W okopach rozmawiano po przyjacielsku i nie zwracano poważniejszej uwagi, na ukazujących się z rzadka poszczególnych bolszewików, do których co chwila ktoś strzelał. Zmęczony porannemi przejściami strzelałem mało, rozmawiając więcej na temat poran­nych ataków i kontrataków. Pod wieczór już jednak, por. Rączy kazał mi iść jako łącznikowi do kpt. Za-górskiego po rozkazy z meldunkiem sytuacyjnym: „Bolszewicy strzelają (jakoż strzelali często) na nasze okopy, jedynie pod Dobnami sprawiają wrażenie co­fania się. W lesie za nami i ku Kamionce ułani pol­scy". Szedłem więc z szer. Flisem z mojej sekcji i usta­wicznie ostrzeliwani przez bolszewików, kr}Tjąc się przy zieleni, dotarliśmy do Łanów polskich, w których kpt. Zagórski miał oczekiwać naszego przybycia. Jakoż istotnie po wycofaniu się zostawił ppor. Bardeckiego, by na nas czekał i nas prowadził. Wróciłem z tym rozkazem dość późno — było już całkiem ciemno. — Jakże można było terenem, zajętym przez bolszewi­ków, wracać z wozami, z karabinami maszynowymi? Ja sam jeden prześliznąłem się łatwiej, a i tak byłem wciąż prawie ostrzeliwany przez odległe patrole. Wobec tego, namówiony przez ułanów, którzy właśnie rozpo­czynali lesistą drogą odwrót na Strzemień ku Mostom Wielkim, przyłączył się Rączy do nich. Krótki opis łych walk o przyczółek podał <ir. Marceli Prószyński w numerze 388 R. XXV „Słowa Polskiego" pt. „Z walk ochotników lwowskich". Pisze on tam o naszym od­wrocie. „Mały nadbrzeżny oddziałek został w okopach aż do godz. 9 i pół i wykazał dużo odwagi i zimnej krwi.   Dopiero,   gdy   zobaczyliśmy   w   przymostowym oddziałku, że jesteśmy na placu  całkiem  sami i każdej chwili mogą nas Moskale całkiem otoczyć, ściągnęliśmy placówkę i drugi oddział i w sile około 60 ludzi, wio­ząc na dwu   jednokonnych   wózkach, dwa  kulomioty, których nie chcieliśmy   zostawić,   zaczęliśmy się  prze­kradać drogami leśnemi.   Biły w nas   tylko strzały ar-tylerji w lesie,   a starć   żadnych   ani   z   piechotą,   ani z  konnicą    nie   mieliśmy.    Wraz   z   pułkiem   ułanów szliśmy całą noc i przeszło pół dnia następnego i zro­biliśmy około 60 km. (pieszo) przez teren silnie zagro­żony. Ogólnie myślano i mówiono, że nasz nadbrzeżny oddziałek jest cały w niewoli, a tymczasem wrócił nie­tknięty".    (Potem   zamieszcza   p. Prószyński   nekrolog śp. Bezkorowajnego).

Odwrót nasz był zręczny,   szczęśliwy bardzo,   co specjalnie podnieść należy, acz żołnierze b}7li umęczeni już nie tylko   słaniali się, ale wogóle z trudem stali na nogach.   Gdzie   tylko   kto   mógł,   kładł  S'>  każdy   co chwila na parę   minut.   Dotarszy  do Strzemienia,   pi­liśmy  już   parę   razy   wodę  i mleko.   Zrazu, w nocy, szliśmy po skrajach dróg, by nas nie widziano;   zdaje się jednak, że bolszewicy,   którzy w czasie  jeszcze tej skromnej akcji  południowej i popołudniowej   znacznie przeceniali  siłę  liczebną   oddziału,   spostrzegli dobrze nasz odwrót i z tego powodu nas w nim przez las tak gęsto ostrzeliwali. Gfly dzień nastał, znużenie poszcze­gólnych szeregowców, zwłaszcza tych,   którzy się rano bili pod Rudą i Kamionką,   wzmogło  się do tego sto­pnia, że wprost już iść nie mogli i tylko sennie, wpół-przytomnie   prawie,   szukali    podwód.    Wlokło się to przydługo,       w   Kupiczwoli-Bojańcu    wyraźnie   nas ostrzegli ewakuujący te strony oficerowie, źe bolszewicy są za nami w odległości   niespełna   dwu godzin drogi. I to kozacy! Artylerja wzięła więc bardziej przemęczo­nych na wozy i podwiozła  nieco.   Na koniec   podwo-dami   dotarliśmy   do  Żółkwi, a stamtąd   tandetną ko­leją, ostrzeliwani już w Kulikowie, do Kleparowa, skąd przeszliśmy potem ulicą Janowską do Dtwa M. O. A. Ó. na pl. Smolki, skąd skierowano nas do koszar zamar-stynowskich, a stamtąd  znowu do 11-go   (dawniej nie­mieckiego) gimnazjum, do pewnego rodzaju stacji zbor­nej ochotników  polowych.  Tam żołnierze - Lwowianie otrzymali   po   parę   godzin   zwolnienia,  które   potem

31

przedłużono aż do godziny 5-tej dnia następnego. Tam leż dowiedzieliśmy się już pewnie o śmierci Bezkoro­wajnego, o czem natychmiast donieśliśmy jego żonie. Nazajutrz o godz. 5-tej rano pomaszerowaliśmy znowu do Malechowa-Grzybowic, gdzie się znajdowało pod­ówczas dtwo naszego baonu. Żołnierzy z 2 komp. K. M. prowadził por. Rączy, dtwo naszej kompanji objął na stałe dzielny ppor. Joch. Tam (w Grzybowicach) na­stąpiło upragnione połączenie się z resztą kolegów. Baon II. nie doczekawszy się w pamiętnym dniu bo­jów kamioneckich nadbrzeżnego oddziałku 5-ej komp. z por. Rączym, wycofał się z Łanów Polskich w zu­pełnym porządku. Komp. 6-ta zasłaniała odwrót. Ma­szerowano na Butjatycze-Dzibułki do Kulikowa. Otóż w marszu pod Uhnów zaatakowali naszych bolsze­wicy w sile 1.000 konnicy Budiennego, z jedną baterią i tem samem ^autem pancernem, które 17-go zmusiło (wskutek milczenia artylerji polskiej) ppor. Barskiego do cofnięcia się. Zaatakowany dca ppułk. dr. Doma-szewicz ustawił . kwadrat z obu baonów, I-go, Il-go i jakiejś marszówki o 180 ludziach. Po dwu strzałach bolszewickich jednak, z których na szczęście jeden padł pod stertę, a drugi pod dwór, nakazał ppułk. Do-maszewicz, przekonawszy się o bezcelowości dalszego w podobnych warunkach oporu, odwrót na Kulików-Grzybowice do Malechowa na kwaterę, a stamtąd do Grzybowic, gdzieśmy się właśnie połączyli.

Można sobie wyobrazić znużenie żołnierzy po opisie trudów nadbrzeżnego oddziału; warto też uprzy­tomnić sobie, jak szybko następowały marsze przed akcją bojową i jak to wpływać musiało na organizm żołnierzy, skoro stosownie do rozkazu operacyjnego Nr. 1 z dnia 11. sierpnia 1920, pisał por. Roskosz na­stępujący sprawozdawczy meldunek: „Kompanja wy-maszerowała wraz z innemi oddziałami Baonu o godz. 15'15 z dawnego miejsca postoju w Dublanach w kie­runku : Żydatycze, Źółtańce, Berów-Niesłuchów. Marsz, który kompanja odbywała po powrocie ze służby 24 godzinnej na placówkach, był początkowo niezbyt ucią­żliwy, skutek jednak późnego rozdziału kawy i ciemno­ści nocnych dyscyplina zaczęła się rozluźniać. Słabsi fizycznie, głównie chłopcy szesnastoletni, nie byli w sta­nie dotrzymać kroku. Po opuszczeniu Żółtaniec,  kiedy kompanja zeszła z gościńca na drogę polną, ludzie, pomęczeni marszem sześciogodzinnym, nie mogli po­suwać się naprzód wśród ciemności, w kałużach błota, sięgającego powyżej kostek, tem bardziej, że tempo marsza było nawet dla starszych żołnierzy bezwarun­kowo za szybkie. To więc było powodem, że połowa kompanji powoli zaczęła ustawać, skoro około 10 ludzi zemdlało, wielu padło omdlałych i leżało po rowach. Mimo to jednak nie zwolniono tempa, ani nie dano dłuższego odpoczynku, jakkolwiek odnośne meldunki podawano ciągle naprzód. Skutkiem tego o godzinie l"30 zaledwie 50 ludzi doszło razem z komendantem kompanji do miejscowości Berów, gdzie po zarządze­niu odpoczynku, ludzie byli w możności dowlec się dalej".

A ile czekało ich trudów prawdziwych dopiero potem!? Ha, cóż robić — po to się zgłaszało! Z Grzy-bowic ruszono do Żydatycz-Chałupek. W niedzielę 22. pod Zadwórzem (już po tragicznie klasycznej termo-pilskiej śmierci bohaterskiego kpt. Zojączkowskiego i jego żołnierzy, ubyli chorzy ciężko na czerwonkę dca baonu II. kpt. dr. Zagórski, czynny bojowo do chwil ostatnich, żegnany z żalem przez żołnierzy, a zastąpiony przez mianowanego komendantem baonu, najstarszego rangą z pomiędzy oficerów por. Roskoszn) i por. K. Rączy. Dowództwo 8 kompanji objął po Roskoszti ppor. Dę­bicki. Wycofano się wtedy, choć, jak się pokazało po­tem, można było wtedy nawet zdobyć Zadwórze. A więc: marsz poprzedni był z Grzybowic przez Dublany do Barszczowic, a stąd przez Biłkę szlachecką do Czarno-szowic pod Żurawniki (a kierunek zatem marszu: Bar-szc/owice - Biłka szlachecka - Zuchorzyce - Czarnoszo-wicej. Tam baon II. został zluzowany przez pułk 54 Armji Słałfj.

Niektóre z ciekawszych ówczesnych rozkazów przy­taczam dosłownie:

Dtw. 240 pp. A. O. L. opr. .'><')

Do BAONU I., II. i III.

Mp. 20. 8. 1920.

w m. p.

W myśl rozkazu 0 dyw. piechoty z dnia 20. 8. 1920 normuje się sferę wywiadów kawalcrji: 11 brygada kawalerji na odcinku Czartowska Skała —  Żydatycze włącznie, Grzędna Góra włącznie. Dcy patroli meldują odjazd obserwatorom artylerji przez Dtwo Brupy telefonicznie. Dla uniknięcia nieporozumienia od dziś dnia każdy patrol kawalerji na przedpolu zadzierga 2 lance białemi chusteczkami, o ile niema proporczyków; jedna lanca na przodzie, jedna z tyłu patrolu.

Sendorek, mp. ppłk. i dca pułku.

Dtwo Szk. podof. w Grzędnej Górze; należy natychmiast przemaszerować do Grzybowic. Sendorek,  ppłk. i dca pułku.

Baon I. obsadzi most na kanale, na drodze z Grzybowic do (jrzędnej, placówką stałą w sile jednej sekcji. Jedną placówkę nocną w połowie drogi między stałą placówką a Grzybowicami, drugą nocną placówką na połowie drogi między placówką stałą a kompanją 40 pp., obsadzając Grzędną. Placówki te będą miały za zadanie utrzy­manie łączności między 240 pp  a 40 pp.

Sendorek, mp. ppłk. i dca pułku.

Dowództwo 240. p. p. A. O.

Miejsce postoju 23.' 8. 4920 godzina 12.

ROZKAZ OPERACYJNY L. 13.

I.  Sytuacja nieprzyjacielska:   Po wycofaniu  się armji konnej Budiennego mimo jego protestu — 60 Dywizja sowiecka wkroczyła w rejon Bóbrki. Piechota nieprzyjacielska na odcinku 6 Dywizji co­fała się wczoraj bez większego oporu.

II.  Sytuacja własna: Na rozkaz Dtwa 6 Armji   luzuje 6 Dy­wizja piechoty 13 Dywizję piechoty i zajmuje strefę ograniczoną na południe linją Bóbrka-Przemyślany, a na północy linją Mikłaszów-Biłka królewska,- Połonice - Bogdanówka - Zeniów -Gliniany- Kniaże • Hilczyce-Złoczów,  wymienione miejscowości włącznie dla 6 Dy­wizji piechoty.

III.  W myśl rozkazu operacyjnego   L. 85 6 Dywizji  piechoty zarządzam:

a)  Baon I i II 240 pp. pod dtwem  ppłk. Domasztwicza ob­sadza Zuchorzyce.

b)  20 pp. obsadza dwiema kompanjami Czarnuszowice i luzuje Baon II 240 pp. tam znajdujący się, który ma zaraz odejść do Zu-chorzyc, a dwiema kompanjami Hermanów. Zmiany te przeprowa­dzone mają być w ciągu dnia dzisiejszego.

c)  Artylerja podług dyspozycji dcy Dyonu  Mjr   Szpilki. Ba­ony, obsadzając wymienione miejscowości, luzują oddziały 13 Dy­wizji. Tabor ciężki (komisja   gospod., Prowiantury etc.) pozostają •w Mikłaszowie. III pozostaje jako rezenya w Biłce szlacheckiej

IV.  Dtwo pułk^u znajduje się na południowo zachodnim krańcu wsi Biłka szlachecka (plebanja)

V.  Czołówki prowiantowa i amunicyjna dojeżdżają do. stacji Gaje-Czyżyków, a dopóki stacja zajęta ładowaniem oddziałów 13 Dywizji do Winnik, Szpital polowy 562 pozostaje we Lwowie, sta­cja dla rannych i chorych na stacji kolejowej Gaje-Czyżyków. VI.  Po zaciągnięciu nowej linji wydzielają Baony  słabe  za­bezpieczenia, stoją zgrupowane, działając oddziałami wypadowemi i wywiadowczemi na wschód, przy użyciu   wszelkich środków  lo­komocji tak głęboko, aby osiągnąć kontakt z nieprzyjacielem. Wię­ksze wypady wolno przedsiębrać tylko   na  rozkaz  pułku. Kontakt z nieprzyjacielem musi być w  ciągu  dnia   dzisiejszego   bezwarun­kowo nawiązanym.   O   każdym  wypadzie  uwiadomić artylerję  dla współdziałania.

VII.  Baony połączą  się   telefonicznie  natychmiast z  Dtwem pułku i wyślą po2 łączników, o ile możności konnych, do Dtwa pułku.

Meldunki sytuacyjne należy  przedkładać co 2 godziny. Szkic dyslokacyjny należy przedłożyć w ciągu dnia dzisiejszego

Za zgodność:                                          Sendorek, m. p.

Stawski                                          ppłk. i dca pułku,

ppor. i Adj.

Otrzymują:

I. Dtwo 6 Dywizji piechoty do wiadomości    ...    1

2  Baon I. II. i III. do wykonania........   3

3.  20 pp..................    1

4.  Dyon artylerji..............    1

5.  Adjutantura   . ...............    1

6.  Zapas................   .    1

Razem ""      8

Bitwa zaczęła się koło 11 tej w południe, nieprzy­jaciel dał do niej powód. Barski kontratakował (było to 23-go) z 6 tą kómpanją i wspierany przez 5-ą i 7 ą kompanję, zajął Żurawniki z pozycjami nieprzyjaciel-skiemi. W ataku tym giną znowu dwaj szeregowi, trzej zaś odnoszą rany. Pochód kompanji6ej w zamkniętym szyku na nieprzyjacielskie karabiny maszynowe, wy­wołuje pa*nikę w szeregach nieprzyjaciela, który w naj­większym popłochu zaczyna uciekać.

Po zajęciu pozycji nieprzyjacielskich poszła 6 ta komp. przez Zuchorzyce do Połonic pod Zadwórzem, gdzie 25. sierpnia rozpoczęła atak. Po zwycięstwie Barskie­go w Źurawnikach, wieczorem 20-ty pułk Ziemi Krako wskiej zluzował cały Baon, który w poniedziałek po­szedł do Zucborzyc, a we wtorek 24. miał pierwszy atak na Zadwórze o godz. 6'15, główny zaś atak od godz. 8-ej do lej, tzn. od wieczora do 1-ej w nocy bez przygotowania artylerzyckiego i bez łączności i za­bezpieczenia w lewo i w prawo. Walki te opisał kilka­krotnie dr. Prószyński w „Słowie Polskiem" w szkicach

35

pt. ., Walka o Zadwórze", „Atak nocny", „Zmarnowana wyprawa" i „Patrol".

Barski atakował na lewem skrzydle wzdłuż toru kolejowego i dostał się pod ogień karabinów z wozów / tyłu. Stracił on wtedy 12 ludzi (razem z panią Stroj-nowską). Komp. 7-a i 8 a dostały się też pod ogień ka-rabinów maszynowych z Bogdanówki i leż prawie z tyłu. Wtedy nastąpiło wycofanie się ich. Ponieważ jednak wyco-l.iły się bez możności poprzedniego zawiadomienia wraz 7. 5-ą. 6-a kompanja została okrążona z trzech stron. Dowódca Barski, mylnie poinformowany przez szpiega co do sytuacji, zorjentował się mimo to w groźnem położeniu ; umiejętnie więc kontratakuje nieprzyjaciela i wycofuje się z ognia, tracąc bohatersko w tyra lj erze idącą sanitarjuszkęStrojnowskę, lwicę arcymężną wśród niewiast, oraz 2 zabitych szeregowców. Do niewoli idzie około 20 ludzi, w tej liczbie weterynarz dr. Kru-czkowski Sylwester, 57 letni ochotnik. Niedawno udało mu się z niej uciec. Po szczęśliwem wycofaniu się, kompanja   i   dowódca   otrzymują  pochwałę.

A oto rozkazy i meldunki co do planu i rozkładu tych walk: 23/VIII 1920. Do Dtwa II. Baonu 240 pp. Z rozkazu dowództwa 20 pp. należy ściągnąć tyraljerę z pod Żurownik i odmaszerować do Zuchorzyc, objąć odcinek od III. Baonu 240 pp. 3 komp. 20 pp. obsa­dziła placówki dzienne na wschód od Czarnuszkowic. Dowódca I Baonu 20 pp, Wojciechowski, por —Dnia 25-go niestrudzony w pracy w tym okresie ppłk. Sen­dorek dał rozkaz Baonowi II. wziąć udział w akcji na Zadwórze i podporządkować się rozkazom ppłk. Weissa, dcy 40 pp. W objaśnieniu dodaje się, że Baon 11/9 40 pp. nie podlega Dtwu 40 pp., współdziała z nim tylko w akcji. O godz. 1315 (25/8. 20.) nadszedł rozkaz ppłk. Sendorka. „Należy natychmiast ściągnąć komp. 6, 7 i 8 i odmaszerować do Połonic — Bogdanówki, gdzie znaj­duje się już komp. 5 (z ppor. Ant. Jochem), zniszczyć most na szosie koło M. H. oraz nawiązać łączność z Baonem I., który atakuje Łaszki Królewskie od Zu­chorzyc. Należy również ubezpieczyć się od półn. zach. W Polonicach 5 ta komp. walczyła mężnie, lekką ranę w ramię odniósł szer. A. Krąp. Do Dowództwa zaś III. Baonu (bohaterskiego majora Trześniowskiego) przyszedł tego  samego  dnia o godz. 13-ej następujący rozkaz:  Baon I. i jedna komp. 20 pp. łącznie pod do­wództwem ppłk.   Domaszewicza otrzymały  rozkaz wy­marszu dnia 25 bm.   o godz. J3#20  z Zuchorzyc celem zaatakowania   Łaszek królewskich   od  zachodu.   Po o-dejściu prawego skrzydła na -o    263 należy   nawiązać łączność i łącznie z tymże posuwać się naprzód. Jeden Baon 54 pp. otrzymał   rozkaż zaatakowania Wyźmian. Baon II. 240 pp. zajął o godz. 715 stację kolejową Za-dwórze a o godz. 9-ej   z powodu   cofnięcia   się 40 pp. ze wsi Zadwórze   zmuszony   był   do  wycofania się na Połonice, gdzie otrzymał rozkaz zajęcia Połonic — Bo-gdanówki i nawiązania łączności z Baonem I. Po osią­gnięciu   powyższego   zadania,    wszystkie   oddziały   20 i 240 pp. mają być zluzowane i wycofane do Żurawnik. celem  reorganizacji. Sendorek, mp.,   ppłk. i dca pułku. Jak  się   jednak   skończyła   nasza   bitwa   z 24 go? Po wspomnianem wycofaniu kompanji wśród strat dnia 25-go nastąpił trzeci atak w trzech częściach głównych, od   godz.   6-ej wieczór,   który   trwał  do  1 ej  w nocy. drugi zaś od 6-ej do 10-ej rano,  3-ci od 10 ej do 12-ej w południe. Ówcześnie zaatakowała nas kawalerja bol­szewicka,   którą odparła   komp. 6-ta, jako   rezerwowa, ogniem salwowym z   odległości   300 kroków.  Wskutek nakazanego   cofnięcia   się pułku 20,   40 i   pancernego pociągu,   baon   II.   cofnął   się   do   Barszczowic,   skąd o godz. 10-ej wieczór  stosownie  do rozkazu,  odjechał na wozach do   Połonic z powrotem,   gdzie miał wziąć udział w akcji na Żurawniki i Łaszki, jednak wskutek spóźnionych rozkazów pozostał w Połonicach i Bogda-nówce aż do rozwiązania tj. do 27-go. Baon pochował trzech zabitych  nad   Pełtwią  w  Połonicach;   rannych było piętnastu;   dostało się też niestety  kilku Polaków do niewoli, a nadto kilku nie znaleziono. Straty te zo­stały spowodowane   po największej   części flankowym kontratakiem   kawalerji   bolszewickiej  na   atak   polski frontalny.   Wtedy raniono lepszą szarżę,  która się nie cofała.    Do   takich   zuchów   należał   plut.   Cwiąkalski, abiturj. gimn.,   ranny  dwukrotnie.   A  był to. — wedle meldunków mężnego ppor.   Bardeckiego — morderczy ogień dum-dum; gdy się zaś zważy,  że ludzie nasi nie mieli amunicji, i wszystkie karabiny były popsute, musi się odwrót   usprawiedliwić.       Dnia 27.  VIII.  wedle niżej cytowanego rozkazu — zostaje baon wcielony do

37

20 pp. „Ziemi Krakowskiej", a to wskutek tego, że dowództwo 6 ej Dywizji i Armji wcieliło oddziały ocho­tnicze do armji regularnej.

Krótka, ale piękna jest historja tego ochotniczego pułku Powstał na to, by trwale się zapisać w pamięci wroga. Nie zapomną bolszewicy, że w tym czasie, gdzie­kolwiek stanęli, choćby na krótki tylko postój, spotkali ten rzutny pułk, idący ciągle za nimi, a nie ustępu­jący w byle jakich warunkach Szczególnie kompanja6-ta, nawie zawsze pierwsza w boju, ostatnia na spoczynku, jawsze w uciążliwych walkach i najuciążliwszych wa­runkach, czasem uznana, czasem niewidziana, ze szcze-jólnem podkreśleniem przechodzi do historji walk z bolszewikami na ziemi naszej.

Niema ochotników, zlali się ż pułkiem regularnym, zostały jednak czyny piękne, chlubnie świadczące o nich i o ich nieustraszonym dowódcy, rycerskim młodzieńcu Adamie Barskim. W bojach dalszych zostali tradycji swej wierni, i chwałą promienną osnuli swe następne dni walk.

Podaję w pełnem brzmieniu rozkaz pożegnalny:

Dowództwo 240. pp. A   O.

Miejce postoju, 27  8  1920.

ROZKAZ PUŁKOWY L. 14.

1.  Rozwiązanie 2 40 pułku piechoty A. O : Wmyśl rozkazu organizacyjnego L. 2 z dnia 26- sierpnia 1920 Dtwa 6 Dywizji piechoty i na podstawie rozkazu Nr   181. — org  z dnia 20. sierpnia 1920.   Dtwa 6. Armji zostaje 240   pułk  piechoty  A. O.  rozwiązany i wcielony do 20  pułku piechoty.

Rozkaz z bliższemi  wskazówkami   i   podaniem sposobu, jak wcielenie zostanie przeprowadzonem, wyda Dtwo 20  pułku piech.

2.  Objęcie Dtwa pułku: Dowództwo 20 pułku piechoty obejmuje w myśl powyższego rozkazu ppłk. Kruk — Szuster. a ja zostaję przy sztabie pułku aż do czasu przeniesienia mnie do wojsk lotniczych

3.  Podziękowanie:   Oddając w dniu■ dzisiejszym Dtwo 240. pp  A  O., muszę na pierwszem miejscu wspomnieć o tych wielu cichych bohaterach,  którzy nie zważając na trudy i niebezpieczeń­stwa, na które na każdym kroku byli narażani do ostatka, wytrwali na stanowisku i przelali  swą krew  w obronie Ojczyzny i za uko­chane    przez   siebie rodzinne miasta.    Bez  rozgłosu   i szumnej aeklamy zginął kwiat  pułku,  ale  pamięć  o  poległych  nie zaginie nigdy wśród kolegów,  którzy pozostali — a wdzięczność Ojczyzny niech im będzie nagrodą za przelaną krew.

Dowódcom Baonów i wszystkim oficerom dziękuję w imieniu najwyższej służby za starania ich i owocną pracę przy organizacji i tworzeniu pułku, oraz za bohaterskie i umiejętne prowadzenie pułku w ciężkich walkach, które pułk podczas krótkiego swego istnienia musiał stoczyć. — Miałem nieraz sposobność przekonać się że mimo nadzwyczaj ciężkich warunków spełniali wszyscy swe zadanie i świecili podwładnym swoim przykładem.

W dalszym ciągu dziękuję wszystkim żołnierzom, którzy bę­dąc czy to w pierwszej linji, bez względu na trudy i ciężkie warunki nie opuszczali nigdy swych placówek i świecili bohaterstwem, czy to tym żołnierzom, którzy zawsze z pomyślnym rezultatem starali się, ó wypełnianie wszelkich udzielanych im rozkazów.

Celem nagrodzenia oficerów i żołnierzy polecam Dowódcom Baonów przedłożenie wniosków na odznaczenia i wniosków no­minacyjnych.

W końcu dziękuję Adjutantowi, Oficerom i żołnierzom, przy­dzielonym do Sztabu pułku, za ich pracę wśród ciężkich warunków, którą spełniali zawsze ku memu zadowoleniu

4.  Mianowanie:  Mianuję plut. Garapicha Eliasza z kan-celarji pułkowej sierżantem i kpr. Łupickiego Franciszka,  z kance-larji pułkowej, plutonowym.

5.  Odczytanie rozkazu:  Rozkaz powyższy należy od­czytać przed frontem wszystkich kompanji.

Za zgodność:

Stawski, ppor. i Adj.

Sendorek, mp. ppłk. i dca pułku.

Takie były dzieje II.  Baonu 240 pp.,  zasłużonego wielce   acz  przygotowanego   dorywczo   i źle uzbrojo-?S!?n    ?Dnikały urzędowe  nie  wyszczególniały walk MOAO.   Komunikat   sztabu   generalnego    WP.   donosi tylko pod datą 14. sierpnia 1920, że „grupa naszej jazdy zasilona oddziałami piechoty, zmaga się w rejonie Ra-dziechowa i Chodojowa z przeważającemi siłami armji konnej Budiennego. Dowództwo frontu zarządziło celem skrócenia linji odpornej  cofnięcie  się  nad  Bug,   przy-czem musiało  opuścić  znowu Brody",  a pod datą zaś ż 19 sierpnia, z frontu południowego „celem wyrzucenia oddz ałów nieprzyjacielskich, które pod Sokalem i mię dzy Kamionką Strumiłową a Buskiem przeszły na lewv brzeg Bugu, zarządzono kontrakcję". Z 17-go": „Między Bugiem a Lwowem walki  z przedniemi oddziałami je­dnej dywizji."   Dowódcą   VI.   armji  został generał ję-drzejewski, zapisany chlubnie,   dzięki swej działalności z czasów obrony miasta w r. 1919, wdzięcznej pamięci Lwowian.   Odbył on zaraz  naradę  z gen.  Iwaszkiewi-czem, przesławnym dowódcą frontu i jego szefem sztabu

pułk. Kesslerem. „(Vazeta Lwowska" doniosła o serde-cznem i wdziccznem powitaniu gen. Jędrzejewskiego przez Lwów, pomny jego zbawiennej działalności z cza­sów bohaterskich waik dookoła lwiego grodu. Przybył on z północnego frontu, aby objąć posterunek ważny i zaszczytny, to też żywiono pełne zaufanie do jego „szczęśliwej ręki i energji.'' Z Jędrzejewskim przybyli do Lwowa związani z nim, szef sztabu, mjr. Tyszkie-wicz, kpt. Mały i adjt. Sterba.

Komunikat z 18. doniósł, że „wojska nasze prze-grupowują się celem odparcia nieprzyjaciela, posuwa­jącego się w kierunku Lwowa," a „Gazeta Lwowska" (urzędowa) podkreśliła, że nasze oddziały „wykonując opracowane rozkazy, zajęły, względnie odeszły na po­zycje obronne, asekurujące Lwów. Z ruchów oddzia­łów nieprzyjacielskich można wnosić, że w niedługim czasie nastąpi zetknięcie i starcie z nieprzyjacielem w rejonie obronnym Lwowa."

Że Lwowa bezpośrednio nie zagrożono, lwia w tem zasługa ochotników, zwłaszcza bojowników nieśmier­telnych z pod Zadwórza (śmierć kpt. Zajączkowskiego),

0  których niewiele się ze źródeł komunikatu dowiedzieć mogła opinja publiczna,  informowana zresztą niedbale

1   zwięźle   przez  prasę.   Społeczeństwo  wie,  że  Armji Ochotniczej   ma   wiele  do   zawdzięczenia,   ale nie wie

dokładnie, ile.

W ten sposób, zakończywszy dzieje Baonu II. 240 p. p., przechodę do zmagań się bratnich jego baonów I. i III. pod wodzą niezłomnych rycerzy, Domaszewi-cza i Trześniowskiego.

Z PRZEJŚĆ BAONU I. i III. 240 PP. A. O.

Organizacja postępowała tak, jak w II   Baonie.

Organizację obu tych baonów omówiono w roz­dziale wstępnym, pt. „Odruch polski." Ze wszystkich trzech baonów najprędzej zorganizował się w energi­cznych rękach pierwszego Obrońcy Lwowa, niezapo­mnianego mjra Tatara-Trześniowskiego, wsławionego jeszcze z czasów* legjonowjch, baon III, zasilony ludźmi z Baonu II. w pamiętnym dniu pierwszego „frontowego" alarmu. Było to 26. lipca — we Lwowie pod wpływem hiobowych wieści zaznaczyła się lekka panika. Dla uśmierzenia jej i dla wzmożenia otuchy ogólnej zapragnął gen. Lamezan wysłać któryś z ba­onów bryg. Mączyńskiego na front. Najlepiej się nadał do tego, ze względu na arcyszybkie swe wyćwiczenie, sprawny baon III, właśnie ów majora Trześniowskiego. Wyruszył więc stopniowo naprzód, do drugiej linji re­zerwowej nad Bugiem, przez rejon obronny Lwowa. — Po mniej więcej tygodniowej komendzie kpt. Dro-bniewicza objął dtwo I. Baonu ppłk. dr. Domaszewicz, lekarz-neurolog, pragnący szerszego zakresu działania poza ściśle zawodowym widnokręgiem, zwłaszcza, że przez długoletni pobyt w sztabie, gruntownie poznał teorję. Nie jest to w Polsce pierwszy wypadek, że le­karz rezygnuje ze swego zawodu w polu i walczy jako oficer, czy żołnierz — dość wspomnieć śp. Źulińskiego lub generalnego adj. Wieniawa-Długoszowskiego. Ppłk. dr. Aleksander Domaszewicz zyskał jednak nieśmier­telną sławę, uzewnętrznioną w krzyżu Virtuti Militari i w wyszczególniającej go pochwale gen. Jędrzejewskiego.

Przy pomocy adj. por. Nowosielskiego zorganizo­wał swój baon bardzo szybko, bacząc pilnie i na mu­sztrę formalną, na ćwiczenia taktyczne, i na metodę walki. Cały baon strzelał, (każdy żołnierz po trzy razy ostrym nabojem), pod tym względem górował baon dra Domaszewicza nad baonami jego niemniej zresztą od­danych Sprawie i zasłużonych kolegów. Baon wyruszył do Malechowa na uciążliwe ćwiczenia już 8. sierpnia, a dnia ligo z pułkiem do IX. brygady piechoty. Li­czył wtedy 680 bagnetów, a jego trzy kompanje miały zająć olbrzymi wprost teren, gdyż baonowi I. i wcze­śniej tam przybyłemu III. wyznaczono odcinki równo każdemu dziewiętnastokilometrowe. I. Baon Domasze­wicza zajął i obsadził odcinek od Rakobut po Kamionkę Strumiłową, a na prawo od Rakobut po Busk rozcią­gał się odcinek baonu majora Trześniowskiego. Oba baonv wciągnięto wkrótce w krwawe nader boje.

Lwowianie słyszeli coś o tej akcji, lecz przeważnie w reprodukcji famy conajmniej stugębnej. Dopiero dnia 3 września poinformował ich cokolwiek feljeton wo­jennego sprawozdawcy „Słowa Polskiego" (Nr. 410, 1920 r.) pt: „Chrzest ogniowy I. lwowskiego baonu M. O. A. O."   Ponieważ podnosi   on  wiele cech  istotnych, a charakterystycznych,  streszczam • go   niżej   pokrótce z dodatkiem" pewnych  uwag. Żołnierz   polski   wiedział lobrze, że te bardzo  ważne walki od  15—27 sierpnia (a więc do rozwiązania 240 pp. jako takiego) były dal-?zem ogniwem walk poprzednich — o Lwów.

Dnia 15. sierpnia stał już baon na dużym odcinka iad Bugiem. Na prawem skrzydle wrzał bój. W arty­leryjskim ogniu stała 4-a kompanja I. Baonu. Wtedy >rzegrupowano cofające się z pod Brodów wojska, lecz cawalerja bolszewicka przeszkadzała temu skutecznie i baon nie mógł iść na Kamionkę Strumiłową. Jeden bowiem z pułków linjowych, mających go zastąpić, nie nie mógł tego uczynić na skutek ataku bolszewickiego, rtóry go w drodze powstrzymywał.

Wobec postępów bolszewickich na lewym brzegu Bugu podjęto polską kontrakcję. W dowództwie baonu samego pozostało wtedy li tylko — dwudziestu ludzL W poniedziałek 16-ego, pierwsza dywizja „towa-riszcza" Budiennego rozpoczęła atak o świcie. Nad Bugiem walka z prawego przeniosła się na lewe skrzy­dło. Na lewem kozacy wdarli się w szczerbę, powstałą przez ustąpienie jednego pułku. Walcząc jak lwy, co­fali się ochotnicy ku lasom na Zachód (tam się odzna­czył ppor. Marchwiński, może najlepszy oficer Baonu; prócz niego Więckowski, i mężny sierżant Wróbel) Na siedzibę baonu napadło 150 kozaków. Męstwo oficerów rozstrzygnęło sytuację pomyślnie : oto kpt. Drobniewiczr por. Jabłoński i lekarz baonowy por. dr Kwiatkowski,. inicjatywę, uchwycili na szczęście w swoje ręce. Strze­lano z odległości 15 kroków, padło 20 kozaków z ata-manem, zastrzelonym przez dra Kwiatkowskiego. Ko­zacy się cofali, a ochotnicy pod lasem wznieśli trium­falny, gorący okrzyk: „Niech żyje Polska!" Siedziby baonu musieli jednak opuścić! Ale niebawem grupa baonu, która atakowała poprzednio, odbiła siedzibę baonu (a więc grupa pod wodzą ppłk. Domaszewicza, i poruczników Starczewskiego i Malinowskiego.) Polacy zwyciężyli, pomimo szarż kawalerji, ale — ku ich smu­tkowi wielkiemu. — poległ na placówce śmiercią bo­haterską abit. gimn. mężny plut. Jaksmańicki.

Nazajutrz walczono pod dworcem. Tyraljerę pol­ską atakowała bolszewicka baterja i pancerka. Polska artylerja współdziałała dzielnie i  sprawnie.   Po cofnie ciu oddziałów rozkazem na inne odcinkf, nazajutrz po­południu zapanowała cisza, ale to była cisza zdradzie­cka. Jakoż za chwilę zasypało Polaków mnóstwo „ku­ferków", szrapneli. Po naszej stronie odznaczył się wówczas chlubnie stary żołnierz, por. Jabłoński i sierż. Wróbel, który zaraz po powrocie z niewoli bolszewi­ckiej zgłosił się do służby w linji. „Kuferki" polskiej artylerji wytłukły mnóstwo bolszewików, psując im odwrót. Poległ tam adjutant atakującego nas baonu.

Nad ranem znów kontratak przeciwnika skierował się na nasze prawe skrzydło. Śmiały wypad polski oskrzydla jednak wroga. Walka zrazu była począ­tkowo niepomyślna, ale później zwycięska. Żołnierz — rekrut nawet, po tym bojowym chrzcie krwi stał się prawdziwym frontowcem.

Tyle sprawozdawca wojenny.  Zaglądnijmy jednak do pierwszorzędnego źródła,  do informacyj z pierwszej ręki,  tj.  do meldunków baonu,  do sprawozdań,  spisa­nych z polecenia komendanta baonu ręką por. Malino-wskiego. Trzymając się porządku, czytamy w nich mniej więcej,  co następuje:  16/8.  akcja   I.  Baonu  celem od­rzucenia wroga,   który 15/8.   o godzinie 22 przekroczył Bug w rejonie Rakobut. Sytuacja o godz. 22 dnia 15/8. Własna kompanja 4-a meiduje:  Wróg przekroczył od­działami  kawalerii   (pierwsza czerwona armja Budien-nego)  Bug pod Rakobutami.  Sytuacja własna. Kompa­nja 1-a i 4y pluton 1. KKM, w pogotowiu marszowem (po   zluzowaniu   przez   II.   Baon  20 pp.   w Tadaniu); komp. 3. i 3-ci  pl.   1.  KKM. w  podobnej sytuacji,   jak 1 kompanja w Spasie. 4 kompanja i 2i pluton 1 KKM. •l wyjątkiem   placówki   Nr.   1,   która   została   również zluzowana przez II. Baon 20 pp. na odcinku na zacho­dnim brzegu Bugu od Derewlan do -o-   211 na wschód od A 234,  Kompanja  2-a   i   1-y pluton 1 KKM. w re­zerwie przy dowództwie baonu w Streptowie.  Decyzja dowództwa   I    Baonu  240  pp.  A.   O.:   Ściągnąć 1 i 3 kompanie i wraz   z 2-ą komp.   uderzyć   frontalnie   od strony   Rzepniowa.    Czwarta   kompanja,   wzmocniona częścią 2-ej kompanji, uderzy równocześnie od północy, by odciąć nieprzyjacielowi   odwrót.   Dyslokacja   sił:  2 komp,   40  ludzi  piechoty  z   dwoma   francuskimi  rę­cznymi  karabinami   maszynowymi   pod   dowództwem ppor. Petlary odeszło na    o- 225 (kota dawnych oko-

43

pów) i obsadziło je, wygiąwszy prawe skrzydło ku Po­łudniu — 36 ludzi piechoty z jednym francuskim ka­rabinem maszynowym ręcznym pod dowództwem pchor. Kuziowa wzmocniło cofnięte ku zachodowi prawe skrzydło 4-ej kompanji. Patrol oficerska, złożona z 17 ludzi piechoty, wyszła pod dowództwem ppor. Wojty-cha przez Rzepniów, do Rakobut. celem stwierdzenia liczby, rodzaju i kierunku marszu nieprzyjaciela.

Jeden francuski ręczny karabin maszynowy (13 ludzi) pod dowództwem plutonowego Jaksmanickiego, obsadził drogę przy -{- na północny zachód od -o 235 (południowy wschód od Streptowa), celem osłony ty­łów i prawej flanki. Reszta komp. 2-ej pod dowództwem ppor. Jabłońskiego została w Streptowie celem ochrony wsi i osłonv trenów. 1-a kompanja z pierwszym plu­tonem 1 KKM. wyruszyła (po przybyciu z Tadania do Streptowa) drogą ze Streptowa do Rzepniowa z kie­runkiem na Rakobuty. Z tą kompanja odszedł dowódca baonu ppłk. dr. A. Domaszewicz i dowódca 1 KKM. por. Malinowski. Trzecia kompanja otrzymała rozkaz wyruszenia ze Spasa w kierunku na —o— (Pd. zach. od Derewlan), a następnie w połączeniu ze znajdującą się tam obsadą pod dowództwem kpt. Drobniewicza za­atakowania z flanków. Akcja: Komp. 1 znajdowała się na drodze w lesie na południe od Streptowa (pd wschód od o- 227), gdy zauważono bitwę na Pn. Wkrótce przeniosła się walka na tyły. Wobec tej sytuacji za­wróciła kompanja i, rozwinąwszy się w tyraljerę z kie­runkiem na Pn. wsch., znalazła się wobec trzech sotni kozaków, które, przyjęte ogniem piechoty i maszynek, wobec zdecydowanej postawy grupy, cofnęły się po bezskutecznym ataku drogą ze Streptowa na Spaś, ostrzeliwując z maszynek atakującą kompanję. Wspo­mniana wyż grupa (i komp. i 2 plutony 1 KKM) od­biła Streptów, a następnie nawiązała utraconą łączność.

Przebieg walki: 3 komp. została napadnięta w mar­szu przez 4 sotnie kozaków, z których 3 zaatakowały wspomnianą kompanję, a 4-a Streptów. 3-a komp. usta­wiła się w czworobok i podjęła walkę. Otoczona jednak, uległa po bohaterskiej obronie, przemocy i w znacznej części dostała się do niewoli z oficerami. Obsada Strep­towa podjęła też energiczną obronę (por. dr. Kwiatko-wski zastrzelił atamana  bolszewickiego, widać Niemca, gdyż krzyczał na swoich „Verdammte Kerle ! Wpierod I"). Otóż sotnia wycofała się z trenem na widok zaciekłej obrony tej polskiej „zbieraniny", gdyż — istotnie, — tworzyła ją piechota, telefoniści, sanitariusze, furjerzy i ordynansi nie wyćwiczeni. Placówka polska przy krzyżu broniła się do ostatniego naboju, a ostatniego strzela­jącego zarąbało kozactwo.

NEXT