Miron Sycz

Miron Sycz (ur. 3 stycznia 1960 w Ostrym Bardzie ) - polski polityk ukraińskiego pochodzenia, działacz Związku Ukraińców w Polsce, nauczyciel, samorządowiec, od 2007 poseł na Sejm, ojciec, Aleksander Sycz, członek Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) od 1938 roku, strzelec sotni Miasniki w Ukraińskiej Powstańczej Armii; więźeń obozów w Jaworznie i Krakowie, skazany przez polski sąd na karę śmierci.

Ukończył studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie. Jest założycielem Zespołu Szkół z Ukraińskim Językiem Nauczania w Górowie Iławeckim, w którym do 2007 pełnił funkcję funkcję dyrektora. W latach 1998-2007 zasiadał w sejmiku warmińsko-mazurskim, zajmując w nim od początku stanowisko przewodniczącego.

Działał w Unii Wolności, od 2006 pozostaje związany z Platformą Obywatelską. W wyborach parlamentarnych w 2007 z listy PO uzyskał mandat poselski, otrzymując w okręgu elbląskim 9.075 głosów.

WYNIK POSTĘPOWANIE LUSTRACYJNEGO

10.11.1981r. figurant krypt. "Spółka", jako inicjator utworzenia Zrzeszenia Studentów Ukraińskich na ternie WSP w Olsztynie.
W dniu 4.01.1983 r. zarejestrowany jako figurant krypt. "Miron", kontrolowany jako inicjator utworzenia Związku Ukraińskich Studentów WSP w Olsztynie.

Osobiście nie wierzymy w tego rodzaju bzdury  co tu wypisują. To z zazdrości, że pan Miron Sycz tyle osiągnął. Ale to już taka nasza narodowa cecha: opluwać wszystkich, którym jest lepiej niż nam. Ludzie troszkę pokory...

ukraincy i sb

Debata: „Dużo zrobił dla uczelni i SB” – Miron Sycz i inni a Służba Bezpieczeństwa PRL


Spośród postaci obecnych w życiu publicznym naszego regionu, zwracających uwagę trwałością tejże obecności, wyróżnia się Miron Sycz. Zaangażowany działacz Socjalistycznego Związku Studentów Polskich i PZPR (do końca jej istnienia),  przez ponad dwie kadencje pełnił funkcję przewodniczącego Sejmiku województwa warmińsko-mazurskiego (w 2002 r - startując z listy SLD-UP),  bezskutecznie próbował zdobyć mandat posła w roku 2005 z listy Partii Demokratycznej, a następnie reprezentując Platformę Obywatelską otrzymał w 2007 r. mandat parlamentarzysty, pozostając równocześnie członkiem Stowarzyszenia „Ordynacka". Jest osobą, która wszechstronnie poznała kulisy sprawowania władzy w województwie warmińsko-mazurskim, kreując sposób funkcjonowania samorządu wojewódzkiego i wpływając bezpośrednio na dzisiejszy kształt politycznego życia regionu.

Co ciekawe, droga posła Sycza do Platformy Obywatelskiej wiodła z SZSP i PZPR (w której był do samego końca), poprzez SLD-UP, Unię Wolności i Stowarzyszenie „Ordynacka". Miron Sycz należy do  Rady Głównej Związku Ukraińców w Polsce. Przez wielu jest  postrzegany jako jeden z liderów mniejszości - swoją pozycję zbudował w oparciu o szkołę ukraińską w Górowie Iławeckim, której był dyrektorem.

Poniższy tekst jest próbą odpowiedzi na pytanie: kiedy i w jakich warunkach Miron Sycz rozpoczął działalność na niwie społecznej? Jak również: jakiego rodzaju standardy lub wzorce postępowania socjotechnicznego nadały bieg jego karierze i dążeniu do władzy?

Artykuł powstał jako dodatkowy efekt trwającej jeszcze kwerendy w zakresie charakterystyki studenckiego środowiska ukraińskiego olsztyńskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej z początku lat 80. ubiegłego wieku. Założona hipoteza badawcza tj.  przypuszczenie, że Służba Bezpieczeństwa PRL infiltrowała to środowisko, spowodowała, że poszukiwania rozpoczęto od zasobów archiwalnych Instytutu Pamięci Narodowej. Tematyka dotycząca młodzieży ukraińskiej, podobnie jak i inne tematy związane z mniejszością ukraińską na Warmii i Mazurach, nie były, jak dotychczas, realizowane w oparciu o materiały IPN-owskie, ani relacjonowane szerszej opinii publicznej.

Fragmenty dokumentów przytaczane poniżej jako cytaty zachowują język (stylistykę) i pisownię oryginału. Materiały dotyczące grupy osób ze środowiska ukraińskiego, w tym Mirona Sycza, powstały przeważnie w Wydziale III SB Komendy Wojewódzkiej MO w Olsztynie, gdyż ten pion, podobnie jak Wydział III Ministerstwa Spraw Wewnętrznych,  zajmował się nadzorem nad mniejszościami narodowymi. Danych tym wydziałom dostarczyła sieć osobowych źródeł informacji, zwerbowanych na tę okoliczność najczęściej spośród przedstawicieli mniejszości.

Dokumenty dotyczące Mirona Sycza w dużej mierze zostały przez SB zniszczone w roku 1986 i 1987.  

Kontakt operacyjny MK

Ponadto wymieniony zarejestrowany zostanie jako kontakt operacyjny w tut. Wydz. „C" i poprzez spotkania z nim dążyć się będzie do związania z organami SB"[i] - tego rodzaju działanie w odniesieniu do Mirona Sycza zapisał major Romuald Białobrzeski w dniu 8 grudnia 1982r. po rozmowie, która miała miejsce dzień wcześniej w kawiarni „Staromiejska". Dwu i pół godzinny dialog przekonał oficera SB, że od studenta matematyki może uzyskać informacje stosunkowo łatwą drogą. Jeszcze przed rozmową Białobrzeski ustalił następujące cele:

„ (...) - wyjaśnienie jego [tj. M.Sycza - przyp. aut.] roli oraz  ustalenie bliższych szczegółów związanych z inicjatywą utworzenia przy Krajowej Radzie Kultury ZSP [Zrzeszenia Studentów Polskich - przyp. aut.] Rady Kultury do Spraw Mniejszości Narodowych,

-         ustalenie jaką rolę w tej sprawie spełniał E.Misiło (figurant Kwestion. 13419),

-          Zorientowanie się co do dalszych planów i zamierzeń S.M. w sprawie Sekcji Ukraińskiej przy WSP w Olsztynie,

-          Ustalenie czy istnieje możliwość utrzymywania z wymienionym bliższych kontaktów operacyjnych i przekazywania przez niego informacji SB."[ii] [podkreśl.aut.]

Oficer nie wykluczał nawet „odmowy jakichkolwiek wyjaśnień", jednakże Miron Sycz chętnie i  szczegółowo omówił kwestie, którymi interesowała się SB. Zresztą, z dokumentów nie wynika, aby w tej czy jakiejkolwiek innej rozmowie Miron Sycz był poddawany naciskom, szantażowi lub zastraszeniu.  Sycz powiedział mjr. Białobrzeskiemu, że poprosił Eugeniusza Misiłę o pomoc jako konsultanta w zakresie wniosku dotyczącego utworzenia Rady Kultury do Spraw Mniejszości Narodowych na kongresie ZSP, przytoczył wypowiedzi, których wraz z Misiłą udzielili olsztyńskiemu radiu ( audycja z 28.11.1982 r) i przedstawił plany własnej działalności w organizacji. Ponadto R. Białobrzeski dowiedział się, że studenci ukraińskiego pochodzenia nie mają zamiaru tworzyć duszpasterstwa akademickiego, natomiast ksiądz greckokatolicki organizuje lekcje religii dla dzieci i młodzieży szkół średnich oraz z ambony ogłasza imprezy kulturalne proponowane przez sekcję ukraińską.[iii]

Miron Sycz również wspomniał o swoim koledze, absolwencie Wydziału Humanistycznego - Władysławie Kozublu, który poszedł do wojska. Zapytał też funkcjonariusza SB: „co będzie ze studentką WSP Morajką, którą wielokrotnie wzywano na przesłuchania, najprawdopodobniej w związku z jej wyjazdem za granicę oraz niedwuznacznie nakłaniano do współpracy z SB".[iv]

Interesujące, że w teczce Ireny Morajko znajduje się informacja operacyjna podpisana przez mjr. Białobrzeskiego o następującej i identycznej treści:  W dniu 8.12.br KO „MK" [podkreśl.aut.] w czasie rozmowy zapytał mnie, co będzie ze studentką WSP Morajką, którą wielokrotnie wzywano na przesłuchania, najprawdopodobniej w związku z jej wyjazdem  za granicę oraz nakłaniano ją do współpracy z SB".[v]

Na koniec notki esbek dodał konkluzję: „Szczegóły rozmów i sposób ich prowadzenia Morajko zrelacjonowała swoim kolegom z sekcji ukraińskiej WSP w Olsztynie."[vi]

            Z obu dokumentów można wysnuć wniosek, że kontakt operacyjny (KO) „MK" to Miron Sycz. Wiedział on też, że rozmowy z Ireną Morajko, jako kandydatką na TW, prowadził por. Gwozd i o niego też zapytał Białobrzeskiego (według Sycza Gwozd miałby pochodzić z ukraińskiej rodziny spod Bartoszyc).

            Koleżanka Sycza była świadoma, że nie należy wchodzić w kontakty z SB. W rozmowie z oficerem wspomniała nawet, że: „oglądała w TV film pt. „Anatomia zdrady" i w związku z tym  z żadnymi służbami specjalnymi nie chciałaby mieć do czynienia. Tym bardziej, że zmieniają się czasy i kryteria odniesienia i ocenne. (...) Kandydatka wyjaśniła, że nie chodzi tu o meritum, lecz o taką samą technikę działania, a mianowicie - źródła informacji, na których bazują służby bezpieczeństwa."[vii] Esbek zauważył też: „W szczególności wymieniona uczulona jest na współpracę z organami SB. Dało się odczuć, że temat mógł być „powielany" w gronie członków założycieli SUS [Spiłka Ukrajinśkych Studentiw , Związek Studentów Ukraińskich  - przyp.aut.]."[viii] W późniejszym czasie: „Kandydatka w kolejnych prowadzonych z nią rozmowach nie wyrażała żadnych chęci do kontynuowania kontaktów z SB. Wręcz przeciwnie, były trudności w nawiązaniu z nią w ogóle kontaktu."[ix]

            Irena Morajko ostatecznie nie została tajnym współpracownikiem, ponieważ okazała się lojalna wobec członków własnej organizacji, tj. sekcji ukraińskiej, opowiadała im, w tym M. Syczowi, o kontaktach z  SB. Tak nie postąpił Sycz.

            Wynika to z  teczek Ireny Morajko i Władysława Kozubla. Wypowiadając się o Irenie Morajko, M. Sycz narażał ją na sankcje ze strony SB, ponieważ polecono jej podpisanie oświadczenia o zachowaniu tajemnicy rozmowy z oficerem[x], a studentka następnie tajemnicę tę  wyjawiła w swoim otoczeniu. Nie był to zresztą jedyny przypadek niedochowania przez Mirona Sycza solidarności z resztą działaczy środowiska ukraińskiego WSP - grupa nie była liczna i obdarzała się wzajemnym zaufaniem.

            Młodzi Ukraińcy ewentualność kolaboracji z UB-SB postrzegali jako rzecz wysoce naganną. Była to dla nich współpraca z wrogiem. W ówczesnych środowiskach ukraińskich osoby, które wchodziły w jakiekolwiek kontakty ze „służbami" narażały się na ostracyzm. Postawy takie ukształtowane podczas wychowania domowego podyktowane były pamięcią o represjach stosowanych wobec Ukraińców przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa  w latach 40. i 50.

            M. Sycz o styczniowych rozmowach z SB nie powiedział nawet najbliższemu wówczas współpracownikowi, przewodniczącemu sekcji ukraińskiej - Władysławowi Kozublowi. Porucznik Leśniewski chciał zorientować się , czy Władysław Kozubel wie o innych rozmowach bezpieki z jego kolegami. Tenże oświadczył, że nic nie wie, by ktoś z jego otoczenia był wzywany na rozmowy. Kozubel odpowiedział w ten sposób oficerowi SB, będąc indagowanym  w ramach operacji „Klon".[xi]

            Rozmowa z Władysławem Kozublem prowadzona była w dniu 1.02.1982, po uprzednim odpytaniu - w ramach tejże samej operacji „Klon" - Mirona Sycza. Władysław Kozubel, podobnie jak Irena Morajko, nie został TW. W 1982 r. zakończył studia, a w lipcu 1983 r. bezpieka - nie uzyskując od niego zgody na współpracę - materiały, które go dotyczyły złożyła do Wydziału „C" [xii], po czym, gdy już rozpoczął karierę zawodową jako nauczyciel w Górowie Iławeckim, wszczęto nawet przeciwko niemu w 1986 r. sprawę o kryptonimie „Kontakt". Wtedy w charakterystyce figuranta napisano, że Władysław Kozubel: „W trakcie rozmów potrafi bardzo się kontrolować, gdyż podczas studiów na WSP był w zainteresowaniu pracowników SB. Opracowywany był w charakterze kandydata na tw, przeprowadzono z nim kilka rozmów, na co figurant nie wyraził zgody".[xiii] Zupełnie inaczej zachowywał się Miron Sycz.

            Sycz odpowiadał w ramach „Klonu" 15.01.1982 r. w Bartoszycach (zajęcia na WSP były wówczas zawieszone, wznowiono je dopiero pod koniec stycznia), charakteryzując wówczas okoliczności powstania sekcji studentów ukraińskich przy SZSP [Socjalistycznym Związku Studentów Polskich - przyp.aut.]: „Po wakacjach dowiedzieliśmy się, że SUS  nie został zarejestrowany. (...) Wraz z Kozublem długo zastanawialiśmy się czy dalszą próbę powołania Sekcji Studentów Ukraińskich podjąć w NZS [Niezależnym Zrzeszeniu Studentów - przyp. aut.] czy też w „Solidarności". Doszliśmy do wniosku, że przy tych organizacjach nic ciekawego nie stworzymy a możemy dużo stracić. Nie odpowiadali nam działacze NZS przy WSP jak również ich akcje i Solidarności. Nie chcieliśmy być narzędziem do wywoływania strajków i klejenia plakatów na mieście. Nadto sam jestem zrażony działalnością NZS przy WSP. (...) Z uwagi na powyższe wraz z Kozublem postanowiliśmy utworzyć sekcję studentów ukraińskich przy SZSP."[xiv]

            Major R. Białobrzeski dopisał, iż na zakończenie rozmowy „ostrzegł  wymienionego przed konsekwencjami karnymi grożącymi mu w przypadku podejmowania wrogiej działalności". Miron Sycz zobowiązał się takiej działalności nie podejmować. Funkcjonariusz SB dopisał jeszcze wnioski: „Z wymienionym nadal prowadzone będą rozmowy operacyjne w czasie których wyjaśniać się będzie interesujące nas problemy".[xv] [podkreśl. aut.]

            Kolejną „Informację operacyjną" esbek sporządził w dn. 18.01.1982 r. Stanowiła ona dalszy ciąg rozmowy z 15.01.982 r. „Po złożeniu przez wymienionego wyjaśnienia, zapytałem go, jak widzi on wizję swej działalności w UTSK [Ukraińskim Towarzystwie Społeczno - Kulturalnym - przyp.aut.] i Sekcji Ukraińskiej. Oświadczył, że chciałby taką działalność kontynuować lecz nie może się w tej kwestii wiążąco wypowiadać, bo nikt nie wie jak ukształtuje się sytuacja po stanie wojennym. Niemniej przypuszcza, że znajdą się w WSP osoby, które mimo zdelegalizowania NZS-u z decyzją tą się nie pogodzą. W tym momencie stwierdziłem, że wskazanym jest zapobieganie tego typu działaniom i mógłby on nam jako SB w tym pomóc. M. Sycz stwierdził, że woli nie mieć z nami dalszych kontaktów a w przypadkach koniecznych zgłosi się na każde wezwanie i złoży wyjaśnienie.

            Wyjaśniłem mu, że przy takim sposobie postępowania stracił on by w swym środowisku zaufanie a nawet wręcz uważano by go za osobę, która melduje MO. Zaznaczyłem, że to jest niewskazane dla niego a tym samym docelowym byłoby podtrzymanie tej znajomości na płaszczyźnie nieoficjalnej. Wymieniony spytał się, jakie zasady by w tych kontaktach obowiązywały.  Nadmieniłem, że to sobie uzgodnimy w przypadku wyrażenia przez niego zgody.

            M. Sycz po długim zastanowieniu się stwierdził, że zgadza się na to lecz czyni to niechętnie i wolałby, żeby te kontakty były niezbyt częste. Dodał, że chciałby te kontakty zachować w tajemnicy ze względu na siebie. Wobec tej ustnej deklaracji podałem mu swój numer telefonu i imię zaznaczając, że po wznowieniu zajęć na WSP skontaktuję się z nim telefonicznie i umówimy się na spotkanie. (...) Biorąc pod uwagę powyższe z M.Syczem kontynuowany będzie dialog operacyjny."[xvi]

            W tym miejscu warto dodać, jaką rolę w działaniach SB miała odegrać operacja „Klon". Już po wprowadzeniu stanu wojennego, w dniu 30 grudnia 1981 r. MSW wysłało do Olsztyna pismo następującej treści: „Stwierdza się, że w wyniku dotychczasowych działań objętych krypt. „Klon" i „Jodła" niedostatecznie realizowane jest [podkreśl.oryg. - przyp. aut.] zapotrzebowanie dot. uzupełniania osobowych źródeł informacji o nowe źródła.

 W tym celu należy podjąć aktywne działania pozyskaniowe na t.w. zarówno spośród członków tzw. komitetów założycielskich narodowościowych zrzeszeń studenckich, jak i wśród figurantów spraw operacyjnych.

 W przypadku członków w/wym. komitetów studenckich działania pozyskaniowe powinny być wdrożone niezwłocznie tj. jeszcze do czasu ich powrotu do macierzystych uczelni. [podkreśl. oryg. - przyp. aut.]

 W przypadku niemożliwości osiągnięcia końcowego wyniku, jakim jest pozyskanie na t.w. należy zmierzać do zapewnienia płaszczyzny  kontynuowania dialogu operacyjnego z daną osobą pod kątem późniejszego w czasie rozstrzygnięcia tej sprawy".[xvii] Realizacją przesłanych z Warszawy wytycznych miał się zająć w Olsztynie major R. Białobrzeski. Do pisma dołączono wyszczególnienie z dopiskiem „Olsztyn" zawierające 5 nazwisk:

1)      Daćko Jan

2)      Bida Halina

3)      Sycz Miron

4)      Kozubel Władysław

5)      Morajko Irena.

Wszyscy, oprócz Jana Daćko, który był studentem Politechniki Gdańskiej, studiowali na WSP w Olsztynie. Halina Bida wyjechała za granicę[xviii] -  w zainteresowaniu olsztyńskiej SB pozostali więc: Sycz, Kozubel i Morajko.

            Lista nazwisk owych studentów funkcjonowała w SB od 10 listopada 1981 r., wtedy bowiem założono tam sprawę operacyjną o kryptonimie „Spółka". Dotyczyła ona próby założenia Związku Studentów Ukraińskich. Na rejestrację nie wyraziło zgody - jeszcze w lipcu 1981r. - Ministerstwo Nauki Szkolnictwa Wyższego i Techniki. Sprawę operacyjnego sprawdzenia SB zakończyła w 1982 r, zapamiętując aktywistów. W ankiecie personalnej Mirona Sycza, założonej w związku ze „Spółką", figurowali: Morajko Irena, Szewczyk Maria [w przyszłości żona M.Sycza - przyp.aut.], Bida Halina i Władysław Kozubel.[xix]

            Na Mirona Sycza SB zwróciła szczególną uwagę, ponieważ : „w kwietniu 1978 r. pozostawał w naszym [tj. SB - przyp. aut.] zainteresowaniu w związku z wywołaną przez niego awanturą po koncercie zespołu „Dumka", której był członkiem, w stanie po spożyciu alkoholu. Wobec interweniujących funkcjonariuszy MO zachowywał się arogancko, reprezentuje kłótliwą postawę".[xx]

 Miron Sycz został zarejestrowany w Wydziale „C", czyli archiwum SB, już 16 lutego 1980r. We wniosku napisano: „Wymieniony jest narodowości ukraińskiej. Reprezentuje postawę agresywną i kłótliwą. Nadużywa alkoholu. W 1978 r. za kierowanie rowerem po spożyciu alkoholu został ukarany grzywną 500zł. przez K ds. Wykroczeń".[xxi] O Mironie Syczu SB miała też wcześniejsze materiały: „Znany mi jest uczeń IV Kl.LO w Górowie Iław. Sycz Miron. Podczas kilkukrotnego pobytu w tej szkole słyszałem kilka uwag i wypowiedzi rodziców i uczniów odnośnie tego ucznia słyszałem, że jeszcze będąc uczniem II klas wdrapał się oknem do sypialni dziewcząt, gdzie przebywał w łóżku z którąś uczennicą do rana.  Również na spotkaniu z rodzicami kl. IV jesienią 1977 wychowawca tejże klasy T.Szczerba w obecności wszystkich rodziców powiedział do ojca tego ucznia, że syn jest chuliganem i że o ile się nie poprawi w zachowaniu, nie przestanie pić alkoholu, to postawi wniosek o wyrzucenie go ze szkoły ..."[xxii]

 

Kryptonim „Miron"

 

Okoliczności związane z próbą zarejestrowania Związku Studentów Ukraińskich pozwalają uzyskać wgląd w mechanizmy działania SB wobec niezależnych inicjatyw. Bezpieka obawiała się, że w przypadku pozwolenia na swobodną działalność niezależnych związków młodzieżowych działacze straży utracą wpływy i kontrolę". [xxiii] [podkreśl. aut.] Myślano też o stosunku strony radzieckiej do tego problemu - „szczególny niepokój towarzysze wyrażają do sytuacji wśród mniejszości narodowych w Polsce".[xxiv] [podkreśl. aut.]

SB przygotowywała się na każdy wariant rozwoju sytuacji. Naradzając się w MSW wypracowano następujące wytyczne:

„(...) - rozpoznanie trzonu kierowniczego tych zrzeszeń

-         kontrola zaistniałych zagrożeń,

-           aktywizacja w tym kierunku „TW" /ale dobrych bo to gwarantuje sukces /bo tu nie może być nieudolności. Musimy przejmować inicjatywy na szczeblu województw - oddziałów wojewódzkich na uczelniach;

-         dążyć by źródła przejmowały na siebie inicjatywy organizacyjno-programowe. [podkreśl. aut.]

Chcemy tw doprowadzić do centrali;

-         pozyskiwanie nowych tw spośród komitetów założycielskich"[xxv].

Ostatecznie, jak już wyżej wspomniano, SUS-u nie zarejestrowano, wytyczne jednakże pozostały. Esbecki mechanizm działał i  trafił na niezwykle podatny grunt.

W dniu 4.01.1983 założono kwestionariusz ewidencyjny o kryptonimie „Miron".[xxvi] Zazwyczaj traktowano taki kwestionariusz jako miejsce dokumentowania działalności osób, które w przeszłości mogły podejmować „wrogą działalność", jednakże aktualnie żadnych działań nie prowadziły. Kwestionariusz „Miron" został po 5 miesiącach prowadzenia, zakończony. Stało się to 25.05.1983 r.  ze względu na „(...) wybór M.Sycza na przewodniczącego RU ZSP WSP w Olsztynie, jego tam zaangażowanie się oraz reprezentowanie przez niego właściwej i przychylnej postawy politycznej."[xxvii] [podkreśl. aut.] Cenzurkę taką wystawił Syczowi naczelnik Wydziału III KW MO w Olsztynie - pułkownik M. Kruk.

Zakładając kwestionariusz liczono, że z uwagi na sprzyjającą sytuację [podkreśl. aut.] operacyjną z figurantem będą prowadzone rozmowy operacyjne mające na celu rozpoznanie jego sytuacji osobistej i podejmowanych inicjatyw na rzecz środowiska pochodzenia ukraińskiego".[xxviii]

Jedną z takich rozmów przeprowadził z M. Syczem kapitan W.Napora (w dn. 31.01.1983 r.). Odbyła się ona w akademiku, w pokoju zamieszkiwanym przez Mirona Sycza (DS 1, p.701). Oficer miał zamiar dowiedzieć się „z pierwszej ręki", jaki był efekt zebrania organizacyjno-wyborczego ZSP, które odbyło się tydzień wcześniej(23.03.1983 r.). Miron Sycz poinformował, że został wybrany przewodniczącym Rady Uczelnianej, sekretarzem została Maria Szewczyk, a członkami: Mirosław Tchórz i Witold Kozubel (młodszy brat Władysława). Wg notatki esbeka: „Organizacja ta liczyła 70 osób i spotkała się z obojętnością studentów a nawet sprzeciwem".[xxix] M. Sycz sam zobowiązał się do „informowania tow. Napory o wypadkach kolportażu ulotek".[xxx]

Zapis oficera bardzo dobrze oddaje specyfikę tamtego czasu: apatię młodzieży po stanie wojennym i nieufność, bierność lub bojkot działań władzy, która  zademonstrowała przecież brutalną siłę wobec opozycji. Lata 1982-1983 stanowiły na dodatek apogeum kryzysu ekonomicznego. Z informacji zgromadzonych przez SB wynika, że Miron Sycz przyjął wówczas postawę koniunkturalną i konformistyczną, opowiedział się w pełni po stronie reżimu i chciał z tego czerpać korzyści, sam np. inicjował kontakt z SB.  Esencję jego postawy zawiera zapis „Informacji operacyjnej z przeprowadzonej rozmowy z  Syczem w dniu 4 maja 1983 r.: „W dniu dzisiejszym telefonicznie skontaktował się ze mną Miron Sycz, mówiąc , że jest zaniepokojony czynnościami MO z Bartoszyc dotyczącymi jego osoby. Wzywani są jego koledzy i rozpytywani czy on śpiewał na weselu piosenkę UPA, natomiast z nim nikt na ten temat nie wyjaśnia. Samo to uważa za pomówienie niepolegające na prawdzie. Wobec powyższego stwierdziłem, że nie jest to plotką, niemniej, o ile chce coś w tej sprawie wyjaśnić to możemy się spotkać na uprzednich zasadach (...)"[xxxi]

Wtedy też M.Sycz począł twierdzić, że bardzo dużo zrobił dla uczelni i SB [podkreśl.aut.], czego przykładem jest fakt, że sekcja ukraińska uczestniczyła w pochodzie pierwszomajowym, co mają mu za złe, gdyż zawsze zleca im dużo obowiązków, a niektórzy studenci określają go „czerwonym" itp. (...) Reasumując podkreślił, że nic nie zrobi, co byłoby sprzeczne z zasadami socjalizmu, [podkreśl.aut.]  pomimo, że nie jest członkiem PZPR [wkrótce nim został - przyp.aut.]. (...) Na zakończenie rozmowy stwierdził, że nawiązał z nim kontakt kpt W.Napora z SB i dalsze interesujące problemy będzie z nim rozwiązywał."[xxxii] [podkreśl.aut.]

            Major R. Białobrzeski dopisał jeszcze: „Uwzględniając powyższe proponuję zakończyć sprawę zaś z M.Syczem pozostawić utrzymanie kontaktu operacyjnego Kpt W.Naporze."[xxxiii]

Kończąc kwestionariusz ewidencyjny „Miron", we wniosku podającym „powód zaniechania prowadzenia sprawy" porucznik W. Leśniewski zawarł następujący argument: „Miron Sycz jako przewodniczący RU ZSP podtrzymuje kontakt operacyjny z kapitanem Naporą", a ponadto: „Działalność sekcji [ukraińskiej - przyp.aut.] będzie przedmiotem dalszego operacyjnego zainteresowania w ramach sprawy obiektowej kryptonim „Beskid".[xxxiv]

            Notabene, w 1983 r. w „Dzienniku Pojezierza" został zatrudniony przybyły z warszawskiej redakcji „Naszego Słowa" (tygodnik UTSK) Stefan Migus. Oficer SB podał wówczas: „Wymieniony zajmuje się publikowaniem artykułów o problematyce dot. mniejszości ukraińskiej, w tym propaguje działalność M.Sycza na WSP".[xxxv]

Co dalej?

 

Podsumowując, można skonstatować, iż działalność młodzieżowa Mirona Sycza była przez SB monitorowana, a następnie on sam chętnie wpisał się w przewidziany przez bezpiekę względem mniejszości ukraińskiej scenariusz. Służbie zależało, by nie utracić kontroli nad obywatelami, w tym Ukraińcami - zwłaszcza w momencie narodzin opozycji młodzieżowej wobec Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno - Kulturalnego (UTSK), stąd nawet pozbawienie Władysława Kozubla i Mirona Sycza członkostwa w tej organizacji dla SB nie miało większego znaczenia. Ważne było w takiej sytuacji,  by zachować wgląd i wpływ w działalność każdej nowo powstałej struktury. Miron Sycz własnym postępowaniem dał pozytywną odpowiedź na zamierzenia SB i jak sam stwierdził - dużo zrobił dla SB.

            Takiej inicjatywy nie wykazał inny działacz - Eugeniusz Misiło, inicjator Ukraińskiego Zrzeszenia Studentów (SUS) po odmowie rejestracji „kontynuował tę inicjatywę z Krajową Komisją Koordynacyjną NZS i tygodnikiem „Solidarność".[xxxvi]  Z E. Misiłą przeprowadzono w KW MO w Olsztynie  rozmowy ostrzegawcze (21.12.1981  i 23.03. 1982), w czasie których „bronił swoich przekonań oraz usiłował wykazać dyskryminację ukraińców [podkreśl.aut.] w Polsce i niedopuszczenie do swobodnego rozwoju kultury ukraińskiej (...).Nadto odmówił on podpisania deklaracji lojalności, ze względu na sformułowanie, że zobowiązuje się do zaniechania wrogiej działalności. Równolegle (...) wniesiono E.Misile zastrzeżenie wyjazdów za granicę."[xxxvii]

             Z dokumentów dotyczących Mirona Sycza wynika zaś, że zaprzestał [on - przyp. I podkreśl. aut.] wrogiej działalności"[xxxviii]. Dla SB, której podstawową tezą ideologiczną wobec mniejszości ukraińskiej była jej „ochrona od ukraińskiego nacjonalizmu", co należy interpretować jako - co najmniej - reglamentowanie przejawów życia narodowego, albo idąc dalej w interpretacji - pozbawienie Ukraińców prawa do swobodnego wyrażania własnych aspiracji, „zaprzestanie wrogiej działalności" było eufemizmem i oznaczało podporządkowanie się dyrektywom policji politycznej oraz wyrażenie zgody na jej opiekę. M. Sycz nie działał w ówczesnej opozycji, do NZS-u i „Solidarności" odnosił się z niechęcią, a były to w latach 80. organizacje, które poszerzały obszar wolności w PRL.

            Miron Sycz wiedział, jakie zamiary wobec Ukraińców ma bezpieka, jednak działał „dużo robiąc dla SB". Takie działania ten reżim utrwalały, a także zdradzały i „wystawiały" jego przyjaciół, którzy współpracy z SB nie chcieli podjąć i narażały całe środowisko ukraińskie. 

            Należy podkreślić, że nieugięta postawa wobec SB ze strony Eugeniusza Misiły, Władysława Kozubla, czy innych studentów nie pozbawiła ich możliwości działania na rzecz mniejszości ukraińskiej w Polsce, wręcz przeciwnie - były to działania autentyczne.

W 1983 r. wyjechał do NRD i jako działacz młodzieżowy otrzymał odznakę FDJ [Freie Deutsche Jugend- komunistyczna organizacja młodzieżowa - przyp. aut.]. W 1984 r. był komendantem zagranicznego hufca pracy.[xxxix] Czy były to apanaże i powolne wchodzenie w arcana imperii?

Warto zauważyć, że „ochrona ukraińskiej  mniejszości narodowej" była w latach 80. przedmiotem żywego zainteresowania „towarzyszy radzieckich". W jednym z dokumentów z 1986 r., a chodzi tu „Notatkę z kontroli Wydziału III WSW w Olsztynie" w zakresie zagadnień ukraińskich, pułkownik T.Szynkowski z MSW stwierdził, że wysunięte przez niego wnioski „zbieżne są z uzgodnionym współdziałaniem Departamentu III MSW z KBP ZSRR na odcinku zwalczania zagrożeń i przejawów nacjonalizmu ukraińskiego."[xl] Zresztą już w 1984 r. MSW rozesłało do poszczególnych szefów Wojewódzkich Urzędów Spraw Wewnętrznych, w tym do Olsztyna, pismo z uwagą , że „służby bezpieczeństwa bratnich krajów dysponują bardziej skonkretyzowanymi i szczegółowymi informacjami z naszego terenu, niż Wydziały III niektórych WUSW."[xli] Interesujące zatem, w jakim stopniu województwo olsztyńskie nasycone zostało osobowymi źródłami informacji pracującymi na rzecz Moskwy oraz co stało się z tymi źródłami w okresie postpeerelowskim? Powyższy zapis sugeruje bowiem funkcjonowanie radzieckiej agentury zainteresowanej Ukraińcami w PRL-u i działającej niezależnie od siatki informatorów SB, chociaż osoby w niej uczestniczące mogły być te same. Ciekawe, jakie dokumenty na ten temat  kryją archiwa byłych tzw. „bratnich krajów"?

Nasuwają kilka pytań. Czy również dziś, jako poseł w wolnej i demokratycznej Polsce, Miron Sycz „dużo zrobił" lub nadal czyni, by reglamentować życie Ukraińców na Warmii i Mazurach? Czy przez swoje działania nie zajął miejsca w jednym szeregu z Zenonem Procykiem? Jakie jeszcze karty kryje dalsza i bliższa przeszłość parlamentarzysty,  który - Anno Domini 2009 - akurat znajduje się w PO? Komu wreszcie zawdzięcza rozpostarcie ochronnego parasola nad własnymi poczynaniami?

 

KO (Kontakt operacyjny) - jedna z kategorii dobrowolnej współpracy osobowych źródeł informacji (OZI) z komunistycznym aparatem represji PRL. Kontakt operacyjny utrzymywano z osobami, za pośrednictwem, których SB zapewniała sobie dopływ interesujących ją informacji w tych wszystkich przypadkach, w których nie istniała jeszcze potrzeba angażowania TW. KO odgrywały istotną rolę w pracy operacyjnej w zakresie rozpoznania i zapobiegania wrogiej działalności. KO często uzupełniał, wzbogacał i potwierdzał informacje uzyskiwane od TW. Był narzędziem oddziaływania na określone grupy i środowiska celem wytwarzania pożądanych tendencji, opinii i sytuacji. Nie odbierano od nich zobowiązania do współpracy. Wynikało to z woli KO, dlatego nie było konieczności tworzenia bardziej sformalizowanej relacji zależności. Dobór KO był przemyślany; przede wszystkim osoba taka powinna była reprezentować „odpowiednią postawę moralno-polityczną", poza tym posiadać ustalone predyspozycje osobiste, analogiczne jak w przypadku TW, a więc ułatwiające wykonywanie stawianych zadań, w szczególności zdolność dostrzegania faktów i zjawisk oraz możliwość naturalnego dotarcia, widzenia i śledzenia zagadnień interesujących SB. Powinna była także dawać rękojmie zachowania w tajemnicy faktu nawiązania i utrzymywania kontaktu

Autor: Jerzy Necio

DEBATA Numer 3(18)/2009  

Źródło:  debata.olsztyn.pl/

Dokładną wersję artykułu możesz uzyskać po adresem irenej@vp,pl



[i] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z dnia 8.12.1982 r. z rozmowy z M.Syczem, k.18-19.

[ii] Tamże, k.18.

[iii] Tamże, k.18.

[iv] Tamże, k.18.

[v] A IPNBi 0088/2061 - Informacja operacyjna z rozmowy z dnia 10.12.1982 r, k.28.

[vi] Tamże, k.28.

[vii] A IPNBi 0088/2061 - Informacja operacyjna z dnia 11.01.1982 r. , k.13-16.

[viii] Tamże, k.13-16.

[ix]  A IPNBi 0088/2061 - Ankieta personalna Ireny Morajko.

[x] A IPNBi 0088/2061 - Oświadczenie I.Morajko o zachowaniu tajemnicy rozmowy, k.17.

[xi] A IPNBi 0088/2218 - Informacja operacyjna z  dnia 1.02.1982 r., k37.

[xii] A IPNBi 0088/2218 - Wniosek z  23.07.1983 r. o zatwierdzenie dalszego rozpracowywania kandydata na tajnego współpracownika.

[xiii] A IPNBi 0089/2926 - Sprawa operacyjnego sprawdzenia „Kontakt" założona  dnia 15.12.1986 r., k. 4 i 9.

[xiv] A IPNBi 0089/2247 - Informacja operacyjna z  dnia 18.01.1982 , sporządzona na podst. rozmowy z  dnia 15.01.1982, k.72-76.

[xv] Tamże, k.76.

[xvi] A IPNBi 0089/2033 -Informacja operacyjna z 18.01.1982 r. z rozmowy z M.Syczem, k.17.

[xvii] A IPNBi 066/534 - Pismo Naczelnika Wydziału II Dep. III MSW płk W.Króla z  30 grudnia 1981 r. do Naczelnika Wydz. III KW MO w Olsztynie, k. 59-60.

[xviii] A IPNBi 0088/2218 - Informacja operacyjna z  1.02.1982, k.37.

[xix] A IPNBi 0089/2247 - Ankieta personalna M.Sycza w sprawie operacyjnego sprawdzenia „Spółka".

[xx] A IPNBi 0089/2247 - Uzupełnienie meldunku operacyjnego w sprawie „Spółka".

[xxi] A IPNBi 0089/2033 - Wniosek z  dnia 16.02.1980 o zarejestrowanie i złożenie materiałów w Wydziale C Wydziału III KWMO w Olsztynie.

[xxii] A IPNBi 0089/2033 - Wyciąg z informacji operacyjnej z  05.05.1978 r. TW „Rzemieślnik", k.8.

[xxiii] A IPNBi 066/534 - Sprawozdanie z narady służbowej  w dniu  16.06.1981 r. w MSW w Warszawie, k.56.

[xxiv] Tamże, k.57.

[xxv] Tamże, k. 57.

[xxvi] A IPNBi 0089/2033 - Wniosek z  dnia 4.01.1983 r. o założenie kwestionariusza ewidencyjnego „Miron", k.1.

[xxvii] A IPNBi 066/515 - Meldunek operacyjny z maja 1983 r., k.25.

[xxviii] A IPNBi  0089/2033 - Plan wykonawczy do kwestionariusza  ewidencyjnego kryptonim „Miron" z  5.01.1983 r. , k.4-5.

[xxix] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z dnia 11.04.1983 r. , k.27.

[xxx] Tamże, k.27.

[xxxi] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z dnia 4.05.1983 r. z rozmowy przeprowadzonej z M. Syczem, k. 29-30.

[xxxii] Tamże.

[xxxiii] Tamże.

[xxxiv] A IPNBi 0089/2033 - Wniosek o zakończenie kwestionariusza ewidencyjnego kryptonim „Miron", k. 6.

[xxxv] A IPNBi 0089/2033 - Uzupełnienie meldunku operacyjnego z  dnia 28.04.1983 r., k.5.

[xxxvi] A IPNBi 066/515, k.23-24.

[xxxvii] Tamże, k.23 -24.

[xxxviii] A IPNBi 0089/2033 - Wniosek o zakończenie kwestionariusza ewidencyjnego kryptonim „Miron", k. 7.

[xxxix] A IPNBi 132/2887/30.

[xl] A IPNBi 066/515 - Notatka z kontroli Wydziału III WUSW w Olsztynie z  4.10.1986 r., k.196-202.

[xli] A IPNBi 066/515 - Pismo  z  MSW z  dnia 15.08.1984 r. do Szefa WUSW w Olsztynie, k.131-132.



W odpowiedzi na artykuł : Pruć historię – prząść legendę

W odpowiedzi na artykuł z marcowej „Debaty" („Dużo zrobił dla uczelni i SB"- Miron Sycz i inni a Służba Bezpieczeństwa PRL") ukazał się na łamach „Naszego Słowa" (nr z 17 maja 2009) obszerny wywiad z Mironem Syczem, posłem na Sejm RP.  Rozmowę przeprowadził naczelny redaktor tygodnika Związku Ukraińców w Polsce -  Jarosław Prystasz. Trudno nie odnieść się do ponad dwustronicowego elaboratu, niekoniecznie idącego w parze z historią...  

Normalka ?

 

            Wymiana zdań pomiędzy dziennikarzem a politykiem nosi zdumiewający tytuł: „Czy mam żal do SB?". Nagłówek jest kuriozalny.  Nadaje wątpliwości w rodzaju: czy można nie mieć żalu do bezpieki? Biorąc pod uwagę ukraińskie pochodzenie interlokutora, jest to co najmniej zastanawiające.  A gdyby nawet Ukraińcy nie byli prześladowani przez peerelowską tajną policję, w tym ojciec posła - Aleksander Sycz, partyzant UPA, to czy można bezpiekę pozostawić bez jednoznacznie negatywnej oceny? Profesor Ryszard Terlecki ujmuje zwięźle metody działania SB: „W miarę upływu lat zamiast tortur i strzałów w tył głowy używano szczególnego rodzaju przemocy: upowszechniano przekonanie, że opór nie ma żadnego sensu. Rytuały upodlenia, takie jak udział w niby - wyborach czy pierwszomajowych pochodach, były możliwe do zastosowania po uprzednim przekonaniu społeczeństwa, że odmowa udziału w oszustwie „nic nie da", że odrzucenie kłamstwa skazuje jedynie na śmieszność i publiczną izolację."[1]

 

            Poseł Sycz na tytułowe pytanie  odparł w podsumowaniu swoich enuncjacji, nie zaprzeczając w kwestii żalu do SB: „To była ich praca, za to brali pieniądze i pisali notatki".[2] „Normalka", można by rzec. W nieoczekiwanej promocji beneficjenci dawnego systemu otrzymali tu porozumiewawcze „puszczenie oka". W Polsce nie ma już co prawda komunistycznej dyktatury, ale ci którzy upozorowali swoją przemianę w zwolenników demokracji, długo starali się, aby wytworzone przez SB dokumenty nadal pozostały tajemnicą.[3]  Gdy zostały uwolnione, przemawiają własnym głosem.

 

 Miron Sycz liczy przede wszystkim na krótką pamięć historyczną czytelników wywiadu. Najlepiej, gdyby zbiorowa amnezja ogarnęła lata 80 - e XX wieku, czyli okres, w którym, jak wynika z dokumentów zgromadzonych w IPN-ie, esbecja potraktowała studenta matematyki a zarazem przewodniczącego Rady Uczelnianej Związku Studentów Polskich w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie jako kontakt operacyjny (KO).

 

            W latach 1981 - 83 trwało bowiem przeistaczanie się figuranta Sycza w działacza „Zsypu". Tak ówczesna młodzież, kontestująca system, określała związek studencki, do którego Sycz należał. Była to organizacja koncesjonowana przez władze i w latach „wojny polsko - jaruzelskiej" bynajmniej nie opozycyjna. Gdy stan wojenny zawieszono (w grudniu 1982 r.), władze proklamowały tzw. „Normalizację". Czasy te rozmówca Prystasza wspomina z satysfakcją i rozrzewnieniem: „W końcu 1982 r. byłem jako jedyny Ukrainiec delegatem na zjazd SZSP", „Zostałem wtedy przewodniczącym Rady Uczelnianej ZSP a przez to zostałem członkiem senatu WSP i członkiem komisji egzaminacyjnych".  ZSP wyłoniła się z SZSP (Socjalistycznego Związku Studentów Polskich) - na fali tej przemiany płynął Miron Sycz.

 

Tymczasem, gdy studentowi WSP w Olsztynie rosły skrzydła uczelnianej kariery, przez kraj przetaczały się antyreżimowe demonstracje. W wielu miastach dochodziło do starć ulicznych, np. w Lubinie oddział ZOMO otworzył ogień, zabijając dwie osoby, milicja strzelała w Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu.[4] Komendanci wojewódzcy MO powszechnie narzekali na opór młodzieży studenckiej. Normą była wśród tej grupy tzw. „postawa antysocjalistyczna".  Bardziej opozycyjnie nastawieni studenci udzielali się w organizacjach typu: Konfederacja Polski Niepodległej, Niezależne Zrzeszenie Studentów, współpracowali z podziemną „Solidarnością". W maju 1983 r., gdy major Romuald Białobrzeski wysłuchał studenta matematyki i zapisał: „(...) M.Sycz począł twierdzić, że bardzo dużo zrobił dla uczelni i SB, czego przykładem jest fakt, ze sekcja ukraińska uczestniczyła w pochodzie pierwszomajowym (...)"[5], w Warszawie przebrani funkcjonariusze, reprezentujący tę samą instytucję, co Białobrzeski, napadli na Prymasowski Komitet Pomocy. To właśnie wtedy pobito poetkę Beatę Sadowską a jej syna - Grzegorza Przemyka skatowano na śmierć.

 

            Ludzie wypowiadający się przeciwko władzy narażeni byli na szykany i represje. Bliższym, bo pochodzącym z naszego regionu, przykładem może tu służyć osoba Józefa Zabłockiego - mieszkańca Olsztyna - Ukraińca, który jeszcze na 2 lata przed przełomem sierpnia 1980 roku, otrzymał karę 2 lat i 3 miesięcy więzienia za „głoszenie poglądów poniżających ustrój".[6]  SB - jak widać - konsekwentnie  stała na straży zwietrzałego ustroju.

 

„To się nie trzyma kupy..."

 

Zapytany przez redaktora „Naszego Słowa" o spotkanie z SB z własnej inicjatywy Miron Sycz potwierdził fakt, ale zinterpretował w charakterystyczny dla siebie sposób - poszedł do SB jako przewodniczący Rady Uczelnianej, by ... bronić zastraszonych ludzi.  W notatce esbeka nie ma o tym ani słowa, wręcz przeciwnie - jest zapis: „W dniu dzisiejszym telefonicznie skontaktował się ze mną Miron Sycz, mówiąc, że jest zaniepokojony czynnościami MO z Bartoszyc dotyczącymi jego osoby. Wzywani są jego koledzy i rozpytywani czy on śpiewał na weselu piosenkę UPA, natomiast z nim nikt na ten temat nie wyjaśnia. Samo to uważa za pomówienie nie polegające na prawdzie. (...)"[7]

 

W wywiadzie poseł twierdzi również, że przed SB nie zdekonspirował Ireny Morajko: „Jeśli były takie rozmowy ze mną, o tym, to mogłem ją tylko bronić".  Misterne usiłowanie budowania obrazu „niezłomnego obrońcy" pęka jednak i tym razem, gdy uwzględni się nieco wcześniejsze zdania z tej samej wypowiedzi Mirona Sycza: „Jeśli nawet była rozmowa na ten temat [Ireny Morajko], to esbek mógł o to pytać mnie, a nie ja jego, co będą robić z Morajko. Bez przesady, to on był esbekiem, nie ja. To się nie trzyma kupy." Zaiste!  Kto zatem i komu mógł zadawać pytania, rozdawać role, żądać posłuszeństwa i kontrolować wykonywanie dyrektyw?

 

            W innym miejscu na zadane wprost przez redaktora Prystasza pytanie o propozycje kolaboracji z SB Sycz odpowiedział krótko: „Byłem zdziwiony, gdy słyszałem, że komuś proponowano współpracę. Mi współpracy nikt nie proponował". Z dokumentacji zachowanej w IPN-ie wynika odmienny obraz. Kontakty SB ze studentem matematyki miały ewolucyjny charakter. Rozmowy operacyjne, najpierw z figurantem Mironem Syczem, w styczniu 1982 przeistoczyły się w „dialog operacyjny" [8](wtedy Sycz otrzymał numer telefonu od oficera SB), zaś w grudniu tego samego roku major Białobrzeski zaprojektował „zarejestrowanie wymienionego" jako „kontakt operacyjny"[9]. Następnie „sprzyjająca sytuacja operacyjna" spowodowała m.in. rozmowę kapitana Napory z nowo wybranym przewodniczącym Rady Uczelnianej[10] (w marcu 1983), by znaleźć apogeum w wypowiedzi Mirona Sycza z początku maja 1983 o tym, że „bardzo dużo zrobił dla uczelni i SB"[11]. Słowa te wypowiedział jako kontrahent, który z tajną policją polityczną PRL chciał dokonać transakcji i w zamian oczekiwał protekcji. Po kilkunastu dniach od tego spotkania Miron Sycz „zaprzestał wrogiej działalności"[12] i to na tyle skutecznie, że po 1983 r. SB spuściła niemal szczelną zasłonę milczenia nad jego poczynaniami, co stoi w kontraście z inwigilacją jego bliskiego kolegi - Władysława Kozubla. Był on czołowym organizatorem ukraińskiego ruchu studenckiego w Olsztynie. Działał w tych samych organizacjach, co Sycz. Obaj ze sobą blisko współpracowali.  W drugiej połowie lat 80-ych wszczęto przeciwko niemu sprawę Kontakt"[13]. Obejmowała ona sprawdzenie powiązań, czy tzw. ośrodki nacjonalistyczne na Zachodzie (np. Monachium) są w łączności  z  przedstawicielami mniejszości ukraińskiej w Polsce. Monitorowanie działań Władysława Kozubla dotyczyło także jego pracy z młodzieżą - uczył np. historii Ukrainy[14], a jego wizyta na KUL-u w 1988 r. od razu znalazła odzwierciedlenie w esbeckim meldunku („22 kwietnia Kozubel przebywał w Lublinie na KUL-u i miał tam wykład na temat szkolnictwa ukraińskiego w Polsce"[15]). W drugiej połowie tej dekady MSW wskazywało, że należy aktywizować działania operacyjne: „Dotyczy to głównie młodej inteligencji ukraińskiej w zwartych środowiskach i obiektach ukraińskich głównie na terenie działania RUSW [Rejonowych Urzędów Spraw Wewnętrznych]. Bezpieka obawiała się wciągania inteligencji ukraińskiej do struktur podziemnych (np. „Solidarności Walczącej") a przedsięwzięcia uzgadniała z KGB.[16]

 

            Interesujące, że według  R. Terleckiego na początku lat 80 - ych SB rozbudowywała swoje źródła informacji i zasięg wpływów. Szybko rosła liczba tajnych współpracowników: w końcu 1981 r. było ich 35 tys., w grudniu 1982 r. już ponad 45 tys., a w końcu następnego roku 55 tys. Bezpieka starała się pozyskać tak wielu współpracowników, aby za ich pośrednictwem nie tyle uzyskiwać informacje, ale kształtować opinie, nastroje, postawy, a także uzyskać wpływ na decyzje podejmowane w różnych środowiskach. „Konfidenci na uczelniach wspierali kariery naukowe innych konfidentów, współpracownicy wśród duchownych ułatwiali awans wskazanych przez SB księży, kadrowe „gry operacyjne" pozwalały promować „swoich" w zakładach pracy, w świecie kultury, w mediach."[17]

 

Propozycje współpracy ze strony SB, którym tak się dziwi Miron Sycz na łamach „Naszego Słowa",  wystąpiły chociażby w odniesieniu do wspomnianego wyżej Władysława  Kozubla i to już  w 1978 r. Od razu po zakończeniu liceum esbecja zagięła parol na przyszłego studenta historii i wytypowała do „opracowania go na tajnego współpracownika"[18]. Funkcjonariusz SB zapisał wówczas: „Biorąc pod uwagę zapotrzebowanie Sekcji II w zapewnianiu dopływu informacji ze środowiska studenckiego jak i ochrony mniejszości ukraińskiej przed wpływami ideologii nacjonalistycznej wnioskuję o przeprowadzenie pierwszego zetknięcia z Władysławem Kozublem (...)".[19] Argumenty, które przemawiały za tym, podporucznik W.Leśniewski wyraził następująco: „Wł. Kozubel jest człowiekiem inteligentnym, posiadającym spory zasób wiedzy politycznej, co między innymi pozwala mu na łatwość prowadzenia dyskusji. Znane są mu też zagadnienia dotyczące problematyki nacjonalizmu ukraińskiego[20]".  Kozubel już od pierwszego spotkania ze służbami prowadził rozmowę z oficerem „z sensem kontrolując jednocześnie swe wypowiedzi"[21]. Nie poszedł też na zaplanowane przez SB spotkanie na dworcu kolejowym. Po tym esbecja wezwała go do swej siedziby. Funkcjonariusz zapisał wówczas:  „Jednocześnie dał on [Kozubel] niedwuznacznie do zrozumienia, iż nie posiada predyspozycji do takiej współpracy, ze względu na pewne zahamowania wynikające  z jego moralności"[22]. Podobnie jak Sycz, Kozubel przesłuchiwany był też na początku 1982 r. W oświadczeniu, które złożył przed funkcjonariuszem bezpieki, krytycznie scharakteryzował UTSK: („Są to komputery zaprogramowane bardzo dawno, komputery ze starym programem"[23]) oraz dał zdecydowany wyraz własnemu patriotycznemu zatroskaniu:  „W szkołach średnich (Górowo LO, LO Legnica) nie prowadzi się nauki historii Ukrainy. Brak znajomości historii utrudnia naukę języka"[24]. W przeciwieństwie do Sycza Władysław Kozubel nie inicjował kontaktów z funkcjonariuszami. Stosując rozmaite wybiegi, definitywnie nie dał się wciągnąć do sieci TW.

 

Uporczywa proza życia

 

            Rozmowa prezentowana w „Naszym Słowie" oddaje szeroki wachlarz charakterystycznej ambiwalencji posła Mirona  Sycza: z jednej strony pragnie pokazać się jako osoba prześladowana, z drugiej podkreśla to, co uznaje za własne osiągnięcia  z początku lat 80-ych, tj. z czasu, który przez R. Terleckiego nazwany został - nie „Normalizacją" - a jakże trafnie„Okupacją" i „Dekadencją".  Z relacji w tygodniku, po przefiltrowaniu całej treści i odrzuceniu aspektów niehistorycznych, w tym występów o charakterze pomówień kierowanych „ad personam" (w stronę niżej podpisanego), wyziera przede wszystkim usiłowanie kreacji „niezłomnego działacza". W odniesieniu do przeszłości Sycz próbuje zbudować quasi - kombatancki schemat biograficzny zaczynający się w czasach szkoły średniej. „Z dokumentów, które znajdują się w IPN-ie wynika, że swoich „opiekunów" miałem już w szkole średniej i oni składali o mnie informacje". Ów moment w wypowiedzi posła warto podkreślić, ponieważ akurat na tę okazję dokumenty po byłej bezpiece uznaje on za wiarygodne.  W innych przypadkach, także w programie lokalnej telewizji „Bart-Sat", poseł zwykł twierdzić: „Notatki pisane na mój temat przez SB to są notatki esbeka a nie moje." Albo też: „Żadnych rozmów o jakich się wspomina w notatce z „Debaty" nie było. To po prostu kłamstwo".

 

 W popularnym ujęciu autorstwa Piotra Gajdzińskiego, a dotyczącym rozliczeń z komunistyczną przeszłością, znajduje się wypowiedź historyka IPN-u Andrzeja Grajewskiego tłumaczącego, że: „Znane mi materiały Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i Służby Bezpieczeństwa cechuje wysoka wiarygodność. Gromadzone pracowicie przez lata materiały operacyjne nigdy nie miały być udostępniane badaczom. Należy odrzucić pogląd, jakoby powszechnym zjawiskiem było fałszowanie akt operacyjnych przez funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa. Nie było takiej potrzeby ani możliwości, gdyż istniał system stałej wewnętrznej weryfikacji pracy operacyjnej. Często w aktach tajnej policji politycznej znajdujemy ślady niszczenia dokumentów, nie spotkałem się natomiast z przypadkiem fałszowania (...)"[25].  

 

Czy zatem poseł jest wiarygodny w przekazie na własny temat? Czy nie koloryzuje i nie posługuje się przesadą?  Według Mirona Sycza jego prześladowania rozpoczęły się pod koniec dekady gierkowskiej: „Milicja zabrała mnie po koncercie szewczenkowskim w domu kultury, na oczach wszystkich widzów, gdy odprowadzałem ojca i siostrę na dworzec. W obecności wielu ludzi bardzo mnie skatowali." Tak twierdzi poseł - anno domini 2009 - w wywiadzie udzielonym na użytek ukraińskiej społeczności, dla patriotycznie nastawionego elektoratu, licząc na współczucie. Miron Sycz - jako uczeń czwartej klasy liceum na potrzeby sytuacji, w jakiej się wtedy znalazł, a zdarzenie miało miejsce miesiąc przed maturą, napisał list, który skierował „do Głównego Zarządu Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno - Kulturalnego, do obywatela Eugeniusza Kochana". Oto fragment pisma autorstwa M.Sycza: „Dnia 2 kwietnia 1978 r. o godz. 16.00 miał odbyć się w Górowie Iławeckim koncert Zespołu „Dumka", którego jestem członkiem. Ponieważ tego rodzaju uroczystości zdarzają się w naszym mieście stosunkowo rzadko przybyło na ten koncert wielu moich znajomych, a także mój ojciec. Ok. godz. 15.30 wyszedłem wraz z kolegami ze stacji do GOK-u. W drodze spotkałem Gienka Kupra, który mieszka w mojej miejscowości (Ostre Bardo). Po krótkiej rozmowie zaproponował mi „citro". Zamiast „citro" kolega przyniósł dwa piwa. Po wypiciu poszliśmy na koncert. Po zakończeniu uroczystości wziąłem rower i pojechałem na stację PKS, aby pożegnać się z ojcem. W chwili kiedy podjeżdżałem do ojca podjechał samochód MO, otworzyły się drzwi i kazali mi wejść do środka. Jeden z funkcjonariuszy załadował rower do samochodu. Incydent ten widział stojący obok ob. Roman Milan i ojciec. W samochodzie kazano dmuchać mi balonik, po czym pojechaliśmy do komisariatu (...)."[26] Gdzie zatem jest podkreślone w wywiadzie spektakularne - „dla demonstracji" - „zabranie na oczach wszystkich widzów"? Alkohol sprzed 30 lat - rzecz jasna - miał prawo z rozmowy w  „Naszym Słowie" wyparować.

 

            Z rokiem 1978 Miron Sycz wiąże też swoje pierwsze przesłuchanie przez SB. Jak się okazuje, było ono związane właśnie z  wydarzeniami po koncercie. W informacji operacyjnej, sporządzonej na podstawie analizy dokumentów z komisariatu MO i osobistej rozmowy z uczniem przybyły dla wyjaśnienia sprawy esbek zanotował: „(...) w dniu 02.04.1978r. Sycz Miron został zatrzymany przez miejscowy patrol MO ze względu, że był w stanie wskazującym na użycie alkoholu i że w tym stanie kierował rowerem. Z notatki funkcjonariuszy MO wynika, że Sycz Miron zachowywał się agresywnie nie słuchał ich poleceń (nie chciał użyć probierza trzeźwości). W tej sytuacji został doprowadzony do Komisariatu MO, a następnie w Przychodni Zdrowia pobrano krew na zawartość alkoholu. W materiałach znajduje się dokument stwierdzający, że w krwi Sycz Mirona stwierdzono 0,68 promila alkoholu. Sycz Miron napisał własnoręcznie oświadczenie, w którym opisuje, że został przez funkcjonariuszy MO pobity."[27] W „Naszym Słowie" były uczeń górowskiego LO powiedział, że funkcjonariusze SB „radzili mi żebym nie jeździł po lekarzach, bo to bardzo mi zaszkodzi." W esbeckiej notatce możemy zaś przeczytać: „Na pytanie dlaczego skoro był pobity, nie posiada żadnego zaświadczenia lekarskiego odpowiedział, że uzyskanie obdukcji lekarskiej kosztowało około 200 złotych a takiej sumy on nie posiadał. Zapytałem, dlaczego nie zgłosił o zaistniałym wypadku dyrekcji szkoły bądź wychowawcy skoro czuł się niewinny, a jednocześnie tak bardzo skrzywdzony. Na to pytanie Sycz Miron jednoznacznej odpowiedzi nie udzielił".[28]

 

Sekcja

 

            Miron Sycz stara się postawić znak równości pomiędzy inicjatywą założenia niezależnego Związku Studentów Ukraińskich (tzw. SUS-u) a utworzeniem afiliowanej przy SZSP (później  ZSP) Ukraińskiej Sekcji Kulturalnej. Działania Sekcji lokują się głównie w okresie konfrontacji bezpieki ze społeczeństwem w czasie stanu wojennego i bezpośrednio po nim. Wspólnym mianownikiem obu inicjatyw miałaby tu być możliwość wyrażania  aktywności młodzieżowej. Sycz dyskretnie pomija milczeniem cenę za udzieloną koncesję na aktywność.

 

W monograficznej pracy Arkadiusza Słabiga dotyczącej inwigilacji mniejszości  narodowych na Pomorzu Zachodnim, można dostrzec interesujące dla Olsztyna paralele. Sycz twierdzi, jakby zakładając, że tylko to, co podziemne interesowało esbecję: „To [działalność sekcji] zdaje się było największym problemem dla SB. Mogliśmy oficjalnie robić to, co wymyśliliśmy". Słabig zaś, analizując analogiczną sytuację w Słupsku i  konsekwencje powstania tam Sekcji, konstatuje: „Zainteresowanie [SB] młodzieżą studiującą przybrało na sile w 1986 r., po powstaniu Sekcji Kultury Ukraińskiej (SKU) na WSP w Słupsku. (...) Dla SB była to jednak kolejna organizacja, która pozbawiona nadzoru mogła być wykorzystana przez „elementy nacjonalistyczne" do prowadzenia „działalności antypaństwowej". (...) W latach 1987 - 88 dalszą kontrolę słupskiej SKU i jej aktywu zapewniali członkowie Sekcji zwerbowani pod pseudonimami „Grot" i „Darek". Przekazywali oni swoim mocodawcom, funkcjonariuszom Sekcji V Wydz. III WUSW w Słupsku, rozmaite dane obrazujące działalność SKU. W pierwszej kolejności udostępnili bezpiece listy członków sekcji charakteryzując osoby tam figurujące."[29] Wniosek jest następujący: SB , działając w sposób skryty, śledziła zarówno to, co tajne, jak i to, co oficjalne - bez różnicy.

 

W tym miejscu należy przypomnieć, że powodem zaniechania prowadzenia kwestionariusza ewidencyjnego „Miron" było m.in. „podtrzymywanie kontaktu operacyjnego" Sycza z kapitanem Naporą a działalność sekcji ukraińskiej na WSP w Olsztynie miała być monitorowana w ramach sprawy obiektowej „Beskid". [30] Innymi słowy młodzież w olsztyńskiej sekcji miano chronić przed „nacjonalizmem ukraińskim", bazując m.in. na kontakcie z ówczesnym przewodniczącym RU ZSP.

 

Roman Graczyk w książce „Tropem SB. Jak czytać teczki?" celnie scharakteryzował metody pracy z agenturą. „Bardzo często w aktach spotykamy ten motyw: zobowiązania nie podpiszę, ale na następnym spotkaniu opowiem panu o tym, o co pan mnie dziś pytał. Inteligentny oficer prowadzący w takim wypadku nie nalegał: kandydat udzielał informacji nie mniej wartościowych, niż gdyby ich udzielał będąc formalnie TW. Taka sytuacja mogła trwać latami."[31] Już po wyborze na przewodniczącego ZSP przy WSP  „M.Sycz zobowiązał się do informowania tow. Napory o wypadkach kolportażu ulotek".[32]

 

Kontynuował zatem sposób postępowania przyjęty jeszcze w grudniu 1982 r. Nie stronił wtedy od różnych wypowiedzi przed funkcjonariuszem np. przedstawił opinię studentów na temat zmian personalnych na WSP  („zdjęcie ze stanowiska Biesiadki za działalność w Solidarności i próba zastąpienia go Bartoszewiczem"), stwierdził też, że  Kozubel po tygodniowym pobycie na podchorążówce w Łodzi, został przeniesiony do artylerii w Morągu.[33]

 

Teoretyzowanie Sycza obliczone na łatwowierność  czytelników lub na brak znajomości  sposobów działania tajnych służb uwidacznia się jeszcze w innych stwierdzeniach. Na wątpliwości dziennikarza, czy aby Miron Sycz nie powiedział czegoś zbyt wiele dla SB, poseł odrzekł: „Niemożliwe. Nie mogliśmy powiedzieć zbyt wiele, bo robiliśmy wszystko oficjalnie (sic!). Zwróćmy uwagę, że wówczas większość członków ZSP w naszej uczelni stanowili Ukraińcy. Mogło to być problemem dla organów bezpieczeństwa." Sekcja nie wydawała podziemnej literatury, nie rozpowszechniała ulotek, nie demonstrowała, działała w ściśle wytyczonych ramach - jakimże więc mogła być problemem?

 

Przeciwnie - skupienie młodzieży ukraińskiej w jednym ugrupowaniu ułatwiało śledzenie jej poczynań. Pozwalało wypełniać dyrektywę MSW (jeszcze z 1981 r.) o przejmowaniu przez osobowe źródła informacji kontroli nad inicjatywami organizacyjno - programowymi. Miano na względzie, by „działacze straży nie utracili wpływu i kontroli".[34] Ukraińscy studenci poprzez członkostwo w tej organizacji zmuszeni byli najczęściej iść tam,  gdzie władza kazała. Prowadził ich Miron Sycz, nakłaniając m.in. do udziału w „jedynie słusznych" pochodach. Interesującą charakterystykę rzekomego - wymienionego przez Sycza w wywiadzie dla „Naszego Słowa" - problemu dla organów bezpieczeństwa" dał towarzysz porucznik W.Leśniewski: „Ponadto stwierdzono wyraźny spadek w aktywności Sekcji, jak też podział ich członków, atmosferę nieufności ze strony pozostałych studentów. Członkowie Sekcji wzięli aktywny udział w uroczystościach 1-majowych, co też spotkało się z dezaprobatą ze strony innych studentów".[35] Jeszcze bardziej wyrazisty zapis znajduje się w meldunku operacyjnym podpisanym przez Naczelnika Wydziału III KWMO - podpułkownika Michała Kruka: „ M. Sycz oceniając działalność członków Sekcji określił, że są oni coraz mniej zaangażowani, gdyż swoją aktywnością w środowisku akademickim tracą zaufanie. W dn. 5.05.1983 r. uczestniczył on w Akademii Rolniczo -Technicznej w Olsztynie w sejmiku kulturalnym ZSP, gdzie wyszedł z propozycją zorganizowania imprezy artystycznej w Olsztynie dla studentów mniejszości narodowych i sam powątpiewał o potrzebie jej zorganizowania".[36]

 

Poseł Sycz w telewizji „Bart - Sat" stwierdził, że w Ukraińskiej Sekcji Kulturalnej studenci realizowali swoje cele: „W sposób niezwykle oficjalny, gdzie nikt się nie może doczepić". Tak było za kadencji Sycza. Tymczasem, gdy nieco później przewodniczącym Rady Uczelnianej ZSP został Witold Kozubel (brat Władysława), doszło do powstania zagrożenia. Od razu się „doczepiono". W 1986 r. - przy okazji zorganizowania obchodów 5-lecia istnienia Sekcji pomysłowo opracowany został projekt graficzny znaczka okolicznościowego, który był „jakby stylizacją znaku Tryzuba - symbolu nacjonalistów ukraińskich".[37] Projektodawcą znaczka był student biologii, wspomniany już powyżej, Witold Kozubel.[38] Na podstawie decyzji Wydziału Społeczno - Administracyjnego Urzędu Wojewódzkiego odmówiono ustanowienia i używania tejże odznaki, ponieważ „symbole i barwy zawarte we wzorze odznaki okolicznościowej nie są związane z działalnością Zrzeszenia Studentów Polskich. Nie reprezentują też i nie odzwierciedlają interesu społecznego tej organizacji."[39]

 

Historia kontra public relations

 

Wypowiedź Mirona Sycza dla „Naszego Słowa" roi się od nieścisłości. Nie zależy mu na dokładnym przedstawieniu wydarzeń. Zamazanie obrazu staje się przez to metodą na przekaz bardziej socjotechniczny aniżeli merytoryczny.

 

Dotyczy to np. złożenia przez posła oświadczenia lustracyjnego. Sycz szermuje argumentem, że IPN przeprowadził lustrację jego osoby, w następstwie której - jak stwierdził - był dwukrotnie figurantem: raz pod kryptonimem „Spółka", a drugi raz pod kryptonimem „Miron". Już tu mamy nieścisłość. Pierwszy kryptonim nie odnosi się bezpośrednio do jego osoby, ale do tzw. „sprawy operacyjnego sprawdzenia", przy czym „Spółka" oznacza inwigilację przez SB całej „Spiłki Ukrajinśkych Studentiw" tj. Związku Studentów Ukraińskich a nie jedynie Sycza, a kryptonim „Miron" jest nazwą dotyczącego go kwestionariusza ewidencyjnego. Warto zauważyć, że na temat posła Sycza Biuletyn Informacji Publicznej podał jedynie podstawową „Informację o dokumentach wytworzonych przez organy bezpieczeństwa", znajdujących się w zasobie archiwalnym Instytutu i tylko tyle uczyniono.

 

Według Sycza „Jeśli kogoś określano figurantem, to nie kontaktem operacyjnym. To dwa różne terminy" , jednakże MSW widziało to zdecydowanie inaczej „W tym celu [pozyskania osobowych źródeł informacji] należy podjąć aktywne działania pozyskaniowe na t.w. zarówno spośród członków tzw. komitetów założycielskich narodowościowych zrzeszeń studenckich, jak i wśród figurantów spraw operacyjnych."[40]

 

Miron Sycz niejednoznacznie wypowiada się nawet co do daty powstania Ukraińskiej Sekcji Kulturalnej. Poprzez ten zabieg chce wywołać wrażenie, że organizacja, w której działał, miała też charakter konspiracyjny. „W 1983 r. sytuacja bardzo się zmieniła, w tym sensie, że byliśmy członkami oficjalnej organizacji, która działała legalnie". Z dokumentów wynika, że Sekcję powołano do życia 19.10.1981 r. i od początku była „agendą SZSP WSP w Olsztynie"[41] -  organizacji lojalnej wobec peerelowskiej władzy.

 

Miron Sycz - nie mając żalu do SB, swój żal kieruje w inną stronę. „Szkoda, że autor artykułu Jerzy Necio nie zechciał, nie wiedzieć czemu, opublikować w całości jednego z dokumentów SB, który rzekomo napisany był w dn. 4 maja 1983". Jerzy Necio nie wahał się w sprawie opublikowania całości dokumentu. Portal grekokatolicy.pl zamieścił artykuł „Debaty" za zgodą autora i tu skan zmieścił się w całości (prawdopodobnie stamtąd też poseł Sycz posiada całość notatki z maja 1983 r.). Autor nie miał żadnego powodu, by reprodukować go w części. Istotne jest to, co  faktycznie Sycz robił w wymienionym w notatce dn. 5 maja 83. Okazuje się, że zgodnie z zapisem w relacji esbeka ... brał udział w sejmiku kulturalnym ZSP w ART (co potwierdzają inne dokumenty).

 

Poseł, udzielając wywiadów, chętnie w rozmowach na własny temat przywołuje osoby, które pozytywnie mogą kojarzyć się  czytelnikom. Chodzi tu np. o Jacka Kuronia i pierwszego ukraińskiego posła w III-ej Rzeczypospolitej - Włodzimierza Mokrego. Jest to budowa rusztowań, podparcie się autorytetami. Obu polityków Sycz przywołał również w wywiadzie dla lokalnej telewizji. Przypomina to sytuację zaobserwowaną przez Włodzimierza Filipka - konspiratora i działacza z lat 80 - ych. „Choć bywają momenty, gdy czuje się, jakby uderzył we mnie piorun. Ostatnio poraziło mnie tak na pogrzebie Jacka Kuronia, gdy słuchałem przemówień dawnych pezetpeerowskich luminarzy, z których wynikało, że w latach sześćdziesiątych trzech było w Polsce porządnych ludzi: Kwaśniewski, Oleksy i Kuroń". [42] Niewielu chce pamiętać - łącznie z Syczem - że w 1979 r. bojówki warszawskiej SZSP napadły na Jacka Kuronia w jego własnym mieszkaniu. Swoją drogą ciekawe, dlaczego poseł woli nie przywoływać, co byłoby naturalne zamiast Jacka Kuronia - jego syna, studiującego w tym samym co Sycz czasie na olsztyńskiej WSP? Czy nie dlatego, że Maciek Kuroń, należał do założycieli NZS-u i jako opozycjonista, stał na ideologicznych antypodach? Jeśli chodzi o Mokrego, to w wyborach do Sejmu I kadencji (1989) wystartował przecież z listy Komitetów Obywatelskich „Solidarności". Sycz należał wówczas do PZPR-u.

 

W wypowiedziach - zarówno w wydaniu prasowym, jak i telewizyjnym - Miron Sycz odniósł się też do początków stanu wojennego, ale  w sposób nad wyraz uproszczony. Posłowi bardzo zależy, aby być odebranym jako osoba represjonowana. W „Naszym Słowie" stwierdził: „Skazano wówczas w Polsce 26 działaczy ukraińskich. Najmocniej ukarano Włodzimierza Mokrego, Władysława Kozubla i mnie", a w „Bart - Sacie": „To było Ukraińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, które podlegało pod MSW, czyli patrzmy - pod służby bezpieki i pracownicy etatowi byli pracownikami MSW. I to właśnie to towarzystwo w stanie wojennym sądzi 26 Ukraińców, w tym trzem daje największe kary". Nie dość, że występuje tu „przyklejanie" do internowania, to jeszcze pomieszanie różnych rzeczywistości. UTSK rzeczywiście pozbawiło członkostwa wymienione przez Sycza dwie osoby, tj. jego samego i Wł. Kozubla (ponadto upomnieniem ukarano E.Misiłę)[43]. Jednak  kara organizacyjna nałożona przez Towarzystwo ma się nijak do internowania.

 

Ukraiński historyk z wrocławskiego IPN-u - Jarosław Syrnyk w świeżo wydanej monograficznej pracy na temat UTSK odmiennie niż Sycz pokazuje sprawę  Włodzimierza Mokrego. Nie wymienia go wśród ukaranych działaczy UTSK. [44]

Działacza portret własny

Wypowiedź posła Mirona Sycza przywołana w „Naszym Słowie", podobnie jak i ta emitowana przez lokalną telewizję, obliczona jest raczej na powierzchowny i populistyczny odbiór niezbyt odległej historii.  Ze strony ukraińskich czytelników  poseł liczy na współczucie. Ukazuje wówczas twarz figuranta i usiłuje zatrzeć frazę, że „bardzo dużo zrobił dla uczeni i SB". Na podstawie udzielonych wywiadów widać wyraźnie, że dla posła  pokaźnym problemem jest lustracja. Interesujący pogląd w tej kwestii przedstawił prof. T.Gąsowski, wyjaśniając, że lustracja jest „społecznym procesem rozliczenia się z peerelowską przeszłością oraz możliwością formułowania jednoznacznych ocen w odniesieniu do poszczególnych osób uwikłanych w różnej natury kontakty z SB"[45]. Poseł Sycz niepotrzebnie usiłuje pominąć właśnie ów społeczny czynnik, czyli ten, na którym mu rzekomo zależy.  Obecna dostępność źródeł historycznych zgromadzonych w IPN pozwala na odnoszenie się do ich treści oraz na dokonywanie ustaleń. Bywa i tak, że  ta sama osoba, jako twórca źródła i autor informacji (z 1978 r.) stoi w sprzeczności ze sobą, jako rozmówcą w mediach (w 2009 r.). Trudno pokonać taki paradoks. Z jednej strony istnieją dokumenty, ale o niekorzystnej wymowie, a z drugiej - usiłowanie budowy pozytywnego przekazu na swój temat. Miron Sycz przygotował się na taką ewentualność:  to, co jest niekorzystne - nawet jeśli wynika z dokumentów - na pewno zostało sfałszowane albo ... nie miało miejsca.

 

W tym kontekście, odnosząc się do rozmowy, w której Miron Sycz zaprezentował swoją interpretację lat 80-ych, można dostrzec, że posłowi zależy głównie na tym, by wykreować jak najbardziej korzystny wizerunek własny. Kosztem uproszczeń, uogólnień i retuszów odnoszących się do historii usiłuje wzmocnić aktualną pozycję polityczną. Dokumenty źródłowe bywają dla niego pozytywem np. gdy podkreśla, że był figurantem, a innym razem uważa je za pozbawione wiarygodności, gdy nie służą malowaniu lukrowanego autoportretu. Odpowiadając na niektóre z dziennikarskich pytań, stara się występować w imieniu grupy osób, wtedy z upodobaniem posługuje się pierwszą osobą liczby mnogiej - „myśmy'. Owo „kolektywne" podejście otwiera pole do łatwych refleksji - sloganów, wypowiadanych rzekomo w interesie kokietowanej przez posła grupy społecznej o biografiach obejmujących tamte czasy. Te biografie są jednak inne. Politykowi, jak zwykle, wydaje się, że „wie lepiej".

 

Nie bez znaczenia jest fakt, że chyba najczęściej spotykanym mechanizmem obronnym niewielkich grup społecznych np. mniejszości narodowych jest konsolidacja. Skupia się ona wokół wartości, instytucji lub osób. Ukraińcy przez cały okres PRL-u obawiali się inwigilacji i infiltracji z zewnątrz. Obawy te pozostały do dzisiaj. Należy zgodzić się z Jarosławem Syrnykiem, że kwestia współpracy  niektórych przedstawicieli społeczności ukraińskiej z aparatem bezpieczeństwa (zarówno SB, jak  IW czy także WOP) - skala tej współpracy, rozmiar szkód, „powinna być przedmiotem dogłębnych i długotrwałych studiów."[46] Współcześnie polscy Ukraińcy - podobnie jak wszyscy wolni i pełnoprawni obywatele tego kraju - nie życzą sobie instrumentalnego traktowania. Mają prawo oczekiwać racjonalnego podejścia do problemów wynikających z przeszłości. Miron Sycz, udzielając wywiadu i odnosząc się do historii - potraktowanej przez niego , jak widać, zupełnie „per nogam" - rzucił patetyczne hasło na temat przekazania następnym pokoleniom dorobku wynikającego z dotychczasowej działalności. Czy oprócz utrzymania własnego status quo chodzi mu też o przekazanie tym pokoleniom mętnego obrazu lat 80- ych?

Źródło: www.debata.olsztyn.pl

 

 

Autor: Jerzy Necio

 

a

 

 

 



[1] R.Terlecki, Miecz i tarcza komunizmu. Historia aparatu bezpieczeństwa w Polsce 1944 - 1990, Kraków 2007, s.5.

[2] Kursywą podano wypowiedzi M.Sycza pochodzące z wywiadu w „Naszym Słowie" (nr z 17.05.2009) [przekład z języka ukraińskiego - autor]  oraz wypowiedzi w telewizji „Bart - Sat" z dnia 28 kwietnia 2009.

[3] Por.:  R.Terlecki, Przedmowa [w :] Wokół teczek bezpieki - zagadnienia metodologiczno-źródłoznawcze, red. F.Musiał, Kraków 2006, s.5.

[4] R.Terlecki, Miecz i tarcza komunizmu, dz. cyt., s. 300.

[5] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z dnia 4 maja 1983 r. z rozmowy przeprowadzonej z M.Syczem, k.29.

[6] A IPNBi - 066/515 - Sprawa obiektowa „Beskid", k. 1-2.

[7] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z dnia 4 maja 1983 r., k.29.

[8] A IPNBi 0089/2033 -Informacja operacyjna z 18.01.1982 r. z rozmowy z M.Syczem, k.17.

[9] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z dnia 8.12.1982 r. z rozmowy z M.Syczem, k.18-19.

[10] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z dnia 11.04.1983 r. , k.27.

[11] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z dnia 4.05.1983 r. z rozmowy przeprowadzonej z M. Syczem, k. 29-30.

[12] A IPNBi 0089/2033 - Wniosek o zakończenie kwestionariusza ewidencyjnego kryptonim „Miron", k. 7.

[13] A IPNBi 0089/2926  - Sprawa operacyjnego sprawdzenia „Kontakt" założona  15 grudnia 1986 r.

[14] Tamże.

[15] A IPNBi 066/514 - Pismo do naczelnika Wydziału III WUSW w Olsztynie z 25.05.1988 r., k. 194.

[16] A IPNBi 066/515 - Notatka z kontroli Wydz. III WUSW w Olsztynie z 10.04.1986 r., k. 196-202.

[17] R.Terlecki, Miecz i tarcza komunizmu, dz. cyt., s. 299-300.

[18] A IPNBi - 0088/2218 - Ankieta personalna Władysława Kozubla kandydata na tajnego współpracownika.

[19]A IPNBi - 0088/2218 - Wniosek o przeprowadzenie pierwszego zetknięcia z kandydatem na t.w. z 11.08.1978 r.

[20] A IPNBi - 0088/2218- Informacja operacyjna z 16.08.1978 r.

[21] Tamże.

[22] A IPNBi - 0088/2218 - Informacja operacyjna z 07.12.1978 r.

[23] A IPNBi 0088/2218 - Oświadczenie Władysława Kozubla z 01.02.1982 r.

[24] Tamże.

[25] P. Gajdziński, Anatomia zbrodni nieukaranej. Dlaczego nie rozliczyliśmy się z komunistyczną przeszłością?, Warszawa 2006, s. 159.

[26] A IPNBi 0089/2033 - List Mirona Sycza do ZG UTSK z 08.04.1978 r.

[27] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z 14.04.1978 r.

[28] Tamże.

[29] A. Słabig, Aparat bezpieczeństwa wobec mniejszości narodowych na Pomorzu Zachodnim, Szczecin 2008, s. 210.

[30] A IPNBi 0089/2033 - Wniosek o zakończenie kwestionariusza ewidencyjnego Miron, k.7.

[31] R.Graczyk, Tropem SB. Jak czytać teczki?, Kraków 2007.

[32] A IPNBi 0089/2033 - Informacja operacyjna z 11.04.1983 r., k. 27.

[33] A IPNBi 0089/2033 - Informacja z rozmowy operacyjnej z Mironem Syczem z 8.12.1982 r., k.18.

[34] A IPNBi 066/534 - Sprawozdanie z narady służbowej z dnia 16.06.1981r. w MSW w Warszawie, k. 56.

[35] Tamże, k. 7.

[36] 066/515 - Meldunek operacyjny M.Kruka z maja 1983 r., k.24.

[37] A IPNBi 066/515 - Informacja operacyjna, k. 411.

[38] Tamże, k.412.

[39] Tamże, Decyzja WS-A UW w Olsztynie z 14.11.1986 r., k.415.

[40] A IPNBi 066/534 - Pismo Naczelnika Wydziału II Dep. III MSW płk W.Króla z  30 grudnia 1981 r. do Naczelnika Wydz. III KW MO w Olsztynie, k. 59-60.

[41] A IPNBi 066/515 - Decyzja Komitetu RU SZSP WSP w Olsztynie z dnia 19.10.1981 r., k.138.

[42] P. Gajdziński, dz.cyt. s. 96.

[43] Por.: J. Syrnyk, Ukraińskie Towarzystwo Społeczno - Kulturalne (1956 - 1990), Wrocław 2008, s.  318..

[44] Według Syrnyka Włodzimierz Mokry był poszukiwany celem internowania, w stanie wojennym wezwano go (11.02.1982) na rozmowę wyjaśniającą. Wcześniej próbowano go zwerbować, był figurantem sprawy operacyjnego sprawdzenia „Zula". Z pozyskania zrezygnowano na skutek „braku możliwości operacyjnych" - Syrnyk, dz. cyt., s.  238 -239 -

[45] Opinia na temat książki R.Graczyka, [na:] http://czytelnia.onet.pl/0,21606,0,1,nowosci.html

[46] Por.: J. Syrnyk, dz.cyt., s. 446

    

 

Źródło: www.debata.olsztyn.pl






ПЕРЕДУСІМ історія
Погляди
# Юрій Нецьо   

ЛИСТ 

У відповідь на запитання, поставлене Ярославом Присташем у заголовку коментаря «Люстрація чи чорний піар?» («НС», №14 від 5.04.2009 р.), хочу відповісти: ні одне, ні друге. Суть справи – це історія. Пишучи статтю під заголовком «Dużo zrobił dla uczelni i SB – Miron Sycz i inni a Służba Bezpieczeństwa PRL», надруковану в щомісячнику «Де­бата» (№ 3/2009, www.debata.olsztyn.pl), я назвав усі історичні джерела, на яких ґрунтується моя стаття. Збережені Інститутом національної пам’яті, вони вказують, що Служба безпеки вважала Мирона Сича своїм операційним контактом (KO – Kontakt Operacyjny).

До статті додано копії документів, посилання на конкретні архівні матеріали та пояснення поняття «операційний контакт» (у рамці поза текстом). З пояснення у рамці можна дізнатися, що ОК часто доповнював, збагачував та підтверджував інформації, отримані від таємного співробітника (TW – Tajny Współpracownik). Був знаряддям впливу на визначені групи і середовища з метою формування бажаних тенденцій та ставлення до даних ситуацій.
Редактор Присташ у своєму коментарі також наблизив поняття «операційний контакт» та ще додатково поняття «фіґурант» (figurant) i «евіденційний формуляр» (kwestionariusz ewidencyjny). Запропонував провести відкриту люстрацію на сторінках «НС» та спільно задуматися над ситуацією двадцятикількалітнього студента, якого СБ під час воєнного стану тягає на допити. Незважаючи на люстраційні спроби головного редактора «НС», помітно, що його ознайомчі наміри обмежувалися лише до особи М. Сича і не охоплювали вже, наприклад, Володимира Козубеля або Ірини Морайко – також у той час двадцятикількалітніх студентів, яких СБ під час воєнного стану тягало на допити. Названі у статті особи були в гурті найближчих друзів М. Сича, що може становити пункт віднесення в рамках ставлення М. Сича до СБ. Надрукована в «Дебаті» стаття показує зовсім інше ставлення В. Козубеля та І. Морайко до СБ, ніж у М. Сича.
На превеликий жаль, читачі «НС» не мали змоги самостійно ознайомитися з ситуацією. Редактор Присташ навіть не назвав часопису, у якому надруковано прокоментовану ним статтю. Читаючи «НС», неможливо дізнатися, що метою надрукованої в «Дебаті» статті було показати спосіб поведінки М. Сича на шляху до його майбутньої кар’єри. На жаль, редактор Присташ не дав можливості наблизити соціотехнічні стандарти, якими керувався М. Сич – студент математики та український молодіжний діяч. Прагну також підкреслити, що надрукована в «Дебаті» стаття є результатом не закінчених ще пошуків у рамках характеристики українського студентського середовища ВПШ в Ольштині у 80-х роках.
У своєму коментарі до надрукованої в «Дебаті» статті редактор Присташ цілком поминув фраґмент, у якому однозначно стверджено, що молоді українці у 80-х роках не акцептували співпраці з СБ, вважали її неприйнятною. Для тих молодих людей кожний, хто йшов на співпрацю, був просто зрадником їхньої справи. У гурті найближчих осіб проходив обмін інформацією, коли і кого викликали на допити та чого очікували від даної особи. Про допити і пропозиції деяким студентам з боку СБ був також інформований М. Сич. Доказом цього може бути поведінка І. Морайко. На жаль, М. Сич не мав такого ставлення до справи. Про свої контакти з СБ (у рамках операції «Klon» – січень 1982 р.) не розказав навіть своєму найближчому другу, співробітникові, голові української секції В. Козубелю. Цей факт знайшов підтвердження в документах СБ.
У згаданій статті я намагався показати також, що Сич своєю поведінкою вписався в заздалегідь розроблений СБ спосіб діяння, скерований проти української національної меншості. Він почав заходи, метою яких був повний контроль над українським студентським середовищем та відповідне спрямування важливіших ініціатив. Свої заслуги сам Сич характеризує в розмові з офіцером СБ словами «багато зробив для СБ».
Таке ставлення не лише скріплювало комуністичний режим і завдавало збитків українській справі в Польщі – воно було додатково потенційною загрозою для тих друзів Сича, які не хотіли піти на співпрацю з СБ. Яскравим доказом цього є факт, що в ході одної зустрічі з офіцером СБ Мирон Сич поінформував його, що І. Морайко розказала про пропозицію співпраці, яку отримала від СБ. М. Сич досконало знав, що І. Морайко підписала зобов’язання про збереження в таємниці змісту її розмови з СБ. Безсумнівно, він також був свідомий щодо усіх наслідків розсекречення цієї інформації, та все­-таки Сич вирішив донести офіцеру СБ. Шкода, що редактор Присташ не поінформував про це читачів «НС». Можливо, він уважає, що цей факт не має більшого значення для оцінки діяльності М. Сича як українського студентського діяча, або це не вписується в заздалегідь придуману тезу, що все, написане Нецем про Мирона Сича, це брехня або вигадка СБ.
У статті, оприлюдненій у «Дебаті», я також написав про те, що СБ цікавилася, хто і що пише на тему діяльності М. Сича. В одному документі є чіткий запис, що Степан Мігус (як редактор щоденника «Dziennik Pojezierza» 1983 р.) популяризує діяльність М. Сича. Цей запис підтверджує, що СБ була зацікавлена, щоб про М. Сича та його діяльність була розповсюджена позитивна інформація. У випадку інших українських студентів такого зацікавлення з боку СБ не спостерігаємо. Шкода, що згаданим фраґментом моєї статті редактор «НС» вже не поцікавився.
Очевидно, було б найбільш раціональним (а водночас свідчило б про пошану до читачів) надрукувати на сторінках тижневика ОУП статтю з «Дебати», а щойно після цього прокоментувати її та відкрити дискусію. Відкритим залишається питання: чому головний редактор «НС» цього не зробив?
Хочу також пояснити читачам, що не викликає жодних сумнівів факт, що часто особи, які були раніше фіґурантами (це особи, за якими стежила СБ), ішли пізніше на співпрацю з СБ. Прикладів такої поведінки є чимало. Бувало й навпаки. Особи, які співпрацювали з СБ як ТС («таємний співробітник»), відмовлялися від колаборації з таємною політичною поліцією та розпочинали «ворожу діяльність». У «Дебаті» я пояснив читачам, що у випадку українців «ворожою діяльністю» була для СБ спроба організації самостійного (незалежного) студентського руху, який підтримував би почуття національної тотожності.
Народженням та розвитком згаданого руху СБ дуже зацікавився. На жаль, у цьому випадку М. Сич не зайняв навіть нейтральної позиції. У ході розмов з офіцером СБ він надавав широку, детальну інформацію. З теперішньої перспективи деякі факти, можливо, виглядають, як позбавлені більшого значення, проте у 80-і рр. було зовсім інакше. Інформації, передані під час розмов Сича з СБ, були для них настільки істотні й вагомі, що вони використовувалися під час допитів інших осіб та були занесені в їхні персональні папки.
Редактор Присташ, конструюючи свою версію правди про М. Сича, забув також, що в надрукованій у «Дебаті» статті описано ситуації, у яких М. Сич сам пропонував зустрічі офіцерам СБ. У січні 1983 р. СБ оформила «евіденційний формуляр» («kwestionariusz ewidencyjny») під кодовою назвою «Miron». На практиці оформлення згаданого формуляра не суперечило трактуванню даної особи як ОК. Однак завжди СБ перевіряла свої джерела інформації. До моменту визнання інформації вірогідною СБ вела щодо своїх співробітників детальне розслідування та перевірку. З цього приводу особу, яка вже співпрацювала, СБ водночас могла вважати фіґурантом. У випадку М. Си­ча СБ вела себе аналогічно. Службу безпеки цікавило, чи буде він «ходити» на їхньому повідку, чи ні? Зі збережених документів виникає, що Сич пройшов випробування. У травні 1983 р. офіцер СБ записав, що М. Сич «припинив ворожу діяльність» («zaprzestał wrogiej działalności»). Це означає, що став слухняним і надійним для СБ.
Слід виправити подану редактором Присташем інформацію, що факт складення кимсь люстраційної заяви, яка вміщує інформацію про відсутність співпраці з СБ (як це зробив М. Сич), дійсно є доказом відсутності такої співпраці. Це не так. Доказом цього може бути також «Інформація про документи, складені органами безпеки», стандартно оприлюднена щодо публічних осіб, напр. депутатів парламенту. У такій інформації ІНП не оприлюднює змісту різних документів, які стосуються даної особи, напр. операційних звітів. У польських засобах масової інформації за останні роки багаторазово писалося і говорилося про те, що особи, люстровані на підставі, напр., персональної папки (teczki personalnej), після перевірки в інших джерелах остаточно виявилися співробітниками СБ. Читачам, які прагнуть збагнути інші обставини, які стосуються ситуації в колі української студентської молоді в Ольштині на початку 80-х років, пропоную прочитати згадану статтю у «Дебаті», а редколеґії надрукувати україномовну версію статті в «Нашому слові».

«Наше слово» №20, 17 травня 2009 року


ЧИ МАЮ жаль до СБ?

Розмова з Мироном СИЧЕМ, депутатом Сейму РП

У зв’язку з контроверзіями навколо люстрації українців у Польщі, зокрема депутата Сейму РП Мирона Сича, пропонуємо читачам два протилежні голоси – розмову з М. Сичем та лист Юрія Неця, а також коментар головного редактора.

Пане Мироне, Вам ставлять закиди, що Ви свідомо співпрацювали з польською Службою безпеки. Що Ви на це?
● Приступаючи до виборів до Сейму, я склав як кандидат свою люстраційну декларацію, у якій виразно зазначив, що не співпрацював з СБ. На основі цієї декларації Інститут національної пам’яті, згідно з загостреним люстраційним законом, провів ретельну перевірку моєї особи. Внаслідок цієї люстрації в ІНП записано, що М. Сич був фіґурантом під криптонімом «Спілка» як ініціатор створення Союзу українських студентів (СУС) у Вищій педагогічній школі в Ольштині.

Справу закінчено після попереджувальної розмови. Далі, 1983 р. М. Сич як фіґурант під криптонімом «Мирон» був контрольо-ваний також як ініціатор утворення СУС у ВПШ у Ольштині. Анкету закрито у зв’язку з «припиненням фіґурантом ворожої діяльності» 25 травня 1983 р. Це говорять документи після люстрації, яку мав обов’язок провести ІНП.

Впорядкуймо... Коли Ви почали навчання в Ольштині?
● Студентом Вищої педагогічної школи в Ольштині я був протягом 1980-1984 рр. Був це час, коли всі студенти – представники національних меншин, шукали для себе місця, шукали можливості створити незалежні студентські спілки. Перед уведенням воєнного стану був період великої надії. Це був момент, коли власне в ольштинській ВПШ ми дуже інтенсивно працювали, щоб створити студентську групу. Подібно було і в інших академічних осередках у Польщі. Це власне ми старалися організовувати свої «маланки», концерти. Гуртували тоді людей, пробували змінити УСКТ в Ольштині, де напередодні введення воєнного стану змінили правління, раду гуртка УСКТ в Ольштині. Тоді, у тих умовах, це вимагало насправді великої відваги людей. У той час студіювали такі люди, які дійсно не боялися, зокрема Володимир Козубель, Ірина Морайко, Марія Ольга Шевчик, Ірина Ценайко, Мирослав Тхір, Зеновія Крупська. У гурті цих осіб був і я. Тоді нам дуже допомагали проф. Степан Лашин зі своєю дружиною, Станіслав Вахула (викладач, секретар ПОРП).
То власне в їхній хаті ми зустрічалися і думали, як дальше діяти. Допомагав і проф. Любомир Баран – тодішній декан Аграрно-технічної академії.
Ми як студентська група працювали в напрямку створення незалежних українських організацій не тільки у ВПШ, а також і в усій Польщі. Так склалося, що наша сильна ольштинська група брала участь (у числі 30-ти студентів з Польщі) у заснуванні Спілки українських студентів у Польщі. Це були Г. Біда, І. Морайко, М. Шевчик (тепер вона моя дружина), В. Козубель, М. Сич, Є. Місило. У справі заснування спілки ми зустрічалися при нагоді організування Молодіжних ярмарків у Ґданську. Ця група стояла під найбільшою загрозою. Нами напевно цікавилося СБ і ми мали свідомість, що СБ проводить з нами розмови. Ми говорили між собою, що такі розмови напевно будуть. На таких розмовах був і я, знаю, що запрошували й інших. На жаль, ми не могли знати, що есбеушники записують у своїх документах. У них є багато фальшивих інформацій, зрештою маю на це докази. Це навіть виникає з опублікованого в «Дебаті» документа. Шкода, що автор статті Юрій Нецьо чомусь не захотів опублікувати повністю одного з документів СБ, який нібито був написаний 4 травня 1983 р. У дальшій його частині виразно видно маніпуляцію – у документі з датою 4 травня записано вже, що я робив 5 травня.

Студентська спілка не могла тоді бути незалежною. Суд її не зареєстрував, то як вона працювала?
● Вона мала бути незалежною і самостійною. Мало того, ми звернулися 27 травня 1981 р. до тодішнього міністра науки з проханням про реєстрацію. Однак міністр на це не погодився і не зареєстрував нашу спілку. Пізніше був уведений воєнний стан. Після тривалих консультацій зі всіма осередками в Польщі ми дійшли висновку, що єдиною можливістю буде створення студентської групи активності при тодішній Соціалістичній спілці польських студентів (Socjalistycznу Związek Studentów Polskich – ред.). Слід згадати, що ректор Варшавського університету Г. Самсонович погодився на створення окремої спілки. Наприкінці 1982 р. я став делеґатом, як єдиний українець, від Ольштина на з’їзд ССПС, потім був делеґатом на конґрес Спілки польських студентів (Zrzeszenie Studentów Polskich). Тоді виникла нова можливість, щоб внести записи до статуту, програмних документів, на основі яких ми могли б офіційно діяти. І так дійсно сталося. То власне у варшавському клубі «Стодола» ми зустрічалися зокрема з Є. Місилом, Б. Батрухом, які діяли від імені організаційного комітету СУС у Польщі. Ми обдумували, які записи я можу запропонувати на цьому з’їзді, щоб їх прийняли в офіційних документах, а ми потім могли творити, наприклад, українські секції вже при СПС. І це нам вдалося! Це, здається, було найбільшою проблемою для СБ. Ми офіційно могли робити те, що задумали. Хотіли ми максимально, як тільки це можливо, використати цей час.

Чи це була секція національних меншин?
● Це була українська культурна секція в Ольштині та інших містах, хоч вони могли інакше називатися.
У статуті СПС був такий запис, що можуть створюватися студентські групи активності, членами яких могли бути студенти - члени СПС, але також члени – асоційовані, та учні, яким виповнилося 18 років. Ми сильно розвинулися. Я тоді став головою Ради навчального закладу СПС (Rada Uczelniania ZSP), тим самим був я членом сенату педінституту, а також членом екзаменаційних комісій.
Варто також пригадати, що тоді ці відважні люди, яких я вже згадував, допомагали молодим студентам організовувати різні табори. Дійшло до того (і маю на підтвердження відповідний документ), що я як голова ради написав 1983 р. листа до ректора ВПШ Яна Сікори з проханням, щоб створити курс української мови. Зголосилося на нього понад 40 студентів. Ми запропонували, щоб учителем української мови був Теофіл Щерба, приготували навіть разом з ним рамковий проект програми курсу української мови. Практично згода ректора була, проте пізніше цю ініціативу заблоковано і нам не вдалося цього зробити. Вели ми також культурну діяльність іншого роду – виїзди на села, кабаре на Молодіжних ярмарках, концерти, існував танцювальний ансамбль «Кобзар». Було видно, що студентська молодь міцно зв’язана. Це не могло подобатися СБ. Як українська секція, ми робили передачі в студентському радіо на українські теми, які викликали зацікавлення серед студентів-поляків. Відомо, це злило органи безпеки.

Пам’ятаєте, коли Вас вперше викликали на допит?
● Вперше есбеушники взяли мене на допит 1978 р., коли я ще був учнем середньої школи з українськими класами в Ґурові-Ілавецькому. Міліція забрала мене після шевченківського концерту в будинку культури, на очах усіх глядачів, коли я відводив батька та сестру на вокзал. У присутності багатьох людей мене сильно скатували. Після цього приїхав Є. Кохан і разом з проф. Ольгою Щербою старалися цю справу якось владнати. Появилися також фунукціонери з СБ і радили мені, щоб я не їздив ніде по лікарях, бо це мені дуже зашкодить.

А за що вони це зробили?
● Вже в школі ми багато виступали під час концертів «Червоної рути» та «Думки», співали українські пісні, а школа була під спеціальним наглядом. І треба було демонстраційно показати, що з такими, як ми, робиться. Багато осіб бачили це на власні очі і могли б підтвердити. Це був дійсно мій перший контакт із СБ. Я, звичайно, не знав ще їхніх методів праці. Зрештою, з документів, які знаходяться в ІНП, виникає, що своїх «опікунів» я мав уже в середній школі, і вони складали інформації про мене. Інтенсивні допити в СБ проходили під час воєнного стану. Частина з нас виїхали зі студентського гуртожитку додому, а частина мусила залишитися. Я в результаті опинився на міліційному посту в Семпополі. Щойно перед латинськими святами мене викинули вночі в селі Острому Барді. Друга ситуація: після похорону мого хрещеного батька, Степана Колача, приїхав зелений фіат 125P, забрали мене в машину і наказали прибути до Бартошиць на допит. І я був здивований, як там багато знають ці пани, в основному про студентську спілку, яка творилася в усій Польщі, про Ярмарок у Ґданську перед воєнним станом і зміни, які ми провели в Ольштині в УСКТ. Варто при цьому пригадати, що тоді засуджено в Польщі 26 українських діячів. Найсильніше покарано Володимира Мокрого, Володимира Козубеля і мене. Нас виключили з УСКТ під час воєнного стану, називаючи нігілістами, а в «Нашому слові» появилася про це відповідна інформація.

А які саме зміни були проведені тоді в УСКТ в Ольштині?
● Це було, здається, напередодні введення воєнного стану. Тоді на звітно-виборчій конференції ми практично змінили всю владу гуртка. Ми мали план працювати по-іншому, на жаль, воєнний стан це зупинив. Ми були змушені перенести всю діяльність на студентську ниву, а нас виключили з УСКТ. Реабілітовано нас 1989 р., коли творилося вже ОУП.

Чи пригадуєте, про що Вас питали на допитах? До чого чіплялися?
● Я хочу виразно зазначити, що це не були приємні розмови. Це тепер можна бути собі героєм. Я мав таке щастя, що виступав у кабаре і любив собі пожартувати. Розмови з СБ часто закінчувались тим, що отримував ляпаса по лиці, бо переборщував із жартами. Навіть коли я співав «Ішов відважний гайовий», то після перекладу знав, що будуть саме такі, а не інші ефекти. Така була моя вдача. Це був мій захисний механізм.

Чи Ви діяли таємно?
● Були зустрічі, на яких ми обговорювали певні справи, їздили до студентських груп у Варшаву, Краків.

Але ж це було в рамках леґальної діяльності...
● Однак форма організації не була проста. Не про все можна було говорити есбеушникам, натомість говорилося про те, що не мало практично жодного значення. Не було таємницею, наприклад, хто писав статут української секції, бо ця секція діяла офіційно і вони такий статут мали. Не було таємницею, хто був членом ради в цій організації. Це були офіційні дані.

Цю групу молоді брали на допити. Пам’ятаєте кого взяли першим?
● Мені важко сказати, кого першого. Знаю напевно, що крім мене допитували Володимира Козубеля. Ми про це не раз говорили. Багато хто говорив про це прямо, були й такі, які не говорили...

А хто про це говорив?
● Напевно В. Козубель, І. Морайко.

А Ви?
● Я, звичайно, також про це говорив. По дорозі до нашого студентського гуртожитку був на вул. Жовнірській міліційний дитсадочок. Часто ми там проходили і бачили, як ті, хто нас допитував, забирали з нього своїх дітей. А ми показували один одному – оцей або той мене допитував.

Чи Ви узгоджували між собою якісь версії можливих відповідей на допитах?
● Було так, що узгоджували версії. Інформації, про які ми говорили в СБ, мусили бути тільки явними інформаціями. Ми абсолютно не могли говорити про конспіративні справи. Навіть документи, представлені в місячнику «Дебата», не виявляють нічого таємного. Це були офіційні, явні дані.
Бувало так, що ми інформували передовсім інших студентів про можливість такої розмови. І просили, щоб у таких випадках між собою про це говорили. Коли було довір’я, то говорили про це. Частина не говорила, але ми мали свідомість, коли діяли при українській секції, що маємо свою персональну папку в СБ. Те, що частина з нас говорила, можна підтвердити, а навіть якщо хтось не схоче підтвердити, то нехай тепер скаже, що про це не знав. Я можу сміливо сказати: «Я про це знав». Маю свідомість, що на допити всіх брали, задіяних у цій секції. Фактом є, що найбільше допитували ініціаторів та найактивніших.
Від 1983 р. ситуація дуже помінялася, у тому сенсі, що ми були членами офіційної організації, яка діяла леґально. Більшість членів організації становили українські студенти. У раді навчального закладу я був головою, членом ради був М. Тхір, членом правління Вітольд Козубель, секретарем М. Шевчик. Витворилася сильна традиція: у наступних роках, коли я вже закінчив навчання, головою ради був М. Тхір, після нього – Вітольд Козубель. Це була сила, яка вміла мобілізувати українських студентів, а також допомагала їм. У той час прибув до Ольштина редактор Степан Мігус, який був для нас великою підтримкою та допомогою зі своїм досвідом. Більшість з нас пізніше пішла працювати до Ґурова. У 1982 р. студії закінчив Володимир Козубель і після війська працював у Ґурові. Це зокрема і його заслуга, що я там опинився.
У другій пол. 80-х років ми активно працювали, щоб створити українську школу. Це був дуже важливий момент. Ми зуміли використати історичний період, що настав 1989 р. У той час включилися особи, які діяли в студентській організації. Тоді до нас прибув знову проф. Лашин, щоб допомагати в дидактичних справах, дуже нам допомагав тодішній наш парох, а теперішній владика Юліан Гбур. Крім них ще Богдан Тхір, Вітольд Козубель, Любомира Тхір, Мирослав Трояновський, а також допомагали люди, не зв’язані з освітою – Антін Стець, Іван Смут, Софія Баб’як. Тоді власне батьки показали велику відвагу, у тому числі і начальник тюрми в Камінську Михайло Паславський, який сміливо вислав дітей до української школи. Можливо, не всі вірили в кінцевий успіх, але ми були тими людьми з досвідом, які могли це створити. І вдалося.

А чи на допитах Вам пропонували спів-працю? Були такі пропозиції?
● Я був здивований, коли чув від декого, що їм пропонували співпрацю. Мені співпраці ніхто не пропонував.

А в документі есбеушника є такий фраґмент, що Вам нібито пропонують спів-працювати.
● Я хочу виразно підкреслити, що це нотатки есбеушника, а не мої. Я нічого не підписував. Знаю, що я говорив, але не знав, що тоді записав есбеушник і в якій формі, а також як його було звати. Є навіть доказ, що записи, які він робив, розминаються з фактами і правдою.

Ви зустрічалися з СБ у них, чи ще десь інде?
● Зустрічі відбувалися в школі, у комендатурі міліції в Ґурові-Ілавецькому, Батрошицях. Це були офіційні зустрічі. Після них я інформував наших членів, що такі зустрічі відбуваються і що будуть напевно всіх брати на допити, в основному учасників ґданського засідання після Ярмарку 1981 р. Одна зустріч була в кафе. Це такий метод есбеушників. Більше такого не було. Я навіть їм виразно сказав, якщо будуть мати щось до мене, то прошу офіційно давати повідомлення і для цього є відповідне місце, там можемо собі офіційно поговорити.

Старалися, може, якось Вас підкупити?
● Не було такої ситуації.

А чи було так, що Ви зустрічалися з СБ з власної ініціативи?
● Власне, це цікавий нюанс. Говориться про мою ініціативу... Я хочу виразно сказати, що я грав в ансамблі на українських забавах, весіллях і співав зі старшими людьми. Їх залякували, що за це їх будуть гнобити, щоб музиканти не грали зі мною. Я бачив, що ці люди були перелякані. І це правда, що я пішов до СБ як голова ради навчального закладу, стаючи в їх обороні. На мою думку, так повинна зробити кожна чесна людина. Я не дозволю, щоб моїх приятелів тягали на допити. І сказав функціонерам СБ, що не бажаю, щоб моїх друзів тягали і мучили. Якщо мають до мене претензії, то, будь- ласка, можуть це зі мною з’ясовувати. Есбеушники не хотіли мене пустити на таку розмову. На прохідній дали тільки телефонний апарат, щоб я в такій формі поговорив. Жодних розмов, про які згадується в нотатці з «Дебати», не було. Це просто брехня. Сенсації, про які пише Нецьо, – це «сенсації» есбеушника, який писав собі «твори». Я думаю, надійде ще такий час, коли буде проведене ретельне дослідження операційних та аналітичних методів праці СБ, яка мала нас контролювати, переслідувати тощо. Зрештою, з матеріалів ІНП виникає, що це мене переслідували, контролювали, що це я був фіґурантом, про що якось старається забути автор статті в «Дебаті».

У документах СБ функціонує термін ОК (операційний контакт). Він має два схожі значення: перше – окреслює співпрацівника, який доносив свідомо; друге – допитувану особу використовували без його відома, тобто згоди, робили з нього донощика. Ю. Нецьо закидає, що Ви були свідомим ОК. З Ваших слів виникає, що Вас могли використовувати без Вашої згоди на це і могли закваліфікувати як ОК. Що Ви на це?
● Ю. Нецьо вже багато разів звинувачував мене, школу, директора М. Олійника та вчителів (писав про це в «Нашому слові» С. Мігус). Не підтвердилося це у прокурорських розслідуваннях. Ця людина навчалася в Ольштині на історичному факультеті в 1981-1985 рр. Якось бракувало йому тоді відваги, щоб приєднатися і активно діяти в середовищі українських студентів. Не записався і на згаданий курс української мови. Більше того, коли працював вчителем історії на Ґуровщині, не включився у творення українського ліцею. І зараз, коли відвага так сильно подешевшала, ця особа стає головним люстратором, головним героєм, який шукає справедливості. То я питаю – де він був тоді, коли дійсно треба було ризикувати і показати велику відвагу? Якщо когось окреслюється фіґурантом, то не контактом операційним. Це два різні терміни.

Ю. Нецьо ставить закид, що Ви розкрили на допитах І. Морайко, про те, що вона розповідала друзям про свої контакти з СБ. А кожен зобов’язувався перед есбеушниками не розповідати про це назовні.
● Це неправда. Якщо навіть і була розмова на цю тему, то есбеушник міг мене питати про це, а не я його, що будуть робити з Морайко. Без перебільшення, це він був есбеушником, не я. Це не тримається купи. Вона, як і всі ми, казала нам, що має проблеми з СБ. Як були такі розмови зі мною про це, то я міг її лише захищати. Так само дивним є твердження, що М. Сич не сказав своєму другові Володимирові  Козубелю, що був на допитах, що виникає із записів есбеушника, коли він запитував Козубеля, чи він щось знає про це. То що, Козубель мав відповісти: «Так, сказав мені»? Якщо есбеушник питав про це, чи ми говорили про допити, то видно досконало знав про це, що ми між собою контактуємося.

Ю. Нецьо посилається на запис есбеушника, що Ви «багато зробили для СБ». Що цей есбеушник міг мати на думці?
● Я не знаю, що він міг мати на думці. Ще раз скажу, що це слова есбеушника. Якщо функціонер СБ писав, що я «багато зробив для СБ», то добре було б, щоб написав, що я зробив для СБ?

Есбеушник у записці подає, що це Ваші слова.
● Але це написав він і я переконаний, що на кожного з діячів української секції мали таку папку. Я впевнений, що вони записували у своїх документах те, що хотіли, і що їм було вигідне. Рано чи пізно, ми будемо знати про це. Багато осіб може здивуватися, що такі документи є. Не писали нотаток про людей, які абсолютно нічого не робили, сиділи тихесенько і навіть не признавалися, що мають щось спільного
з українцями.

Чи після цих допитів відчуваєте якийсь моральний дискомфорт, докори сумління, бо, можливо, про щось проговорилися?
● Абсолютно ні.

Може сказали щось забагато?
● Неможливо. Ми не могли сказати забагато, бо ми робили все це офіційно. Звернімо увагу, що тоді більшість членів СПС у нашому навчальному закладі були українцями. Це могло бути проблемою для органів безпеки.

Є ще в документах такий запис, що Ви «припинили ворожу діяльність». Ю. Нецьо інтерпретує це однозначно, що Ви стали слухняним і доносили. Що Ви на це?
● Треба було б запитати того есбеушника, що він хотів цим сказати. Коли я став головою студентської організації, то він мав право собі в актах написати, що припинив ворожу діяльність. Це також здається бути однозначним висновком, що таку ворожу діяльність проти них я проводив, якщо вони так написали. То я питаю: чи я був донощиком, чи здійснював ворожу діяльність проти СБ до 1983 р.? Ці документи можна інтерпретувати по-різному. Автор статті зробив це, напевно, згідно зі своєю «об’єктивною» логікою.

Чи вважаєте, що акція проти Вас відбувається тому, що Ви депутат?
● Звичайно, що так. Ми повинні зрозуміти, що становимо в Польщі реальну політичну силу. Шкода, що нема таких людей, як Куронь, які б старалися, щоб у Сеймі РП були українські представники. І вони були: В. Мокрий, М. Чех. Вони зробили багато для української громади. Тепер так склалося, що українська громада обрала мене депутатом. Це для нашої громади має велике значення. Хочу виразно сказати: я не мушу бути депутатом Польського сейму. Можливо, завтра ним не буду. Тут якраз використовують деяких наших людей, які хочуть довести до такої ситуації. Не вірю, що за тим стоїть одна особа. Треба поставити собі питання: яка в цьому мета? За чиї гроші ведеться розшук документів, щоб мене скомпрометувати, друкуються статті в газетах та висилаються безплатно? Звернімо увагу, як багато ми осягнули спільно, хоча б на Вармії та Мазурах. Тут працювали ті самі особи. Власне тоді ми створили чудовий шкільний комплекс у Бартошицях чи Ґурові-Ілавецькому, який щорічно випускає у світ 60-70 українських інтеліґентів. Ми розширили українську передачу в Радіо Ольштин та реґіональному телебаченні. Також вдалося створити україністику в Ольштині і єдину в Польщі Комісію національних меншин при Вармінсько-Мазурському сеймику, яка багато зробила для національних меншин, у тому числі для українців. У це все були задіяні ті самі особи, які тяжко працювали у той важкий час, у 80-ті рр. І тепер задумуємося, кому залежить, щоб це все знищити? Атака на мене є деякою мірою елементом нищення цього всього надбання. Кому залежить, щоб сидіти в кущах і робити знімки, підписувати їх і висилати в прокуратуру доноси? Чи це тільки одна особа? Хто так насправді за тим стоїть? Це напевно невдовзі виявиться. Однак, чи не буде запізно? На щастя, є багато людей з життєвим досвідом і не дадуться маніпулювати. Всім їм щиро дякую.

У відповідь на мій коментар («НС» № 14, 5 квітня) Ю. Нецьо пише (див. 2 с.), що його мотивацією є історія, тобто встановлення деяких фактів, а не політична чи особиста мета.
● Якби так було, то Ю. Нецьо не писав би так багато листів до прокуратури, у яких мене обпльовує майже за все. Есемеси до моєї дружини, до моїх дітей, польських друзів – депутатів Сейму, – це війна проти мене у широкій формі, яка максимально розвинена. Варто згадати, що в нашій діяльності, в основному на Вармії та Мазурах, ми здобули велику прихильність зі сторони польського середовища. Подивіться, як багато є наших представників у повітовій та ґмінній владі. Вони функціонують як українці і користуються великою пошаною в польському середовищі. Цю ситуацію хтось хоче зруйнувати. Найкраще це зробити нашими руками. Звичайно не всіх, але більшості. Ми там становимо велику потенційну силу. Це напевно декому не подобається. Варто пригадати прислів’я: «Як хочеш, щоб тебе шанували, покажи, що сам себе шануєш». А акція з висиланням газети зі статтею про мене до депутатів Сейму показує, що українці самі себе нищать. То як поляки мають нас шанувати?! Тільки не розумію, чому має служити висилання пасквілів до багатьох батьків учнів ґурово-ілавецької школи?! Чому має служити висилання пасквілів до батьків, яких діти є кандидатами до цієї школи?! Ось така велика акція відбувається. Хто за цим стоїть і платить немалі кошти?

Маєте може жаль або претензії до есбеушників?
● Жаль до есбеушників? Це була їхня праця, за це брали гроші і писали свої записки. А ми робили свою роботу. Я абсолютно не маю чого соромитися. Навіть можу гордитися, бо маю серйозні успіхи, але не тільки мої, а й тих всіх людей, які разом зі мною починали цю тяжку працю ще на початку 80-х рр. Здається, що ми – друге покоління після акції «Вісла», гідно продовжували національно культурну ідею наших батьків, колишніх діячів культури, засновників українського шкільництва у Польщі. Це наша спільна гордість, спадщина для майбутніх поколінь. Не зруйнуймо цього!

«Наше слово» №20, 17 травня 2009 року

Розмовляв Ярослав Присташ   

ПРИПИНИТИ кампанію проти депутата

Після 1989 р. такого в історії нашої громади ще не було. Проти її представника, який зайняв високий пост у структурах державної влади, проводиться цілеспрямована, методична і безпощадна атака. Використовуються для цього всі прийоми: донесення в прокуратуру, наклепи, анонімні листи, есемески, брудне нашіптування в громаді та польському середовищі. Здебільшого робиться це руками своїх – недавніх співробітників, а навіть друзів. Чужі не мусять докладати великих зусиль – лише поширювати брудну роботу українців. Свого хочуть загризти свої.

Мирон Сич – співзасновник і багатолітній директор Комплексу шкіл в Ґурові-Ілавецькому, голова Вармінсько­Мазурського сеймику трьох скликань і теперішній депутат Сейму РП – п’є повну чашу терпіння. Йому не даровано нічого: зачіпають його особисто і його сім’ю, б’ють за сьогодення і за минуле. Коли не вдалося доказати фінансових зловживань, тоді перекинулися на студентські роки, мовляв, він співпрацював  з комуністичною Службою безпеки.
Я довго придивлявся до цієї кампанії дещо збоку. Зустрічався з депутатом, підтримував його і говорив, що все це минеться. Кожний з нас мусить пройти через певні випробування, бо займатися політикою – справа непроста. Потрібно витримки, сили і шкури вола. Проте є межі, за якими мовчати публічно – означає миритися зі злом, що зустрічає людину, яка зробила великий внесок у життя нашої громади. Мовчати – це погоджуватися з методами боротьби, не гідними відносин у демократичних країнах, не достойними того, щоб ними керувалася громада, яка вистояла стільки випробувань. Мовчати – це спокійно придивлятися, як нищать надбання громади минулого двадцятиліття.
Тому треба сказати: годі! Немає згоди на осквернення доброго імені депутата і розбивання української спільноти. Історії нашої громади не треба писати лише на основі есбецьких документів. Ще живі люди, які тоді займалися громадською діяльністю. Свідки, повні сил фізичних і розуму, можуть розказати, як воно було. На основі документів СБ можна написати правду про методи її діяльності, а не правду про людей, які трудилися на громадській ниві. Хто цього не розуміє, не повинен братися за оцінку нашої поведінки.
М. Сич не був співробітником СБ, не доносив і не шкодив людям. Усі, хто жив і працював в українській громаді у 80-і рр., добре про це знають. Оприлюднені документи СБ щодо Сича не показують нічого крамольного. Навпаки, підтверджують правильність висновку Люстраційного бюро ІНП про відповідність правді люстраційної заяви депутата. Він не співпрацював, був натомість об’єктом зацікавлення і прискіпливого спостерігання, як т.зв. фіґурант. Жодна словесна еквілібристика цієї кваліфікації не може поміняти.
Усупереч твердженню деяких «люстраторів», польське законодавство не передбачає іншої процедури люстрації, як складення заяви та перевірку люстраційним прокурором її правдивості. Прокурор визнав, що депутат Сич склав правдиву заяву. Крапка. Коли хтось із цим не погоджується, може внести скаргу до прокуратури і домагатися зміни цієї кваліфікації. Коли цього не здійснює, то займається безпідставними звинуваченнями.
М. Сич зробив абсолютно правильно, коли сказав есбекові, що знає про їхні розмови з іншими студентськими діячами. Відкритість, неприховування факту виклику в СБ були найкращою зброєю проти політичної поліції, яка розраховувала на страх і почуття самотності викликаного. У гурті людина була певніша і більш захищена, тому першим законом для тих, кого викликали, було: «Розказуй про це якомога більшій кількості знайомих». Про те, що М. Сича викликають, він неодноразово говорив сам, і не лише мені.
Введення воєнного стану поклало край надіям на створення СУСП. Дехто з нас працював над створенням незалежної організації, дехто пропонував діяльність у підпільному Об’єднанні польських студентів, ще інші обстоювали включення до леґальної польської організації. За третім сценарієм були колеґи з Ольштина. Ми довго над цим дискутували і сперечалися. Їхнє рішення не було простим, бо більшість студентів ставилися неґативно до такого вибору. Згодом ми прийняли рішення включитися до цієї структури. Створили Раду культури національних меншин, яка діяла в більшості академічних центрів.
З перспективи понад 25 років я впевнений, що ми тоді зробили правильно. Позитивних сторін було більше, ніж неґативних. Узяти хоча б організування Молодіжних ярмарків, «Карпат», видавання «Зустрічей» та десятки інших ініціатив. Декому з­посеред нас це не заважало включатися до підпільної діяльності польських організацій, займатися незалежною видавничою діяльністю і творенням основ для перетворень, які надійшли в житті громади після 1989 р. А скільки важило встановлення контактів з Україною, зустрічі з представниками самостійницького руху, який зароджувався в другій половині 80-х років!
Ця діяльність ще чекає на своїх істориків, бо вона була суттю нашого життя, а не розмови з СБ, яка намагалася залякати нас чи змусити піти на спів­працю. Ми були суб’єктами власних вчинків і рішень, а не СБ. Хто цього не розуміє, хай не береться вирішувати долі людей, залучених до тодішньої роботи. Усе було набагато простіше і водночас складніше, ніж їм здається.
Сперечаючись, в одному ми були переконані – ми вміємо розпізнати, хто свій, а хто ворог. Хто працює чесно, а хто запродався «безпеці». Якби цього не відчували сьомим чуттям, не мали б успіхів, яких нам тоді вдалося досягти.
Усі, хто діяв у 80-і роки, пам’ятають тодішню атмосферу. Абсолютна більшість із нас були членами УСКТ, або користувалися формами його діяльності. Це при тому, що ми були свідомі нагляду, який Міністерство внутрішніх справ здійснювало над роботою товариства. І того, що деякі діячі напевне співпрацюють. Проте, ми не ховалися, бо були переконані, що працюємо леґально, не робимо нічого крамольного, бо маємо свої права. А з деякими людьми і в деяких середовищах просто не говорилося про все.
Пишу про це, щоб повернути правильну оцінку нашого життя 20-30-літньої давності. Можна і треба оцінювати тодішні успіхи і невдачі. Писати про людей, важити мотиви, якими керувалися, приймаючи саме такі, а не інші рішення. Але треба це робити добросовісно, а не з метою дискредитації задля політичної мети. Наша громада надто багато пройшла і проходить, щоб такими методами безкарно можна було її розколювати. Не треба приносити в наше життя методи, які роз’їдають польське політичне і суспільне життя.
Сталося так, що у 20-ліття незалежної Польщі посилилися дії антиукраїнських сил. Заперечуються здобутки польсько-українського примирення. Іде реванш тих, хто хоче посварити Польщу та Україну, кому сіллю в оці стоїть долання неґативних стереотипів, зароджування справжньої дружби і добросусідства між нашими народами. Часткою цієї кампанії є спроба очорнити депутата Сича. На відміну від кампанії т.зв. кресових організацій, тут можемо зробити щось більше, ніж тільки протестувати. Можемо активно давати відсіч тим, хто паплюжить, і не надавати форуму для їхньої діяльності.
Миронові, його дружині Олі та дітям хочу сказати: ви не одні!

«Наше слово» №24, 14 червня 2009 року