Najpiękniejszą swoją kartę zapisały oba
dywizjony dnia 17. października, kiedy cały Pułk 205 O. P. Ó. P. pod dowództwem ppłk. Lewickiego
przeprowadził atak na Nowy Konstantynów.
Stali wówczas na kocie 318 pod Rożanami dowódca piątej Dywizji
pułk. Rosnowski i ppłk. Łodziński, dowódca V. Lwowskiej Brygady ar-łylerji. Z
miejsca zatem swego postoju mogli dobrze obserwować działalność każdej baterji i specjalnie zwrócili swoją uwagę na sprawność 205 O. P. A. P. Pułk, •dobrze
wiedział, że nań
patrzą przełożeni, że chwila
krytyczna nastała, gdyż nieprzyjaciel
właśnie w tym miejscu zlokalizował całą swoją mtylerję i stnrał się nią atak
wojsk polskich osłabić. Ochotnicy jednak nie dali za. wygraną, opracowany nocą
atak ariyierji przez ppłk. |, Łodzińskicgo, wykonał dowódca pułku ppłk.
Lewicki., przy pomocy swoich dzielnych dowódców dywizjonów i baterji. Jedna po
drugiej baterja nieprzyjacielska za-nierniała, zbierając rozbite cząstki
celnymi strzałami o-chotników artylerzystów, którzy czując, że to już ostatnie
godziny walki przed zawieszeniem broni, chcieli pokazać co umieją i jak
strzelają.
Chociaż już było 18. października
zawieszenie broni i wyszedł był rozkaz DOG. demobilizacji pułku 205 OPAP., to
jednak szósta armia rozkaz ten uchyliła i zatrzymała pułk w całym składzie do
4. listopada 1920. na froncie.
Tegoż dnia jeszcze powrotnym marszem udał
się pułk cały do Podwołoczysk, gdzie został zawa-gonowany a następnie
przewieziony do Lwowa. Tu na polach Zboisk odbyło się dziękczynne nabożeństwo
celebrowane z kazaniem przez ks. biskupa Bandurskiego, który z wozu mówił i
witał bohaterów, powracających po ciężkich trudach i znojach do domu.
Przemówił również imieniem miasta
wiceprezydent dr. Stahl, a imieniem DOG. Lwów pułkownik Ja-sieński, który
ciepły rozkaz pochwalny dla pułku 205 OPAP. ogłosić kazał. Witał także swoich
ochotników Bryg. Mączyński i płk. Śniadowski, którzy nie szczędzili pochwał
dla bohaterskiego pułku.
Następnie odbyła się wśród licznie
zebranej publiczności defilada pułku pod dowództwem ppłk. Lewi-ckiego, przed
pomnikiem Mickiewicza, gdzie owacyjnie dzielnych obrońców Lwowa witano.
W listopadzie i grudniu przeprowadzili
ppłk. Lewicki, mjr. Arnold i kpt. Lang, likwidację pułku 205 OPAP., zwolniono
oficerów i żołnierzy a DOG. odebrało cały materjał wydany z powrotem, nie był
on jednak mniejszy, jak go pułk we Lwowie otrzymał, ale owszem znacznie
powiększony zdobyczami na Ukrainie.
Z dniem zatem 1. stycznia 1921 przestał
205 OPAP. istnieć, ale organizacja pułku pozostała nadal i w razie potrzeby
stanie pułk w całym swoim składzie z powrotem. Dla pamięci swych
chlubnych czynów wydał pułk odznakę pamiątkową: „Krzyż zasługi", dla dzielnych
swoich członków którzy go z dyplomem otrzymują.
A oto rozkazy Władz przełożonych Armji
stałej, rozkazy pożegnalne pochwalne, pełne słów zasłużonego uznania :
Ochotniczy Pułk Artyl. Polowej Nr. 205.
Dowództwo.
ODPIS. Dowództwo 5. Dywizji piech. Poczta polowa, dnia 2!/X. 1926„
ROZKAZ DZIENNY NR. 146.
Pochwalne uznanie ad. rozk. dzień. Dtwa 5.
Dyw. piech. Nr. 146.
Żegnając ze smutkiem 205. Och. p. a. p. z
którego oddziałami przebyłem najkrytyczniejsze chwile inwazji bolszewickiej pod
murami Lwowa, poczuwam się do obowiązku oświadczyć, że pułk. 205 artylerji
ochot, od pierwszego dnia 30/8. 1920. do dnia rozwiązania pułku, jak w akcjach
bojowych tak w marszach pościgowych, na każdem miejscu wywiązywał się chlubnie
z zadania i zasługuje na najwyższe uznanie i podziękowanie.
Walki pod Kutkorzem, Rakobutami, Sokołówką.
Swiecznoje, Nowo Konstantynowem, Susłowcami i Rozanami, marsze na Brody,
Staro-Konsfantynów i Pilczę, zawsze nas będą łączyć nierozerwalnymi węzłami
braterstwa żołnierskiego i obywatelskiego.
77
Ofiarną pracą, gotowością do walki, odwagą
i chęcią przyjścia 2 pomocą Armji w najcięższej chwili jej istnienia, tak
bohaterski Lwów, jak i cała Małopolska jeszcze raz zamanifestowały, że inteligencja
kresowa nie cofnęła się przed najcięższą ofiarą i nie zawahała się ani na
chwilę przyjść z pomocą zagrożonej Ojczyźnie, niosąc ofiarne swe życie i mienie
w obronie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i porywając przykładem swego
patrjotyzmu całą Polskę.
Bohaterski Lwów, rozpoczynając przed dwoma
laty walkę o swoją i całej Małopolski polskość, stworzył najjaśniejszą stronę w
historji nie tylko swojej, ale w historji całej więzy niewoli zrzucającej
Polski- 205. o. p. a. p. to ciąg dalszy tej jasnej karty, tej ofiarności i
gotowości do odparcia najeźdźcy, która przed całym światem zadokumentowała nasz
patrjotyzm i głęboko zakorzenione zamiłowanie wolności.
Za poniesione trudy, za krew hojnie
przelaną składam w Imieniu Służby najwyższe uznanie i gorące podziękowanie tak
Dowódcom jak też i szeregowym 205 o. p. a. p
Rosnowski, m. p.
Za zgodność odpisu:
Pułkownik i Dow. Dyw.
Lachowicz, w r. Kpt. Szef Adj.
Dowództwo 5. Lw. Brygady artyl. Poczta poi. 12, 3/Xl. 1920.
ODPIS. ROZKAZ DZIENNY NR. 33.
I.
205 p. a p AO.
odejście: Z dniem dzisiejszym odchodzi
z frontu 205. pap. A. O. — W chwili
gdy nieprzyjaciel niósł śmierć i pożogę w głąb kraju, a wyczerpana nierówną walką
armja broniła się już ostatniemi siłami, stanęła ochotnicza armja do czynu.
Gdy o mury Lwowa odbijał się powtórnie
złowrogi huk dział, stanęły formacje 205. pap. A. O. do walki w związku z 5.
Lw. Brygadą artylerji. — W szeregach tego pułku widzimy przeważnie dawnych
żołnierzy Lwowskiej artylerji, co mi szczególniej podnieść wypada. — Powstały z
niczego prawie dzięki niezmordowanej, żelaznej energji, opartej na głębokiem
doświadczeniu, przynosi pułk ten chlubę Jego organizatorom, zwłaszcza zaś
Dowódcy ppłk. Aleksandrowi Lewickiemu, którego inicjatywa i trudy tak świetnym
u-wieńćzone zostały rezultatem. Okres wspólnie przebytych walk, bo-batersko
przelanej krwi, znojów i trudów, wziętych na dziecięce nieraz barki, dał
ponownie świadectwo gorącej miłości Ojczyzny i zapału W chwili zwycięstwa nad
wrogiem, odchodzi dziś 205. pap. A. O. spełniwszy Szczytnie swe zadanie
Ppłk. Aleksandrowi Lewickiemu. wszystkim
oficerom i żołnie-, rzom dziękuję w Imieniu Najwyższej Służby.
II.
Przedkłada się Dtwu 5. Dyw piech.
Otrzymują: Dow. 205. p. a. p. I. i II./205.
p a. p. bat. 1. do £, po 2 egz. Dow. 5
p. a. p. I., II.. III 5
p;ip.. I./5. pac, bat.
9/9. pap po 1 egz.
Za zgodność:
Łodzinski. m: p.
Adam Kopań, ni. p.
PodfUiłk. i wz. Dca Brygady
Kapt. i adjut. sztab.
O 238. P. P. A* O.
Dowódcą pułku był ppłk.
Stefan Galii, dowódcą zaś lego
baonu 238 pp. ppłk. Filip Brzezicki. Za
zgodność rozkazów podpisywali por.
Bieńkowski, Piwoń-ski i
Ostrowski. Praca administracyjna w pułku była wzorowa, rozkaz}7,
skontra i działalność komisji gospodarczej bardzo dokładne. Oficerami
pułku tego byli: kpt. J. Longardt, zast.
dcy i instruktor
Baonu, były komendant baonu
i Marcinek pchor.
oficer kasowy; lekarzem był por.
dr. Stefko; przydzielony z 240 pp.; por. Rączy został już reklamowany, ks.
Jerzy Czartoryski, kpt kapelan Baonu, kpt. Stan. Bernatowicz, dca II. komp., por. dr.
Zygmunt Settenreich, adjutant
pułku, ppor. Karol Pieniążek,
przydzielony do Dtwa
pułku, dalej por. Bolesław
Piwoński, adjutant baonu, por. Zdzisław Ostrowski, dca KKM., por. Jan Ogiński,
dca I. kompa-nji, por. Józef Bieńkowski, zast. dcy II. kompanji, por. dr.
Stanisław Kruczkowski, dca taboru, Adam
Yeit, u-rzędnik wojskowy XI. rangi, ppor. Symforjon Szydło-wski w II. komp.,
ppor. Stefan Azarewicz w I. komp., Wacław Niezabitowski, ppor. I. komp., wreszcie ppor; Józef Marcinowski, oficer
prowiantowy i inni. Na miejsce referenta
oświatowego Zdeka przybył '
ref. ośw. plut. Gajewski; miał on z okazji rocznicy
dla żołnierzy wykład o Żółkiewskim. Z sierżantów
b. często pełnią służbę Filasiewicz Roman i Jan Kizyma; ten ostatni, jako
ochotnik przybyły z armji
ukraińskiej, zgłasza się naprzód w 240 pp. i zostaje przydzielony
do 240 pułku, II. Baonu, 5-ej komp., ćwiczy żołnierzy i dobrze zastępuje Bezkorowajnego w
Dublanach; zachorowawszy w
Kamionce, idzie do szpitala1 we Lwowie,
a po pewnym czasie przydziela się go do 238 pp. AO. Pułk formuje
wszystkie trzy baony. Raport}' poranne
przedkładane były o 8-ej rano, oprócz
tego, co 5 i co 10 dni raporty stanu, a to wedle formatu. Podobnie zresztą, jak
w 240 pp. we wszystkich trzech baonach.
7tt
Dnia
M>/VHI. zostnł przydzielony do
|)two Oki Obr. Lwowa, francuski
podpułkownik arlylo.rji Marechiił Renę.
z upoważnieniem do inspekcji odcinków w zastępstwie Dowódcy okręgu
obronnego i do
udzielania wszelkich rad i wskazówek, połączonych z wybudowaniem,
umocnieniem i obroną odcinka. Baon 238 pp. zaprzysieżono.
Nadszedł trź rozkaz Naczelnego Wodzr. i
Naczelnika Państwa, w którym przepięknie wskazano oficerom ich rolę: „Oficer
godzien swych szlif, świeci zawsze przykładem, nie szerzy nieuznsminionego
pessmizmu. lecz krzepi duszę żołnierza, zwłaszcza wtedy, gdy jedynie od
spokoju i silnej woli zwycięstwa zależy rozegranie tej walki w jej ostatnich
fazach. Józef Piłsudski." Zapowiedziało się już wogóle jakieś ożywienie.
Dnia 20/8. o 20 godz. wyszedł rozkaz nadzwyczajny na podstawie rozkazu
Dowództwa Małopolskich Oddziałów Armji Ochotniczej, że o godz. 18. dnia
następnego ma już być ostre pogotowie I. Baonu 238, pp. (po 80 nabojów) Baon
wyrusza na wypadek alarmu pod dowództwem kpt. Longardta w dwu kompanjach :
pierwszą pod dowództwem por. Ogińskiego (składała się z trzech plutonów),
druga zaś (z dwu plutonów) pod dowództwem ppor. Szydłowskiego, z przydzielonym
ppor. Załuskim.
Dowództwo nad oddziałem karabinów maszynowych
objął podchorąży Domnicki i przydzielił po dwa karabiny maszynowe każdej
kompanji. Każda otrzymała również po dwa wozy amunicji i na prowiant, a KKM.
aż trzy wozy.
Co niosły tymczasem rozkazy?
Dnia 23. sierpnia Dtwo VI Armji doniosło,
że brak czucia z Budiennym, który się wycofał na wschód.
Dnia 24. sierpnia zameldowano pojawienie
się kawalerji bolszewickiej.
Wykonanie
obrony zarządzono nast.
rozkazem:
I. Nie ostrzeliwać przedwcześnie małych
oddziałów nieprzyjaciela i zakazać ognia bezplanowego. Nieprzyjaciela nie
odpędzać, lecz niszczyć i wystrzeliwać.
II.
Wiedze oddziały przyjmować spokojnym i dobrze celowanym ogniem :
Karabiny maszynowe nieprzy-jalskie niszczyć ogniem wysuniętych w tym celu do
linji piechoty pojedynczych dział na baterje nieprzyjacielskie sy stematycznie zwalczać kombinowanym ogniem
dział lekkich i ciężkich przy dobrej obserwacji i użyciu w tym celu wszelkich
środków pomocniczych. Strzelać na ro zerwy dopiero wtedy, gdy wróg ze sfery
ognia nie będzie mógł uciec, ni obliczać dalekosiężności naszyci i
strzałów.
III.
Przy bliskim większym
ataku nieprzyjacielskim użyć
miotaczy min, karabinów
maszynowych, karabinów ręcznych i dział wszystkich kalibrów,
lecz, celem zupełnego zniszczenia wroga.
IV.
w fazach decydujących artylerja ma krzyżowy ogień koncentrować
na zaatakowane przedpole
a je dnocześnie ciężkim ogniem
zaporowym na tylne linje nieprzyjacielskie spędzać go w
ogień dział polowych i karabinów maszynowych.
Rozkaz ten dostaje między innymi i rtm.
Augu-stynowicz.
Pogotowie nakazano wszędzie, nawet w
koszarach oddziałów kobiet.
Rozkaz operacyjny z dnia 25. sierpnia
donosi: Nieprzyjaciel stawia zacięty opór w rejonie Zadwórze — Hanaczów,
obecność sił jego stwierdzono w obszarze na połud. wschód od Bóbrki — Chlebowic
— Turczyna. Ze względu na niejasną sytuację na południu (Mikołajów nad
Dniestrem) pogotowie trwa nadal w II./238, kompanji telegraficznej i kornpanji
saperskiej.
Otrzymują ten rozkaz: Dowództwo artylerji,
238 p. p. A. O., Baon zapasowy 240 p. p. A. O., Baon II. 238 p. p., Komp.
saperska i telegraficzna, Grupa mjr. Abrahama i Oddział aut pancernych.
Z 238 p. p. A. O. tegoż samego dnia, 25.
sierpnia, odeszła 1-sza komp. 1. Baonu pod wodzą kapitana Jana Longardta na
odcinek IV. na dworcu głównym, gdzie dowódcą był mjr. Muszyński. Pod względem
taktycznym podlegała ta kompania pułkownikowi Romanowi Jasieńskiemu, pod
względem zaś gospodarczym i organizacynym I? Baonowi 238 p. p. M. O. A O.
Aby naprawić choć w części szwankującą z
natury rzeczy służbę łączności, nakazano wszędzie dostarczać iołnierzy, celem
wyszkolenia ich w tej służbie.
I tak rozkaz z dnia 30. sierpnia każe
1-szej kompanji wybrać 10 szeregowców na telefonistów, 2-giej 14, a kompanji
karabinów maszynowych 4. Rozkaz
dzienny Nr. 38 z 8. września, ad rozkaz nadzw. pułku Nr. 1 z 7 września, każe
poczynić baonowi przygotowania, by 10 go o godz. 12-stej osiągnąć pogotowie
marszowe.
A 238 p. p. A. O. odznaczał się również
stale starannem wykonywaniem rozkazów i takim też pozostał w akcji polowej.
Toteż na chlubne walk zakończenie
powiedziano w rozkazie 11-tym Dtwa VI. Armji (L. 329/111), że stwierdza się
zwycięstwo VI. Armji, uzupełnionej ochotnikami.
„Wyrażam — mówi rozkaz — imieniem Najwyższej
Służby i własnem. pochwalne uznanie i podziękowanie Dowódcom i Organizatorom
Oddziałów Ochotniczych, a więc w pierwszym rzędzie pułkownikom: Mączyńskiemu,
Jasieńskiemu, Śniadowskiemu, Kowalskiemu, majorowi Abrahamowi, kapitanowi
Lewickie-mu, jakoteż Oddziałom 0. L. O., M. S. 0., Związkowi Strzeleckiemu,
oraz całemu bohaterskiemu Społeczeństwu lwowskiemu. Cześć Wara!"
Podpisano: Jędrzejewski, m. p., gen.-por. i dca VI. Armji.
RZUT OKA
NA ORGANIZACJĘ, PRZEBIEG WALK I LIKWIDACJĘ MAŁOPOLSKICH ODDZIAŁÓW ARMJI
OCHOTNICZEJ.
Powołani zaszczytnem hasłem obrony granic,
ba, więcej nawet — obrony Państwa Polskiego, pośpieszyli bez różnicy wieku
ochotni żołnierze i chwycili za broń. Krwawe ofiary ponieśli bez wrzawy, — wynoszą
zaś one na 12.000 ochotników półtrzecia tysiąca, czyli cyfrę bardzo wielką i
bardzo wymowną.
W Armji Ochotniczej, którą jej przeciwnicy
(a byli w społeczeństwie tacy niestety !) za jakąś „białą gwardję panów"
uważać chcieli, służył najdosłowniej arystokrata, szlachcic, inteligent
pracujący, robotnik i chłop. Dowodzą tego choćby same autentycznie cytowane w
tej książce wspomnień z boju o Lwów nazwiska walczących.
Nie poruszajmy jednak zgrzytów partyjnych.
Niech się harmonijna praca linjowa towarzyszy broni w harmonijną pracę pokoju
zamieni.
Niech ten pokój będzie wewnętrzny.
Winniśmy to tak pomieszanym mogiłom. Pod Zasławiem szarże Sapiehy, śmierć
Pinińskiego, ciężkie rany ppor.
Koliweszki, a obok tego zgon
Bez-korowajnego i Filipowa, niech
plon wydadzą w życiu pokojowem.
Wytrwali też w ogniu Sprawy i ci, którzy,
niepolskiego pochodzenia będąc, dobrowolnie się zaciągnęli pod ochotniczy
sztandar.
Dokładnie obraz organizacji MOAO. podał
już rozdział „Odruch polski". Przy ogólnym rzucie oka nie-niepodobna
ominąć nie zaakcentowanej tam tak silnie, jak na to zasługuje, pracy kobiet w
Armji ochotniczej.
Niesłychanie ofiarną była praca pani
Bocheńskiej, br. Heydlowej i Prezydentowej Neumannowej, które ekwi-powały ze
szwalń w bieliznę i mundury cały oddziały.
Poetka, pani Marja Kazecka, ochotniczka
polowa i założycielka oraz komendantka wszystkich gospod Armji Ochotniczej,
które prowadziła wzorowo, dożywiając Armję Ochotniczą, np. przez kuchnie amerykańskie
dla nieletnich żołnierzy (a było ich mnóstwo!) dojeżdżała też w czasie walk
najgorętszych na front, dowożąc żołnierzom jedzenie i bieliznę. Wraz z nią brał
w tych pracach udział długi szereg pań, że wspomnę tylko p. Dittrichówną,
Helenę i Jadwigę Dziedu-szycką, Dąbrowską, Hohenkelówną, Fiałkiewiczówną,
Kobiżkówną, Kobritzówną, Pawłowską, Szmidówną, Szpindlerówną, Żmudzińską i
wiele, wiele innych. Jako sanitarjuszka odznaczyła się na froncie Halina
Paszko-wska.
A nie brak i pań walczących: czoła należy
uchylić przed śp. panią Strojnowską, bohaterską niewiastą, o-fiarą swego
męstwa. Walczyły też pna Roma Tuszkie-wiczówna, dzielna i młodziutka poetka,
pna Maryla Dekańska; ta ostatnia z Domaszewiczem w tyraljerze, podziwiana
ogólnie pod Zadwórzem, pielęgnowała rannych pod Kamionką, i wymogła energiczną
groźbą rewolweru dla nich podwody. Okryła się też sławą niezmierną dr.
Prokopowiczówna.
Podaję w całości pożegnalny rozkaz
Dowództwa MOAO., jako doskonałe ujęcie ich powstania i walk oraz chlubnej roli.
POŻEGNALNY ROZKAZ DOWÓDZTWA MAŁOP. ODDZ.
ARMJI OCHOTNICZEJ.
W groźnych dla niepodległego bytu
Rzeczypospolitej Polskiej chwilach, kiedy wróg falą przemożną wdzierał się w
głąb Państwa," wezwano nas w szeregi, oficerowie i żołnierze M. O. A. O.
odzewem, budzącym trwogę w sercach polskich: „Ojczyzna w niebezpieczeństwie"
! Zrozumieliście zew ten odrazu, bez wahań pośpieszyliście tłumnie w karne
szeregi Wy, weterani wojenni, ozdobieni krzyżami z czasów pierwszej obrony
Lwowa i Wy, liczniejsi młodzi i starzy, którzy chcieli ście pójść
w ślady tamtych
i razem z Nimi w nowe pójść boje.
Bohaterski Lwów, okupiony drogo
przeobficie przelań;! krwią najserdeczniejszą własnych dzieci i całe wysoce narodowo
i państwowo czujące
społeczeństwo wschodniej Małopolski,
stanęło w szeregach A. 0., lub poparło ją najgoręcej bez względu na stany i warstwy
społeczne, bez względu na wiek,
zdrowie i zdolność fizyczną. Sta wszy się szybko — w
mgnieniu oka niejako — żołnierzami świętej
sprawy, jedno żywiliście jeno pragnienie, walczyć
jak najśpieszniej w obronie
ziemi drogiej, bronić miasta, nazywanego perłą Rzeczypospolitej i
obronić je, choćby wszystkim
polec przyszło. Młodzieńczym
zapałem, owiani świętem uczuciem miłości Ojczyzny, dokonaliście
wszyscy cudu tak w szybkości tworzenia
oddziałów, jak bohaterskim
w boju wytrwaniem. W dwa
tygodnie staliście się żołnierzami, którym
surmy bojowe wygrywały
przedziwną pieśń wytrwania i
wałki do ostatniego
tchu za każdą piędź ziemi polskiej
do wolnej, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej polskiej należącej,
Bohaterski Lwów i święte jego w ciężkich
uprzednich bojach wytrwanie, poświęcenie jego bezgraniczne i całopalenie
na ołtarzu bojowym dla wspólnej Ojczyzny, stał się przykładem i hasłem, pod
którym wzywano na obronę ziem polskich i w polskim Wilnie, prastarym Toruniu i
w sercu Państwa naszego, stołecznej Warszawie. Na obronę stolicy naszej
wezwano jeden z pułków ochotniczych wschodniej Małopolski. Z radością, nieugiętą
wolą zwycięstwa, w poczuciu wysokiej odpowiedzialności — poszliście rozkaz
wypełnić, choć wróg przebywał już w zagrodach waszych i kołatał do bram
drogiego nam miasta.
Tu zaś, na terenie wam najbliższym,
ruszyliście w bój z pieśnią na ustach i radością w sercach. Cho-łojów,
Chodaczków, Kamionka i Streptów, Busk i Ra-kobuty a wreszcie nieśmiertelne^
heroizmem starożytnych przewyższające Zadwórze, oto świetne karty bohaterskiego
oporu Waszego. Tam to z młodych piersi Waszych tworzyliście mur silny i żywy,
tam to zmagaliście się długo z całą barbarzyńską armją konną, brocząc obficie
krwią własną i nader licznie pieczętując śmiercią bohaterską swój krótki
żywot żołnierski.
Nic to. że wysoko i bujnie rosły
nieprzeliczone mogiły, że opodal o kilometrów kilkanaście zaledwie gięły się i
łamały się w rozpaczliwej męce i trwodze serca mntek, żon, ojców, sióstr, nic
to, że rozdzierano Waszą żywą i spoiną całość ni cząstki. Przed wrogiem,
czy na jego tyłach, do ostatniego strzału trwaliście. A gdy opór stawał się
beznadziejny, gdy oszczędziła kula nieprzyjacielska, umieli lwowscy ochotnicy
ostatnią własną kulę dla siebie zachować u wrogowi się nie poddać. Spełniliście
chlubnie i zaszczytnie bojowy wasz trud.
Licznym ofiarom Waszym położyły kres
niebiosa. Budienny," skierowany na północ, przestał zagrażać miastu
naszemu. Igraszką było teraz odepchnięcie odeń pozostałych sił wrażych.
Zwycięskie zabrzmiały w Rzeczypospolitej
surmy a Wasze grały na polach Chodorowa i Mostów i Kowla i hen aż pod
Znsławiem i Teofilpolem, widziano Wasze ataki, husarskim podobne, w których
znaczyliście na nowo krwią polską wydeptane przez praojców szlaki. Waszą w
znacznej mierze zasługą, że wróg nie ruszył pierwszym impetom na Lwów
bezbronny. Wy stawialiście mu czoło tam u fal Bugu i tu, przed bramami miasta.
Dziś wróg odepchnięty zwycięsko,
pierzchnął na wschód daleki. Nasze zadanie na dzisiaj skończone. Rzeczywista
potrzeba szczęśliwie dla nas minęła. Dziś możecie wracać do Waszych ognisk
domowych, zajęć normalnych.
Żegnam Was z dumą ofiarni żołnierze
Rzeczypospolitej Dziękuje Wam z duszy całej w imieniu służby dla Ojczyzny.
Wszystkim ,Wam oficerom, dowódcom, podoficerom i szeregowcom, którzy obowiązek
szczytny do końca wypełnili, należy się dank i cześć.
Przez dwa miesiące uczyniliście ze Lwowa
twierdzę niezwyciężoną. Byliście jego tarczą i ramieniem zbrojnym. A wola
Wasza do przetrwania i zwycięstwa była tak wielka, że każdy próg stałby się dla
Was twierdzą niezwyciężona
Tym zaś, którzy w wałce legli, którym losy
poszczęściły chlubnie zakończyć swe dzieje żołnierskie, osobne gorące należy
się wspomnienie. Niech pamięć o Nich żywa i potężna wśród nas na zawsze
zamieszka, niech wdzięczność nas wszystkich przy życiu pozostałych do snu
wiecznego a nieśmiertelnego Ich kołysze, niech żal po Nich bezmierny, boleść
i rozpacz rodzin Ich złagodzi, niech Ich mogiły rękoma kolegów sypane trwałym
się staną dla potomności przykładem .najczystszego poświęcenia i z pokolenia
w pokolenie niech żar miłości i ofiary dla wielkiej i potężnej Polski idzie, a
dla nas będą pobudką do zwołania się i stawania w szeregach we wszystkich groźnych
dla Rzeczypospolitej terminach.
Czesław Mączyński, pułk. ni. p.
Proste, swobodne, a silne, jak moc, słowa
bryga-djera wryły się napewno w serca jego podkomendnych żołnierzy głęboko.
I wie się, że Polska to wielka rzecz i że
walczyć o Nią i całość Jej, czystość myśli i pracy polskiej, należy, i że
wspaniałe boje lwowskie we wieniec się splotły przedziwny.
Wie się, że we Lwowie jest patryjotyzm
najgorętszy, do zapamiętania się skory.
Że hufce polskie spełniły śliczną swą rolę
i odparły wojska rosyjskiej republiki rad, by polski na rubieżach Ojczyzny
ustanowić porządek.
A jednak bezpretensjonalnie szczere,
pożegnalne słowa zasłużonego niezmiernie Brygadjera, trafiają do serca,
chwytają za nie, gdyż prawda w tych słowach jest wielka, gdyż to nieprzelotne,
lecz potężne wspomnienie bojów przeróżnych jest też nieprzelotnem, lecz
potężnem wspomnieniem krwawień się ofiarnych żołnierza polskiego i jego
oficera, poświęconych bez oznak pychy i zaszczytu łaknień ochotnie, jak
ochotnikom przystało.
I czuje się, wie się, że Brygadjer ten i
bohaterska drużyna jego nie tylko są uzewnętrznieniem obowiązku wołań, ale i
odrębną, wyrazistą częścią świetlanego cudu, któremu na imię:
DUSZA POLSKA.
A jako,, że jej są częścią, dlatego tak
nieziemską glorję mają ich czyny,
temu trud ich
orężny .spowiła
87
aureola, temu czyn ich żyje prawdziwie jak
żył i umierał prawdziwie, śniący o niej pan możny, szlachcic, pracownik
umysłu, robotnik i chłop, jeden zbiorowy
ŻOŁNIERZ POLSKI,
którego znojom, mękom, śmierciom i
odrodzeniom cześć nieśmiertelna.
LIKWIDACJA ARMJI OCHOTNICZEJ.
„Z ogłoszonego onegdaj rozkazu
pożegnalnego bryg. Mączyńskiego — pisało wówczas „Słowo Polskie" —
dowiedzieliśmy się, że Małopolskie Oddziały ochotnicze zostały rozwiązane a
ochotnicy zwolnieni ze służby wojskowej. Z rozkazu tego dowiedzieliśmy się
również w ogólnych zarysach o czynach bojowych ochotników naszych w groźnych
dla Rzeczypospolitej miesiącach.
Jest — zdaniem naszem — naturalnym i
prostym obowiązkiem serca i poczucia obywatelskiego społeczeństwa we Wchodniej
Małopolsce odpowiedzieć temu pożegnalnemu rozkazowi silnem i z głębi duszy
płyną-cem echem zbiorowej wdzięczności i uznania.
Że objawy tego uznania i wdzięcznej
pamięci nie mogą być jedynie oficjalnem i suchem dziękczynieniem, zło-żonem z
okazji likwidacji Armji Ochotniczej, że — przeciwnie — muszą być wykładnikiem
szczerych i prawdziwych uczuć, nurtujących w duszy każdego prawego obywatela
kresowej stolicy państwa — wystarczy przypomnieć pokrótce okoliczności i
warunki, w jakich oddziały ochotnicze na terenie Wschodniej Małopolski
powstały i krwią żywych, miłujących serc istnienie swe
znaczyły.
Front nasz pod naporem bolszewickiego
najazdu pękał i zarysowywał się coraz wyraźniej, żołnierz armji regularnej pod
wpływem wytężających, olbrzymich marszów ustępował znużony i zniechęcony. Po
zwycięskich, triumfalnych marszach, dla cudzej, ukraińskiej sprawy
przedsiębranych — zapoznać się musiał z goryczą i różnórodnem złem klęskowego
odwrotu. Psychologja odwrotu i
klęski coraz silniej
poczęła wyciskać swe piętno na szeregach naszej armji. państwu
zdawał się niechybnie grozić zalew barbarzyństwa.
Działać trzeba było bez namysłu,
„piorunem\
Jasnem było dla wszystkich, że aby
podnieść ducha szeregów frontowych, wzmocnić je i skupić moralnie i
liczebnie— należało w nie rzucić elementy nowe, niezmęczone, pod względem
idealnym nieugięte i przejęte entuzjazmem „świętej wojny". Tych zaś
dostarczyć mogli przedewszystkiem ochotnicy, a
więc ci, którzy z poczucia wewnętrznej potrzeby, parci ogniem narodowego
gniewu i obywatelskiej trwogi o zagrożoną niepodległość Ojczyzny, - śpieszyli
złożyć Jej dań z swego patrjotyzmu i życia.
Nikt z nas tu we Lwowie nic zapomni chyba dni lipcowych,
dni narodowej trwogi i narodowej mobilizacji wszystkich twórczych sił
społeczeństwa. Zabrakło na ulicach „cywilnego człowieka", szczezło
gdzieściś partyjne urągowisko, Lwów po raz wtóry - jak ongiś w listopadzie 1918
r, — stężał w „posąg z jednej bryły" i obwarował się niby twierdzą
niezdobytą z serc żywych, z piersi nieulękłych.
Zabrali się do dzieła organizacji Oddziałów Ochotniczych
ci sami niemnl ludzie, którzy listopadowego dziełu byli twórcami. Z odległych
krańców Rzeczypospolitej zbiegli się starzy towarzysze walk o Lwów, ci z ulicy
Grunwaldzkiej, ci z Domu techników, ci ze szkoły Sienkiewicza, ci wreszcie z
Góry Stracenia, „Be-macy" i „Kadeciarze," „Abrahamczycy".
„Wilki" i „pocz-tarze" zbiegli się tłumem wielkim i groźnym na pierwsze
skinienie swych ukochanych dowódców i miasto to uczynili wielkiein obozowiskiem
wojennem.
Je&ł rzeczą znamienną — jak wielką rolę odegrała w
lipcowem pogotowiu Lwowa tradycja walk listopadowych, wspomnienia wspólnie
przecierpianej mizerji, legenda nieomal nazwisk i środowisk. Rzec można śmiało,
że ta tradycja właśnie była bodaj, że najsilniejszą gwarancją zwycięstwa, i
ona to sprawiała, że we Lwowie poza garsiką „urodzonych" tchórzów i
drapi-chrustów nieodczuwało się na ogół nerwowego lęku i zwątpienia we własne
siły.
„Było już gorzej" — mówiono — „a przecież nie dali
rady"...
Ci, którzy mieli sposobność i możność
osobistej obserwacji i współudziału w tworzeniu oddziałów ochotniczych,
niezapomną chyba nigdy tej bezprzykładnej, energji i szybkości, z jaką na
stopie bojowej stawały oddziały po oddziałach. Wczoraj jeszcze „obmierzły
cywil" — dziś już frontowiec jak się patrzy, z karabinem zżyty
jakby od dziecka, choć niejednokrotnie tygodniami bez butów i bez munduru.
Lekarz w braku lepszych staje na czele frontowej formacji, profesor uniwersytetu
pręży się^ przed „takim z Zamarstynowa", nacjonalista „z obozu
reakcji" zmawia się do wspólnej i jedynie polskiej konspiracji z
reprezentantem „ludu pracującego."
W przeciągu trzech tygodni postawiono —
jak mówi sprawozdanie Okręgowego Inspektoratu Armji Ochotniczej — 2 pełne pułki
piechoty, 3 dywizjony ar-tylerji, 2 pułki jazdy, oddział pościgowy pod nazwą
„Detachement rotra. Abrahama", kompanję szturmową i aut pancernych,
skonstruowanych w warsztatach lwowskich, oddział granatników, ko-npanję
saperską, telegraficzną, sanitarną i kolumnę taborową.
W całości liczba ochotników Małopolskich
oddziałów dosięgła prawie 12.000, poza ochotnikami w regularnych formacjach
zapasowych.
Powyższe pozycje i cyfry same mówią
za siebie a mówią tem więcej, im silniej sobie uprzytomnimy wyczerpanie nerwowe
i ekonomiczną ruinę kraju w ciągu lat ostatnich, im lepiej sobie
przypomnimy, że wskutek coraz bliższego najazdu wschodnie powiaty
Małopolski ochotników w poważniejszej iiości dostarczyć nie mogły.
Był to nowy, wspaniały, imponujący wysiłek
narodowej tężyzny i wierności Lwowa dla Rzeczypospolitej, nowy „aere
perennms'' dowód jego woli przynależności do Państwa Polskiego.
Potem przyszedł krwawy chrzest ochotników.
Wróg stanął opodal bram miasta. Ochotnicy bronić ich mieli. I obronili.
Kamionka Slrumiłowa, linja Bugu — oto żywy wał piersi ochotników, o który
strzaskał łeb wschodni barbarzyńco..
A nadews/,yst!<o Zadwórze —
nieśmiertelne pobojowisko zmagań kultury i c/łowicczoństwa z dziczą.
„Czas rzeczywistej potrzeby" — na
który ochotników pod broń powołano — „minął" -
mówi rozkaz bryg. Mączyńskiego.
„Możecie odejść do waszych ognisk rodzinnych i zajęć normalnych w poczuciu
dobrze spełnionego obowiązku".
„Istotnie — poczucie dobrze spełnionego
obowiązku, to najwyższa nagroda dla tej ofiarnej młodzieży i obywateli
państwa.
A — zdaje się — także — jedyna.
Trzeba bowiem stwierdzić z głębokiem
uczuciem przykrości, iż niejednokrotnie znaczenia i zasług Armji Ochotniczej
dla państwa będącego w niebezpieczeństwie, niedoceniano, co więcej, organizacji
jej przeszkadzano i to ze strony tych czynników, których obowiązkiem było nieść
jej pomoc i utrwalać jej powagę."
„Armja ochotnicza czynami swojemi stwierdziła,
źe niskie zarzuty były płodem mętnych i niesprawiedliwych umysłów, niezdolnych
do wzniesienia się ponad własne podwórko partyjne.
Stwierdziła, że dobrze zasłużyła się
Ojczyźnie w dniach niebezpieczeństwa.
Społeczeństwo z dumą i miłością wspominać
będzie — póki serce polskie na tej ziemi bić będzie — dzieło lwowskich
ochotników, jego twórców i współpracowników".
A ochotnicy oficerowie i żołnierze,
kochali się wzajem.
Widać to było niedawno, jakto wracający z
kresów żołnierze Nittroana uczcili swego bohaterskiego wo-dza-inwalidę,
wspartego ze wzruszeniem na ramionach Mączyńskiego i Abrahama.
Kto te chwile łączności serc bratnich
przeżywał, czuje dowodnie, że Polska zginąć nie może i żyć będzie zawsze!
Przy omówieniu jednak przebiegu walk nie
sposób nie wspomnieć i o tym, który, aż w Warszawie miał zadanie wykonać, na
najcięższą kreślone miarę a nie-zapomniał i o Lwowie. Naczelnik Państwa i Wódz
Naczelny zarazem, Józef Piłsudski, nie uwzględnił mianowicie strategicznie
bardzo korzystnych planów gen. Weyganda, szefa sztabu wielkiego Focha, którym
przy wyśmienitych radach skoncentrowania wojska w jak największej ilości w
jednem miejscu, by zeń uderzyć, i mniej miłą dla Lwowa podawał, a tą była rada
wycofania się wojsk polskich za San.
Naczelnik jej nie przyjął i opracował plan
własny, za co Mu cześć!
Nie można też przemilczeć, ani zapomnieć
wodzów głównych, dowódców frontu na terenie walk Małopolskich Oddziałów Armji
Ochotniczej:
Nazwiska generałów lwaszkiewicza, hr.
Lamęzana i Stan. Hallera, Jędrzejewskiego splotły się stale z wdzięczną Lwowa
pamięcią.
Nazwiska dzielnych szefów sztabu płk.
Kesslera, Thulliego i Stachiewicza przejść muszą też do potomności, jako tych,
którzy napór nieprzyjacielski pierwsi niby za bary schwyciwszy, osadzili na
miejscu, by go potem wysiłkiem narodowym pobić i precz odrzucić.
Bezpośrednio po ustąpieniu gen. Romera,
który jako reprezentant wojskowości jechał na mińskie układy, przybył gen.
Iwaszkiewicz jako dowódca małopolskiego frontu wraz ze swym szefem sztabu,
świetnym znawcą tych terenów jeszcze z ukraińsko-polskich walk, pułkownikiem
Kesslerem. Sprawowali oni dowództwo frontu do 21. sierpnia, od którego to czasu
aż po dzień 16. września ster dowództwa trzymał w ręku umiejętnie gen. por. hr.
Lamezan-Salins.
Gen. Lamezan uznał, że ochotnicy za prędko
musieli pójść na front, skarży się więc na to nieszczęsne przedwczesne
wysłanie, acz dobrze zna jego smutną konieczność! Z darów pochodzące rzeczy, a
zwłaszcza uzbrojenie (karabiny), rzadko kiedy mogłyby wystarczyć! Toteż było
sporo bosych ochotników, karabiny ręczne często bardzo nie strzelały lub
eksplodowały, w czem i młodzi żołnierze nie byli bez winv. niedbale zbyt
obchodząc się z bronią. — Ale, cóż robić ! — Za krótko, choć bardzo, może i
zanadto intensywnie ich uczono i ćwiczono. Do pewnych tak zrozumiałych braków,
jak powyższe, przyłączała się jeszcze ta fatalna łączność, która ma swe
usprawiedliwienie w niebywale wprost i potwornie pomieszanych sytuacjach,
niemniej jednak nieszczęściem była wielkiem, MOAO. musiała się ustawicznie
prawie zbyt śmiałych chwytać często, jak sie potem niestety okazywało, wysiłków
i pomysłów własnej inicjatywy.
Gen. Lamezan-Salins był bardzo czynny;
doglądał gorliwie i pilnował toku akcji, pod osobistem kierownictwem sprawy
przeprowadził Petlurowców gen. Pa wlenki przez Niżniów i Jezopol, a w nocy z
13-tego n.i 14 tego była już VIII. dywizja na lewym brzYgu. Już poniekąd
czwartego lub piątego września był Lamezau gotów do ofensywy. Oddając
szesnastego dowództwo w ręce przybyłego właśnie gen. Stanisława Hallera, byłego
szefa sztabu generalnego z szefem sztabu pułko wnikiem Juljanem Stachiewiczem,
zaznaczył, że wojsko rozpocznie nareszcie to, za czem tak tęskniło, tj. ofensywę
we Wschodniej Małopolsce na wielką skalę.
Razem z gen. Hallerem przyszedł
sławny, popularny ogromnie w Cieszynie, gen. Latinik, któremu dano grupę obok
III. płk. Pawlenki, (a potem na północ był gen. por. Jędrzejewski, z grupą I-ą
z 5, 6, 12 dywizją). Dcą dyw. (>. był gen. Linde z armji austrj. W środku 4.
dyw. i jedna bryg. kaw.
Nie zapomni się nazwisk generałów Lindego
i Lindy.
Bardzo zasłużonymi mężami w sprawie
Małopolski Wsch. i Małopolskich Oddziałów Armji Ochotniczej byli
ppułkownik Kunisz, pułkownik Marjański
i Roman Jasieński, któremu
powierzono dowództwo Okręgu
o-bronnego Lwowa, co wiele
niepotrzebnie miesza z rejonem obronnym
Lwowa, tak, iż
już niema stałego rozgraniczenia tych pojęć! Pułkownik
Jasieński, bywał za dowództwa gen. Romera
jeszcze, na wschodnich, najbardziej eksponowanych
odcinkach frontu. Teraz po Busk ro7ciągfił
swą uwagę nad
Oddziałami Ochotni-czerni,
otaczając je swą opieka. Znakomity to nie tylko organizator, ale i wojownik, jeszcze
z czasów wojny rosyjsko chińskiej, pogromca
Chunchuzów, zwycięską niósł też pomoc Mongołom,
przeszedłszy pustynię Gobi. Do ostatnich
chwil bronił portu
Artura przeciw japońskim wojskom,
a w Wielkiej
Wojnie walczy o Ungwar. co jest
wesołe, ze swoim
obecnym przełożonym, gen. Lamezanem, jako wodzem austryjackim. Ppłk.
Kunisz, drugi szef sztabu,
organizator pierwszorzędny,
byłv szef sztabu generała Latinika w Cieszynie, gdy Lamezan z Thulliem,
przygotowywali ofensywę, dzielił się pracą z płk. Thulliem który obrał dla
siebie pracę operacyjną, przydzielając Kuniszowi organizacyjną.
W sprawie tej* organizacji właśnie, zwłaszcza Małopolskich Oddziałów Armji
Ochotniczej, codzieó stykał
się ppłk. Kunisz z Bryg. Mączyńskim, a gdy
akcja bojowa się zaostrzała, tempo akcji podv ajano. potrajano, spieszono się
do upadłego po prostu.
W dowództwie operacyjnem współpracował
wybitnie i gen. Linda z armji rosyjskiej Dzięki wspomnianym już poprzednio w
„Odruchu polskim" osobistościom, i ich wytężonej, niezmordowanej pracy,
stanęły niby mur stalowy, szeregi MOAO, które tak Szczytnie pojęły i wypełniły
swą misję.
Wszystkim budowniczym całości z
cząstek, wszystkim twórcom Małopolskich Oddziałów Armji Ochotniczej i jej
oficerom, podoficerom i żołnierzom miłość, sława i cześć!
Armje ochotnicze różnią się zasadniczo od
armji stałych. Mają już to do siebie, że jedną z podstawowych ich cech jest
faktycznie służba dobrowolna. Mogą to być armje, służące dla idei (A. O., M. O.
A. 0.) lub dla zysku (Bermonta-Awałowa), nawet gdy oficerowie* mają jakiś
podkład ideowy.
Żołnierz, który służy
dla tego, by
się utrzymać,, może być jeszcze
nawet wcale dobrym żołnierzem — żołnierzr— rabuś jest
jednak tylko do lekkiej ofensywy dobry
Źle znosi on zbyt uciążliwe trudy.
Polska ma piękne tradycje armji
ochotniczych. Legjony Dąbrowskiego, wojska powstańcze, legjony Wielkiej Wojny,
wojska hallerowskie.
Toteż i teraz Armja Ochotnicza Hallera
wykazała znaczną wyższość ponad wojskami rdobrowolczeskimi"
bardzo zdolnych zresztą wodzów Kołczaka, Judienicza, Dienikina i Wrangla.
A małopolskie oddziały tej najnowszej
hallerowskiej armji nie dały jej powodu do wstydu
Nasza armja ochotnicza miała — rozumie się
samo przez się — bardzo istotne wady, a to złe zaopatrzenie, które nie jej
zresztą było wina. brak idealnej koordynacji oficerów, rzeczywiście jak
najdziwniej pozbieranych (wprost z cywila starszych), z armji rosyjskiej,
austryjackiej i z Legjonów, nie znających wspólnej, polskiej musztry, krótkie
zresztą wyćwiczenie. Oto czynniki, które nie odrazu pozwoliły j,ej się
zorjentować w zgiełku bitwy, a natomiast wymagały pewnej ako-modacji. po której
już wszystko szło dobrze. (Zadwórze, Zuchorzyce, Łaszki Królewskie). Niechybnie
ci jednak, którzy się zgłaszają właśnie wtedy, gdy jest źle, mają większe
szansę wytrwania od tych, którzy się cofają.
Armja Ochotnicza miała swe szczytne cele,
zużytkowane też praktycznie, gdyż na miejsce znużonych żołnierzy użyto
dziarskich i rzeźkich ochotników, którzy ułatwili kolegom odpoczynek, a sami
wkrótce zaprawili się do boju niegorzej od nich.
Armji polskiej stałej, rozsławionej po
świecie całym przez męstwo, macierzy wojsk ochotniczych i wiernej broni
towarzyszce, tylko serdeczne uczucia niosą w dani ochotnie}'.
Niesumienna jednak agitacja potrafiła
rozjątrzyć stosunki, wyzyskać niezadowolenie żołnierzy regularnych z
„uprzywilejowanych praw" ochotników i doprowadzić do tego, że sam
minister wojny gen. Sosn-kowski tłumaczyć musiał armji, iż „ochotnicy zgłosili
się do wojska, by się bić, a nie, by być bitymi". Smutne to, ale
prawdziwe.
A Ministerstwo S. W. wyraźnym stwierdziło
rozkazem, że cokolwiek bezprawnie postąpiono, rozwiązując MOAO. wbrew
przyrzeczeniom.
(Rozwiązanie nie nastąpiło też bynajmniej
na rozkaz Ministerstwa S. W. — rozkaz rozdzielający wydało Dowództwo Frontu w
porozumieniu z Naczelnem Dowództwem.)
Więc, gdy się zważy wszystko, bardzo
wielką winno mieć wdzięczność społeczeństwo polskie, przedewszy-stkiem zaś
lwowskie, „lwów, lwic i lwiątek", jak pięknie powiedział swego czasu na
powitanie generał Józef Haller, ochotnikom Mączyńskiego.
Zasłużyli się bowiem wybornie.
Resztki ich gromiły najeźdźcę dzielnie aż
po ro-zejm pod świetnem kierownictwem gen. Stanisława Hallera.
Wieczna, historyczna zasługa, kołacze u
bram historii o wieczną, historyczną ocenę.
Tej dzieje nie odmówią!
Zaszczytny znak kokardy biało-czerwonej
wyróżniał ochotników z pośród innych żołnierzy i łączył zastępy hallerowskie
specjalną sympatją.
Do nas we Lwowie nie tylko z Przemyśla,
lecz nawet z Mielca zgłaszali się tłumnie ochotnicy, by w tej
tak zaszczytnej armji móc służyć. Kogo
przydzielono do służby lżejszej, zgłaszał się na front, choćby i poza wiekiem
poborowym (np. sierż. A. Krzeczunowicz, z mojej kompanjii prof. kpr. Mendrala z
240) pp. i wielu? wielu innych.
A między poszczególnymi oddziałami MOAO.
istniała szlachetna emulacja. W 240 pp. wszystkie (jak i później w 238) baony
współzawodniczyły w sprawności pomiędzy sobą, w dokładnej akuratności, w patriotycznym
zapale, a tosamo i do artylerji i do konnicy się odnosi.
Gotowość ich bojowa była piękna.
Drobnemi siłami uderzali na przemoc i
niszczyli ją często.
I pamięć wierna łączy się z temi dziejami.
Jaką zaszczytną odegrali w nich rolę nasi
ochotnicy, pochodzący z wszystkich stanów!
Bryg. Mączyński zaprosił przez ppor. dra
Tomanka na zgromadzeniu T. N. S. W. (Towarzystwa Nauczycieli Szkół Wyższych)
byłych swoich kolegów (przed wojną był Brygadjer profesorem gimnazjalnym) pod
swoją broń i swój sztandar.
Odpowiedziano mu z ochotą — liczni
profesorowie stawili się na nowych posterunkach, często w zmienionej roli w
stosunku do uczniów swoich.
Zbratanie się serdeczne było zupełne,
jedna sprawa,, jedne cele, zjednoczyły wszystkich. A młodzież szkolna tradycję
swoją z walk pierwszych dni polskich w świeżą przyoblekła aureolę..
Aż miło wspomnieć!
Dokoła głuchy zgiełk dział — w mieście ryk
przeciągły spędzanego do Lwowa bydła.
Nastroje wieczorne bajeczne.
Całkiem nowe, choć tylko odświeżone z
dawnej; pamięci nastaje życie, gorączkowej pracy era.
A w koszarach praca wrzała!
Baony pracują, ćwiczą, tworzą się liczne
marszówki.
Z pola walk dochodzą różne, przeważnie
hiobowe wieści.
Ale swoją drogą, i dobrych nie brakło.
Osobno otwarte rubryki „pod nakazem chwili" ogłaszały poLór
ochotników. Był to fakt, co
podały dzienniki, że we wojsku radość nastała
na wieść o tak wspaniałym zaciągu ochotników.
Niech i to będzie łącznikiem między
armjami o-biema, stałą i ochotniczą, że oni tak się wtedy, po bez-pośredniem
dowiedzeniu się o nas, nami ucieszyli, kiedy u nas równocześnie pobudzała
gorąca, szczera chęć niesienia im pomocy.
Poza formacjami ochotniczemi szedł też
dobrze i pobór; by wszyscy stanęli w potrzebie, były egzekutywy prawie
najzupełniej zbędne.
Pierwszemu temu postulatowi z pod znaku
chwili prędko uczyniono zadosyć.
Chodziło teraz o to, by prawdziwie
zasłużyć na dyplomy symboliczne odznak za dzielność!
Armja Ochotnicza zasłużenie całe mnóstwo
rozdała owych dyplomów.
Szeregi ochotnicze Abrahama i Wilków rwały
się do boju co rychlej; jak najprędzej się zgłaszał do walki bataljon
Trześniowskiego, Śniadowski zbierał zapasy amunicji, by nią potem miażdżyć, jak
miażdżył.
Kapitan Zagórski, stary
kresowiec-zagończyk, podpułkownik Domaszewicz, bohater-lekarz-oficer, to dowódcy
na schwał,
Poprowadzony przez nich ochotnik szedł
wichru pędem na straszną Rudę Sielecką, Kamionkę Strumiłową1,
Śtreptów, Zuchorzyce, Za dworze i Łaszki.
Dwukrotne boje pod Zadwórzem, a zwłaszcza
śmierć bohaterska Leonidasa -Zajączkowskiego i jego spartańskiego rycerstwa,
nieśmiertelną jaśnieją glorją.
Gdzie szedł bolszewik, tam gryzły go
wilki, zabiegał mu drogę Barski, zastępował kawalerzysta Żółkiewskiego, a w
rezerwie gotował się do śmiertelnego ciosu Galii z Prażmowskim.
Wyszczerbiony, obdarty, cofał się inwadent
do Rosji. Zziajan, strudzon, męstwem i odwetem dyszący, strzałą śmigał za nim
ochotnik.
Ńa mężne czyny tych hufców lwich
spoglądali z łzą rozrzewnienia w oku starzy wodzowie, prześcigając się w
wyborze zaszczytnych uznania słów dla Tego, który nas w imię Naczelnego wodza i
Hallera prowadził.
Niech żyje Brygad jer Czesław Mączyński!
Ze wszystkich polskich piersi
wyrywa się okrzyk umiło wania
gorącego, bo ten wódz, taki wszechstronny, taki dzielny i mądry — jest taki
nasz!
I w odpowiedzi na pożegnalny rozkaz
Brygadjćra -do Małopolskich Oddziałów Armji Ochotniczej, Jemu, temu wzniosłemu
symbolowi polskości na kresach, niestrudzonej wiary pełnemu herosowi o
nieałomność przekonań i uczuć walk, z grona szeregowców jego ■szarych istotnie
wierna popłynęła przysięga.
Słuszna, iż wspomniał o potężnej pamięci
wśród iywych o umarłych.
Należy się im ona
Ale i ci, którzy polegli, nie zapomnieli o
swoich kolegach, o swych przełożonych, a nadewszystko o Wodzu jasnym.
'
Mączyński, szczery, wylany, naturalny — to
był wzór ochotniczej braci i ukochany ideał.
Miłość gorąca Twoich, Brygadjerze Wielki,
niech Ci będzie rekompensatą za wielokrotnie nie wypełnione wobec Ciebie*długi
wdzięczności.
Nazwałem Cię Wielkim, bo ten, który w
chwili zwątpień, który w chwili gromów i złomów nie czuje w sobie śmiertelnego
dreszczu, który w czarną noc zasunięty, jak matematyk, z uśmiechem czeka
rumianego niemylnie poranku światła, wśród częściowego zapomnienia pogodną się
szczerze śmieje wesołością, jest wielki, jak wielkim jest i gród przesławny,
którego on bronił, a który W dniu uroczystości-nadania „Virtuti mi-łitari"
pogodnie na swą minioną, lecz nie przemijającą, patrzvł zasługę.
Za małoś kart miała, drobna książko, byś
to mogła oddać, co te szlachetne serca w czas on burzliwy przeżyły.
Ale, jak wszystko prawie, co mówimy,
niedocią-gnionym jest skrótem, tak i lepiej, sadzę, acz słowami niewielu,
próbować zawrzeć okres tych niedługich, ale na wagę złita idących wyników
zapaśiiych zmagań się międzynarodowej i narodowej idei
Gwałtem odcisnął się gwałt, bolszewik pluć
w twarz nam nie mógł.
Ulgę po ustąpieniu żołnierzy czerwonej
armji nie sami tylko uczuli Polacy.
Dlatego teraz, w wykowanym w znacznej
mierze pracą Armji Ochotniczej pokoju, powinna się zaznaczyć chęć szczerej
zgody narodowo-społecznej i porozumienie wśród obywateli Państwa Polskiego.
Oręż wyszczerbiony i skrwawiony
zawieszono, ale pola pracy nie zbraknie, a wiele jeszcze koniecznie zrobić się
musi. Wątpić w to nie można, iż idea zbożnej zgody weźmie kiedyś przewagę i
wpływem swym orężna coraz nowsze, piękniejsze zataczać pocznie widnokręgi.
Zasłużyły na to w pełni bardzo krwawe
trudy Regularnej i Ochotniczej Armji naszej, nad wyraz bohaterskich.
Zasługi A. O. bezstronnie podniósł
Prezydent Ministrów Wincenty Witos, podczas swych odwiedzin w koszarach
Zamarstynowskich we Lwowie.
WÓDZ DAŁ ZEW!
Piechota małopolskich oddziałów Armji
Ochotniczej odznaczyła się pod Rudą Sielecką, Kamionką Stru-miłową, Krasnem,
Buskiem, Zadwórzem — tem zwłaszcza najbardziej — pod Rakobutami, Streptowem,
Zu-chorzycćimi i Łaszkami Królewskiemi oraz w Okręgu Obrony Lwowa.
Opłacił
się więc trud jej dowódców.
Abraham w okolicach Brodów się odznaczył,
stale na tyłach bolszewików postrach szerząc, famą groźną jDetaćhement swego, a
Krynicki Wilkami zębatymi.
Sapieha pod Zasławiem staroussarskie
wznowił tradycje, Zajączkowski swym zgonem między gwiazdy się uniósł.
Śniadowski, jak pięknie wojnę zaczął, z
tą samą też wiarą, która cuda stwarza, zamknął łańcuch dotychczasowych
triumfów żelaznych swych prac.
Jak dzielnie mu sekundował ppłk.
Aleksander Le-wicki, wiadomo ogólnie.
A teraz, jak przystało, jak świetna
Francja naśladowania godny przykład nam dała, uczcijm}' pamięć NIEZNANEGO
ŻOŁNIERZA.
Ten szary, krwią tylko obficie zbryzgany,
krwią własną serdeczną — Żołnierz, to symbol.
Za taki symbol oddanego Polsce syna ludu
przyjmijmy postać bohaterską
Ś. P. STEFANA BEZKOROWAJNEGO.
Jak zacząłem, tak kończę wspomnieniem o
Tobie. Śpij, Kolego, śniąc o Polsce.
Zwycięstwem naszej Armji zakończyły się te
ciężkie boje.
Śpij, — o Polsce śnij.
TREŚĆ:
Strona PRZEDMOWA BRYG. CZ.
MĄCZYŃSKIEGO . .
. . .
. . V
SPIS RYCIN.............. X
SŁOWO WSTĘPNE AUTORA . ' .
.........XI
ODRUCH POLSKI............. 1
Z ROZWOJU I PRZEJŚĆ II. BAONU 240 P.
P......' . .12
Z PRZEJŚĆ BAONU I. I
III. 240 P. P. A. O. . .
... . .
39
DEf ACHEMENT MJRA ABRAHAMA I KONNICA
MOAO ....
49
205 P. ARTYLERJI MOAO. .
........ . .
66
•O 238 P. P. A. 0..............78
5RZUT OKA NA ORGANIZACJĘ, PRZEBIEG WALK I LIKWIDACJĘ MOAO. 82