Jan Gerhard, wł. Wiktor Lew Bardach (ur. 17 stycznia 1921 we Lwowie, zm. 20 sierpnia 1971 w Warszawie) – pułkownik Ludowego Wojska Polskiego, uczestnik francuskiego ruchu oporu, pisarz, dziennikarz i publicysta. Od roku 1969 poseł na Sejm z okręgu w Krośnie.

Odznaczony Krzyżem Walecznych .

Ukończył III Państwowe Liceum i Gimnazjum im. Króla Stefana Batorego we Lwowie. Przed wojną był członkiem prawicowej organizacji syjonistycznej Bejtar. Od 1940 w wojsku polskim we Francji. W okresie wojny uczestnik francuskiego ruchu oporu. W latach 1945-1952, żołnierz Wojska Polskiego. był m.in. dowódcą 34 Pułku Piechoty biorącego udział w Akcji "Wisła" w Bieszczadach. Według świadków z 34 Budziszyńskiego pułku piechoty, Gerhard zlecił wykonanie publicznej egzekucji ciężko rannego żołnierza UPA, ujawnionego w czasie akcji przesiedleńczej na wozie ewakuowanej rodziny ukraińskiej. Z jego rozkazu zlikwidowano również na miejscu bez sądu innych ujętych żołnierzy UPA.

W 1952r. aresztowany pod fałszywym zarzutem udziału, z inspiracji wywiadu francuskiego, w spisku na życie gen. Świerczewskiego. Zwolniony w 1954r.

29 września 1952 r., ok. godz. 22, Gerhard został aresztowany na dworcu Warszawa Wschodnia, tuż po swoim przyjeździe z Olsztyna. Generał SB Zbigniew Pudysz w książce „Zabójstwo z premedytacją” pisząc o tym aresztowaniu stwierdził, że były dowódca 34 pp „już po dwóch dniach (...) rozpoczął składanie wyjaśnień obciążających siebie i innych”. Pudysz „zapomniał” przy tym wspomnieć, iż pierwsze przesłuchanie rozpoczęte 29 września o godz. 22.30 trwało nieustannie 50 godzin, aż do 2 października, do godz. 0.30. Już o godz. 6.25 zaczęło się drugie i potrwało do 4 października do godz. 1.10 (a więc 42 godz. 45 min!). Był to dopiero początek długiego śledztwa. Generał Józef Kuropieska, wobec którego zastosowano podobne metody (choć warto zaznaczyć, iż zniósł je z wyjątkową wytrzymałością), tak je oceniał: „Środki zmiękczania woli badanego były używane z całą świadomością w wyrafinowany, przemyślny sposób, wypracowany zapewne na podstawie obserwacji naukowców. Zasadniczym było pozbawienie snu (...), na pozór niewinnym, ale jakże dokuczliwym środkiem zmiękczania były stójki (...). Coraz bardziej upodobniałem się do zwierzęcia. Pragnąłem jedynie snu, pożywienia i przyjaźniejszego uśmiechu – choćby mego prześladowcy” (Józef Kuropieska, „Nieprzewidziane przygody”, Kraków 1988).

Gerhard, w trakcie przesłuchań, siedmiokrotnie próbował wycofać się ze złożonych wcześniej zeznań, jednak śledczy zawsze potrafili przekonać go do oczekiwanej przez nich wersji. Ostatecznie postanowił, jak się wydaje, za wszelką cenę chronić przynaj-mniej żonę (a tym samym także maleńką córkę). Sam zaś przyznał się do współpracy z Niemcami, z wywiadem francuskim i jugosłowiańskim oraz do wzięcia udziału w szeroko rozgałęzionym spisku zmierzającym do obalenia władzy komunistycznej.

Z zeznań Gerharda wyłonił się obraz rzekomego spisku przeciwko Walterowi. Inicjatorami zabójstwa mieli być Marian Spychalski oraz marszałek Michał Żymierski, których jakoby niepokoiło proradzieckie nastawienie generała. Dlatego Spychalski poinformował o mającej się odbyć inspekcji Waltera w Rzeszowskiem szefa wojskowego wywiadu gen. Wacława Komara, również zamieszanego w spisek i współpracę z wywiadem francuskim. Komar postanowił wystawić Świerczewskiego ukraińskiej partyzantce przy pomocy dowódcy 34 pp. W grudniu 1946 r. płk Gerhard otrzymał polecenie nawiązania kontaktu z UPA w Bieszczadach. Pomimo wysiłków nie udało mu się tego dokonać. Kontakt z Ukraińcami nawiązał, jak zeznawał, dopiero w lutym 1947 r. podczas swojego pobytu we Francji (przebywał tam w celu załatwienia formalności rozwodowych z pierwszą żoną). W Paryżu rozmawiał jakoby z przedstawicielem wywiadu francuskiego oraz emisariuszem Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej o nazwisku Lewicki.

Po powrocie do Polski, pomiędzy 12 a 15 marca 1947 r. do sztabu Gerharda w Lesku zgłosić się miał niejaki Nahirny, ps. Sokół, związany z ukraińskim podziemiem, który powołał się na ustalenia podjęte we Francji. Gerhard uzgodnił z nim, iż bezpośredni kontakt będzie utrzymywał z UPA stacjonujący w Baligrodzie kpt. Henryk Karczewski, także „zamieszany” w spisek. Miał on między innymi ostrzegać UPA o planowanych operacjach wojska. Ok. 20 marca ppłk Gerhard miał poinformować w Warszawie gen. Komara o nawiązaniu kontaktu z Ukraińcami. Ten z kolei przekazał mu wiadomość o planowanej w końcu miesiąca inspekcji Świerczewskiego i zalecił nakłonienie UPA do zorganizowania zasadzki. Jednocześnie zapewnił go, iż Spychalski i Żymierski nie będą dążyli „do wyjaśnienia istotnych przyczyn tego zamachu”. Po powrocie w Bieszczady Gerhard spotkał się 26 lub 27 marca w Baligrodzie z Karczewskim i Nahirnym i ustalił z nimi szczegóły napadu. Ten „misterny plan” został uwieńczony sukcesem i 28 marca 1947 r. gen. Świerczewski poniósł śmierć.

Trudno powiedzieć, czy oficerowie Głównego Zarządu Informacji sami wierzyli w te zeznania, niemniej poraża skala wysiłku, jaki włożyli w to, by choć trochę je uprawdopodobnić. Przykładowo: gdy Gerhard podał, iż kontaktował się w Warszawie z Francuzami przez Zofię Jabłońską (postać, którą sobie całkowicie zmyślił), funkcjonariusze Informacji zebrali adresy i fotografie wszystkich kobiet o tym imieniu i nazwisku, które w tym czasie mieszkały w stolicy. Kolejne przesłuchania Gerharda, na których wyciągano szczegóły jego „wrogiej działalności” przeciwko władzy ludowej, trwały do lutego 1954 r. Jednak tzw. odwilż po śmierci Stalina dotarła też do Polski. Stało się jasne, że wersja o spisku przeciwko gen. Świerczewskiemu jest zbyt niewiarygodna, aby można było ją zaprezentować publicznie. Na przełomie lutego i marca 1954 r. Gerhard w specjalnych oświadczeniach odwołał swoje dotychczasowe zeznania.

Oficerowie Informacji tak zręcznie prowadzili kolejne przesłuchania, by wynikało z nich, że ofiary są sobie same winne, ponieważ zmyślały, choć żądano od nich jedynie mówienia prawdy. Tyle tylko, że śledczy – jak z ukrytą złośliwością zauważył Gerhard – żądając, aby mówić prawdę, jednocześnie dodawali, iż „jedyną prawdą jest to, że jestem szpiegiem”. Ostatecznie, chcąc opuścić więzienie, w oświadczeniu z 17 czerwca 1954 r. gotów był nawet przyznać: „w naplątaniu bzdury jest 70 procent mojej winy, a 30 procent winy organów śledczych”. Pomimo to zwolniono go „z braku dowodów winy” dopiero na początku grudnia 1954 r.

W ustaleniach końcowych śledztwa funkcjonariusze bezpieczeństwa, pomimo przesłuchania schwytanych członków sotni Chrina i Stacha (wielu z nich stracono), nie potrafili wykluczyć całkowicie hipotezy, iż UPA wiedziała o inspekcji. Jednak ostatecznie skłonili się do wersji o przypadkowym charakterze napadu.

W kolejnych latach był redaktorem naczelnym tygodnika "Forum", 1965-68 był kierownikiem literackim zespołu filmowego "Rytm". Napisał m.in. powieść dokumentalną "Łuny w Bieszczadach", na motywach której został zrealizowany film "Ogniomistrz Kaleń" w reżyserii Ewy i Czesława Petelskich oraz szereg studiów politycznych, przede wszystkim dotyczących Charlesa de Gaulle'a (wydane pod tytułem "Czas generała"); ponadto: "Grenadierzy" (wyd. 1957 r.), "Wojna i ja" (wyd. w 1958 r.), "Zoolityka" (wyd. w 1965 r.), "Francuzi" (wyd. w 1965 r.), "Nie ma El Dorado", "Wielkie intermezzo".

Zamordowany przez narzeczonego córki, Zygmunta Garbackiego, w celach rabunkowych.