nierozwiązana pozostaje też sprawa rosyjskiego embarga na import polskiej żywności. Z powodu zakazu Warszawa blokuje nowe porozumienie Unii z Rosją o współpracy. Europejscy dyplomaci wyrażali nadzieję, że ta sporna kwestia zostanie rozwiązana w przyszłym roku, po wyborach prezydenckich w Rosji.

tell a friend :: comments 0


9 członków UE dołączy do "Schengen" 21 grudnia

Posted by admin on 2007-10-27 14:57:15 CEST

Dziewięć państw - nowych członków Unii Europejskiej - jest gotowych do zrezygnowania z kontroli granicznej na granicach wewnętrznych i do dołączenia do strefy Schengen 21 grudnia - poinformował z Pragi przedstawiciel Portugalii, która w tym półroczu przewodniczy Unii.

W Pradze spotkali się tego dnia przedstawiciele MSW 18 państw Unii, w tym Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Malty, Polski, Słowacji, Słowenii i Węgier. To właśnie ta dziewiątka jest gotowa do wejścia do strefy Schengen.

Ostateczny raport w sprawie rozszerzenia strefy swobodnego ruchu osobowego, zwanej strefą Schengen, ma być przedstawiony w Brukseli 8-9 listopada.

tell a friend :: comments 0


Afganistan: zamachowiec-samobójca zaatakował bazę USA

Posted by admin on 2007-10-27 14:55:27 CEST

Zamachowiec-samobójca wysadził się w powietrze tuż przed wjazdem na teren amerykańskiej bazy we wschodnim Afganistanie. Na miejscu zginęły cztery osoby - trzech afgańskich żołnierzy i jeden cywil.

Cztery osoby zostały ciężko ranne.

Jak poinformowała w Kabulu rzeczniczka sił USA Christine Nelson- Chung, do wydarzenia doszło przed bazą Bermel we wschodnioafgańskiej prowincji Paktika. Zamachowiec podszedł do wartowników przy wjeździe, zamienił z nimi kilka słów i zdetonował ukryty pod ubraniem ładunek.

Zaatakowana baza znajduje się niedaleko afgańskiej granicy z Pakistanem

tell a friend :: comments 0


CKW udostępniła dane o majątku Putina

Posted by admin on 2007-10-27 14:54:27 CEST

Władimir Putin został zarejestrowany jako kandydat na deputowanego w grudniowych wyborach do Dumy. Rosyjska Centralna Komisja Wyborcza udostępniła dane o dochodach kandydatów.

Dzisiejsza gazeta "Komsomolskaja Prawda" informuje, że Władimir Putin w ubiegłym roku zarobił nieco ponad 2 miliony rubli, czyli równowartość 80 000 tysięcy dolarów. Prezydent Rosji ma też w trzech bankach około 3 milionów 700 tysięcy rubli oszczędności. To równowartość prawie 150 tysięcy dolarów.

Ponadto Putin jest właścicielem 80-metrowego mieszkania w rodzinnym Petersburgu, 15-arowej działki pod Moskwą i dwóch radzieckich samochodów marki "Wołga" wyprodukowanych w latach 60.

tell a friend :: comments 0


"Daily Mail": Litwinienko był płatnym agentem MI6

Posted by admin on 2007-10-27 14:52:39 CEST

Zamordowany w Londynie w zeszłym roku były rosyjski agent Aleksander Litwinienko był płatnym agentem tajnych służb brytyjskich - pisze dziennik "Daily Mail".

Zdaniem gazety, która powołuje się na anonimowe brytyjskie źródła dyplomatyczne, Litwinienko pracował dla wydziału MI6, pobierając uposażenie w wysokości dwóch tysięcy funtów miesięcznie do czasu swej tragicznej śmierci. Człowiekiem odpowiedzialnym m.in. za rekrutację Litwinienki miał być pracujący wówczas w Moskwie, a obecnie kierujący MI6, sir John Scarlett.

"Fakt, że 43-letni były rosyjski agent pracował dla brytyjskich służb specjalnych, może okazać się kluczowym dla wyjaśnienia sprawy jego zabójstwa" - pisze "Daily Mail".

Litwinienko wyjechał do W.Brytanii w 2000 r. i w rok później uzyskał tam azyl polityczny. Były agent, zagorzały krytyk Kremla, zmarł w Londynie 23 listopada 2006 roku w następstwie zatrucia radioaktywnym polonem.

Do poważnych napięć w stosunkach rosyjsko-brytyjskich doszło, gdy Rosja odmówiła ekstradycji do Wielkiej Brytanii innego agenta KGB Andrieja Ługowoja, podejrzanego o udział w zabójstwie Litwinienki. Ługowoj twierdził, że za zabójstwem jego dawnego kolegi Aleksandra Litwinienki stoją brytyjskie służby specjalne lub mieszkający w Londynie rosyjski biznesmen Borys Bieriezowski. Oświadczał również, że "Litwinienko był agentem, który wyszedł spod kontroli (brytyjskich) służb specjalnych i został usunięty".

tell a friend :: comments 0


Rosyjscy eksperci przygotowują się do inspekcji w Polsce

Posted by admin on 2007-10-27 14:51:17 CEST

Rosyjska Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor) poinformowała, że przygotowuje się do inspekcji w zakładach mięsnych w Polsce, zainteresowanych eksportem do Rosji.

Utworzyliśmy dwie grupy inspektorów do pracy w Polsce. Obecnie załatwiane są niezbędne formalności - przekazało źródło w Rossielchoznadzorze, które cytuje agencja Interfax.

Według anonimowego rozmówcy rosyjskiej agencji, 23 października Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego otrzymała list od głównego lekarza weterynarii Polski Ewy Lech, w którym ta zaproponowała rozpoczęcie inspekcji w polskich zakładach mięsnych w pierwszej połowie listopada.

Źródło Interfaksu ujawniło również, że na prośbę polskiej służby weterynaryjnej Rossielchoznadzor odroczył o dwa miesiące - do 1 stycznia 2008 roku - wprowadzenie w życie swojej niedawnej decyzji o obowiązkowej certyfikacji wszystkich przedsiębiorstw, eksportujących mięso i wędliny do Rosji.

W sobotę zastępca głównego lekarza weterynarii Krzysztof Jażdżewski powiedział, że strona polska wydała zgodę na przeprowadzenie kontroli w mleczarniach, zakładach paszowych oraz dwóch przetwórniach mięsa, czyli w sumie w ok. 50 zakładach. Były one już kontrolowane przez Rosjan w latach 2004-2005.

Jażdżewski wyjaśnił, że Polska nie zgadza się natomiast na kontrolę zakładów wytwarzających świeże mięso do chwili zniesienia przez stronę rosyjską embarga na import mięsa i produktów pochodzenia roślinnego z Polski. Zaznaczył, że rozmowy w tej sprawie prowadzi Komisja Europejska.

Na początku października Rosja ostrzegła, że od 1 listopada może zakazać sprowadzania z Polski wędlin, mleka i wyrobów mlecznych z zakładów nie posiadających certyfikatów Rossielchoznadzoru. Produktów tych nie obejmuje embargo na import żywności z Polski, wprowadzone przez Rosję w listopadzie 2005 roku.

Na razie nie jest jasne, czy odroczenie terminu obowiązkowej certyfikacji dotyczy także eksporterów mleka i przetworów mlecznych.

O tym, że Polska zgodziła się dopuścić rosyjskich ekspertów weterynaryjnych do zakładów zainteresowanych eksportem do Rosji, poinformował w piątek wieczorem specjalny przedstawiciel prezydenta Władimira Putina ds. rozwoju kontaktów z Unią Europejską Siergiej Jastrzembski w kuluarach szczytu Rosja-UE w Mafrze, w Portugalii.

Według Jastrzembskiego, rosyjscy inspektorzy mieliby przyjechać do Polski już w listopadzie. - Jest to bardzo pozytywny sygnał (ze strony polskiej) - podkreślił przedstawiciel Kremla.

Informacje strony rosyjskiej o zaakceptowaniu przez Polskę przyjęcia rosyjskich kontrolerów w polskich zakładach jeszcze w piątek wieczorem zdementowało polskie MSZ.

Minister spraw zagranicznych Anna Fotyga oświadczyła, że stanowisko Polski dotyczące embarga Rosji na polskie produkty żywnościowe nie uległo zmianie. Podkreśliła też, że dopiero uchylenie embarga umożliwi ewentualne kontrole rosyjskich służb weterynaryjnych w polskich zakładach.

W listopadzie 2005 roku Rosja wprowadziła zakaz importu mięsa i produktów pochodzenia roślinnego z Polski, zarzucając stronie polskiej fałszowanie certyfikatów weterynaryjnych i fitosanitarnych. Warszawa usunęła uchybienia w tej dziedzinie, jednak Moskwa nie zniosła embarga.

W odpowiedzi Polska w listopadzie 2006 roku zablokowała rozpoczęcie negocjacji między UE a Rosją w sprawie nowej umowy o partnerstwie i współpracy. W tej sytuacji prowadzenie rozmów z Moskwą w sprawie zniesienia rosyjskiego embarga wzięła na siebie Komisja Europejska. Nie przyniosły one jednak rezultatów.

Rosja powtarza, że jej zakazy będą obowiązywać do czasu przeprowadzenia przez rosyjskich ekspertów audytu polskich przedsiębiorstw i polskiego systemu kontroli bezpieczeństwa produktów rolnych dostarczanych do Rosji.

Zdaniem strony polskiej, zarzuty Rosji pod adresem Polski mają podłoże polityczne.

tell a friend :: comments 0


Friday, October 26 2007

Pipes: szanse na demokratyzację w Rosji są małe

Posted by admin on 2007-10-26 20:24:31 CEST

Amerykański historyk, znawca spraw rosyjskich prof. Richard Pipes uważa, że szanse na demokratyzację w Rosji są małe. - Demokracji w Rosji za naszego życia w żaden sposób nie będzie - ocenił prof. Pipes podczas spotkania z dziennikarzami w Warszawie.

Według badań przytoczonych przez Pipesa "tylko 10 proc. ludzi w Rosji uważa, że należy mieć i wolność, i porządek", a "30 proc. uważa, że rząd sowiecki nadal istnieje".

- Jeżeli rząd autokratyczny tam padnie, to będzie chaos, a po paru miesiącach chaosu przyjdzie do władzy dyktatura - uważa prof. Pipes. W najlepszym razie - według niego - będzie to dyktatura, która będzie "zważała na prawo". - Putin nie wycofa się od władzy, on lubi władzę". (...) - Formalnie będzie rządził ktoś z policji lub biurokracji - prognozował prof. Pipes. Jego zdaniem, patrząc z punktu widzenia Rosji, europejskie starania Ukrainy powinni wspierać raczej Amerykanie, Brytyjczycy, czy Francuzi niż Polacy.

- Patrząc z punktu widzenia Rosji(...) popierać Ukraińców powinni Amerykanie, Francuzi, Anglicy, a nie Polacy, bo to jest strasznie drażliwy punkt dla Rosjan - mówił prof. Pipes. "Dla nich Ukraina to są prawosławni bracia" - dodał.

Według prof. Pipesa, wspieranie europejskich ambicji Ukrainy przez Polskę "można usprawiedliwić z punktu widzenie etycznego". - Ale z punktu widzenia politycznego ja bym tego nie robił - powiedział amerykański historyk.

W jego opinii, "Rosjanie zawsze patrzyli na Polaków z pogardą i tak zastało". Według niego, korzenie tego podejścia tkwią głęboko w przeszłości, a zasadniczą rolę odegrało przyjęcie przez Polskę chrześcijaństwa z Rzymu. Według niego, oznaczało to dla Rosji "zdradę Słowian".

- Rosjanie uważają Polskę za mały kraj, który ma pretensje do bycia mocarstwem, który nie okazuje wdzięczności za wyzwolenie od nazistów - mówił Pipes. - Rosjanie nigdy nie będą przyjaciółmi Polaków - ocenił.

Prof. Richard Pipes jest profesorem historii na Uniwersytecie Harvarda w USA, gdzie wykładał ponad 40 lat. Był doradcą prezydenta USA Ronalda Reagana w sprawach sowieckich i wschodnioeuropejskich.

Jest światowym autorytetem w dziedzinie historii Rosji i autorem dwudziestu czterech książek, z których wiele ukazało się w Polsce. Wśród nich są m.in.: "Żyłem. Wspomnienia niezależnego", "Rosja bolszewików". "Rosja carów", "Rewolucja rosyjska". "Krótka historia rewolucji rosyjskiej" i "Rewolucja rosyjska. Trzy pytania".

tell a friend :: comments 0


czerwona kartka Polaka

Posted by admin on 2007-10-26 20:23:26 CEST

Polski bramkarz, Maciej Nalepa, został ukarany czerwoną kartką w meczu 14. kolejki ukraińskiej ekstraklasy. Jego Karpaty Lwów przegrały na wyjeździe z Czernomorcem Odessa 0-4 (0-2).

Nalepa opuścił boisko w 38. minucie za faul w polu karnym. Rezerwowego bramkarza - Jurija Martyszuka, strzałem z jedenastu metrów pokonał Władimir Kopytko.

W 57. minucie drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył inny zawodnik Karpat - Samson Godwin (ma za sobą występy w BBTS Bielsko-Biała). W tabeli ligi ukraińskiej Karpaty zajmują przedostatnie, 15. miejsce. Liderem jest klub Mariusza Lewandowskiego - Szachtar Donieck.

tell a friend :: comments 0


PZPN daje Listkiewiczowi kolejne stanowisko

Posted by admin on 2007-10-26 20:21:56 CEST

Zarząd PZPN mianował prezesa związku Michała Listkiewicza delegatem turniejowym ds. przygotowań i organizacji finałowego turnieju Euro 2012. - W praktyce oznacza to, że dla UEFA prezes Listkiewicz będzie najważniejszą osobą zajmującą się organizacją turnieju - mówi Sport.pl rzecznik PZPN Zbigniew Koźmiński.


Michał Listkiewicz i Hryhorij Surkis w Cardiff Fot. LUKE MACGREGOR REUTERS

Dla UEFA prezes Listkiewicz będzie głównym partnerem, w praktyce najważniejszą osobą w kontaktach w sprawie Euro. To niezmiernie szeroka funkcja, praktycznie obejmująca wszystkie płaszczyzny działania przy organizacji turnieju - mówi Koźmiński.

- Teraz prezes musi stworzyć w terenie struktury, które będą współpracować nie tylko z samorządami, ale z właścicielami stadionów, lokalnymi komitetami organizacyjnymi i wszystkimi podmiotami związanymi z finałami Euro. Do kompetencji delegata należy też opracowanie biznesplanu, według którego turniej zostanie zorganizowany przez firmę powołaną przez UEFA i federacje Polski i Ukrainy, a także uczestniczenie w tworzeniu tej firmy. Delegat musi również kontrolować, ale i służyć pomocą władzom rządowym i reprezentować PZPN w kontaktach między władzami a UEFA. Można właściwie powiedzieć, że prezes będzie nadzorował wszystkie aspekty umowy między europejską federacją a związkiem - konkluduje rzecznik PZPN.

- To niezwykle istotna dla mnie sprawa. Na moich barkach spoczywać będzie wiele odpowiedzialnych i wymagających poświęcenia zadań. Od wielu miesięcy bardzo ciężko pracuję na rzecz Euro 2012 i muszę przyznać, że jest to jedno z moich największych życiowych wyzwań, ale poświęcenie dla tak wielkiej idei jest dla mnie ogromnym zaszczytem i przyjemnością - powiedział po nominacji prezes PZPN.

"Zadaniem delegata turniejowego będzie m.in. pośredniczenie w bieżących kontaktach pomiędzy UEFA a polskim rządem i samorządami, reprezentowanie PZPN w kontaktach z władzami państwowymi" - głosi komunikat związku.

Kompetencje delegata obejmują także "udzielanie niezbędnej pomocy wszelkim instytucjom zaangażowanym w organizację Euro 2012 w celu zapewnienia punktualnej realizacji projektów i koncepcji, takich jak koncepcja bezpieczeństwa publicznego, transportu publicznego i zarządzania ruchem, a także koncepcji medycznej i programu ochrony praw UEFA" - czytamy dalej w komunikacie.

Na następnym posiedzeniu zarządu PZPN prezes Listkiewicz oraz przewodniczący zespołu PZPN ds. Euro 2012 Adam Olkowicz zaproponują pełny skład sztabu ds. organizacji ME 2012 działającego w ramach PZPN.

tell a friend :: comments 0


Film dokumentalny "Przełamując ciszę" w kinie Muranów

Posted by admin on 2007-10-26 20:14:13 CEST

27 października (sobota), godz. 18

ASTRA - Sieć Organizacji Kobiecych z Europy Środkowej i Wschodniej, działających na rzecz Praw Reprodukcyjnych i Seksualnych zaprasza na pokaz filmu dokumentalnego "Breaking the silence" (Przełamując ciszę;) w reżyserii Ewy Pytki.

Film został wyprodukowany przez sieć ASTRA. W tworzenie dokumentu zaangażowanych było 6 organizacji członkowskich ASTRY: z Gruzji, Litwy, Mołdawii, Polski, Słowacji i Ukrainy. Po pokazie przewidziany jest czas na dyskusję, będzie możliwość spotkania i rozmowy z przedstawicielkami ASTRY zaangażowanymi w powstanie filmu. Przedpremierowy pokaz filmu odbędzie się przy okazji międzynarodowej konferencji ASTRY na temat praw reprodukcyjnych w Europie Środkowej i Wschodniej.

"Przełamując ciszę" prezentuje historie kobiet napisane przez życie i opowiedziane przez nie same. Bohaterki podzieliły się z widzami osobistymi problemami z zakresu praw reprodukcyjnych i zdrowia seksualnego. I tak śledząc losy młodych dziewcząt z Gruzji stajemy twarzą w twarz z istniejącym w tym kraju tabu dziewictwa oraz brakiem informacji z zakresu edukacji seksualnej. Mołdawskie kobiety wskazują na trudności w dostępie do usług z zakresu zdrowia reprodukcyjnego, korupcję w systemie zdrowotnym oraz problemy w dostępie do usług dla osób młodych, nawet jeśli mają wsparcie ze strony prawnych opiekunów. Podkreślają także brak w ich kraju rzetelnej edukacji seksualnej. Ukraina, kraj w którym w zastraszającym tempie wzrasta ilość zakażeń wirusem HIV, prezentuje historie kobiet seropozytywnych, które napotkały poważne problemy w dostępie do usług medycznych w momencie, gdy zdecydowały się na macierzyństwo. Natomiast polskie bohaterki mówią o dramatach, które powstały na skutek restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego - o życiu w kraju, gdzie kobieta ma problem z usunięciem ciąży nawet wówczas, gdy zagrożone jest jej zdrowie i życie, gdyż prawo w tym kraju jest w rzeczywistości jeszcze bardziej restrykcyjne niż na papierze. Ekspertki z Litwy i Słowacji mówią z kolei o zmieniającej się sytuacji w ich krajach, gdzie rosnące antyaborcyjne lobby stara się podążać za przykładem sąsiada - Polski, co może stanowić poważne zagrożenie dla praw kobiet w tych krajach w najbliższej przyszłości.

Kino Muranów, ul. Gen. Andersa 1, 27 października (sobota), godz. 18. Bilety 10 zł.

tell a friend :: comments 0


Ukraina: sąd zatwierdził wyniki wyborów

Posted by admin on 2007-10-26 09:01:30 CEST

Ukraiński Naczelny Trybunał Administracyjny zatwierdził w czwartek wyniki wyborów parlamentarnych z 30 września umożliwiając tym samym rozpoczęcie formowania nowego rządu.

Trybunał odrzucił wniosek pięciu partii politycznych kwestionujących wyniki wyborów i zezwolił na oficjalne opublikowanie ich wyników.

Decyzja Trybunału - jak podkreślają - obserwatorzy zadowala dwa ugrupowania Pomarańczowej Rewolucji - Naszą Ukrainę prezydenta Wiktora Juszczenki i Blok Julii Tymoszenko. Oba ugrupowania dysponują wystarczającą liczbą miejsc w nowym parlamencie aby uzyskać większość i sformować rząd.

tell a friend :: comments 0


Juszczenko ogłasza pobór do wojska wbrew Tymoszenko

Posted by admin on 2007-10-26 08:58:21 CEST


Wacław Radziwinowicz, pap

W obozie ukraińskich pomarańczowych spięcie - prezydent Wiktor Juszczenko rozkazał przeprowadzić w przyszłym roku pobór do wojska wbrew wcześniejszej obietnicy Julii Tymoszenko o zniesieniu przymusowej służby.

Prezydent podpisał dekret o przeprowadzeniu w 2008 r. dwóch poborów - wiosennego, który zgodnie z dotychczasową praktyką zostanie przeprowadzony w kwietniu i maju, oraz jesiennego wyznaczonego na październik i listopad. Zgodnie z decyzją głowy państwa wiosną i jesienią pójdzie na rok do armii po blisko 21 tys. chłopców.

Ogłoszenie poboru to nieprzyjemna niespodzianka dla wielu Ukraińców. Oni dobrze pamiętają, że Julia Tymoszenko, dzisiejsza kandydat na premiera, w czasie kampanii przed wrześniowymi wyborami parlamentarnymi wielokrotnie solennie obiecywała, że poboru nie będzie już tej jesieni, a od 1 stycznia w armii służyć będą już wyłącznie dobrze opłacani żołnierze zawodowi. Dzięki temu zdobyła wiele głosów szczególnie młodych wyborców.

Księżniczka pomarańczowej rewolucji składała te obietnice mimo protestów pomarańczowego ministra obrony Anatolija Hrycenko, który od trzech lat mozolnie i skutecznie reformuje armię, szykując ją do likwidacji poboru, ale dopiero od 2010 roku. Szef resortu ironicznie mówił, że Tymoszenko mogłaby z równym powodzeniem zobowiązać się do "unieważnienia trzech zasad dynamiki Newtona".

Punkt o przejściu armii na zawodowstwo od stycznia znalazł się w zawartej już po wyborach przez Blok Julii Tymoszenko oraz prezydencki blok Nasza Ukraina-Samoobrona Ludowa umowie o stworzeniu przez te ugrupowania koalicji w nowym parlamencie. Prezydent odmówił jednak jego wykonania, a szef jego kancelarii Wiktor Bałoha nazwał ten pomysł "kawaleryjską szarżą", która jego zdaniem "jest absolutnie nie na miejscu".

W Kijowie natychmiast pojawiły się spekulacje na temat poważnych kontrowersji między prezydentem a szykującą się do objęcia stanowiska premiera Tymoszenko. Tymczasem w najbliższym otoczeniu kandydatki na szefa rządu posunięcie głowy państwa przyjęto z ulgą. Przecież to Juszczenko wziął na siebie całkowitą odpowiedzialność przed wyborcami za niespełnienie populistycznej i nieodpowiedzialnej obietnicy danej przez przyszłą panią premier.

- To prezydent swoim rozkazem sprawił, że dalej będzie się u nas wcielać chłopców do armii. My nic na to nie możemy poradzić To on jest przecież głównodowodzącym naszych sił zbrojnych - powiedział "Gazecie" Andrij Szkil, jeden z najbliższych współpracowników Tymoszenko.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Thursday, October 25 2007

Siedem książek nominowanych do nagrody Angelus

Posted by admin on 2007-10-25 20:06:27 CEST

Jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus przedstawiło w czwartek listę siedmiu nominowanych do niej książek. Nagroda zostanie wręczona 1 grudnia we Wrocławiu.

Nominowani autorzy to: Ołeksandr Irwanec za "Riwne/Rowno" (Ukraina), Ismail Kadare - "Pałac snów" (Albania), Imre Kertesz "Dziennik galernika" (Węgry), Hanna Krall - "Król kier znowu na wylocie" (Polska), Martin Pollack "Śmierć w bunkrze - opowieść o moim ojcu" (Austria), Mariusz Szczygieł - "Gottland" (Polska) i Dubravka Ugresić - "Ministerstwo Bólu" - (Chorwacja).

Zdaniem przewodniczącej jury, rosyjskiej poetki i dziennikarki Natalii Gorbaniewskiej, wszystkie nominowane książki są na pograniczu tzw. czystej literatury i literatury faktu. "To wydaje mi się być najbardziej charakterystyczną i najlepszą cechą literatury współczesnej. Dlatego myślę, że ta siódemka jest bardzo charakterystyczna dla tendencji literatury współczesnej" - mówiła jurorka.
W nominowanej siódemce znalazły się trzy utwory powracające do czasów II wojny światowej, trzy mówiące o czasach komunizmu i jeden dla którego punktem wyjścia jest sytuacja w państwie totalitarnym. "Wszystkie mają perspektywę historyczną i opierają się na trwałej podstawie ideologicznej czy politycznej. Być może jest to cecha charakterystyczna literatury środkowo-europejskiej" - powiedział członek jury prof. Julian Kornhauser.

Do Nagrody zgłaszać można było dzieła autorów żyjących, pochodzących z 21 krajów Europy Środkowej. Każdy wydawca miał prawo zgłosić jedną książkę autora zagranicznego i jedną autora polskiego. Nagroda, którą stanowią statuetka ANGELUS autorstwa Ewy Rossano i czek na kwotę 150 tys. zł, przyznawana jest za najlepszą książkę opublikowaną w języku polskim w roku poprzednim.

tell a friend :: comments 0


władze lwowskie proszą MSZ o interwencję

Posted by admin on 2007-10-25 20:03:59 CEST

Lwowska Rada Obwodowa zwróciła się do ukraińskiego MSZ o interwencję w sprawie ogromnych kolejek na granicy polsko-ukraińskiej, spowodowanych przez trwający już dwa tygodnie protest polskich celników.

Długie oczekiwanie na granicy z Polską prowadzi do strat finansowych, ponoszonych przez przedsiębiorców zarówno z jednej, jak i z drugiej strony granicy. Otrzymujemy bardzo dużo skarg w tej sprawie - powiedział rzecznik lwowskiej rady Wasyl Tereszczuk.

W piśmie do ukraińskiego MSZ lwowska rada zwraca uwagę, że strajk polskich celników znacznie wydłuża odprawy graniczne, co "szkodzi gospodarczym i politycznym interesom Ukrainy" i utrudnia ruch turystyczny między Polską a Ukrainą.

W ubiegłym tygodniu na temat kolejek na granicy wypowiedział się szef ukraińskiej dyplomacji Arsenij Jaceniuk. - Mam nadzieję, że problem zostanie rozwiązany w jak najkrótszym czasie, lecz obecnie nie mamy wpływu na tę sytuację- powiedział.

Polscy celnicy od dwóch tygodni prowadzą tzw. włoski strajk, który polega na bardzo szczegółowym sprawdzaniu przekraczających granicę oraz przestrzeganiu wszystkich procedur kontroli granicznej.

Protest prowadzony jest w izbach celnych na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Celnicy domagają się m.in. 1500 zł podwyżki, przywrócenia uprawnień emerytalnych oraz zwiększenia ochrony prawnej i finansowej celnika w trakcie wykonywania pracy.

W związku z protestem ukraińskie służby graniczne ostrzegają swych obywateli przed możliwością długiego oczekiwania na przekroczenie granicy z Polską.

tell a friend :: comments 0


Europa kontra Kreml, ale bez energii

Posted by admin on 2007-10-25 20:01:22 CEST



Unia Europejska srożyła się ostatnio na monopolistyczną politykę energetyczną Moskwy, ale dzisiejszy szczyt UE - Rosja zakończy się jak poprzednie: Putin nie ustąpi, a Unia spuści z tonu

Dziś w portugalskim miasteczku Mafra przedstawiciele UE spotkają się z prezydentem Władimirem Putinem na drugim z corocznych szczytów Unia - Rosja. I chociaż tematów do dyskusji jest wiele, to znowu najwięcej czasu zajmie współpraca energetyczna.

- Energia to największa kwestia w stosunkach gospodarczych z Rosją - podkreślał w zeszłym tygodniu komisarz UE ds. handlu Peter Mandelson. Na Rosję przypada zaledwie 6 proc. całego unijnego eksportu, ale jednocześnie ma ona kluczowe znaczenie dla europejskiej energetyki, bo zaspokaja aż jedną czwartą zapotrzebowania Europy Zachodniej na gaz ziemny.

W debacie energetycznej z Moskwą od lat chodzi o jedno: o wiążące porozumienie, które zagwarantuje zachodnim koncernom bezpieczeństwo inwestowania w rosyjskie złoża i prawo swobodnego transportu z Rosji oraz przez Rosję surowców ze złóż w tym kraju i innych republikach b. ZSRR.

Takie porozumienie pod nazwą Karta Energetyczna spisano już na początku lat 90. Ale Moskwa nigdy go nie ratyfikowała, a ostatnio wielokrotnie jawnie podkreślała, że nie zamierza rezygnować z państwowego monopolu na transport surowców.

Do czego służy ten monopol, można się było przekonać dwa lata temu, kiedy Gazprom nie przepuścił przez swoje rury taniego gazu kupionego przez Ukrainę w Turkmenii, zmuszając Kijów do podpisania mało korzystnej umowy gazowej. Podczas tego konfliktu pierwszy raz w historii Rosja zakręciła też kurek na gazociągach do Ukrainy, przez które płynie 80 proc. rosyjskiego gazu na Zachód. Dopiero to zaalarmowało Europę Zachodnią, że dla Moskwy energetyka jest narzędziem międzynarodowej polityki, a nie tylko dziedziną gospodarki.

Z drugiej strony w UE nie ma żadnych formalnych ograniczeń przed przejmowaniem firm energetycznych przez rosyjskie koncerny i nieraz korzystały one z tego. Jawnym celem Moskwy od lat jest utrzymanie takiej asymetrycznej sytuacji: wy dajecie nam pełną swobodę działania w waszym domu, ale w naszym możecie robić tylko, na co wam pozwolimy.

Wolność kontra monopol

Wydawało się, że wreszcie UE ma dość i walnęła pięścią w stół. W połowie zeszłego miesiąca Komisja Europejska przedstawiła trzeci pakiet projektów dyrektyw liberalizujących europejski rynek energii. Nowe przepisy przewidują, że firmy handlujące energią nie mogą jednocześnie posiadać sieci przesyłu gazu lub prądu. Sieci przesyłowe mają się przekształcić w niezależnie kierowane "energetyczne autostrady", po których poruszają się walczące o klientów firmy handlowe.

Kolejny zapis zakazuje przejmowania sieci energetycznych firmom z tych państw spoza Unii, które nie stosują reguł obowiązujących w UE i nie mają w tej sprawie porozumienia z Brukselą.

Pierwszy zapis przekreśliłby dążenie Moskwy do pełnego monopolu - od złóż po kuchenkę gazową. Ale nie podoba się on także wielkim europejskim koncernom energetycznym, bo ogranicza ich interesy. Drugi zapis zdaniem obserwatorów był już wycelowany bezpośrednio w Gazprom, wzmacniając żądanie ratyfikacji Karty Energetycznej przez Rosję.

Moskwa natychmiast rozpętała kampanię propagandową i zarzuciła Unii, że chce dyskryminować rosyjskie firmy i godzi w swobodę przepływu kapitału. Nowymi przepisami UE chce się oddzielić od Rosji "energetyczną kurtyną" - jak w zeszłym tygodniu stwierdził w "Financial Times" rosyjski minister energetyki Wiktor Christienko, grożąc przy tym, że Moskwa może postawić na energetyczną współpracę z Azją zamiast z Europą.

Retorykę skarg wzmocniły subtelne ostrzeżenia na najbliższą przyszłość. Na początku października po ukraińskich wyborach parlamentarnych Gazprom nieoczekiwanie zapowiedział, że od listopada przykręci kurki na rurach do Ukrainy, jeśli Kijów nie spłaci gigantycznych rzekomo długów za gaz. Gdyby tak się stało, już tydzień po szczycie w Mafrze Europa Zachodnia miałaby na progu zimy problemy z dostawami surowca.

W ostatnią środę Siergiej Jastrzembski, główny doradca Putina ds. UE, ogłosił, że Rosja uzgodniła z Unią warunki stworzenia mechanizmu wczesnego uprzedzania o wszelkich problemach z dostawami energii. W Kijowie ironicznie komentowano, że dzięki temu UE będzie z góry wiedziała, kiedy Rosja chce zakręcić kurek na gazociągach tranzytowych. I naturalnie wtedy te państwa tranzytowe znajdą się pod presją Brukseli, by pójść na ustępstwa wobec Moskwy.

Spadek napięcia po wyborach w Polsce

Tuż przed szczytem w Mafrze doszło do wydarzeń, które mogą spowodować wielkie zmiany w polityce UE - podkreśla amerykańska agencja prasowa AP. W zeszłym tygodniu na szczycie UE w Lizbonie przyjęto traktach o reformach Unii. A w niedzielę wybory w Polsce przegrał rząd PiS, który od roku blokował rozpoczęcie negocjacji nad nowym traktatem UE z Rosją (z powodu embarga na eksport polskiego mięsa i wyrobów roślinnych wprowadzonego przez Rosję zaraz po objęciu władzy przez PiS dwa lata temu).

Dziennik "Kommiersant" ocenił, że po tych wydarzeniach spadło napięcie między UE i Rosją w sprawie polityki energetycznej. Zasadniczą zmianę tonu słychać było we wtorek na międzynarodowej konferencji energetycznej w Moskwie - twierdzi "Kommiersant".

Zdaniem tej gazety komisarz UE ds. energii Andris Piebalgs starał się uspokoić obawy Rosjan i podkreślał, że rozdzielenie handlu od przesyłu będzie korzystne głównie dla Gazpromu, bo niezależne firmy będą zainteresowane w transporcie jak największych ilości gazu.

Piebalgs miał też przyznać, że międzynarodowe gazociągi - takie jak omijający Polskę gazociąg Nord Stream przez Bałtyk - mogą być w ogóle wyłączone z nowych przepisów. Inaczej nowe przepisy uniemożliwiłyby budowę wspieranego przez UE gazociągu Nabucco z Turcji przez Bałkany, co podkreślał ostatnio francuski koncern Gaz de France.

"Kommiersant" twierdzi, że Piebalgs łagodził też kolejny punkt zapalny, jakim jest zakręcenie przed rokiem przez Rosję kurka na ropociągu do Litwy. Rurę tę zakręcono po awarii, do której doszło akurat wtedy, gdy PKN Orlen wygrał z rosyjskimi koncernami przetarg na rafinerię w Możejkach. Piebalgs miał przyznać, że dostawy ropy rurą do litewskiej rafinerii byłyby tańsze od obecnych dostaw tankowcami, ale "UE nie może radzić rosyjskiej firmie Transnieft, na co wydawać pieniądze". Rosjanie zapowiadają, że nie opłaca się im się inwestować w naprawę rury do litewskiej rafinerii polskiego koncernu.

Zachód swoje ugrał

Unijno-rosyjski kompromis wydaje się tym łatwiejszy, że wielkie firmy energetyczne z Niemiec, Francji i Włoch tworzą z Gazpromem wspólny front przeciw nowym przepisom o liberalizacji rynku energetycznego UE. Opór Gazpromu jest więc na rękę tym firmom: rosyjski straszak może sprzyjać rezygnacji z reform, a dla europejskich koncernów będzie też uzasadnieniem do dalszych fuzji i tworzenia energetycznych megakoncernów.

Kompromis przyjdzie Europie Zachodniej tym łatwiej, że w ostatnich latach włożyła ona wiele wysiłku w pozyskanie energii spoza Rosji. Jak grzyby po deszczu wyrosły nowe gazociągi z Norwegii, Algierii czy Libii. Dostawy surowców na Zachodzie zwiększą tylko konkurencję. Całkowicie inaczej jest w nowych państwach członkowskich UE, w których utrwala się monopol Rosji na dostawy energii.

Moskwa woli też robić interesy z poszczególnymi firmami z UE niż z całą Wspólnotą. Koncerny z Niemiec, Włoch czy Francji dostaną prawo do jakichś złóż w Rosji, kupią kolejne zakłady elektroenergetyczne albo dostaną zlecenia na nowe rurociągi. Robotnicy w Europie Zachodniej będą się cieszyć z dodatkowej pracy, a Moskwa będzie obserwować napływ z Zachodu pieniędzy i technologii ze spokojem, bo w żadnej dziedzinie energetyki nie zamierza zrezygnować z monopolu państwa albo dominacji własnych firm.

Dzięki takiej polityce, na zasadzie dziel i rządź Moskwa upiecze własny interes na ogniu wzajemnej rywalizacji między europejskimi koncernami.

"W każdym razie podczas przygotowań nowego porozumienia o strategicznym partnerstwie UE z Rosją sprawy energetyki mogą stać się przedmiotem targów, a nie politycznego konfliktu" - ocenił "Kommiersant" efekty wtorkowej konferencji w Moskwie. I dodał, że po wiosennym szczycie UE - Rosja w Samarze taka sytuacja wydawała się niemożliwa.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


W Katyniu umierano za ojczyznę, a nie za numerki RP

Posted by admin on 2007-10-25 05:24:06 CEST

Żyjemy w kraju, który przez ostatnie 18 lat osiągnął niesłychanie dużo - mówił podczas wykładu dla studentów UW prof. Władysław Bartoszewski. Były więzień obozu w Oświęcimiu i uczestnik Powstania Warszawskiego, któremu specjalne podziękowania złożył po wygranych wyborach Donald Tusk, apelował: - Cieszcie się, że żyjecie w suwerennym kraju, bo dla mnie to wcale nie było takie oczywiste.

To fenomen, że doczekałem chwili, kiedy do wyborów po raz pierwszy w historii idą ludzie, którzy urodzili się w momencie końca rządów autorytarnych, czy później totalitarnych w tej części Europy. Kiedy byłem profesorem na uniwersytecie w Bawarii, namawiałem moich studentów żeby uczyli się o NRD, bo kiedyś będą jedne Niemcy.
Mówiłem też, że ja zapewne tego już nie doczekam. Kiedy zapytałem asystenta, co mówią po moich wykładach, on odpowiedział: "Kochany polski romantyk". Jak widzicie, nasza dzisiejsza rzeczywistość nie była wcale taka oczywista - mówił prof. Bartoszewski do studentów.

"Nie dajcie się propagandzie"

Były minister spraw zagranicznych apelował też, aby młodzi ludzie nie dali się zwieść "dekonstruktywnej propagandzie" ostatnich dni, według której za wszystko, co działo się po roku 1989 należy się wstydzić. Prof. Bartoszewski tłumaczył, że "takie sformułowania to niegodziwość zwłaszcza w stosunku ludzi, którzy za dzisiejszą Polskę oddali życie". - Polska znajduje się dziś w NATO. Od 2004 roku jesteśmy członkami Unii Europejskiej. Jesteśmy beneficjentem Deklaracji Praw Człowieka. Te osiągnięcia są opłacone krwią wielu ludzi. A lekkomyślność i arogancja z jaką jest to traktowane, to rzecz antynarodowa i szkodliwa - mówił.


Prof. Władysław Bartoszewski podczas swojego wykładu "Refleksje świadka stulecia"A kto u licha tę "Niceę" załatwiał?!


Według Władysława Bartoszewskiego przez ostatnie dwa lata tak bardzo skupiono się na wkładaniu ludziom do głów nieprawdy, że zapomniano o historycznych faktach. - Mówiono, że polska polityka była od 18 lat wyjątkowo nieudolna. Jedyne, co słuszne to "Nicea". A kto u licha tę "Niceę" załatwiał?! Buzek, Saryusz-Wolski, Bartoszewski i Kołakowski - przypominał profesor. I dodawał: - Nie mówię tego, żeby się chwalić, bo to do niczego nie jest mi potrzebne... Nawet do nekrologu, bo to tylko dodatkowy wiersz. Ważne jest tylko, żeby nie prowadzić ludzi politycznie w duchu budowania wniosków na kłamstwie i przemilczeniach - apelował profesor.

Nie od "numerowania Polski" powinno się zadaniem Bartoszewskiego zaczynać wprowadzanie jakichkolwiek zmian. - Ludzie wychowywani w latach 40-tych nie wiedzieli, że żyją w Polsce numer dwa. Ci, którzy umierali w Katyniu też nie ginęli za numerki, tylko za swoją ojczyznę - przypominał były minister spraw zagranicznych przy owacjach słuchaczy.

tell a friend :: comments 0


Fotyga: Traktat z Kartą Praw Podstawowych? Nigdy!

Posted by admin on 2007-10-25 05:18:47 CEST

TO POMOGŁOBY NIEMIECKIM ROSZCZENIOM"

Wypowiedzi polityków PO odnośnie Karty Praw Podstawowych UE są szkodliwe dla Polski - stwierdziła szefowa MSZ Anna Fotyga w "Magazynie 24 godziny" TVN24. Do przedstawionych przez kandydata na premiera Donalda Tuska założeń przyszłej polityki zagranicznej i zapowiedzi wizyt w Brukseli, Waszyngtonie i Moskwie odniosła się krótko, ale jednoznacznie: -Wizyta w Moskwie przed zniesieniem embarga to zły pomysł.

Jeśli nastąpi zniesienie embarga, to mogłoby to być stosowne miejsce wizyty - stwierdziła ciągle jeszcze urzędująca Minister Spraw Zagranicznych.

"Zrobiłam w tej sprawie tyle, ile można"

Na sugestię prowadzącego program Bogdana Rymanowskiego, że moglibyśmy zrobić pierwszy krok odparła: -Ja już ten pierwszy krok zrobiłam. Pojechałam do Moskwy, rozmawiałam z ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem. Poza miłą atmosferą nic się nie wydarzyło - przypomniała.

-Może powinien jechać premier - dociekał Bogdan Rymanowski. -Premier Marcinkiewicz miał okazję rozmawiać z premierem Fradkowem przy okazji szczytu Państw Morza Bałtyckiego. Też się nic nie wydarzyło - zwróciła uwagę Fotyga. -Zostawmy ten temat. Życzę powodzenia polskiemu rządowi - podsumowała po kolejnym pytaniu dziennikarza.

"Pozwoli Pan, że wygłoszę moją kwestię"

O wątpliwościach premiera, czy Tusk będzie w stanie prowadzić suwerenną politykę wobec Niemiec minister spraw zagranicznych rozmawiać nie chciała. -Przyszłam tu, żeby skomentować szkodliwe dla Polski wypowiedzi polityków PO - ucięła. Dalsze dociekania skwitowała krótkim: -Zgadzam się z premierem - i zakończyła: -Pan pozwoli, że wygłoszę moją kwestię.

Minister Fotyga przeszła do kwestii Karty Praw Podstawowych i publikacji w "Dzienniku" i w włoskiej gazecie "Avenire". Jacek Saryusz - Wolski (eurodeputowany PO) i Bronisław Komorowski (kandydat PO na marszałka) przekonywali w nich, że Polska powinna w całości zaakceptować Kartę Praw Podstawowych UE.

"Ta Karta zaszkodzi Polsce"

Dysponuję opiniami wybitnego eksperta w dziedzinie prawa międzynarodowego prof. Zdzisława Galickiego, które mówią, że przyjęcie tej Karty w całości mogłoby mieć bardzo poważne skutki w sferze niemieckich roszczeń majątkowych, sferze obyczajowej, sferze moralności publicznej - mówiła.

Jej zdaniem sytuacja jest poważna, ponieważ ewentualnymi roszczeniami niemieckimi jest zagrożone nawet 30 proc. terytorium Polski. - Pojawiają się kolejne roszczenia, także dotyczące dóbr kultury - powiedziała Fotyga.

Uzasadniając dlaczego przyjęcie całości Karty jest tak niebezpieczne Fotyga przytoczyła słowa Hansa Goerta Poetteringa, który stwierdził, że roszczenia niemieckich przesiedleńców wpisują się w prawa podstawowe.

Fotyga dodała, że renegocjacja i przyjęcie całości Karty, wiązałoby się również z odrzuceniem deklaracji, w której Polska zgadza się na zachowanie wysokich standardów praw społecznych. - To co powiedzieli Saryusz-Wolski i Komorowski niweczy cztery miesiące mojej ciężkiej pracy przy przygotowywaniu tego dokumentu - stwierdziła szefowa MSZ.

"Zrobię wszystko by nie było zgody na Kartę"

Dodała, że zrobi wszystko by powstrzymać powstający rząd przed podpisaniem całości traktatu reformującego UE (razem z akceptacją Karty Praw Podstawowych). - Parkiet jest wolny możemy tańczyć. Będę dyskutować, będę o tym mówić. Potrzeba dyskusji publicznej - podkreśliła minister.

Karta Praw Podstawowych to zbiór fundamentalnych praw człowieka uchwalony i podpisany podczas zjazdu Rady Europejskiej w Nicei przez premierów rządów wszystkich państw UE. Charakter prawny dokumentu zostanie nadany poprzez Traktat reformujący, który ma zostać podpisany 13 grudnia 2007 roku i po ewentualnej ratyfikacji w krajach UE ma wejść w życie 1 stycznia 2009 roku. Polska na szczycie w Lizbonie 18-19 października, kiedy osiągnięto porozumienie w sprawie nowego traktatu, przyłączyła się do brytyjskiego protokołu, ograniczającego stosowanie Karty. Jeśli nie przyjmiemy Karty Polscy obywatele nie będą mogli dochodzić praw zawartych w Karcie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Karta mówi np. o prawie do poszanowania różnorodności, kulturowej, religijnej i językowej oraz prawa do małżeństwa. Rząd argumentował, że chciano zapobiec dowolnym interpretacjom prawa przez Europejski Trybunał Praw Człowieka i narzucaniu Polsce pewnych rozwiązań, które mogłyby np. doprowadzić do zmiany definicji rodziny i uznania małżeństw homoseksualnych.

Zawsze będę współpracowała z PiS

Szefowa MSZ odmówiła odpowiedzi na pytanie czy Władysław Bartoszewski byłby dobrym doradcą w MSZ. - Mój komentarz nie jest stosowny, bo to nowy rząd - tłumaczyła. Stwierdziła jedynie, że była zaskoczona określeniem "dyplomatołki" jakim Bartoszewski opisał politykę zagraniczną PiS. Pytana o opinię na temat stwierdziła jedynie: - Nie chcę odpowiadać, bo to jest dewaluacja autorytetu.

Mówiąc o swoich planach na przyszłość Fotyga była równie mało wylewna. - Będę pracować do końca, opuszczę ministerstwo w stosownym momencie i zawsze będę współpracowała z PiS - zakończyła.

Źródło: TVN 24 http://www.tvn24.pl/12690,1526033.1,0,1,wiadomosc.html

tell a friend :: comments 0


Vobis chce na giełdę - i za granicę

Posted by admin on 2007-10-25 05:07:12 CEST

FIRMA MA AMBITNE PLANY

Vobis, zmierzająca na giełdę sieć sklepów ze sprzętem komputerowym i fotograficznym, może rozszerzyć plany zagranicznej ekspansji - pisze "Gazeta Wyborcza



Vobis kilka tygodni temu ogłosił, że poszuka na giełdowym parkiecie pieniędzy potrzebnych do realizacji ambitnego projektu inwestycyjnego wartego ok. 230 mln zł. Sprzedaż akcji jest planowana jeszcze na ten rok, firma czeka jeszcze na zatwierdzenie prospektu emisyjnego.

Vobis za pieniądze od giełdowych graczy chce m.in. zwiększyć z obecnych 165 do 280 liczbę salonów Vobis Digital, zbudować nową sieć Vobis Mobile handlującą telefonami i sprzętem telekomunikacyjnym (do końca roku ma mieć 15 sklepów, a docelowo ok. 200-220). W planach jest też stworzenie supermarketu internetowego, a także ekspansja zagraniczna.

Wiadomo już, że w przyszłym roku Vobis wystartuje na rynku czeskim i słowackim. Pierwsze konkretne poczynania w Czechach Vobis planuje na przyszły rok. Nie wiadomo jeszcze, czy będzie to budowanie sieci od zera czy zakup już istniejących sklepów. W pierwszej kolejności będzie rozwijana sieć Vobis Digital. Za 5-6 lat firma chce mieć 4-6 proc. udziału w czeskim rynku (dziś w Polsce ma 6-8 proc. rynku sprzedaży sprzętu IT). W ciągu dwóch lat sieć sprzedaży w Czechach ma przynosić zyski operacyjne.

Firma rozgląda się też za możliwością ekspansji w innych krajach, np. w Rumunii. Warto przypomnieć, że w 2006 r. firma nabyła prawa do znaku Vobis w wielu krajach europejskich - jak Czechy, Słowacja, Rumunia, Włochy, Francja, Węgry, Austria, Szwajcaria czy Ukraina. Dzięki rozwojowi za granicą Vobis ma rosnąć szybciej niż do tej pory, ale podstawą działalności będzie nadal rodzimy rynek, który - według szefów Vobisu - jest jeszcze daleki od nasycenia.

Zawiła historia Vobisu

Ciekawie przedstawia się historia spółki. Vobis powstał w połowie lat 90. za pieniądze niemieckiej firmy CBA. W 1999 r. całą sieć działającą w kilku krajach środkowoeuropejskich (m.in. w Czechach, Austrii, Szwajcarii, Rosji) przejął od Niemców bank Intesa. Po tej transakcji kontrolował 93 proc. udziałów w "polskim" Vobisie.

Wtedy swój pierwszy pakiet 7 proc. akcji wykupił Dariusz Pietraszkiewicz. Włosi dali mu wolną rękę w kierowaniu spółką, bo już w "niemieckich" czasach współzarządzał on Vobisem. Według relacji jednego ze stronników Intesy Pietraszkiewicz, który miał swoją firmę PC Factory, robił z Vobisem korzystne dla siebie interesy, m.in. wymuszając od Vobisu wysokie ceny zakupu komputerów. Vobis w tym czasie wypracowywał bardzo niskie zyski.

Wiosną 2003 r. PC Factory i Dariusz Pietraszkiewicz dokonali przewrotu w spółce. W lutym i maju odbyły się dwa walne zgromadzenia udziałowców. Na pierwszym zmieniono czteroosobowy zarząd, wyrzucając przedstawicieli włoskiego akcjonariusza. Na drugim przegłosowano nową emisję akcji, którą w całości objęła PC Factory. Nowe udziały były uprzywilejowane co do głosu (3:1). W ten sposób PC Factory przejęła większość głosów w Vobisie.

Włoski akcjonariusz, mając 93 proc. głosów, w ogóle nie wiedział o walnym! W imieniu banku Intesa za emisją zagłosował prywatny biznesmen Tomasz Kordas, dziś wiceprezes Vobisu. Posłużył się pełnomocnictwem wystawionym mu bezterminowo w 1999 r., gdy firma była kontrolowana przez niemiecką CBA.

Przedstawiciele Intesy próbowali odkręcić sprawę. Ich zdaniem pełnomocnictwo było przeterminowane. Początkowo walczyli w sądzie, ale szybko odpuścili. Podobno sprzedali resztki udziałów w Vobisie polskim udziałowcom za symboliczne 500 tys. euro.

tell a friend :: comments 0


Ukraincy także "w lesie"

Posted by admin on 2007-10-25 05:04:24 CEST

JUSZCZENKO POGANIA ADMINISTRACJĘ

Nie tylko Polacy mają kłopoty z przygotowaniami do organizacji EURO 2012. Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko skrytykował urzędników za opieszałość w przygotowaniach do imprezy i polecił, by w ciągu tygodnia rozwiązali oni wszelkie
kwestie sporne dotyczące organizacji mistrzostw.




Mam nadzieję, iż rozumiecie państwo, że Ukraina jest opóźniona w realizacji zadań, które powinniśmy wykonać przed Euro - powiedział prezydent na spotkaniu komitetu koordynacyjnego ds. piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r. Problemem numer jeden Ukrainy przed Euro jest kijowski stadion olimpijski, który ma być jedną z głównych aren rozgrywek. Jego przebudowa dostarcza Ukraińcom nie mniej problemów, niż Polakom warszawski "Stadion Narodowy".

W jego pobliżu budowane jest olbrzymie centrum handlowo-rozrywkowe, przeciwko któremu protestuje UEFA. Europejska Federacja uważa, że istnienie obiektu ogranicza drogi ewakuacji widzów w razie niebezpieczeństwa. Mimo wielokrotnych zapewnień, które składał m.in. ukraiński minister sportu Wiktor Korż, negocjacje władz z właścicielami powstającego centrum handlowego nie przyniosły dotychczas efektów.

Wiktor Juszczenko przypomniał w środę, że za tydzień Ukrainę ponownie odwiedzi delegacja UEFA i do tego czasu sprawa stadionu powinna zostać rozwiązana. Prezydent mówił także o konieczności przyspieszenia prac związanych z infrastrukturą transportowo-turystyczną. Juszczenko zaapelował o polepszenie klimatu inwestycyjnego, co jego zdaniem, pozwoli włączyć do przygotowań do Euro kapitał prywatny. Prezydent Ukrainy ostrzegł, że jeśli przygotowania do mistrzostw nie będą przyspieszone, perspektywa ich organizacji może stanąć pod znakiem zapytania.

tell a friend :: comments 0


Ukraina walczy z ksenofobią

Posted by admin on 2007-10-25 05:02:00 CEST

TAJNE SŁUŻBY BĘDĄ ZWALCZAĆ PRZEJAWY RASIZMU I ANTYSEMITYZMU

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, na polecenie prezydenta Wiktora Juszczenki, tworzy specjalny wydział do walki z ksenofobią i konfliktami na tle narodowościowym - poinformowała rzeczniczka SBU, Maryna Ostapenko.

Pomysł powołania wydziału do spraw walki z ksenofobią powstał, po spotkaniu prezydenta Juszczenki z przedstawicielami społeczności żydowskiej na Ukrainie. W trakcie spotkania pełniący obowiązki szefa SBU Wałentyn Naływajczenko poinformował, że jego podwładni zlikwidowali w ostatnim czasie kilka ekstremistycznych grup, nawołujących do nienawiści rasowej i religijnej oraz postawili przed sądem kilka osób, podejrzanych o działania przeciwko przedstawicielom mniejszości narodowych i wyznaniowych.

Wymienił tu m.in. pociągnięcie do odpowiedzialności osoby odpowiedzialnej za pobicie wiernych, zebranych w pobliżu kijowskiej synagogi Brodskiego w 2002 roku oraz ustalenie sprawców profanacji cmentarza żydowskiego w Żytomierzu w maju 2006 roku. Ukarany został również człowiek, który w 2006 roku zbezcześcił pomnik ofiar holokaustu w Sewastopolu na Krymie.

SBU walczy także z nasilającymi się na Ukrainie przejawami rasizmu wobec przybyszów z Azji i Afryki.

Zgodnie z deklaracjami Ostapenko, w najbliższym czasie SBU ma zamiar spotkać się z przedstawicielami ukraińskich mniejszości religijnych i etnicznych, by omówić nękające ich problemy i sposoby walki z nimi.

tell a friend :: comments 0


Juszczenko złamał umowę i ogłosił pobór do wojska

Posted by admin on 2007-10-25 04:57:38 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko ogłosił dekret o przyszłorocznym poborze do wojska. Uczynił to wbrew zapisom umowy koalicyjnej prozachodnich formacji: Bloku Julii Tymoszenko i bloku Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS).

Kancelaria prezydenta nigdy nie ukrywała, że hasło wyborcze bloku Tymoszenko o zlikwidowaniu poboru, umieszczone w umowie koalicyjnej zaprezentowanej w ubiegłym tygodniu przez wywodzące się z pomarańczowej rewolucji 2004 r. bloki, nie jest przez nią aprobowane.

Zdaniem komentatorów krok Juszczenki może świadczyć o tarciach wokół rzeczywistego powołania "pomarańczowej" koalicji, a przede wszystkim niechęci prezydenta do zaakceptowania Tymoszenko na stanowisku szefowej rządu. Umowa Bloku Tymoszenko i NU-LS głosi, że w wybranym 30 września parlamencie ugrupowania te będą dążyć do "sformowania zawodowej armii od 1 stycznia 2009 roku oraz likwidacji poboru do zasadniczej służby wojskowej od 1 stycznia 2008 roku".

Szef kancelarii Juszczenki Wiktor Bałoha powiedział, że podpisując dekret o przyszłorocznym poborze szef państwa "spełnia swą konstytucyjną powinność".

- Ukraina bez wątpienia będzie mieć efektywne siły zbrojne. Przejście do armii zawodowej wymaga jednak działań profesjonalnych. Kawaleryjskie ataki są tu nie na miejscu - oświadczył.

W podobnym tonie wypowiadał się wcześniej minister obrony narodowej Anatolij Hrycenko, uważany w Kijowie za człowieka prezydenta. Pomysł likwidacji poboru na Ukrainie porównał z ideą "likwidacji trzech zasad dynamiki Newtona". O "kawaleryjskich atakach" na armię mówił także sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Iwan Pluszcz.

Chociaż ukraińskie media twierdzą, że punkt o likwidacji poboru znalazł się w umowie koalicyjnej w zamian za zgodę bloku Tymoszenko na rozszerzenie kompetencji prezydenta, obserwatorzy sceny politycznej uważają, że w otoczeniu Juszczenki przeważają głosy przeciwne sojuszowi z charyzmatyczną przywódczynią pomarańczowej rewolucji.

Chodzi nie tylko o głoszone przez Tymoszenko hasła populistyczne, za które NU-LS w razie powołania koalicji poniósłby odpowiedzialność, ale i o ambicje prezydenckie byłej pani premier. W wyborach prezydenta w 2009 r. mogłaby ona stać się konkurentką Juszczenki, który będzie starać się wtedy o reelekcję.

Komentatorzy uważają, że Pluszcz i Bałoha namawiają szefa państwa do tzw. szerokiej koalicji NU-LS z prorosyjską Partią Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza. Podobnego zdania są starzy działacze Naszej Ukrainy, tacy jak były premier Jurij Jechanurow.

Mimo że Janukowycz stoi na czele ugrupowania, które w wyborach 30 września zdobyło największe poparcie, otoczenie Juszczenki uważa go za mniej niebezpiecznego partnera niż żądną władzy Tymoszenko.

Przeciwko sojuszowi z Partią Regionów występuje jednak młodzieżowe skrzydło NU-LS, które z sojuszu parlamentarnego z blokiem Tymoszenko uczyniło swe główne hasło wyborcze.

W rezultacie wcześniejszych wyborów z 30 września do Rady Najwyższej Ukrainy weszło pięć ugrupowań. W 450-osobowym parlamencie Partia Regionów ma 175 mandatów. Blok Tymoszenko oraz Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS), które uplasowały się na drugim i trzecim miejscu, mają razem 228 posłów. Komuniści zdobyli 27 miejsc, a Blok (byłego przewodniczącego parlamentu) Wołodymyra Łytwyna - 20.

tell a friend :: comments 0


Po zwycięstwie PO w Niemczech liczą na ożywienie polityki wschodniej

Posted by admin on 2007-10-25 04:54:39 CEST


Bartosz T. Wieliński, Berlin

Berlin liczy na to, że po zwycięstwie PO Warszawa będzie lepiej wspierała europejskie aspiracje Ukrainy

O tym, jak związać Ukrainę i inne kraje WNP z Europą, Niemcy chcieli rozmawiać podczas swojej prezydencji w UE, w pierwszej połowie roku. Stratedzy z MSZ przygotowali projekt unijnej polityki wschodniej, który zakładał, że Unia będzie mówić z Rosją jednym głosem. Dla Ukrainy i innych ciążących ku Europie krajów WNP chcieli stworzyć rodzaj poczekalni, w której kraje przygotowywałyby się do członkostwa w UE.

Kijów mógłby korzystać z funduszy strukturalnych czy dobrodziejstw płynących z wolnego handlu z UE. Z czasem Ukraińców dopuszczono by jako obserwatorów do unijnych gremiów. Polityka wschodnia zakładała też stworzenie europejskiej sieci bezpieczeństwa energetycznego.

Niewiele z tych planów wyszło. Na Ostpolitik położył się cieniem polsko-rosyjski spór o embargo na mięso i związane z nim weto Warszawy na negocjacje nowej umowy UE - Rosja. A na Ukrainie pomarańczowi skoczyli sobie do gardeł i kraj pogrążył się w politycznym chaosie.

- Zresztą mimo naszych apeli Polska nie wykazywała specjalnego zainteresowania projektem - mówi nam jeden z niemieckich dyplomatów.

Niemcy mają nadzieję, że teraz, po zmianie rządu, rozmowy o polityce wschodniej ruszą z miejsca. Liczą na to, że nowy rząd dogada się z Rosjanami w sprawie embarga i będą ufniej podchodzić do niemieckich propozycji.

- Portugalczycy czy Irlandczycy nie mają na Wschodzie takich interesów jak my i Polacy. Polska ma w sprawach ukraińskich najlepsze rozeznanie z całej UE - mówi Karl Georg Wellmann, rzecznik CDU ds. współpracy z Polską.

W Berlinie uważa się, że bez Warszawy europejska Ostpolitik nie ma sensu, bo Niemcy sami nie przekonają krajów śródziemnomorskich, że Ukraina czy Mołdawia to ważniejsi partnerzy niż Maroko i Izrael.

- Dziś nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie, kiedy Ukraina wejdzie do UE. Ale nie znaczy to, że nie powinniśmy go sobie stawiać. Trzeba ich przyciągnąć jak najbliżej do Europy - mówi Ruprecht Polenz (CDU), szef komisji spraw zagranicznych Bundestagu.

Niemieccy dyplomaci mówią, że wcześniej rozmowa o europejskich aspiracjach Kijowa wywoływała politowanie, a dziś Niemcy oswoiły się z myślą, że prędzej czy później Ukraińcy mogą być gotowi do członkostwa.

Najbardziej przychylny Ukrainie jest urząd kanclerski. Najbliższy doradca Merkel ds. polityki zagranicznej Christoph Heusgen jest zafascynowany dokonaniami Aleksandra Kwaśniewskiego podczas pomarańczowej rewolucji. Teraz chce kontynuować jego dzieło. Dlatego właśnie Berlin odkurza politykę wschodnią.

Niemcy widzą rolę Polski jako rozsądnego adwokata, który będzie lobował na rzecz Kijowa, ale i strofował go, gdy będą zaległości w reformach.

Niemcy zarzucają Warszawie, że stawiała sprawę Ukrainy na ostrzu noża, ale na słowach się kończyło. Oczekują, że teraz Polacy zasypią Brukselę pomysłami, jak wspólnie pomóc Ukraińcom.

- Kluczowa jest tu wiarygodność Polski. Warszawy w kwestii ukraińskiej nikt nie brał na poważnie, bo przyjmowała konfrontacyjny kurs wobec Europy. Gdy zmieni się styl uprawiania polityki, notowania Polski, ale i Ukrainy będą rosnąć - mówi Polenz. Chce też, by w wspieranie zmian na Ukrainie włączyć Trójką Weimarski - forum Polski, Niemiec i Francji.

Zdaniem Karla Georga Wellmanna trzeba przekonywać partnerów, że Kijów to najprawdziwsza europejska metropolia. Polska powinna zorganizować u siebie konferencję UE na temat polityki wschodniej. Całej sprawie pomogą też rozgrywki Euro 2012, gdy tysiące Europejczyków odwiedzi Polskę i Ukrainę.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Pochodzący z Ukrainy 18-latek nie zostanie deportowany

Posted by admin on 2007-10-25 04:52:35 CEST


Łukasz Krajewski

Jewgienij Gielara, który od 2002 roku mieszka w Polsce z mamą Haliną i ojczymem Jerzym Kostrzewskim, zostanie w Polsce przynajmniej na rok. Taką decyzję podjął Urząd ds. Cudzoziemców, przyznając 19-latkowi kartę czasowego pobytu.

Od dziesięciu dni opisujemy dramatyczną historię rodziny Kostrzewskich. Jewgienijowi, synowi Ukrainki, która wyszła za Polaka, kilkakrotnie odmówiono wizy oraz możliwości osiedlenia na terenie naszego kraju, choć Jewgienij tu ma swoich najbliższych, studiuje i planuje swoją przyszłość.

Teraz Kostrzewscy odetchnęli, bo Urząd ds. Cudzoziemców zgodził się, by chłopak został. Przynajmniej na rok. Ostatnie kilka miesięcy było dla rodziny prawdziwym koszmarem. Jewgienij po uzyskaniu pełnoletności został potraktowany przez urząd jak intruz, który powinien jak najszybciej opuścić Polskę, a co za tym idzie - wszystkich najbliższych oraz studia na wydziale rusycystyki Uniwersytetu Warszawskiego. Jednym z podanych powodów odmów urzędu był brak związku z polskością, co zostało poparte tym, że jako 13-letni chłopiec, jeszcze na Ukrainie, Jewgienij nie należał do polskich organizacji, nie pielęgnował polskiej mowy i nie obchodził świąt rzymskokatolickich.

Pod koniec lutego pełnoletni stanie się młodszy brat Jewgenija Igor. Matka wraz z nim rok temu złożyła wniosek o przyznanie obywatelstwa. Kostrzewscy obawiają się, że znów może się rozpocząć horror z Urzędem ds. Cudzoziemców. Chyba, że Kancelaria Prezydenta, która przetrzymuje wnioski, rozpatrzy je szybciej.

- Mój starszy syn mógł być nawet deportowany. Cieszę się, że udało się załatwić mu pozwolenia na pobyt czasowy. Teraz jednak muszę walczyć, by mój młodszy syn został tu ze mną - martwi się pani Halina.


Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

tell a friend :: comments 0


Wednesday, October 24 2007

przywódcy Euroazjatyckiego Związku Młodzieży osobami niepożądanymi

Posted by admin on 2007-10-24 19:46:33 CEST

Przywódcy współpracującego z prokremlowską młodzieżówką Nasi Euroazjatyckiego Związku Młodzieży (EZM) Paweł Zarifulin i Aleksandr Dugin mają pięcioletni zakaz wjazdu na Ukrainę - poinformowała rzeczniczka Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Maryna Ostapenko

W sobotę SBU ustaliła, że Zarifulin i Dugin kierowali akcją niszczenia ukraińskich symboli narodowych na najwyższej górze Ukrainy, karpackiej Howerli (pasmo Czarnohora).

- Zwróciliśmy się do Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji o pomoc w pociągnięciu tych osób do odpowiedzialności karnej - powiedziała Ostapenko.

Dugin miał już wcześniej zakaz wjazdu na Ukrainę, jednak po anulowaniu przez władze w Moskwie i Kijowie list osób niepożądanych, zakaz ten przestał zobowiązywać. Obecnie został odnowiony.

W ostatni piątek EZM opublikował na stronie internetowej komunikat, w którym poinformował, że "siłami górskiego oddziału EZM zniszczono symbol okupacji Ukrainy, tryzub. (...) Została rozbita tablica, poświęcona tzw. »konstytucji Ukrainy«. (...) Góra Howerla otrzymała nazwę góry Stalina".

Poniżej umieszczono zdjęcia z akcji. Widać na nich osobę, uderzającą młotkiem w ukraiński herb, a także ludzi, zamieniających ukraińską flagę państwową na flagę EZM.

Organizacja ostrzegła, że "w razie mianowania tej pomarańczowej małpy Julii Tymoszenko premierem tzw. Ukrainy, nie będziemy w stanie powstrzymać swych ukraińskich aktywistów przed prewencyjnymi akcjami, skierowanymi przeciwko tzw. kierownictwu tego pseudopaństwa".

Pełniący obowiązki szefa SBU Wałentyn Naływajczenko poinformował na sobotniej konferencji prasowej, że sprawcami aktu wandalizmu na Howerli było najprawdopodobniej dwóch obywateli Ukrainy i jeden Rosjanin. Wszyscy oni przebywają obecnie w Rosji.

Naływajczenko powiedział także, że nie wszystkie zdjęcia umieszczone na stronie EZM były prawdziwe. Część z nich zmontowano: np. ukraiński herb tryzub, który na zdjęciu jest spiłowywany z masztu, znajduje się na miejscu - powiedział.

Zebrane materiały dowodowe SBU przekazała prokuraturze. Szczegółowe informacje otrzymało także Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Kijowie, jako że sprawa dotyczy działań przestępczych popełnionych przez cudzoziemców.

tell a friend :: comments 0


ME 2012 - Juszczenko krytykuje przygotowania

Posted by admin on 2007-10-24 19:44:21 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko skrytykował w środę urzędników za opieszałość w przygotowaniach do Euro 2012 i polecił, by w ciągu tygodnia rozwiązali oni wszelkie kwestie sporne dotyczące organizacji tej imprezy.


Prezydenci Polski i Ukrainy, Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko Fot. Komitet Projektu Euro 2012

"Mam nadzieję, iż rozumiecie państwo, że Ukraina jest opóźniona w realizacji zadań, które powinniśmy wykonać przed Euro" - powiedział prezydent na spotkaniu komitetu koordynacyjnego ds. piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r.

Problemem numer jeden Ukrainy przed Euro jest kijowski stadion olimpijski, który ma być jedną z głównych aren rozgrywek.

W jego pobliżu budowane jest olbrzymie centrum handlowo- rozrywkowe, przeciwko któremu protestuje UEFA. Europejska Federacja uważa, że istnienie obiektu ogranicza drogi ewakuacji widzów w razie niebezpieczeństwa. Dla sprawnego wyprowadzenia widzów ze stadionu ich liczba musiałaby być poważnie ograniczona.

Mimo wielokrotnych zapewnień, które składał m.in. ukraiński minister sportu Wiktor Korż, negocjacje władz z właścicielami powstającego centrum handlowego nie przyniosły dotychczas żadnych efektów.

Prezydent Juszczenko przypomniał w środę, że za tydzień Ukrainę ponownie odwiedzi delegacja UEFA i do tego czasu sprawa stadionu powinna zostać rozwiązana.

Szef państwa mówił także o konieczności przyspieszenia prac związanych z infrastrukturą transportowo-turystyczną. Zaapelował o polepszenie klimatu inwestycyjnego, co jego zdaniem pozwoli włączyć do przygotowań do Euro kapitał prywatny.

Juszczenko ostrzegł, że jeśli przygotowania do mistrzostw nie będą przyspieszone, perspektywa ich organizacji może stanąć pod znakiem zapytania.

tell a friend :: comments 0


Обращение Павла Зарифуллина

Posted by admin on 2007-10-24 13:29:26 CEST

Братья украинцы - шутки кончились!
Обращение начальника Имперской Сетевой Ставки ЕСМ Павла Зарифуллина к востоку Украины

Мы сказали однажды нет этому беспределу. Мы обращаемся к Донбассу, к трудовому народу, к родной Слабодзеи и Харьковщине, к нашему Крыму, к Одессе и Новороссии. Мы обращаемся к Полтавщине, Сумщине и Киевщине. Это наша земля… там пролита русская кровь, там пролита украинская кровь, за нашу родную землю.

Мы обращаемся к вам: хватит терпеть эту мразь! Эту мразь надо искоренять и выжигать. Из Киева, из нашего золотого города, из нашей общей русской столицы выжигать на всегда Ющенко, Тимошенко и им подобных. Это не наши люди. Это люди с запада – пусть туда и убираются. Пусть живут по своим законам там, за линией Сталина.

(из обращения;)




видео вы сможете посмотреть на ресурсах www.rossia3.ru

tell a friend :: comments 0


Tabela kursów średnich

Posted by admin on 2007-10-24 13:20:55 CEST

Warszawa 24.10.2007 (ISB) --NBP: Tabela kursów średnich (w stosunku do złotego)

Nazwa waluty Waluta Średni kurs Poprzedni średni kurs Zmiana procentowa
SDR (MFW) 1 XDR 3.9996 3.9973 0.0575 %
dolar Hongkongu 1 HKD 0.3316 0.3319 -0.0904 %
dolar amerykański 1 USD 2.5702 2.5730 -0.1088 %
dolar australijski 1 AUD 2.3043 2.2966 0.3353 %
dolar kanadyjski 1 CAD 2.6503 2.6458 0.1701 %
euro 1 EUR 3.6555 3.6566 -0.0301 %
forint (Węgry) 100 HUF 1.4553 1.4514 0.2687 %
frank szwajcarski 1 CHF 2.1873 2.1927 -0.2463 %
funt cypryjski 1 CYP 6.2578 6.2592 -0.0224 %
funt szterling 1 GBP 5.2624 5.2522 0.1942 %
hrywna (Ukraina) 1 UAH 0.5090 0.5088 0.0393 %
jen (Japonia) 100 JPY 2.2468 2.2483 -0.0667 %
korona czeska 1 CZK 0.1346 0.1346 0.0000 %
korona duńska 1 DKK 0.4903 0.4905 -0.0408 %
korona estońska 1 EEK 0.2336 0.2337 -0.0428 %
korona norweska 1 NOK 0.4723 0.4739 -0.3376 %
korona szwedzka 1 SEK 0.3969 0.3967 0.0504 %
korona słowacka 1 SKK 0.1092 0.1089 0.2755 %
lew bułgarski 1 BGN 1.8690 1.8696 -0.0321 %
lira maltańska 1 MTL 8.5140 8.5156 -0.0188 %
lit litewski 1 LTL 1.0587 1.0591 -0.0378 %
nowy lej rumuński 1 RON 1.0840 1.0829 0.1016 %
rand (RPA) 1 ZAR 0.3845 0.3768 2.0435 %
rubel rosyjski 1 RUB 0.1033 0.1033 0.0000 %
łat łotewski 1 LVL 5.2065 5.2088 -0.0442 %
UGW/EUR Dotyczy: Austrii, Belgii, Finlandii, Francji, Grecji,

Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Luksemburga, Niemiec, Portugalii i Włoch

tell a friend :: comments 0


Euro 2012: ośrodki dla piłkarzy będą dofinansowane z budżetu

Posted by admin on 2007-10-24 13:19:02 CEST

Do Ministerstwa Sportu wpłynęło już ponad 70 propozycji lokalizacji ośrodków pobytowych dla reprezentacji, które wezmą udział w organizowanych przez Polskę i Ukrainę piłkarskich mistrzostwach Europy 2012 roku. Budowa odpowiednich obiektów ma być współfinansowana z budżetu centralnego.

"Lista 16 ośrodków, które muszą zostać wybudowane przed Euro zostanie ustalona do końca roku. Inwestycje będą dofinansowane z budżetu centralnego" - wyjaśnił w rozmowie z PAP rzecznik Ministerstwa Sportu Marcin Roszkowski.

"Część z propozycji jakie otrzymaliśmy to oferta budowy ośrodków właściwie od podstaw. Pozostałe to propozycje modernizacji. Najczęściej potrzeba poprawić boiska albo wybudować hotel" - dodał Roszkowski. By ubiegać się o rekomendację dla budowy takiego centrum należy spełnić szereg warunków. Bazę pobytową stanowić powinien pięciogwiazdkowy hotel (dopuszczalne są propozycje z hotelami czterogwiazdkowymi - dla ekip zainteresowanych niższymi kosztami pobytu). Ośrodek musi być wyposażony w infrastrukturę wypoczynkową, taką jak sala fitness, basen, czy sauna. Nie może również znajdować się dalej niż godzinę drogi autokarem od najbliższego lotniska międzynarodowego.

Proponowane ośrodki muszą mieć także odpowiednią bazę treningową. W jej skład wchodzi co najmniej jedno najwyższej jakości boisko o standardowych wymiarach oraz 2-3 boiska treningowe (jedno o sztucznej nawierzchni i co najmniej jedno z oświetleniem). Boiska nie mogą być położone dalej niż 20 minut jazdy od hotelu reprezentacji.

Polska będzie, wraz z Ukrainą, gospodarzem ME 2012. Zamieszka u nas osiem zespołów. Polska musi przedstawić propozycję 16 ośrodków do wyboru.

tell a friend :: comments 0


"TP" ujawnia wywiad z ks. Malińskim – "Wojtyła wiedział, Macharski nie"

Posted by admin on 2007-10-24 06:30:13 CEST



Redakcja "Tygodnika Powszechnego" po półtora roku zdecydowała się opublikować wywiad z ks. Mieczysławem Malińskim oskarżonym o współpracę z SB.

W maju ubiegłego roku redakcja "TP" poinformowała, że zawiesza współpracę z ks. Malińskim. Powodem takiej decyzji były - jak wyjaśniono w oświadczeniu - powracające "pogłoski o tym, że ks. Maliński współpracował z SB". Redakcja napisała, że od niedawna zna treść części dokumentów z archiwum komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, znajdujących się obecnie w IPN, a dotyczących tajnego współpracownika SB o pseudonimach Mechanik i Delta. "Może z nich wynikać, że pod tymi pseudonimami Służba Bezpieczeństwa zarejestrowała ks. Mieczysława Malińskiego"- głosiło oświadczenie.

Redakcja napisała, że przeprowadziła na ten temat z ks. Malińskim autoryzowany wywiad. W ostatniej chwili wycofał on jednak swoją zgodę na wydrukowanie tekstu, nie wyjaśniając powodów. Całość wywiadu została opublikowana w najnowszym numerze "Tygodnika Powszechnego", który 24 października ukaże się w kioskach.

Redaktor naczelny tygodnika ksiądz Adam Boniecki tłumaczy w komentarzu powody opublikowania wywiadu.

"Ksiądz Mieczysław Maliński, w wydanej właśnie autobiografii ("Ale miałem ciekawe życie", WAM 2007), podejmuje sprawę kierowanych pod jego adresem oskarżeń o współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Wraca w książce do wydarzeń sprzed blisko półtora roku, a w związku z tym do wywiadu, którego mi udzielił, który autoryzował i którego wycofania z numeru na koniec zażądał. Było to wydarzenie z pewnością przykre dla ks. Malińskiego, ale było przykre także dla mnie" – pisze redaktor naczelny "Tygodnika".

"Księdza Malińskiego od lat znałem, jako duszpasterz akademicki w krakowskim kościele św. Anny długo i dobrze z nim współpracowałem, był też od wielu lat stałym autorem "Tygodnika Powszechnego" i nasze relacje zawsze były pełne życzliwości. Kiedy ponad rok przed wydarzeniami opisanymi w książce dotarły do mnie z poważnych źródeł informacje, że w IPN odnaleziono jakieś dokumenty obciążające księdza Malińskiego, natychmiast mu o tym powiedziałem, a jego zapewnienie, że są to pomówienia niemające żadnych podstaw, przyjąłem jako całkowicie wystarczające. Niestety, kolejnych wiadomości, z którymi się wiąże opisany w książce ciąg wydarzeń, nie dało się tak potraktować" – pisze ksiądz Boniecki.

"Obszerne wyjaśnienia wpisane w autobiografię niewiele wychodzą poza te udzielone nam w wywiadzie. Niektóre wątpliwości (wątpliwości, podkreślam) nadal pozostają w mocy: takie jak powody nieinformowania biskupa o stałych spotkaniach z funkcjonariuszami służb w lokalu kontaktowym, co było obowiązkiem i praktyką wszystkich księży" – napisał ks. Boniecki, w tekście, w którym tłumaczy powody opublikowania wywiadu.

Serwis Wiadomości Onet.pl, dzięki uprzejmości redakcji "Tygodnika Powszechnego", jako pierwszy publikuje fragmenty wywiadu z ks. Mieczysławem Malińskim. Wywiad powstał w wyniku kilku rozmów przeprowadzonych przez ks. Adama Bonieckiego i Wojciecha Pięciaka z ks. Mieczysławem Malińskim w drugiej połowie maja 2006 r. i został autoryzowany przez niego 26 maja 2006 r.

"TP": W dokumentach z 1971 r. jest zachowana tzw. dokumentacja werbunku tajnego współpracownika "Delta", z adnotacją w kwestionariuszu osobowym, że "Delta" to Ksiądz. W dokumencie tym czytamy, że ustalono z Księdzem hasło wywoławcze ("tu Przemysław z Rabki"), znak rozpoznawczy (portmonetka Księdza), lokal kontaktowy ("Róża"), że prowadzący księdza esbek dał Księdzu swój telefon, zaś Ksiądz dał mu swoje numery, domowy i w parafi i św. Anny. Ustalono, że wiadomość o proponowanym spotkaniu może być też przekazywana przy pomocy wrzuconej do samochodu Księdza karteczki podpisanej pseudonimem. Cały ten system wskazuje, że tu nie chodziło o przypadkowe spotkania, ale o regularną współpracę.

Ks. Mieczysław Maliński: Chcę powtórzyć, że – niezależnie od tego, co znajduje się w "teczce" – nigdy nie chciałem nikomu szkodzić, uczynić jakiejkolwiek krzywdy. Tak zresztą, jak w ogóle w moim życiu. Jeżeli jednak – niezależnie od mojej woli i intencji – ktoś czuje się skrzywdzony, proszę, niech skontaktuje się ze mną i powie mi to, a ja zadośćuczynię, jak tylko będę mógł.

- Ksiądz już kilka razy mówił publicznie, że wielokrotnie rozmawiał z esbekami, zaprzeczając zarazem, że była to świadoma współpraca z SB. Jak to było: oni przychodzili do Księdza czy Ksiądz do nich? Czy zawsze na wezwanie, czy może z własnej inicjatywy? Czy to była rozmowa z jednym, czy z kilkoma? O czym chcieli słuchać? Co im Ksiądz chciał mówić?

– To były wezwania. Wezwania telefoniczne. Do mnie nigdy żaden esbek do mieszkania nie wszedł. Szedłem tam na określoną godzinę, no i rozmawiałem. Tematy dotyczyły przeważnie pielgrzymek papieskich, bo to było zwykle po moim powrocie ze świata, z papieskich pielgrzymek.

Czy potem Ksiądz o tych kolejnych spotkaniach mówił Kardynałowi albo komuś z władz kościelnych? W archidiecezji duchowni mieli zakaz samodzielnego rozmawiania z władzami, a jeśli to już zrobili, musieli informować przełożonych i po powrocie zdawać sprawę.

– Ja mówiłem Wojtyle tyle, że spotykam się, że rozmawiam.

– Rozumiem, że nie szczegółowo i nie po każdym spotkaniu?

– Nie po każdym i nie szczegółowo. Ale Wojtyła wiedział, że ja takie rozmowy prowadzę. Nawet mnie czasem zagadnął: no i co, rozmawiasz? Odpowiadałem: rozmawiam.

– A kiedy Wojtyła został Papieżem, czyjego następca kardynał Franciszek Macharski wiedział o tych Księdza rozmowach?

– Nie wiedział. Ograniczyłem się tylko do relacji składanych Wojtyle.

Całość wywiadu została umieszczona w najnowszym numerze "Tygodnika Powszechnego", który 24 października ukaże się w kioskach.

tell a friend :: comments 0


Łukaszenko ostro krytykuje Putina

Posted by admin on 2007-10-24 06:26:29 CEST


Andrzej Poczobut, Grodno

NATO już wchodzi do Gruzji i Ukrainy. Jeżeli Rosja nadal będzie się tak zachowywać, odejdą od was wszystkie republiki - mówił wczoraj rosyjskim dziennikarzom prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko

Był czas, kiedy wódkę piłem tylko z Jelcynem. On na mnie nasiądzie: "Ty mnie szanujesz czy nie?". Potem tak się "naszanowaliśmy", że dziesięć dni leczyć się musiałem - wspominał z rozrzewnieniem Łukaszenko i podkreślał, że z Władimirem Putinem, obecnym prezydentem Rosji i następcą Borysa Jelcyna, tak zażyłych stosunków nigdy nie miał.

To było widać choćby po tym, jak białoruski prezydent ostro krytykował Putina m.in. za sposób, w jaki rosyjski prezydent chce zachować władzę po wygaśnięciu wiosną przyszłego roku drugiej kadencji.

- On jest bezpartyjny, a mimo to stoi na czele listy Jednej Rosji [w grudniowych wyborach do Dumy]. To nie jest uczciwe - podkreślał Łukaszenko i dodawał, że Rosja wraca do czasów komunizmu, jakby zapominając, że sam niewiele się od Putina różni. - Kiedy oglądałem zjazd Jednej Rosji, to mnie aż przekrzywiło. To już było: to wychwalanie i lizusostwo. To jest kult jednostki - oburzał się Łukaszenko na konferencji dla dziennikarzy rosyjskich lokalnych mediów, którzy na zaproszenie prezydenta odwiedzają Białoruś.

Takie wizyty są już tradycją od czasu, kiedy Kreml wzmocnił kontrolę nad centralnymi mediami i w ten sposób pozbawił Łukaszenkę możliwości zwracania się do rosyjskiego społeczeństwa.

- Do czego się nie weźmiemy, od razu wychodzi temat ropy i gazu - tak białoruski prezydent scharakteryzował stosunki z Rosją. Przyznał, że podczas zeszłorocznych pertraktacji w sprawie cen na surowce energetyczne musiał się poniżać przed Putinem. - Mówiłem mu: my odpracujemy, będziemy was bronić... I co uzyskałem? Nic - oburzał się Łukaszenko.

Według niego taka polityka Rosji prowadzi do zwiększenia prozachodnich wpływów w byłych republikach radzieckich i wzmocnienia się NATO. - NATO już wchodzi do Gruzji i Ukrainy. Jeżeli Rosja nadal będzie się tak zachowywać, odejdą o was wszystkie republiki - przekonywał Łukaszenko.

Głupotą i chorymi ambicjami nazwał projekt budowania gazociągu z Rosji do Europy Zachodniej po dnie morza Bałtyckiego. Omijałby on nie tylko Białoruś, ale też Polskę. Dziś gaz na Zachód dociera przez oba te kraje rurociągiem Jamał - Europa. - W morzu przecież miny z czasów wojny są, więc po co przekładać gazociąg nad polem minowym? - pytał Łukaszenko, zapewniając, że zwolni rosyjskie spółki od opłaty za tranzyt gazu w ciągu pięciu lat, jeżeli będzie zbudowana druga gałąź Jamał - Europa.

Przy okazji Łukaszenko oświadczył, że nie ufa swemu otoczeniu i nie ma przyjaciół. - Prezydent nie może mieć przyjaciół. Ci "koledzy" cały czas dążą do obskubywania biznesmenów lub wyciągania pieniędzy, posługując się imieniem prezydenta - tłumaczył Łukaszenko. Pochwalił służby specjalne, które prowadzą działania operacyjne w celu zwalczania korupcji wśród najwyższych urzędników. - Informacje otrzymuję od synów. Jeżeli trzeba, oni pojadą, dowiedzą się i sfotografują - chwalił się białoruski prezydent.

Na koniec Łukaszenko oznajmił zdumionym dziennikarzom, że zawsze jest też informowany o ich zachowaniu oraz o tym, czym się interesują. - Wy jeszcze powiedzieć nie zdążycie, a już wszystko wiem - podkreślił.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Znów rosyjskie kłamstwa o Katyniu

Posted by admin on 2007-10-24 06:24:50 CEST


Wacław Radziwinowicz

Dziennik "Komsomolskaja Prawda" przysłał na wybory do Polski swego wysłannika Nikołaja Barsiegowa. Ale ten zamiast o polityce, napisał stek bzdur o... Katyniu

Niekompetentny dziennikarz spotkał po drodze do Polski 84-letniego generała Walentyna Warennikowa, który dał mu wykład o Katyniu. Weteran opowiedział reporterowi, a on przekazał czytelnikom, że Polaków wziętych do niewoli radzieckiej w 1939 r. zamordowali Niemcy. Potem hitlerowcy zmusili "pewnych Rosjan do złożenia zeznań, że Polaków rozstrzelało NKWD".

Barsiegow, pisząc o Polsce, skoncentrował się nie na wyborach, lecz na sprawie katyńskiej, bo natknął się w Warszawie na wystawę "Katyń". Zszokowany oskarżył Polaków o niesprawiedliwość i przenikliwie zapytał, dlaczego to "w stolicy polskiej nie otworzą wystawy o zdławieniu Powstania Warszawskiego?". Cóż, gdyby zawczasu coś przeczytał, odkryłby, że mamy w stolicy choćby Muzeum Powstania Warszawskiego.

Reporter relację z Polski oparł nie tylko na opowieści generała wsławionego udziałem w antydemokratycznym puczu w 1991 r. Poprosił "pracowników ambasady Rosji w Warszawie", by mu powiedzieli, co i historycy polscy piszą o Katyniu. Dyplomaci tłumaczyli, że w Katyniu na rozkaz Stalina - ustny, bo "dokumentów nie znaleziono", rozstrzelano 3 tys. Polaków. "Mówi się także - pisze gazeta - o egzekucjach na Ukrainie i w obwodzie twerskim. Ale mogił tam nie znaleziono".

"Komsomołka" robi z pracowników ambasady idiotów. Oni mogą nie wiedzieć o odkryciu grobów Polaków pod Charkowem, bo to Ukraina. Ale nie mogą nie wiedzieć, że 6314 polskich ofiar NKWD znaleziono w Miednoje pod Twerem. Nie mogą nie wiedzieć o przekazanych przez Borysa Jelcyna Polakom dokumentach dowodzących, że rozkaz zamordowania jeńców polskich wydały w 1940 roku władze radzieckie. Muszą to wiedzieć, bo te dokumenty wręczono Polakom jeszcze w 1992 r. właśnie w Warszawie.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Rozmowa z konsulem Iwanem Hrycakiem

Posted by admin on 2007-10-24 06:23:12 CEST


Rozmawiał Karol Adamaszek

Iwan Hrycak żegna się z Lublinem, bo kończy się jego czteroletnia kadencja konsula generalnego Ukrainy. Nasze miasto będzie wspominał dobrze. - Lublin może się stać "Mekką Wschodu" - mówi

Karol Adamaszek: Co uważa Pan za swój największy sukces?

Iwan Hrycak: Sukcesem jest to, że udało nam się otworzyć pierwszą placówkę dyplomatyczną w Lublinie. Nie ukrywam, że był to dla mnie czas szczególny. Z powodu bliskości Polski i Ukrainy.

Najczęstsze problemy w pracy?

- Oprócz normalnych spraw konsularnych, np. z wizami, mamy sporo przypadków kradzieży dokonywanych na obywatelach ukraińskich. Wzrosła też liczba małżeństw zawieranych z obywatelami polskim. Obecnie wynosi ok. 500 rocznie.

Co zdziałał konsulat pod Pana kierownictwem przez te cztery lata?

- Obejmujemy zasięgiem trzy województwa: lubelskie. podlaskie i podkarpackie. Dzięki konsulatowi polskie gminy podpisały mnóstwo dwustronnych umów z ukraińskimi. Patronowaliśmy też powstaniu przedsiębiorstw polsko- ukraińskich.

Kilkunastogodzinne kolejki na odprawę graniczną do Polski to skandal. Jest na to jakaś recepta?

- Od 2005 roku obroty handlowe między Ukrainą a Polską wzrosły o dwa miliardy dolarów. Obecnie wynoszą pięć miliardów. Nie dziwię się, że na granicy są kolejki. Trzeba budować nowe przejścia i terminale dla ciężarówek, a przede wszystkim wzmocnić kadry.

Tylko, że w dalszym ciągu, żeby przyspieszyć przejazd przez granicę trzeba dać łapówkę ukraińskim celnikom.

- Jako konsul nie miałem na to większego wpływu. Jako obywatel mogę powiedzieć, że celnicy będą brać, jeśli będą marnie zarabiać. Lepiej podnieść im płace.

Jak zareklamuje Pan Lublin swojemu następcy?

- Miasto rozwija się w dobrym kierunku. Jest pełne młodych ludzi. Myślę jednak, że potrzeba dużo czasu, żeby Lublin stał się "Mekką Wschodu", a chyba do miana tego aspiruje.

Kto Pana zastąpi?

- Nie mogę zdradzić. Będzie to wybitny dyplomata z ukraińskiego MSZ, który obejmie stanowisko na początku listopada.

Jak będzie Pan wspominał nasze miasto?

- To były wspaniałe cztery lata. Wcześniej byłem na placówkach w Paryżu, Pradze i Bratysławie, ale tu czuje się naprawdę dobrze. Żal odchodzić. Kocham Lublin.

Dla Gazety

Grzegorz Kuprianowicz, prezes Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie

W trakcie swej misji konsul generalny Ivan Hrycak wspierał inicjatywy społeczności ukraińskiej .Jest to ważne, ponieważ państwo ukraińskie cały czas dopiero poszukuje modelu współpracy z Ukraińcami mieszkającymi poza granicami Ukrainy. Warto wspomnieć, że konsulat stał się współorganizatorem organizowanych od 2002 r. przez społeczność ukraińską Lublina styczniowych uroczystości z okazji Dnia Niepodległości i Jedności Ukrainy.


Abp Abel, zwierzchnik prawosławnej diecezji lubelsko- chełmskiej

Współpraca z konsulem była dla mnie zaszczytem, bo oprócz dyplomaty jest on człowiekiem głęboko wierzącym. Wspomagał inicjatywy Kościoła prawosławnego, w tym szczególnie ważną pomoc charytatywną dla dzieci z Czarnobyla.


Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

tell a friend :: comments 0


Solidarność Stoczni Gdańsk za Jaworskim

Posted by admin on 2007-10-24 06:21:23 CEST


Krzysztof Katka

Dzień po deklaracji PO, że PiSowski szef Stoczni Gdańsk Andrzej Jaworski powinien odejść z posady, "Solidarność" zapowiedziała akcję obrony prezesa

Zakładowa "Solidarność" chce zorganizować pikietę pod Urzędem Marszałkowskim w "obronie stoczni". Napisaliśmy wczoraj, że politycy PO - m.in. przewodniczący partii na Pomorzu marszałek Jan Kozłowski zapowiadają wymianę szefów państwowych spółek, którzy są politykami PiS. Posadę ma stracić m.in. Andrzej Jaworski, etnolog nominowany przez PiS na prezesa Stoczni Gdańsk. Jeszcze kilka lat temu Jaworski zajmował się turystyką w Urzędzie Marszałkowskim w Gdańsku, w biznesie odnalazł się dzięki znajomości z prezydentem Lechem Kaczyńskim.

Zdaniem PO, działalność Jaworskiego szkodzi stoczni. Według polityków PiS, prezes jest świetnym menadżerem. Firma ma jednak kłopoty i z Komisją Europejską, która bada sprawę pomocy publicznej dla zakładu i z dalszym prowadzeniem samodzielnej działalności. Nadzieją jest wejście inwestora. Kilka dni przed wyborami Jaworski (jeden z kandydatów PiS do Sejmu) ogłosił, że inwestorem będzie ISD Polska, spółka Związku Przemysłowego Donbasu z Ukrainy.

Ukraińcy jeszcze nie zapłacili za udziały, bo do przejęcia kontroli nad firmą potrzebują zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urząd wyda decyzję najpóźniej na początku grudnia.

- Sytuacja zakładu jest taka, że rozważamy udzielenie kredytu kupieckiego na zakup blachy, aby można było kontynuować produkcję - mówi Konstanty Litwinow, prezes ISD Polska.

Pikietę "Solidarność" Stoczni Gdańsk zaplanowała na poniedziałek. - Zaczęła się nagonka na stocznię, jest też atak na dobrego prezesa - mówi Karol Guziewicz, wiceprzewodniczący zakładowej "S". - Będziemy protestować przeciwko Platformie, która chce wstrzymać prywatyzację naszej stoczni.

Skąd "S" dowiedziała się o tych planach?

- Gdzieś to było napisane. Nowak [Sławomir - red.], poseł Platformy, coś takiego zapowiadał - odpowiada Guzikiewicz.

- Niczego takiego nie mówiłem. Uważamy, że prywatyzacja jest konieczna, ale nie należy się z nią spieszyć - wyjaśnia Sławomir Nowak. - Warto poczekać chwilę, by nowy minister skarbu ocenił tę prywatyzację. Pośpiech PiS-wskiego prezesa stoczni nie jest tu wskazany i nie wiem, czym go tłumaczyć.

Inny poseł PO, Tadeusz Aziewicz, zaapelował wczoraj do PiS-owskich prezesów stoczni w Gdańsku i Gdyni, by podali się dymisji. - Skandalem był fakt, że zakładami kierowali politycy. Apeluję do nich o rezygnację. Tam potrzebni są menadżerowie - mówi Aziewicz. - Do stoczni powinna wkroczyć niezależna kontrola, zrobimy wszystko, żeby weszła tam Najwyższa Izba Kontroli.

"Solidarność" nie odwraca się jednak od Jaworskiego, kierownictwo związku jest wierne prezesowi. Przed rokiem popierało go w wyborach na prezydenta Gdańska.

- Damy po łapach każdemu, kto będzie chciał szkodzić stoczni. Akurat Jaworski nam pomógł. Niech nowy właściciel zdecyduje, czy ma nadal pracować - mówi Guzikiewicz.

Nowak: - Czujemy, że tu nie chodzi o stocznię, ale o obronę portfela pana Jaworskiego.

Prezes stoczni przebywał wczoraj za granicą. Poseł PiS Tadeusz Cymański uważa, że Jaworski nie powinien odchodzić z pracy. - Platforma dopiero 10 grudnia chce zastanawiać się co z koalicją, a śpieszy się jej do wymiany w spółkach państwowych. To źle wróży - mówi Cymański.

Konstanty Litwinow wyjaśnia, że prywatyzacji nie da się zatrzymać: - Gdy dostaniemy zgodę urzędu antymonopolowego, musimy wpłacić pieniądze za udziały, bo jesteśmy do tego zobowiązani. Takie zatrzymanie "na chwilę" opóźni nasze wejście do stoczni o kilka miesięcy, a ona potrzebuje pieniędzy już teraz.


Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto

tell a friend :: comments 0


Pomoc dla Kamisy

Posted by admin on 2007-10-24 06:19:18 CEST


Violetta Szostak

Chciałabym zrobić wszystko, żeby pomóc im odnaleźć się tutaj - mówi Mirosława Majerowicz-Klaus. To ona przyjęła do siebie rodzinę Kamisy, Czeczenki, która straciła trzy córeczki w czasie nielegalnej przeprawy przez granicę.

Po jasnej, ciepłej kuchni biega mały chłopiec. - Emi! Emi! - woła go kobieta, wstając zza kuchennego stołu, kiedy wchodzimy. To Kamisa.

Jest poniedziałkowy wieczór, jesteśmy w leśniczówce Emaus w Stefanowicach koło Nowego Tomyśla.

Przed miesiącem Polskę obiegła wstrząsająca wiadomość: patrol bieszczadzkiej straży granicznej natrafił w lesie na zziębniętą Czeczenkę, do piersi przyciskała małego chłopca, trzy jej córki zmarły z wycieńczenia. Chciała przedostać się nielegalnie przez granicę z Ukrainy do Słowacji, przewodnicy zostawili ją w górach z czwórką dzieci, trzy noce i dwa dni błądzili. To była Kamisa.

- Jechałam autem, kiedy podali w radiu tę wiadomość. Natychmiast zadzwoniłam do radia, zaczęłam szukać kontaktu z tą kobietą, zaproponowałam, że może u mnie zamieszkać - opowiada Mirosława Majerowicz-Klaus, poznanianka, właścicielka leśniczówki Emaus, w której prowadzi ośrodek psychoterapii dla rodzin.

Tutaj od 21 września mieszka Kamisa z niespełna trzyletnim synkiem Emim i mężem Paszą, który dojechał do nich. Czekają na status uchodźcy.

- Nie chciałam iść do obozu dla uchodźców, usłyszałam, że jakaś kobieta, Polka, chce nas przyjąć, przyjechałam... Od początku poczułyśmy się jak siostry, żyjemy jak rodzina - mówi Kamisa.

Ma 36 lat, jest piękną kobietą, patrząc na nią, trudno sobie wyobrazić, co przeszła. Na jej oczach trzy córki po kolei traciły przytomność i umierały. Dziewczynki miały 6, 10 i 12 lat. Najmłodszy Emi przeżył.

Emi biega teraz po domu w Stefanowicach. Bawi się z małą Agatą, córką gospodarzy. Jest godzina siódma wieczorem, zasiadają razem przed telewizorem i oglądają bajkę.

- Tu jest dobrze. Chcielibyśmy zostać w Polsce. Pracować. Znaleźć dom - mówią Kamisa i Pasza.

- Będzie im potrzebna pomoc. Są tu zupełnie sami. Mają teraz zasiłek, ale tylko przez jakiś czas. Chciałabym zrobić wszystko, żeby pomóc im odnaleźć się tutaj - mówi Mirosława Majerowicz-Klaus. Załatwiła już dla nich lekcje polskiego. - Muszą znaleźć jakieś zajęcie, to teraz bardzo ważne. Kamisa mogłaby uczyć się informatyki, interesuje się tym, może ktoś mógłby jej to umożliwić? - apeluje o pomoc. - Ale potrzebują też zwykłych rzeczy, bo przyjechali tak jak stali, nie mieli nic. Potrzebne im są ręczniki, pościele, ubrania, meble do domu, który może kiedyś znajdą, właściwie wszystko jest im potrzebne - dopowiada.

Kto chciałby pomóc rodzinie Kamisy, może kontaktować się bezpośrednio z Mirosławą Majerowicz-Klaus, tel. 0-68 384 17 43, 0-605 438 489.


Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

tell a friend :: comments 0


Tuesday, October 23 2007

Zbezcześcili symbole narodowe Ukrainy

Posted by admin on 2007-10-23 14:12:12 CEST

BŁYSKAWICZNE DOCHODZENIE NA UKRAINIE

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy znają już personalia wandali, którzy w piątek na górze Howerla zniszczyli ukraińskie symbole narodowe. Dwaj z nich to Rosjanie, jeden jest Ukraińcem.

Mogę powiedzieć, że oprócz personaliów wykonawców, ustaliliśmy nazwiska organizatorów tego aktu wandalizmu. Wszyscy oni są członkami zakazanego na Ukrainie EZM i znajdują się obecnie w Rosji - powiedział szef SBU Wałentyn Naływajczenko.

W piątek członkowie Euroazjayckiego Związku Młodzieży (EZM) współpracującego z prokremlowską młodzieżówką Nasi rozbili młotkiem znajdujący się na szczycie Howerla ukraiński herb i zamienili flagę Ukrainy na flagę EZM. Wszystko to nagrali i umieścili na swojej stronie internetowej wraz ze odpowiednio mocnym komentarzem.

Nazwali Ukrainę "pseudopaństwem", Julię Tymoszenko "pomarańczową małpą" i zagrozili podobnym akcjami, jeśli stworzony zostanie koalicyjny rząd Bloku Julii Tymoszenko i proprezydenckiego komitetu Nowa Ukraina-Ludowa Samoobrona.
SBU twierdzi, że nie wszystkie zdjęcia z akcji są prawdziwe. Uważa na przykład za zmanipulowane zdjęcia odpiłowywanego z masztu tryzuba - herbu Ukrainy. Zdaniem SBU wciąż znajduje się on na miejscu, choć na opublikowanych przez EZM zdjęciach widać, że został on zniszczony.

Naływajczenko ujawnił ponadto, że akcją dowodzili zza granicy Paweł Zarifulin i Aleksander Dugin - szef i główny ideolog Euroazjatyckiego Związku Młodzieży
Zabrane dowody zostały już przekazane prokuraturze i Ministerstwu Spraw Zagranicznych. MSZ dlatego zostało zaangażowane w sprawę, bo sprawa dotyczy przestępstw popełnionych przez obcokrajowców.

Oburzenie aktem wandalizmu wyraziła wczoraj kancelaria Wiktora Juszczenki, prezydenta Ukrainy, a także Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz wielu polityków. Komentując całe wydarzenie konsul generalny Rosji we Lwowie sugerował, że sprawcami przestępstwa mogą być obywatele Ukrainy.

W razie mianowania tej pomarańczowej małpy Julii Tymoszenko premierem tzw. Ukrainy, nie będziemy w stanie powstrzymać swych ukraińskich aktywistów przed prewencyjnymi akcjami, skierowanymi przeciwko tzw. kierownictwu tego pseudopaństwa

fragment oświadczenia EZM

Członkowie EZM wieszają swoją flagę w miejsce flagi Ukrainy. (Strona rossia3.ru sygnowana przez EZM)
Fot. Strona rossia3.ru sygnowana przez EZM






Фото и видео данной акции вы сможете посмотреть на ресурсах www.rossia3.ru

tell a friend :: comments 0


NBP: Tabela kursów średnich

Posted by admin on 2007-10-23 13:32:05 CEST

Nazwa waluty Waluta Średni kurs Poprzedni średni kurs Zmiana procentowa

SDR (MFW) 1 XDR 3.9973 4.0267 -0.7301 %
dolar Hongkongu 1 HKD 0.3319 0.3323 -0.1204 %
dolar amerykański 1 USD 2.5730 2.5753 -0.0893 %
dolar australijski 1 AUD 2.2966 2.2895 0.3101 %
dolar kanadyjski 1 CAD 2.6458 2.6544 -0.3240 %
euro 1 EUR 3.6566 3.6835 -0.7303 %
forint (Węgry) 100 HUF 1.4514 1.4589 -0.5141 %
frank szwajcarski 1 CHF 2.1927 2.2116 -0.8546 %
funt cypryjski 1 CYP 6.2592 6.3041 -0.7122 %
funt szterling 1 GBP 5.2522 5.2734 -0.4020 %
hrywna (Ukraina) 1 UAH 0.5088 0.5102 -0.2744 %
jen (Japonia) 100 JPY 2.2483 2.2657 -0.7680 %
korona czeska 1 CZK 0.1346 0.1357 -0.8106 %
korona duńska 1 DKK 0.4905 0.4940 -0.7085 %
korona estońska 1 EEK 0.2337 0.2354 -0.7222 %
korona norweska 1 NOK 0.4739 0.4797 -1.2091 %
korona szwedzka 1 SEK 0.3967 0.4009 -1.0476 %
korona słowacka 1 SKK 0.1089 0.1099 -0.9099 %
lew bułgarski 1 BGN 1.8696 1.8833 -0.7274 %
lira maltańska 1 MTL 8.5156 8.5792 -0.7413 %
lit litewski 1 LTL 1.0591 1.0668 -0.7218 %
nowy lej rumuński 1 RON 1.0829 1.0838 -0.0830 %
rand (RPA) 1 ZAR 0.3768 0.3751 0.4532 %
rubel rosyjski 1 RUB 0.1033 0.1037 -0.3857 %
łat łotewski 1 LVL 5.2088 5.2501 -0.7867 %
UGW/EUR Dotyczy: Austrii, Belgii, Finlandii, Francji, Grecji,
Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Luksemburga, Niemiec, Portugalii i Włoch


Źródło: ISI

tell a friend :: comments 0


Emigranci przesyłają do domu 8,5 mld dolarów rocznie

Posted by admin on 2007-10-23 13:30:14 CEST

Ukraińscy emigranci pracujący za granicą, w tym w Polsce, przekazują rocznie do swojego kraju prawie 8,5 miliarda dolarów. Dziennik "Dieło" pisze, że jest to 8 procent produktu krajowego brutto Ukrainy i suma prawie 2 razy większa niż bezpośrednie inwestycje zagraniczne

Dziennik zwraca uwagę, że informacja przedstawiona przez jedną z agend ONZ, oparta jest jedynie na oficjalnych danych. Nie biorą one pod uwagę pieniędzy przekazywanych za pośrednictwem znajomych i rodziny. W takim wypadku suma pieniędzy przesyłana na Ukrainę może przewyższać nawet 21 miliardów dolarów.

"Dieło" pisze, że ukraiński emigrant zarabia miesięcznie średnio 800 dolarów, najmniej w Polsce - pracując u rolnika około 500, a najwięcej w Portugalii, gdzie na budowie można zarobić nawet 1500 dolarów. Nieoficjalnie mówi się, że za granicą pracuje -na stałe i od czasu do czasu- 7 milionów Ukraińców. Szukają oni pracy najczęściej w krajach Unii Europejskiej oraz w Rosji. Oficjalne pozwolenie ma jedynie pół miliona.

tell a friend :: comments 0


Nowy system radarowy skompromituje Polskę

Posted by admin on 2007-10-23 13:26:09 CEST


Mariusz Zielke, Puls Biznesu

Straż Graniczna kupiła system łączności dla radarów, który zdaniem ekspertów skompromituje Polskę.

Straż Graniczna kupiła system łączności dla radarów, który zdaniem ekspertów skompromituje Polskę.

Przetargi w Straży Granicznej nadzoruje Lucjan Bełza, szef logistyki. Przez lata zaliczano go do grupy tzw. nikowców, zaufanych urzędników Lecha Kaczyńskiego, wywodzących się z Najwyższej Izby Kontroli. Znany amator nowinek technicznych, kiedy był szefem biura bezpieczeństwa Warszawy, chciał na przykład, by miasto patrolował samolot bezzałogowy Hobbit, którego niektórzy nazwali potem bełzolotem. W maju 2007 r., mimo wielu ostrzeżeń, zaakceptował zakup systemu transmisji danych dla radarów chroniących granicę polską i unijną. Projekt ważny, bo choć system ma kosztować pograniczników niespełna 5 mln zł, to od jego działania zależy praca nowoczesnych radarów wartych 40 mln euro.

Zdaniem wielu ekspertów, radiowa transmisja danych dla radarów byłaby dobra, ale nie w technologii, na którą uparła się Straż Graniczna. Zażądała, by system działał w tzw. nielicencjonowanych pasmach częstotliwości. Są one ogólnodostępne i niechronione, przeznaczone co najwyżej dla sieci osiedlowych, a nie do zastosowań profesjonalnych czy militarnych.

- System transmisji danych ważny dla bezpieczeństwa państwa w paśmie nielicencjonowanym to absurd, totalna pomyłka techniczna oraz ogromny wstyd dla Polski - mówi bez ogródek Krzysztof Płatek, jeden z najlepszych specjalistów od systemów radiowych w Polsce, konsultant wielu projektów radiowych, w tym dla Straży Granicznej i policji.

Jego słowa potwierdzają inni eksperci. Aleksander Orłowski, szef zakładu systemów radiowych w Instytucie Łączności, uważa takie projekty za przykład radosnej twórczości: kupmy coś, a potem jakoś to będzie.

- Pasma te nie są przeznaczone dla systemów ważnych dla bezpieczeństwa - uważa Orłowski.

Pograniczników ostrzegano wielokrotnie. Telekomunikacja Polska informowała, że system "będzie bardzo narażony na możliwość przechwycenia transmisji i jej podsłuchanie". Z kolei prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej sugerował w marcu 2007 r. Straży Granicznej "przeanalizowanie zasadności budowy" tak pomyślanego projektu. Przedstawiciele kilku różnych firm w rozmowach z "PB" określali działanie pograniczników jednoznacznie: głupota.

- Znaleźliśmy jedyne wyjście - odpiera zarzuty Lucjan Bełza, zastępca komendanta Straży Granicznej.

Część firm posądzała Straż Graniczną o ustawienie przetargu na ten system. W poprzednich, unieważnionych przetargach na łączność konkurencja była ostra. W tym wystartował tylko olsztyński Sprint. Zanim złożył ofertę, firma Biatel poinformowała straż w proteście, że specyfikacja jednoznacznie faworyzuje system Motorola Canopy. Sprint zaoferował właśnie to rozwiązanie. Ustaliliśmy, że na dwa miesiące przed rozpoczęciem przetargu Sprint przeprowadził dla funkcjonariuszy straży pokaz działania tego rozwiązania. Dlaczego jedynie tę firmę poproszono o pokaz, a potem opracowano specyfikację do tzw. nieograniczonego przetargu, którą dziwnym trafem zaakceptował tylko Sprint?

- Analizowaliśmy różne rozwiązania prawne i techniczne. Funkcjonariusze oddziału morskiego straży dowiedzieli się, że na rynku jest nowa amerykańska technologia mogąca odpowiadać naszym potrzebom. Poprosili o prezentację. Wypadła bardzo dobrze. Testowanie nowego sprzętu lub technologii to normalny tryb postępowania - tłumaczy Lucjan Bełza.

Kto polecił tę technologię? Nie wiadomo.

Sprint zapewnia, że podczas starań o kontrakt nie podejmował zakulisowych zabiegów, tylko zwykłe działania handlowe: prezentację i złożenie oferty.

Lucjan Bełza dobrze znał firmę Sprint. Ona wykonywała wszystkie etapy systemu monitoringu w Warszawie. Bełza do stycznia 2006 r. był szefem biura bezpieczeństwa stolicy oraz Zakładu Obsługi Systemu Monitoringu (ZOSM). Wielokrotnie w mediach prezentował postępy prac i nowe pomysły. Twierdzi jednak, że nie miał kontaktów z firmą.

- Jako dyrektor odpowiadałem za sprawy w skali makro w odniesieniu do aspektów bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego w stolicy - tłumaczy.

W listopadzie 2005 r. kierowany przez niego ZOSM wraz z komendą stołeczną policji zlecili Sprintowi z wolnej ręki stworzenie monitoringu opartego na łączach radiowych. Wartość umowy wynosiła blisko 10 mln zł. W kontrakcie znalazła się klauzula, że 5,6 mln zł Sprint dostanie do końca grudnia 2005 r. Nie za zainstalowanie urządzeń, tylko za ich dostarczenie do magazynu. Od tego momentu liczyła się też gwarancja na sprzęt (Sprint miał pobrać za gwarancję prawie 0,5 mln zł;). Gwarancja więc płynęła, a sprzęt w wyniku opóźnień realizacji częściowo został zainstalowany dopiero przed wakacjami 2007 r., z rocznym opóźnieniem.

- Realizacja tej umowy to zadanie policji. Nie wtrącałem się do prac komisji przetargowych i nie miałem wpływu na wybór firm w przetargach - podkreśla Bełza.

Jeden z naszych informatorów twierdzi inaczej.

- Bełzę nazywano ekscelencją i wszystko z nim konsultowano - mówi.
Pracownicy ZOSM zaprzeczają.

- Ja podpisałem umowę ze Sprintem na podstawie pełnomocnictwa dyrektora Bełzy. Za wybór wykonawcy odpowiadała policja. Co do kontaktów ze Sprintem, to dyrektor więcej im robił problemów, niż pomagał. To uczciwy człowiek, do przesady skrupulatny w przestrzeganiu procedur - mówi Jacek Gniadek, obecny szef ZOSM.

Tak samo mówi inny kluczowy pracownik ZOSM pracujący przy monitoringu. Być może więc ścieżki Lucjana Bełzy i Sprintu w Straży Granicznej zeszły się całkowicie przypadkowo.



Ciemna strona mocy

Budowę systemu łączności dla radarów - wbrew opinii wielu ekspertów - trudno będzie uzasadnić. Krzysztof Płatek twierdzi, że kupiony przez Straż Graniczną system nie spełnia warunków technicznych postawionych w przetargu, nie zapewnia wymaganej funkcjonalności i złamie prawo, przekraczając dopuszczalną według unijnych i polskich przepisów moc promieniowania. Płatek przedstawia obliczenia potwierdzające jego opinie.

Dlaczego mimo wielu ostrzeżeń kontynuowano prace? Lucjan Bełza wyjaśnia, że straż zobowiązała się w kontrakcie z wykonawcą systemu radarów do zapewnienia łączności. Gdyby jej nie zagwarantowała, wykonawca miałby na nią haka. A przy budowie systemu było już wiele przestojów i problemów.

- Technologię Motoroli wykorzystują służby graniczne USA oraz wojsko podczas działań w Iraku. Według analiz technicznych, tylko ona umożliwiała nam terminowe zrealizowanie celu: zapewnienie bezpiecznej transmisji danych dla radarów - uzasadnia Lucjan Bełza.

- Bzdura. Istnieje wiele innych sposobów. Żaden cel nie zostanie osiągnięty, bo system działający niezgodnie z prawem trzeba będzie rozebrać - mówi Płatek.

Sprint i Motorola nie zgadzają się z ekspertami i zapewniają, że projekt zrealizują zgodnie z prawem oraz z wymaganiami Straży Granicznej.

- Nie rozumiem, jak można oceniać system, który dopiero tworzymy. Ten projekt okaże się sukcesem - zapewnia Marek Kamiński, wiceprezes Sprintu.

Zobaczymy. Lucjan Bełza obiecał, że przy odbiorach technicznych będzie obecny ekspert zewnętrzny, a Sprint dostanie pieniądze za projekt dopiero wtedy, gdy wszystko będzie działać.

- Nie zadziała, bo fizyki nie da się oszukać - uważa Krzysztof Płatek. n

Krok od afery

Budowa nowoczesnych systemów ochrony granic przypomina pasmo afer i niepowodzeń. Polska chciała zrealizować dwa projekty: morski (za 40 mln euro) i lądowy (za 52,5 mln euro). Prace nad nimi rozpoczęto w 2004 r. Już w pierwszym przetargu projektu morskiego doszło do skandalu: Komisja Europejska nie zaakceptowała jego wyniku i narzuciła nam wykonawcę. Potem pojawiły się problemy z odbiorem pilotowego odcinka i z kolejnym przetargiem, który zaskarżył Tomasz Czajkowski, prezes Urzędu Zamówień Publicznych. Skargę po roku wycofał, ale proces spowodował ryzyko utraty finansowania projektu. W 2006 r. ABW zatrzymała dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej za rzekome nieuprawnione kontakty z oferentami.

Nasze cenne granice

3,5

tys. km Tyle liczą polskie granice z siedmioma sąsiadami. Granica morska ma 395 km.

2

tys. Tyle zatrzymano w I połowie 2007 r. osób, które przekroczyły lub próbowały przekroczyć nielegalnie granicę. Przodują obywatele Ukrainy (blisko 650 osób).


20

Tylu organizatorów nielegalnych przerzutów przez granicę zatrzymano od stycznia do lipca 2007 r. Udaremniono 33 próby zorganizowanego przerzutu ludzi.

Już pisaliśmy

"Puls Biznesu" 14 marca 2007 r., nr 52

W marcu, po bardzo krytycznych opiniach ekspertów o planach Straży Granicznej oparcia systemu ważnego dla ochrony granic na pasmach nielicencjonowanych, ostrzegaliśmy przed przyjęciem tej koncepcji. Bez skutku: system kupiono, nie prosząc o konsultacje specjalistów.

Blisko kompromitacji

O ile chroniące morską granicę radary są instalowane, o tyle poległ projekt lądowy, który miał się opierać na systemie wież z nowoczesną aparaturą. Pierwsze postępowanie z 2005 r. unieważniono z powodu banalnych błędów, potem w kolejnym wyrzucono niemal wszystkich oferentów, z kilkudziesięciu chętnych pozostawiając w grze jedno konsorcjum. Powody wykluczeń były kuriozalne: firmy zagraniczne złożyły nieprawidłowe zaświadczenia o niekaralności członków zarządów. Procedura się przeciągała, a w 2006 r. pogranicznicy tak podnieśli wymagania, że firmy złożyły oferty trzykrotnie droższe, niż przewidywał budżet (700 mln zł, zamiast 220 mln zł;). Przetarg unieważniono. Pieniądze poszły na wyposażenie pograniczników.

Mariusz Zielke


Źródło: Puls Biznesu

tell a friend :: comments 0


MSZ ma nadzieję na kontynuowanie współpracy z Polską

Posted by admin on 2007-10-23 13:19:54 CEST

Ukraiński MSZ ma nadzieję, że mimo zmiany rządów w Polsce dotychczasowe, ścisłe relacje między Kijowem a Warszawą będą kontynuowane. Także były szef ukraińskiej dyplomacji Borys Tarasiuk uważa, że stosunki polsko-ukraińskie nie zmienią się.

Ukraina wierzy, że współpraca z nowym rządem Polski (...) będzie oparta na zasadach przyjaźni - oświadczył rzecznik ukraińskiego MSZ Andrij Deszczyca na konferencji prasowej w Kijowie.

Deszczyca podkreślił przy tym, że Ukraina jest wdzięczna Polsce za poparcie i pomoc w realizacji "kursu integracji euroatlantyckiej".

- Jesteśmy przekonani, że intensywne i korzystne dla obu stron relacje między Ukrainą i Polską są podstawą i gwarancją stabilności, bezpieczeństwa i rozwoju zjednoczonej Europy - zaznaczył Deszczyca.

Były szef ukraińskiego MSZ Borys Tarasiuk uważa, że rządy Platformy Obywatelskiej nie doprowadzą do zmiany stosunków polsko- ukraińskich.

- Doświadczenie współpracy Polski i Ukrainy pokazuje, że relacje między dwoma państwami nie są zależne od zmian rządów czy prezydentów - podkreślił.

- Strategiczne partnerstwo będzie kontynuowane - powiedział Tarasiuk, który po wyborach parlamentarnych z 30 września na Ukrainie będzie deputowanym proprezydenckiego bloku Nasza Ukraina- Ludowa Samoobrona.

Tarasiuk wyraził przekonanie, że deklaracje Donalda Tuska o chęci poprawy stosunków Warszawy z Moskwą nie oznaczają pogorszenia relacji z Ukrainą. "Życzymy, by stosunki Polski i Rosji były lepsze" - powiedział.

Zdaniem Tarasiuka współpraca między rządami Polski i Ukrainy układała się poprawnie niezależnie od tego, kto stał na czele rządów w obu krajach. Wyjątkiem od tej reguły był prawie roczny zakaz wwożenia polskiego mięsa na Ukrainę, który obowiązywał od marca 2006 r. do lutego 2007 r. - przypomniał były szef ukraińskiej dyplomacji.

tell a friend :: comments 0


Litewski minister gospodarki: rurociąg Przyjaźń będzie suchy

Posted by admin on 2007-10-23 13:18:28 CEST

Litewski minister gospodarki Vytas Navickas wątpi, czy Rosja wznowi przesył ropy na Litwę przez rurociąg Przyjaźń, wstrzymany w lipcu 2006 r.

"Nasza nadzieja [na wznowienie przesyłu ropy] słabnie, ale nie ma jeszcze przekonujących informacji o tym, że drogę przesyłu zamknięto całkowicie" - Navickas powiedział w wywiadzie dla tygodnika Ekstra.

Navickas dodał, że Rosja musi poinformować Litwę i Europę, czy dostawy zostaną wznowione.
Minister twierdzi, że rosyjscy eksperci uważają rurociąg na Litwę za mało interesujący, ponieważ jego roczna przepustowość wynosi 17 mln ton ropy. Rafineria w Możejkach może przerobić do 12 mln ton, z czego 6-8 mln ton będzie eksportowane przez terminal w Butyndze.

"Skoro Rosja eksportuje 250 mln ton ropy rocznie, a Litwa stanowi 7-8% tego eksportu, jest zrozumiałe, że Rosja nie specjalnie przejmuje się odgałęzieniem Przyjaźni na Litwę" - powiedział Navickas.

Litwa wiąże duże nadzieje z budową rurociągu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk na podstawie umowy podpisanej 10 października w Wilnie.

Po podpisaniu umowy prezydent Litwy Valdas Adamkus powiedział, że Litwa nie jest już zainteresowana wznowieniem dostaw ropy na Litwę przez rurociąg Przyjaźń.

Naviskas powiedział, że projekt przedłużenia rurociągu Odessa-Brody jest bardzo realistyczny i banki nie odmówią finansowania go.

Litwa, Polska, Ukraina, Gruzja i Azerbejdżan podpisały 10 października w Wilnie umowę, na mocy której utworzono spółkę Sarmatia. Litwa ma w spółce udział w wysokości 1% i zainwestuje w nią 100.000 litów. Pozostałe kraje zainwestują 2.5 mln litów każdy.

tell a friend :: comments 0


"Ukraina Mołoda": Polacy odrzucili jedynie słuszną linię partii

Posted by admin on 2007-10-23 13:17:08 CEST

Dziennik "Ukraina Mołoda" ocenia, że w niedzielnych wyborach parlamentarnych "Polacy odrzucili jedynie słuszną linię partii" i "wybrali drogę otwarcia i liberalnych reform".

"Polacy odrzucili jedynie słuszną linię partii rządzącej (PiS) z jej nieustającym moralizowaniem. (...) Okazało się, że do szczęścia nie wystarcza im wyłącznie polowanie na »komunistycznych grzeszników i skorumpowanych«" - skomentował publicysta Antin Borkowski. "Polacy wybrali drogę otwarcia i liberalnych reform" - dodał.

Dziennik "Hazeta24", porównując programy wyborcze PO i PiS, zauważa, że nie ma między nimi większych różnic. Zdaniem gazety rządy PO dają jednak nadzieję na normalizację relacji między Warszawą a innymi stolicami europejskimi.

"Eksperci oczekują, że polityka zagraniczna Polski będzie teraz bardziej ustępliwa wobec partnerów zewnętrznych" - czytamy.

Gazeta prognozuje jednocześnie, że stosunki Polski z Rosją nie ulegną natychmiastowej poprawie.

"Ministrem spraw zagranicznych w rządzie Tuska może zostać Radosław Sikorski. W Rosji polityk ten uważany jest niemal za wroga. Moskwa zapewne nie zapomni, jak Sikorski porównał ideę budowy gazociągu na dnie Bałtyku (z Rosji do Niemiec - PAP) do paktu Ribbentrop-Mołotow" - napisała "Hazeta24".

tell a friend :: comments 0


Strzały w konsulacie

Posted by admin on 2007-10-23 06:27:04 CEST


Włodzimierz Kalicki

21 października 1933


Stepan Bandera zarządził w 1933 r. przeprowadzenie na terenie Polski akcji antysowieckich.

Mykoła Łemyk, student pierwszego roku Wydziału Matematyczno- Przyrodniczego Uniwersytetu Jana Kazimierza, budzi się wczesnym rankiem w lwowskim hoteliku Narodna Hostynnycia. Zatrzymują się tu niemal wyłącznie Ukraińcy. Łemyk, 18-letni Ukrainiec z zamożnej rodziny ze wsi Sołów w powiecie przemyślańskim, kończy poranną toaletę, zakłada nowy garnitur i nowe trzewiki. Kupił je wczoraj po południu. Stare ubranie wkłada do podniszczonej teczki. Wyjmuje niemiecki rewolwer Ortgesch kaliber 7,65 mm, w czasie wojny światowej broń służbową niemieckiej Reichswehry. Broni tej prywatnie kupić nie sposób nawet w Niemczech. Łemyk sprawdza, czy we wszystkich komorach bębna są naboje, i wychodzi na miasto.

Po śniadaniu spotyka się z niskim blondynem, którego zna pod nazwiskiem Ksawery Brudas. Oddaje mu pakunek ze starym ubraniem. Brudas wręcza mu dokładny plan pomieszczeń konsulatu ZSRR przy ul. Nabielaka, opisuje, jak wygląda sowiecki konsul, i na odchodnym poleca, by strzelać z bliska, dwa razy.

Mykoła Łemyk jest członkiem nielegalnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. OUN walczy terrorystycznymi metodami o utworzenie niezależnego państwa ukraińskiego. Bojowcy OUN podpalali polskie urzędy i budynki swych politycznych przeciwników w społeczności ukraińskiej, dokonywali aktów sabotażu, skrytobójczych mordów przedstawicieli władz, z których najgłośniejszym było zamordowanie przed dwoma laty posła Tadeusza Hołówki.

Napad w zeszłym roku na pocztę w Gródku Jagiellońskim, podczas którego Ukraińcy zastrzelili niewinne, postronne osoby, zakończył się kompromitacją OUN. Władzę nad organizacją w Polsce objął Stepan Bandera. Przed czterema miesiącami przywódcy OUN na tajnej konferencji w Berlinie zdecydowali, że bojowcy w Polsce - dla poprawienia nadszarpniętej po napadzie w Gródku Jagiellońskim reputacji - mają zaprzestać napadów dokonywanych dla zdobycia gotówki, a nasilić powinni akcje antysowieckie.

W ostatnich dniach września do Mykoły Łemyka zgłosił się jego znajomy, aktywista OUN, gimnazjalista Majewski, który polecił Mykole spotkać się na ul. Potockiego z łącznikiem organizacji. Łącznik ów, który przedstawił się jako Ksawery Brudas, dostarczył Łemykowi rewolwer i 30 naboi. Zapowiedział, że będzie robota, i kazał mu nauczyć się strzelać. Łemyk pojechał do rodziców na wieś i tam, w stodole, oddał pięć próbnych strzałów. Wczoraj wrócił do Lwowa i spotkał się z Brudasem. Łącznik przekazał rozkaz OUN - Łemyk ma zastrzelić sowieckiego konsula. Do polskich policjantów w żadnym wypadku strzelać nie wolno.

Przed sowiecki konsulat Łemyk dociera o 12. Na chodniku przed budynkiem stoi posterunkowy policji, obok niego kilku interesantów. Łemyk dołącza do nich. Po chwili z konsulatu wychodzi jeden z woźnych i pyta, czego chcą. Wszyscy deklarują po ukraińsku, że starają się o wyjazd z Polski na stałe, na sowiecką Ukrainę, i chcą złożyć podania o sowieckie paszporty. Woźny przynosi formularze. Petenci wypełniają je na dworze, przed drzwiami konsulatu. Co chwila mylą się, pytają o coś woźnych. Ci nie potrafią jednak udzielić wyjaśnień. Łemyk przedstawia się jako student i pomaga wypełniać rubryki formularzy. W końcu prosi woźnego, by mógł w imieniu grupki petentów porozmawiać z konsulem.

Woźny znika we wnętrzu. Po chwili wychodzi kurier konsulatu i prowadzi Łemyka do środka. Za biurkiem siedzi Aleksiej Majłow. Oficjalnie Majłow jest naczelnikiem kancelarii konsulatu, w rzeczywistości zaś - rezydentem sowieckiego wywiadu. Majłow urzędniczym żargonem pyta interesanta, dlaczego chce się widzieć z konsulem. Łemyk nie zdaje sobie sprawy, że przed nim siedzi naczelnik kancelarii, a nie konsul. Wyjaśnia, że chciałby zasięgnąć informacji w sprawie wyjazdu na sowiecką Ukrainę. Gdy kurier, który go wprowadził, wychodzi, Łemyk wyjmuje z kieszeni rewolwer i strzela dwa razy. Martwy Majłow osuwa się na podłogę.

Na odgłos strzałów z sąsiedniego pokoju wbiega pracownik konsulatu Iwan Dżugaj. Łemyk strzela do niego i trafia w rękę. Ranny Dżugaj ucieka z powrotem do swego pokoju i zamyka drzwi na klucz.

Strzały słyszy także siedzący w hallu na parterze odźwierny Gabriel Mandzij. Gdy odźwierny podbiega do drzwi kancelarii, Łemyk strzela do niego. Chybia. Pocisk tłucze szybę. Mandzij wciska na swoim pulpicie guzik alarmowy blokujący także drzwi i ucieka do piwnicy. Reszta sowieckich urzędników przekonana jest, że napastników jest wielu. Przerażeni funkcjonariusze barykadują się w swoich pokojach.

Na pierwszym piętrze otwiera się okno. Pojawia się w nim sowiecki wicekonsul Gołub i rozpaczliwie wzywa na pomoc pilnującego porządku przed konsulatem posterunkowego policji Trzemżalskiego. Policjant nie rozumie chaotycznych krzyków sowieckiego funkcjonariusza, wcześniej słyszał jednak strzały. Biegnie do najbliższego sklepu i telefonuje na posterunek. Potem wraca i próbuje wejść do konsulatu, ale drzwi są zablokowane. Elektryczny zamek odblokować może tylko odźwierny zza swojego pulpitu. Przerażony Mandzij siedzi jednak w piwnicy. Posterunkowy nerwowo szuka okna bez krat. Daremnie. Sowiecki konsulat przypomina twierdzę.

W hallu Łemyk próbuje otworzyć drzwi. On też nie potrafi dać sobie rady z elektryczną blokadą.

Zamachowiec jest w potrzasku.

Przed konsulatem zjawiają się zaalarmowani przez Trzemżalskiego policjanci. Na pytanie aspiranta Bartuzela, co się dzieje, posterunkowy Trzemżalski wyjaśnia: "Sowieccy się w środku strzelają".

Z okna na piętrze wicekonsul Gołub znów wzywa pomocy. Aspirant Bartuzel nie waha się ani chwili - rozkazuje posterunkowemu wspinać się razem z nim po kratach i rynnie na pierwsze piętro. Obaj policjanci wchodzą przez okno gabinetu wicekonsula i schodzą na parter. Na widok zaczajonego przy drzwiach wejściowych młodego mężczyzny krzyczą: "Policja! Ręce do góry!". Łemyk ma jeszcze w bębenku rewolweru dwa naboje, ale posłusznie odkłada broń i podnosi ręce. Zapytany o nazwisko przedstawia się i od razu oświadcza, że jest członkiem OUN i zamachu dokonał na rozkaz organizacji.

Policjanci wyprowadzają go. W chwilę później nadjeżdża limuzyna z przedstawicielami władz. Starosta grodzki dr Klimow i delegat urzędu wojewódzkiego referendarz Wagner składają kondolencje sowieckiemu konsulowi. Chwilę później zjawiają się sędzia śledczy i prokuratorzy. O 14 przybywa z kondolencjami wicewojewoda lwowski.

W wydziale śledczym trwa przesłuchanie Łemyka. Młody zamachowiec jest spokojny. Powtarza, że jest członkiem OUN i zamachu dokonał w imię wolnej Ukrainy.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Jewgienij ciągle za mało Polski

Posted by admin on 2007-10-23 06:19:11 CEST

Jewgienij Gielara, któremu Urząd ds. Cudzoziemców odmówił pobytu w Polsce, choć 19-latek ma tu rodzinę, będzie mógł studiować jak obywatel Polski. Zgodziły się na to władze Uniwersytetu Warszawskiego.

O sprawie pisaliśmy wielokrotnie. Jewgienijowi odmówiono prawa pobytu na dłuższy czas w Polsce w marcu, czerwcu i we wrześniu. Chłopak nie dostał wizy, groziła mu deportacja. Wizę udało się zdobyć dopiero w konsulacie polskim we Lwowie.

Kłopoty Jewgienija zaczęły się rok temu, gdy stał się pełnoletni i zaczął studia na UW. Jego matka Halina, obywatelka Ukrainy, w 2000 r. wyszła za Jerzego Kostrzewskiego. Dwa lata później sprowadziła do Polski swoich synów: Jewgienija i młodszego Igora. Wszyscy mieszkają w domu w Konstancinie-Jeziornie. Pani Halina, choć jest żoną Polaka, a jej rodzice i dziadkowie pochodzą z Polski, do dziś nie ma obywatelstwa polskiego. W 1945 r. jej rodzina została siłą wysiedlona za Bug, pani Halina dotarła do papierów, które potwierdzają historię jej rodziny, m.in. do świadectwa szkolnego ojca, dokumentów w archiwum we Lwowie stwierdzających, że rodzina została pozbawiona majątku na terenie Polski i wywieziona na Ukrainę.

Dla urzędników to jednak nie są wystarczające dowody polskiego pochodzenia. Żądali, by dostarczyła zaświadczenie z parafii rzymskokatolickiej, bo urząd przynależność wyznaniową traktuje jako jedno ze świadectw polskości.

Sprawą Kostrzewskich zajęła się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Pilotuje ją bezpośrednio prawnik fundacji Ewa Ostaszewska. - Teraz wszystko w rękach wojewódzkiego sądu administracyjnego, do którego złożona została skarga na decyzję Urzędu ds. Cudzoziemców i wojewody, który ma podjąć decyzję w sprawie zezwolenia na pobyt w Polsce Jewgienija - mówi.

Urząd ds. Cudzoziemców nie odpowiadał na nasze pytania w sprawie Jewgienija i rodziny Kostrzewskich przez tydzień. W końcu otrzymaliśmy wyjaśnienie podpisane przez Tomasza Lipskiego, dyrektora departamentu legalizacji pobytu. Czytamy w nim, że Jewgienij nie spełnia wymogów podanych w ustawie o cudzoziemcach w przypadku osiedlenia się na terenie naszego kraju czy uzyskania obywatelstwa. Aby móc ubiegać się o pobyt na dłuższy czas, musiałby od trzech lat być mężem Polki lub przebywać na terenie naszego kraju od dziesięciu lat. Urząd twierdzi również, że według art. 5 ust. 1 pkt 2 Jewgienij mógłby starać się o osiedlenie, ale musiałby udowodnić swój związek z polskością. Przypomnijmy, że jego wniosek w tej sprawie został odrzucony między innymi dlatego, że pochodzący z Ukrainy Jewgienij nie obchodził świąt Kościoła rzymskokatolickiego (jego rodzina jest greckokatolicka). Teraz urzędnik podkreśla, że nie jest prawdą, że odmowa wynikała jedynie z faktu, iż chłopak "jest wyznania greckokatolickiego".

Lipski dodaje jednak, że cudzoziemiec nie musi rozstawać się z rodziną, bo może starać się o pobyt czasowy. To nie satysfakcjonuje Kostrzewskich. Nie chcieliby starać się o wizę dla syna co kilka miesięcy i żyć w napięciu, czy ją dostanie. - Dla urzędników liczą się tylko podpunkty, a my znów będziemy siedzieć jak na szpilkach, bo horror, jaki mieliśmy w tym roku, że w każdej chwili syna mogli deportować, będzie mógł się powtórzyć - martwi się pani Halina.


Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

tell a friend :: comments 0


Komandosi zajęli największą rafinerię na Ukrainie

Posted by admin on 2007-10-23 06:17:27 CEST

Po problemach z rosyjskim gazem na nowy prozachodni rząd Ukrainy spadły teraz problemy z ropą naftową z rosyjskiego Tatarstanu. Tamtejszy państwowy koncern Tatnieft wstrzymał dostawy surowca do największej rafinerii na Ukrainie, w której w niejasnych okolicznościach władzę przejął siłą były prezes

Od piątku ukraińska rafineria w Krzemieńczugu nie dostaje ropy z Tatarstanu, która zaspokaja 80 proc. zapotrzebowania zakładu. Rafineria jest największa na Ukrainie i ma 35 proc. udziału w tamtejszym rynku paliwowym. Może przerabiać 18,6 mln ton ropy rocznie, prawie półtora razy więcej niż rafineria Orlenu w Płocku.

Wszystko zaczęło się od nagłego zajazdu na zakład. W piątek rano do centrali rafinerii wdarło się 50 komandosów w uniformach przypominających mundury ukraińskiej jednostki antyterrorystycznej Berkut. Napastnicy pobili ochroniarzy rafinerii, zamknęli jej władze w biurowcu, a rządy nad zakładem przejął jego były prezes Pawieł Owczarenko. Został on zaocznie zwolniony z posady jesienią 2004 r., ale potem zaskarżył tę decyzję do sądu. Pod koniec września, tuż przed wyborami na Ukrainie, sąd przywrócił Owczarence stanowisko prezesa.

Zajazd wywołał skandal międzynarodowy, bo strategicznym udziałowcem rafinerii jest koncern Tatnieftt, który należy do władz Tatarstanu. Premier Tatarstanu zwrócił się do rządu w Kijowie o interwencję. Tatnieft wzmocnił wniosek, zakręcając kurek z ropą. Zamieszanie wybuchło w chwili, kiedy prozachodnie partie pomarańczowych, który wygrały wybory na Ukrainie, nie powołały jeszcze nowego rządu. Dotychczasowy milczy.

Ukraińskie i rosyjskie gazety gubią się w domysłach, o co chodzi. Wiadomo, że dotychczasowy rząd premiera Wiktora Janukowycza chciał przejąć kontrolę nad rafinerią, zarzucając tatarskim partnerom, że blokują wprowadzenie przepisów o obowiązkowych zapasach paliw. Tatnieft odrzucał zarzuty, popierany przez prezydenta Wiktora Juszczenko. Dotychczasowy minister energetyki Ukrainy Jurij Bojko jakby przewidział możliwość wstrzymania dostaw z Tatarstanu i podpisał porozumienie o dostawach surowca przez naftową kompanię Gazpromu. Na Ukrainie spekulowano, że Gazprom zostanie głównym dostawcą do Krzemieńczuga, a potem przejmie kontrolę nad tą rafinerią. Do rosyjskich koncernów należy już większość ukraińskich rafinerii.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Monday, October 22 2007

Kolejki na przejściu granicznym w Korczowej

Posted by admin on 2007-10-22 20:16:09 CEST

Na przejściu granicznych z Ukrainą w Korczowej (Podkarpackie) jest 5 km kolejka TIR-ów, a czas oczekiwania na przekroczenie granicy to ok. 25 godzin. Natomiast w Medyce (Podkarpackie) samochody ciężarowe na wyjazd z kraju czekają 8 godzin - poinformowała rzeczniczka prasowa Izby Celnej w Przemyślu Małgorzata Eisenberger-Blacharska.

Kolejki na przejściu w Korczowej spowodowane są blokadami kierowców. Przejście zablokowane było od środy do nocy z czwartku na piątek.

Kierowcy domagali się przede wszystkim zwiększenia liczby celników na przejściu. Deklarowali też poparcie dla celników, którzy domagają się podwyżki pensji.

Ich postulat zwiększenia obsady przejść został spełniony. Zarówno w Korczowej, jak i w Medyce zwiększono liczbę celników na każdej zmianie.

Polscy celnicy rozpoczęli w ubiegły czwartek protest w izbach celnych na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Domagają się m.in. 1500 zł podwyżki, przywrócenia uprawnień emerytalnych oraz zwiększenia ochrony prawnej i finansowej w trakcie wykonywania pracy.

tell a friend :: comments 0


Ukraina nie może kupować gazu od Rosji po cenach rynkowych

Posted by admin on 2007-10-22 20:14:45 CEST

Ukraina nie może płacić cen rynkowych za rosyjski gaz tak długo, jak będzie on dostarczany przez spółkę Gazprom, a spółką odpowiedzialną za tranzyt jest Naftogaz Ukrainy - podał serwis prasowy Bloku Julii Tymoszenko, cytując byłego ministra gospodarki Ukrainy i kandydata bloku Serhija Terehina.

"Powinniśmy usiąść do rozmów i zastanowić się, jak będziemy wymieniać gaz na usługi tranzytowe" - powiedział Terehin.

Gaz z Rosji i Azji Centralnej na Ukrainę dostarcza szwajcarska spółka RosUkrEnergo, w której Gazprom posiada 50% udziałów, a biznesmeni Dmitrij Firtasz i Iwan Fursin posiadają odpowiednio 45% i 5%.

Naftogaz Ukrainy kontroluje ukraińskich producentów ropy i gazu. Spółka ponadto posiada monopol na tranzyt ropy i gazu przez Ukrainę, a także kontroluje podziemne magazyny gazowe w kraju.

tell a friend :: comments 0


Ukraina: PO poprawi stosunki Warszawy z UE

Posted by admin on 2007-10-22 20:13:31 CEST

Ukraina oczekuje, że zwycięstwo Platformy Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych w Polsce przyniesie poprawę stosunków Warszawy z innymi stolicami Unii Europejskiej - powiedział analityk kijowskiego Instytutu Polityki Otwartej Maksym Stricha.

Lepsze relacje Polski z Unią są z kolei korzystne dla europejskich aspiracji Ukrainy. Deklaracje, że Warszawa jest adwokatem Ukrainy w UE, muszą być poparte silną pozycją Polaków wewnątrz Unii, a ta była w ostatnim czasie nieco zachwiana - ocenił Stricha.

Ekspert wyraził opinię, że rządy Platformy mogą być bardziej pragmatyczne wobec Ukrainy niż dotychczasowe. - Nie wiadomo, czy PO będzie kontynuować prace nad przedłużeniem rurociągu Odessa-Brody do Płocka, nie mając gwarancji napełnienia go ropą naftową - podkreślił.

Zdaniem Strichy, najważniejsze zadania nowych rządów Polski i Ukrainy (gdzie przedterminowe wybory parlamentarne odbyły się 30 września) to przygotowania do Euro 2012 oraz uregulowanie kwestii wizowych związanych z wejściem Polski do strefy Schengen.

- Obawiam się, że przyłączenie Polski do Schengen może doprowadzić do ograniczenia kontaktów między naszymi krajami. Szczególny niepokój budzi współpraca naukowo-kulturalna. Zaostrzenie reguł wydawania wiz nie będzie dla niej korzystne - powiedział Stricha.

Obywatele ukraińscy nie płacą obecnie za polskie wizy, w zamian za co Polacy podróżują na Ukrainę bez wiz.

W związku z wejściem Polski do Schengen (1 stycznia 2008 r.), od 1 grudnia polskie konsulaty na Ukrainie będą pobierać opłaty wizowe w wysokości 35 euro.

tell a friend :: comments 0


Ukraina przyspieszy integrację z NATO i UE

Posted by admin on 2007-10-22 20:12:04 CEST

Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko oświadczył, że zwycięstwo sił demokratycznych w wyborach parlamentarnych w jego kraju przyspieszy integrację euroatlantycką Kijowa.

Zwycięstwo daje nowe możliwości przyspieszenia integracji Ukrainy z NATO i Unią Europejską - powiedział prezydent podczas spotkania z przebywającym w ukraińskiej stolicy szefem Pentagonu Robertem Gatesem.

Jednym z głównych tematów rozmowy była sytuacja na Ukrainie po wcześniejszych wyborach, które odbyły się 30 września.

Chociaż największe poparcie zdobyła w nich prorosyjska Partia Regionów Ukrainy premiera Wiktora Janukowycza, rozmowy koalicyjne prowadzą ugrupowania prozachodnie: Blok Julii Tymoszenko i proprezydencki blok Nasza Ukraina-Ludowa Samoobrona (NU-LS).

Zgodnie z komunikatem służb prasowych Juszczenki, Gates podziękował za udział ukraińskich żołnierzy w misjach pokojowych oraz "poinformował o planach związanych z umieszczeniem elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach".

Gates przyjechał do Kijowa w związku z odbywającym się tu w poniedziałek spotkaniem Rady Ministrów Obrony Państw Europy Południowo-Wschodniej.

tell a friend :: comments 0


Ukraina: polska kampania wyborcza była brutalna

Posted by admin on 2007-10-22 20:10:40 CEST

Ukraińskie dzienniki telewizyjne zwracają uwagę na miażdżące zwycięstwo opozycji w wyborach w Polsce. Dziennikarze mówią także o wyjątkowo brudnej kampanii wyborczej.

Najpopularniejszy kanał telewizyjny - Inter poinformował, że Platforma Obywatelska zawdzięcza swoje zwycięstwo przede wszystkim młodzieży. Wśród jej zwykłych przedstawicieli wymienił syna Donalda Tuska, który jeździ starym samochodem i pracuje jako dziennikarz. Telewizja podkreśla, że na Ukrainie taka sytuacja jest prawie niemożliwa. W Kijowie dzieci polityków, w tym samego prezydenta, najczęściej obnoszą się ze swoim bogactwem, nie zawsze pochodzącym z uczciwych źródeł.

Kanał telewizyjny Inter poinformował też, że ze zwycięstwa Platformy ucieszono się w Brukseli i Moskwie. Jednak zdaniem głównego wydania wiadomości w telewizji 1plus1 stosunki z Unią Europejską i Rosją ulegną jedynie nieznacznej korekcie.
Kanał ictv skupił się przede wszystkim na kampanii wyborczej. Reporter telewizji zwrócił uwagę, że była ona wyjątkowo brudna i prowadzona przy użyciu instytucji państwowych, na przykład Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Zdaniem reportera kanału, Polakom za bardzo przypominało to czasy komunizmu, dlatego wybrali opozycję.

tell a friend :: comments 0


Na konkursie krasomówczym w ratuszu

Posted by admin on 2007-10-22 20:07:54 CEST

W niedzielę poznali się i integrowali przy ognisku. W poniedziałek walczyli na słowa. A dokładniej, na teksty wygłaszane w czystej, pięknej polszczyźnie.

W białostockim ratuszu odbyły się jubileuszowe - już 30. - wojewódzkie eliminacje konkursu krasomówczego ph. "Ojczyzna... to krajobraz" dla młodzieży. Wyśmienitą polszczyzną chwalili się nie tylko uczniowie z naszego regionu, ale też z Litwy, Ukrainy i Białorusi. 15-letnia Juliana Szyrma z Białorusi zaraz po tym, gdy wygłosiła przygotowany przez siebie tekst - wyszła z sali z wypiekami na twarzy, tak była przejęta. Tam wpadła w objęcia czekającej na nią nauczycielki.

- To debiut Juliany w takim konkursie, ale ja chyba bardziej denerwuję się niż ona. W chwili, kiedy Juliana zaczynała deklamować tekst, wyszłam z sali, bo myślałam, że mi serce z nerwów wyskoczy - przyznała się z uśmiechem Katarzyna Konczewska, która przygotowywała dziewczynę do konkursu.

Juliana mieszka w białoruskiej Lidzie, jest uczennicą szkoły średniej. Nie ma tam zajęć z języka polskiego. Dziewczyna uczyła się sama w ramach dodatkowych zajęć fakultatywnych.

- Mój tato jest Polakiem. Mam polskie korzenie i chcę dobrze mówić w tym języku, a nie byle jak. Szczerze mówiąc, nie jest dla mnie ważne, które zajmę miejsce. Bez względu na wynik cały czas będę się uczyła polskiego.

Juliana w swojej oracji opowiedziała zebranym o rodzinnym mieście, Lidzie sprzed 1939 roku.

- Wybrałam taki temat, bo Lida była przecież polskim miastem i myślę, że warto o tym przypominać - wyjaśnia dziewczyna.

Martyna Lendzioszek też po swoim występie musiała wyjść odetchnąć. Przedstawiła bardzo oryginalny temat.

- Mówiłam o duchach Podlasia dziennych i nocnych. O mamunach, wiłach, upiorach i strzygoniach - opowiada licealistka. - Zanim napisałam tekst, musiałam najpierw przeczytać kilka książek, pogrzebać w internecie. Tekstu uczyłam się tydzień. Pasjonuje mnie krasomówstwo, recytowanie i małe formy teatralne. Dlatego poświęcam na to dużo czasu. Ale na spotkania ze znajomymi czy dyskotekę też mi go wystarcza.

Martyna uczy się w drugiej klasie łomżyńskiego I LO. To jej pierwszy krasomówczy konkurs. Duchowo i merytorycznie przez cały czas wspierał ją nauczyciel polskiego, Artur Lewczuk.

Ci, którym po krasomówczym przedstawieniu opadły pierwsze emocje, wracali na salę. I już na luzie przysłuchiwali się deklamacji kolegów i koleżanek.

Napięcie wzrosło znów tuż przed zapadnięciem zmroku, gdy w ratuszu szacowne jury ogłosiło wyniki. I cóż się okazało? Nasze zdenerwowane rozmówczynie znalazły się wśród laureatów konkursu. Juliana, stawiając na opowieść o Lidzie, miała nosa: jej tekst wyróżniono za walory historyczne. Jurorom spodobała się też pomysłowość Martyny - nagrodzili ją za oryginalny temat. Nagród rozdano osiem. Dwie najważniejsze - Grand Prix i Nagrodę Publiczności - otrzymała Justyna Zapolnik z II LO w Białymstoku.

Patronat „Gazety”


Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

tell a friend :: comments 0


Spotkania Folkowe DRYMBA DA DZYGA z Ukrainy

Posted by admin on 2007-10-22 10:17:42 CEST

Spotkania Folkowe DRYMBA DA DZYGA z Ukrainy VILLAGE KOLLEKTIV - Fama:
termin: 2007-10-27 godzina: 19:00

Bilety 15 zł przedsprzedaż, 20 zł w dniu koncertów

''Drymba-Da-Dzyga'' (Kijów, Ukraina) alter folk

Grupa ''Drymba-Da-Dzyga'' to jedno z najciekawszych zjawisk na scenie ukraińskiej muzyki folk. Zespół powstał w roku 2006 i od razu zyskał przychylne recenzje krytyków muzycznych (nazywany przez nich ''ukraińską Garmarną''), jak również został ciepło przyjęty przez festiwalową publiczność. DDD wystąpił na największych krajowych festiwalach muzycznych rock i folk (''Kraina Mriy'', ''Pidkamin'2007'', ''Slavs'ke Rock-Fest'''etc), oraz zagrać kilka tras w Polsce. M.in. został zaproszony na XIII festiwal Przystanek Woodstock, Festiwal muzyki folk ''SARI'' (Żory), ''Muzyczne działania 2007'' (Bogatynia), ''Letnia akademia filmowa'' (Zwierzyniec). Projekt tworzą profesjonaliści, znani z udziału w innych folkowych formacjach, takich jak np. ''Karpatiyany'', czy ''Wolodar''. Swój styl muzyczny grupa określa jako folk alternatywny. Muzycy łączą ostre brzmienie z melodyką tradycyjnych pieśni obrzędowych z różnych regionów Ukrainy - od Karpat po czarnomorskie stepy.


tell a friend :: comments 0


Polskie wybory - komentarze z zagranicy

Posted by admin on 2007-10-22 09:58:51 CEST

Timothy Garton Ash, brytyjski pisarz i publicysta

To dobry wynik dla Polski i dla Europy. Dla Polski - bo tak duża frekwencja i zaangażowanie w wybory to dobry znak dla demokracji. Dla Europy - bo jeśli Platforma będzie kształtowała politykę zagraniczną i europejską, to będzie ona bardziej nowoczesna i otwarta. A Europie bardzo było to potrzebne.

Sojusz z USA pozostanie ważnym elementem polskiej polityki zagranicznej, ale już nie jej wyizolowanym głównym nurtem.

Mam nadzieję, że poprawie ulegną też stosunki z Niemcami. Pogorszenie ich za rządów PiS nie wynikało z tego, że niemiecka polityka wobec Polski była zła. Oczywiście szefowa Związku Wypędzonych mówiła różne absurdalne, czasami groźne rzeczy. Ale przecież nie była to polityka kanclerz Angeli Merkel!

Dobra współpraca Polski i Niemiec jest konieczna dla wzmocnienia polityki zagranicznej Europy, która nam wszystkim tak bardzo jest potrzebna.

Jeśli chodzi o stosunki z Rosją, mamy do czynienia z absurdalną sytuacją - nie ma prawdziwej polityki europejskiej wobec Moskwy. Jest polityka brytyjska wobec Rosji, francuska, niemiecka, polska, itd. Żadna z nich nie jest skuteczna. Europa potrzebuje wspólnej, skoordynowanej polityki wobec Rosji, bo tylko taka będzie skuteczna.

W tej sprawie po zwycięstwie PO oczekuję też zmian na lepsze.

Ruprecht Polenz, CDU, szef komisji spraw zagranicznych Bundestagu

Wyniki wyborów w Polsce to sygnał, że naród chce nowego początku. Nie chce już rządu, który rozdzierał kraj. To wielka szansa na pchnięcie stosunków polsko-niemieckich mocno do przodu. Ta szansa musi zostać wykorzystana.

Polska i Niemcy muszą wrócić do tego, co budowali tacy ludzie, jak Władysław Bartoszewski, Helmut Kohl czy Johannes Rau.

Nie twierdzę, że teraz z nowym rządem zaczniemy zapominać o tragicznej przeszłości. Nie, będziemy o tym pamiętać, ale patrzeć w przyszłość i robić dobre rzeczy.

Zmiana rządu nadchodzi w dobrym momencie, w Unii Europejskiej rozwiązaliśmy najważniejsze problemy, uzgodniliśmy właśnie treść nowego traktatu. Jeśli chodzi więc o polsko-niemiecką i polsko-europejską przyszłość, jestem więc optymistą.

Angelika Schwall-Düren, SPD, wiceszefowa frakcji SPD

Bardzo się cieszę. Ze zwycięstwem PO wiążę nadzieje, że Polska znowu stanie się silnym i poważanym graczem w UE. Liczę, że stosunki polsko-niemieckie wrócą na dobre tory. Myślę, że nowy polski rząd szybko udowodni, że różni się od poprzedników i szybko ratyfikuje traktat reformujący. Jestem pod wrażeniem frekwencji wyborczej. To znaczy, że Polacy wyciągają wnioski.

Cornelius Ochmann, ekspert berlińskiej fundacja Bertelsmanna

Jestem obecnie w Moskwie, wybory w Polsce to główny temat. Jestem tym zaskoczony. W wiadomościach rosyjskiej TV wielbiono Tuska za to, że chce zmienić politykę zagraniczną wobec Rosji i Niemiec. Ja nie spodziewam się wielkich zmian merytorycznych, ale retoryka będzie inna, będzie więcej dyplomacji i mniej krzyku.

Cieszę się też, że po dwóch latach rządów ze sceny zniknął Lepper i Giertych. No i ta rewelacyjna frekwencja wyborcza.

Ta zmiana nastawi partnerów Polski do lepszego traktowania Warszawy. Będzie wam się lepiej zabiegało o swoje interesy.

Konstantin Kosaczow, szef komisji ds. zagranicznych w Dumie

Rosja jest gotowa do poprawy stosunków z Polską. Moim zdaniem wynik wyborów jest rezultatem zmęczenia Polaków konfrontacyjną polityką PiS wobec sąsiadów - nie tylko wobec Rosji, ale także wobec Niemiec. Nie możemy zlekceważyć tej świadomej decyzji polskiego społeczeństwa przeciw linii konfrontacyjnej.

Nasze obecne stosunki są chyba na najgorszym poziomie w epoce poradzieckiej. Stało się tak z wielu powodów, ale w niemałej mierze wina spoczywa właśnie na politycznym stylu braci Kaczyńskich. Na szukaniu konfliktów w polityce międzynarodowej i czepianiu się rzeczy nie najważniejszych, ale najbardziej rozdrażniających wzajemne stosunki.

Wynik wyborów daje dużą szansę na normalizację stosunków między Polską i Rosją, bo najprawdopodobniej oznacza powrót do pragmatyzmu. Nie znikną nasze wszystkie problemy czy też różnice interesów, ale przecież nawet w takich warunkach można układać pragmatyczne, a więc zrównoważone relacje. Ponadto należy mieć teraz nadzieję, że w polskiej polityce międzynarodowej powróci gotowość do działania kolektywnego, co da szanse na układanie naszych stosunków także na płaszczyźnie Rosja - Unia Europejska.

Jeszcze raz podkreślam, że jesteśmy chętni i gotowi do poprawy stosunków z Polską.


Prof. Myrosław Popowycz, filozof ukraiński:

- To nadzwyczajny wynik, który bardzo cieszy. Dla nas, Ukraińców, Polska jest bardzo ważna, bliska. Bardzo się przejmujemy waszymi kłopotami. Trochę się boję tej analogii, ale powiem, że powtórny sukces PiS-u poraziłby nas tak, jak wyborczy sukces Le Pena we Francji. To byłoby bardzo złe i miałoby fatalne skutki nie tylko dla wewnętrznego rozwoju waszego kraju, ale też dla Ukrainy.

U nas partie polityczne wciąż nie mają określonego, wyraźnego charakteru. Ja sam wciąż nie potrafię powiedzieć, jaka jest partia prezydenta Wiktora Juszczenki, jakie jest oblicze ugrupowania Julii Tymoszenko. Czy to centryści, czy prawica, a może wylęgnie się z nich skrajna prawica? To się u nas dopiero kształtuje.

A przykład Polski jest dla naszych polityków bardzo ważny. Z ogromną uwagą przyglądają się oni temu, co się u was dzieje. Triumf liberalizmu w Polsce, sukces takiej polityki będzie dla nich ważnym drogowskazem. Na pewno wyciągną wnioski z tego, że Polacy gremialnie, jak nigdy wcześniej, poszli na wybory, by zdecydowanie powiedzieć "nie" skrajnej prawicy i opowiedzieć się za polityką liberalną.


Dominique Moisi, francuski politolog

To dobry wynik dla Polski, Europy i dla stosunków między Polską a resztą Europy. Za rządów premiera Kaczyńskiego obraz Polski zagranicą bardzo ucierpiał, a teraz może się odbudować.

To także dowód, że ten rodzaj zagorzałego nacjonalizmu, jaki wyznawał wasz rząd, w krajach europejskich nie popłaca. Te wybory to było referendum nad rodzajem wulgaryzmu, jaki uprawiał polski rząd. Dziś jako Europejczyk jestem gotowy świętować powrót Polski do Europy.


Martin M. Szimeczka, słowacki publicysta, redaktor naczelny tygodnika "Respekt"

Ten wynik to sygnał dla Europy, że polskie społeczeństwo nie jest tak konserwatywne, ksenofobiczne i antyeuropejskie, jak przypuszczano. Jest także bardzo ważny dla całej Europy Środkowej, bo Polska jest dla Zachodu jej twarzą. W tych wyborach ważniejszy od wygranych jest przegrany - PiS. To, że partia braci Kaczyńskich traci władzę po dwóch latach, jest symptomatyczny.

Wygrana Platformy daje nadzieję, że kryzys, który trwa w naszej części kontynentu, kończy się, a najgorszy typ populizmu, obecny nie tylko w Polsce, ale też na Słowacji czy Węgrzech, odchodzi w przeszłość.

Rezultat waszych wyborów ma również szersze znaczenie dla całej Unii Europejskiej. Wielu członków Wspólnoty po ostatnich problemach z Polską miało już dość nowych krajów. Niechęć wobec rozszerzenia UE stała się niemal powszechna.

Dzięki temu, że w Polsce wygrało ugrupowanie Donalda Tuska, który postrzegany jest w Europie nie jako wróg, lecz jako partner, pojawia się szansa na zmianę tego negatywnego stosunku. A to bardzo ważne dla krajów, które aspirują do UE, zwłaszcza dla Chorwacji.


Vytautas Landsbergis, litewski eurodeputowany, pierwszy przywódca niepodległej Litwy

Z całego serca życzę Polsce koalicji PO-PiS. Jeśli do niej dojdzie, to Polska wzmocni swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Taka koalicja na pewno wzmocni też rozwój demokracji w Polsce. Natomiast jeśli dojdzie do koalicji PO z lewicą, to będzie zły znak dla Litwy. Będą realizowane projekty wzmacniające pozycję Gazpromu w Polsce i na Litwie. Patrząc z perspektywy Wilna, lepiej byłoby, gdyby do takiej kolacji nie doszło.


Fernando Savater, hiszpański filozof i pisarz:

Nie znam szczegółowo sytuacji w Polsce, ale odważę się powiedzieć tyle: Mam nadzieję, że Polacy sprzeciwią się w wyborach dwóm największym groźbom - reakcyjnemu nacjonalizmowi i klerykalnemu integryzmowi. Obie te tendencje oddalają Polskę od Europy świeckiej i postępowej.

W czasach dyktatury frankistowskiej reżim miał takie hasło, które wychwalało wyjątkowość dyktatury w demokratycznej Europie: "Hiszpania jest inna". Oby po tym wyborach Polska była mniej inna niż dotąd.



Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Ciemności w mieście rakiet

Posted by admin on 2007-10-22 05:58:38 CEST

Mieszkańcy Dniepropietrowska mogą narzekać na wiele rzeczy - dziurawe ulice, brak latarni, obskurne metro... Ale to właśnie tam stoi jedyny niemal w stu procentach gotowy stadion, na którym mają być rozegrane mistrzostwa Europy w 2012 r. Na nowym obiekcie Dnipro trwają właściwie tylko prace wykończeniowe - pisze DZIENNIK.

Zainstalowano już nawet niebieskie krzesełka, na razie wciąż przykryte folią. Stadion buduje niemiecka firma Hochtief - ta sama, która była wykonawcą terminalu numer jeden na warszawskim lotnisku Okęcie. "Stadion będzie gotowy w styczniu, choć miał być oddany już we wrześniu" - opowiada DZIENNIKOWI Oleg Protasow, legendarny piłkarz jeszcze z czasów ZSRR, obecnie trener miejscowego Dnipro.

"Pomału zaczynamy już przeprowadzkę do nowego budynku, bo cały obiekt jest własnością naszego klubu. Będzie to typowo piłkarski stadion na 35 tysięcy miejsc. Czy nie boję się, że trybuny będą świecić pustkami? To zależy tylko od nas. Kiedy w 1988 r. zdobywaliśmy mistrzostwo ZSRR, to na każdym meczu był komplet kibiców. Teraz na ligę przychodzi średnio 15 tys. ludzi. Na mecze pucharowe trochę więcej. Kibiców przyciągają też gwiazdy. Jeśli kupimy jakiegoś piłkarza wielkiego formatu, to on też będzie w stanie ściągnąć więcej ludzi na nasz nowy stadion" - mówi Protasow.

Szukając wieżowca, z którego można by sfotografować obiekt z góry, przekonaliśmy się, jak Ukraina radzi sobie z bezrobociem. W każdym bloku mieszkalnym tuż przy wejściu swoją kanciapę ma dozorca, a na każdym piętrze działa "etażowa", która wypytuje, w jakim celu delikwent przyszedł, pod który numer się udaje i kiedy wyjdzie. Mnożenie etatów to ukraińska specjalność: w każdym wagonie w pociągu jedzie dwoje "prowodników", w każdym wagonie tramwaju, autobusie i trolejbusie krążą panie sprzedające bilety, w hotelach też każde piętro obstawiane jest przez kilka kobiet.

Największym szok przeżyliśmy jednak po przybyciu do treningowej bazy Dnipro - 30 km od miasta. Jechało się tam przez najbardziej zapuszczone okolice, jakie można sobie wyobrazić. Po drodze mijaliśmy opustoszałe fabryki i zniszczone wioski. Po dotarciu na miejsce nagle znaleźliśmy się w zupełnie innym świecie. Baza Dnipro położona jest w lesie. Obok nowoczesnych budynków administracyjnych wykonanych ze szkła i stali znajduje się sztuczne jeziorko oraz małe drewniane domki kempingowe, w których mieszkają piłkarze podczas zgrupowań. "Co jest w naszej bazie? Wszystko! Mamy cztery boiska treningowe, a za pięć miesięcy przybędzie nam jeszcze jedno: pod dachem ze sztuczną trawą" - opowiada Protasow.

W Polsce takie miejsca można policzyć na palcach jednej ręki. Na Ukrainie podobną bazę ma każdy klub pierwszoligowy. Wiadomo już więc, że drużyny uczestniczące w Euro 2012 będą miały na Ukrainie gdzie grać, ale także gdzie mieszkać. Dniepropietrowsk wciąż szuka swojej tożsamości. To jedno z niewielu miast na Ukrainie, gdzie na ulicach połowa ludzi mówi po ukraińsku, a połowa po rosyjsku. Jest to dziwne, bo przecież właśnie w tym miejscu znajduje się kolebka ukraińskiej państwowości. Kilkadziesiąt kilometrów od miasta na wyspie Hortycy na Dnieprze zbuntowani Kozacy założyli swoje państwo - Sicz Zaporoską. Ale sam Dniepropietrowsk założyli w XVIII w. Rosjanie. To właśnie z tym miejscem wiąże się anegdota o "wioskach Potiomkinowskich". Książe pochwalił się carycy Katarzynie II, że założył piękne miasto nad Dnieprem, "drugi Neapol". Carycy tak spodobało się to porównanie, że postanowiła natychmiast zobaczyć to cudowne miejsce. Potiomkin wpadł w panikę, bo na wzgórzach nad Dnieprem nie stał jeszcze nawet jeden dom. Zbudował więc atrapy budynków, spędził z okolicy wszystkich chłopów i żebraków i podczas wizyty Katarzyny II nowe miasto tętniło życiem. Na cześć carycy miasto zostało Jekatierinosławiem.

Minęło dwieście lat. Komuniści wymyślili nową nazwę sławiącą Pietrowa - bliskiego współpracownika Lenina. Główna ulica miasta nosi imię Marksa. Swój postument i ulicę ma też Dzierżyński i nikomu to specjalnie nie przeszkadza. Ale Dniepropietrowsk w błyskawicznym tempie się zmienia. "To nie jest już to samo miasto co 20 lat temu. I nie tylko dlatego, że mogą tu przyjeżdżać obcokrajowcy" - mówi Protasow. W rozmowie z DZIENNIKIEM trener Dnipro przypomina o specyficznym charakterze swego rodzinnego miasta, do którego nie mogli przyjeżdżać obcokrajowcy. Wszystko przez gigantyczną fabrykę rakiet. W tamtejszych zakładach zbrojeniowych pracował niegdyś Leonid Breżniew, a wiele lat później przyszły prezydent Ukrainy Leonid Kuczma, który często chwalił się, że brał udział w odpalaniu rekordowej liczby 112 wojskowych rakiet.

Dziś miasto również nie straciło politycznego znaczenia, bo właśnie w Dniepropietrowsku urodziła się była i przyszła premier Ukrainy Julia Tymoszenko. Ona też zaczynała karierę zawodową w zbrojeniówce. "Szczerze mówiąc, nigdy nie odczuwałem zbytnio, że mieszkam w zamkniętym mieście, w którym produkuje się rakiety. Życie w Dnipropietrowsku toczyło się normalnie, każdy robił swoje. Problemy zaczynały się dopiero wtedy, kiedy graliśmy w europejskich pucharach. Na nasz stadion nie mogły przyjeżdżać drużyny z zagranicy. Dlatego np. wasza Legia Warszawa w Pucharze UEFA w 1986 r. grała z nami w Krzywym Rogu" (stołeczny zespół wyeliminował wtedy Dnipro - przyp. red.) - wspomina Protasow.

Do Dniepropietrowska dotarliśmy samolotem z Kijowa. Ukraińskie linie lotnicze "Dniproavia" zakupiły niedawno do lokalnych przelotów niewielkie samoloty Embraer 145. Pachnącymi jeszcze nowością maszynami latają na razie polskie załogi. "Jesteśmy tu po to, by szkolić Ukraińców. Mamy więcej doświadczenia, bo już od wielu lat pracujemy na takich maszynach" - tłumaczył nam polski steward "wypożyczony" przez LOT do "Dniproavia". Samolot był nowiutki, ale trudno wyobrazić sobie czartery z tysiącami kibiców przed barakiem, który w tej chwili stanowi budynek lotniska w Dniepropietrowsku. Podróżowaliśmy tam razem ze szkockimi kibicami Aberdeen, które grało z Dnipro w Pucharze UEFA. Na lotnisku Szkotów było pewnie około pięćdziesięciu, ale powodowali takie zamieszanie i przerażenie u pracowników lotniska, że aż strach pomyśleć, co się będzie działo podczas Euro. Do konwojowania pijanych Szkotów na stadion nie wysłano nawet jednego milicjanta. Ukraińcy muszą poważnie się zastanowić nad zakazem sprzedaży piwa już po odprawie biletowej. Grupa pijanych Szkotów z butelkami w dłoniach paradowała po lotnisku. Gdy jeden z nich rozbił butelkę tuż przy pasie startowym, nikt z obsługi nawet nie zwrócił mu uwagi. W mieście Szkoci bawili się jednak znakomicie. Wszystkie puby i bary były w ich władaniu przez cały dzień meczu.

Jeżeli ktoś zapragnie czegoś innego i np. będzie miał ochotę pozwiedzać Dniepropietrowsk, musi to zrobić za dnia. Do północy główna aleja miasta - imienia Karola Marksa - tętni życiem, a szeroką ulicę oświetlają latarnie. Chwilę po północy czar pryska. Z powodów oszczędnościowych nagle gasną wszystkie latarnie i piękne miasto zmienia się w czarną dziurę. Dodatkowym utrudnieniem dla piechurów są wyjątkowo nierówne i dziurawe chodniki. Poruszanie się nocą po mieście samochodem też jest dużym wyzwaniem, bo przy wyłączonych latarniach można nie zauważyć jednej z wielu niezabezpieczonych studzienek kanalizacyjnych.

Ciemno było także przed meczem Dnipro - Aberdeen. Nikt nie zatroszczył się, by chociaż trochę oświetlić drogę na stadion. A ta jest po prostu niebezpieczna. Do głównego wejścia idzie się na tyłach bazaru, po ulicach walają się sterty śmieci, głównie butelek po wódce i piwie. Wszędzie leżą sterty cegieł. Gdyby w tym miejscu spotkały się ze sobą grupy wrogich kibiców, mogłoby dojść do jatki. "U nas nie ma takiego problemu jak przedmeczowe awantury" - mówi Protasow. "Jesteśmy spokojnym narodem. Widzieliście sami. U nas kibice nie szukają awantury, lecz raczej okazji, żeby zaprzyjaźnić się z kibicami innej drużyny. Jeśli nikt nas nie prowokuje, to o żadnej zadymie nie ma mowy" - twierdzi były gwiazdor m. in. Dynama Kijów i Olympiakosu Pireus.

Na stadion "Kometa", na którym obecnie gra Dnipro, można wnieść dosłownie wszystko. Milicjanci i wojsko - których jest trzy razy więcej niż przy obsłudze podobnych imprez u nas - nawet nie udają, że kogokolwiek rewidują. Dlatego na obiekcie mnóstwo jest osób pijanych. Jeżeli ktoś nie wniósł swojego alkoholu, to w budkach na stadionie może za 3 hrywny kupić piwo. Jak się jednak okazało, nie wszyscy... Podczas meczu Dnipro z Aberdeen kibice gości zostali stłoczeni w małym sektorze. Jako jedyni na całym stadionie mieli zakaz spożywania napojów wyskokowych. Szkoci mogli wyjść po coś do zjedzenia czy picia jedynie z milicyjną obstawą, która pilnowała, żeby nikt nie sprzedał im piwa. Brytyjczycy dawali sobie jednak radę. Ci, którym udało się przechutrzyć ochronę, kupione puszki piwa wkładali w skarpetki i wracali na swoje miejsca.

Wielkim problemem w Dniepropietrowsku jest też baza hotelowa. Bez rezerwacji wykonanej z kilkutygodniowym wyprzedzeniem znalezienie miejsca do spania graniczy z cudem. Szczególnie przy okazji takiego wydarzenia jak mecz. A przecież ze Szkocji przyjechało tylko 300 kibiców. Wszystkie pokoje po rozsądnych cenach były już zajęte. Jedynym miejscem, w którym mogliśmy przenocować, był luksusowy apartament za 400 dolarów. "Co jest największym problemem w naszym mieście przed Euro 2012?" - zastanawia się Protasow. "Myślę, że dziurawe ulice i brak hoteli. Mało jest u nas zieleni i fontann, czyli tego wszystkiego, co widziałem grając w Atenach. Ale przez pięć lat, które pozostały do Euro, można jeszcze dużo zrobić. Posadzenie trawy czy ułożenie nowych chodników wiele nie kosztuje" - przekonuje Protasow.

tell a friend :: comments 0


Serhij Żadan w rozmowie z DZIENNIKIEM

Posted by admin on 2007-10-22 05:57:17 CEST

Ukraiński pisarz: Cieszę się z Euro 2012
Serhij Żadan to jeden z najbardziej utalentowanym ukraińskich pisarzy młodego pokolenia. W Polsce ukazały się trzy jego książki "Big Mac", "Depeche Mode" i "Anarchy In The UKR". Z DZIENNIKIEM rozmawiał o Euro 2012. "Cieszę się jako mieszkaniec Ukrainy, bo organizacja tej imprezy otwiera przed nami nowe perspektywy, i jako kibic piłkarski" - powiedział Żadan.


Cieszy się pan, że w 2012 roku będziemy wspólnie organizować Euro 2012?
Cieszę się jako mieszkaniec Ukrainy, bo organizacja tej imprezy otwiera przed nami nowe perspektywy, i jako kibic piłkarski. Rok temu pojechałem dopingować naszą reprezentację na mistrzostwa świata do Niemiec. Na własne oczy przekonałem się, że cały kraj może nagle zacząć żyć tylko piłką. Ukraina żyje głównie polityką, ale mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni.

Na Ukrainie futbol i polityka są bardzo blisko siebie.
Piłka to wielki biznes, a przy nim zawsze kręcą się politycy. Tak jest na całym świecie. Najlepsze przykłady to Milan czy Chelsea. Jestem jednak pewien, że politycy nie popsują nam mistrzostw. Także nasi oligarchowie zdają sobie sprawę ze znaczenia tej imprezy i na pewno pomogą w jej przygotowaniu.

Co pan sądzi o Hryhoriju Surkisie?
Nie lubiłem go za jego dawne związki z prezydentem Leonidem Kuczmą, za którego kadencji było u nas mnóstwo afer korupcyjnych. Teraz Surkis to poważny biznesmen, który dla naszej piłki zrobił wiele dobrego. Jestem pewien, że gdyby nie on, to naszej reprezentacji nie byłoby w finałach mistrzostw świata w Niemczech, nie mówiąc już o przyznaniu nam organizacji Euro 2012.

Pański Charków jest tylko na liście miast rezerwowych.
Mam jednak nadzieję, że mecze mistrzostw Europy odbędą się także u nas. Dlatego budujemy stadion na 50 tysięcy widzów, który będzie trzecim co do wielkości na Ukrainie. Jestem zagorzałym kibicem Metalistu i cieszę się, że wreszcie mamy bardzo silną drużynę. W poprzednim sezonie zajęliśmy trzecie miejsce w lidze, dzięki temu graliśmy w Pucharze UEFA. Jednym z lepszych zawodników Metalistu jest Polak Seweryn Gancarczyk.

Jak wygląda kibicowanie na Ukrainie?
Zupełnie inaczej niż w Polsce. U nas nikt nie przykłada takiego znaczenia do różnego rodzaju przyjaźni czy antagonizmów między klubami. U nas kibica na stadionie przede wszystkim interesuje sama gra. Jeśli wymyślamy piosenki, to takie, które mogą dodać otuchy naszej drużynie, a nie obrażać rywali.

Podobno często gości pan także na meczach Dynama Kijów?
Za czasów ZSRR Dynamo było ukochanym klubem wszystkich, którzy byli przeciwko Moskwie. Spotkania z moskiewskimi zespołami były dla nas niemal wojnami narodowymi. Teraz to już nie jest mój klub, choć często bywam na jego meczach, zwłaszcza w Lidze Mistrzów.

W pańskich książkach dużo jest wątków piłkarskich.
Nie da się ukryć. Ostatnio kibice Metalista podeszli do mnie na stadionie i powiedzieli, że czytali moje książki: "Są o nas" - pochwalili.

W swojej ostatniej książce "Anarchy In The UKR" wspomina pan swoją karierę piłkarską.
Byłem bramkarzem. Mieliśmy świetny zespół, zdobyliśmy nawet mistrzostwo naszego regionu, ale potem wszystko się rozpadło. Od czasu do czasu nadal zbieramy się i gramy dla przyjemności. Mam też pomysł, żeby namówić grających w piłkę pisarzy i muzyków z Polski i Ukrainy i rozegrać serię meczów w miastach, gdzie odbędą się mecze Euro 2012. Najpierw gralibyśmy mecz, a potem byłby koncert rockowy. Nie mówię oczywiście, żeby robić to w Kijowie na Stadionie Olimpijskim czy na Legii. Myślę raczej o stadionikach na 3 tys. widzów.

Wielu ukraińskich pisarzy interesuje sie piłką?
Zbieramy się regularnie i gramy mecze np. Lwów na Kijów. U nas naprawdę wielu pisarzy i poetów interesuje się piłką. Jestem pewien, że u was też by się tacy znaleźli.

Planuje pan wydanie tomu wierszy po tytułem "Maradona".
Diego jest to dla symbolem antyglobalizmu. Przeciwstawia się amerykańskiemu stylowi życia i agresywnej polityce tego kraju. To prawdziwy idol - pije, wciąga kokainę, a i tak wszyscy go podziwiają.

A wśród ukraińskich piłkarzy też ma pan swojego idola?
Moi bohaterowie to zawodnicy Dynama Kijów z 1986 r. To wtedy zainteresowałem się piłką nożną. Dwa lata później oglądałem popis reprezentacji ZSRR trenowanej przez Walerego Łobanowskiego na mistrzostwach Europy. Od tamtej pory jestem piłkarskim fanatykiem.

Widział pan jakieś mecze Polaków?
Rok temu w Niemczech o mało co nie oberwałem przez to, że kibicowałem waszej drużynie. Pamiętam, że w Lipsku razem z innym pisarzem Jurijem Andruchowyczem byliśmy na meczu Hiszpania - Ukraina. Przegraliśmy 0:4 i poszliśmy na główny plac miasta wypić coś i obejrzeć spotkanie Niemcy - Polska na wielkim telebimie. Było tam kilkanaście tysięcy ludzi. Wszyscy kibicowali gospodarzom oprócz nas dwóch. Pamiętam, jak patrzyli na nas z nienawiścią. Cieszyliśmy się z remisu, ale w ostatniej minucie Niemcy popsuli nam humory.


Artur Szczepanik

tell a friend :: comments 0


Ukraińcy: Polacy to nasi najlepsi przyjaciele

Posted by admin on 2007-10-22 05:54:08 CEST

Ukraina nie zapomina silnego wsparcia, jakie dostała od Polski w czasie "pomarańczowej rewolucji". Z sondażu dla kijowskiego tygodnika "Korespondent" wynika, że Ukraińcy uważają Polaków za swoich największych przyjaciół.

Przepytywane osoby musiały wskazać państwo najbardziej przyjazne Ukrainie. Aż 47,7 proc. bez wahania wybrało Polskę. W tym rankingu okazaliśmy się godni większego zaufania niż Rosjanie. To właśnie ten kraj wymieniany był jako drugi w kolejności. O tym, że Rosja jest przyjacielem Ukrainy, jest przekonanych 45,2 proc. ankietowanych Ukraińców.

Na najniższym stopniu podium uplasowała się Białoruś, na którą wskazało 36 proc. przepytywanych osób. Na kolejnych miejscach znalazły się Gruzja i Stany Zjednoczone.

Mimo że Ukraińcy oceniają Rosję jako swojego dobrego przyjaciela, dostrzegają również negatywny wpływ Moskwy na swój kraj. W tym samym sondażu aż 27,7 proc. badanych osób uznało, że Rosja jest wrogiem Ukrainy.

Bartłomiej Bajerski

tell a friend :: comments 0


Sejm bez Leppera i Giertycha

Posted by admin on 2007-10-22 05:50:45 CEST

Platforma bierze władzę.
Liczby, choć jeszcze nieoficjalne, mówią jasno - wybory parlamentarne wygrała Platforma Obywatelska. Ale jej przewaga nad PiS maleje z godziny na godzinę. Według cząstkowych danych PKW z 32,37 proc. obwodów z godz. 03.30, PO zdobyła 40,4 proc. głosów, a PiS - 32,63. Oprócz nich w Sejmie znajdą się też LiD (12,94 proc.) i PSL (9,73 proc.). Frekwencja wyniosła 52,62 proc. Ostateczne wyniki PKW poznamy jutro.


Nieco inaczej przedstawiają się wyniki z sondaży. Według danych PBS DGA dla TVN, z godz. 04.30, PO zdobyła 42,2 proc. głosów, PiS - 31,3, LiD 13,1, a PSL - 9 procent. Do parlamentu nie dostaną się kandydaci LPR i Samoobrony.

Odmienne wyniki przynosi sondaż OBOP dla TVP i "Rzeczpospolitej" z godz. 02.00. PO zdobyła 43,1 procent głosów, PiS - 30,9, LiD - 13,2, a PSL 8,6 procent głosów.

Frekwencja, według sondaży, wyniosła 55,6 proc. (PBS) i 53,2 proc. (OBOP).

W Sejmie Platforma, ale bez bezwzględnej większości Te różnice oznaczają nieco odmienny podział parlamentu. Według PKW, oznacza to, że w Sejmie Platforma zdobyłaby 194 mandaty, PiS - 173. Do Sejmu weszłyby również LiD z 49 posłami i PSL - z 41. Załapałaby się również Mniejszość Niemiecka, która ma szanse na 2 mandaty.

Według OBOP, PO dostanie 223 mandaty, PiS - 158, LiD - 53, a PSL będzie miał 27 posłów. Według sondażu PBS, Platforma może liczyć na 220 miejsc w Sejmie, PiS - 155, a LiD - 52. "Stan posiadania" Polskiego Stronnictwa Ludowego wynosi w tym przypadku 32 mandaty.

Senat dla PO W Senacie również wygrywa PO. Według PKW, dostałoby się tam 54 polityków PO, 43 z PiS. Po jednym wprowadzilby Mniejszość Niemiecka, PSL i LiD.

Według PBS, Platforma powinna mieć 63 senatorów, PiS - 32, LiD - 3. Dwa mandaty otrzymają senatorowie niezależni. Według TNS OBOP, PO ma 70 mandatów, PiS - 19, LiD - 7, LPR - 1, a 3 mandaty przypadną innym ugrupowaniom.

Rząd będzie koalicyjny Sondaże nie pozostawiają wątpliwości, że do utworzenia większościowego rządu Platforma będzie potrzebowała koalicji. Ale Donald Tusk będzie mógł przebierać w przyszłych partnerach. Wystarczy już przymierze z PSL. Choć oczywiście koalicja PO-PiS mogłaby dowolnie zmieniać Polskę, bo miałaby większość pozwalającą na zmianę konstytucji. Ale na razie wejście do rządu wykluczył Jarosław Kaczyński.

Prezydent może wszystko Rząd PO-PiS miałby jeszcze jedną przewagę nad innymi koalicjami - zapewnione dobre stosunki z prezydentem. Jeśli Platforma będzie rządzić, a PiS będzie w opozycji - los każdego prezydenckiego weta będzie zagadką. Bo z jednej strony PiS nie będzie miało wystarczającej liczby głosów, by je podtrzymać, ale też PO nie będzie miała wystarczającej siły, by je odrzucić.

Wyborca PO - młody mieszczuch z Zachodu Platforma wygrała niemal w całej Polsce. PiS uzyskał lepszy wynik tylko w trzech wschodnich województwach (Podlaskie, Lubelskie, Podkarpackie) i w Świętokrzyskiem. Na Prawo i Sprawiedliwość głosowała też większość mieszkańców wsi. Słupki sondaży są korzystniejsze dla Platformy Obywatelskiej we wszystkich grupach wiekowych poza ludźmi starszymi - powyżej 60. roku życia.

Polacy zagłosowali nogami Jedno jest pewne - tym razem Polacy się zmobilizowali. Do wyborów poszło - według PKW - 52,62 proc. Polaków. Według PBS - 55,3 procent uprawnionych. Najwięcej od 16 lat i o 15 procent więcej niż dwa lata temu. Wtedy frekwencja wyniosła 40,57 procent. Optymistyczne były już doniesienia o frekwencji za granicą. Za oceanem do urn poszło 80 proc. uprawnionych. W niektórych miejscach, żeby oddać głos, trzeba było czekać w długich kolejkach. W Dublinie nawet 3,5 godziny.

Przedłużona cisza Politycy i wyborcy rekordowo długo czekali na przynajmniej sondażowe wyniki wyborów. Państwowa Komisja Wyborcza przedłużyła ciszę wyborczą i popsuła szyki telewizjom przygotowującym wieczory wyborcze. W dwóch komisjach wyborczych w Warszawie zabrakło kart do głosowania i trzeba było dać szansę głosowania ludziom, którzy nie mogli tego zrobić do 20.00. Ostatecznie wyniki sondaży można było podać o 22.55.

tell a friend :: comments 0


Antyukraiński wandalizm sterowany z Moskwy

Posted by admin on 2007-10-22 05:46:50 CEST


Wacław Radziwinowicz

Bojówkarze kierowanego z Moskwy, współpracującego z prokremlowską młodzieżówką "Nasi" Euroazjatyckiego Związku Młodzieży sprofanowali ukraińskie symbole państwowe na Howerli, najwyższej górze Ukrainy.

Zagrozili podobnymi atakami, jeśli - jak to określili - "pomarańczowa małpa", czyli Julia Tymoszenko, zostanie premierem.

Związek, którego głównym ideologiem jest znany rosyjski nacjonalista Aleksandr Dugin, sam triumfalnie przyznał się do przeprowadzenia akcji na szczycie położonym w beskidzkim masywie Czernohora. "Siłami specjalnego oddziału górskiego EZM na górze Howerła został spiłowany i sprofanowany symbol okupacji Ukrainy - Tryzub" - czytamy w oficjalnym komunikacie Związku. Chodzi o herb Włodzimierza Wielkiego, który w 988 r. ochrzcił Ruś.

„Została zlikwidowana tablica pamiątkowa sekciarskiej Cerkwi ukraińskiej, rozbity granitowy znak upamiętniający tak zwaną »konstytucję Ukrainy «. Na miejscu symbolu kolaborantów ukraińskich, czyli sztandaru żółto-błękitnego, wciągnięto na maszt flagę Euroazjatyckiego Związku Młodzieży. Góra Howerła została nazwana Szczytem Stalina” - wyliczają swoje „bojowe zasługi” nacjonaliści, głosząc chwałę bojówkarzy, którzy po udanej akcji bezpiecznie wrócili do Rosji.

Sterowany z Moskwy akt wandalizmu wzbudził ogromne oburzenie na Ukrainie. Howerła jest dla naszych sąsiadów ważnym symbolem narodu i państwa. Na górę wznoszącą się 2061 m nad poziomem morza stale wspinają się grupy młodzieży z flagami narodowymi. Wiktor Juszczenko swą prezydencką kampanię wyborczą w 2004 r. rozpoczął od patriotycznej pielgrzymki na ten szczyt.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy prowadzi śledztwo w sprawie sprofanowania Howerli i twierdzi, że jego sprawcami są dwaj obywatele Rosji i jeden obywatel Ukrainy.


Źródło: Gazeta Wyborcza


tell a friend :: comments 0


Unijna polityka, polskie wątpliwości

Posted by admin on 2007-10-22 05:44:54 CEST


Rozmawiał Konrad Niklewicz

Nowe unijne przepisy w sprawie imigracji pracowników nie rozwiążą polskich problemów. Na odwrót, mogą wywołać dodatkowe kłopoty - przestrzega w rozmowie z "Gazetą" minister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska

Konrad Niklewicz: W tym tygodniu Komisja Europejska przedstawi projekty nowych dyrektyw, które mają zmienić zasady przyjmowania i zatrudniania imigrantów dla Unii. A w 2008 r. czeka nas kolejna dyrektywa - o imigracji tymczasowej. Co te reformy oznaczają dla polskiego rynku pracy?

Joanna Kluzik-Rostkowska: Nie wiem jeszcze, co 23 października Komisja Europejska położy na stole. Ale boję się, że te nowe dyrektywy nie rozwiążą naszych problemów. I możemy mieć spory kłopot, bo te dyrektywy będą przyjmowane zwykłą większością głosów. Sama Polska nie będzie w stanie ich zablokować. Na szczęście nie tylko my zgłaszaliśmy zastrzeżenia co do planów Komisji.

Co najbardziej nas niepokoi?

- Diabeł tkwi w szczegółach. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Franco Frattini dawał do zrozumienia, że jednym z ważnych elementów dyrektywy o pracownikach wysoko kwalifikowanych [jedna z dwóch dyrektywy, które poznamy 23 października] będzie tzw. niebieska karta, czyli specjalne prawo do pobytu i pracy dla tych pracowników spoza Unii, którzy posiadają "szczególne kwalifikacje" potrzebne dla unijnej gospodarki. [Posiadacz niebieskiej karty mógłby swobodnie podróżować po Europie i szukać pracy w każdym państwie UE]. Bardzo chciałabym wiedzieć, kto konkretnie będzie te niebieskie karty wydawał. I czy ta weryfikacja będzie na tyle solidna, by naprawdę potwierdzała kwalifikacje pracownika.

Jest jeszcze jeden problem. Od zeszłego roku w Polsce zaczęło się wreszcie dobrze dziać na rynku pracy. Mamy sygnały, że Polacy zaczynają wychodzić z szarej strefy. I boję się, że jeśli my teraz zbyt gwałtownie otworzymy drzwi dla pracowników z państw trzecich, to polscy specjaliści będą musieli wrócić do szarej strefy albo wyjeżdżać z kraju, bo będą konkurować z imigrantami gotowymi pracować za niższe pensje. Na słabości naszego rynku nie możemy nakładać niekontrolowanego napływu imigracji.

Ilu cudzoziemców pracuje nielegalnie w Polsce, a ilu legalnie?

- Nie wiemy, ilu jest nielegalnie zatrudnionych cudzoziemców. Wiemy za to, że w całym 2006 r. wydaliśmy cudzoziemcom 10 754 zezwoleń na pracę na ponad 14 tys. złożonych wniosków. To faktycznie niewiele.

Dziś otrzymanie zezwolenia na pracę w Polsce jest dość skomplikowane. Wiąże się to z kosztem rzędu płacy minimalnej [czyli ok. 936 zł] . My obniżymy tę opłatę do 100 zł. I wprowadzimy nowość: zezwolenie na pracę nie dla konkretnego pracownika, ale na stanowisko. Tak, żeby pracodawcy łatwiej było zmieniać pracowników, gdyby okazało się, że zatrudniony cudzoziemiec nie spełnił oczekiwań i trzeba sprowadzić innego.

Nie czekając na unijne reformy, sami wprowadziliśmy ułatwienia dla pracowników z Ukrainy, Białorusi i Rosji. Od lipca mogą oni pracować przez trzy miesiące bez formalnego pozwolenia, a tylko na podstawie oświadczenia złożonego przez pracodawcę. Jakie są efekty tej zmiany?

- Okazało się, że nie ma zbyt wielu osób, które chcą z tych wprowadzonych w lipcu ułatwień skorzystać. Sierpień był pierwszym pełnym miesiącem, w którym ta nowa regulacja obowiązywała. I w tym miesiącu pracodawcy złożyli 3815 oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemców. Najwięcej tych oświadczeń dotyczyło Ukraińców - 3470. W podziale na branże lub zawody 1262 osoby zostały zatrudnione w rolnictwie, nieco ponad 1000 - w budownictwie. Ale trudno się spodziewać cudownych zmian w takim sektorze, w którym dominowało zatrudnienie na czarno.



Rewolucja w imigracji

Decyzja o stworzeniu unijnej polityki imigracyjnej zapadła jeszcze dwa lata temu. Jednak dopiero w tym roku Komisja Europejska zaczęła ujawniać projekty dyrektyw, które tę nową wspólnotową politykę wcielą w życie.

Na pierwszy ogień poszła tzw. dyrektywa Frattiniego - od nazwiska wiceprzewodniczącego KE odpowiedzialnego za sprawy wewnętrzne i sprawiedliwość. Projekt tej dyrektywy przedstawiony w maju przewiduje, że w całej UE zharmonizowane zostaną zasady karania tych przedsiębiorców, którzy zatrudniają imigrantów nielegalnie przebywających na terenie UE. Dodatkowo dyrektywa narzuciłaby państwom UE obowiązek masowego kontrolowania firm (10 proc. wszystkich przedsiębiorstw rocznie). Harmonizacja kar miałaby iść w górę, w stronę np. przepisów obowiązujących w Holandii, gdzie grzywny za zatrudnianie nielegalnych imigrantów sięgają dziesiątek tysięcy euro, a w szczególnych przypadkach grożą kary więzienia. Bruksela przekonuje, że taka harmonizacja zahamuje napływ nielegalnych imigrantów (głównie z Afryki i Azji), bo zniknie ekonomiczny magnes: łatwa do zdobycia praca na czarno.

Przeciwko takiemu podejściu już teraz protestuje wiele państw z Polską na czele. Polski rząd twierdzi, że największym problemem jest nie zatrudnienie nielegalnych imigrantów, ale nielegalne zatrudnienie w ogóle.

Komisja nie pozostała głucha na te głosy i 23 października ma przedstawić kilka propozycji (ale nie w formie projektu dyrektywy) służących ograniczaniu szarej strefy.

Sprawy związane z imigracją pozostaną jednak głównym obiektem zainteresowania. Kolejne dyrektywy, które będą prezentowane 23 października, mają natomiast ułatwić życie tym pracownikom z krajów trzecich, których gospodarka europejska potrzebuje.

Szczególne znaczenie ma mieć dyrektywa o pracownikach wysoko kwalifikowanych. Ma ona wprowadzić europejskie zezwolenie na pracę (już nazywane niebieską kartą, na wzór amerykańskich zielonych kart), które będzie imigrantowi umożliwiało legalne zatrudnienie i zamieszkanie w dowolnie wybranym państwie UE.

Na 2008 r. planowana jest prezentacja dyrektyw o pracownikach sezonowych, stażystach oraz pracownikach delegowanych w ramach jednej firmy. Pierwsza z tych trzech dyrektyw ma wprowadzić zasadę migracji cyrkulacyjnej: obywatele niektórych wybranych państw trzecich (np. Ukrainy) otrzymają zezwolenie na regularne, ograniczone w czasie przyjazdy do pracy w Europie. Przykładowo, dwa razy do roku, po trzy miesiące.

Komisja Europejska przekonuje, że cały pakiet dyrektywy - gdy już zostanie wdrożony w życie, zapewne nie wcześniej niż w 2010 roku - zasadniczo zmieni trendy imigracyjne: przede wszystkim ograniczy napływ niechcianych, niewykształconych osób, przyciągnie zaś imigrantów z kwalifikacjami.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Podwójne święto w lubelskiej cerkwi

Posted by admin on 2007-10-22 05:43:09 CEST


Marcin Bielesz

Wyznawcy prawosławia w święto ikony Matki Boskiej Lubelskiej uczcili także jubileusz istnienia cerkwi pw. Przemienienia Pańskiego.

Równo czterysta lat temu położono kamień węgielny pod budowę świątyni. Od sobotniego wieczora wierni przez całą noc czuwali w cerkwi przed kopią ikony Matki Boskiej Lubelskiej. Oryginał zawisł tam w 1633 roku, gdy świątynię konsekrował metropolita kijowski Piotr Mohyła, który w XVII w. odnowił pozycję prawosławia zdelegalizowanego w Rzeczypospolitej pod koniec XVI wieku. Od tamtego czasu lubelska ikona, która była darem braci Konstantego i Iwana Ostrogskich, jest szczególnie czczona i adorowana.

Wczoraj po liturgii słowa, którą poprowadził zwierzchnik polskiego Kościoła prawosławnego metropolita warszawski Sawa, wierni przeszli z ikoną dookoła świątyni.

Niestety dziś w cerkwi przy ul. Ruskiej wisi jedynie kopia ikony Matki Boskiej Lubelskiej. Oryginał wywieziono z Lublina w głąb Rosji w 1915 r. w czasie ewakuacji społeczności prawosławnej (wówczas głównie rosyjskojęzycznej). Ikona i całe wyposażenie cerkwi zdeponowano na Kremlu w monasterze Czudow. Gdy Moskwę i władzę w Rosji przejęli komuniści w ramach walki z religią wysadzili monaster w powietrze. Wszystko, co było wewnątrz, przepadło. Kopia wisząca dziś w cerkwi zawisła w świątyni po I wojnie światowej, gdy w 1920 r. reaktywowano życie religijne prawosławnych w Lublinie.

Gośćmi sobotnio-niedzielnych uroczystości w lubelskiej cerkwi byli wierni i duchowni z całej Polski, a także z Białorusi i Ukrainy. Oprócz nich w uroczystościach w świątyni przy ul. Ruskiej uczestniczyli dostojnicy polskiego autokefalicznego Kościoła prawosławnego z Brazylii: Chryzostom - arcybiskup Rio de Janeiro, i Ambroży - biskup Recife.


Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

tell a friend :: comments 0


Ukraina - zagłosowało już ok. 800 Polaków

Posted by admin on 2007-10-22 05:40:01 CEST

Do godzin popołudniowych w lokalach wyborczych na terenie konsulatów RP na Ukrainie swój głos w wyborach do Sejmu i Senatu oddało ok. 800 osób.

Do godz. 16.00 (15.00 czasu polskiego) głosowało u nas grubo ponad 60 proc. ogólnej liczby wyborców, która stanowi 380 osób - powiedział przewodniczący obwodowej komisji wyborczej w Kijowie, Grzegorz Proszczuk.

Głosujący tu obywatele RP to w większości przedstawiciele i pracownicy firm handlowych, reklamowych oraz sektora bankowego. W kijowskim okręgu konsularnym przebywa także wielu duchownych.

W drugiej co do wielkości komisji wyborczej na Ukrainie, we Lwowie poinformowano PAP, że do godzin popołudniowych głosowało 300 osób. Oprócz Polaków, którzy mieszkają tam ze względu na pracę czy interesy, na głosowanie przychodzili także polscy turyści.

W trzech innych komisjach obwodowych na Ukrainie, w Łucku, Charkowie i Odessie głosujących było znacznie mniej. Na listy wyborców zarejestrowało się tam odpowiednio 60, 90 i 60 osób.


tell a friend :: comments 0


PKW: zwycięstwo PO, frekwencja 53,15 proc.

Posted by admin on 2007-10-22 05:37:25 CEST

PKW na podstawie nieoficjalnych danych z 11,32 proc. lokali wyborczych podała po godz. 2 wyniki wyborów parlamentarnych


Lider PO Donald Tusk podczas wieczoru wyborczego w Centrum Biurowym Fokus po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów do parlamentu. Fot. Tomasz Gzell/PAP



Frekwencja według PKW wyniosła 53,15 proc.

Partie uzyskały następujące poparcie:

PO: 41,1 proc.

PiS: 31,63 proc .

LiD: 14,04 proc.

PSL: 8,83 proc.

Samoobrona: 1,62 proc.

LPR: 1,28 proc.

PPP: 1,1 proc.

Partia Kobiet: 0,15 proc. poparcia.

tell a friend :: comments 0


Saturday, October 20 2007

Kolejki na przejściach granicznych w Medyce i Korczowej

Posted by admin on 2007-10-20 20:42:32 CEST

Na podkarpackich przejściach granicznych z Ukrainą nadal są długie kolejki. W Korczowej jest 10 km kolejka TIR-ów, a czas oczekiwania na przekroczenie granicy to ok. 40 godzin. W Medyce kolejka sięga 1,5 km. Czas oczekiwania tam, to ok. 15 godzin - poinformowała rzeczniczka prasowa Izby Celnej w Przemyślu Małgorzata Eisenberger-Blacharska.

Kolejki spowodowane są blokadami kierowców. W Korczowej blokada trwała od środy, a przejście zostało odblokowane w nocy z czwartku na piątek. Medyka blokowana była w czwartek przez około godzinę.

Kierowcy domagali się przede wszystkim zwiększenia liczby celników na przejściu. Deklarowali też poparcie dla celników, którzy domagają się podwyżki pensji. Ich postulat zwiększenia obsady przejść został spełniony. Zarówno w Korczowej, jak i w Medyce, zwiększono liczbę celników na każdej zmianie.

Polscy celnicy rozpoczęli w ubiegły czwartek protest w izbach celnych na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. Domagają się m.in. 1500 zł podwyżki, przywrócenia uprawnień emerytalnych oraz zwiększenia ochrony prawnej i finansowej w trakcie wykonywania pracy.

Kolejki powinny zostać rozładowane podczas tego weekendu.

tell a friend :: comments 0


Ukraińska armia żegna onuce

Posted by admin on 2007-10-20 20:40:11 CEST


Wacław Radziwinowicz

Od teraz Ukraińcy będą maszerować do NATO w skarpetach oraz nowych, lekkich kamaszkach.

Na uroczyste pożegnanie onuc ministerstwo obrony zaprosiło gości do kijowskiego Ośrodka Wojsk Lądowych. Tam w łaźni pluton żołnierzy zrzucił z nóg onuce, czyli prostokątne kawałki tkaniny, którymi wojskowi jeszcze carskiej, a potem Czerwonej i przez ostatnie 15 lat także ukraińskiej armii owijali bose nogi, zanim wsunęli je w wykonane z twardej sztucznej skóry trepy.

Potem bosy pluton naciągnął na stopy skarpetki i obuł się w nowe, znacznie lżejsze i wygodniejsze buty.

Stara onuca jako eksponat trafiła do muzeum, przy wejściu do którego odsłonięto tablicę upamiętniającą wczorajszą uroczystość. Potem było widowisko teatralne poświęcone onucom. Był pokaz onuc, bajki i wiersze o onucach.

I oczywiście anegdoty o brudnych szmatach, które przez wieki zatruwały powietrze koszar. Aktorzy przebrani w mundury Armii Czerwonej opowiadali o legendarnym radzieckim szpiegu z serialu "17 mgnień wiosny", Maksie von Stirlitzu, którego esesmani torturowali, każąc mu godzinami wąchać stare onuce.

Ukraińcy naprawdę mają się z czego cieszyć. Pożegnanie z onucami i trepami, które wciąż kaleczą stopy żołnierzy rosyjskich i białoruskich, to symbol tego, że siły zbrojne ich kraju zrywają ze starymi radzieckimi wzorcami, zgodnie z którymi armia nie dbała ani o wygodę, ani o życie swych ludzi. Wielka w tym zasługa wytrwale, choć od ponad dwóch lat bez rozgłosu pracującego ministra obrony Anatolija Hrycenki, zdecydowanego zwolennika wejścia Ukrainy do NATO.

Za czasów Hrycenki czas służby poborowego skrócono z 18 do 12 miesięcy, a liczebność sił zbrojnych zmniejszono z 265 do 200 tys. Już w przyszłym roku armia Ukrainy ma być złożona wyłącznie z żołnierzy zawodowych, trzecią jej część mają stanowić jednostki sił szybkiego reagowania wyszkolone i umundurowane według standardów NATO.


Źródło: Gazeta Wyborcza

tell a friend :: comments 0


Friday, October 19 2007

Trzy zagraniczne spółki na GPW jeszcze w tym roku

Posted by admin on 2007-10-19 14:13:27 CEST

Jeszcze trzy zagraniczne spółki mogą zadebiutować na warszawskiej giełdzie w tym roku, a najpóźniej w pierwszych tygodniach 2008 r. - powiedział w piątek dziennikarzom prezes GPW Ludwik Sobolewski.

Dwie z nich mają być notowane w Warszawie na zasadzie dual listingu, a więc jednocześnie na dwóch giełdach. Dla trzeciej z nich Warszawa ma być jedynym parkietem notowań. Będą to spółki z Wielkiej Brytanii i Ukrainy - poinformował Sobolewski.

Wśród spółek zagranicznych, które planują debiut na warszawskiej giełdzie jest m.in. spółka brytyjska z ormiańskim zarządem.

"Mówimy do widzenia Warszawie, jako rynkowi lokalnemu" - powiedział Sobolewski. Jego zdaniem, coraz więcej będzie spółek zagranicznych debiutujących w Warszawie.

Na GPW zadebiutowała w piątek Plaza Centers, pierwsza spółka notowana jednocześnie na głównych rynkach giełd: londyńskiej i warszawskiej. Plaza Centers to 7. zagraniczna spółka debiutująca na GPW w tym roku i 18 zagraniczna spółka notowana w Warszawie. Piątkowy debiut to jednocześnie 58. debiut w br. na warszawskiej giełdzie.

Plaza Centers jest deweloperem centrów handlowo-rozrywkowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

tell a friend :: comments 0


Domaganie się przeprosin za Katyń to bezsens

Posted by admin on 2007-10-19 12:19:59 CEST

"Domaganie się przeprosin za mord w Katyniu to kompletny bezsens" - pisze w swoim blogu w Onet.pl Janusz Korwin Mikke

"Podczas wczorajszej debaty na Politechnice Gdańskiej tłumaczyłem, że Polska w stosunku do Rosji powinna stanowczo dbać o swoje interesy – natomiast nie można tej polityki opierać na nieustannym wypominaniu a to rzezi Pragi, a to Katynia" - pisze Korwin Mikke.

"Domaganie się przeprosin za mord w Katyniu to kompletny bezsens, gdyż (a) Związek Sowiecki zdążył jeszcze przed rozwiązaniem się za ten mord oficjalnie przeprosić – a jeśli idzie (b) o Rosję, to sami bolszewicy wymordowali Rosjan nie 20.000 lecz ponad 20.000.000, w tym sam Dzierżyński, Polak przecież, mordował ze swoją CzeKa dziennie tylu Rosjan, ilu Polaków zginęło w Katyniu! Wymordowano kwiat rosyjskiej arystokracji, burżuazji, kułaków (czyli przodujących rolników) – a potem jeszcze Stalin wymordował kilkanaście milionów. Rosjanie po prostu nie rozumieją naszych narodowych pretensyj" - czytamy w blogu polityka UPR.

Link do bloga tutaj