Poznała się z Armją Ochotniczą i o wał jej piersi skruszyła swe zęby. Acz Armja stała niespożyte oddała zasługi, pomoc ochotników była jej niezbędną. Trocki przysłał rozkaz Budiennemu, który mu ze Lwowem zwłóczył, by zmienił kierunek i szedł na Zamość.

Przyszła bowiem właśnie z XIII. dywizji podzło-czowskiej jedna brygada, którą Budienny zaatakował. Pod Barszczowicami ukazała się druga brygada. Po stoczonej walce zwycięstwo było — polskie. Trocki naglił. Wszakże gdyby od Zamościa uderzyły potężne siły bolszewickie, z legendarnym Budiennym na czele, toż droga na Lublin stanęłaby otworem, toż znów pod-jąćby ofensywę na Syreni gród można.

Ale Budiennyj rozkazu nie usłuchał, tłumacząc się niemożnością wycofania rozentuzjazmowanych żołnie­rzy z pod Lwowa. W istocie sam chciał się koniecznie poszczycić zdobyciem Lwowa. Tylko że teraz, t. j. po Zadwórzu i pomyślnym odwrocie Armji nadzbruczań-skiej, nie było ono możebne. Budienny wydał rozkaz drugiego ataku na Lwów i tu go też sprawnie powitała artylerja MOAO. Ale sytuacja jego pod Lwowem była już wogóle   stracona.   To   też poszedł  jak   niepyszny pod Zamość   z   opóźnieniem,   gdyż    pertraktacje   iskrowe z Trockim trwały przez dwa dni.

Korzystając zaś z czasu, poszła X. dywizja polska również pod Zamość, a za nią XIII. dywizja, idąca na Rawę ruską; ta ostatnia znalazła się wkrótce na tyłach Budiennego. Spóźnienie Budiennego osłabiło zupełnie pierwotne b. groźne i dobrze skombinowane plany wodzów sowieckich, gdyż polskie wojska skoncentro­wały się już w tym rejonie niezgorzej. Współdziałał tu też chlubnie i nasz 214 pułk uł. MOAO, zdobywając Tużyska, pomagając zdobywać wiele ważnych punktów (jak Pińsk) i wsławiając się różnemi szarżami, podo-bnemi do szarży pod Zasławiem, gdzie, tak świetnie się spisał cały szwadron Sapiehy i dwa szwadrony ka­rabinów maszynowych. Jak przedstawione fakty świad­czą, rola wojsk MOAO. dla Polski chlubną była, dla Budiennego zaś zgubną.

Przepiękny obraz uroczystości u mogił bohaterów w Zadwórzu podaje „Słowo Polskie" z 4 listopada 1920, str. 2. Załączam ów opis bez zmian, podając do pu­blicznej pamięci ten wyraz uznania ze strony społe­czeństwa, utrwalony aktem uroczystym najwyższego hołdu dla największych bohaterów.

U MOGIŁ BOHATERÓW W ZADWÓRZU.

Na wysokim szkarpie kolejowym w odległości 2 kilometrów od dworca w Zadwórzu legły zdała wi­doczne kopce bohaterstwa ochotników lwowskich, któ­rzy nurtem krwi, przepojonej głęboką miłością Ojczy­zny, grodzili drogę do umiłowanego miasta dzikim hor­dom krwawego bolszewickiego siepacza. Widzieliśmy owe kopce w chwili, gdy w obszerne mogilne doły nazajutrz po odpływie bolszewickiego najazdu składano zmasakrowane zwłoki ochotników lwowskich, — dziś w Zaduszny dzień . ku tym mogiłom spieszyła spora gromadka ojców, matek, sióstr i braci, by nad maso­wym grobem uronić łzę serdecznego żalu po stracie tych, co pod nakazem chwili poszli w ochotnicze sze­regi i padli na posterunku.

W uroczystości poświęcenia mogił wziął dalej u-dział pułk.   Cz. Mączyński wraz ze swym sztabem, mj.

r. Abraham,  dalej  towarzysze broni  z jego  detache-lent,      przyszedł   tłum   włościaństwa   z   Zadwórza ł z okolicznych gmin, jawili się również w sporym za­stępie i Rusini ze swym paroćhem zadwórzeckim, klw*" również   odprawił   nad   mogiłami  żałobne   modły.   U grobów ceremonię odprawił i do zebranych przemówił ks. kan. dr.  Szydelski, który   oddał mogiły  w  opiekę ludności polskiej w Zadwórzu, poczem zabrał głos mj. dr. R. Abraham i poległym towarzyszom broni poświę­cił rzewne  a gorące słowa żołnierskiego wspomnienia. Z kolei odczytano akt pamiątkowy, który na wie­czną pamiątkę zakopany został w mogile. Fragment owego aktu opiewał: .....Na wezwanie dowódcy  Armji Ochotniczej  Ge­nerała Broni Józefa Hallera, przybył do Lwowa w pier­wszych dniach lipca 1920 r., pułkownik-brygadjer Cze­sław  Mączyński,  pierwszy  zwycięski   Dowódca   „Pier­wszej  Obrony   Lwowa"   i  zajął   się  zorganizowaniem Małopolskich Oddziałów Armji Ochotniczej. A zadanie, które Jemu i tworzonej * przez  Niego Armji przypadło, było bardzo trudne, ponad siły nawet według zwykłego ludzkiego rachunku.

Przeważną część regularnych wojsk wycofano z naszego frontu na ratunek Warszawy, to co pozo­stało zaś, było i za szczupłe, by stawić skuteczny opór: znajdowało się po większej części w różnych miejscach frontu, uwikłane w walkę z nieprzyjacielem. W pier­wszych i najgroźniejszych zatem chwilach, największa część ciężaru walki spoczęła na barkach Małopolskiej Armji Ochotniczej.

Jak zaś wywiązała się ona z tego zadania, niech przyświadczy poniższy opis, iście bezprzykładnie boha­terskiej walki i śmierci jednego z Jej Oddziałów.

W skład Małopolskiej Armji Ochotniczej wcho­dziła Grupa majora Abrahama, w przeważnej części składająca się z uczestników „Pierwszej Obrony Lwowa". Jednym z oddziałów tegoż, był batalion pieszy pod dowództwem wówczas kapitana, po zgonie Majorem mianowanego i odznaczonego krzyżem Virtuti Militari, Bolesława Zajączkowskiego.

Gdy pierwsza konna armja sowiecka pod dowódz­twem Budiennego przerwawszy nasz front pod Broda­mi,  parła w szybkim marszu pod Lwów. bataljon ten znajdował się w lasach wsi Kutkorza. l"u utrzymał on dnia 17 sierpnia rozkaz uderzenia i zajęci?, wzgórza 222, położonego na północny wschód od Żadwórza. — W wykonaniu tego rozkazu, mimo zaciekłego oporu nieprzyjaciela, broniącego się także ogniem artylerji. bataljon w brawurowym ataku zdobywa to wzgórze. Gdy jednak w Zadwórzu nie było już now3rch wojsk, z któremi miał się połącz\e, przeciwnie, zostało ono zajęte przez nieprzyjaciela, dalsze jego pozostanie w wyżej oznaczonem miejscu było i niemożliwe i bezcelowe.

Dążąc więc do połączenia się z własnemi wojska­mi, w domniemanym tylko przez siebie kierunku, uderza Bataljon na stację kolejową Zadwórze i znowu mimo zaciętego oporu, wielokrotnie przeważającego nieprzy­jaciela, zdobywają a przerżnąwszy się przez otaczające go szeregi wroga i dążąc dalej na zachód, dochodzi do miejsca, na którem dziś stoimy.

Lecz tu kres już nadszeclł Jego siłom a zarazem i kres życia Jego. Na odgłos toczącej się walki, ścią­gają się zewsząd oddziały nieprzyjacielskie. Niektóre z nich były już daleko na przedzie, by zawładnąć szosą Kurowice — Lwów i w ten sposób odciąć odwrót co­fającej się od Złoczowa naszej XIII dywizji, lecz i te zawracają z drogi i wkrótce naokoło bataljonu kon­centruje się znaczna część armji Budiennego w sile 5—6 tysięcy ludzi

A siły Bohaterskiego Oddziału znacznie już sto­pniały. Jedenaście godzin bezustannej walki, wyżarły w Nim wielkie szczerby i tylko 300 żołnierzy już liczył. Lecz nie koniec na tem. I amunicji poczęło im bra­knąć.. Lecz nie zabrakło im Ducha !

„Strzelać do ostatniego ładunku!" — Taki był roz­kaz ostatni Dowódcy bataljonu, Bolesława Zajączko-wskiego.

A posłuszni temu rozkazowi żołnierze, mimo, iż nieprzyjacielski komendant trzykrotnie wzywał ich do poddania się, ofiarowując im życie, walczyli do osta­tniego ładunku, do ostatniego tchu życia! Niektórzy z nich, między nimi sam major Bolesław Zajączkowski, ostatnią kulą pozbawili się życia, ab}* nie dostać się do niewoli.

Rozbestwiony przewrotnemi zasadami bolszewizmu sowiecki żołnierz, nie potrafił uczcić tego,   co jest najytniejsze w każdym żołnierzu, tj. osobistej odwagi 4 pogardy śmierci, lecz pastwił się nad rannymi i nad poległymi nawet, masakrując ich do niepoznania.

Tak poległ bataljon pieszy Grupy majora Abra­hama wraz z dowódcą majorem Bolesławem Zajączkówskim i wszystkimi prawie oficerami.

Lecz śmierć Jego nie była daremna. Skoncentro­wawszy na sobie przeważającą część sił nieprzyjaciela, odciążył On temsamem napór jego na rodzime wojska, ochronił je od zagrażającego im odcięcia drogi odwrotu, a umożliwiwszy cofnięcie się ich pod Lwów, w decy­dujący sposób przyczynił się do ocalenia tego miasta przed bolszewickim najazdem.

W dniu dzisiejszym, drugim dniu Święta Zmarłych, zgromadziliśmy się tu przy tej wspólnej Mogile Pole­głych Bohaterów, a to: Rodzina Ich, Przedstawicielstwo miasta Lwowa, Obywatele Polacy z różnych stron kraju i my, którzy mieliśmy zaszczyt być Ich kolegami po broni, by złożyć Im hołd i oddać cześć Ich „Cno­cie żołnierskiej"! Aby zaś pamięć tego Bohaterskiego Ich czynu uczcić widomym znakiem, któryby po wie­czne czasy świadczył potomnym pokoleniom, jak ko­chał i ginął za Polskę Polski Żołnierz-Ochotnik, po­stanowiliśmy miejsce ich ostatniego spoczynku ozdobić pomnikiem, pod którego fundamentem składamy ni­niejsze pismo."

W kościółku zadwórzeckim, który nosi na sobie ślady bolszewickiego najazdu, odprawione zostało na­stępnie nabożeństwo za poległych bohaterów. 1 miej­scowy paroch też żałobne odprawił modły.

Mogiła wzniesiona została z rozkazu Dowództwa Małopolskich Oddziałów Armji Ochotniczej przez pluton saperski tej Armji, według projektu inź. ppor. Wa­wrzyńca Daj czaka.

Pieczę nad mogiłą objęła Straż Mogił Polskich Bohaterów, tudzież Dyrekcja lwowskiego węzła kole­jowego.

Nastrój całej uroczystości był nadzw3rczaj podnio­sły i poważny. Tajemnica masowego grobu, bezbrze­żna ofiara poległych, ich miłość bezgraniczna dla Polski — rozpacz rodzin — to wszystko na wysoki ton na­strajało tych, którzy przybyli do mogił zadwór/eckich uczcić poległych bohaterów Ochotniczej Armji.

Z DZIEJÓW 205 PUŁKU ARTYLERJI M. O. A. O.

W ciężkich, niezapomnianych dniach sierpniowych noczął organizować niestrudzony pułkownik Marceli Śniadowski swój sławny później 205 pułk ,'srtylerji. Już w lipcu dał był Abrahamowi do jego I3etachenaenit poi-. Karpowicza baterje pierwsza, przygotowaną do boju w przeciągu dwu tygodni tak, że 9. sierpnia z pier­wszego dywizjonu 1-a i 2-a ba lei ja już były w polu (o a wyjechała 12. sierpnia). Ambicją dowódców było niesłychanie szybkie wysyłanie bateryj, bo co dwa ty­godnie.

Pułkownik Marceli Jastrzębiec Śniadowski zasłużył się sprawie polskiej podwójnie : jako wyśmienity orga­nizator i jako dowódca. Już dawno wiedziano o nim. że w połu jest spokojnym, wytrawnym, a przez to bar­dziej jeszcze dla wroga groźnym oficerem. Walczył wiele, zwyciężał nierzadko — a najbardziej się wsławił za austryjackich czasów jeszcze, kiedy to pod Budką Mireńską wystrzelał półtora pułku turkiestańskicgo, przez co uratował Kowel, a za co mu dowódca Armji niemieckiej, Bernbardi, wyraził pochwałę. Ze swoich dawnych żołnierzy miał obecnie tylko ppor. Pycha w 4-ej baterji.

Ale niepomiernie dalej   i   dawniej   sięgają   zasługi organizacyjne  pułkownika   Śniadowskiego.   W czasach bowiem przedwojennych, kiedy mało kto wierzył w ry­chłe powstanie niepodległej Polski, Śniadowski sądził, że już wtedy dla dobra Jej spraw7y należy czynnie praco­wać. Mierząc — rozmaicie,  jak wypadło, przed wojną zamiary na siły,   czasu   zaś   początków'   wojny   siły na zamiarj', — organizował  zaczyn wojska polskiego i u-lepszał   system   organizacyjny.    Przed   wojną   bowiem Śniadowski chciał stworzyć i usystemizować konny od­dział Sokoła w kadrowy szwadron,  opracowując pier-wsz}r regulamin   lla kawalerji. Ponieważ się wielu ludzi zeń śmiało, że się z motyką porywa na słońce, nie ma­jąc przy arcyszczupłych siłach i środkach widoków po­wodzenia, coraz barclziej się wyodrębniał, uważając, iż najlepszego,  wprost jedynego   materjaJu  ludzkiego do­starcza przedmieście. Ćwiczył swoich chłopców w kon­nej jeździe, wystarawszy się dla nich o konie, ba, nawet i czternaście nazbierał  wozów,  na  których  leżące ka-

67

ibiny— po nocnych musztrach, prawie, że manewrach sianem i słomą przykrywać musiał,   by  ich   na ro­dnikach nie zatrzymano.

Bezpośrednio przed wojną zgłasza się u Piłsuds-kiego i Sosnkowskiego w Krakowie ze swymi zaprzysię­żonymi (w cokolwiek stopniałej już liczbie) chłopcami, :t choć z pewnem niedowierzaniem przyjęty dla braku koni, obiecuje je w drodze rekwizycji — „a la guerre corame a la guerre" — zyskać! Przekracza jeszcze przed wypowiedzeniem wojny austro-rosyjskiej granicę, a — doczekawszy się wypowiedzenia — uzbraja swój oddział kompletnie i otrzymuje prawie wszędzie z ochotą dla zawiązków polskiej armji przez obywatelstwo dawane konie. Potem w Legjonach pracuje twórczo i obcy na­wet nie szczędzą mu pochwał za talent organizatorski i strategiczny. W okresie zajęcia Lwowa przez Ukra­ińców zaproponowano mu naczelną komendę: nie ma­jąc jednak jednomyślności, nie przyjął tego stanowiska.

Nad organizacją artylerji małopolskich oddziałów armji ochotniczej pracuje niezmordowanie i nadzwy­czaj skutecznie.

Już 19,V1II. brały baterje II. djonu udział w akcji obronnej Lwowa, w szczególności zaś baterje 4 a i 5-a na południowym wschodzie z pozycji za Sichowem, baterja 6-a z pozycji w Sokolnikach. Z pozycji tych baterje strzelały po raz pierwszy; ponieważ sytuacja była nader krytyczna, gen. Jędrzejewski kazał jeszcze nawet niezorganizowanemu i niekompletnemu dywi­zjonowi, wyruszyć w nocy do Żubrzy i Sichowa w cy­wilnych ubraniach (wrobec czego byli — rzecz zrozu­miała — zagrożeni powieszeniem). Gen. Jędrzejewski był jednak przed przybyciem informowany, że polskie wojska trzymają linję Bugu, a zastał już bolszewików koło Żubrzy. Pośpiech naglił. Kawaleryjski marsz do Lwowa w przeciągu pięciu godzin mógłby się już z Za-dwórza był odbyć! — Nie była to rzecz łatwa, gdyż ministerjum wojny nie pozwoliło zrazu na tworzenie artylerji ochotniczej. Pułk. Śniadowski jednak, zrozu­miawszy odrazu, że przy obronie Lwowa artylerja może i musi odegrać wybitną rolę, za porozumieniem się z Bryg. Mączyńskim, ziabrał się na własną rękę do two­rzenia artylerji MOAO. Zaraz pierwszego dnia zgłosił się do niego kpt., później ppłk. Lewicki i razem zabrali się do trudnego i wielkiego dzirła. Ppłk. Lewicki sprowadził ze swego majątku 17 koni, wozy, uprząż i siodła, iak, że z miejsca powstał sztab Dowództwa artylerji o wła­snych siłach.

Dla lepszej ewidencji i ujęcia całokształtu organi­zacji utworzono baterję zapasową, której dowództwo znowu objął ppłk. Lewicki.

Dow. Art. M. O. A O. za pomocą bat. zap. opra­cowało odrazu plan pułku artylerji polowej o 3 dywi­zjonach i o 3 baterjach i jednego djonu ciężkiego spe­cjalnie do obrony ni. Lwowa.

Szczegółowo opracowany „Ordre de Bataille" wy­słano zaraz do zatwierdzenia do ministerjum do War­szawy. W myśl jednak tego „Ordre de Butaille" zabrano się szybko   do   organizacji,   przy   której   wykazał nie­zwykły swój talent  organizacyjny,  sprawność   i  znajo­mość rzeczy ppłk. Lewicki, powołując do pomocy Ma­gistrat m. Lwowa i   wszystkie Zakłady  miejskie,   które za   zezwoleniem   Prezydenta miasta,  Józefa   Neumana, dawały wszystko   co mogły,   aby  tylko   miasto   Lwów miało jak najprędzej swoją dobrą i silną arhlerję, gd}ż wiedziano o tem dobrze, że 5 Dywizja, która na pomoc Lwowu spiesay, będzie bez artylerji, bowiem zatrzymano ją początkowo dla wzmocnienia Warszawy. I właściwie Lwów miał   pozostać  bez autylerji.    Wprawdzie  DOG. powołał swoje Bat. zapasowe do wystawiania poszcze­gólnych baterji,  ale  to wszystko było mało do obrony miasta. — Dlatego praca tych dwóch ludzi, pułk. Śnią-dowskiego i  ppłk. Lewickiego, w tym właśnie momen­cie na szczególne uznanie zasługuje, a pracować musieli ze   zdwojoną   energią,   gdyż niebezpieczeństwo nagliło, a   oddział mjr.   Abrahama   dzień   w   dzień o artylerję się dopominał. — Pod rozmaitymi sposobami wypoży­czano sobie z DOG. armaty i ćwiczono przy nich nowo przybyłego ochotnika,   dzieląc go na trzy baterje  od­razu,   a przygotowując 1 Bat.   pod  Dow.  por.  Karpo-wicza do odmarszu.   Była  to  piękna  chwila  w lipcu, kiedy rankiem miała już odejść 1 Baterja z grupą mjr. Abrahama.

Ustawiono cały I. Djon w czworobok z Baterją pierwszą na przedzie. Wezwano do przysięgi ochotni­ków i kapelan  pułku ks. dr. Figura odczytał rotę tejże.

Pułkownik Śniadowski ogłosił, że Dow. Art. M. O. O. organizuje pułk ni lvi. pod nazwą 1 Pułk ArL-M. A. O. i dowództwo Pułku oddiije ppłk Lewickiemu, '.aś Dowództwo I. Djonu znanemu mjr. Kwakowi, podzię­kował w ciepłych słowach wszystkim za współpracę Bat.   i   wezwał do dzielnego sprawowania się w polu.

Na tę tak wczesna, ranną, pięknu a skromną uro­czystość przybył Prez. Neuman z gronem radnych i re­prezentantami Magistratu, wkroczył na środek czwo­roboku i przemówił pięknie i ciepło do ochotnika, który decydował się bronić ni. Lwowa do ostatniej kropli krwi. Mowa prezydenta była wprost wspaniałą, a po licach młodych ludzi nie jedna łza spłynęła, tak wielkie wrażenie sprawiały na ochotniku słowa Prezydenta.

W południe umajona wyruszyła Bat. 1. w pole, żegnana owacyjnie przez mieszkańców m. Lwowa, któ­rzy darzyli odchodzącego żołnierza kwiatami, papiero­sami i cukrami.

Gdy już trzy Baterje t. j. cały dywizjon był go­tów do odmarszu, przyszedł dopiero rozkaz z Minister­stwa wojny zezwalający na tworzenie Pułku art. polo­wej o 3 Djonach i o 9 Baterjach, pod nazwa 205 O. P. A. P.

Skład pułku był następujący:

Dowódca pułku ppłk Lewicki Aleksander, adiutant pułku kpt. inż. Tadeusz Lang, tegoż zastępca por. Hohenauer. Dowódcą I. Dywizjonu był z początku mjr. Kwak, potem por. Wójcicki, w końcu kpt. inż. Lang.

Baterją 1. dowodził por. Karpowicz, baterją 2. z początku por. Dyszkiewicz, później gdy został ranny pod Bełzem, ppor. Mitlener, baterją 3. por. Stefczyk, po­tem śp. Pietruski, w końcu kpt. Machowski.

Dowódcą II. Dywizjonu był bardzo czynny i za­służony w organizacji i w boju rnjr. Arnold. Dowódcą baterji 4-tej por. Abłamowicz, baterji 5-tej por. Szym-kiewricz, bat. 6-tej kpt. dr. Matkowski, w końcu por. Borowic. Dowódcą III. Djonu był dobrze znany z I-ej obrony Lwowa kpt. Latawiec, który zorganizował bat. 7, 8, 9. — Dywizjon ten jednak dopiero w połowie października wyruszył w pole i to pod nową nazwą jako czwarty dywizjon 12 pap., przedtem trzeci Djon 205 O. P: A". P. Pozatem zamiast obiecanych dywizyj, zostawały konipanje. Rozumie się, że w takiej warunkach, wobec szalenie szybkiego toku wypadków, musiał gen. Jędrze jewski działać jak najspieszniej, zwłaszcza, ze, jak się pó­źniej okazało, miał rację, używając już tak prędko nawcl ochotniczych artylerzystów. Nie zawiedli oni zaufania, za­sługując nań w pełni i wywiązując się wcale należycie z powierzonych sobie zadań. Na Wulce słała baterja pod dowództwem por. Rutowskiego, syna zmarłego prezy­denta. Dowódcą zaś 5-tej baterji był wtedy jeszcze (przed Szymkiewiczem, który był potem w polu) por. Winkler: Szymkiewicz zaś był wtedy pierwszym oficerem baterji. Pod Sichowem strzelano pół godziny, pod Chreniowem pół dnia, jedynie tylko 6-ta baterja strzelała do wie­czora. 5-ta baterja złożyła później klasyczne dowody męstwa polskiego, które też potwierdzają komunikaty i chwalą je szczególnie.

I tak por. Szymkiewicz, (którego zastępował w kom-panji ppor. Czerniachowski), wyjechał raz z jednym plutonem (dwoma działami) otwarcie na skraj lasu i wziął bolszewicką tyraljerę z boku. Pod Kutkorzem 3-ego, znów się odznaczył Szymkiewicz. Bolszewicy byli wtedy w ścisłym kontakcie bojowym z WP. Po­lacy strzelali za Kutkorz, za tor kolejowv (tzn. 5-a ba­terja ; 6-a baterja była na lewem skrzydle koło Buska, a 4-a w Rusiłowie).

W Duniowie Armja stała miała trzy piętnastki francuskie, które biły zrazu za Kutkorz, później zaś na Krasne. Bój trwał cały dzień; bolszewicy chcieli bowiem zająć las na górze za torem i umocnić tor. by się połączyć z oddziałami, operującymi od strony Ru-siłowa. Po odpędzeniu bolszewików za tor przez 39 pp. WP., wyjechał mężny Szymkiewicz z maszynką (Maximem) i z dwiema armatami ośmiocalowemi rosyj-skiemi za tor. Niespodzianie ukazali się kozacy w ataku. Były to siły konne i piesze, znacznie przeważające i 39 pp. i Szymkiewicz musieli się cofnąć przed okrążeniem. Porucznik 39 pp. został w bestjalski sposób przez boi? szewików porąbany, Szymkiewicz zaś musiał zostawić armatę, gdyż dyszel się złamał, strzelał jednak karta-czami z drugiej armaty, cofając się z konieczności.

W bitwie tej odznaczyli się następujący żołnierze: szer. Tutak,  mianowany kapralem,  kapral  thitkiewicz,

71

mianowany plutonowym, szer. Barg, mianowany ka­pralem i szer. Wierzbiański, który później został mia­nowany bombardjerem.

205 pułk artylerji bronił Lwowa na szerokim pier­ścieniu nadbużańskim od Kamionki Strumiłowej do Firlejówki —Olszanki (Pod Rusiłowem, również otwar­cie wyjechawszy, wraz z czołgami, dali Polacy strzały na Firlejówkę). Pod Buskiem w odwrocie, poił Kozło-wem, Rzepniowem, Kamionką, Zadwórzem, Olszanką, Firlejówką, Rakobutami, Polonicami dali się poznać nasi dziarscy ochotnicy z zaszczytnej bardzo strony.

Pod Kurowicami i Wyżmianami — cytuję za sprawozdaniem „Słowa Polskiego" — w owej twardej chwili, gdy I-y dywizjon w gradzie granatów bolszewi­ckich zajeżdżał na otwarte pozycje i swą brawurową odwagą walnie się przyczynił do odparcia naporu so­wieckiego, gen. Jędrzejewski, naoczny świadek tej bra­wury, nie szczędził pochwał lwowskim ochotnikom, mówiąc do nich w rozlewnym ogniu armat nieprzyja­cielskich „z was każdy bohater!"

Przez Brody, Radziwiłłów, Krzemieniec, Stary Kon-itantynów szła wielka, rosnąca stale sława bojowa 205 3. art. MOAO. Dnia 17-go października pod Nowokon-.tantynowem strzelano tak energicznie, że sama 5-a 3aterja rozbiła jedną baterję bolszewicką. Piechota polska — 40 pp. i 19 pp. wzięły wtedy działo bolsze­wickie. Bohaterskim nad wvraz dywizjonem pierwszym ■dowodził już wtedy ppor. Czesław Wójcicki. Pierwszą baterja jego kierował por. Karpowicz, mężny bardzo, przydzielony odrazu do Dctachement abrahamowskiego (Chodaczków, Milatyn stary, przy rotm. Dittrichu w walce tracić musi 2 działa, 17/VIII. w Zadwórzu, pod Nowokon-stantynowem, odłączona, ma baterja udział w akcji); drugą ppor. Mitlener, prowadząc je pomyślnie. Bat. II. zrazu w grupie mjr. Łukawskiego brała udział w bitwach pod Sokalem, Krystynopolem, Kamionką strum., Mostami Wielkimi  i  Bełzem,   tudzież w wypadzie na Głuchów.

Dowództwo trzeciej baterji spoczywało w rękach por. Stefczyka, ten jednak w sierpniu jeszcze został p. Polonicami przy zakładaniu binokli, 22/VIII. ranny w rękę; po nim nastąpił bohaterski śp. ppor. Potencki (Hniłów — Bałuczyn — Firlejówka — Olszanką). Zo­stał on pod pamiętnym w dziejach walk Polski Skniło wem i Bahiczynem razem z poświęcenia pełnym plu­tonowym Isnkiewiczem na armacie przez bolszewików zarąbany. Bat. I. i III. brały udział w bitwie pod Poło-nicami; 21 sierpnia zajęto Połonice, strzelając celnie z otwartych pozycji. Z otrzymanej rany umarł 16-letni syn inż. Pannenki, Aleksander, — śmiertelnie ranny, pytał tęsknie w szpitalu por. Wójcickiego, czy może jeszcze wrócić do baterji.

W marszu z Połonic do Horodysławic droga pro­wadziła lasami, po terenie nieprzyjacielskim, zawalo­nym mostem na Pełtwi, więc bramami z chat przy­kryto dziury w moście, i iść trzeba było po wybojach i to z nachyleniem czterdziestopięciostopniowem. Potem pod Wyżmianami trzy dni toczyły się bitw}' na odle­głość strzału nieprzyjacielskiego.

Słynny wypad na Rakobuty miał miejsce 12. wrze­śnia. Oba dywizjony walczyły potem dalej jeszcze: pierwszy dywizjon w dywizji szóstej, drugi dywizjon w dywizji piątej (gen. Szymańskiego i pułkownika Ro-snowskiego)

Dnia 2-go września zaś oba dywizjony przeszły do piątej dywizji, pod dowództwem pułku mężnego i niestrudzonego, ponad wyraz wszelki w organizacji i boju zasłużonego ppłk. Aleksandra Lewickiego. Piątą brygadą artylerji dowodził, wsławiony walkami o Lwów, bohaterski podpułkownik Łodziński. Do ośmnastego wy­trwały dywizjony w ofensywie.

Drugim dywizjonem, jak wspomniano, dowodził mjr. dr. Arnold. Oto dzieje tego dywizjonu : Po szcze­gółowo opisanym 19/VI1L, cofnięte zostały baterje ce­lem uzupełnienia ekwipunku do wewnętrznego rejonu obronnego Lwowa, — i zajęły następnie tutaj pozycje bojowe.

Dnia 29/VIlI. wyruszył drugi dywizjon ze Lwowa, przydzielony do piątej brygady artylerji pod wodzą ppłk, Łodzińskiego.

Dnia 30/VIII. rano zajęły baterje pozycje w rejo­nie Chreniowa i brały udział przy 40. pułku piech. w akcji zwycięskiej na Ubinie, Nowosiółki Liskie i Lisko. Sprawność bojową już w pierwszym dniu tym okazały baterje dobrą.

Dnia 1/X. współdziałała baterja 5-a w akcji 39 pp. przez Kutkorz na Winną i Rusiłów. — Dca baterji 5-ej ppor. Szymkiewicz, zajął w czasie akcji polnym pluto­nem pozycje za torem kolejowym koło Kutkorza. Pod naporem jazdy i piechoty nieprzyjacielskiej cofnął się atakujący baon 39* pp. — Ppor. Szymkiewicz chciał wy­cofać swój pluton, przy jednem jednak dziale złamał się dyszel, przy drugiem konie w ogniu zerwały po­pręgi. Ppor. Szymkiewicz zabrawszy z pierwszego działa zamek i panoramę, pozostał z trzema żołnierzami przy drugiem dziale, mimo, że piechota cała już się była cofnęła i ogniem kartaczowym ostrzeliwał atakującą go jazdę nieprzyjacielską.

Dopiero gdy piechota bolszewicka z pobliskiego lasu wzięła go pod ogień karabinów maszynowych, zmuszony był opuścić działa; zabrał jednak ze sobą zamki i przedostał się, po zastrzeleniu z karabinu je­dnego kawalerzysty nieprzyjacielskiego, szczęśliwie przez opuszczony już zupełnie przez piechotę naszą Kutkorz.

W międzyczasie ostrzeliwał dowódca dywizjonu, major dr. Arnold, drugim plutonem baterji piątej (po wycofaniu go z Kutkorza) Kutkorz, celem utrudnienia nieprzyjacielowi zajęcia miejscowości i zasłonięcia chwi­lowego odwrotu piechoty.

Dnia 3/IX. baterja czwarta, która współdziałała w akcji 17 pp., stała wBałuczynie, zwalczając nieprzy­jacielską baterję — pod silnem. działaniem nieprzyja­cielskiego ognia.

Dnia 6/IX. współdziałała baterja 6-a w akcji wy­padowej 40 pp. na Jabłonówkę i folwark Jabłonówka (koło Buska). Wybitne współdziałanie w tej akcji ba­terji 6-ej podniósł dowódca 40 pp., podpułk. Weiss. Współdziałała również baterja 5 a ze stanowiska koło Repniowa (na płd. zach. od Buska).

W czasie od 6/lX.—16/IX. trwały walki w rejonie Buska. Sprawnie współdziałały z piechotą (19 pp., i 40 pp.) wszystkie trzy baterje.

Dnia 9/IX. przerwał nieprzyjaciel przedpołudniem linję frontową koło Rakobut i wkrótce jazda dostała się na gościniec Busk-Kozłów. — Koło gościńca tego stała baterja 6 a, postawiona tam na rojfcfeaz dowódcy dywizjonu. Zaatakowana przez kawalerję nieprzyjaciel­ską, wycofywała baterja jedno działo za drugiem, kry­jąc odwrót jednego działa ogniem kartaczowym dru­giego.     W   ten sposób   wśród   walk   na   białą   broń. nawet bezpośrednio przy samych działach, zdołał ppor. Borowiec, pierwszy oficer baterji, wycofać trzy działa. Czwarte, po zabraniu trzech koni z zaprzęgu, zostało na miejscu (później odbite przy kontrataku, który miał miejsce tego samego dnia). Zginął w walce tej 1 pod­oficer, kapral Hamala, dostało się zaś do niewoli sześciu żołnierzy, z których później czterej wrócili,

Dnia 17/1X. rozpoczęła się nasza akcja ofensywna. Rozkazano marsz w kierunku Oleska. Baterja szósta przy 39 pp. działała bardzo dobrze pod Sokołówką, gdzie zachodziła jeszcze potrzeba przełamania dość silnego miejscowego oporu nieprzyjacielskiego. Pluton jeden baterji zwalczał atakującą piechotę nieprzyjaciela z otwartego stanowiska i przyczynił się w ten sposób przedewszystkiem do szybkiego odparcia tego ataku.

W dniach 17—25/IX. odbywały się marsze pości­gowe przez Brody, Radziwiłłów, potem Krzemieniec i Solej nad Ilszyń. Następnie na południe do. Michnówki koło Teofipola.

Od 25/IX.—8/X. zarządzono postój odpoczynkowy przy 39 pp. w Michnówce.

Dnia 8/X. odmarsz do Starego Konstantynowa.

Dnia 10/X. odmaszerowała baterja 6a z jednym baonem 40 pp. w kierunku Nowego Konstantynowa i brała udział w bitwie pod Nowym Konstantynowem dnia 12/X

Dnia 14/X. odmarsz reszty Dywizjonu w kierunku Nowego Konstantynowa.

Dnia 17/X. wziął cały Dywizjon udział w bitwie pod Nowym Konstantynowem, zakończonej zajęciem Nowego Konstantynowa i szeregu miejscowości na le­wym brzegu Bohu. Skutek ogaia baterji był tutaj bar­dzo dobra

NEXT