Pierwsza wywózka Polaków na Syberię

W atmosferze strachu, aresztowań i publicznych zebrań nadszedł dzień 10 lutego I940 r. - jedna z najtragiczniejszych dat dla Kresowian. Dzień ten zapadł mi w pamięć, gdyż widziałem i bardzo mocno przeżyłem zbiorowy płacz nie tylko dzieci, ale całych rodzin polskich wywożonych z kolonii.

Tego dnia, jak zwykle poszedłem do szkoły. Było niewielu uczniów. Niektóre płakały. Gdy dowiedziałem się, że chodzi o wywózkę, natychmiast pobiegłem do domu zawiadomić rodziców. W tym czasie odjeżdżały już pierwsze sanie z zesłańcami. Żołnierze w spiczastych czapkach i z długimi karabinami, na których zasadzono długie bagnety, pilnowali zesłańców. Ihrowiczanie stali przy szosie i żegnali swoich bliskich. Padały słowa, których nigdy nie zapomnę. Ci co odjeżdżali wołali: „Zostańcie z Bogiem”. Żegnający z płaczem podpowiadali: „Jeźdźcie z Bogiem”, lub – „Niech was Bóg ma w swej opiece”.

Nasza rodzina też stała na mostku przed domem. Wyglądaliśmy głównie dziadków, rodziców mojej matki, Szczęchów z Korczunku. Wreszcie w kolejnej kolumnie sań poznaliśmy dziadka, babcię i wujków. Pożegnali nas słowami: „Zostańcie z Bogiem i bądźcie zdrowi”. Pamiętam, że dziadek i babcia tylko pomachali do nas rękami, bo z żalu nie potrafili wymówić ani słowa. Ten obraz ciągle mam przed oczami. Takiego pożegnania nie zapomina się nigdy.

Ksiądz Szczepankiewicz został powiadomiony przez parafian o wywózce w chwili, gdy pierwsze sanie z bojcami NKWD jechały po kolonistów. Kiedy wywożono Polaków, ksiądz ustawił w oknie plebanii obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, a sam błogosławił wywożonych na Syberię. Modlił się o ich szybki powrót. Później często odprawiał nabożeństwa w intencji zesłańców, wcześniej dyskretnie zawiadamiając wiernych. A gdy zesłańcy prosili w listach o pomoc żywnościową, ksiądz mobilizował wiernych do wysyłania paczek. Osobiście przygotowywał lekarstwa i zioła dla chorych na zesłaniu.

 W chwili rozpoczęcia wywózki w naszym domu natychmiast rozpoczęło się wielkie gotowanie. Zabijano kury na rosół i mięso, lepiono pierogi, suszono chleb. Cała rodzina pracowała, szykując żywność dla bliskich i znajomych znajdujących się już w towarowych wagonach. Tak w pośpiechu przygotowywano zaopatrzenie dla zesłańców w wielu polskich domach. Przekazanie im żywności, ciepłej odzieży, a nawet opału do piecyków znajdujących się w wagonach, przyniosło nam pewną psychiczną ulgę, że nie puściliśmy bliskich z pustymi rękami.

Tymczasem majątek pozostawiony przez kolonistów szybko był rozkradany przez Ukraińców. Do pilnowania każdego z pozostawionych gospodarstw wyznaczano Ukraińców. Nocami wywozili do swoich domów wszystko, co przedstawiało jakąś wartość. A było co zabierać, gdyż koloniści znani byli jako dobrzy i bogaci gospodarze.

Łupy z tych obejść trafiały także do naczelników rejonu Hłuboczek Wielki. Rugowanie „elementu” polskiego było zyskownym interesem dla Ukraińców i Rosjan.

Wywózka z 10 lutego 1940 r. wywołała nastrój przygnębienia w szkole. Odczuły go szczególnie dzieci z rodzin polskich. Pamiętam jak dotkliwy był brak w klasie naszych koleżanek i kolegów. Z niektórymi z nich przyjaźniłem się, podpowiadaliśmy sobie na lekcjach, razem czuliśmy się bezpieczniej w trudnym czasie i otoczeniu. Od tego też dnia żyły wśród nas dzieci pozbawione rodziców. Kilkoro dzieci z mojej klasy przypadkowo uniknęło zesłania, gdyż nie było ich w domu, gdy przyszli bojcy. Przygarnięte przez dalsze rodziny tęskniły za rodzicami i rodzeństwem. Chodziły smutne i zatroskane o los najbliższych. Same też nie były pewne dnia ani godziny. Dzieci te stały się nagle dorosłymi[29].

W marcu 1940 r. mój ojciec otrzymał wiadomość, że w wagonie towarowym stojącym na bocznicy kolejowej w Tarnopolu znajdują się kuzyni naszej matki. Natychmiast pojechał i dowiedział się, że to Jan i Helena, najstarsze dzieci Piotra Adamarczuka. Okazało się, że kiedy wieziono je na Syberię, w Maksymówce wyskoczyli przez okno wagonu towarowego i szczęśliwie dotarli do kuzynów. Po miesięcznym pobycie u rodziny w Maksymówce, ktoś doniósł do NKWD. Zostali aresztowani i odstawieni do wiezienia w Zbarażu. Ponieważ pochwycono wielu uciekinierów w Tarnopolu przygotowano wagon, który po zapełnieniu odesłano na Syberię.

Zanim to nastąpiło zachorowała Hela Adamarczuk. Zajęli się nią polscy lekarze, którzy zabrali ją do szpitala. Pobyt w szpitalu zaproponowali też bratu Heli, Jaśkowi. Nie zgodził się, gdyż postanowił jak najszybciej dołączyć do rodziny na Syberii.

Pojechał tam razem z grupą młodych Polaków. W wagonie wbrew zakazowi śpiewali polskie patriotyczne pieśni świeckie i religijne. Deklamowali narodowe wiersze, odwoływali się do tradycji i postaw zesłanych na Sybir bohaterów narodowych. W pobliżu ich rozśpiewanego wagonu gromadziła się miejscowa ludność. Podziwiano determinację i odwagę młodzieży. Różnymi sposobami starano się zaopatrzyć ich na drogę w żywność i ciepłą odzież.

Jaśko dojechał na Syberię i po wielu perypetiach dołączył do rodziny. Okazało się, że był jej bardzo potrzebny. Zastąpił ojca Piotra, który zmarł ze zgryzoty, głodu i wycieńczenia pozostawiając chorowitą żonę i czworo dzieci. Piotr Adamarczuk przeżył zaledwie 44 lata.

Hela po wypisaniu ze szpitala zamieszkała w naszym domu. Jednak choroba nie ustępowała. Pełen najgorszych przeczuć ojciec poprosił o pomoc ks. Szczepankiewicza. Ksiądz rozpoznał u niej tyfus i od razu rozpoczął intensywne leczenie. Przychodził do chorej 3-4 razy dziennie, przynosił i sam podawał jej lekarstwa. Konsultował się z lekarzami. Kilkakrotnie wychodził z pokoju chorej przygnębiony mówiąc, że teraz wszystko jest w rękach Boga.

Jednak po tygodniu maksymalnego napięcia gorączka u chorej zaczęła spadać. Spokój i uśmiech powróciły na twarz ks. Szczepankiewicza. Hela powoli wracała do zdrowia. Na koniec ksiądz pozostawił mojej matce szczegółowe wskazówki, czym ma chorą karmić.

    

Tęsknota za krajem

Późną wiosną 1940 r. deportowani na Syberię Polacy zaczęli przysyłać pierwsze listy. Błagali w nich o pomoc żywnościową. Natychmiast odpisywaliśmy i wysyłaliśmy żywność oraz drobną odzież jak szaliki, rękawice, skarpety wełniane i inne. Od zesłańców dostawaliśmy podziękowania. Donosili w nich, jak niezbędna jest nasza pomoc, że przysyłana żywność pozwoli im jeszcze jakiś czas przeżyć. Z ich listów przebijała olbrzymia tęsknota za rodziną, ojczyzną, za pozostawioną ziemią i normalnym życiem. Przysyłano też wiersze pisane na Syberii przepojone tęsknotą i patriotyzmem. Czytałem je ze wzruszeniem, a następnie chowałem na strychu, między deskami a blachą dachu.

     Jedną z poetek tworzących na Syberii była nasza rodaczka Stefania Maliszowa wywieziona 13 kwietnia 1940 r. z Tłumacza do Kazachstanu. Pisała poezję wyrażająca ogromną tęsknotę za ojczyzną i wolnością. Napisała m.in. wiersz pt. „Polskiemu Żołnierzowi”.

Kiedy wybuchła wojenna pożoga

I w gruzy runął złoty sen wolności

Mgłą krwawą Polski zasnuła się droga

W twarz nam rzucono zdradę i podłości.

 

Z piekła samego wyszły gadów mary

By Cię splugawić – Żołnierzyku szary!

I w proch rzucone nasze orły białe.

Sztandary nasze potargane w strzępy.

 

A serca drżące bólem skamieniały

Patrzyły z trwogą jak nikną zastępy

Jak ginie wszystko i w pył się rozpada

Pod straszną zgrozą, której imię zdrada

 

Jednym zamachem skreślili nas z karty

Na Polskę całun rzucili grobowy

I dalej wiedli krwawy bój zażarty

Aby Europie dać porządek nowy.

 

Bez Polski, bez Boga, bez serdecznej wiary

Nawet bez Ciebie Żołnierzyku szary!

Lecz nie zdławiły Cię te srogie siły

I nie spodliły żołnierskiego ducha.

 

Pod tym mundurem wierne serca biły

I gdzie największa walki zawierucha

Kędy pociski kul lecą bez miary

Tam i Ty walczysz Żołnierzyku szary!

 

Walczysz o Polskę – o ten cud wyśniony

O wolność, honor naszej świętej sprawy

A razem z Tobą idą serc miliony

Na bój zażarty, rozpaczliwy, krwawy

 

I serca biją tym płomieniem wiary

Że Ty zwyciężysz Żołnierzyku szary!

 

Posiołek Zapasne – 26 marca 1941 r.      

Stefania Maliszowa nie wróciła już do Polski z wygnania.

 

Pierwszy polityczny mord w Ihrowicy

Na przełomie kwietnia i maja I940 r. lhrowicą wstrząsnęło pierwsze morderstwo na tle politycznym. Zastrzelony został Jurko Kupyna, kierownik miejscowej poczty. Był to Ukrainiec i komunista, sekretarz miejscowej komórki partyjnej. Pochodził z Dobrowód. Ciało zamordowanego wystawione było na widok publiczny w domu ludowym. Pogrzeb miał oprawę komunistyczną z flagami sowieckimi, sztandarami, przemówieniami i groźbami. Po pogrzebie rozpoczęły się aresztowania. Jednym z aresztowanych przez NKWD Ukraińców był Sławko Łysy. Wszelki ślad po nim zaginął.

Ponad rok później, już po wkroczeniu Niemców, Ukraińcy mówili, że morderstwa dokonał jeden z Zahaluków.

Zabójstwo Kupyny było jednym z przełomowych momentów w mobilizacji miejscowych ukraińskich nacjonalistów. W samej Ihrowicy mordy na Polakach rozpoczęły się jednak prawie cztery lata później ...

 

Pobór Polaków do Armii Czerwonej w 1941 r.

W maju 1941 r., tuż przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej, do Armii Czerwonej powołano młodzież męską urodzoną w 1919 r. Pobór ten Sowieci poprzedzili „dobrowolnym” przyjęciem obywatelstwa ZSRR przez Polaków.

Z Ihrowicy zabrano do wojska kilkunastu Polaków i Ukraińców. Jednym z Polaków był Stanisław Drzewiecki „Piorun”. Został powołany 8 maja 1941r. i wcielony do 413 pp. w miejscowości Kalinin w głębi Rosji. Jeszcze tego samego roku walczył z Niemcami na Białorusi, gdzie został kontuzjowany. Był leczony w moskiewskim szpitalu aż do maja 1942 r., a następnie jako niezdolny do walk frontowych pełnił służbę wartowniczą. W maju 1943 r. ochotniczo zgłosił się do 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Z 3 pp. przeszedł szlak bojowy od Lenino po Berlin. Był dwukrotnie odznaczony medalem „Na polu chwały”, Krzyżem Kawalerskim OOP oraz licznymi odznaczeniami pamiątkowymi[30].

 

Okupacja niemiecka

Wojna sowiecko-niemiecka wybuchła 22 czerwca 1941 r. Znów z północy, w stronę Tarnopola przez Ihrowicę zaczęły przemieszczać się tysiące samochodów, ciągników, dział samobieżnych i wszelkiego rodzaju sprzętu wojennego. Wieziono wielu rannych żołnierzy i to nie tylko w ambulansach. Zepsute pojazdy zostawiano na poboczach. Porzucano broń, którą Ukraińcy natychmiast przejmowali. Robili to jawnie, nie czekając nawet na zapadniecie zmierzchu. Polacy byli bardziej ostrożni i sięgali po porzuconą broń po kryjomu.

Wycofywanie się „wyzwolicieli” radzieckich trwało do 1 lipca. Ukraińcy nie mogli doczekać się przybycia Niemców. Po ustąpieniu Sowietów po Ihrowicy grupami paradowała młodzież ukraińska uzbrojona w broń krótką i automatyczną. Wymachiwali pistoletami celując w domy Polaków. Przewodził im Wołod’ko Ostiak „Kuź” i Oleksa Zahaluk. Polacy przyglądali się tej paradzie z ukrycia. Było to niepokojące widowisko, choć nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy z rzeczywistej groźby, jaka zawisła nad Polakami na Kresach.

Wielka radość Ukraińców nie trwała długo. Niemcy szybko rozwiązali powołany 30 czerwca we Lwowie nielegalny rząd ukraiński, którego premierem został Jarosław Stećko-Karbowycz. Członkowie tego rządu zostali aresztowani. Już 11 lipca znikły z tarnopolskich dachów flagi ukraińskie, a 1 sierpnia obwód tarnopolski został wcielony do Generalnego Gubernatorstwa[31].

W Ihrowicy Ukraińcy przestali zadzierać głowy i demonstrować swojej siły i nienawiści do Polaków. Chodzili po wsi przygnębieni i smutni czekając na dalszy rozwój sytuacji.

 

Policja ukraińska

Niemcy zorganizowali we wsi policję ukraińską. Posterunek umieszczono w pałacu na folwarku. Do policji wstąpiły przeważnie miejscowe męty, ludzie bez zasad moralnych, skłonni do pijatyk i awantur. Jako uzbrojeni  funkcjonariusze stale szukali okazji do zaczepki i zemsty na Polakach za domniemane krzywdy doznane ponoć w przeszłości.

Polakom najbardziej dał się we znaki niejaki „Czornyj”. Był prostakiem, półanalfabetą, a przy tym wyjątkowym sadystą. Przyjaźnił się z miejscowymi nacjonalistami ukraińskimi.

Jesienią I942 r. wielu polskich gospodarzy otrzymało zawiadomienia, że mają stawić się na posterunku policji w sprawie kontyngentu zbożowego. Wśród wezwanych byli zarówno ci, którzy oddali już kontyngent, jak i ci, którzy jeszcze nie zdążyli tego zrobić. Przyszło około 40 chłopów. Zebranym przed pałacem rolnikom kazano wejść do dużej sali, z której wywoływano ich pojedynczo na korytarz. Tam wymierzano im karę chłosty. Bito gospodarzy do utraty przytomności. Nieprzytomnych wyrzucano przed pałac. Oprawcą był miedzy innymi „Czornyj”, który własnoręcznie rozbijał Polakom głowy kołkiem. Żony nieszczęśników przyjeżdżały po mężów furmankami, bo o własnych siłach żaden z nich nie mógł wrócić do domu. Rok później w Dubowcach „Czornyj” przez okno zastrzelił pana Bożyckiego, starszego mężczyznę, który właśnie tego dnia ożenił się z pewną wdową.

Niedługo potem, jesienią 1943 r. „Czornyj” brał udział w obławie na partyzantów radzieckich w lasach koła Zbaraża. Ku zadowoleniu Polaków z Ihrowicy już z niej nie wrócił. Podobno został zlikwidowany przez Armię Krajową.

 DALEJ