Rocznica Bitwy Warszawskej

opr. Witold, J. Ławrynowicz



Po zakończeniu Pierwszej Wojny Światowej starcie między Polską a Rosją Sowiecką było nieuniknione. Odradzając się po 123 latach rozbiorów Polska pragnęła pokoju koniecznego dla odbudowy zniszczonego państwa. Granice kraju nie były ustalone, a zwycięskie mocarstwa zachodnie, które je wyznaczały czyniły to w sposób niekorzystny dla Polski. Linia Curzona pozostawiała tysiące Polaków, zamieszkujących po wschodniej stronie Bugu, w Rosji, a przebieg granic na zachodzie odcinał Polskę od zagłębi węglowych i okregów przemysłowych. Dawne mocarstwa rozbiorowe usiłowały utrzymać w swoim posiadaniu jak największą część ziem polskich. O granice, wewnątrz których znaleźliby się wszyscy Polacy, trzeba było upomnieć się z bronią w ręku.

Polityka Rosji Sowieckiej podążała w odmiennym kierunku. Dominującym celem polityki rewolucyjnej Rosji w roku 1919 i na początku roku 1920 była konsolidacja władzy. Toczyła się krwawa wojna domowa, marsz generała Denikina zagrażał od południa Moskwie, trwała interwencja państw Ententy, działali Kolczak i Judenicz. Na początku 1920 roku, wkrótce po opanowaniu sytuacji wewnętrznej, sformułowano idee "rewolucji z zewnątrz" czyli rozszerzenia rewolucji proleteriackiej na kraje Europy. Przewidywano, że burząca się klasa robotnicza okaże pomoc w podboju Europy. Najkrótsza droga z Moskwy do Berlina i Paryża wiodła przez Warszawę. Lenin w jednej z depesz wysłanych na wiosnę 1920 roku pisze: "Musimy zwrócić całą swoją uwagę na przygotowanie i wzmocnienie frontu zachodniego. Trzeba koniecznie upowszechnić nowy slogan: Przygotowujcie się do wojny z Polską". Lapidarnie ujął tę myśl Tuchaczewski mówiąc "Po trupie Polski zaniesiemy pochodnie rewolucji do Zachodniej Europy".

Polityka polska w tym okresie znajdowała się pod silnym wpływem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, który wysuwał koncepcję federacyjną jako najlepszy porządek polityczny w Europie Wschodniej. Według tego planu Polska miała przewodzic luźnej federacji państw powstałych z rozpadu carskiej Rosji. Niepodległa Litwa, Białoruś i Ukraina miały oddzielać Polskę od Rosji, a połączona siła federacji miała być dostatecznie duża, aby móc oprzeć się rosyjskiej ekspansji i skierować ją na Azję. Przeciwko tej koncepcji występowała prawica polska, która dążyła do wchłonięcia przez Polskę terenów Białorusi i części Ukrainy pragnąc odbudowy potężnej Rzeczypospolitej w granicach z roku 1772. Na tym tle toczyła się w Polsce nieprzebierająca w środkach walka polityczna.

Przejawem myśli politycznej Piłsudskiego była "Wyprawa Kijowska". Ofensywa 3 Armii dowodzonej przez gen. Edwarda Rydza-Śmigłego miała na celu utworzenie wolnej Ukrainy. Ataman Semen Petlura, który po przegranej wojnie z bolszewikami szukał w Polsce ocalenia, brał udział w "Wyprawie" na czele dwóch ukraińskich dywizji piechoty. Piłsudski przewidział Petlure na przyszłego przywódcę wolnej Ukrainy i oczekiwał, że masy ochotników zaciągną się pod jego sztandary. Jednak zmęczona wojną Ukraina nie poparła Semena Petlury i napływ ochotników do wojsk Ukraińskiej Republiki Ludowej byl nikły.

Zamiary Naczelnego Wodza w stosunku do Ukrainy zostały wyjaśnione w odezwie do mieszkańców wydanej 26 kwietnia 1920 roku, nazajutrz po rozpoczęciu działań zaczepnych. Józef Piłsudski pisał w niej między innymi "Wojska Polskie pozostaną na Ukrainie przez czas potrzebny po to, aby władzę na ziemiach tych mógł objąć prawy rząd ukraiński". Takie też były rzeczywiste zamiary Naczelnego Wodza, polska 3 Armia po pobiciu bolszewików na południu miała wycofać się na tereny Polskie i wzmocnić częścią swoich sił front północny.

Przebieg wydarzeń był odmienny od zamierzonego. 3 Armia rozpoczęła działania 25 kwietnia 1920 i z łatwością dotarła do Kijowa którego bolszewicy nie bronili, opór napotkał batalion Podhalan dopiero za Dnieprem. Trzon wojsk rosyjskich odszedł na wschodni brzeg Dniepru nie pobity i miał w niedalekiej przyszłości stanowić zagrożenie.

Werbunek do armii ukraińskiej szedł bardzo powoli i jednostki Ukraińskiej Republiki Ludowej nie mogły zluzować polskich dywizji. Tymczasem 14 maja Armia Czerwona rozpoczęła ofensywę 15 Armią na froncie północnym. Natarcie to prowadzone niedostatecznymi siłami zostało szybko zlikwidowane przez kontratak sił polskich w składzie Armii Rezerwowej, 1 Armii i Grupy Skierskiego. Niebezpieczeństwo zażegnano, ale łatwość z jaką nieprzyjaciel przełamał front polski była niepokojąca. W końcu maja w okolice Kijowa dotarła, zwolniona z frontu południowego po pobiciu wojsk gen. Denikina, Armia Konna Siemiona Budionnego. Po trzy dniowej bitwie front polski pod Kijowem pękł pod jej uderzeniami 5 czerwca, a nocą z 10 na 11 czerwca wojska polskie, na rozkaz Naczelnego Wodza, opuściły miasto. Rozpoczął się odwrót z Ukrainy.

"Wyprawa Kijowska" była tylko preludium do decydującej bitwy, która miała rozegrać się na froncie północnym. Dywizje polskie, które w planach Naczelnego Wodza miały wzmocnić linie obrony nad rzeką Auta na północy, zostały związane pod Kijowem. Front 1 i 4 Armii gen. Szeptyckiego, wynoszący razem 300 kilometrów długości, obsadzony był przez 120 tysięcy żolnierzy uformowanych w cienką linię obronną. Odwody istniały jedynie na szczeblu taktycznym, nie przewidziano bowiem możliwości kontrataku strategicznego. Takie rozstawienie wojsk podyktowane było doświadczeniami Wielkiej Wojny, kiedy to podstawowym celem dowódcy było uformowanie ciągłej linii obronnej. Taktyka obrony stacjonarnej aplikowana była przez polskich generałów bezkrytycznie pomimo oczywistej jej nie przydatnosci w odmiennych warunkach. Front stały, który zdominował manewr w czasie Wielkiej Wojny, był nasycony bronią maszynową, artylerią i wojskiem. Natomiast w warunkach wschodnich terenów Rzeczypospolitej, przy ogólnym braku sił, stanowił słabą linię piechoty niedostatecznie wspartej artylerią i prawie zupełnie pozbawioną umocnień stałych. Była to raczej linia punktów oporu połączonych długimi okopami.

Piłsudski wielokrotnie sugerował dowódcom armii, aby w tych warunkach stosować strategię obrony ruchomej - "strategie wolnego powietrza" jak to nazywał. Podsumowując bitwę powiedział, że: "Napoleon musiał nieraz w grobie się przewracać myśląc o zaniku jego nauk. Gdy on dumnie mówił, że wiele wojen wygrał nogami żołnierza, tu wojna się wyradzała". Wojna ruchowa miała ustąpić miejsca wojnie materiałowej. Tymczasem dowódca Frontu Zachodniego Michail Tuchaczewski skoncentrował do natarcia "masę terenową" w składzie 4, 15, 3 i 16 armii.

O świcie 4 lipca ruszyło uderzenie czterech armii Tuchaczewskiego. Przez trzy dni wojska polskie walczyły o utrzymanie frontu, a w końcu o zapewnienie sobie odwrotu. Bitwa obfitowała w nie wykorzystane okazje, okrążenia i bohaterskie zrywy. Jednym z takich epizódow była akcja dwóch batalionów 33 Pułku Piechoty, ulokowanych na skrajnym północnym skrzydle frontu polskiego, które zatrzymały na sobie przez cały dzień natarcie dwóch i pół dywizji Armii Czerwonej zapobiegając otoczeniu grupy gen. Żeligowskiego i dając czas na sformowanie nowego frontu zwróconego na północ. Po całym dniu walk bataliony 33 Pułku Piechoty zdołały się wycofać. Plan Tuchaczewskiego rozbicia północnego skrzydła polskiego i wciśnięcia reszty wojsk w błota Pińskie nie powiódł się. Niemniej czterokrotna przewaga Armii Czerwonej zadecydowała o zwycięskim dla niej rozstrzygnięciu bitwy. 7 lipca front polski cofał się na całej swojej długości.

Po wymuszonym odwrocie, w trakcie którego wojska polskie nie dały się otoczyć ani zniszczyć, dywizje dotarły do tzw.: "linii okopów niemieckich". Była to niemiecka linia frontu z czasów Wielkiej Wojny głęboko odrutowana i przygotowana do długotrwałej obrony, lecz wymagająca reperacji i odpowiednio gęstego obsadzenia piechotą. Tego Polacy dokonać, z braku sił i czasu, nie mogli. Na tej linii stoczono w dniach 11 - 14 lipca ostatnią przed Warszawą bitwę o znaczeniu strategicznym - bitwę o Wilno.

Linia polska została zaatakowana przeważającymi siłami w słabym punkcie. Dwie polskie dywizje, ulokowane na skrajnym lewym skrzydle frontu, walczyły przeciwko całej 4 Armii dowodzonej przez komandarma Jewgienija Sergiejewa. Pomimo pewnych lokalnych sukcesów musiały ulec przewadze i cofnąć się na zachód. W tym trudnym dla Polski momencie Litwa wystąpiła zbrojnie przeciwko Polsce. Było to spowodowane z jednej strony obawą przed potegą Armii Czerwonej stojącej u jej granic, z drugiej nadzieją na obiecywane przez sowietów przyłaczenie Wilna do Litwy. Po bitwie do Wilna wkroczyły oddzialy 4 Armii sowieckiej i okupowały miasto. Bolszewicy oddali Wilno Litwinom dopiero po klęsce pod Warszawą, kiedy już wiedzieli, że nie zdołają go utrzymać.

Od czasu bitwy o Wilno w polskich komunikatach z frontu powtarzały się stale stwierdzenia "z powodu obejścia naszego lewego, północnego skrzydla przez nieprzyjaciela" armie polskie zostały zmuszone do cofnięcia się na zachód. Odwrót, ze wszystkimi jego negatywnymi skutkami, trwał nieprzerwanie aż do linii Wisły. W spoistych dotychczas szeregach armii polskiej nastąpiło rozluźnienie dyscypliny. Zdarzały się wypadki, że żołnierze zaczynali uciekać na pogłoskę o pojawieniu się nieprzyjaciela, porzucając tabory, a nawet broń i armaty. Między Wilnem a Warszawą, pomimo kilkakrotnie czynionych planów, wojska polskie nie wykonały żadnego zwrotu zaczepnego.

Na skutek niebezpiecznej sytuacji na frontach uległa zmianie sytuacja polityczna w Polsce. Na początku czerwca powołano Radę Obrony Panstwa (ROP) w skład której wchodził Marszałek Sejmu Wojciech Trampczyński oraz dziesięciu przedstawicieli stronnictw Sejmowych. Przewodniczącym ROP został Naczelnik Państwa Józef Piłsudski. Od połowy lipca Piłsudski musiał, w czasie niemalże każdego posiedzenia ROP, stawiąc czoła licznym inspirowanym przez prawicę zarzutom kierowanym do niego jako Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa. Doszło wręcz do zarzutu zdrady, żądano rezygnacji z funkcji Naczelnika Państwa oraz wysuwano żądania zmian personalnych w składzie dowództwa sił zbrojnych. Dwukrotnie 5 i 19 lipca Piłsudski oferował swoją dymisję której jednak nie przyjęto, a nawet powzięto jednomyślną uchwałę wyrażającą pełne zaufanie dla jego osoby. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że poza Piłsudskim nie było w Polsce nikogo kto mógłby w tej trudnej chwili wziąść ciężar prowadzenia państwa na swoje barki.

Nie przebierająca w środkach walkę polityczną przeciwko osobie Naczelnego Wodza prowadziła prawica za pomocą prasy i wysyłanych do Belwederu delegacji, a nawet udało się wciągnąć do akcji przywódcow Ententy. Marszałek Foch otwarcie atakował Piłsudskiego zarzucając mu piastowanie dwóch funkcji. Szefowie Ententy wysłali 9 sierpnia depeszę do Warszawy w której uzależnili swoją pomoc w wojnie przeciwko bolszewikom od mianowania Naczelnego Wodza bez żadnej innej funkcji, który wyrazi zgodę na pomoc oficerów alianckich. Był to punkt wymierzony personalnie przeciwko Piłsudskiemu. Przyparty do muru Naczelny Wódz zaproponował objęcie stanowiska Szefa Sztabu gen. Weygandowi, członkowi specjalnej misji wojskowo-dyplomatycznej Rady Najwyższej Entanty, lecz Weygand tej propozycji nie przyjął.

Wszystkie te walki polityczne miały miejsce w jak najgorszym dla Polski momencie. Opinia publiczna zachodu, pod wpływem prasy i lewicujących polityków, zajmowała stanowisko zdecydowanie antypolskie. Robotnicy Austrii, Czechoslowacji i Niemiec nie pozwalali na tranzyt materiału wojennego do Polski. W Gdańsku użyto wojsk brytyjskich do rozładowania statków z amunicją, gdyż gdańscy robotnicy portowi, w większości Niemcy, ogłosili strajk po odkryciu co zawierał ładunek. Brytyjska Labour Party opublikowała broszurę w której stwierdza, że robotnicy Wielkiej Brytanii nie wezmą udziału w wojnie po stronie Polski. L'Humanite, organ socjalistów francuskich, proklamował "Ani jednego człowieka, ani jednego sou, ani jednego pocisku dla reakcyjnej i kapitalistycznej Polski. Niech żyje rewolucja rosyjska. Niech żyje miedzynarodówka robotnicza". Rządy brytyjski i francuski już od połowy lipca oczekiwały rychłego upadku Warszawy i Polski. Jedynie Węgrzy, mający własne doświadczenia z krwawym, komunistycznym reżimem Beli Kuna, mieli zamiar wyciągnąć pomocną dłoń do Polski i wysłać trzydziestotysięczny korpus kawalerii. Niestety władzom Czechosłowacji udało się uniemożliwić przemarsz wojsk węgierskich przez ich terytorium. Polska została zdana na własne siły w chwili kiedy ważyły się jej przyszłe losy.

Historia koncepcji operacyjnej bitwy warszawskiej zaczyna sie w drugiej połowie lipca. Na kolejnym posiedzeniu ROP Piłsudski wystąpił z ogólnym planem kontrataku i stoczenia walnej bitwy z Tuchaczewskim. Założeniem bitwy było zatrzymanie marszu nieprzyjaciela, a następnie uderzenie silnym prawym skrzydłem na lewe skrzydło i tyły armii Frontu Zachodniego. Początkowo Piłsudski zamierzał oprzeć się o Bug i uderzyć spod Brześcia na północny-wschód lecz niespodziewany upadek twierdzy Brześć i przekroczenie Bugu przez wojska bolszewickie, przekreśliły te plany.

2 sierpnia Armia Czerwona sforsowala Narew, a następnego dnia zajęła Łomżę. Wróg był już tylko o 100 km od stolicy. Sytuacja militarna jaką zastał Piłsudski tego dnia w czasie objazdu frontu przedstawiała się źle. Stan przygotowań miast do odparcia spodziewanego natarcia był niezadawalający. Armie Tuchaczewskiego maszerowały nieprzerwanie już od trzech tygodni ze średnią szybkoscią 20 kilometrów dziennie, na południu armie Frontu Południowego wyparły już wojska polskie z Ukrainy i biły się teraz w okolicach Lwowa. W tej trudnej sytuacji Naczelny Wódz dostrzegł szansę wykonania zwrotu zaczepnego. Wojska nieprzyjaciela były uformowane w dwa silne skrzydła, ktore po obejściu bagien Prypeci łączyła tylko słaba Grupa Mozyrska. W ten sposób powstała szansa rozbicia słabego centrum i obejścia północnej części frontu. Ryzyko połączone z tym na pozor prostym planem było ogromne. Nasuwało się pytanie, czy Warszawa wytrzyma natarcie i zwiąże na sobie większość sił przeciwnika? Upadek stolicy byłby przez wielu uważany za równoznaczny z przegraniem wojny. Z drugiej strony czy uda sie zatrzymac oddziały Frontu Południowego tak długo, aby nie zdążyły wziąść udziału w decydującej bitwie. Tutaj podstawowa trudność stanowiła szybka i operatywna Armia Konna Budionnego.

Piłsudski łamał się ze sobą przez trzy dni w osamotnieniu przebywając w Aninie pod Warszawą, a później całą noc z 5 na 6 sierpnia w Belwederze. Największy problem stanowił właściwy podział wojsk do tej operacji. W swojej analizie bitwy warszawskiej "Rok 1920" Piłsudski przytacza określenie Napoleona opisujące wodza pracującego nad powzięciem decyzji na wojnie. Napoleon mówił, że "jest jak dziewczyna która rodzi - trwożliwy". Piłsudski w pełni zrozumiał znaczenie tego określenia w czasie pracy nad planem bitwy warszawskiej. Pytania stojące przed nim były rzeczywiście trudne: ile wojsk pozostawić w Warszawie, aby zapewnić jej bezpieczeństwo? Ile dywizji można wycofać z południa? W jaki sposób zabezpieczając oba skrzydła zapewnić sobie dostateczne siły do wykonania skutecznego i błyskawicznego natarcia w centrum?

W końcu, po szeregu szarpiących nerwy dni wahań, Naczelny Wódz podjął decyzję. Decyzja ta w jego własnych słowach "była nonsensem" gdyż "ten kto mając słabość musiał dać siłę i kto, wbrew sensowi, musiał mieć rozstrzygającą rolę". Decyzja takiego rozstawienia wojsk była na Pilsudskim wymuszona bojaźliwością polityków i obawą o nieobliczalne konsekwencje utraty stolicy. Błąd w założeniu strategicznym operacji, popełniony z pełną świadomością, polegał na skoncentrowaniu większych sił do statycznej obrony niż do rozstrzygającego natarcia. Podział sił był następujący: 5 1/2 dywizji skoncentrowanych w Grupie Uderzeniowej, dowodzonej przez Edwarda Rydza-Śmigłego, miało wykonać decydujące natarcie. Zadaniem Grupy Uderzeniowej było rozbicie centrum frontu nieprzyjaciela i wykonanie głębokiego zagonu na jego tyły. Natomiast 10 1/2 dywizjom zgrupowanym w 1 i 2 Armii, Piłsudski wyznaczył rolę pasywną obrony Warszawy z kierunku wschodniego, a nastepne 5 dywizji w 5 Armii broniło Warszawy od północy. Najtrudniejsze zadanie miała wykonać słaba 4 Armia, której wojska jeszcze na tydzień przed planowanym rozpoczęciem operacji biły się w miejscach odległych od rejonu koncentracji o 150 - 250 km. Odległość powodowała, że wojska maszerujące do rozstrzygającej bitwy docierały na stanowiska wyjściowe późno i wyczerpane długą drogą. Choć niektóre dywizje spóźniły się na pozycje wyjściowe, to jednak uderzenie wyszło na dzień przed pierwotnie przewidzianym terminem.

Przed udaniem się do 4 Armii, której uderzenie znad Wieprza chciał nadzorować osobiście, Piłsudski spotkał się z dowództwem obrony Warszawy. Pragnął przekonać swoich oficerów, że stolica jest bezpieczna i zadaniem jej obronców jest związać wroga w ciężkich, uporczywych walkach na przedpolu Warszawy tak, aby nie mógł się wycofać na czas z okrążenia i tym większą poniósł klęskę. 12 sierpnia, w dniu swojego wyjazdu na front, Piłsudski wręczył pisemną dymisję z obu piastowanych urzędów, Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa, na ręce premiera Wincentego Witosa. Premier miał jej użyć w czasie przez niego uznanym za stosowny, lecz nigdy tego nie uczynił. Teraz Piłsudski wolny już od politycznych rozgrywek mogł udać się na front do wojsk, aby poprowadzić je do rozstrzygającego boju.

Między 13 i 15 sierpnia Piłsudski wizytował oddziały 4 Armii. W swoich spotkaniach z żolnierzami starał się wymazać z ich pamięci obraz dni beznadziejnego odwrotu oraz natchnąć ich wolą walki i zwycięstwa. Nie było to łatwe zadanie, żołnierze byli zmęczeni i zdemoralizowani, świeżo wlane w szeregi uzupełnienia uświadomiły każdemu wielkość strat poniesionych w odwrocie, a zaopatrzenie i wyekwipowanie przedstawiało się żałośnie. Wrażenia Naczelnego Wodza, z odbytej inspekcji wojsk, od których oczekiwał maksymalnego wysiłku w czasie natarcia, nie mogły być dobre. Piłsudski wspomina "W 21 Dywizji prawie połowa ludzi defilowala przede mną w Firleju boso". A jednak trzydniowa podróż po jednostkach przygotowujących się do rozstrzygającej kampanię bitwy dała wynik przerastający oczekiwania. Słowami gen. Weyganda "W ciągu trzech dni, które Marszałek Piłsudski spędził wśród wojsk 4 Armii zelektryzował je; przelał z własnej duszy w dusze walczących ufność i wolę pokonania wszelkich przeszkód".

Plan szturmu na stolice Polski sporządzony przez Tuchaczewskiego był wierną kopią manewru armii carskiej pod wodzą feldmarszałka Iwana Paskiewicza wykonanego podczas tłumienia Powstania Listopadowego w 1831 roku. Paskiewicz obszedł Warszawę od północy i szturmował miasto od zachodu. Pradziad Michaila Tuchaczewskiego, A. N. Tuchaczewski, brał udział w szturmie Warszawy na czele Pułku Olonieckiego i poległ w ataku na fortyfikacje miasta. Tymczasem 13 sierpnia Tuchaczewski rozpoczął ostateczny atak na Warszawę. 14 sierpnia padł Radzymin. Armia Czerwona stała już tylko o 20 kilometrów od swego celu. Następnego dnia rozgorzały uporczywe walki nad Wkrą na północy. Sytuacja stawała się coraz bardziej poważna. Jednak nieświadomie Tuchaczewski działał na korzyść Polaków. Jego plan nakazywał 4 Armii szeroki manewr oskrzydlający Warszawę od północy i uderzenie na miasto od zachodu. Główne natarcie masy wojsk Armii Czerwonej szło w operacyjną próżnię gdzie nie było wojsk polskich. Natomiast tam gdzie bitwa miała być rozstrzygnięta, na południe od Warszawy, pozostawiono słabą, bo liczącą zaledwie 8 tysiecy żołnierzy, Grupę Mozyrską. Również największe zagrożenie z południa, Armia Konna Budionnego, zostało zneutralizowane przez kłótnie między dowódcami frontów w wyniku których Budionny pomaszerował pod Lwów a nie, jak nakazywał mu Tuchaczewski, pod Warszawę.

Ale natarcie Armii Czerwonej na Warszawę nie rozwijało sie zgodnie z planem Tuchaczewskiego. Jednostki 27 Dywizji Strzelców Armii Czerwonej podeszły do Izabelina w nocy z 14 na 15 sierpnia, tutaj spotkał je i odrzucił wstecz lokalny kontratak załogi Warszawy. Jak się później okaże od tego momentu Armia Czerwona zaczyna tracić teren, jej niepowstrzymany dotąd ruch naprzód został zatrzymany. Sytuacja pod Warszawą była chwilowo opanowana.

Najsłynniejszy epizod obrony Warszawy, który wkrótce przekształcił się w legendę, miał miejsce 14 sierpnia pod Ossowcem koło Wołomina. Poległ tam ksiądz Ignacy Skorupka trafiony zabłąkaną kulą, kiedy między opłotkami wsi udzielał ostatniej posługi konającemu żołnierzowi 236 pułku piechoty. Poległ na posterunku pełniąc obowiązki, które narzucała mu funkcja kapelana. Legenda, stworzona niedługo po zakończeniu bitwy, stawia go na czele atakujacych oddziałów harcerzy i studentów, które z wzniesionym w ręku krzyżem miał prowadzić do szturmu na bagnety.

Tymczasem w mieście przygotowywano się na ewentualność zwycięstwa Armii Czerwonej. Major Marian Kościałkowski zmobilizował dawne POW do odpowiedniego przyjęcia bolszewików w murach Warszawy. Podzielono miasto na dystrykty i rozdzielono broń w zamiarze zaatakowania wkraczających jednostek. Szczęśliwie ten akt bohaterstwa czy rozpaczy nie był konieczny.

16 sierpnia o świcie ruszyło polskie natarcie znad Wieprza. Przez pierwsze dwa dni wojsko atakowało bez kontaktu z nieprzyjacielem. Wieczorem drugiego dnia natarcia 14 Dywizji Piechoty napotkała wycofujące się jednostki 16 Armii bolszewickiej i podjęła walkę. Dowodztwo polskie nie mogło odgadnąć co stało się z Grupą Mozyrską, która do niedawna tak skutecznie wypierała polskie dywizje. Piłsudski obawiał się nawet jakiejś zasadzki i przygotował odwody, aby przeciwdziałać takiej ewentualności. Tajemnica Grupy Mozyrskiej wyjaśniła się trzeciego dnia operacji, kiedy okazało się, że Grupa ta składa się jedynie z 57 Dywizji Strzelców, którą z łatwością rozbito juz pierwszego dnia natarcia. Polskie uderzenie znalazło ogromną lukę w ugrupowaniu armii sowieckich i wykorzystało ją w sposób strategiczny.

Prowadząca uderzenie znad Wieprza 1 Dywizja Legionów, przy której znajdował się gen. Edward Rydz-Śmigły, dokonała w tej operacji niezwykłego wyczynu pokonując w ciągu 6 dni dystans 261 kilometrów z Lubartowa do Białegostoku. Pierwszego dnia natarcia żołnierze maszerowali 54 kilometry, spali tylko 3 godziny i szli dalej, drugiego dnia przeszli 37 kilometrów potem mieli 5 godzin snu, trzeciego 45 kilometrów, 7 godzin w walce i tylko 4 godziny snu. Trud i poświęcenie 1 Dywizji został wynagrodzony przez odcięcie 16 Armii bolszewickiej i całkowite jej rozbicie pod Białymstokiem.

21 Dywizja Piechoty, w której połowa żołnierzy-górali chodziła boso, drugiego dnia natarcia doszła do Siedlec. Oficerowie tej dywizji wspominali jak to "chłopi z widłami i baby z cepami śpieszyli sekundować naszym góralom, gdy ci w tyralierze szli do ataku". Na całej długości frontu miały miejsce liczne objawy sympatii i pomocy dla wojsk polskich. A przecież według założeń Trockiego powinno być inaczej. Przed rozpoczęciem kampanii wysłano do Polski rzesze agitatorów, którzy mieli uświadamiać klasowo społeczeństwo i przekonywać je do internacjonalistycznej idei komunizmu. Wojna propagandowa nie dała żadnych rezultatów, naród jednoznacznie poparł idee wolnej Polski opartej na demokratycznych podstawach. Żołnierze walczący w szeregach polskich oddziałów, a byli to przeważnie chłopi, którym komunizm miał nieść wyzwolenie, wybrali Polskę ponad ideały walki klas.

Pierwsze dwa dni trwania operacji Piłsudski spędził wśród wojsk zbierając, jak pisze, dane i wrażenia swoje i podwładnych. Swoją obecnością zmuszał wojska do większego wysiłku. Dopiero 18 sierpnia udał się do Warszawy dla skoordynowania działań armii polskich działających znad Wieprza i spod Warszawy oraz uporządkowania dalszego natarcia. Jego nieobecność na froncie natychmiast dała o sobie znać, tempo pościgu spadło. Niemniej już trzeciego dnia operacji, Piłsudski uważał najbardziej na południe wysuniętą 16 Armie sowiecką za pobitą i wyeliminowaną z dalszych walk. Niemniej pościg polski był tylko częściowo skuteczny. Na skutek błędów dowodzenia, popełnionych przez kilku polskich dowódców, niektóre jednostki Armii Czerwonej, wprawdzie pobite i częściowo rozproszone, uszły i znalazły bezpieczny azyl w Prusach Wschodnich. Takiego losu doczekały się jednostki 4 Armii i część oddziałów 15 Armii. Niemcy wprawdzie rozbroili dywizje Armii Czerwonej, ale po przetransportowaniu ich do granicy Rosji, puścili wolno. Wojska te brały, w kilka tygodni później, udzial w bitwie nad Niemnem.

W trzecim dniu operacji uderzenie polskie nabierało mocy wciągajac do natarcia dodatkowe dywizje z przyczółka Warszawskiego. Przez pierwsze dwa dni Tuchaczewski, przebywający w Mińsku, nie był zorientowany w wydarzeniach na froncie na skutek utraty łączności z wysuniętą na południe 16 Armią. Kiedy wreszcie 18 sierpnia dowódca 16 Armii nawiązał kontakt z Tuchaczewskim i przekazał mu informacje o polskim kontruderzeniu, które traktował jako walki o charakterze lokalnym, Tuchaczewski natychmiast zorientował się w zagrożeniu dla całego frontu i nakazał ograniczony odwrót. Zamiarem dowódcy Frontu Północnego było wyrównanie frontu, zatrzymanie polskiego uderzenia i ponowne przejście do ofensywy. Jednak jednostki Armii Czerwonej nie wykonały tego rozkazu i tego samego dnia znalazły się w pełnym odwrocie. Jedynie dywizje 15 Armii usiłowały stawiać opór, ale było już za późno, zostały pobite i dołaczyły do ogólnego odwrotu. Dywizje sowieckie, które parły armię polską od 4 lipca, oskrzydlone i zmuszone do odwrotu rozsypywały się. Morale armii Tuchaczewskiego, tak wysokie w czasie zwycięskiego marszu na Warszawę, załamalo się zupełnie. Piłsudski wspomina, że nie mógł się doszukać wogóle 16 i 3 Armii sowieckiej. Pierwsza z nich została rozbita i wkrótce uległa rozproszeniu, druga wycofywała się tak szybko, że oddziały polskie całkowicie utraciły z nią kontakt. Cały Front Zachodni cofał się gwałtownie na wschód, atakowany od południa i zachodu przez jednostki polskie.

21 sierpnia cztery armie Frontu Zachodniego 4, 15, 3 i 16 nie istniały już jako zorganizowana siła zbrojna. Wojsko wycofywało się bezładnie na północny-wschód starając się uciec z pułapki. 15 Armia, która próbowała osłonić odwrót 4 Armii zza Wisły, poniosła największe straty i jej część oraz prawie cała 4 Armia zostały przyparte do granicy Prus, przekroczyły ją i zostały na krótko internowane. 3 Armia wycofywała się tak szybko, że poniosła w odwrocie najmniejsze straty. 16 Armia uległa dezintegracji pod Białymstokiem, a większość jej żołnierzy dostała się do niewoli.

Taki był koniec "manewru znad Wieprza". Bilans bitwy zamyka się wzięciem 66.000 jeńcow, 231 armat i 1.023 karabinow maszynowych. Około 30.000 do 40.000 tysięcy żołnierzy sowieckich zostało przejściowo internowanych w Prusach. Straty w zabitych w ciągu dwumiesięcznej kampanii w lipcu i sierpniu 1920 roku szacowane są na około 50.000 Polaków i 150.000 Rosjan. Lecz zwycięstwo pod Warszawą pomimo, że zdecydowane nie było jednak ostateczne. We wrześniu i październiku Piłsudski jeszcze dwukrotnie pobił wojska bolszewickie w bitwach nad Niemnem i nad Szczarą. 12 października podpisano w Rydze preliminaria pokojowe i wojna została zakończona.

Polska świetowała swoje pierwsze zwycięstwo od czasu bitwy pod Raszynem i kampanii Galicyjskiej w roku 1809. Jednak prawica w dalszym ciągu starała się zdyskredytować Naczelnego Wodza i pomniejszyć jego zasługi. Wysuwano przeciwko Piłsudskiemu najróżniejsze zarzuty, a samo zwycięstwo w bitwie warszawskiej przypisywano siłom nadprzyrodzonym. Określenie "Cud nad Wisłą" prawdopodobnie wymyślił Stanisław Stroński-zaciekły wróg Piłsudskiego. W zamiarach prawicy miało to dowodzić, że konieczna była interwencja Boga, aby przy tak niedołężnym wodzu uratować Polskę przed "nawałą bolszewicką". Ogół przyjął tę legendę jako dowód ponadziemskiego wsparcia dla Naczelnego Wodza i słusznej sprawy o jaką walczył.

Więcej zamieszania zrobiła plotka, która przypisywała myśl uderzenia znad Wieprza sztabowi aliantów pod przewodnictwem gen. Weyganda. Echa tej fabrykacji sĆ powtarzane do dziś. Gen. Weygand był doradcą Szefa Sztabu Generalnego od 29 lipca do 25 sierpnia 1920, a zatem w czasie bitwy pod Warszawą. Był również autorem planu obrony na linii Wisły, uzyskania odwodów przez skrócenie frontu południowego i odwrót na linie Sanu, po to aby uderzyć na wojska bolszewickie pod Warszawą. Plan ten został przez Piłsudskiego odrzucony. Sam gen. Weygand w wywiadzie udzielonym 21 sierpnia w Warszawie powiedział: "To zwycięstwo, które jest powodem wielkiego święta w Warszawie, jest zwycięstwem polskim; operacje wojskowe zostały dokonane przez generałów polskich według polskiego planu operacyjnego".

Polska zatrzymała na sobie całą siłę idącej na zachód, z zamiarem eksportu rewolucji, Armii Czerwonej. Trudno dziś ocenić co by się stało gdyby szala zwycięstwa pod Warszawą nie przechyliła się na stronę Polską, "gdybanie" nie jest zresztą zajęciem godnym historyka. Niemniej rekapitulując sytuacje w Europie, gdzie rewolucyjne wrzenie wylewało się zbrojnym tłumem na ulice, można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że część Europy zachodniej mogła stać się republikami sowieckimi. Europa środkowa natomiast mogła dostać się pod wpływy komunistycznej Rosji o ćwierć wieku wcześniej niż to się stało. Polska bez pomocy z zewnątrz, a nawet przy otwarcie wrogim stosunku krajów ościennych, zatrzymała ofensywę Armii Czerwonej i wykonała manewr, który rozstrzygnał losy wojny. Do naszych dni nie zauważa się faktu, że bitwa ta zatrzymała ekspansję komunistyczną w Europie na 25 lat. Implikacje polityczne tego zwycięstwa nigdy nie zostały w pełni docenione. Militarnie bitwa pod Warszawą udowodniła ponownie, po krwawej i statycznej Wielkiej Wojnie, że ruch a nie przewaga materiałowa jest najważniejszym czynnikiem zwycięstwa.

Lord d'Abernon, szef alianckiej misji wojskowej w Polsce, w swojej książce "18 Decydująca Bitwa Świata" stwierdza: "Historia nowoczesnej cywilizacji nie zna wydarzenia o większej wadze i mniej docenionego niż Bitwa Warszawska 1920 roku. Niebezpieczeństwo zagrażające Europie zostało zażegnane i cała sprawa zapomniana. ... Zwycięstwo zostało osiągnięte dzięki strategicznemu geniuszowi jednego człowieka i dzięki przeprowadzeniu przez niego akcji tak niebezpiecznej, że wymagała nie tylko talentu ale i bohaterstwa."

BIBLIOGRAFIA

  1. Fischer, L., The Life of Lenin, New York 1964.
  2. Lincoln, W. B., Red Victory. A History of the Russian Civil War, New York 1989.
  3. Tukhachevski, M., Order of the Day July 2nd, 1920.
  4. Watt, J., Bitter Glory, New York 1982.
  5. Pobóg-Malinowski, W., Najnowsza Historia Polityczna Polski, London 1967.
  6. Kutrzeba, T., Wyprawa Kijowska 1920 Roku, Warszawa 1937.
  7. Tarczyński, T., Cud nad Wisłą, Warszawa 1990.
  8. Piłsudski, J., Pisma Zbiorowe, Warszawa 1937.
  9. Fuller, J. F. C., The Decisive Battles of the Western World, London 1985.
  10. Jędrzejewicz, W., Kronika Życia Józefa Piłsudskiego, London 1977.
  11. Lord D'Abernon, The Eigthteenth Decisive Battle of the World, London 1931.
  12. Deutscher, I., Stalin, Oxford 1966.
  13. Leżeński, C., Kwatera 139, Lublin 1989.
  14. Tukhachevski, M., Lectures at Military Academy in Moscow, February 7-10, 1923 Przedrukowany w Pochód za Wisłę , Łódź 1989.
Tekst za: http://hetmanusa.org/polarticle1.html