ATAK NA ZADWÓRZE.

(Por. z II. Baonem ; zob. rozkazy ppłk. Sendorka). Kontynuując marsz z Grzybowic z 21/8. wyruszył dnia 22/8. I. Baon.z lasu na wsch. od Chałupek. Rozmie­szczenie sił: 1 komp. i 4-ty pluton 1 KKM. w tyraljerze w pierwszej linji na wsch. od -o 256. 2 komp. i plu­ton 1 KKM. w rezerwie w tyraljerce. - Lewe skrzydła tej komp., w sile jednego plutonu, zagięte było ku za­chodowi, celem osłony lewej flanki ze względu na to, że wskutek opóźnienia oddziałów operacyjnych na lewo od I. Baonu, mógł nieprzyjaciel flankować od strony Podlisek.

Przebieg bitwy. Po kilkugodzinnym silnym ogniu artylerji poczęła piechota nieprzyjacielska podsuwać się ku naszym linjom. Pierwsza linja została wzmocniona pierwszym plutonem 1. KKM.  i   częścią   drugiej komp.

Tymczasem zaczęły podchodzić od lewego spó­źnione dotychczas oddziały inne. Wtedy dowódca ba­onu zarządził kontratak. Wtem rozszalał się huraga­nowy ogień nieprzyjacielskiej artylerji na polską tyra-Ijerę pod Wysoką przy zbliżeniu naszej linji do A 246, Ogień nieprzyjacielskich maszynek był iście morderczy. Padł szer. Piątkiewicz, ustąpił ciężko ranny w pierś ppor. Koliweszka (odłamkiem granatu, w chwili gdy kosił wrogów maszjnką.) Poprzednio jeszcze, pod Strep-towem, padł ppor. Hałaburda z rosyjskiej armji, a ppor. Petlaro, który się w Derewlanach dostał do niewoli, niedawno wrócił znowu.

Tak, gorące to były dość boje. Nawet lekarz szedł z karabinem w pierwszej linji, a dzielnie go też naśla­dowały „łapiduchy". Męstwo wodza polskiego, hero­icznego dra Domaszewicza. wywarło piorunujące wra­żenie na bolszewikach, potwornego napędzając im stra-

cha. Uciekali, a chłopcy żałowali mocno, że ich rozkaz na inny przeniósł odcinek, gdyż wymknęli się upatrzeni już dobrze bolszewicy. Dnia 23/8. między 14 ą a 15-a artylerja bolszewicka ostrzeliwała wieś Zuchorzyce, obsadzoną dwiema kompanjami i dwoma plutonami 1 KKM. Obsada zabezpieczyła   się  trzema placówkami,

wające się linje wrogie. Placówka Nr. ?>. wycofuje się na wzgórze na Z. O. przed wsią. Plac. Nr. 3 (\ 274) dołącza się do linji, biegnącej od plac. Nr. 3 (Z. O.) w kierunku skośnym do wsi Do tej linji dołącza się rezerwa komp. 2 na lewem skrzydle i 1 pluton komp. 1 na prawem skrzydle. Reszta komp. zbiera się na zach. krańcu wsi jako rezerwa. Lewe skrzydło cofa się pod silnym naporem nieprzyjaciela do skraju wsi. A wróg coraz natarczywszy! Gdy się sytuacja zaostrzyła, i juz wydała się straconą, zagrzmiał Domaszewicz „Rezerwa do kontrataku! Naprzód!" Szalonego natarcia impetu pełnych żołnierzy I. Baonu nie wytrzymali bolszewicy i uciekli na Łaszki królewskie. Na placu bitwy został trup „batalionnawo instr. oficera", wiele amunicji ar­tylerji i dwaj jeńcy. Z polskiej strony ranni : cierż. Sto-janowski i Nowakowski, szer Kmicik; zginął szer. Ha-niszewski. — Po odparciu kontrataku obsadzono wieś, jak przedtem.

ATAK NA ŁASZKI KRÓLEWSKIE.

Dnia 25/8. o godz. 1530 wyruszył baon ze Zucho-rzyc, celem zdobycia Łaszek. Miała mu pomagać komp. techn. 20 p. p. Wśród dowcipów i drwin z przykrej słoty i bolszewików zajęto skraj lasu 1 km. na zachód od o- 263 — 1-sza komp. i 4-ty pluton 1 K. K. M. rozwinął się w tyraljerkę jako pierwsza linja,2-ga komp. stanęła w rezerwie na skraju lasu, ukryta za drzewami. Po wydaniu rozkazów przez Domaszewicza komen­dantom kompanij, na umówiony gwizd, ruszyła tyral-jera. Gęsto widziano żołnierza ze bnopkiem w ręku na osłonę. Rezerwa szła zwolna naprzód. Wtem padły salwy,  zagrały  maszynki, zaświszczały i zajęczały gra naly i szrapnele. To nocny atak. Triumfalnego dźwięku polskich sopranów (dla młodego wieku żołnierzyków), przeląkł się bolszewik i umknął, zostawiając zabitych, rannych i jeńca.

Łaszki więc polskie!

Ustawiono placówki przed wsią, idąc na spoczynek. Baon III.  z majorem   Trześniowskim   też  miał li­czne przejścia bojowe. Dziewiątą jego kompanją dowo­dził porucznik Huńka,   dziesiątą   por. Ratusifiski, jede­nastą por. Chmielewski,  potem  zaś Piasecki a dwuna­stą poległy por. Hawlat.   Kompanją 3-cią K. M. dowo­dził zacny żyd-Polak.   ppor.   Seweryn Jeschiwe,  znany z walk jeszcze  w  sprawie   cieszyńskiej.   Oprócz niego byli też tam porucznik Podgórecki i ppor. Lichtenberg. Podobnie, jak to miało miejsce w I-szym i II-gim Baonie, brała w walkach żywy udział i kancelarja: wal­czyli np. porucznik  (dziś kapitan) Pilch i Kruszelnjcki z prowiantury, obaj profesorowie gimnazjalni. Olbrzymi napór nieprzyjacielski zmusił baon w onyrn pamiętnym czasie (bolszewicki  atak  na   Busk-Krasne,  gdzie baon stał stosunkowo dawno już jako zabezpieczenie do co­fnięcia się) po wielkich polskich stratach, poniesionych pod Kozłowem i Buskiem, gdzie padli  m.  i.  ppor. dr. Tobiczyk, lekarz i medyk,  nazwiskiem   Chorąży. Dwie sanitarjuszki wzięto do niewoli. Były to Helena Kujmy-szyn z Kopyczyniec i Helena Przysięźna  z Czortkowa. Zraniono też ciężko adjutanta Baonu pchor. Wilhelma Mikę. Jedna sanitarjuszka strzelała do bolszewików, ko­lega zaś pewien niosąc  rannego  sierżanta,  napadnięty przez dziesięciu bolszewików, pięciu z nich trupem po­łożył, skutkiem czego pięciu   pozostałych  uciekło i bo­hater sierżanta mógł ponieść dalej.

Co do dowódcy 3 KKM., ppor. Seweryna Jesćhi-wego, wieści są sprzeczne. Wedle jednych poległ, wedle drugich, wzięty do niewoli bolszewickiej i ranny, gdy pragnął wyrwać z rąk krasnoarmiejca zrabowaną sobie kurtkę, został zarąbany. Wedle trzeciej wersji żyje w obozie jeńców w Moskwie.

Chcąc przedstawić fakty w kolejnem ich następ­stwie cofnąć się trzeba do 14-go. Otóż w sobotę 14. zaatakowali bolszewicy Stronibaby i tam ranny został ciężko bohaterski porucznik Chmielowski, który, prze­wieziony do szpitala załogi  we Lwowie, zmarł  tamże

>o ciężkich cierpieniach. W niedzielę III. Baon osłaniał )dwrót VI. Armji, lecz nie mógł się skomunikować przyłączyć w Kamionce do I. i II. Baonu," jak tego >ragnął, a to z braku jakiejkolwiek łączności.

Między 15—16 nad ranem były walki koło Rako-)ut — Kozłowa — koło Milatyna

17-go koło godziny 7-ej — 8-ej wieczorem reszty companij przyszły do Kozłowa. Koło godz. 10-ej wy­szedł rozkaz wyrzucenia bolszewików za Bug.

Wobec tego kapelan baonu, ksiądz Franciszek Bardel, dał na pozycji generalną absolucję (podobnie jak i w Il-im Baonie kapelan ksiądz Szmid, zawsze spokojny i pełen słów otuchy w bojowej linji). Atak polski wykonany koło północy w rejonie Rakohut, udał się bardzo dobrze, ale bolszewicy urządzili koło godz. 3-ej kontratak ze wszystkich stron, zagrażający otocze­niem, częściowo już dokonanem. Wróg liczył mniej więcej 5.0G0 bagnetów, a raport poranny majora Trze* śniowskiego z 19. sierpnia podaje 13 oficerów, 24 pod­oficerów, 187 karabinów i tyleż bagnetów itd.

Zestawienie to niech świadczy o męstwie Ocho­tników i ich wodza tak zaszczytnie, jak na to zasługują. Nie pierwszyzna to, co prawda, dla majora Trześnio-wskiego, bohatera ze Szkoły Sienkiewicza.

Po atakach kompanji 10-ej, wspomaganej przez 9-ą, nastąpiło połączenie się kompanij i wycofanie ko­nieczne już, wprost w ostateczności — na Łaszki Kró­lewskie.

Dnia 19-go we Lwowie nasz oddziałek nadbużań-ski z por. Rączym, spotkał się we Lwowie z odpoczy­wającymi tam żołnierzami Baonu IH-go, a sierżant Ło­puch, przybyły stamtąd, opowiadał nam z przygnębie­niem o naszych świętych stratach.

Przez Grzybowice, podobnie jak i II. Baon, po­szedł również i baon III. na Zadwórze i wspaniale współdziałał tam w akcji aż do pamiętnego, niespodzia­nie nagłego rozwiązania pułku i przejścia żołnierzy z oficerami do 20 pp. Ziemi Krakowskiej, gdzie po-ppłk. Kruku-Schusterze objął komendę mjr. Trześniowski.

Żołnierze jego odznaczyli się głównie w bojach 20 pp., co nie należy już do dziejów Armji Ochotniczej. Dnia 27/8. poległ pod Polonicami  bohaterską śmiercią oficer III. Baonu podporucznik Pariser, niezwykle mę­żny i opromieniony wielką sławą.

Chwilowy triumf bolszewicki zmienił się w ponury odwrót wojsk czerwonych, partych przez trzy baony 240 pp.

Trzeci baon zapisał się niezwykle chlubnie nie tylko w dziejach organizacji lecz i bojów MOAO.

Rahobuty, Busk, Kozłów, Łaszki Królewskie, Cha­łupki a nadewszystko Zadwórze dość wiele świetnych jego Czynów widziały.

Za wzór był nieraz stawiany kolegom por. Huńka Stanisław (znany jeszcze ze Sik. Sienkiewicza, gdy za­wieszał na wieży z ppor. Stan. S;solinem sztandar, po­tem jeden z pierwszych organizatorów „Wilków") Jako dca komp. 9 ej trzymał mężnie przez 2 godz. atak huraganowego ognia boisz, armat, karabinów i KM, każąc grać na harmonijce ręcznej mężnemu inwalidzie plut Laipfricowi. Było to p. Buskiem. P. Rakobutami poniesiono straszne strat}% mimo męstwa wodza i pod­oficerów, sierż. służb, i linj. Tomasa, plut. Łesia, dru­żynowego II. plutonu, szer-ówjak Rybickiego, Kostiuka, Siedleckiego Zbigniewa musiano wśród licznych strat się wycofać. Odznaczył się pchor. Rudkowski z maga­zynu broni. — Otoczony por. Huńka, waleczny i czynny w boju i organizator Sprawy, mimo ciężkich ran i chorób — 4-ech bolszewików niszczy granatem rę­cznym, około saeściu celnemi strzałami.

Żołnierze III. Baonu z rozrzewnieniem wspomi­nają lekarza Jana Tobiczyka, zarąbanego szablami bol­szewików pod Kozłowem, który do ostatniej chwili wy­trwał na posterunku, dzielny tak w opatrywaniu rannych, jak i w bitwie.

Miłością szczerą ku sobie przejął żołnierzy mjr. Trześniowski, nieoceniony dowódca, o wielkiej sile du­cha, stałym charakterze i dobrem sercu, sprawiedliwy, odważny a nadewszystko spokojny w bitwie, stanowczy rozsądny, a zwany tak przez żołnierzy, jak i oficerów „dziadkiem".

Wielką sympatją cieszyli się też ppor. Ludw. Hradel, ppor. Jesziwe, którego straty (jako komendanta) iołnierze odżałować nie mogą, tudzież podp. Engielkrajs który się nadzwyczajnie spisywał w każdej bitwie. Wspomniani już sierż. Tomas Henryk i Laip-fritz, należeli do ulubieńców Baonu III; Tomas wraz zer. Laszkiewiczem Adamem zdobył pod Buskiem maszynkę ręczną. Odznaczyli się p. Buskiem i Rako-butami. — Kapr. Szczerbjan Franciszek bronił się zob-*ługą 3-go plutonu do chwili ostatniej, poczem (po za-flwożdżeniu maszynki) miał utonąć w Bugu wraz z ob­sługą. — Szer. Czuchraj Jan z KKM., gdy bolszewicy co okrążali, wziął na ramię KM., i odbiegał kilkadziesiąt kroków i strzelał nadal po kilka razy tak,'że wstrzymał całą falę wroga.

Wreszcie pni Huńkowa Helena, zwana przez cały baon „mamusią" lub „p. pułkownikiem", wytrwała do ostatniej chwili, gotując żołnierzom ciepłe jedzenie.

DETACHEMENT ABRAHAMA I KONNICA MOAO.

Wspomniane w „Odruchu polskim" dwa pułki konnicy, były to 214 i 209. Dowódcą pierwszego z nich był płk. Żółkiewski, a drugiego płk. Belina-Prażmowski. Pułk 214 odznaczył się przy zwycięskiej ofensywie pol­skiej pod Kowlem; komenderowany na pomoc War­szawie, współdziałał wybitnie przy zdobyciu Tużysk, Łucka, Równego i zwłaszcza Pińska (a więc już po od­parciu bolszewików z pod Lwowa), a potem, zbunto­wawszy się, przyłączył się do Źeligowskiego (we Wilnie). Oprócz tego bohaterskiego pułku ułanów był jeszcze jak najlepiej organizowany pułk 209 kawalerji, rekru­tujący się z Nowosielec, z okolic Sanoka, stacjonowany w Przemyślu. Uzyskał swą gotowość bojową dopiero pod koniec października 1920 r. Oprócz tych pułków, konnicę organizował w swojem Detachement dr. Abra­ham (zrazu jako rotmistrz, potem jako major) wraz z rtm. Korab Krynickim, sławnym z obrony Lwowa dowódcą „Wilków", tak nazwanych od nocnej metody walki — zrazu bardzo nieliczni, mogli atakować tylko w nocy i wtedy też się cieszyli pełnem powodzeniem). W detachement Abrahama była piechota na wozach, cały baon piechoty i baon K. M. Na podstawie ustnych informacyj Bryg. Mączyńskiego i mjr. dra Abrahama, oraz jego rozkazów  organizacyjnych,  likwidacyjnych, nadzwyczajnych,  oficerskich  i operacyjnych  przedsta­wiają się dzieje „Detachement" następująco:

Dnia 9-go lipca   1920 r.   we Lwowie  wydał mjr. (podówczas  jeszcze   rotmistrz)    dr.   Abraham   rozkaz pierwszy,  który donosił,  że z rozkazu Dtwa Małopol­skich oddziałów armji ochotniczej, upoważniony przez D. O. G.  Lwów,  powołuje   wszystkich  swoich byłych oficerów i  żołnierzy   do   „Defachement".   Dobrowolni ochotnicy mogą się   zgłaszać   wprost lub przez Dtwo MOAO.  Detachement składa  się z oddziałów piechoty, konnicy i artylerji, zapowiada się w tej mierze poufne rozkazy organizacyjne i taktyczne.  Pierwszy baon pie­choty obejmują kpt. Zajączkowski,  porucznik Obertyń ski   i  por.  Demeter.    Baon   karabinów   maszynowych obejmuje poruczn. Dawidowicz,  do którego przydziela się ppor. Lischkę,  ppor.   Łuczkiewicza  oraz  sierżanta Barana.  Komisję  kasową  tworzą:    kpt. Zajączkowski, por. Kempoer, ppor. Ługowski i ochotnik Longchamps. Ppor. Ługowski  odbiera   z  IV.  oddziału  taborów ku­chnię polową  i wóz prowiantowy z parą koni. Ppor. Śliwa, prof. gimn. podpisuje   za zgodność,  i   prowadzi adjutanturę i kancelarję „Detachement."

Ppor. Jakliński organizuje oddział sanitarny. Dowództwo koszar objął ppor. Adam Łucz&ewicz. Rozkazy oficerskie dra Abrahama odznaczają się wielka sumiennością i   dokładnością,   pozatem  zrozumieniem potrzeby    kształcenia   żołnierza   i   informowania   go o sprawach polskich, jak  tego dowodzą  wyraźnie po­niżej cytowane rozkazy. Oficerowie, którym polecił dca detachement   funkcje  organizowania   oddziałów,  mieli przedkładać mu krótkie sprawozdania pisemne o stanie prac organizacyjnych    a  w przyszłości przedkładać codziennie krótkie sprawozdania swych czynności — pi­semnie lub ustnie,  załączając  raport o stanie wyszko­lenia żołnierza.   W raporcie wykazać trzeba było oso­bno :   a) stan ludzi wyszkolonych,  mogących być uży­tymi natychmiast do akcji bojowej, b) których wyszko­lenie wykazuje niewielkie braki i ź konieczności mogliby być użyci,   c) zupełnie  niewyszkolonych.   Już  13/VII. oddziały piechoty,  kawalerji,  artylerji, karabinów ma­szynowych wystawiły po 10 ludzi uzbrojonych, z amu­nicją  i 1 karabinem  maszynowym, gotowych   do   od-marszu pod  Dtwem   2 oficerów.   Jednego oficera miał

wyznaczyć por. Winkler, 2-go kpt. Zajączkowski. Or­ganizację 2-go szwadronu karabinów maszynowych >olecono rtm. Święcickiemu.

Dnia 15/VII. ostrzeżono dców oddziałów przed imowolnem przyjmowaniem żołnierzy z innych oddzia->w, a w szczególności z formacji zapasowych. W za-idzie przyjmowani być mogli tylko ochotnicy, nie )bjęci poborem, a żołnierze, należący do formacyj za->asowych, mogli być przydzielani przez formacje za->asowe za zgodą D. O. Gen.

Winni byli ze sobą przynieść swe dokumenty o-sobiste i karty zaopatrzenia. — Żołnierze, znajdujący się w oddziałach, którzy nie przynieśli dokumentów ze swych formacyj, mieli być oddani odnośnym formacjom, względnie stacji zbornej celem dalszego odesłania.

Za ścisłość w wykonaniu byli odpowiedzialni oso­biście Dcy Oddziałów. Tajny rozkaz oficerski Nr. 3. przypominał, iż nie wolno bić żołnierzy.

Dnia 28. lipca widzimy detachement w marszu. Podczas marszu przedkładają oddziały raport poranny, dokładnie wypełniony na najbliższym postoju lub ma­łym odpoczynku po godz. 7-ej ppor. Śliwie. — Rtm. Krynickiemu, dcy djonu jazdy, ppor. Sapieże, dcy szwa­dronu jazdy, jego wszystkim oficerom i żołnierzom za ich niezmordowaną pracę i trud przy organizacji szwa­dronów w tak trudnych warunkach złożono w imieniu służby narodowej wyrazy jak największego uznania i podziękowania.

Por. Gulbiński Mirosław objął funkcję oficera broni przy Dowództwie.

Oddziały Abrahama widzimy najczęściej zajęte na froncie i to odrazu w charakterystyczny sposób.

Wyprzedzając jednak fakty bojowe stroną orga­nizacyjną, podaję w całości rozkaz Nr. 5 z dnia 14|VII. 1920 r., jako mający dla organizacji znaczenie stano­wczo pierwszorzędne.

Treść tego aktu jest następująca :

1.  Służba: Oficer insp. podch. Marynowski.

Podof.   ,      plut. Walter.

2.  Program zajęć: o godz. 5-tej pobudka.

5—6 ubieranie się, czyszczenie ko­szar itd. 6—6 30 gimnastyka,

6-30-7 śniadanie,

7—10 ćwiczenie.

10—11 szkoła,

11—15-ej obiad i spoczynek,

15—16-ej szkoła lub spoczynek,

16— 18-ej ćwiczenia,

o godz. 18-ej rozkaz,

odgodz. 18-ej kolacja, czyszczenie broni itd.

o godz. 22-ej udanie się na spoczynek.

3.  Raporty i odprawy:  Raport w Dotwie Detachement będzie się odbywał o godz. 10-tej, odprawa o godz  18-ej. Odprawa w Dotwie MOAO. odbywa się  o godz.  19-ej, jawić się  mają Dcy oddziałów w Adjutanrurze Dotwa MOAO.

4.  Przydział: Ppor. Śledzińskiego Fryderyka, pch. Mary-nowskiego Władysława, przydzielono do I. komp. Baonu piechoty

5 Wyciąg rozkazu Generalnego Insp. Armji ocho­tniczej: Żołnierze Armji ochotniczej, jak powstańcy 63. roku, którzy z nami stają w szeregach, nosić będą zaszczytną kokardę pow­stańczą. Każdy ochotnik, formalnie zaciągnięty w szeregi Armji ochotniczej, otrzyma czerwono-białą kokardę ze stemplem Gene­ralnego lub Okręgowego Inspektora na odwrotnej stronie. Kokarda ta winna być noszoną na furażerce pod orłem oraz na bluzie — na klapie lewej górnej kieszeni — przy równoczesnem posiadaniu legitymacji zaciągowej.

.Organizacje Czerwonego   i  Białego  Krzyża  podjęły  się już dostarczenia furażerek i kokard.

Hasło ochotnika  .w bój", odezw  „na zwycięstwo".  Tak się .pozdrawiać będziemy: Bóg z wami.

Za zgodność:                                Generalny Inspektor A. O-

Szef sztabu Malinowski,                                   Józef Haller,

Ppłk. Sztabu Gener. mp.                               Generał broni mp.

6.  Przedkładanie raportów porannych: Oddziały po­dejmą w Adjutanturze  formularze   raportów porannych i przedkła­dać je będą  codziennie  najdalej   do  godziny 8-ej   rano.   Termin musi być zachowany.

7.   Wykaz    podoficerów   rachunkowych:    Oddziały przedłożą   wykazy   podoficerów  rachunkowych.   Zaznaczyć,   jaką szkołę rachunkowości ukończyli — gdzie spełniali funkcje rachun-kowega.

i I. Spis rzemieślników:  Oddziały podadzą  natychmiast nazwiska specjalistów rzemieślników.

9.  Przedkładanie raportów stanu  zaprowiantowa-nia: Oddziały będą przedkładać oficerowi kasowemu  najdalej do godz. 18-ej stan zaprowiantowania na dzień następny.

10.   Organizacya  Detachement:    Dotwu   Detachement podlegają:   Baon piechoty kpt. Zajączkowski, Dyw. kawalerji rtm. Krynicki, Dyw  K. M. por. Nittmann, Bat. zap. por. Karpowicz.

11.  Urządzenie kancelarji:  Polecam Oddziałom natych­miastowe urządzenie kancelarji.   Kancelarja bataljonowa.  kompanji piechoty i K. M. mieści się w sali Nr. 23.

Za zgodność:                                         Rotm. Abraham, mp.

Śliwa, ppor.                  Awizo itd.

53

Interesująca jest w wysokim stopniu dbałość dcy, dra Abrahama, o uświadomienie żołnierzy w sprawach narodowo politycznych. Poszczególne rozkazy jego wy­kazują istotnie cluże zrozumienie ważności tego uświa­domienia. Do takich — par excellence — należy rozkaz wewnętrzny Nr. 5. w miejscu postoju 3/8. 1920, pkt. I. ,Dnia 28. lipca zapadła definitywna decyzja Rady am­basadorów w sprawie podziału księstwa cieszyńskiego.

Rząd czeski otrzymuje : karwińskie rewiry węglowe całą kolej bogumińsko-koszycką, miasta: Bogumin, Karwinę, Frysztat, przedmieście Cieszyna, Trzciniec, Jabłonków!

Niesprawiedliwy — potworny wyrok. Rdzennie polskie ziemie z przeważającą większością polską prze­chodzą do Czech.

Dcy pododdziałów wytłumaczą podoficerom i sze­regowcom znaczenie tego w niebywałym stopniu krzy­wdzącego nas wyroku. Podniosą, że prawe spełnienie swych obowiązków, bitność i karność żołnierzy, mogą w niedalekiej przyszłości zakończyć obronnie sprawę wschodnią, a następnie wymusić zmianę niesłusznego rozstrzygnięcia cieszyńskiego."

Dnia 22. lipca o godz. 18-ej odszedł plut. II. szwa­dronu z Dyw. rotm. Krynickiego w pole. Z dumą stwierdził Abraham, że dzięki wspaniałej pracy organiza­cyjnej rotm. Krynickiego i jego oficerów udało się w nieprawdopodobnie szybkim czasie sformować i wy­słać w pole I-szy Oddział Armji Ochotniczej. Ufny, iż w najbliższej przyszłości połączy się reszta z tym od­działem, żegna go dca serdecznem „Szczęść Boże!" W dniu 23. przydzielono por. Stracha-Zaljeńskiego Sta­nisława do Baonu piechoty.

Dnia 25-go w odpowiedzi na życzenia przesłane w imieniu oficerów i żołnierzy, szef sztabu N. D.W. P. przesłał słowa podzięki wiary w przyszłe zasługi De­tachement, nawiązując do tradycji współpracy z przed dwu lat (gen. por. Rozwadowski).

Dotwo plutonu telegraf, dtwa MOAO. obejmuje j. och. dr. Bogusław Longchamps, który od pierwszych zawiązków istnienia Detachement rozwinął szczerą i owocną pracę około jego rozwoju, za co mu wyra­żono w rozkazie serdeczne podziękowanie. Odtąd mniej więcej,   prawie  z  wszystkich   punktów   rozkazów   pó źniejszych wieje duch ostatecznego przygotowania się do wyjścia w pole, odpowiednich pouczeń co do a-wansu w niem, czy też ostatecznych zapotrzebowań.

W zastępstwie Abrahama, który wyjeżdżał do grupy operacyjnej „Bug" oraz do Dtwa 6 armji, na czas jego nieobecności obejmowali dowództwo rtm. Krynicki i mjr. dr. hr, Konstanty Dzieduszycki.

Przed podaniem dziejów  walk streszczam krótko szczegóły późniejszej likwidacji Detachement Abrahama : W myśl rozkazu Dow.  MOAO. L. org. 205 z dnia 3. października 1920 r.   Baon piechoty w dotychczaso­wej Grupie Lwowskiej i   komp.   szturm,   i aut pancer­nych przeszły po rozkazie  brzuchowickim  pod rozka-zodawstwo 238 pp. AO., przycźem Baon otrzymał liczbę III/238. Oddział sztabowy  oddał  wszystkich  ludzi po­borowych, zdolnych do służby frontowej,   do I. Baonu lwowskiego (b. 240 pp.) Innych poborowych o klasyfi­kacji „B" oddał w drodze przez Dow. MOAO. do kadry zapas, dla Baonu wart. Cytadela. Z dniem 6. paździer­nika rozwiązano wszystkie oddziały w łonie dowództwa Grupy i stworzono pierwszy oddział likwidacyjny z re­feratami :  1) adjutantura,   2) jazda, 3) piechota, 4) kom. gospod.  Oddział likwidacyjny przeniósł się do Lwowa. Oddział marszowy szwadronu zapasowego, utworzony rozkazem Dow.  Grupy L. 116t-org. z 27/IX. 1920, pod dowództwem por. Wójcickiego pozostał nadal w Brzu-chowicach, oczekując dalszych rozkazów z DOG. Lwów. Aż do czasu   odejścia   w  pole jako osobna jednostka gospodarcza pobierał zaprowiantowanie w prowianturze Dow. Grupy.

Oddział sanitarny por. Jaklińskiego przeszedł do Lwowa, a zbędny personal sanitarny oddano Nacz. lekarzowi MOAO.

Kwatery oddali komisyjnie por. Roznoiński, ppor. Śliwa i chór. Herzinek.

Przy ostatecznym rozdziale sił, w myśl rozkazu organizacyjnego, sformowano jeszcze z tych poboro­wych i ochotników, którzy zobowiązali się do ocho­tniczej służby w WP. na zasadach przewidzianych rozkaz. M. S. Wojsk. Oddział osobny, kompletnie połowo u-mundurowany i uzbrojony wraz znajdującymi się przy oddziale końmi i zgłoszono jego pogotowie marszowe. Oddział ten na mocy rozkazu  M. S.   Wojsk. O. Z. Nr.

55

18060 Mob., odszedł jako uzupełnienie do III. Djonu 4. pułku strzelców konnych na froncie. Resztę pozo­stałych po powyższem wydzieleniu kawalerzystów i o-chotników odesłano do Nowosielca-Gniewosza ad Sanok celem wcielenia do 209. płku ułanów, formowanego przez płk. Belinę-Prażmowskiego.

Taka była organizacja i likwidacja szeroko po łolsce całej rozsławionego, nieśmiertelną chwałą okry­tego Detachement Abrahama. Do dawnych laurów chwały żołnierskiej z bojów polsko-ukraińskich dodali wiązankę promieni, refleksów z walk zadwórzańskich Termopil, a zbrojni w męstwo i fantazją kawalerską Abrahamczycy, śpiewający słusznie starą bojową pieśń „na stos rzuciliśmy swój życia los", rekrutujący się ze sfer skombinowanych literacko - zawadjackich, trwale się zapisali nie tylko w imponująco przepięknej obro­nie kresów, ale i ukochanie pozyskali serc lwowskich, które i im samym bynajmniej nie obojętne są, lecz drogie. Spójrzmy więc na ich boje! Uprzytomnijmy sobie rozpaczliwą sytuację strategiczną w pierwszych chwilach współdziałania Abrahama z armją stałą! Co­kolwiek wspomniemy, Brody, czy — o czem jako o świętości mówić należy — Zadwórze, czy też inne walki, wiemy w jak jasnem świetle przedstawia się nam młodzieńcza postać bohaterskiego wodza i jego niemniej mężnej drużyny! Już około 29. lipca dzielne ich czyny dają znać o sobie.

Dnia 23. lipca odesłano bowiem z „Wilków" Kry­nickiego dwudziestu pięciu jeźdźców do kpt. Lewickiego, do Kamionki Strumiłowei. (Szwadron, liczący 140 ludzi, wyruszył z całym Detacnement). Przyjrzyjmy się wo­dzom wyprawy Detachement: Rtm. Korab-Krynicki Tadeusz, wyśmienity organizator, pracujący dniem i nocą (dosłownie!) nad ładem i szybką sprawnością Detache­ment, i później w polu nie zaznał spoczynku, w polu wychudł, i do dnia dzisiejszego znać na nim ślady prze­bytych trudów. Ppor. Andrzej Sapieha, organizator wybitny i dowódca szwadronu pierwszorzędny, zaró­wno świetny w przednich strażach (Zasław, Stojanów, Radziechów, Lasy Toporowskie) jak i w zabezpieczaniu straży tylnych.) Z Toporowa miało iść Detachement na Podhajce, odwołano je jednak pod Tarnopol, zmieni­wszy rozkaz. (Na Podhajce miało przedtem iść marszem pieszym.)   Otrzymało ono teraz rozkaz zajęcia Radzie-chowa i otoczenia wroga.

Dnia 1, 2, 3 go sierpnia w walkach pod Dmytro-wem, Krzywem i Witkowem odznaczył się szwadron Sa­piehy, karabiny maszynowe ppor. Romana Hanaka i kom-panja  Obertyńskiego, niszczące sprawnie bolszewików..

Dnia 6, 7 i 8-go sierpnia przydzielono Detachement do dywizji bohaterskiego płkown. Januszajtisa. Kpt. Za-jączkowski wziął szturmem Horodyszcze, przyczem odznaczył się niezwykle plut. Rożański; wsławia się wypad w Płotyczach. Aby dać dywizji możność przegru­powania i odpoczynku, wydano Detachement rozkaz marszu  na Chodaczków.

W nocnym ataku na Chodaczków rozbija Detache­ment 26-ty i 27-y pułk sowiecki, bierze licznych, bo aż 480 jeńców, kilkanaście karabinów maszynowych, tabory, amunicję, a przedewszystkiem aż dziewięciu oficerów. Od strony Poczapiniec nastąpił atak bolszewicki z no-wemi rezerwami. W ciężkich walkach poległ wtedy niestety por. Śledziński. Kryjąc skrzydło południowe i prawe własnego oddziału, został ciężko ranny por. Nittmann, znany młody poeta, a w zamieszaniu dostał się do niewoli, z której go później w Płoskirowie od-odbili Petlurowcy. Zaniedbanie rany doprowadziło nie­szczęśliwego do amputacji nogi we Lwowie. Ranny również mjr. dr. Abraham komenderuje dalej z noszy ! Z innych oficerów na wyróżnienie zasługują z I. szw. ppor. Heydel i podch. Bączkowski, dcy plutonów w szwadronie Sapiehy: z II. szw. rotm. Dittrich i ppor. Romanowski, z III. por. Jakubowski, który się odzna­czył pod Żórawnem, .pchor. Kostecki, znany z góry Stracenia, a podany ostatnio po mężnych, z wielkiem narażeniem się dokonanych, czynach, przez rtm. Kry­nickiego pod Zadwórzem do awansu na porucznika, wreszcie waleczny wachmistrz Fjałkowski. Djon lotny karabinów maszynowych objął po ciężkich walkach pod Chodaczkowem po por. Tadeuszu Nittmanie ppor. Kazimierz Krzywda Bogucki, który od listopada, kilka­krotnie ranny, przebył na froncie całą ukraińską kam­panię, a dowodził dwoma szwadronami. W oddz. Nitt-mana służył i sześć ran otrzymał pchor. red. Artur Schrnder   mimo ran i chorób, dziś przychodzi do siebie Podkreślić należy też wybitną pracę w baterjt armat por. Karpowicza, gdzie też zasłużył się pchor. Czartoryski, a w oddziale technicznym konnym inży­nier Wehklug. Niezrównany był oddział sanitarny z ppor. drem Lechem Jaklińskim. który nawet pod Chodaczkowem, po zgonie por. Śledzińskiego, objął dtwo plutonu i krył odwrót tylnych straży własnego oddziału. Dcą baonu karabinów maszynowych był ppor. Antoni Dawidowicz. Kompanję I-szą prowadził ppor. Liszka, który mimo rany w rękę pod Chodacz­kowem, pełnił dalej frontową służbę (pod Chodaczko­wem też był ranny w rękę kapr. Władysław Horesz-czuk). Komp. zaś ligą wiódł ppor. Roman Hanak, a trzecią śp. pchor. Piniński.

E*o Chodaczkowie idzie Detachement (ustawicznie więc przerzucane, każdorazowo tam, gdzie trzeba było zapełnić lukę!) ku Kamionce Strumiłowej na Zadwórze-Krasne. Front szedł jeszcze wtedy oryginalnie. Podka-mień-Tarnopol-Brody.

Na północy, była Armja III., na południu Armja VI. W środku przerwa! Budiennyj bił w tę przerwę, a idąc naprzód, dotarł do Rakobut. Wkrótce musiano zluzować III. baon majora Trześniowskiego z powodu kontrofensywy na Busk. Pod Rakobutami stał 9 pp. strzelców granicznych i baon wartowniczy kpt. Maje-wskiego. Z I-go baonu 240 pp. 1-sza kompanja z por. Jabłońskim i III-cia z Marchwińskim wróciły do Strep-towa, a stamtąd do Kamionki Strumiłowej. Baon III-ci> jak wiadomo, był w Busku, na południe od Rakobut; pod Kozłowem mieliśmy wtedy niezwykle przykre straty. Dnia 6 go zameldowano, że Busk jest w kontak­cie z nieprzyjacielem, a Rakobuty zajęte. Wtedy jedną komp. z Ill-go baonu mjra Trześniowskiego osłaniał i wycofał pchor. Bączkowski, z I-ym szwadronem rtm. Krynickiego. Musiano się cofnąć na Zadwórze-Krasne. W poniedziałek w nocy Abraham z pod Kamionki Strumiłowej poszedł pod Zadwórze z pierwszorzędnym oficerem por. Kruszyńskim Stanisławem, sławnym bar­dzo z bojów ukraińskich, b. adjtem ligo baonu 240pp. naturą .,szeroką aż hej", komendantem „Bukowskiego". „Lwowskiego Dziecka", który później zajął też Kozłów, Tworząc   dalsze   zabezpieczenie,   dodało   dtwo  frontu 54 pp. w Zadwórzu  z XIl-ej   dywizji   (w sile podobno 2400-600 bagnetów).

Pamiętajmy, że wojska Armji regularnej, wycofy wały się wtedy na południe od Złoczowa i na zachód od Tarnopola. Nieśmiertelne Zadwórze nie tylko obro­niło Lwów wtenczas, ale i ułatwiło w}rcofanie się tej Armji, tworząc świetną dywersję dla zaawansowanych już dobrze pod Lwowem bolszewików. Był to kontr­atak na Budiennego, na który ten musiał odpowiedzieć ściągnięciem swoich sił z pod Lwowa.

Było to tak: 54 pp. stał od   Zadwórza na północ, na prawem zaś jego skrzydle major Abraham (szedł on był przez Kutkorz na Kozłów).  Dowódcą  komenderu­jącej wówczas XI-tej brygady był pułkownik   Szemiot. Abraham wykonał zadania, zlecone mu przez Szemiota, w całości. W nocy, po  zaciekłej   walce,   cofnął się na Kutkorz, tę świetną naturalną twierdzę, zasłaniając swe „w powietrzu    wiszące"    skrzydło.    (Współdziałali  też wtedy w akcji artylerzyści 205 płk. przez całe rano we wtorek, 9 lekkich   armat i 1 ciężka bat).   W południe między godz. 12-tą a 2-gą, idzie  kpt.   Zajączkowski na rozkaz płk. Szemiota   na   wzgórze 222.   (miał   bowiem pójść na Zadwórze). 54 pp. otrzymał  rozkaz  cofnięcia się z nad kanału jaryczowskiego na Łaszki Królewskie do Winnik. Zajączkowski zajął wzgórze 222, a Budien-nyj musiał wobec tego wrócić na Zadwórze, gdzie wy­wiązała się jedenastogodzinna walka, która ocaliła Lwów i wojska stojące pod Złoczowem, mogące wskutek tego pójść bardziej na Zachód, niż Budiennyj, który na od­głos walk zadwórzańskich tamże pośpieszył.

Baon piechoty śp. majora (wówczas jeszcze kapi­tana) Zajączkowskiego to — wedle słów dra Abra­hama — świętość! Tzw. „Kerntruppe'\ Dcą był major Zajączkowski, dcą komp. I-ej kpt. Krzysztof Obertyński, komp. 2-ej Jan Demeter, 3-ej pchr. Władysław Gettmann, wszyscy kawalerowie orderu Virtuti Militari.

Dnia 17-go, właśnie, kiedy 54 pp. otrzymał roz­kaz cofnięcia się na Winniki, baon Zajączkowskiego i baon KM., którego dcą był ppor. Ant. Dawidowicz, otrzymały rozkaz ataku na Nowosiółki, na płn. wscho­dzie. Zajączkowski zajął Nowosiółki (rtm. Krynicki po­daje inną relację, którą po uwzględnieniu obecnej, abra-hamowskiej,  podam poniżej),   rozbił   pod   Zadwórzem

cztery szwadrony  jazdy i dwa oddziały  nieprzyjaciel­skich karabinów maszynowych, zajął wieś i stację

Wtedy nadeszły fatalne wojska Budiennego z pod Lwowa.

. W ciągu walk i naporów Budiennego i Jakira, krył baon Zajączkowskiego z Sapiehą linję Bugu od Tadania, na odcinku zwyż 30 km.

Dnia poprzedniego w nocy (z 16 go na 17-go) nadszedł rozkaz nocnego ataku na Rakobuty - Kozłów. Kompanja por. Demetra zdobyła Kozłów i Rakobuty (walczono więc z 16-go na 17-go, od pół do ósmej wie­czorem do pół do pierwszej rano), tabory, konie, 80 kozaków i trzy karabiny maszynowe. Tegoż dnia szwa­dron Sapiehy zatrzymuje Kędzierzawek, mimo cztero­krotnych ataków przeważających sił nieprzyjacielskich. Podałem te szczegóły za mjrem drem Abrahamem: wedle relacji rotmistrza Krynickiego bowiem Nowo­siółki zajęły trzy szwadrony razem z rtm. Grochoiskim z 6 pp. idącym od Zadwórza na Milatyn Nowy. Środek trzymał linję Biała-Zazdrośe - Bezbrudy, a z prawej strony był atak z linji Ostrów-Busk na Rozłów.

Przedstawiając sytuację, wymienia rtm. Krynicki skład sił następująco Dywizjon karabinów maszyno­wych i jazdy z por. Boguckim, który dowodził wraz z ppor. Sołeckim. O godz. 4-ej popołudniu (16-go), ka­rabiny maszynowe zatłukły ośmnastu bolszewików. 1-y i 2 gi szwadron jazdy rtm. Dittricha, pół baterji, jedno auto pancerne i jeden szwadron 6 pp. z rtm. Gro­choiskim.

Dnia 17-go artylerja bolszewicka biła na tabory tak silnie, że o utrzymaniu stanowisk trudno było my­śleć. Dowodzący jazdą Krynicki, nie mógł iść torem kolejowym, ale z Zajączkowskim było inaczej — miał szansę dojścia wzdłuż nasypu kolejowego aż do Lwowa! Krynicki dodał mu oddziałek jazdy. — Do lasu pozo­stawało Zajączkowskiemu dwa kilometry tylko; gdyby jeszcze nie fatalne wydarzenie, rozbicie wózków z amu­nicją celnemi strzałami bolsżewickiemi, mógł się był Zajączkowski bronić tak długo, ażby dotarł do lasu barszczowickiego.

Fata jednak zrządziły inaczej; wojsko polskie nie umiało niestety urządzić walki czworobokiem — i to było jego klęską, gdyż bolszewiki zagięli jego flanki. Godzina tragedji wybiła mimo nadzwyczajnego męstwa (rtm. Krynicki ze swoich ludzi rozkazem z 17-go najbardziej chwali rtm. Dittricha, adjutanta por. Po­znańskiego, Sapiehę, pchor. Łukowskiego i Kosteckiego,. plutonowego Gaja i kaprala Gromnickiego, a z pole­głych pod Zadwórzem śp. pchor. Zbroję Reychana i śp. pchor. Pietruskiego).

Mjr. Zajączkowski zastrzelił się sam.

Bohaterską śmiercią, nie przyjmując oferty niewoli bolszewickiej, ginie bataljon śp. majora Zajączkówskiego. Padł ori sam, Obertyński, Demeter, Gettman, Hanak, pchor. Marynowski i nieustraszony rycerz por. Kazi­mierz Bogucki. O nastrojach baonu niech świadczy cu­dny, symbolizujący je fakt: oto prosty chłop, sierżant Jan Filipów, strzela sobie w łeb, aby przez to samo­bójstwo uniknąć hańby niewoli.

Ś. p. poległym złożono w dani order Virtuti militari.

Odznaczeni: śp. major Zajączkowski i jego kole­dzy, towarzysze broni, uzyskali podwójnie świętą pa­mięć ! Są chlubą detachement. chlubą MOAO, chlubą Armji i duszy polskiej wreszcie.

Dopóki takich synów ma Malka nasza, nie zginie nigdy — a mieć ich będzie zawsze, co na krew tych bohaterów  dusza młodej Polski przysięgła.

Ilekroć, od najrańszych czasów istnienia Ojczyzny naszej, zaborczy wroga pazur szarpnąć śmiał Jej zie-micę, potomstwo ochocze Orła białego umiało mu zawsze dać należną odprawę. Wysiłek narodowy Polski w takich razach stale dorastał do wyżyny ataku — przerastał ją nawet, ażeby móc wziąć ją z góry.

Zgodnie z rotą przysięgi, na której składanie z poza chmur złote patrzyło słońce, umiały orlęta, które sta­nęły w potrzebie, słuchać rozkazów, umiały żyć i umie-rać, jak prawy żołnierz polski, i o to tylko Boga pro­sić, ażeby tak im dopomógł.

Że nastał dzień krwi i chwały, że łzę rozstania ma zwiać i osuszyć polowy wicher, że świstom kul wrażych odpowie niezłomność, wiedziałaś, o duszo polska.

Że szary Jaś — to chłopak Piastowego szczepu^ nikt w to nie wątpił.

Że szlachcic polski ocknie się zawsze, gdy mu ży­cie przybliży tradycję, to prawda stara.

Ze wschodu napierały, krwawą poprzedzane chmurą, złowrogie zastępy najeźdźcy.

Lęk padał na Europę, iż się w zwęglone szczątki, iż w gruzy rozpadnie się dzieło pokoju.

Orężny czyn młodej Polski unicestwił zaborcze zamiary i nie przeszedł w spoczynek, aż po zwy­cięskim pochodzie nad kresów polskich rubieże.

I mimo niedomagań i bólów i strat, czujemy to mocno, siew padł w nas dobry. Wiemy, że jeśli hory­zont ojczysty ponurem zatli się zarzewiem, zebrane szyki, ochotnie idące, potrafią go w zorzę wiktorji przemienić.

A do zemsty zagrzewać zawsze będzie Zadwórze, a do wspomnień wdzięcznych i wiernych nie będzie potrzeba zachęcać.

Zadwórze opłakane szlachetnie, gorzko i krwawo, Zadwórze, jaśniejące swą glorją, spełniło swą misję dziejową zaszczytnie.

Co "się stało tymczasem z Budiennym i jego groźną tak Armją?

NEXT