W lecie 1950 r. płk Oziewicz przeniósł się na inną farmę pod zarządem ppłk Kamieńskiego, w Duran, gdzie zamieszkał wraz z dr Kazimierzem Gluzińskim i jego żoną. Na początku sierpnia 1950 r. dopadł płka „Bohuna” komunistyczny reżym warszawski, żądając od rządu francuskiego aresztowania i wydania płka „Bohuna", jako oskarżonego o „zwalczanie stronnictw lewicowych” w czasie okupacji niemieckiej. 8 sierpnia wczesnym rankiem żandarmeria francuska - z rozkazem aresztowania wydanym przez prokuratora w Tuluzie - zabrała skutego kajdankami płk Antoniego Bohuna-Dąbrowskiego i odtransportowała do prokuratora i więzienia San Michael w Tuluzie. Tymczasem małżonka Pułkownika zaalarmowała telefonicznie ośrodek paryski, telefonując do inż. Dowbora, który natychmiast poruszył wszystkie możliwe polskie kontakty z gen. Andersem i premierem Arciszewskim na czele. Do rządu francuskiego napływały ostre protesty Rządu Polskiego w Londynie, gen. Andersa, gen. Maczka, polskich kombatantów i wszystkich stronnictw na emigracji. U francuskiego min. spraw zagranicznych r. Schumana interweniował również rząd amerykański. W Tuluzie obroną i zwolnieniem płk „Bohuna” zajął się b. konsul polski wraz z przybyłym z Paryża mjr Janem Łączyńskim i zaproszonym - znanym adwokatem w Tuluzie - p. Lamoth. Trzeciego dnia po aresztowaniu pozwolono płk „Bohunowi” na widzenie się z córką, która poinformowała ojca o wszystkich protestach i staraniach. Ósmego dnia „oskarżony” opuścił celę więzienną, zajmowaną z sześcioma kryminalistami francuskimi i został przewieziony na rozprawę do sądu. Tu oczekiwała już córka i przyjaciele. Proces - w tym godzinne przemówienie obrońcy p. Lamoth wyjaśniające sprawę, list gen. Maczka skierowany bezpośrednio do sądu oraz obszerne „ostatnie słowo” płk „Bohuna” - został zakończony pełnym uwolnieniem „oskarżonego” od wszystkich zarzutów. Przemówienie płka „Bohuna” było zakończone zdaniem: „Moją jedyną winą jest to, że urodziłem się Polakiem, kocham swój kraj i walczyłem w II wojnie światowej o wolność i niepodległość mojej Ojczyzny i gotów jestem - jako oficer. polski - walczyć z każdym, kto znajdzie się na ziemiach polskich bez zgody Narodu Polskiego”. Prokurator francuski dołączył się bez zastrzeżeń do wyroku i natychmiastowego zwolnienia płk „Bohuna”. Uznaniom dla sądownictwa francuskiego, jego zrozumienia i sprawiedliwości oraz radości płka „Bohuna”, rodziny i oczekujących przyjaciół - nie było końca. Tydzień później płk „Bohun” pojechał do Duran, gdzie przebywał z wizytą m.in. u dr Gluzińskiego i płk Oziewicza - gen. Maczek, aby osobiście podziękować mu za interwencję. Ale próbom wywarcia zemsty na dowódcy Brygady Świętokrzyskiej przez reżym warszawski nie było końca. W maju 1951 r.. zgłosił się w Maynadarie z listem ppłk Kamieńskiego mężczyzna pragnący kupić drewno, ścięte na budulec i opał. Był to jednak Polak, nie Francuz, rozmowa przy śniadaniu dotyczyła więc spraw polskich - przedwojennych, okupacyjnych i współczesnych. Potem poszli do lasu obejrzeć drewno, po czym „kupiec” wsiadł na rower i odjechał. Kilkanaście minut później przybyli na farmę żandarmi francuscy, poszukujący owego „kupca", jako zrzutka komunistycznego z PRL-u. Płk „Bohun” zorientował się, jakie mu groziło niebezpieczeństwo, szczególnie, gdy okazało się później, że „kupiec” był uzbrojony. Dopiero parę dni później wywiad francuski wyjaśnił szczegółowo przygotowania do zlikwidowania płk „Bohuna” przez agenta Bezpieki PRL, podającego się za kupca drewna. Wszystko to przyczyniło się do decyzji płk „Bohuna” i jego żony o przeniesieniu się do USA. Jednak starania o zrealizowanie tej decyzji - w pierwszym rzędzie otrzymanie amerykańskiej wizy emigracyjnej - trwały cztery lata. W międzyczasie paryski Zarząd OGNIWA zawiadomił jesienią 1951 r. płk „Bohuna” o zamierzonej przez gen. Władysława Andersa wizytacji ośrodków brygadowych w większych skupiskach polonijnych przy francuskich fabrykach. Pułkownik ucieszył się tym zdecydowanie, pragnąc „osobiście zameldować się Naczelnemu Wodzowi i złożyć mu raport z naszej działalności”, a także podziękować za skuteczną interwencję u ,rządu francuskiego w sprawie aresztowania i „za wszystko, co zrobił dla Brygady Świętokrzyskiej w latach powojennych”. Wraz z dr Gluzińskim i płk Oziewiczem, płk „Bohun” witał na dworcu kolejowym w Paryżu gen. Andersa i jego świtę, a następnie wszyscy razem pojechali do Strasburga, gdzie miał odbyć się - zorganizowany przez mjr Łączyńskiego, ówczesnego prezesa OGNIWA - zjazd możliwie wszystkich członków OGNIWA. Po powitaniach na dworcu i uroczystej Mszy św. odbyło się - w ogromnej sali - uroczyste spotkanie żołnierzy NSZ i kierownictwa politycznego grupy „Szańca” z Naczelnym Wodzem i Generalnym Inspektorem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie - gen. Andersem. Przemawiali - w pierwszej kolejności - płk „Bohun”, składając raport o pracach i walkach NSZ w kraju w czasie okupacji niemieckiej i z poczynań na emigracji, płk Oziewicz - jako pierwszy Komendant Główny NSZ w kraju, oraz dr Gluziński - podając zarys ideologii grupy „Szańca". Gen. Anders, dziękując za spotkanie i przedstawienie najważniejszych spraw, podkreślił wartość młodego elementu żołnierskiego w OGNIWIE mówiąc m.in.: „Jedynie i tylko wy potrafiliście do tego czasu utrzymać żołnierzy w zwartych grupach,". Następnie podziękował za całą działalność N S Z w okresie okupacji niemieckiej i po wojnie na emigracji. Po tym spotkaniu płk „Bohun” zapisał w swoich wspomnieniach: Gen. Anders „zrobił na mnie bardzo dodatnie wrażenie człowieka, który wie, czego chce w swoich zamierzeniach i planach. Nas - nasze środowisko - dobrze rozumiał i z aprobatą przyjmował to, co w krótkim zarysie przedstawił mu o nas dr Gluziński. Z wypowiedzi Generała można było sądzić, że całkowicie był po naszej stronie, jednak względy polityczne nie pozwoliły mu wyraźnie postawić kropki nad ‚i'. Dlatego trudno było się spodziewać, aby gen. Anders na terenie Londynu mógł coś konkretnego dla nas zrobić. Dziś, znając osobiście dobrze gen. Andersa i będąc zauroczony postacią płk „Bohuna” z moich chwil pobytu w Brygadzie Świętokrzyskiej oraz znając z literatury ich działalność wojskową i polityczną. Mogę z czystym sumieniem potwierdzić wnioski wysnute przez płk „Bohuna” po spotkaniu w Strasburgu. Obaj wielcy Polacy poświęcili bez reszty swe życie dla dobra Narodu Polskiego, obaj wykonali - każdy na swym stanowisku i w ramach swoich możliwości - wszystko to, co było możliwe, a chyba i znacznie więcej. W czerwcu 1953 r. farma Maynadarie została przez ppłk Kamieńskiego sprzedana, a płk „Bohun” z rodziną i całym dobytkiem przewieziony do majątku Lamoth de Bergeron pod Bordeaux, gdzie zamieszkali w 3-pokojowym domku robotniczym. 50-letni płk „Bohun” - jako robotnik rolny - kosił trawę i pracował w winnicach. Termin wyjazdu do USA odsuwał się, ze względu na wyczerpanie polskiego limitu emigracyjnego. Teściowie Pułkownika - doktorostwo Kłaczyńscy*), którzy od paru lat mieszkali już w Stanach Zjednoczonych, wspólnie z kpt. Wacławem „Żurem” - Michalskim (poprzednio dowódcą 2 komp. 202 pp. Brygady Świętokrzyskiej, później - za granicą - archiwistą Brygady) i prof. Smal-Stockim (któremu płk „Bohun” uratował w 1945 r. życie w Czechach, nie dopuszczając do porwania go przez NKWD), starali się przyspieszyć przyjazd płka „Bohuna” do USA. Udało im się to, dzięki pomocy polskiego kongresmana C. Zabłockiego. W lipcu 1955 r. również maj. Lamoth de Bergeron został przez ppłk Kamieńskiego sprzedany. Płk „Bohun” został więc bez pracy zarobkowej. Angażował się do prac dorywczych i sezonowych, głównie w winnicach. Wreszcie przyszła oczekiwana wiza emigracyjna do USA. W drugiej połowie grudnia 1955 r. - po pożegnaniu się z przyjaciółmi w Paryżu i po obiedzie wydanym przez kombatantów polskich - płk „Bohun” z całą rodziną odpłynął do Ameryki i przybył do Newark (New Jersey) w regionie metropolitalnym Nowego Jorku. Państwo Skarbkowie - jak wszyscy emigranci zaczęli nowe życie. Płk „Bohun” pracował w wielkiej firmie hodowli róż, utrzymując również stosunki z wcześniej przybyłymi do USA kolegami z Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Dorosłe dzieci ukończyły studia, założyły rodziny i osiedliły się przeważnie w Kalifornii. Pułkownikostwo Skarbkowie przenieśli się także do Kalifornii (zachodni stan USA, nad Oceanem Spokojnym) i zamieszkali w m. Costa Mesa. Wielkie odległości, np. od Chicago, gdzie w największym skupisku polonijnym w USA żyła liczna grupa NSZ-owców, nie pozwalały na kontakty codzienne. Płk Bohun przyjeżdżał na najważniejsze spotkania, np. w styczniu 1970 r. na zjazd w Chicago z okazji 25 rocznicy wymarszu Brygady z Polski na Zachód. W 1984 r. przemawiał na Zjeździe w Oakville (stan Connecticut w regionie Nowej Anglii), odbytym w 40-tą rocznicę utworzenia Brygady Świętokrzyskiej, ale głównie utrzymywał kontakty pisemne. W Costa Mesa opracował, jako Antoni „Bohun” - Dąbrowski, książkę: Byłem dowódcą Brygady Świętokrzyskiej NSZ, wydaną przez Veritas Foundation Publication Centre, London (kierowaną przez kol. Wojciecha Dłużewskiego) w latach osiemdziesiątych, a ponownie w Polsce w 1989 r. przez „WERS", jako wyd. II, przejrzane i uzupełnione. Zawiera ona cztery części: Wspomnienia osobiste (1902- 1939); Sytuacja w kraju (1939-1945),. Brygada Świętokrzyska (1944-1945); Po wojnie (1945-1955) oraz napisane - głównie przez żołnierzy Brygady wspomnienia - Relacje i dokumenty. To bardzo wartościowa praca, zarówno z punktu widzenia faktograficznego, jak i przekazania ocen i poglądów żołnierzy Brygady. Szkice walk Brygady opracował syn autora, Andrzej Skarbek. Innym przykładem opracowań płk „Bohuna” (z 1989 r.) są: Koncepcje i plany środowiska politycznego „Szaniec” i dowództwa wojskowego NSZ. Do ostatnich swoich dni płk „Bohun” utrzymywał kontakty ze swymi przyjaciółmi z Grupy „Szańca” i współtowarzyszami walki Płk Antoni Skarbek-Szacki „"Bohun"-Dąbrowski” zmarł 3 lipca 1992 r. w Costa Mesa, w wieku 90 lat. 7 lipca, w czasie pogrzebu na cmentarzu w Costa Mesa, żegnała go Małżonka Barbara Skarbek i dzieci oraz liczna grupa oficerów i żołnierzy NSZ, w której imieniu przemawiał ppor. Roman Korwin - Chmurowicz „Wolf” z Kalifornijskiego Ośrodka NSZ. Kpt. Jerzy Jaxa - Maderski „Kazimierz” - w Brygadzie dowódca 6 komp. w II Bat. 202 pp. - pisał, bezpośrednio po śmierci płk „Bohuna”: Zjednał sobie miłość wszystkich podwładnych za sprawiedliwe podejście do każdego żołnierza. Za mocną postawę w walkach z Niemcami i komunistami. Za odsunięcie ambicji własnych dla dobra kraju. Może dopiero historia oceni to, czego dokonał i to, o co walczył. Na ziemi pozostaje żal. Ale i może radość, że kiedyś połączymy się i może razem -w takt Marsza Brygady Świętokrzyskiej - maszerować będziemy w górnych, nie znanych nam wyżynach niebieskich. Takie oceny - powszechne w naszym środowisku, jeszcze za życia płk „Bohuna” - spowodowały np. wystąpienie Koła Żołnierzy NSZ we Francji, w imieniu którego prezes inż. arch. Janusz Deryng (pchor. „Bugaj") wystąpił 12 X 1991 r. do ministra Zbigniewa Zielińskiego - kier. Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych (po uprzednim osobistym spotkaniu z nim w sierpniu 1991 r.) z prośbą o wystąpienie z wnioskiem o nadanie płk NSZ Antoniemu Skarbkowi - Szackiemu ps. „Bohun - Dąbrowski” Orderu Wojennego Virtuti Militari, właściwej klasy, „za całokształt działalności w konspiracji w czasie II wojny światowej, a w szczególności za wyprowadzenie Brygady Świętokrzyskiej na Zachód, zgodnie z dyrektywą Naczelnego Wodza, gen. broni Kazimierza Sosnkowskiego”. W obszernym merytorycznym uzasadnieniu inż. Janusz Deryng doniósł również o wniosku gen. Faury - honorowego prezesa Wspólnoty Polsko-Francuskiej w Paryżu i francuskiego Sekretarza Stanu ds. b. Kombatantów i Ofiar Wojny p. Andre Meric o odznaczenie płk „Bohuna” francuską Legią Honorową „za uwolnienie w 1945 r. paruset Francuzek z niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holleistchau [Holiszowie] / Sudetenland filii Ravensbriick” W zakończeniu prezes Koła b. Żołnierzy NSZ we Francji napisał: „Żołnierze płk Skarbka uważają, że zasłużył on w pełni na szlify generalskie”. Niestety siły lewicowe, za czasów rządu p. Suchockiej z Unii Demokratycznej, doprowadziły - prawie natychmiast po dojściu do władzy w początku lutego 1992 r. do usunięcia min. Zb. Zielińskiego z zajmowanej funkcji kierownika Urzędu ds. Kombatantów, a jego następcy już w ogóle przestali popierać sprawę uhonorowania płk „Bohuna”. Tym bardziej ludzie Grupy „Szańca”, członkowie Związku Jaszczurczego, w ramach którego płk „Bohun”, jako kpt. WP włączył się w początku 1940 r. do pracy konspiracyjnej w Zagnańsku, a szczególnie członkowie Narodowych Sił Zbrojnych i ich największej formacji partyzanckiej Brygady Świętokrzyskiej, będą zawsze pamiętali i czcili postać dowódcy tej Brygady płk Antoniego Skarbka - Szackiego „Bohuna - Dąbrowskiego", który DOBRZE SIĘ ZASŁUZYŁ NARODOWI POLSKIEMU.

por.„Bończa” (Tadeusz Skarzyński)

"Szaniec Chrobrego", nr 2(169),3(170),4(171), 6(173),7(174), 1993 - 1994