Obraz Stepana Bandery w polskiej świadomości narodowej

Napisanie eseju o obrazie Stepana Bandery w polskiej świadomości narodowej i stosunku polskiej kultury narodowej do Stepana Bandery to dla mnie, z dwóch powodów, wielki zaszczyt i ogromna przyjemność.


Po pierwsze dlatego, że obecnie piszę pracę doktorską o heroicznym i antyheroicznym życiu Stepana Bandery przed i po jego śmierci, a tym esejem, którego powstanie związane jest ze 100-tną rocznicą narodzin Stepana Bandery, mogę się przyczynić do formowania dyskursu o Stepanie Banderze, co później będę mógł przeanalizować w swojej pracy doktorskiej. Po drugie dlatego, że polska kultura narodowa, o której w tym eseju również będzie mowa, jest tak samo, a może nawet i bardziej absurdualnym, konstruktem jak sam protagonista tego artykułu - wielki bohater zachodnio-ukraiński, nieustraszony polityk narodowo-radykalny i znany symbol ukraińskiego nacjonalizmu, ostatnio w Ukrainie Zachodniej zapomniany w roli faszysty i antysemity - Stepan Bandera.

Bandera, choć często podkreślał i manifestował swoją wrogość do Polski i Polaków, był bardzo mocno związany z polską kulturą i państwem polskim. Znał on dobrze język polski, gdyż miał z nim styczność w gimnazjum w Stryju, na politechnice we Lwowie i w akademii rolniczej w Dubljanach. Poza tym środowisko polskie otaczało go i wpływało na jego socjalizację. Pracując nad własną tożsamością narodową Bandera orientował się na wzorze polskim, jaki dobrze znał ze szkoły, gazet i książek. Podczas swojej kariery narodowego rewolucjonisty - chcąc nie chcąc - podświadomie przejmował i przetwarzał rytuały polskich bohaterów narodowych oraz naśladował ich zachowania. Do orientacji i samokontroli wykorzystywał natomiast dobrze mu znany kod kulturowy polskiego patriotyzmu i nacjonalizmu. Można zatem stwierdzić, że Bandera, wbrew swojej własnej woli, jak i woli ukraińsko-nacjonalistycznego środowiska, w którym się ukształtował, był produktem polskiej kultury narodowej, przeciwko której się zbuntował i obrócił. Z polską kulturą był on związany również wbrew woli Polaków, przede wszystkim tych z Wołynia i Galicji Wschodniej, którzy szczerze nienawidzili zarówno Banderę, jak i wszystkich innych ukraińskich nacjonalistów.   

Ludzie w Polsce mieli okazję po raz pierwszy dowiedzieć się o Stepanie Banderze słuchając audycji radiowych lub czytając artykuły prasowe o rozprawach sądowych przeciwko nielegalnej w II Rzeczypospolitej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, które odbyły się w 1935 roku w Warszawie i w 1936 roku we Lwowie. W procesie warszawskim sądzonych było 12 a we lwowskim 23 członków OUN zamieszanych w zabójstwo Ministra Spaw Wewnętrznych Rządu Polskiego - Bronisława Pierackiego. Polityk zamordowany został 15 czerwca 1934 roku w Warszawie przez członka OUN Hryhorija Macejko. Władze polskie nigdy nie ujęły sprawcy. Zabójstwo zostało przez nie zainscenizowane jako tragedia narodowa i wykorzystane do tego, żeby rozprawić się z OUN. Organizacja ta, bowiem, od kilku lat mniejszymi lub większymi rabunkami, zamachami i różnymi akcjami terrorystycznymi skierowanymi przeciwko organam państwa polskiego, dawała się władzom we znaki.

Nie ujmując sprawcy zabójstwa i aresztując blisko 800 osób powiązanych z OUN, jak i przeprowadzając pokazowy proces przeciwko „terrorystom" z tejże organizacji, służby państwa polskiego zademonstrowały kolejny raz swoją bezradność i nieumiejętność prowadzenia polityki w stosunku do mniejszości narodowych zamieszkujących obszar II Rzeczypospolitej. Traktowanie obywateli niepolskich w II Rzeczypospolitej jak obywateli drugiej kategorii oraz próby narzucenia mniejszościom narodowym (z których największą była, stanowiąca 16% wszystkich mieszkańców,  mniejszość ukraińska), polskiej kultury narodowej były absurdlne, co w zamyśle polityków II Rzeczypospolitej doprowadzić miało do ich asymilacji i polonizacji. Świadczyło to o niezaradności i nieumiętności prowadzenia polityki w stosunku do tych mniejszości, jak i dogmatycznym nacjonaliźmie ludzi sprawujących wówczas władzę. Politycy II Rzeczypospolitej powielali zachowanie nacjonalistów pruskich oraz rosyjskich i postępowali z mniejszościami zamieszkującymi II Rzeczypospolitą bardzo podobnie jak władze Cesarstwa Pruskiego i Rosyjskiego postępowały z Polakami w XIX i na początku XX wieku.

Stepan Bandera na pierwszym procesie w Warszawie, który odbywał się od 18 listopada 1935 do 13 stycznia 1936 roku, zwrócił na siebie uwagę mediów i społeczeństwa między innymi tym, że był krajowym prowidnykiem OUN, a więc najważniejszym zatrzymanym wśród oskarżonych, i odpowiadał na zadane mu przez sędziego Prosemikewicza pytania nie po polsku, czyli w języku urzędowym, ale po ukraińsku, czego zabraniało prawo.  Został on za to usunięty z sali sądowej.  Stawiał przy tym opór policjantom i  wykrzykiwał demonstracyjnie po ukraińsku hasła propagandowe oraz obelgi pod adresem sądu i państwa polskiego, co podważało reputację sądu. W ten sposób Bandera próbował zwrócić uwagę międzynarodwych mediów na problem ukraiński w państwie polskim, a sam stawał się „bohaterem" i „męczennikiem" w oczach zarówno swoich radykalnych i fanatycznych rówieśników z OUN, jak i osób niezwiązanych z tą organizacją .

Jeszcze dalej posunął się Bandera na drugim procesie sądowym, który odbywał się we Lwowie od 25 maja do 27 czerwca 1936 roku. Na tej rozprawie oskarżeni mogli mówić po ukraińsku, co motywowało go do wygłaszania propagandowych monologów i kreowania się na nieustraszonego przywódcę OUN, który z zimną krwią wydaje wyroki śmierci na polskich polityków albo Ukraińców, którzy w jego oczach „zdradzają naród ukraiński". Te nacjonalistyczno-propagandowe przemówienia i zachowanie Bandery, jak i w mniejszym stopniu innych oskarżonych, mieszały się z faszystowskimi rytuałami OUN, która starała się praktykować ideologię faszyzmu, aby sprawiać wrażenie silnej i liczącej się w Europie organizacji. Takim zachowaniem było między innymi  demonstratywne traktowanie Bandery przez oskarżonych członków OUN jak wodza, witanie się na sali sądowej pozdrowieniem „Sława Ukrajini!", albo próby legitymowania popełnionych mordów własnym kodeksem wartości, według którego tylko OUN wie, co jest dobre i co jest złe dla narodu ukraińskiego i ma prawo zabijać wszystkich ludzi, którzy zagrażają realizacji jej planu, jakim jest zbudowanie państwa ukraińskiego, wprowadzeniu w nim faszystowskiej dyktatury i podporządkowaniu sobie całego społeczeństwa.             

Skazanie Bandery i kilku inych oskarżonych najpierw na karę śmierci, a później zamienienie wydanego wcześniej wyroku na dożywocie, w obawie przed powstaniem kultu tej postaci, który mógł wzmocnić nacjonalizm ukraiński, wykreowało Banderę, mimo wszystko, na „męczennika" i „bohatera" nie tylko w środowisku sympatyków OUN. Poza tym procesy przypomniały Polsce i światu o problemie ukraińskim, jednak nie przyczyniły się do przemyślenia przez rząd polski polityki prowadzonej w stosunku do mniejszości narodowych i zniwelowania polaryzacji w społeczeństwie. Józef Beck we wrześniu 1934 roku na forum Ligi Narodów wypowiedział traktat mniejszościowy a we wschodnich województwach Polski w 1936 roku wywieszano plakaty następującej treści:

„Ukraiński narodzie, dzień w którym zasądzono we Lwowie Banderę i tow., niech będzie rocznicą żałoby naszych ukraińskich serc, bądźcie gotowi, godzina zemsty nad Lachami zbliża się."

Ponownie sprawa Bandery stała się aktualna po napadzie Niemiec nazistowskich na Związek Radziecki. W lipcu 1941, pod wpływem propagandy związanej z proklamacją państwa ukraińskiego przez OUN, zarówno Polacy jak i Żydzi mieszkający we Lwowie zaobserwoali proces stylizowania Bandery, którego w tym czasie nie było we Lwowie, na faszystowskiego wodza narodu ukraińskiego. W ten sposób stylizowali Banderę głównie członkowie OUN-B, którzy jako „stróże porządku we Lwowie" biegali po mieście w niebiesko-żółtych opaskach organizując „państwo Bandery", tłukąc napotkanych Żydów na ulicach i przeprowadzając krwawy pogrom na tych mieszkańcach miasta, a także witając się na oczach wszystkich lwowian faszystowskim podniesieniem ręki i słowami „Sława Ukrajini!"- „Herojam Sława!". I tak, na przykład, nauczyciel jednego z lwoskich gimnazjów Jan Rogowski wspominał w swoim pamiętniku, oddanym około 1980 roku do wrocławskiego Ossolineum: „Ów Badera miał to być ukraiński Führer, który chciał się wzorować na Hitlerze, a zwłaszcza w krwiożerczości, czego dał później liczne dowody". Kurt I. Lewin, syn dr. Jecheskiela Lewina, przedwojennego rabina lwowskiej synagogi postępoewej, wspominał, natomiast, w napisanej w 1946 roku autobiograficznej książce, rozlepione we Lwowie „odezwy Stepana Bandery - wodza Ukraińców, wzywające do modru i pożogi".

Nieliczni Żydzi, którym udało się przeżyć wojnę we Wschodniej Galicji albo na Wołyniu, będą po wojnie, podobnie jak Polacy, rzadziej wspominać Stepana Banderę, którego od lipca 1941 roku w Generalnej Guberni nie było, a często „banderowców", co jest bardzo ciekawym zjawiskiem psychologiczo-historycznym. Żydzi wspominający „banderowców" będą mieli na myśli albo członków OUN-B, albo żołnierzy z UPA lub ukraińską milicję. Polacy, natomiast, pisząc albo mówiąc o „banderowcach" będą wspominać najczęściej żołnierzy z UPA i swoich sąsiadów, którzy w 1943 i w 1944 przeprowadzili na polskiej ludności czystkę etniczną. Używane przez Polaków i Żydów we wspomnieniach słowa „banderowcy", w znaczeniu „ludzie albo żołnierze Bandery", mają ze sobą tyle wspólnego, iż termin ten powstał i utrwalił się w ekstremalnych warunkach - holocaustu i czystki etnicznej - i nie zawsze odnosił się do „ludzi albo żołnierzy Bandery", którzy „banderowcami" nazwani zostali w 1940 roku po podziale OUN na OUN-B i OUN-M. Jednak obje te masowe zbrodnie były przeprowadzone albo przez Ukraińców albo z udziałem Ukraińców, którzy często, ale nie zawsze, utożsamiali się z Banderą, a na psychikę wspominających ich ludzi wywarli wrażenie najczęściej swoim fanatyzmem narodowym i okrucieństwem. Nie jest natomiast jasne, czy Ukraińcy, którzy zaznali terroru ze strony OUN-B albo UPA - najczęściej dlatego, że nie popierali tych organizacji, albo dlatego, że współpracowali z NKWD - też opisywali i wspominali swoich ukrańskich morderców jako „banderowców".

Sam Bandera, którego jako wodza państwa ukraińskiego politycy nazistowscy nie potraktowali tak poważnie jak członkowie OUN-B, najdłuższy okres II wojny światowej spędził w areszcie domowym w Berlinie i w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen,  gdzie był więźniem politycznym. W obozie Sachsenhausen Bandera siedział przez krótki okres razem z komendantem Armii Krajowej Stefanem Roweckim, z którym, podobnie jak inni ukraińscy więźniowie obozu, na przykład Jarosław Stećko albo Wołodymyr Stachiw, prowadził rozmowy na tematy polsko-ukraińskie. Ponieważ Bandera pod koniec wojny był gotów na dalszą współpracę z nazistami i walkę o Ukrainę w nazistowskiej Europie, został wraz z innymi ukraińskimi więźniami 29 września 1944 roku zwolniony z obozu. Generał Rowecki, natomiast, zginął najprawdopodobniej rozstrzelany na początku sierpnia 1944 na terenie obozu.

Bracia Stepana Bandery: Wasyl Bandera i dr Oleksy Bandera, którzy w lipcu 1942 zostali zesłani do obozu koncentracyjnego Auschwitz, też mieli zetkąć się z Polakami. Według historii, które w okresie powojennym krążyły w środowisku ukraińkiej diaspory a dzisiaj opowiadane są w muzeach propagujących kult Bandery, obaj mieli zostać brutalnie zamordowani przez Polaków w obozie Auschwitz za to, że nosili nazwisko Bandera. Ta historia, która czyni z Wasyla Bandery i dr Oleksa Bandery męczenników ukraińskiego narodu, może być prawdziwa, ale nie musi, gdyż nie ma na to dostatecznych dowodów. Według innej relacji złożonej na procesie oświęcimskim 12 czerwca 1964 roku przez lekarza w obozie Auschwitz, dr Jerzego Tabeau, jeden z braci Stepana Bandery zmarł w Auschwitz na biegunkę.   

Bandera nie pojawiał się często w oficjalnych dyskursach w Polsce Ludowej, chociaż polska Służba Bezpieczeństwa kontrolowała jego łączników przeprawiających się z Europy Zachodniej przez Polskę na Ukrainę. Od czasu do czasu w gazetach i książkach, dla podkreślenia wyższości „komunizmu" nad „nacjonalizmem", przypominano „banderowców" nadając temu słowu propagandowe znaczenie, ale działo się to sporadycznie, rzadziej niż w Sowieckiej Ukrainie. Od 1959 roku kilkanaście razy w wysokich nakładach ukazywała się książka „Łuny w Bieszczadach" Jana Gerharda. Autor mitologizował walki polskich żołnierzy z UPA w Bieszczadach, ale treść książki nie dotykała bezpośrednio Bandery. Zabójstwo Stepana Bandery w 1959 roku jak i związany z tą sprawą proces Bohdana Staszyńskiego, który odbył się w 1962 roku, nie były zbytnio nagłaśniane w mediach Polski Ludowej. W nielicznych artykułach, jakie się ukazały, sensacyjno-fantastyczna propaganda obowiązująca w Związku Radzieckim, wiążąca śmierć Bandery z Theodorem Oberlälenderem i służbami bezpieczeństwa Republiki Federalnej Niemiec mieszała się z informacjami o ukraińskich faszystach w niemieckiej armii mordujących polskich profesorów we Lwowie. W Polsce Ludowej rozwinęło się jednak, tak jak i w Związku Radzieckim, propagandowe rozumienie „banderowców" jako bandytów, co związane było z propagandową dyskredytacją i demonizacją ukraińskiego nacjonalizmu.

W latach 80-tych, szczególnie w środowisku polskich przesiedleńców z przedwojennych terenów południowo-wschodniej Polski, Bandera i „banderowcy" stali się znowu „aktualni", co związane było z liberalizacją cenzury publicystycznej. Ludzie z tego środowiska przeżyli konflikt polsko-ukraiński i czystkę etniczną w Galicji Wschodniej oraz na Wołyniu, a po zakończeniu wojny nie mogli się oficjalnie zaimować swoimi przeżyciami co odbiło się na ich psychice, a także na tym jak po latach będą oni odtwarzać historię. Na przykład Edward Prus, główny polski nacjonalistyczny propagator historiografii antybanderowskiej i twórca negatywnego symbolu Bandery, został w młodości straumatyzowany przez „banderowców" i do końca swojego życia walczył ze swoją traumą zabijając „banderowców" historiograficznie: w latach 80-tych w swoich książkach rozprawiał się z takimi apologetami Bandery jak weteran OUN-B Petro Mirczuk, w latach 90-tych wymyślał takie terminy jak „holocaust po banderowsku, w 2004 opublikował obszerną antyhagiografię Stepana Bandery. W 2007 roku, tuż przed śmiercią (Edward Prus zmarł 31 grudnia, czyli na dzień przed rocznicą urodzin głównego „objektu" swojej traumy), opublikował książkę „Banderomachia".

Bandera w środowisku polskich przesiedleńców stał się emocjonalnym symbolem cierpienia, jakiego Polacy z Wołynia i ze Wschodniej Galicji zaznali ze strony ukraińskich nacjonalistów w czasie wojny. Jako taki symbol funkcjonuje on również w literaturze. W 2006 roku, na przykład, ukazała się książka Stanisława Srokowskiego „Nienawiść".  Autor w dzieciństwie, podobnie jak Edward Prus, został straumatyzowany przez „banderowców", a do 1990 roku nie mógł nagłaśniać i zajmować się swoimi przeżyciami z dzieciństwa. Po 1990 roku próbuje on uporać się z tym problem, w rzeczywistości go jednak nie rozwiązując tylko reprodukjąc. Srokowski, podobnie jak Prus, wydaje się być do dzisiaj emocjonalnie związany z objektem swojej traumy, który do niego powraca i przejmuje nad nim kontrolę. 

Kult Bandery, który w Zachodniej Ukrainie po 1990 uprawjają między innymi historycy związani z "Centrum doslidżeń wyzwolonoho ruchu", albo takie gwiazdy historyczne jak docent Lwowskiej Politechniki Jevhen Perepiczka, autor jednej z najnowszych, najobszerniejszych i najbardzej apologetyczno-dogmatycznych hagiografii Stepana Bandery, mógłby dziwić polskich humanistów zajmujących się Ukrainą i sprawiać na nich takie wrażenie, jakby niektórym historykom na Ukrainie Zachodniej historia (historia rerum gestarum) wymknęła się spod kontroli i zwróciła się przeciwko nim. Polscy historycy i kulturoznawcy zajmujący się Ukrainą są jednak albo bezradni, albo obojętni lub uważają, że Bandera to nie ich historia. Niereagowanie na pantonizację i hagiogrfizację Bandery może również oznaczać, że polscy historycy się do tego fenomenu hagiografizacji w ogóle przyzwyczaili i wydaje im się on „autentyczny" i „naturalny", tak jak „autentyczny" i „naturalny" wydaje im się, na przykład, kult takich polskich wodzów i niedoszłych dyktatorów jak Józef Piłsudzki czy Roman Dmowski.   

Podobnie wygląda też sprawa polskich turystów odwiedzających Lwów. W - „bandersztacie", jak ironicznie nazywała Lwów legendarna grupa „Braty hadjukiny" - polscy turyści chętnie odwiedzają lokal „Kryjwka" przyczniając się w ten sposób do komercjalizacji kultu Bandery i przyjmując, prawdopodobnie nieświadomie, faszystowsko-antysemickie rytuały tego klubu. Przy wejściu do „Kryjwki" pada na przykład przywitanie „Sława Ukrajini!" i aby do niego wejść należy odpowiedzieć „Herojam Sława!". Jest to takie samo przywitanie jak to, którego używali zwolennicy Bandery przeprowadzający pogrom we Lwowie na początku lipca 1941 roku, w którym zginęło między 4000 a 7000 Żydów. W samym lokalu polscy turyści spożywając dania z antysemickimi nazwami pod portretem Stepana Bandery i innych wielkich ukraińskich bohaterów mają okazję, między innymi, pobawić się takimi eksponatami jak karabin, którym przypuszczalnie w czasie wojny ludzie walczący dla Bandery oraz za wielkie silne i niezależne państwo ukraińskie, patriotycznie zabijali Żydów, Polaków, Rosjan jak i nie popierających OUN i UPA Ukraińców i innych „wrogów ukraińskiego narodu". Sytuacja ta przypomina, choć nie jest aż tak rzeczywista, sytuację z 1941 po napadzie Niemiec nazistowskich na Związek Radziecki. W lipcu i sierpniu 1941 niektórych przedstawicieli polskiej kultury narodowej łączyła z  Banderą nienawiść do Żydów, w których widzieli komunistów, i na których przeprowadzili liczne pogromy na terenach północno-wshodniej Polski, podobnie jak zwolennicy Bandery przeprowadzali swoje pogromy na Ukrainie Zachodniej.

Banderę - długoletniego obywatela państwa polskiego narodowości ukraińskiej, pragnącego nie być ani Polakiem ani Rosjaninem tylko Ukraińcem żyjącym wyłącznie z Ukraińcami w państwie ukraińskim - z przedstawicielami polskiej kultury narodowej łączyła miłość do kultury narodowej. Różnica między Banderą a wspomnianą kategorią osób, polegała na tym, że polscy przedstawiciele kochali swoją polską kulturę narodową a Bandera był zafascynowany ukraińską kulturą narodową. Te wspólne zainteresowania, jak i pretensje do zamieszkiwanego przez oba narody obszaru nazywanego przez jednych Małopolską Wschodnią a przez drugich Ukrainą Zachodnią, doprowadzały do konfliktów i tarć. Zwolennicy obu kultur narodowych, napędzani tymi kulturami, stawali się częściami procesu heroicznej modernizacji, której nie byli świadomi i nad którą nie mieli kontroli. Bandera odegrał w tym procesie rolę politycznego mitu z kilkoma twarzami, mitu - jaki nie dla wszystkich się skończył i z całą pewnością nie został rozmitologizowany.

G.Rossolinski-Liebe  dla ZAXID.NET