Brygada Świętokrzyska NSZ – oddział zbrojny części Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ-ZJ), która nie podporządkowała się rozkazowi scalenia z Armią Krajową, działający w okresie od połowy sierpnia 1944 do połowy sierpnia 1945. Utworzony decyzją Rady Politycznej NSZ-Zachód w dniu 10 sierpnia 1944. Liczyła od 822 żołnierzy (w grudniu 1944) do 1417 żołnierzy (5 maja 1945).

W czerwcu 1944 r. w wyniku rozkazu komendanta Okręgu V Kieleckiego NSZ, mjr. NN ps. "Olgierd Mirski", "Kordian" w rejonie wsi Wronów-Mirogonowice w powiecie opatowskim na Kielecczyźnie doszło do koncentracji kilku oddziałów partyzanckich NSZ (oddziały Władysława Kołacińskiego ps. "Żbik", por. Stanisława Grabdy ps. "Bem", ppor. Edmund Dachtera ps. "Bopp", NN ps. "Ścibor", pchor. Kazimierza Nowaka ps. "Łoś" i por. Henryka Figuro-Podhorskiego ps. "Step", który czasowo przebywał na terenie Kielecczyzny). Sformowano z nich 3-batalionowy 204 Pułk Piechoty Ziemi Kieleckiej NSZ, na czele którego 18 czerwca stanął mjr Eugeniusz Kerner ps. "Kazimierz", "Jan Balcerowski". Funkcję szefa sztabu objął rtm. Antoni Starnawski ps. "Leon". Dowódcami poszczególnych kompanii zostali dowódcy oddziałów partyzanckich, za wyjątkiem "Ścibora", którego zastąpił Zdzisław Jelnicki ps. "Nowina". Pułk liczył ok. 450-600 ludzi. Prowadzono walkę zarówno z Niemcami, jak też partyzantką prokomunistyczną. Operowano z reguły siłami jednej lub kilku kompanii. Współdziałano czasem z miejscowymi oddziałami AK a sporadycznie z BCh. W okresie od 15 do 25 lipca Pułkiem dowodził bezpośrednio, przybyły na inspekcję z Warszawy, p.o. Komendanta Głównego NSZ ppłk Stanisław Nakoniecznikow-Klukowski ps. "Kmicic". Do najważniejszych[1]akcji należały:

Po rozpoczęciu się w połowie lipca ofensywy wojsk sowieckich, przywódcy Grupy "Szańca", czyli politycznej nadbudowy NSZ, przenieśli się z Warszawy do Częstochowy i Krakowa. Rozpoczęto wówczas realizację planu utworzenia 3 dużych zgrupowań NSZ, które następnie ewakuowałyby się na Zachód, na tereny zajęte przez wojska amerykańskie i brytyjskie. 10 sierpnia przewodniczący Rady Politycznej NSZ – Zachód Kazimierz Gluziński wydał rozporządzenie o utworzeniu Grupy Operacyjnej "Zachód". W tym celu w rejonie miejscowości Lasocin skoncentrowano kompanie 204. pp NSZ. Dołączył do nich oddział mjr. Antoniego Szackiego ps. "Dąbrowski", "Bohun" w sile 76 ludzi. Wcześniej (7 sierpnia) w skład 204. pp NSZ wszedł oddział wywiadowczy Komendy Głównej NSZ pod dowództwem ppor. Wiktora Gostomskiego ps. "Nałęcz". Przybył także komendant Okręgu V Kieleckiego NSZ mjr NN ps. "Olgierd Mirski". 11 sierpnia na mocy jego rozkazu, w którym powoływał się na rozkaz nowego Komendanta Głównego NSZ gen. Tadeusza Jastrzębskiego ps. "Powała", utworzono oficjalnie z tych oddziałów Brygadę Świętokrzyską NSZ.

Brygada Świętokrzyska NSZ składała się wówczas z: Kwatery Głównej, Sztabu, 202. pp Ziemi Kieleckiej, 204. pp Ziemi Sandomierskiej i oddziałów pomocniczych. Jej obsada osobowa była następująca:

Latem 1944 oficerem do zadań specjalnych Brygady został kapitan Hubert Jura "Tom" były dowódca Akcji Specjalnej NSZ okręgu Radom – współpracujący z Gestapo na tle walki z ugrupowaniami komunistycznymi, który koordynował jej kontakty z Niemcami - Hubert Jura został w lecie 1944, wyrokiem Komendy Głównej NSZ[2], skazany za na karę śmierci za współpracę z Gestapo i ścigany przez NSZ i AK, mimo to po sformowaniu Brygady Świętokrzyskiej (nie podlegającej wówczas komendzie głównej NSZ, a jedynie odłamowi NSZ-ZJ), pełnił w niej funkcję oficera do zadań specjalnych. W początkowym okresie Brygada liczyła ok. 850 ludzi. Jej uzbrojenie było jednak prawdopodobnie słabe i wynosiło 1 działko przeciwpancerne, 5 ciężkich karabinów maszynowych, 25 ręcznych karabinów maszynowych, 50 pistoletów maszynowych, 320 karabinów ręcznych (głównie kb Mauser), 2 pancerzownice PIAT i 1 karabin ppanc. Posiadana amunicja wystarczała zaledwie na godzinę walki. Podobnie stan umundurowania i obuwia był bardzo zły.

Brygada Świętokrzyska prowadziła walkę partyzancką z partyzantką komunistyczną (AL) i żołnierzami sowieckimi zrzucanymi na teren Polski, których uważała za wrogów numer 1, podejmowano także starcia z Niemcami. Stopniowo powiększała swoją liczebność, dochodząc jesienią 1944 r. do ok. 1200 ludzi. Do jej ważniejszych akcji zbrojnych w okresie do końca grudnia 1944 r., czyli w przeddzień rozpoczęcia nowej ofensywy sowieckiej, należały:

Szef placówki Sipo w Kielcach stwierdził w raporcie z 30 września do komendanta Sipo i SD w dystrykcie Radom Ilmera: "W toku rozpracowania grup komunistycznych w dniu 8 września została zniszczona duża banda komunistyczna w rejonie Włoszczowy". W dalszym ciągu raportu są cytowane zeznania jeńców ujętych w toku tej akcji i przekazanych Gestapo. Z uznaniem przyjął tą akcję także Wyższy Dowódca SS i Policji w GG obergruppenfuhrer Koppe, który dokładnie poinformował o jej rezultatach, stratach Karawajewa i "Tadka Białego" oraz zdobyczach NSZ swoje władze zwierzchnie w sprawozdaniu miesięcznym za wrzesień. Podał też dane o powstaniu, strukturze organizacyjnej i składzie Brygady. 4 jeńców – Polaków, w tym łączniczkę AL, którym udowodniono według NSZ bandytyzm - rozstrzelano, 13 pozostałych wcielono do Brygady, zaś resztę uwolniono; zdobyto 2 ckm, 1 granatnik, 2 karabiny ppanc., 50 pistoletów maszynowych, 120 kb, 20 pistoletów, radiostację i dużą ilość amunicji;

W tym czasie Brygada była często odwiedzana przez przedstawicieli najwyższych władz NSZ i Grupy "Szańca", m.in. 13 sierpnia przybył Antoni Goerne, który przebywał w Brygadzie do października, 31 sierpnia przyjechali płk Zygmunt Broniewski ps. "Bogucki", inspektor NSZ – Zachód, a od 20 października nowy Komendant Główny NSZ oraz Kazimierz Gluziński, przewodniczący Rady Politycznej NSZ – Zachód, z okazji obchodów rocznicy powstania listopadowego ponownie płk Z. Broniewski, K. Gluziński i Jerzy Iłłakowicz ps. "Zawisza". W ramach Brygady Świętokrzyskiej prowadzono też działalność oświatowo-kulturalną, prowadzono wykłady i odczyty, wydawano od sierpnia 1944 r. własne pismo pt. "W marszu i boju".

Według meldunku dowódcy Brygady z 6 grudnia 1944 r. przesłanego do Komendy Głównej NSZ, liczyła ona 822 ludzi, w tym 73 oficerów, 92 podchorążych, 164 podoficerów i 493 szeregowych. 2 stycznia 1945 r. – po wizycie inspektora NSZ Zachód, mjr. Zygmunta Broniewskiego ps. "Bogucki" – Brygada przeszła poważną reorganizację, która zaczęła obowiązywać tydzień później. Odtąd miała się składać z oddziałów liniowych, podległych bezpośrednio dowództwu oraz trzech pułków: Świętokrzyskiego, Jasnogórskiego i Legii Nadwiślańskiej. W skład każdego pułku wchodziły dwa bataliony, liczące po trzy kompanie, oraz pluton ckm (2 ckm i pancerzownica PIAT). Jest kwestią dyskusyjną, czy taki podział organizacyjny Brygady faktycznie istniał, gdyż prawdopodobnie wynikał on z planów rozbudowy jednostki na wiosnę 1945 r., do czego już nie doszło. Ponadto zaprzecza temu w swoich wspomnieniach mjr Antoni Szacki ps. "Bohun", "Dąbrowski", twierdząc, że przez cały okres istnienia Brygada posiadała niezmienioną strukturę organizacyjną, a wszelkie rozkazy o jej przekształceniu wydawano w celu zmylenia wroga. Jej nowa struktura organizacyjna miała wyglądać następująco:

Oficerem do zadań specjalnych Brygady był wtedy "Tom" działający wówczas w Częstochowie w porozumieniu z Gestapo (m.in. pomagał on szefowi wydziału II KG NSZ "Olesiowi" przeprowadzać zmiany we władzach NSZ likwidując przeciwników marszu na zachód w porozumieniu z Niemcami oraz likwidował członków AL i PPR) – z nieznanych przyczyn ówczesną funkcję i rolę "Toma" pomijają we wspomnieniach dowódcy Brygady. Dowódca okręgu AK Radom działalność Brygady w meldunku z 2 stycznia 1945 roku scharakteryzował tak: "Działalność NSZ bez zmian. Wyraźna współpraca z Niemcami i plaga społeczeństwa na skutek stosowania rekwizycji. 22 listopada w czasie przemarszu NSZ przez miejscowość Oleszno Niemcy ściągnęli posterunki. Notowane są kontakty z Gestapo" Delegatura Rządu meldowała: "Brygada Świętokrzyska NSZ pod komendą Bohuna przegrupowuje się obecnie ku zachodowi w myśl dyrektyw ONR pozostania po niemieckiej stronie frontu. Zarówno ze strony AK jak NSZ-SN wreszcie od dezerterów AL z powiatu radomszczańskiego stwierdzono że przy przeprawie części oddziałów (m.in. słynny oddział Żbika który współpracował z Niemcami również na terenie Miechowskiego) przez Pilicę Niemcy wycofali uprzednio posterunki mostowe. Gestapo wypuściło na wolność jak to już niejednokrotnie miało miejsce dowódcę bojówki ONR Pługa ujętego na robocie z bronią w ręku."

Ofensywa sowiecka rozpoczęta 13 stycznia 1945 r. całkowicie zaskoczyła władze NSZ i Grupę "Szańca", które przewidywały ją najwcześniej wiosną tego roku. Na dodatek jeszcze 5 stycznia wyruszył z zadaniem zlikwidowania niemieckiego posterunku na Warcie oddział Władysława Kołacińskiego ps. "Żbik", w wyniku czego liczebność Brygady Świętokrzyskiej spadła do poniżej 800 ludzi. 13 stycznia rano dowódca Brygady otrzymał rozkaz Komendanta Głównego NSZ, płk. Zygmunta Broniewskiego ps. "Bogucki" o następującej treści: Ofensywa sowiecka rozpoczęła się 13 stycznia 1945 r. Brygada ma wykonać rozkaz wycofania się na Śląsk. Pomocy żadnej nie możemy udzielić. Należy liczyć na własne siły. Po południu nastąpił wymarsz Brygady, która następnego dnia osiągnęła rejon wsi Kępie – Marcinkowice – Pogwizdów. Tam została zaatakowana przez Niemców walki jednak ustały gdy Bohun wysłał do nich swojego adiutanta "Jaremę". W nocy z 14 na 15 stycznia Brygada przeszła na nowe miejsce postoju w miejscowości Koryczany – Dziadówka. Po rozpoznaniu przejść przez rzekę Pilicę postanowiono przekroczyć ją przez słabo broniony most pod Żarnowcem. Dzięki pośrednictwu "Toma" Huberta Jury dało się uzyskać zgodę Niemców na przejście Brygady na drugą stronę rzeki. Podczas przekraczania Pilicy po południu 15 stycznia oddziały Brygady zostały ostrzelane przez sowieckie czołgi, ale bez strat własnych, jedynie ze stratą części taborów. Późnym wieczorem osiągnięto miejscowość Solec, gdzie zatrzymano się na odpoczynek. Stamtąd został wysłany do Krakowa do Komendy Głównej NSZ patrol w celu poinformowaniu o sytuacji Brygady, w skład którego wchodzili – według różnych źródeł – adiutant dowódcy Brygady ppor. Stanisław Sikorski ps. "Jarema" lub por. NN ps. "Bogusław" i łączniczka. Dowódca Brygady wydał też rozkaz do podkomendnych, w którym oświadczył: "Ofensywa bolszewicka zmusiła nas do przesunięcia się na zachód Polski. Na drodze stanęły nam umocnienia niemieckie. W dniu 14 bm. starliśmy się z Niemcami, chcąc przebić się na zachód. Nie daliśmy rady. W dniu 15 bm. czołgi sowieckie zaatakowały nas od wschodu. Dla ratowania brygady porozumiałem się z dowództwem fortyfikacji niemieckich, aby zezwoliło nam przejść przez ich linie na zachód. Tym samym weszliśmy w stan niewojowania z Niemcami na czas nieokreślony. Mam nadzieję, że szybko toczące się wypadki wojenne pozwolą nam w niedalekiej przyszłości zameldować się u Naczelnego Wodza i prawowitego Rządu Polskiego i według jego rozkazu zwrócić nasz oręż przeciwko wrogowi, którego każe nam zwalczać." Rano 16 stycznia, wobec zbliżania się wojsk sowieckich, Brygada ruszyła dalej, docierając wieczorem, po ominięciu Zawiercia, do miejscowości Blanowice, gdzie dokonano krótkiego odpoczynku. Po dotarciu do miejscowości Koziegłowy natrafiono na niemieckie umocnienia obronne. Po kolejnych rozmowach z Niemcami, w których tym razem uczestniczyli mjr H. Karpowicz ps. "Rusin", kpt. T. Żółkiewski ps. "Most" i por. Karol Karolewicz, uzyskano zgodę na przejście fortyfikacji, co miało miejsce w nocy. Do Brygady dołączyło 2 oficerów łącznikowych SS w tym Haupsturmfuhrer SS Paul Fuchs szef Gestapo dystryktu Radom. 17 stycznia Brygada przybyła do Babienicy. Następnego dnia osiągnęła przedmieścia Lublińca, gdzie próbował zastąpić jej drogę niewielki oddział niemiecki, ale w obliczu jej przewagi odszedł. Wyminięto miasto i wieczorem dotarto do miejscowości Solarnia – Dziewicza Góra, a następnego dnia do miejscowości Otmęt, gdzie żołnierze Brygady odpoczęli w opuszczonych barakach jenieckich. W nocy, wobec zbliżania się wojsk sowieckich, wyruszono w kierunku Odry. Po pertraktacjach z Niemcami Brygada przeszła przez most na rzece na końcu po oddziałach niemieckich i ludności cywilnej. Zatrzymano się na krótki postój w rejonie Kammerfeld. W celu oderwania się od Armii Czerwonej w dniach 20-27 stycznia forsownym marszem pokonano ok. 100 km, przechodząc przez miejscowości: Kuźnica Ligocka, Gaworowice, Bobolice. W Bobolicach do Brygady dołączył oddział Akcji Specjalnej z Okręgu V Kieleckiego w sile ok. 100 ludzi pod dowództwem kpt. Telesfora Piechockiego ps. "Gustaw". Oficerem do zadań specjalnych Brygady był wówczas nadal Hubert Jura ps. "Tom", który dołączył do jednostki wraz ze swoimi ewakuowanymi z Częstochowy ludźmi. Patrz: Organizacja Toma – pośredniczył on w rozmowach z niemieckimi dowódcami wojskowymi i RHSA, posiadając dobre kontakty z Gestapo - od 1943 roku był agentem radomskiego Gestapo. Do takich rozmów doszło 28 stycznia w Bobolicach lub Ząbkowicach Śląskich, podczas którego strona niemiecka nieustannie kontaktowała się telefonicznie z Berlinem. W rezultacie udzielono Brygadzie zezwolenia na: dalszy marsz bocznymi szosami z kierunkiem ogólnym na Pragę Czeską.

Brygada Świętokrzyska w Czechosłowacji    -  Artykuł w Mówią Wieki

Dowództwo Brygady rozpoczęło z Niemcami swoistą grę, aby uchronić ją przed zniszczeniem za cenę jak najmniejszych ustępstw na rzecz Niemców. Niemcy znali antykomunistyczne nastawienie Brygady i z tego względu starali się ten fakt wykorzystać. Ponadto zapewnili Polakom aprowizację, zakwaterowanie oraz leczenie chorych i rannych w swoich szpitalach. W sztabie Brygady znajdował się były szef Gestapo dystryktu Radom Haupsturmfuhrer Paul Fuchs posiadający od jesieni 1944 stały kontakt z brygadą za pośrednictwem Huberta Jury. Planował on wykorzystanie brygady przeciw ZSRR - w pierwszym rzędzie do dywersji i sabotażu na zapleczu radzieckiego frontu, a na dalszym etapie - do walki na froncie wschodnim. Z tego powodu załatwił dozbrojenie brygady przez Niemców i popierał jej liczebny rozwój. Został on oficerem łącznikowym brygady w kontaktach z Niemcami. Brygada ruszyła dalej przez Sudety na obszar Protektoratu Czech i Moraw, który osiągnęła 20 lutego, mijając takie miejscowości, jak Stary Lisieniec, Petersdorf, Chotevice. Tam 15 lutego napotkano kolumnę polskich jeńców z Powstania Warszawskiego, z której zbiegło do szeregów Brygady ok. 120 osób. Po ich przybyciu zorganizowany czwarty pułk – Poznański. Jego organizacja i obsada wyglądała następująco:

Po drodze dołączali też Polacy ewakuowani z obozów lub przebywających w Czechach na robotach przymusowych, przez co liczebność Brygady systematycznie wzrastała. Maszerowano w kierunku południowo-wschodnim, dochodząc w połowie marca do miasta Blansk. Tam – za pośrednictwem H. Jury – otrzymano od Niemców polecenie udania się do opuszczonej wsi Rozstani, leżącej na terenie poligonu wojskowego. Wokół stacjonowały silne jednostki niemieckie.

W Rozstani oddziały Brygady przebywały do połowy kwietnia 1945 r. Był to okres trudny dla jej dowództwa i żołnierzy, gdyż było zmuszone pójść wobec Niemców na daleko idące ustępstwa. Początkowo wysłano do kraju – za zgodą Niemców – kilka pieszych patroli w celu nawiązania kontaktu z Komendą Główną NSZ. Następne działania były już o wiele bardziej dyskusyjne. Została wyznaczona grupa ok. 70 ochotników podzielona na 8 grup, którzy – uzbrojeni w niemiecką broń, wyposażeni w pieniądze, dokumenty i radiostacje – mieli być przewiezieni samolotami niemieckimi nad terytorium Polski i zrzuceni celem dokonywania dywersji i działań wywiadowczych na tyłach Armii Czerwonej. 7 lutego w ośrodku RHSA rozpoczęło się ich szkolenie, które ze strony NSZ prowadził por. Stefan Celichowski ps. "Skalski" pod nadzorem H. Jury, czyli faktycznie Niemców zaś ze strony niemieckiej oficerowie RHSA. Szkolono skoczków, dywersantów i radiotelegrafistów w dwóch ośrodkach RHSA. Pierwsze dwa kilkuosobowe patrole pod dowództwem por. Zygmunta Rafalskiego ps. "Sulimczyk" i Jana Ciesielskiego ps. "Rumba" zostały zrzucone 23 marca. Z kolei w II połowie marca zastępca dowódcy Brygady, mjr Władysław Marcinkowski ps. "Jaxa", wziął udział w Pradze w zebraniu przedstawicieli ruchów faszystowskich i kolaboracyjnych z różnych państw, które miało doprowadzić do powstania wspólnego bloku antysowieckiego pod patronatem Niemców. Jednakże mjr W. Marcinkowski odmówił przystąpienia do niego, zasłaniając się brakiem kompetencji. 15 kwietnia do kraju wysłano kolejny patrol spadochronowy w składzie: por. NN ps. "Gnat", łączniczka Maria Kobierzycka ps. "Grażyna" i 5 szeregowych. Po wykonaniu zadania por. "Gnat" wraz z żołnierzami powrócił we wrześniu 1945 r. do Brygady, natomiast M. Kobierzycka została aresztowana przez UB. Niedługo potem wysłano do Polski następny najliczniejszy patrol pieszy w sile 45 żołnierzy pod dowództwem kpt. T. Żółkiewskiego ps. "Most". Jeszcze przed przekroczeniem granicy dowódca wraz z 30 żołnierzami zawrócił, zaś reszta podzieliła się na 2 grupy – pchor. Jana Dzielskiego ps. "Warecki" i Włodzimierza Kołaczkiewicza ps. "Zawisza". Przeszli oni granicę w nocy z 28 na 29 kwietnia. Następnie pchor. J. Dzielski skierował się w rejon Nowego Targu, a W. Kołaczkiewicz w Kieleckie. Pierwszy oddział został ostatecznie rozbity przez UB w Sopotni Małej w powiecie żywieckim. Natomiast W. Kołaczkiewicz oddalił się w czasie strzelaniny od swego oddziału i po nawiązaniu kontaktów z działaczami NSZ w Krakowie, został aresztowany 1 czerwca 1945 r. w Jędrzejowie. Czterech żołnierzy z jego patrolu powróciło do Brygady wraz z grupą por. "Gnata". W dniach 5-6 kwietnia w Monachium doszło do kolejnej konferencji niemiecko-polskiej, podczas której Brygadę reprezentowali na pewno jej dowódca, zastępca dowódcy i szef sztabu, a być może też 2 innych oficerów, a po stronie niemieckiej występował m.in. Haupsturmfuhrer SS Paul Fuchs. Z rozkazu wydanego następnego dnia przez płk. Antoniego Szackiego wynikało, że Brygada otrzymała propozycje walki na froncie przeciwko Armii Czerwonej, wysłania do kraju dalszych grup dywersyjno-wywiadowczych oraz nawiązania kontaktu polskimi władzami emigracyjnymi celem skłonienia ich do wspólnej walki z Sowietami. Strona polska kategorycznie odmówiła wysłania Brygady na front ze względów politycznych, uzasadniając to oficjalnie niemieckiemu dowództwu niedostatecznym uzbrojeniem, słabym wyszkoleniem i charakterem oddziału jako jednostki partyzanckiej, a nie liniowej. W rozkazie dziennym nr 205 z 7 kwietnia dowódca brygady określił następujące priorytety działalności oddziału m. in.: "1. przeprowadzenie włączenia jak największej liczby Polaków, przebywających na terenach Rzeszy do szeregów Grupy dla celów walki z Rosją Sowiecką o wolność i niepodległość Polski. 2. podtrzymanie oporu NSZ-u na terenie Polski przeciw bolszewizmowi przez celowe wysyłanie przeszkolonych grup dowódczych i dywersyjnych. 3. nawiązanie kontektów z polską emigracją na Zachodzie a w pierwszym rzędzie z Wodzem Naczelnym gen. Andersem, celem podporządkowania się jego rozkazom, dotyczącym walki wszystkich Polskich Sił Zbrojnych z okupantem bolszewickim o prawdziwą wolność i niepodległość Polski"

Ustalono także, że w przypadku zbliżania się Armii Czerwonej, Brygada miała wycofywać się na Zachód wespół z wojskami niemieckimi. Były to warunki bardzo pomyślne. Natychmiast zostali wysłani do Włoch do 2 Korpusu Polskiego por. Przemysław Łebiński ps. "Szaława" i Richard V. Tullet ps. "Harry", angielski oficer RAF, który trafił do Brygady razem z oddziałem Władysława Kołacińskiego ps. "Żbik". W tym samym czasie do Londynu udał się rtm. Jerzy Dobrzański-Zaleski ps. "Zaremba", który został przyjęty przez Naczelnego Wodza gen. Władysława Andersa.

Jednocześnie dowództwo Brygady nawiązało także kontakt z czeskim podziemiem, które przydzieliło Polakom oficera łącznikowego. Ustalono, że Brygada udzieli Czechom pomocy w planowanym powstaniu w Pilźnie, o którego terminie wybuchu dowództwo Brygady miało być poinformowane po osiągnięciu rejonu tego miasta. 12 kwietnia doszło do rozmów dowódcy Brygady płk. Antoniego Szackiego, szefa sztabu mjr. Leonarda Zub-Zdanowicza i por. Jerzego Skąpskiego z delegacją niemiecką, której przewodniczył Haupsturmfuhrer Paul Fuchs z radomskiego Gestapo. Niemcy zaproponowali użycie poszczególnych oddziałów Brygady do walki partyzanckiej na tyłach Armii Czerwonej, na co stanowczo nie zgodziła się strona polska, żądając umożliwienia marszu w kierunku frontu anglo-amerykańskiego. Po długiej dyskusji Niemcy wyrazili zgodę na wyjście Brygady z Rozstani pod warunkiem, że ominie Pragę. Jednocześnie na dowód dobrej woli Niemcy w połowie kwietnia zwolnili z obozu koncentracyjnego w Neuengamme byłego komendanta Kwatery Głównej i szefa łączności KG NSZ, mjr. Stefana Kozłowskiego ps. "Aleksander" i żonę premiera Stanisława Mikołajczyka, którzy wkrótce przybyli do Brygady. Major S. Kozłowski po kilku dniach wyruszył z misją werbunkową do obozów jenieckiego w Murnau i koncentracyjnego w Dachau nawołując do tworzenia ochotniczych legionów antykomunistycznych; został jednak przyjęty bardzo podejrzliwie i jego akcja skończyła się fiaskiem.

Po rozmowach z Niemcami Brygada 13 kwietnia wyruszyła marszem ubezpieczonym w kierunku Pilzna. Jej liczebność wynosiła wówczas ok. 1250 ludzi. 18 kwietnia w pobliżu miejscowości Tabor otrzymano od Czechów informację o planowanym ataku niemieckim. Wobec tego trasa marszu Brygady została zmieniona. 21 kwietnia dotarła ona do miejscowości Veschin w pobliżu Pilzna, gdzie jej dowództwo dostało wiadomość, przekazaną przez czeskiego oficera łącznikowego, o odwołaniu powstania w mieście ze względu na wolniejsze niż przypuszczano posuwanie się Amerykanów. Wobec tego dowództwo Brygady postanowiło przejść w rejon Stankov – Vsekary i tam podjąć działania zbrojne przeciwko Niemcom na własną rękę. 28 kwietnia wysłano z Vsekar 4-osobowy patrol pod dowództwem kpt. Stefana Skalskiego z zadaniem przedarcia się przez linię frontu i nawiązania kontaktu z wojskami amerykańskimi. W ciągu 2 dni patrol dotarł do dowództwa amerykańskiej 2 Dywizji Piechoty należącej do 3 Armii gen. George’a Pattona i Brygada nawiązała z nią łączność radiową. Następnie Brygada przystąpiła do akcji, obsadzając na odcinku Holisov – Stankov szosę prowadzącą do Pilzna. 5 maja oddziały Brygady zaatakowały niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet w Holiszowie. Po krótkiej walce niemiecka załoga skapitulowała. Uwolniono ok. 700 więźniarek, w tym 167 Polek. Do niewoli wzięto ok. 200 SS-manów i 15 strażniczek za cenę jedynie 2 rannych. Następnego dnia nawiązano kontakt ze szpicą dywizji amerykańskiej i przeprowadzono wspólnie działania, które doprowadziły do wzięcia do niewoli przez Amerykanów sztabu niemieckiej 13 Armii. 7 maja dowódca Brygady spotkał się z dowódcą amerykańskiej 2. DP w miejscowości Stankov. Amerykanie, biorąc pod uwagę dostarczone informacje i walki Brygady przeciwko Niemcom, uznali ją za jednostkę aliancką i stanowisko to konsekwentnie podtrzymywali, pomimo licznych nacisków sowieckich.

Po zakończeniu wojny Brygada stacjonowała w miejscowości Vsekary. Był to okres, kiedy Brygada cieszyła się jeszcze dobrą opinią wśród aliantów i polskich władz wojskowych. Zresztą dowództwo Brygady przedstawiało ją jako jednostkę tej części NSZ, która scaliła się z Armią Krajową. Meldunki wysyłane do Londynu były zawsze zaopatrzone nagłówkiem: "Armia Krajowa, Grupa Operacyjna Zachód Narodowych Sił Zbrojnych". W tym czasie powiększał się stale jej stan liczebny, gdyż dołączali do niej Polacy zwolnieni z obozów niemieckich, m.in. Mieczysław Dukalski ps. "Zapora", były dowódca Batalionu Osłony Kwatery Głównej NSZ, który objął funkcję szefa wywiadu. W rezultacie w każdym batalionie sformowano nowe czwarte kompanie. W Brygadzie znajdowali się członkowie Grupy "Szańca": Władysław Marcinkowski ps. "Jaxa", Jerzy Iłłakowicz ps. "Zawisza" i Otmar Wawrzkowicz ps. "Oleś", "Kaczkowski". Brygada była odwiedzana przez przedstawicieli misji wojskowych i cywilnych z różnych państw, chcący podziękować za uwolnienie swoich rodaczek z obozu w Holiszowie. Zjawił się również wysoki oficer wywiadu angielskiego, który chciał się zorientować w sytuacji Brygady. 14 maja przybył ppłk dypl. Alojzy Mazurkiewicz, polski oficer łącznikowy przy amerykańskiej 3 Armii, na cześć którego przeprowadzono uroczystą defiladę. Zabrał on ze sobą żonę premiera Stanisława Mikołajczyka, a także przekazano mu raport płk. Antoniego Szackiego skierowany do Naczelnego Wodza, w którym dowódca Brygady domagał się przyłączenia swojej jednostki do Polskich Sił Zbrojnych. Było to spowodowane głównie obawą przed wydaniem Brygady w ręce sowieckie. Ponadto do dowództwa wojsk alianckich we Frankfurcie został wysłany Władysław Marcinkowski ps. "Jaxa" i Jerzy Iłłakowicz ps. "Zawisza". W wyniku ich misji przysłany został do Brygady ppłk Henryk Szymański, główny amerykański oficer łącznikowy przydzielony do armii polskiej, którego zadaniem było opracowanie, wraz z dowództwem Brygady, planu przerzucenia jej przez Bawarię do 2 Korpusu Polskiego we Włoszech. Jednakże wskutek sprzeciwu Anglików plan ten nie został zrealizowany.

Tymczasem coraz bardziej narastało zagrożenie ze strony NKWD i komunizujących władz czeskich. Czesi chcieli jak najszybszego usunięcia Brygady ze swojego terytorium i dlatego nieustannie informowali aliantów o różnych zadrażnieniach i incydentach z polskimi żołnierzami. Do najpoważniejszego wypadku doszło 6 czerwca, kiedy patrol Brygady prawdopodobnie szukający pozostawionych przez Niemców pojazdów mechanicznych zabił czeskiego oficera i 2 żołnierzy, który próbowali aresztować NSZ-owców. Z kolei 26 maja Sowieci ujęli 2 żołnierzy Brygady, próbowali także aresztować osoby cywilne. Z tego powodu Amerykanie postanowili przesunąć Brygadę w rejon Böhmerwald (ok. 60 km od Pilzna), gdzie pod koniec czerwca rozlokowano ją w 5 wsiach zamieszkałych głównie przez Niemców sudeckich. Dowództwo Brygady kwaterowało we wsi Bernatice. W tym czasie zdecydowanie zaczęła zmieniać się atmosfera wokół Brygady. Z jednej strony najprawdopodobniej pod wpływem przedstawicieli Grupy "Szańca" postanowiono zrezygnować z pomysłu podporządkowania Brygady polskim władzom wojskowym i włączenia jej w skład 2 Korpusu Polskiego. Prawdopodobnie postawę taką prezentował także płk Antoni Szacki. Istnieją przesłanki do stwierdzenia, że być może zaplecze polityczne NSZ postanowiło wykorzystać Brygadę do własnych, niezbyt sprecyzowanych celów i jednocześnie starało się czerpać korzyści ze swojej niezależności, lawirując pomiędzy Amerykanami, 2 Korpusem Polskim i innymi czynnikami. Z drugiej strony pogorszyły się stosunki dowództwa Brygady z aliantami. W dużym stopniu było to wynikiem bardzo krytycznego artykułu pt. "Polscy faszyści rządzą pięciu czeskimi wsiami", autorstwa dziennikarza i równocześnie agenta sowieckiego Stefana Litauera, który ukazał się 30 lipca w organie prasowym brytyjskiej Partii Pracy "News Chronicle", po jego odwiedzinach poprzedniego dnia wśród żołnierzy Brygady. Przedstawił się on w jej dowództwie pod fałszywym nazwiskiem jako Stefan Lityński, polski korespondent z Londynu. Nie został rozpoznany jako agent i przyjęto go serdecznie. Artykuł spowodował reakcję rządu ZSRR, który zażądał od Amerykanów wydania Brygady.

W rezultacie w pierwszych dniach sierpnia do Brygady przybył szef sztabu amerykańskiego II Korpusu, który przywiózł rozkaz naczelnego dowództwa wojsk alianckich, nakazujący zdanie przez nią broni i jej przewiezienie do koszar poniemieckich w Coburgu. Tam 6 sierpnia nastąpiło rozbrojenie. Żołnierzom Brygady, którzy otrzymali status "displaced persons" (uchodźców cywilnych), zaproponowano podjęcie pracy w różnych ośrodkach przemysłowych w Niemczech. Jednocześnie dowództwo, chcąc zachować jej całość, poszukiwało pracy dla poszczególnych kompanii. Dwie z nich pracowały przy rozładunku węgla w Fürth pod Norymbergą. 15 sierpnia, po porozumieniu z dowódcą amerykańskiej 3 Armii gen. Georgem Pattonem, Brygada została przetransportowana do Karsfeld. Wówczas pojawił się pomysł wykorzystania jej do formowania kompanii wartowniczych. Z memoriałem w tej sprawie udali się do sztabu 3 Armii płk Antoni Szacki, płk Stanisław Żochowski, były szef sztabu Komendy Głównej NSZ, pełniący wtedy funkcję oficera łącznikowego 2 Korpusu Polskiego z Brygadą i Jerzy Iłłakowicz. Amerykanie zgodzili na sformowanie kompanii wartowniczych na bazie Brygady. Wkrótce wydany został rozkaz w tej sprawie. W ten sposób zakończyła się historia Brygady Świętokrzyskiej NSZ.

Na Brygadzie Świętokrzyskiej ciążą bardzo poważne zarzuty o kolaborację z Niemcami, wysuwane głównie przez historiografię okresu PRL - sprawa Huberta Jury "Toma" była podstawowym argumentem historyków komunistycznych tego okresu w oskarżaniu całości organizacji NSZ o kolaborację z Niemcami. Brak jest jednak dowodów iż "Tom" zwalczał polskie organizacje niepodległościowe, w związku z tym jego działalność nie wpisuje się w definicję kolaboracji. Współpraca z Niemcami ograniczała się bowiem do zwalczania komunistów z AL i PPR, realizujących cele polityczno-wojskowe ZSRR. Jednym z najbardziej niejasnych wydarzeń jest sprawa 11 radzieckich jeńców z grupy desantowej "Szturm" (która rozrosła się z czasem do kilkudziesięcioosobowej grupy), podlegającym organom bezpieczeństwa państwowego ZSRR i składającej się z agentów NKWD i NKGB, ujętych po potyczce NSZ i AL pod Rząbcem - według historyków okresu PRL, pięciu oficerów sowieckich rzekomo przekazano do Gestapo, a pozostałych jeńców radzieckich i 4 z AL miano rozstrzelać (podkreślano jednocześnie rolę jaką wówczas odgrywał w Brygadzie członek jej sztabu – oficer do zadań specjalnych "Tom", będący jednocześnie szefem egzekutywy wydziału II, od 1943 roku pozostający w stałym kontakcie z radomskim Gestapo). Część członków AL zwolnionio, a kilkunastu z nich wstąpiło do Brygady Świętokrzyskiej. Według wersji NSZ, wśród jeńców radzieckich doszło po pojmaniu do buntu, w czasie jego tłumienia zginęło 3 żołnieży NSZ, 3 zostało ciężko rannych a 67 partyzantów radzieckich zostało zabitych. Według AL w potyczce po Rząbcem zginęło 16 członków AL, a 32 pozostałych i 73 partyzantów radzieckich dostało się w ręce Brygady.

Niemcy jesienią 1944 i zimą 1945 tolerowali działania Brygady a do sporadycznych starć dochodziło głównie w tym pułku w którym "Tom" był nieobecny. "Tom" jesienią 1944 rezydował w Częstochowie w przydzielonej przez Gestapo wywiadowi NSZ willi przy ul Jasnogórskiej 25 gdzie m. in. wraz z Otmarem Wawrzkowiczem zwalczał AL i PPR oraz przeprowadzał zmiany (poprzez likwidacje) w KG NSZ, często jednak odwiedzał Brygadę. Niejasna jest także rola jaką odgrywał obecny w Brygadzie szef wywiadu NSZ (wydziału II), sprawujący funkcję szefa wywiadu Brygady, "Nałęcz" Wiktor Gostomski, później zamordowany przez swojego następcę na stanowisku szefa wydziału II KG NSZ Otmara Wawrzkowicza "Olesia" w willi zajmowanej w Częstochowie przez "Toma" – rzekomo za chęć scalenia z AK. W zachowanych dokumentach RSHA-Sicherheitpolizei znajdujących się w RFN wszyscy trzej figurują jako agenci Gestapo - bezsprzeczna jest współpraca z Gestapo "Toma" i Wawrzkowicza. Od grudnia 1944 do 5 maja 1945 Brygada całkowicie zawiesiła starcia z Niemcami. Niewątpliwie Brygada podczas jej marszu na Zachód, kiedy zawiesiła działania przeciwko wojskom niemieckim, była wspomagana przez Niemców dostawami żywności, umundurowania i wyposażenia wojskowego a później także uzbrojenia. Do jej sztabu zostało dołączonych kilku podoficerów niemieckich oraz 2 oficerów SS w tym Haupsturmführer Paul Fuchs z Gestapo, którzy koordynowali sprawy jej aprowizacji, wyposażenia i kontaktów z Niemcami, natomiast teoretycznie nie mieli prawa wtrącać się w jej sprawy wewnętrzne. Niemcy zapewniali też kilka razy zakwaterowanie żołnierzom Brygady. Wreszcie udokumentowane są przypadki odsyłania chorych lub rannych żołnierzy Brygady do niemieckich szpitali. Podczas przechodzenia przez poszczególne niemieckie odcinki obrony dowództwo Brygady każdorazowo zawierało porozumienia z lokalnymi dowódcami, czasami za cenę różnych ustępstw. W przypadku przekroczenia mostu na Odrze było to jego wspólne obsadzenie na krótki czas. Jest kwestią dyskusyjną, czy dowództwu Brygady faktycznie udawało się za każdym razem przekonywać Niemców do swojego stanowiska (niejasne jest, co w takim razie robił w Brygadzie oficer łącznikowy Gestapo Paul Fuchs), czy być może istniała jedna ogólna umowa umożliwiająca Brygadzie posuwanie się wspólnie z oddziałami niemieckimi na Zachód. Po przybyciu na teren Protektoratu Czech i Moraw kontakty z Niemcami zostały zintensyfikowane. Dowództwo Brygady wydzieliło kilkudziesięcioosobową grupę oficerów i żołnierzy, którzy – po przejściu kursów dywersyjno-wywiadowczych RSHA i wyposażeniu ich w pieniądze, dokumenty, broń i radiostacje – zostali samolotami niemieckimi (część udała się piechotą) przerzuceni do Polski na tyły Armii Czerwonej. Był to najdobitniejszy przykład współpracy z Niemcami. Z drugiej strony wynika, że dowództwo Brygady zostało w końcu zmuszone do konkretnych działań na rzecz Niemców. Istnieją jednak przekazy, z których wynika, że skoczkowie do kraju dostali od dowództwa Brygady rozkaz nie realizowania po wylądowaniu działań na rzecz Niemców, a nawiązanie kontaktu ze strukturami NSZ i wykonywanie ich poleceń. W końcowym okresie wojny przedstawiciele Brygady uczestniczyli w kilku konferencjach z Niemcami, w tym w Pradze z udziałem różnych partii i środowisk faszystowskich i kolaboracyjnych z innych krajów europejskich. Jednak udawało im się każdorazowo wymawiać od złożenia konkretnych propozycji. Jednocześnie dowództwo Brygady podejmowało działania zmierzające do uniezależnienia się od kurateli niemieckiej i uzyskania statusu jednostki antyhitlerowskiej, jak nawiązanie kontaktu z czeskim podziemiem, czy wysłanie przedstawicieli do 2. Korpusu Polskiego i Rządu na Uchodźstwie w Londynie. W ostatnich dniach wojny Brygada otwarcie wystąpiła zbrojnie przeciwko Niemcom, przez co zapewniła sobie u Amerykanów status siły alianckiej.

Współpracę z Niemcami wymusiła realizacja koncepcji marszu na Zachód, sformułowana przez Komendę Główną NSZ. Przewidywała ona zresztą utworzenie jeszcze dwóch grup operacyjnych wchłonięcie sił AK i BCh i wyprowadzenie z kraju większości sił NSZ w porozumieniu z Niemcami by na zachodzie oczekiwać wybuchu III wojny światowej. Po drugie, NSZ reprezentowała początkowo koncepcję dwóch wrogów, Niemiec i ZSRR, w której jednak zdecydowanie wrogiem nr 1 stała się od połowy 1943 roku Rosja Sowiecka. Strona niemiecka także zamierzała wykorzystać Brygadę do swoich celów. W tej sytuacji dowództwo Brygady podjęło z Niemcami pewnego rodzaju grę, w której za cenę jak najmniejszych ustępstw zamierzało uratować swoich żołnierzy. Ułatwiało to też niezdecydowanie władz niemieckich, co do przyszłych losów Brygady; część chciała wykorzystać ją do celów propagandowych, część do sformowania z niej "polskiego legionu antybolszewickiego". Rzekomo były też grupy chcące za jej pośrednictwem dotrzeć do polskiego rządu w Londynie celem złożenia mu oferty wspólnej walki przeciwko Sowietom. Jest niewątpliwie kwestią dyskusyjną, czy podjęta przez dowództwo Brygady współpraca z Niemcami była adekwatna do jej sytuacji i ile można było poświęcić dla uratowania przed komunistami ponad tysiąca młodych ludzi.

W powojennej Polsce Ludowej w latach 1945-1956 żołnierze Brygady Świętokrzyskiej skazywani byli przez komunistów, w licznych procesach sądowych, na kary śmierci lub długoletniego więzienia. Komunistyczne władze zażądały wydania żołnierzy formacji przebywających na zachodzie jako "jednostki kolaboracyjnej", a jej dowódcę A. Szackiego (pseud. "Bohun-Dąbrowski") uznały za zbrodniarza wojennego - w sierpniu 1950 w Tuluzie odbył się proces przed sądem francuskim, który całkowicie uniewinnił A. Szackiego od stawianych zarzutów i odmówił wydania go i innych żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej władzom komunistycznym w Polsce. W III Rzeczypospolitej odbywały się liczne procesy rehabilitacyjne, w których wyniku wszyscy ich uczestnicy uzyskali stwierdzenie nieważności wyroków sądów komunistycznych, z uzasadnieniem iż ich skazanie nastąpiło w związku "z działalnością na rzecz suwerenności i niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej".


Akcje Bojowe Brygady Świętokrzyskiej

[1]Historia Brygady Świętokrzyskiej NSZ

* Pierwszą akcję bojowa przeprowadziła Brygada 16 sierpnia 1944 r. przeciw oddziałowi Armii Ludowej (AL) pod dowództwem Stanisława Olczyka „Garbatego”, który miał stacjonować w lesie pod Krzepinem. Na miejscu okazało się, że oddział „Garbatego” opuścił biwak a otoczono i rozbrojono współpracujący z AL oddział Batalionów Chłopskich (BCh) „Wiary” pod dowództwem Józefa Sygieta „Jana”. Po wyjaśnieniu pomyłki oddział ten zwolniono.


* 18 sierpnia w czasie powrotu z zasadzki na szosie Szczekociny - Wolbrom oddział pod dowództwem por. Władysława Kołacińskiego „Żbika” rozbroił dwie furmanki, na których znajdowali się Niemcy z SA i SS oraz Ukraińcy. Wziętych do niewoli 9 jeńców rozstrzelano.
* 21 sierpnia oddział pod dowództwem kpt. Henryka Karopowicza „Rusina” opanował stację Żelisławice na linii kolejowej Kielce - Częstochowa. Zdobyto 15 karabinów i 200 sztuk amunicji. Wziętych do niewoli 15 kolejarzy niemieckich wypuszczono.
* 22 sierpnia Brygada obsadziła Kurzelów, a następnie udała się w stronę Włoszczowy i Przedborza. Pod wsią Brzeście urządzono zasadzkę na niemiecką kolumnę samochodową. W jej wyniku zdobyto jeden samochód - reszta kolumny się wycofała. W ręce Brygady dostało się 200 karabinów, 10.000 sztuk amunicji do nich, 2 pistolety maszynowe i 20 granatów.
* 23 sierpnia patrol niemiecko - ukraiński usiłował przejść przez miejsce postoju Brygady we wsi Ostrów. Doszło do wymiany ognia, w wyniku której śmierć poniosło 6 żołnierzy Brygady. Patrol niemiecki wycofał się w kierunku Krasocina.
* 24 sierpnia Brygada dotarła do Fanisławic, gdzie zamierzano przeprowadzić likwidację Brygady AL „Świt” pod dowództwem Tadeusza Maja „Łokietka”. Po otoczeniu gajówki, w której znajdowali się partyzanci komunistyczni, wezwano ich do poddania się. W odpowiedzi otworzyli oni ogień. Pod zdobyciu gajówki okazało się, że było tam tylko czterech ludzi - trzech zabitych i jeden ranny. W tym czasie oddział „Łokietka” wysadził pociąg na linii kolejowej Kielce - Częstochowa. W Fanisławicach Brygada zdobyła tabory „Świtu”, w tym: 3 pistolety maszynowe, karabin przeciwpancerny, 2.000 sztuk amunicji.
Tego samego dnia w lasach między Olesznem a Lasocinem kompania „Żbika” wracając spod Fanisławic rozbroiła oddział AL pod dowództwem Jana Okrutnego „Zaręby”. Wziętych do niewoli 32 partyzantów komunistycznych i sowieckich skoczków zwolniono.
* 27 sierpnia Brygada, stacjonująca we wsiach Kaniów - Jasiów, została wykryta przez patrol kozacki. Wywiązała się walka, w wyniku której ściągnięty został przez Niemców pociąg pancerny. Rozpoczął on ostrzał pozycji Brygady. Pod jego ogniem 202 p. p. wycofał się, natomiast 204 pułk zajął pozycje obronne spodziewając się ataku garnizonu niemieckiego stacjonującego w pobliskim Zagnańsku. Kiedy ten nie nastąpił, a pociąg po półgodzinnym ostrzale wycofał się, 204 p. p. odmaszerował do nowego miejsca postoju we wsi Borowa Góra.
* 1 września w Radoszycach patrol aprowizacyjny Brygady pod dowództwem sierż. Aleksandra Wilczyńskiego „Wilka” natknął się na 50 osobowy niemiecki oddział ekspedycyjny. Licząc na zaskoczenie i posiadane 4 ręczne karabiny maszynowe „Wilk” wydał rozkaz zaatakowania Niemców. Silny ostrzał zmusił ich do wycofania się z miasteczka. Po kilkugodzinnej walce pod Radoszycami oddział „Wilka” wycofał się. Walkę z Niemcami dokończyły oddziały 2 batalionu 3 pułku piechoty Armii Krajowej (AK). W jej wyniku Niemcy stracili 19 zabitych.
* 8 września Brygada przybyła do wsi Rząbiec. W pobliżu stacjonował oddział AL pod dowództwem Tadeusza Grochala „Białego” oraz grupa sowieckiego wywiadu wojskowego pod dowództwem Iwana Iwanowicza Karawajewa. Zatrzymali oni patrol Brygady złożony z 9 żołnierzy pod dowództwem ppor. Franciszka Bajcera „Sanowskiego”, których zamierzali rozstrzelać. Jednemu z żołnierzy patrolu udało się uciec i poinformować o zaistniałej sytuacji dowództwo Brygady. Na wiadomość o tym „Bohun - Dąbrowski” siłami 202 p. p. zaatakował obóz komunistów, natomiast 204 p. p. miał za zadanie odciąć im drogę odwrotu. W czasie walki część oddziału AL i żołnierzy sowieckich wraz z „Białym” i Karawajewem zdołała uciec, reszta dostała się do niewoli. Brygada straciła 2 zabitych, podczas gdy druga strona 34. Spośród 107 jeńców 40 było Polakami, resztę stanowili żołnierze sowieccy, których wieczorem zastrzelono. Również 4 jeńców - Polaków, którym udowodniono bandytyzm spotkał ten sam los, 13 wcielono do Brygady, resztę uwolniono.
* 12 września w okolicy Raszkowa oddział podporucznika Edwarda Chmielewskiego „Zbigniewa” stoczył zwycięską potyczkę z patrolem turkiestańskiego batalionu Wermachtu. W jej wyniku przeciwnik stracił 1 zabitego. Jedenastu jeńców zwolniono.
* 15 września pod wsią Szyce koło Pilicy oddział z 202 p. p. rozbroił pięciu Niemców, których puszczono wolno. Następnie żołnierze Brygady ostrzelali niemiecki samochód na drodze Szczekociny - Pilica. Niemcom udało się zbiec.
* 20 września Brygada, stacjonująca w Cacowie, została wykryta przez Niemców. Skierowali oni przeciw niej ok. 400 żołnierzy Luftwaffe z Nagłowic, 100 żandarmów maszerujących z kierunku wsi Popowice oraz lotnictwo. Przeciwko oddziałowi lotników wysłano 202 p. p. pod dowództwem mjr „Jaxy” z zadaniem urządzenia na nich zasadzki. Przeciwko żandarmom wysłano kampanię szkolną pod dowództwem kpt. „Jura”, która miała ich powstrzymać w czasie przekraczania mostu na Nidzie. 204 p. p. wraz z taborami Brygady pozostał w Cacowie. Został tu ostrzelany i zbombardowany przez samoloty niemieckie, ale nie poczyniły mu one większych szkód. Tymczasem zasadzka urządzona przez 202 p. p. w pełni się powiodła. Zaskoczeni Niemcy wycofali się, pozostawiając wielu rannych i zabitych. Również kompanii szkolnej udało się powstrzymać przeciwnika. Dzięki temu tabory Brygady, osłaniane przez I batalion 204 p. p., mogły się wycofać, ostrzelane tylko z daleka przez przeciwnika. O zmroku Brygada oderwała się od wroga i po przeprawie przez Nidę udała się w kierunku majątku Lasocin. W bitwie pod Cacowem straciła ona 3 zabitych oraz 5 żołnierzy zostało rannych. Straty niemieckie nie są znane.
* W połowie października Brygada opuściła powiat włoszczowski i przeniosła się w radomszczański. Pilicę przekroczyła w miejscowości Maleszyn. W powiecie radomszczańskim Brygada zajmowała się głównie zwalczaniem niewielkich oddziałów komunistycznych i skoczków sowieckich, które tam grasowały. M.in. zlikwidowano oddział AL Stanisława Wilka „Sarny” terroryzujący mieszkańców Sekurska oraz pod Soborzycami zniszczono sowiecką radiostację, której załoga, nie chcąc się poddać, zginęła w płonącej stodole. Wyłapywano również członków AL co skutecznie paraliżowało działalnośc komunistów w tym rejonie.
* Dochodziło również do starć z niewielkimi odziałami niemieckimi i własowców. Związane były one ze zdobywaniem przez Brygadę zaopatrzenia. Jeńców przeważnie wypuszczano.
* 4 listopada pod miejscowością Myśliwczów kompania „Bema” zdobyła niemiecką haubicę.
* 12 listopada pod wsią Krępą doszło do starcia Brygady z oddziałem straży granicznej liczącym ok. 100 żołnierzy. Kilku Niemców zostało zabitych, zdobyto też trochę broni.
* 18 listopada Brygada wyruszyła z powrotem do Lasocina, gdzie obozowała do połowy grudnia. W tym czasie przeprowadzono głównie akcje mające na celu poprawę zaopatrzenia Brygady. Oczyszczono także okolicę z niewielkich oddziałów komunistycznych.
* 18 grudnia Brygada została poinformowana o sowieckim oddziale terroryzującym mieszkańców wsi Węgrzynów i Obiechów. Po jego zlokalizowaniu we wsi Krzelów, został on otoczony i zlikwidowany. Była to grupa sowieckich partyzantów z odzdziału NKWD „Awangarda”, którym dowodził lejtnant Wasyl Lukianowicz Tichonin „Wasyl”.
* 19 grudnia pod Kurzelowem oddział „Żbika” zaatakował niemieckich saperów. W wyniku walki czterech z nich zostało zabitych.
* Tego samego dnia pod Marcinkowicami 204 p. p. został zaatakowany przez oddział własowców. Atak ten powstrzymano ogniem karabinów maszynowych, a następnie kontratak zmusił ich do ucieczki. Wzięto do niewoli kilkunastu jeńców, w Brygadzie był jeden ranny.
* 21 grudnia Brygada osiągnęła rejon wsi Maciejów Nowy - Giebułtów, gdzie stacjonowała do chwili wyruszenia na Zachód.

W czasie swojego pobytu na terenie kraju Brygada była często odwiedzana przez przedstawicieli najwyższych władz NSZ i „Grupy Szańca”. Już 13 sierpnia, razem z W. Marcinkowskim „Jaxą”, przybył Antoni Goerne, który przebywał w Brygadzie do października i był pierwszym redaktorem „W marszu i boju” - gazetetki brygadowej. 31 sierpnia przybyli do niej płk „Bogucki”, pełniący wówczas funkcję inspektora NSZ - Zachód, a od 20 października komendanta głównego NSZ i przewodniczący Rady Politycznej NSZ - Zachód Kazimierz Gluziński. Również z okazji obchodów rocznicy powstania listopadowego odwiedzili Brygadę Broniewski, Gluziński i mjr Jerzy Iłłakowicz „Zawisza”.


Dziennik pchor. Bolesława Kempy (fragmenty)

Historia Brygady Świętokrzyskiej NSZ

6 stycznia 1945 roku

Po trzech tygodniach urlopu wróciłem dzisiaj znowu do partyzanckiego życia. Święta Bożego Narodzenia i Nowego roku spędziłem przyjemnie w domu, wśród swoich. Czułem się po tak długiej nieobecności jak w raju. Wszystko wydawało mi się dziwne i fantastyczne. Odwiedziłem wszystkich starych znajomych, bawiłem się i w ogóle spędziłem czas bardzo przyjemnie. Rodzice bardzo ucieszyli się moim przyjazdem, podobno – jak twierdzili – w domu poprawiłem się i zmężniałem. Z M. widywałem się bardzo często. Bywałem u niej prawie co drugi dzień. Śpiewała, grając na gitarze przecudne piosenki, które gdy wsłucham się w ciszę mnie otaczającą – słyszę jeszcze dzisiaj, słyszę bardzo wyraźnie jej miły głos, który wraz z dźwiękami gitary roztapia się gdzieś w przestrzeni. Widzę jej ręce, spod których płynie przedziwna melodia, a instrument zdaje się być stworzony tylko dla niej. Później pożegnanie – smutne, jak gdyby na zawsze – kończące się długim, tak strasznie długim uściskiem dłoni i słowa, które ścisnęły mi strasznym bólem gardło i serce: „Wrócisz?”. I to niepewne: „Wrócę!”. Widziałem, jak jej sylwetka ginęła w mroku.


7 stycznia 1945 r.

Po powrocie zająłem to samo stanowisko d[owód]cy drużyny trzeciej, jak przedtem. W czasie mojej nieobecności zaszło dużo zmian. Najważniejsze, na miejsce dawnego d[owód]cy kompanii przyszedł jako d[owód]ca por. „Lech”. Jeszcze ciągle jest w toku reorganizacja brygady, która obecnie zmienia się na grupę operacyjną, i ma się składać z trzech brygad: Świętokrzyskiej, Częstochowskiej i Poznańskiej. Dotychczasowy nasz główny d[owód]ca NSZ płk „Bogucki” awansował na generała i odebrał w święta defiladę naszej brygady. Wręczył kompanii „Żbika” uroczyście proporzec, a d[owód]cę udekorował Krzyżem Walecznych. Niedzielę dzisiejszą spędziliśmy bez żadnych zajęć – odpoczywając. [...]

13 stycznia 1945 roku

Dzisiaj wieczorem opuszczamy Janowice. Jestem przeziębiony, mam dość wysoką gorączkę i jadę na wozie przez całą drogę. Dokucza nam dość silny mróz. Nad ranem zajmujemy kwatery w Kampiu i Marcinkowicach. Godzinę po zakwaterowaniu zaatakował naszą czwartą kompanię kpt. „Kazimierza”, która stacjonowała w Pogwizdowie, batalion piechoty niemieckiej – rozpoczęła się krwawa bitwa. Niemcy zajęli połowę Pogwizdowa i nacierali na naszą wieś. Zajęliśmy pozycję obronną na wzgórzu za wsią. Niemcy nacierali całą siłą, tak że nasza kompania znalazła się w piekielnym ogniu. Dopiero około trzeciej popołudniu, kiedy nadciągnęły nasze ckm-y, szanse zaczęły przechylać się na naszą stronę. Dopiero jeszcze po około pół godz. we wprost nie do opisania ogniu, w którym brała udział sama broń maszynowa, Niemcy wywiesili białą chorągiew. Było to krwawe i chyba ostatnie zwycięstwo. [...] Ze strony niemieckiej było trzech zabitych i 15 rannych, u nas sześciu zabitych i czterech rannych, w tym kpt. „Kazimierz” ranny, a jego brat zabity w okropny sposób, trafiony w głowę. Zginął młody niedawno awansowany ppor. „Boryna”. Dwóch rannych po kilku dniach zmarło. [...] Nad ranem dochodzimy do Koryczan. Towarzyszy nam głuchy odgłos dział. Niemcy wycofują się w popłochu. Bezpośrednio po osiągnięciu Koryczan kompania nasza wychodzi na patrol do wsi Łany, aby szukać przejścia przez okopy niemieckie. Zostajemy odcięci od brygady przez wycofujące się wojska niemieckie. Jak donoszą uciekinierzy, bolszewickie czołgi są o cztery km od nas. Późnym popoł[udniem] przedarliśmy się przez las do brygady. Dowództwo nasze, nie mając innego wyjścia, wymusiło na dowództwie fortyfikacji i Niemcy przepuścili nas przez swoje linie obronne pod Żarnowcem już w ostatniej chwili, bo pod ogniem ciężkiej broni sowieckiej.
Forsownym marszem dochodzimy aż do Solca (15 I) i odpoczywamy cztery godziny. Potem nasza kompania znowu idzie celem spatrolowania wsi Jasieniów i Ołudza. Wracając, napotykamy dwa rosyjskie czołgi, przed którymi skryliśmy się pod osłoną nocy. Minęły nas i starły się z naszą brygadą, która wycofując się, pozostawiła nas w tyle. Kompania nasza traci tabory, na których miałem złożony cały majątek – zostałem tylko w tym, co miałem przy i na sobie.
Po poł[udniu] (16 I), po ciężkim marszu doganiamy brygadę, tracąc trzech ludzi, i przechodzimy ostatnie okopy w GG [w] Podzamczu pod Zawierciem. W tym samym dniu przechodzimy granicę GG i Niemiec. Na pięć godzin zatrzymujemy się w Blanowicach koło Kromołowa. Potem (17 I) idziemy dalej w kierunku Tarnowa. Ludzie i konie są okropnie zmęczeni, gonią prawie ostatkiem sił. Zmęczeni, głodni i wyczerpani, z poobcieranymi nogami, zatrzymujemy się na krótki odpoczynek w Żelisławicach koło Siewierza. Towarzyszy nam i wciąż prześladuje charakterystyczny odgłos bliskiego frontu, od którego mimo to, że dajemy z siebie wszystkie siły, nie możemy uciec. [...]

19 stycznia 1945 roku

Przechodzimy granicę niemiecką z 1939 roku
i znajdujemy się na ziemiach, które utraciliśmy przed wiekami. Przechodzimy przez Hutę Andrzeja – duże przemysłowe osiedle – i kwaterujemy w Łaziskach. Dziwna rzecz, i tu spotykamy się z miłą gościnnością śląską i polską mową. Jesteśmy tym zdziwieni i po prostu zdaje się nam, że nie jesteśmy jeszcze wcale na terenach niemieckich. Po niedługim odpoczynku maszerujemy przez cały dzień (20 I), idąc przez Schtubendorf, Grosstein, Kleinstein do Ottmuntu, i tu zatrzymujemy się na pół nocy, kwaterując w barakach przy fabryce obuwia.
W nocy na 21 stycznia alarm – czołówki rosyjskie o 5 km od nas. Wymarsz w kierunku Odry – mamy ją dzisiaj przejść. Długo czekamy, zanim z wielkim trudem przeciskamy się przez most na Odrze w Krapkowicach (Krapitz) . Trzy nasze kompanie i jedna niemiecka zostały dla ochrony mostu, dopóki nie przejdą wszystkie tabory. [...] Jesteśmy teraz trochę bezpieczniejsi, bo znajdujemy się 9 km od Odry.

29 stycznia 1945 roku

Wczoraj (28 I) jak grom uderzyła nas wiadomość podawana z szybkością błyskawicy z ust do ust, że wracamy z powrotem do Polski. W jaki sposób? Otóż w fantastyczny. Niemcy zaproponowali nam projekt zrzucenia nas jako skoczków spadochronowych na tyły bolszewickiego frontu w celu zadawania bolszewikom dywersji. Pierwsza ochotnicza dziesiątka składająca się z ludzi pracujących dawniej w AS-sie [Akcja Specjalna] po krótkim przeszkoleniu odleci w najbliższych dniach w celu nawiązania łączności z naszym Głównym D[owódz]twem, które tam zostało, i zbadania możliwości zrzutów. Wiadomość tę przyjęliśmy entuzjastycznie, chociaż są między nami tacy, którzy bledną na myśl o skoku z samolotu. Ja zdecydowałem się w pierwszej chwili i będę starał się lecieć w jednej z pierwszych dziesiątek. Jaki ta sprawa weźmie obrót, na razie przewidzieć nie można, lecz przypuszczam, że jeżeli Niemcy zdołają zatrzymać nawałę bolszewicką, to te plany dojdą do skutku i w niedługim czasie znajdziemy się znowu na ojczystych naszych terenach jako małe oddziały dywersyjne.

31 stycznia 1945 roku

Stoimy jeszcze ciągle w Kubicach, z czego wszyscy jesteśmy niezadowoleni, bo przez te kilka dni zostało wszystko wyjedzone, tak że zaczyna robić się bryndza, a o odmarszu jakoś nic nie słychać. [...] Martwię się bardzo o dom i pokładam wszystkie nadzieje w znajomości i umiejętności obcowania mego Ojca z bolszewikami. Sytuacja tej młodzieży, która została po tamtej stronie, jest o wiele trudniejsza niż nasza, bo w razie konfliktu z Rosjanami, który jest nieunikniony, będą się musieli bić przeciwko naszym sprzymierzeńcom, a nawet i z nami. Będą musieli służyć obcym interesom. Pierwsza dziesiątka, która miała lecieć na tereny polskie, odleciała wczoraj silnie uzbrojona. Jako d[owód]ca poleciał ppor. „Rumba”. Ciekawy jestem, jaki obrót weźmie sprawa, czy wylądują szczęśliwie i czy dadzą o sobie jakiś znak życia. Dzisiaj mam okazję napisać trochę o sytuacji brygady. Otóż Niemcy podobno w czasie ostatnich pertraktacji proponowali, aby zrzuty odbywały się w zespołach mieszanych. Nasze D[owódz]two nie zgodziło się na to – przeciwnie – oświadczyło kategorycznie, że jesteśmy wyłącznie i jedynie Wojskiem Polskim i będziemy działać tylko w myśl naszych planów i interesów polskich. Niemcy zgodzili się na zrzuty oddzielne, z czego wynika, że są na tyle już osłabieni, że nie mogą dyktować lub narzucać nam jawnie jakichkolwiek warunków. Do sztabu zostało przydzielonych kilku niemieckich podoficerów, którzy mają za zadanie regulować sprawy zakwaterowania i wyżywienia, natomiast nie mają prawa w jakikolwiek sposób wtrącać się w wewnętrzne sprawy brygady. [...]

12 lutego 1945 roku

Wczoraj z rozkazu d[owód]cy kompanii zajęliśmy nowe kwatery na drugim końcu rejonu zakwaterowania. Mamy teraz kwatery pierwszorzędne, czyste i wygodne – zajmujemy cztery budynki. Wykąpaliśmy się w wodzie mineralnej i spaliśmy w łóżkach z pierzynami. Jutro prawdopodobnie pójdziemy na to osławione stałe miejsce postoju. Ja bym najchętniej chciał, żeby już nie iść tam, ale jeżeli pójdziemy, to na pewno nie na długo, bo bolszewicy postępują ciągle do przodu. Dzisiaj przypadają Ostatki – przypomniało mi się to dopiero wieczorem, i myślę, jak by to było teraz w domu. Tańczylibyśmy do upadłego, a w czasie odpoczynków przegryzalibyśmy wspaniałymi, w ustach rozpływającymi się pączkami, w miłym nastroju i wesoło. Dzisiaj od domu jestem daleko, wkoło siebie słyszę szwargot niemieckiej mowy. Na kolację zamiast pączków jedliśmy czarny chleb z margaryną „gorzką jak pies” i sztucznym miodem. Tak przeszły Ostatki, nie pozostawiając żadnych wrażeń, jeno tęsknotę za tak odległym, wprost nieosiągalnym domem, za bliskimi, przyjaciółmi, za ciepłem ogniska domowego.

16 lutego 1945 roku

Dzisiaj od samego rana do godz. 11 znowu ćwiczenia i musztra. O 15 objąłem służbę oficera służbowego naszej filii. Jak już wspomniałem w poprzednich notatkach, przez naszą wieś przejeżdżają ogromne masy uciekinierów znad Odry. Zupełnie to samo co u nas w 1939 roku
. Wozy wyładowane po brzegi, konie upadają ze zmęczenia, ludzie wynędzniali – są tacy, co już półtora miesiąca są ciągle w podróży. Przeklinają swój los i złorzeczą Hitlerowi. W rozmowie całkiem jawnie wątpią w zwycięstwo Niemiec. [...]

6 marca 1945 roku

Odchodzimy ze Starego Bolesławca, kierując się na południowy wschód, omijamy od wschodu Pragę i zatrzymujemy się w Bilau (Bilany), niedużej miejscowości na wschód od Pragi. Kwaterujemy prywatnie i na obiad jemy narodową potrawę czeską knedle (knedliczki), bardzo smaczne, z czysto białej mąki. A to się rzadko zdarza. Mówią chłopcy, że mamy iść dalej w tym samym kierunku aż do samego Brna. Podczas przemarszu mają nas mundurować. Cieszymy się z tego, bo ja dla przykładu chodzę zupełnie bez spodni.
Bilany opuszczamy 8 marca około godz. 10 i maszerujemy w kierunku południowo- -wschodnim, idąc przez Kluczów, Skramnik, Mietschic, Chwalowice, Petschet, Ratenice (Rostenice), i tu zatrzymujemy się na prawdopodobnie kilkudniowy postój. Kompania nasza kwateruje w domach prywatnych, mamy przynajmniej trochę ciepła i wypoczynku. Czesi są dla nas uprzejmi, toteż zapychamy się narodową potrawą czeską – knedliczkami nadziewanymi i posypanymi makiem. [...]

Niedziela, 11 marca, jesteśmy jeszcze w Ratenicach. Podobno dzisiaj wieczorem mamy do Brna jechać pociągiem. Wczoraj odjechało kilku chłopców do Polski. Dowódcą jest kpt. Sulimczyk. Mój dawny dowódca pojechał też. Nasz szef Władek „Szczerba” „Bąk”, „Lisowczyk” i inni mają po wylądowaniu nawiązać z nami kontakt. Prosiłem ich, żeby dali do domu o mnie znać. Rano dzisiaj byliśmy w kościele i wróciliśmy na obiad, który odbył się ze wszystkimi czeskimi tradycjami, to znaczy z knedliczkami i buchtami (bułki z makiem) i bardzo dobrym domowym piwem, w wyrabianiu którego Czesi są mistrzami. Wczoraj wieczorem byłem w Peczkach w kinie i na kolacji. Czesi tu żyją tak samo jak Polacy w GG, a może trochę lepiej. U nas nie wszyscy mogli sobie pozwolić na pierogi z białej mąki, a tu knedliczki i buchty są w każdym domu. U gospodarzy zamożniejszych spotyka się ciastka i torty pierwszej klasy, na co u nas nie lada kto mógł sobie pozwolić. Tak że tu w Czechach można jeszcze wytrzymać.

25 marca 1945 roku

Niedziela Palmowa przeszła bez żadnych zmian jak wszystkie niedziele w roku
. Po południu rozpoczęły się rekolekcje i będą trwały do środy włącznie. Na tej wsi, gdzie obecnie jesteśmy, jest kościół. Oczywiście zastaliśmy tylko ściany, bo wszystko zostało z niego zabrane. Nasz kapelan jak mógł, tak go ozdobił i mamy teraz kościół sami dla siebie. Nie jestem przyzwyczajony do takiego gadania, jak teraz na wykładach, toteż nic dziwnego, że po tygodniu tak ochrypłem, że dzisiaj trudno mi cokolwiek powiedzieć. No, ale to nie tylko mnie tak się wydarzyło, inni instruktorzy też nie mogą gęby otworzyć. Dzisiaj o 15 objąłem służbę oficera służbowego naszego kursu. Jutro nie będę musiał pójść na ćwiczenia, to trochę odpocznę. Za tydzień wypadają Święta Wielkanocne, tak pięknie obchodzone u nas w domu w Polsce. Gdy wspomnę, że będziemy je obchodzili daleko od naszych domów rodzinnych, od naszych matek, sióstr i braci, wolałbym, żeby ich w ogóle nie było. Wiosna tu już w całej pełni, jest już zupełnie ciepło, chodzimy od tygodnia bez płaszczy, ja zaś od samego początku marca myję się rozebrany w rzece i nie jest mi wcale zimno. Każdy z nas chciałby być już w domu, spędzić ten przepiękny okres wiosny na polskiej ziemi. Czasem to ogarnia mnie taka tęsknota, że chce mi się płakać, to znów ogarnia mnie jakaś melancholia, by czuć się bardzo silnym i zdolnym pokonać wszystko na swej drodze, idąc wytrwale do wolności naszego Kraju. Są to chwile krótkie, po których znowu przychodzi zwątpienie i tęsknota.

9 kwietnia 1945 roku

Wczorajszą niedzielę spędziłem dość przyjemnie. Zaraz po Mszy św. i obiedzie wszyscy podchorążowie naszego kursu, a było nas piętnastu, zostali zaproszeni na wycieczkę krajoznawczą do „Macochy”, zorganizowaną przez naszego majora. „Macocha” jest to ogromna grota królewska – podziemna, oddalona od nas o 12 km w okolicy Ostrowa. [...] Resztę przyjemnej niedzieli spędziliśmy na seansie w kinie „Gasparone” w Ostrowie. Wczoraj odczytano nam rozkaz w sprawie naszego przemarszu na zachód. Otóż Niemcy zgodzili się na wszystkie warunki postawione przez nasze dowództwo, ale proponują nam pomoc w przejściu na tereny polskie, oferując wszelkie środki transportu. Uznali, że ze względu na naszą „małą wartość bojową, a dużą polityczną” nie będą się nam sprzeciwiać. W razie szybkiego postępowania frontu na naszym odcinku (Morawy) możemy się samodzielnie wycofywać na zachód. Mówią już po cichu, że nasze wyjście nastąpi jeszcze w tym tygodniu. Dzisiaj wyjechały delegacje do oflagów i stalagów celem zabrania stamtąd części żołnierzy polskich z niewoli.

12 kwietnia 1945 roku

Kwatery zajmujemy w Klepaczowie, 2 km od Blanska. Po nocy, o 11 idziemy dalej. Pogoda dopisuje, wiosna w całej pełni. Wszystko się zieleni i budzi do życia, zdaje się, że trochę wcześniej niż u nas. Idziemy teraz w kierunku Pilzna, tam mamy połączyć się z aliantami. Czekamy tej chwili niecierpliwie. Alianci są już 80 km od Pilzna, a my jeszcze 200.

17 kwietnia 1945 roku

Stoimy w Strymiechach, tu wczoraj zakwaterowaliśmy po przejściu 40 km. [...] Wczoraj w czasie marszu otrzymaliśmy wiadomości radiowe – bardzo ciekawe. Alianci są już tylko 20 km od Berlina, a co najważniejsze, została oficjalnie podana wiadomość o nawiązaniu łączności z krajem. Grupy, które tam pozostały, działają nadal („Żbik” ), napadnięto na stację kolejową Zagnańsk, że przystąpiono do budowy torów o szerokości rosyjskiej, że odbywają się masowe aresztowania itp. Przypuszczamy, że to się prędko skończy, my do Polski mamy już niedaleko.

18 kwietnia 1945 roku

Rano wymaszerowaliśmy ze Strymiechów i przeszliśmy około 39 km, zatrzymując się w Prasetyni. Wypadła mi znowu służba w brygadzie i byłem świadkiem może nawet histo- rycznego zdarzenia: wieczorem około 22 przywieźli nasi ludzie z akcji specjalnej Panią Premierową Mikołajczykową, która przetrzymywana była podobno w obozie koncentracyjnym koło Berlina. Jest to dość jeszcze młoda i przystojna kobieta. Miałem ją nawet okazję osobiście poznać, bo jako służbowy wyznaczałem dla niej kwaterę. Brygada ma znowu jedną więcej zasługę. Będziemy mieli fory w przyszłości u Pana Premiera Mikołajczyka za nasze zasługi. I jeszcze jedno zdarzenie, dość ważne: dzisiejszym rozkazem brygady, który wyszedł właśnie teraz w nocy, zostałem mianowany do stopnia plutonowego podchorążego. Wcale się tego nie spodziewałem, toteż zrobiło mi to wielką przyjemność. Jutro idziemy dalej – miniemy Tabor i będziemy szli prosto w kierunku Pilzna. [...] Prawdopodobnie w niedzielę lub poniedziałek mamy się spotkać z aliantami.
Dzisiejszą noc stoimy w Zahradce. Kwatery dość dobre. Z Zahradki wychodzimy dość rano 22 kwietnia, przeprawiamy się przez Wełtawę i przez cały dzień maszerując, dotarliśmy do Wieszyna, 45 km od Pilzna. Po drodze zmokliśmy, bo padał ulewny deszcz. Na kwatery dotarliśmy dopiero wieczorem. Najgorzej jest z jedzeniem, bo jest go coraz mniej, ale pocieszamy się nadzieją, że to już niedługo. Wymaszerowaliśmy wczoraj o 13 z Wieszyna, przez całą drogę pada deszcz ze śniegiem, przemokliśmy zupełnie i zmarzliśmy do szpiku kości. Nagle się tak okropnie oziębiło – co za kontrast, tu drzewa pokryte bielą kwiecia, a z drugiej strony bezlitosna szaruga.
Bezpośrednio po przemarszu do Nowido, 22 kwietnia objąłem służbę w filii. Dzisiaj cały dzień odpoczywamy, jutro dopiero pójdziemy dalej. Jesteśmy 16 km na południe od Pilzna, do frontu już mamy niedaleko, huk dział już wyraźnie słychać. Ostatnio trochę straciłem mój animusz i chęć do życia – zaczyna być źle, nie ma co jeść. Nawet nie ma jednego papierosa, żeby go można spokojnie zapalić. Głupie uczucie, kiedy się ma pieniądze (mam jeszcze około dwóch tys. koron), a nie można za nie nic dostać. Bo naprawdę jak nie zahandlujesz coś z ubrania, możesz umrzeć z głodu. Żeby się to już wreszcie skończyło.

29 kwietnia 1945 roku

Prawdopodobnie dzisiaj pójdziemy dalej i chyba złączymy się z Amerykanami, bo na naszym odcinku walczy armia gen. Pattona – spotkamy się z Murzynami. Żeby to już tylko było prędko, bo naprawdę zaczyna mi się już nudzić. W komunikacie dzisiaj podano, że Monachium oddano bez boju, a tu te skurczybyki jeszcze stawiają opór. Mussoliniego włoscy partyzanci powiesili, Hitler już raz kapitulował, teraz dogorywa w Berlinie ze strachu, Berlin jest już prawie cały w rękach bolszewików, a my wciąż się jeszcze wałęsamy w tej strefie przyfrontowej. Rozbrajamy Niemców, zabieramy żywność, bieliznę i mundury, a jakoś z przejściem na tamtą stronę jeszcze nie jest konkretnie załatwione. Ja chciałbym, żeby to już było. Denerwuje mnie i wyczerpuje nerwowo to ciągłe wyczekiwanie, ta niepewność o przyszłe jutro. Jedyne, czym się pocieszamy to tym, że Rząd Lubelski nie dostał dopuszczony do konferencji w San Francisco, że ci pioruńscy bolszewicy nie będą mogli naszą Polską zawładnąć. Może już wreszcie nastąpi ta chwila odwetu i będziemy mogli do Polski zwycięsko powrócić.

5 maja 1945 roku

Zwykły dzień. Wybuch powstania w Czechosłowacji. Dzisiaj o 10 wraz z alarmem uderzyła nas wiadomość, że Czesi schwycili za broń. Teraz jest godz. 20, od rana jesteśmy w akcji. Wdarliśmy się do miasteczka Holiszowa. Opanowaliśmy miasto i fabrykę amunicji, która była bombardowana 3 maja, wypuściliśmy około 2 tys. robotników z obozu. Powitali entuzjastycznie nasze przybycie. Wśród nich było około tysiąca Polaków, głównie kobiet, z których radości byliśmy do głębi wzruszeni. Zdobywając miasto, zabraliśmy duże ilości broni, amunicji, żywności, którą po uzupełnieniu naszych zapasów rozdaliśmy miejscowej ludności, a broń partyzantom czeskim, przez co więzy przyjaźni między Czechami i Polakami zacieśniły się. Wycofaliśmy się z miasta, zabierając jeńców i pozostawiając Czechów, którzy mają je dalej utrzymywać. Podobno powstańcy czescy opanowali Pilzno, a w Pradze toczą się ciężkie walki. Czesi wzywają od Amerykanów pomocy drogą radiową. Radio Londyn zapewnia, że ta pomoc nadejdzie niebawem. Z niepotwierdzonych wiadomości wynika, że Niemcy skapitulowali na całym froncie zachodnim i dostali czas na złożenie broni do jutra godz. 12 (6 V). Myślę, że do jutra wytrzymamy. Do poważniejszych działań nie dochodzi, jest tylko lokalna działalność patroli. Ponieśliśmy bardzo małe straty, bo tylko jednego rannego (por. Lotka). Wypadki toczą się błyskawicznie.

6 maja 1945 roku

Przez całą noc mieliśmy ostre pogotowie bojowe i pełniliśmy służbę na placówkach co cztery godz. Nam wypadła placówka od 6 do 8 rano. Zaraz po objęciu służby usłyszałem, że gdzieś bardzo daleko słychać ciężki szum motorów. Nie zwróciłem na to szczególnej uwagi, dopiero po 0,5 godz. zauważyłem, że szum ten zbliża się do nas, to mnie zaintrygowało i zameldowałem o tym naszemu D[owód]cy (por. Lech). Zarządzono wszelkie środki ostrożności i pogotowia. Wyciągnięto w pole wszystkie kompanie, przygotowano „piaty” i działka p[rzeciw]pancerne, spodziewaliśmy się bowiem czołgów niemieckich za wczorajszy Holiszów. Czekaliśmy wszyscy w napięciu na stanowiskach, wszystko było przygotowane do kontrataku [...]. Armia amerykańska zrobiła na nas potężne wrażenie. Nie tyle żołnierze, ile sprzęt, broń i sprawność wojskowa. Ich obojętne i wyniosłe zachowanie, ogromne czołgi, prawie fortece na kółkach, technika i dyscyplina. Między naszym dowództwem i Amerykanami natychmiast doszło do porozumienia, uznali nas za wojsko i podobno zaraz zawiadomili polskie władze wojskowe i gen. Andersa. Teraz odpoczywamy, czekając na rozkazy naszego wodza. Muszę zaznaczyć, że moje spotkanie z Amerykanami nastąpiło (6 V 1945) po dziewięciu miesiącach po moim wyjściu z domu (6 VIII 1944). Dziewięć miesięcy temu żegnałem się ze łzami w oczach z moimi rodzicami, rodzeństwem, odchodząc walczyć za wolność i niepodległość Polski – dzisiaj witam się ze łzami i radością w sercu z naszymi sprzymierzeńcami, przysięgając sobie, że o wolną Polskę nie przestanę walczyć aż do końca. Wczoraj 7 maja o godz. 2.40 w nocy Niemcy podpisali bezwarunkową kapitulację na korzyść wszystkich trzech mocarstw sprzymierzonych – Anglii, Ameryki i Rosji. Dzisiaj z okazji tak dawno oczekiwanej chwili zaprzestania wojny ogłoszono wielkie święto. Wszystkie narody całej Europy uderzyły dzisiaj w dzwony zwycięstwa. Polska jedynie nieszczęśliwa nie cieszyła się z całą Europą. Swój żal i smutek z tego powodu wypowiedział w przemówieniu swoim wygłoszonym do nas dzisiaj nasz d[owód]ca płk Bohun-Dąbrowski, przysięgał jednak dalszą walkę o wolność i niepodległość Polski. Wyraził nadzieję, że Polska nie będzie pokrzywdzona i wcześniej czy później odzyska swoje dawne niepodległościowe prawa. Przyglądałem się tym wszystkim uroczystościom, ale serce moje było pełne smutku.

9 maja 1945 roku

Pierwszy dzień po zakończonej wojnie w Europie dla wszystkich narodów prócz Polski. Stoimy w Kwiczowicach, żyjąc na prowiancie amerykańskim, i nic nie robimy, tak jakby naprawdę było po wojnie. Racje żywnościowe są wspaniałe, wśród innych czekolada, cukierki, owoce, dżemy, nie jemy prawie wcale chleba, główną strawą są konserwy i biszkopty. Wszyscy oficerowie sztabowi noszą na lewym rękawie odznakę wojsk amerykańskich (biała gwiazda na niebieskim tle). Dostaliśmy już przydział samochodów, na każdą kompanię jeden samochód ciężarowy. Spodziewamy się, że prędko się stąd ulotnimy, każdy tego już by naprawdę chciał, choć tu wcale nie jest tak źle.

14 maja 1945 roku

Wczoraj wieczorem przyjechał tak długo oczekiwany oficer łącznikowy. Jest to jakiś ppłk. Dzisiaj było uroczyste powitanie, a później defilada. W swoim krótkim przemówieniu powiedział on, że przez tak krótki okres pobytu na terenach okupowanych przez Amerykanów wyrobiliśmy sobie u nich opinię nieskazitelną i że nasze czyny, których dokonaliśmy, przejdą na pewno do historii. W bardzo prostych i szczerych słowach wyraził zadowolenie, że właśnie jemu pierwszemu przypadło w udziale nas powitać. Powiedział, że prawdopodobnie już jutro będzie mógł to wszystko, co widział i słyszał, zameldować Naczelnemu Wodzowi. Amerykanie na konferencji, która wczoraj się odbyła, obiecali, że będą się starać, aby nas w jak najkrótszym czasie przetransportować do głównych wojsk polskich. Bezpośrednio po defiladzie i przeglądzie przedstawiciel Wojska Polskiego, zabierając Panią Mikołajczykową, wyjechał.
My zaś czekamy z niecierpliwością tego dnia, w którym będziemy mogli powitać się z naszą armią. Teraz żołnierze nasi, nie mając nic poważniejszego na głowie, psocą Czechom, zrywając flagi bolszewickie i przewracając bramy triumfalne, które Czesi przygotowali na powitanie bolszewików. Dzisiaj w nocy na przykład wywołali „burzę” i jedna z najładniejszych i największych bram została doszczętnie zniszczona. Czesi pienią się ze złości, ale nie mogą nic powiedzieć, bo burza w nocy rzeczywiście była i to nawet dość gwałtowna, tak że do nas żadnych pretensji nie mogą mieć. W niektórych przypadkach nawet udają się na skargę do Amerykanów, ci oczywiście patrzą na to przez palce, bo już poznali, co to za naród.