Jak to z Ogniem bylo naprawde
Wlodzimierz Godlowski, opublikowane w grupie internetowej soc.culture.polish


 

Jak to z Ogniem bylo naprawde

Autor Wlodzimierz Godlowski

Opublikowane w siedmiu czesciach pt. "Jak to z Ogniem bylo naprawde"
w soc.culture.polish na poczatku czerwca 1998 roku.


Jak zapowiadalem udalo mi sie dotrzec do materialow dotyczacych Ognia.
Pierwsza z pozycji stanowi ksiazka Stanislawa Walacha "Byl w Polsce taki
czas"(1). Autor uczestniczyl w walkach z Ogniem jest mu wiec nieprzychylny.
Jednak publikuje on szereg istotnych dokumentow w aneksie - na przyklad
DZIENNIK OGNIA (a dokladniej jego odpis z rozszyfrowaniem skrotow -
oryginal zaginal) - przy czym rzetelnosc tego aneksu nie jest kwestionowana
ani przez zwolennikow, ani przez przeciwnikow Ognia. Autor co prawda
znieksztalca niektore fakty jednak mozna to zweryfikowac na podstawie
odtajnionych materialow archiwalnych (glownie UBP).
Takiej krytycznej analizy dokonal Boleslaw Deren w ksiazce Jozef Kuras
"Ogien" Partyzant Podhala(2) - Wydawnictwo i drukarnia Secesja Krakow 1995.
Autor zamieszcza wykaz dostepnych dokomentow. Ponadto zebral relacje
swiadkow.
Udalo mi sie tez osobiscie zweryfikowac pewne informacje (oczywiscie
w malym stopniu) od ludzi pochodzacych z tego terenu.
Postaram sie przekazac najwazniejsze moim zdaniem informacje (zarowno
korzystne, jak i nie korzystne dla OGNIA i jego ludzi) ograniczajac tutaj swoj
komentarz do minimum.

Czym faktycznie jest dzienik Ognia - otoz sa do prawie wylacznie
skrotowe - nawet niepelnozdaniowe notatki z olbrzymia iloscia skrotow
utrudniajacych czytanie tekstu (Walach skroty rozszyfrowuje wedlug Derenia
w zasadzie poprawnie). Nie ma tam komentarzy "pamietnikarskich ognia",
ani szczegolowych opisow wydarzen.
Nie ma wiec w Dzienniku Ognia opisu iz przerzucal Zydow za granice i
zamiast to zrobic ich rozstrzelal. Takiej zbrodni nie zarzucil mu tez
Walach. To samo dotyczy rzekomego zastrzelenia nauczycielki w Rabce
przy okazji czego mialyby zostac zastrzelone jakies dzieci.
W SWIETLE TEGO STWIERDZAM, ZE NIE MA ZADNYCH PODSTAW DO TWIERDZENIA
ZE TAKIE WYDARZENIA WOGOLE MIALY MIEJSCE.
Na podstawie dostepnych dokumentow postaralem sie tez ustalic jakie ew.
wydarzenia mogly byc inspiracja do takich zarzutow - i o tym napisze
pozniej - jednak zaproponowana przeze mnie identyfikacja bedzie
niepewna poniewaz wydarzenia byc moze przedstawialy sie zupelnie inaczej.

Teraz kolejna sprawa z dziennikiem.
Zawiera on przewaznie zapiski typu
17 IV Rozbicie UB Nowy Targ, dowodca Jastrzab,wykonal Marek.
1.Gadowski,kierownik PUBP.
2.Kosztylo,Ukrainiec,PPR.
3.Reichel,Zyd,PPR.
4.Steskal,konfident niemiecki.
5.Burzynski Julian,Zyd kierownik I Sekcji
18 IV Rozbrojono MO Bukowina.
18 IV Oboz Kolasowki do 23 IV.

Ogien podawal zawsze(?) narodowosc jesli chodzilo o osoby innej
narodowosci niz polska. Dotyczylo to Zydow, Ukraincow, Slowakow,
"Ruskich", - Niemcow juz nie bylo. Natomiast nie zawsze podawal
w przypadku skazanych (nie tylko na kare smierci, na ogol bylo
to upomnienie kontrybucja lub banicja) przyczyny wyrokow.
Dotyczylo to takze Zydow, w zwiazku z tym pojawiaja sie
zapisy
1 konfident UB Krakow (Ogien nie podal nazwiska) (13 IV 1946)
5VI NR 4 sZAFLARSKI bARTLOMIEJ 12 VI (data wykonania?)
5VI NR 5 Zagorska Julia, Kalafut 12 VI

(to oczywiscie tylko przyklady)
W zwiazku z tym nie moga dziwic zapisy typu
29 X (1946) 2 Zydow w Krakowie - Lipnicki, Grunbaum !!

Jesliby przyjac ze zostali zastrzeleni za to, ze byli Zydami, to
trzebaby przyjmowac, ze zastrzeleni Polacy, gdy nie podaje sie przyczyn,
zostali zastrzeleni za to, ze byli Polakami - przeciez to absurd.

Wiecej, znajduja sie tez w dzienniku zapisy
21 II (1945) Handlarz zlotem z Warszawy - Zemsta
Tymczasem chodzi tu o prywatny rabunkowy mord "Zemsty", ktory za morderstwa
i rabunki zostal na polecenie Ognia rozstrzelany.

Podobnie wyglada caly dzienik - niedowiarkow zapraszam do osobistego
sprawdzenia w podanym wyzej zrodle.

TAK WIEC W SWIETLE DZIENNIKA OGNIA (I INYCH ZNANYCH MI ZRODEL) ZARZUT,
ZE OGIEN MORDOWAL ZYDOW ZA TO, ZE BYLI ZYDAMI, ROWNIEZ NIE ZNAJDUJE
UZASADNIENIA.


Kim byl Jozef Kuras "Ogien".



Urodzil sie 23 X 1915 w Waksmundzie. Rodzina byla bardzo aktywnie
zaangazowana w ruch ludowy i z tego powodu byla w konflikcie
zarowno z wladzami sanacyjnymi, jak i z miejscowym proboszczem.

Bogdan Nurski (3): "Zmobilizowany 23 sierpnia 1939 roku, Jozef Kuras walczyl w
kampanii wrzesniowej w I Pulku Strzelcow Podhalanskich. Jednostka zostala
rozbita miedzy Lwowem a Jaroslawem. W pazdzierniku wrocil do Waksmundu".


Po kampani wrzesniowej Jozew Kuras probowal przedostac sie na Wegry,
ale bez powodzenia i wrocil do Waksmundu. Od razu pojawila sie sprawa
Goralenvolku, ktory na Podhalu nie cieszyl sie pokularnoscia.
W Waksmundzie przyjely karty G.(oralenvolku) tylko 62 osoby, podczas
gdy P.(olskich) wydano 2330. Jest to istotne poniewaz konflikt ten
trwal i pozniej. Wlasnie z Goralenvolk'owcow i innych kolaborantow
wywodzili sie czesto agenci UB (np. Segutka).
Jak sie dowiedzialem podzialy za i przeciw Ogniowi wynikaly
glownie z idacych przez pokolenia sporow rodzinnych - i spory
te utrzymuja sie do dzisiaj - w Waksmundzie wzmocnione przez to,
ze zwolennicy UB otrzymali roznego rodzaju nagrody i gratyfikacje
co przelozylo sie prosto na "stan majatkowy".
Jozef Koras dosc szybko wszedl w konflikt z wladzami niemieckimi
i od czerwca 1941 stanal na czele lokalnej placowki "KONFEDERACJI
TATRZANSKIJ" - podziemnej, powiazanej z ludowcami, organizacji
zwalczajacej "goralenvolk" goralskimi rekami.
Pierwsze proby likwidacji KT nie daly rezultatow - zlikwidowano
np. dwoch "turystow" - te same metody stosowalo potem UB - a naprawde
niemieckich agentow Benela i Kruszewskiego. Jednak wsypy
spowodowane przez agenta Romanowskiego doprowadzily do faktycznej
likwidacji KT. Ustalono tez role Jozefa Kurasia w KT i 29 VI (i 4 VII)
1943 Waksmund zostal spacyfikowany przy czym zamordowano ojca , zone
i 2,5-letniego syna Ognia.
To wyjasnia szczegolnie zaciekla nienawisc Ognia do konfidentow
niemieckich (co odnotowuja rowniez zrodla UB).

Bogdan Nurski (3) pisze o tym wydarzeniu w nastepujacy sposob:
"Waksmundcy donosiciele poinformowali ich o roli, jaka odgrywal "Orzel",
wiec odwet rozpoczeli od jego najblizszych. 29 czerwca 1943 roku niemieccy
zandarmi, granatowi policjanci oraz cywilni konfidenci napadli w nocy na
dom Jozefa Kurasia (73-letniego ojca "Orla"). W domu zastali tez zone "Orla"
wraz z 2,5-letnim synkiem Zbyszkiem. Wszyscy zostali zastrzeleni.
Potem napastnicy podpalili dom Kurasiow.

Gdy "Orzel" dowiedzial sie o zamordowaniu najblizszych, zmienil pseudonim
na ten, pod ktorym mial stac sie slawny: "Ogien". Przyjecie tego pseudonimu
chyba doskonale odzwierciedla stan, w jakim sie znalazl. Zbedne sa tutaj
jakiekolwiek komentarze.

Morderstwo dokonane na rodzinie Kurasiow stanowilo prolog do tragedii
calego Waksmundu. W niecaly tydzien pozniej wies otoczylo kilkuset
esesmanow, zandarmow i gestapowcow. "Czesc ekspedycji obchodzi domy
i spedza wszystkich mieszkancow wioski - nie wylaczajac starcow, kobiet i
dzieci - na cmentarz, gdzie musza sie oni polozyc twarza do ziemi. Wszystkich
wybranych razem z partyzantami pognano do szkoly, ktora zmieniono w miejsce
kazni. O godzinie 8 wieczor nastepuje final: (...) rozkazano wszystkim lezacym
na ziemi ludziom ukleknac, by na kolanach wysluchali wyroku: 33 osoby
skazano na wywiezienie do obozow koncentracyjnych, 5 partyzantow na
kare smierci."(5) Rozstrzelano ich na miejscu. Wsrod wywiezionych do obozow
znalezli sie bracia "Ognia" - Wojciech i Wladyslaw (zaprzysiezony czlonek
Konfederacji Tarzanskiej)"



Wspolpraca z AK



Po rozbiciu Konfederacji Tatrzanskiej jej resztki nawiazaly wspolprace
z AK, poniewaz w 1943 Ludowcy na tych terenach nie utrzymywali wlasnej
sily zbrojnej. Poczatkowo kontakty z por. Lechem (ppor. Szczypka) ukladaly
sie dobrze. Ogien kierowal oddzialem autonomicznym i zostal szefem sztabu
ugrupowania. Niestety Lech przypadkowo zginal.
Kolejny dowodca "Zawisza" Krystian Wieckowski probowal obciac
"ludowo lewicujace" nastawienie grupy Ognia - i szerzej wszystkich
ugrupowanin powiazanych z ludowcami.
Doszlo do ostrego konfliktu. Po rozbiciu obozu Zawiszy (zdrada konfidenta
Zmiji) nastapil ostateczny rozlam. Zawisza oskarzal Ognia - zostal on
w koncu w wyniku dochodzenia uniewinniony (rozkaz Borowego z 13 X 1944).
Jednak przedtem Zawisza usilowal zlikwidowac Ognia i staral sie (nie
wiadomo czy uzyskal) o wydanie na Ognia wyroku smierci.

Bogdan Nurski (3): "Kuras wyslal 27 stycznia 1944 roku raport do dowodztwa
AK w Krakowie o rozbiciu obozu. W odpowiedzi wydano nan wyrok smierci.
W jego obronie stanelo jednak nowotarskie kierownictwo Rocha, uznajac
oskarzenie za niesluszne.


W wyniku tego mimo nawiazanej ponownie faktycznej wspolpracy stosunki
Ognia z AK do konca pozostaly zle. To, oraz fakt, ze AKowcy (Lamparet)
nawolywali ogniowcow do ujawnienia sie po wojnie, tlumaczy konflikt
miedzy AKowcami i Ogniowcami ktory trwa wlasciwie do dzis.


Ludowa Straz Bezpieczenstwa i kontakty z AL



Po rozstaniu z AK Ogien podlegal kierownictwu Ruchu
Ludowego (PKRL). Po przeprowadzeniu przez Mochorta sledztwa
zdejmujacego z Ognia wine za rozbicie obozu Wilka i umorzeniu
dochodzenia przez dowodce 1PSP-AK Borowego, Ogniowcy - juz wtedy
oddzial Ludowej Strazy Bezpieczenstwa zostali oddzialem specjalnym
Delegatury Rzadu. Oddzialem,ktory rowniez wykonywal egzekucje na
zdrajcach i innych przestepcach. Ogien zlozyl dodatkowa przysiege PRD.
Wykonano 8 wyrokow smierci (np. Czubiakowa z Waksmundu). Zlikwidowano
dwie bandy rabunkowe. Innych karano chlosta lub ostrzyzeniem.
Oczywiscie rozdziny ukaranych nazywaly Ognia BANDYTA. Ci sami ludzie
pomagali potem UB, ktory roztaczal parasol nad volksdeutsch'ami, kapusiami
gestapo i innymi kolaborantami dajac im "szanse rehabilitacji".
UB nie ruszylo np. gestapowca Mazurkiewicza (Nowy Targ), a takze konfidentow
Kaminskiego i Pawlikowska. O te konkretne osoby Ogien upominal
sie wobec porucznika UB Czyza w czasie "rozmow ujawniajacych" (zakonczonych
fiaskiem) w 1946.
Oprocz tego odzial Ognia prowadzil oczywiscie akcje przeciw wojskom
niemieckim i slowackim. W uzgodnieniu z "Mochortem" Ogien nawiazal
kontakty z AL i partyzantka radziecka (siedzaca w masywie Radziejowej).
Ustalono ze ludowcy Ognia wkrocza po wypedzeniu Niemcow do Nowego
Targu i stworza oddzial MO (na co AKowcy nie mieli szans).
Ogniowcy wspolnie z AL stoczyli swoja najwieksza regularna bitwe pod
Klikuszowa zabijajac 120 Niemcow. Ogniowcy przeprowadzili tez Armie
Czerwona wokol Nowego Targu, ktory w rezultacie zostal przez Niemcow
ewakulowany i pozostal niezniszczony.
Ogien rzeczywiscie zostal komendantem MO, ale szybko pojawily sie konflikty
z przyslanymi funkcjonariuszami UB. W rezultacie Ogien udal sie do
Lublina (PKWN), Warszawy, a potem do Krakowa. Nominacje formalnie
potwierdzono, ale faktycznie nie bylo dla niego miejsca. Ogien zorientowal
sie, ze w nowym ukladzie liczy sie NKWD i jego zausznicy z PPR - co nie
odpowiadalo jego wizji Polski ludowej, ale suwerennej. Byc moze grozilo
mu tez aresztowanie.


Walka z drugim okupantem



11 IV Ucieczka do gor (choroba od 16III do 14 IV) - z dziennika Ognia.

I wezwal swych bylych partyzantow. Na pierwszej odprawie powiedzial,
iz zaczal sie okres walki z drugim okupantem jeszcze okrutniejszym, niz
pierwszy.

Dzialalnosc Ognia od 11 IV 1945 - 22 II 1947
UB podaje 702 Ogniowcow, z ktorych 320 ujawnilo sie na podstawie ustawy z
22 II 1947 - czesc z nich aresztowano i skazano pod roznymi pretekstami.
184 Ogniwcow schwytano, z tego 32 skazano na kare smierci - 21 wyrokow
wykonano. Zginelo 88 z tym, ze czesc z nich rozstrzelal Ogien za
przestepstwa pospolite (bedzie o tym mowa) lub zdrade. Nieznane sa losy
131 osob. UB wykrylo 139 wspolpracownikow Ognia w tym 31 kobiet. 117
z nich aresztowano.

Ogien mial ludzi nawet w wojewodzkim UBP w Krakowie co pozwolilo
mu namierzac agentow UB i parowac jego akcje. Wazna byla tez Szarotka
- Stanislawa Smiejchowicz, sekretarka komendanta powiatowego MO (10 lat
wiezienia). Jerzy Nizinski byl natomiast oficerem prokuratury w Krakowie.
Ludzie Ognia przejeli tez lokalnie ruch harcerski (Rabka ks.Hojal i prof.
gimnazjum Hodoba).

Oczywiscie jednak najwazniejsza byla walka zbrojna.
Najbardziej spektakularna akcja bylo odbicie wiezniow z wiezienia sw.
Michala (obecnie Muzeum Archeologiczne) w Krakowie. Apogeum dzialalnosci
Ognia to wrzesien 1946 kiedy partyzanci jawnie w dzien maszerowali
zwartymi odzialami przez szereg miejscowosci. Ogien unikal walki
z wojskiem. To samo zreszta na ogol czynili zolnierze - stad mala
liczba ofiar takich starc po obu stronach.

Inna spektakularna akcja Ognia to odbicie aresztowanych
Tadeusza Pulmanskiego i Eugeniusza Kajdrysa ze szpitala sw. Lazarza.
Niestety w akcji zginela w czasie strzelaniny - prawdopodobnie
przypadkowo (Walach podaje ze celowo) - pielegniarka. Ogien podaje
ja w grupie osob postronnych, ktore poniosly smierc w czasie akcji
podziemia.

MO cieszylo sie poczatkowo specjalnymi prawami - Ogien zwalczal
bandytow i uwazal milicje za potrzebna - ograniczano sie do zdobywania
broni na posterunkach. Milicja z reguly nie stawiala oporu. Wladze
wymienily wiec ekipe na "ceprow" glownie ze Slaska.

Bezwzglednie Ogien zwalczal UBP, NKWD, KBW i Informacje Wojskowa.
Rozstrzeliwano tez aktywistow PPR, choc czesto konczylo sie na
chloscie, banicji lub kontrybucji. Karano tez wlasnych zdrajcow
np. Murzyna 10 VII 1946 zbiegl i naprowadzil oblawe UB i KBW na Ognia.
Ujety i powieszony po bezwzglednym sledztwie.

UB mialo licznych agentow u Ognia - wedlug zrodel UB ponad 40.
Szczegolnie niebezpieczna Niezdecydowana - siostra PCK i pracownica
sanatorium w Rabce wprowadzila w zasadzke grupe Marnego (6 zabitych).
Inna agentka byla Wanda - wydawala jeszcze post Ogniowcow, ale tez
posredniczyla w rozmowach Ogien-UB w 1946. Lisc z kolei byl SSmanem,
ktoremu dasno szanse "zrehabilitowania" sie. Sama smierc Ognia
tez zostala spowodowana przez zdrade - konfidenci UB zawiadomili
o miejscu jego pobytu. Tak wiec po obu stronach w "wywiadzie"
pracowali najrozmaitsi ludzie.

11 VII 1946 wykonano wyrok na Janie Raclawickim naczelniku wiezienia w
Nowym Targu za "wierna i wytrwala prace - tak w czasach okupacji
niemieckiej, jak i obecnie dla komuny - znecanie sie nad wiezniami w
szczegolnie barbarzynski sposob".

W sumie wedlug danych Ognia zlikwidowano 85 funkcjonariuszy UB (UB
przyznaje sie do straty 64 ludzi), 17 milicjantow, 3 ormowcow, 3 pracownikow
panstwowych, 29 czlonkow NKWD (dane te pozniej wycofano).
Ogien podaje 157 zabitych z KBW i 138 rannych (UB 51 zabitych i 16 jencow
- czesciowo dezerterow).
Ogien podaje 7 wyrokow smierci za kolaboracje z Niemcami (UB 11).
Z innych wyrokow 43 (UPBP), PPR 16, SL 2, ZMW 3.
UB przyznaje, iz 39 (z 43) bylo faktycznie jego agentami ale podaje
4 z ZMW.

Ogniowcy karali tez aktywistow slowackich (w 1948 po smierci Ognia
sprawa grozila wojna Polcko Czechoslowacka o Spisz - zablokowana
przez Rosjan sprawa byla tak napieta, ze juz w czasie dzialalnosci
Ognia Slowacy atakowali polskie posterunki stad pewno dobre stosunki
Ognia z WOPem).

Za drobniejsze wykroczenia nakladano kontrybucje (jedna humorystycznie
na prosbe "skazanego" by przestalo go nachodzic UB jako politycznie
podejrzanego.)
Konfistate mienia panstwowego (pieniedzy, sprzetu, zywnosci) zawsze
kwitowano, wiec mozna na ogol odroznic dzialania Ogniowcow od np.
podszywajacych sie pod nich bandytow (bandytyzm byl szeroko
rozpowszechniony).

Na przelomie 46/47 roku sytuacja Ogniowcow pogorszyla sie (po
sfalszowanych wyborach 19.01.1947). Bylo juz jasne, ze Zachod
oddal Polske i nie ma co liczyc na III wojne swiatowa. W szeregi
Ogniowcow wdarl sie pesymizm. Czesc oddzialow zostala rozpuszczona,
a czesc (np. grupa Powichra w dolinie Starorobocianskiej) glownie w
wyniku zdrady rozbita. Sam Ogien przygotowywal przypuszczalnie
ewakuacje przez Czechoslowacje. 21 II wpadl jednak w wyniku zdrady
w Ostrowsku w zasadzke i smiertelnie sie postrzelil.
Odzyskal przytomnosc w szpitalu (nie mogl jednak mowic) i po
otrzymaniu ostatniego namaszczenia (ksiadz Szybkowski) zmarl 22 II
o 0:20 w szpitalu w Nowym Targu.

Bogdan Nurski(3): "Wedlug relacji V* powodem smierci byla trucizna
- ukryta w specjalnym, wydrazonym sygnecie z podobizna orla - ktora
Ogien zazyl po odzyskaniu przytomnosci. Mial wtedy niespelna 32 lata"


Pochowany w nieznanym miejscu.
Pod koniec dzialalnosci sytuacja odzialu byla zla. Ludnosc zmeczona
brakiem szans sukcesu i masowymi represjami (jednak trzeba zaznaczyc,
ze za "sympatie do Ognia" nie rozstrzeliwano - bito ,torturowano,
wysiedlano - konczylo sie kilkuletnimi wyrokami wiezienia) przestal
udzielac masowego poparcia. Ogien posunal sie do tego, ze upowaznil
dowodcow kompani do samodzielnego wydawania wyrokow (przedtem bylo
to wykluczone). Nakladano kontrybucje w duzej ilosci - wiekszosc
nie sciagnieto, co wplywalo na spadek autorytetu partyzantow.


Stosunek Ognia do Zydow



Stosunek Ognia do Zydow byl bardzo zlozony.
Nie byl "zwyczajnym antysemita", ani nie cierpial na ksenofobie. W czasie
okupacji wspolpracowal z dowodca odzialu AL Zygfrydem, o ktorym wiedzial,
ze byl Zydem - wedlug czesci relacji nawet mu sie podporzadkowal.
Ludzie Ognia we wsiach ukrywali Zydow - oczywiscie za jego wiedza.
Zydzi korzystali ze specyficznego parasola partyzantki (w tym przypadku
Ognia, a na sasiednich terenach zapewne i innych "orientacji").
Osobiscie dotarlem do przypadku XX - ukrywal w L. Ogniowcow (melina) i
swojego ekspracodawce Zyda (zeby bylo ciekawiej po wkroczeniu Rosjan
ukrywal tez i Niemca z Wermachtu - na Podhalu kazdy bedacy w konflikcie
z lokalna wladza mogl liczyc na pomoc). Z relacji znajomych Ognia wynika
jednak, ze Zydow nie lubil (co mialo podtekst, jak w ogole na Podhalu,
ekonomiczny, a nie polityczny - przynajmniej poczatkowo).
Ogien wedlug relacji swojego brata Wladyslawa uznal jednak, ze Zydzi
jako grupa "popieraja rezim komunistyczny". Nie ma jednak ani jednego
udowodnionego, ani nawet prawdopodobnego przypadku, by Ogien organizowal
lub zezwolil na pogrom antyzydowski.

Propagandowo jednak Ogien wzywajac do walki z nowym okupantem -
funkcjonariuszami UB, Ogien wzywal rowniez do walki z "i Zydami,
tej idei sluzacymi". Najbardziej drastyczny tekst, ktory znalazlem
"Doznaliscie (...), na ktorego czele zajal kierownicze stanowisko
ten sam Bierut (Bernstein), ktorego zrodzila parszywa Zydowka ...".

Co do spraw zarzucanych na tej liscie (soc.culture.polish) Ogniowi,
to nie znalazlem zadnego potwierdzenia zarowno w dzienniku Ognia
(ze wzgledu na jego charakter, nie ma tam w ogole komentarzy,
ktore jakjoby mial wyglosic przy okazji rozstrzeliwania Zydow),
ani w materialach UB - co w tym przypadku istotne.

Przedstawie natomiast co znalazlem.
20 IV 1945 pod Nowym Targiem ogniowcy w mundurach WP (tak, ze kontrolowani
na ogol nie wiedzieli, z kim maja do czynienia) kontrolowali podroznych.
Podjechal samochod, ktorego pasazerowie (piec osob narodowosci zydowskiej)
pierwsi otworzyli ogien do ogniowcow. TO SAMO TWIERDZI WALACH w swojej
ksiazce - funkcjonariusz UB !!!! Zostali oni ujeci i niezwlocznie
rozstrzelani przez Zbika (Ogien nie byl obecny). Wtedy bron mieli tylko
kryminalisci (wg Walacha byli to czlonkowie nielegalnej grupy
przerzutowej), albo agenci UB. Z Materialow UB (raport plk. Chilinskiego
i kpt. Orlika) wydaje sie jednak, ze mogli to byc agenci UB
("szczegolow nie mozna podac ze wzgledu na to, ze sklad osobowy UBP w Nowym
Targu i innych instytucjach wojskowych byl w stanie nietrzezwym".

Sprawa Rabki - zadnych sladow opiekunki dzieci rozstrzelanej razem z nimi.
Jedyna sprawa podobna. 27 VIII 1945 ogniowcy ostrzelali i obrzucili granatami
posterunek UB i ochraniany przez nich sierociniec dla dzieci zydowskich.
Jedno dziecko zostalo ranne, a nie dwoje zabitych jak podaje Walach.
Ubecy porzucili dzieci i zabarykadowali sie u siebie (i chyba slusznie bo
ogniowcy dalej sierocinca nie atakowali). Atakowano wiec obiekt UB.
JEDNAK wedlug Derenia (badal relacje ogniowcow) "Wowczas tysiace dzieci
polskich tak samo wymagaly specjalnej opieki bedac sierotami, ale panstwa
na to nie bylo stac. Placowka dla dzieci zydowskich, acz moralnie i merytorycznie
uzasadniona budzila jednak sprzeczne uczucia" - przypuszcza on, iz
faktycznie chodzilo o wymuszenie likwidacji tej specjalnej placowki
niezaleznie od obecnosci UB.

Masakra pod Kroscienkiem 2 V 1946
Zapis w dzienniku Ognia
2V Kroscienko 12 Zydow 3 ciezko rannych, 6 lekko rannych.

Dokonal tego wedlug zrodel zarowno UB, jak i Ognia "Lazik" -
nie zwiazany z Ogniem szef prywatnej bandy rabunkowej.
Za ten wlasnie czyn Lazik zostal przez Ognia, ktory na bandytow
wydawal wyroki smierci, skazany na smierc. Wyrok wykonala Komisja Szybko
Wykonawcza. Lazik nie byl nawet przez UB uznany za Ogniowca (co mozna
sprawdzic w dokumentacji). UB zarzucala jednak udzial w zbrodni
Smialemu i Zbikowi (ogniowcom). Zbik, ktory zyje do tej pory, zaprzecza,
i chyba ma racje, bo samowolne wspoldzialanie z Lazikiem skazanym przez
Ognia, tez skonczyloby sie dla niego wyrokiem Smierci.
W kazdym razie Ogien w tym czynie nie bral udzialu i nie ponosi
za te zbrodnie zadnej odpowiedzialnosci (rowniez wedlug znanych
mi materialow UB)


Ogien dwukrotnie prowadzil rozmowy z przedstawicielami wladz.
Pierwsze pod koniec 1945 - zerwane poniewaz UB ustalilo miejsce pobytu
ogniowcow i urzadzilo (nieudana) oblawe. Drugi raz 14 III 1946.
Rokowania prowadzil porucznik Czyz (dostal pol roku wiezienia
za utrate pistoletu, ktorym kazano mu zastrzelic Ognia w czasie rokowan -
zabrano mu go wczesniej). Rokowania nie przyniosly rezultatu - UB zadalo
calkowitej kapitulacji, Ogien proponowal zawieszenie broni na warunkach
- zaprzestanie akcji zbrojnych i represyjnych (czyli gwarancja
bezpieczenstwa dla PPRowcow i UBekow), usuniecie funkcjonariuszy UB
nie pochodzacych z terenu Podhala, usuniecie wojsk KBW, zwolnienie
5 lub 6 wieziow (powiazanych z Ogniem), wolna reke dla Ognia w likwidacji
bandytyzmu, aresztowanie wymienionych z nazwiska zdrajcow i kolaborantow
z okresu drugiej Wojny Swiatowej, usuniecie WSZYSTICH ZYDOW Z NOWEGO
TARGU. To podal kpt. Czyz w swoim raporcie. Dokumentow pisenych brak,
wiec nie mozna tych informacji niezaleznie zweryfikowac (w rozmowie
uczestniczyli Ogien, jego adiutant Herkules i Czyz).

Jesli chodzi o zabitych funkcjonariuszy bezpieczenstwa, to wedlug Ognia
zginelo ich 85, a wedlug UB 64. Rozbieznosc przynajmniej czesciowo
bierze sie stad, ze UB funkcjonariuszy pochodzenia zydowskiego
klasyfikowala jako "Zydzi" ( bylo ich sporo np. zastrzelony w VIII 1946
kapitan KBW). Ogien zapisal w dzienniku fakt zastrzelenia 33 osob
narodowosci zydowskiej (nie tylko straconych z wyroku sadu podziemnego,
ale wszystkich Zydow, o ktorych wiedzial ze zgineli gwaltowna smiercia -
w tym i ofiary napadow rabunkowych np. masakry pod Kroscienkiem).
UB doliczyla sie takich osob 52 (o 19 wiecej). Ta roznica odpowiada
prawie dokladnie roznicy zastrzelonych funkcjonariuszy bezpieczenstwa.
Poza tym dane UB o stratach sa w zasadzie zgodne z danymi ogniowcow
(zrodla UB podaja jedynie 70, a nie 64 PPRowcow) - z oczywistym wyjatkiem,
ze obie strony podawaly zawyzone straty zastrzelonych w walce (np Ogien -
157 zolniezy KBW, gdy UB jedynie 51) - to znana sprawa .

CHARAKTERYSTYCZNE, ZE SUMARYCZNE ZESTAWIENIE ZABITYCH FUNKCJONARIUSZY
WEDLUG ZRODEL UB WYNOSI 110, A WEDLUG OGNIA (DZIENNIK) 108.
Czy jednak oznacza to, ze praktycznie wszyscy zlikwidowani przez Ogniowcow
byli funkcjonariuszami UB? (tu wbrew zasadzie musze dac swoj komentarz)
JA W TO NIE BARDZO WIERZE - BYLBY TO EWENEMENT NA SKALE SWIATOWA, BO ZAWSZE
W TAKICH SYTUACJACH JEST DUZA ILOSC NIEWINNYCH OFIAR.
NIESTETY NIE MOZNA JESZCZE TEGO ZWERTYFIKOWAC PO PROSTU DLATEGO, ZE DANE
OSOBOWE PRACOWNIKOW I FUNKCJONARIUSZY BEZPIECZENSTWA NIE ZOSTALY
ODTAJNIONE. DLATEGO TEZ W KONKRETNYM PRZYPADKU NIE MOZNA POTWIERDZIC
ZE X BYL FUNKCJONARIUSZEM, AGENTEM, CZY WSPOLPRACOWNIKIEM UB.
DOTYCZY TO TEZ OCZYWISCIE OSOB NARODOWOSCI ZYDOWSKIEJ - nie sposob
zweryfikowac, czy wszyscy straceni jako UBecy, byli nimi rzeczywiscie.
Zgodnosc liczb (danych Ognia i UB) mozna zakwestionowac w nastepujacy
sposob - Ogien zanotowal to, o czy wiedzial. Mogly byc jakies wypadki
zastrzelenia agentow UB, o ktorych nie wiedzial, a UB ich wliczylo.

Podobne watpliwosci moga dotyczyc akcji rekwizycyjnych dokonywanych
na Zydach w Krakowie (ze wzgledu na charakter miejsca forma byla raczej
zreszta zblizona do napadu rabunkowego). Byla to kara za wspolprace
z UB (10 przypadkow) - w niektorych nie ma watpliwosci np. wlascicielowi
sklepu przy ulocy Morsztynowskiej zabrano pistolet, a wiadomo kto
mial zezwolenie na bron. Z wymienionych wyzej powodow nie ma mozliwosci
weryfikacji, czy byli to faktycznie wspolpracownicy UB.

Kolejna grupe stanowia zlikwidowani przestepcy pospolici - Ogien
likwidowal ich bo psuli mu opinie.

Ogien zanotowal 12 wykonanych wyrokow smierci, UB podaje 16 zlikwidowanych
kryminalistow. Najbardziej chyba interesujacy bedzie tutaj przypadek
Jana Wachaly Lazika - sprawcy masakry pod Kroscienkiem (11-12 Zydow 2 V
1946) bylego czlonka ZWZ, stojacego na czele bandy rabunkowej.
Ujety na polecenie Ognia zostal stracony.

Czy z przytoczonych przeze mnie danych wynika, ze nie gineli ludzie
przypadkowi i ogniowcy to bylo kolko rozancowe? Niestety nie.
Juz Ogien podaje 8 przypadkow osob przypadkowych, ktore poniosly smierc w
wyniku dzialan ogniowcow. Najbardziej znane to smierc pielegniarki
ze szpitala sw. Lazarza (w czasie odbijania rannych) czy pracownika
PKL na Gubalowce (w czasie strzelaniny miedzy ogniowcami - pijanymi
na zdaje sie lewej przepustce - a UBekami). UB podaje natomiast az 47
takich przypadkow (zbiorczo).

Helena Luberta powieszona zostala 12 X 1945 w Ostrowsku jako kolaborantka
z okresu II wojny swiatowej (pisze tez o tym Walach - nie podajac
przyczyn). Tak tez zakwalifikowalo ten czyn UB. Natomiast wedlug
relacji ogniowcow kolaborantka nie byla. Rodzina oplacila "Lecha" (
prawdziwe nazwisko nieznane), ktory za ten czyn zostal na polecenie Ognia
zlikwidowany.

19 II 1947 Ogien postrzelil za zdrade NN kobiete w Ostrowsku - tymczasem
"Potrzaska" zdrazila jej matka i wymieniana wczesniej Segutka (karana
za niewlasciwe prowadzenie w czasie okupacji). Takie fakty moznaby
potraktowac jako zawsze w takiej sytuacji zdarzajace sie nieszczesliwe
wypadki. Bylo jednak znacznie gorzej.

Ogniowi i jego ludziom przypisano hurtem wszystkie prawie napady rabunkowe
majace miejsce na terenie Podhala nawet, jesli UB znalo prawdziwych
sprawcow - czasem nawet celowo ich nie aresztujac. Tak samo Ognia hurtem
oskarzano o wszystkie napady na Zydow.

JEDNAK W SWIETLE DANYCH LICZBA SAMOWOLNYCH CZYNOW kryminalnych
dokonanych przez ogniowcow byla znaczna. Ogien sam naliczyl
50 takich przypadkow . Ogien rozstrzelal za rabunki jednego
z dowodcow kompani (Los), a drugi skazany za to samo zdolal zbiec.
"Zemsta" np. zastrzelil 28 I 1946 w Waksmundzie Rudolfa Ozorowskiego,
ktory wykryl defraudacje pracownikow (prywatnego jeszcze) mlyna.
Z ten czyn zostal przez KSK z rozkalu Ognia stracony.

Wyglada na to, ze WIECEJ OGNIOWCOW ZOSTALO ROZSTRZELANYCH
NA POLECENIE SWOICH DOWODCOW ZA ROBUNKI, NIZ ZGINELO W WALCE.

(Moj ojciec chrzestny, oficer AK mowil, ze w jego przynajmniej
odziale bylo podobnie - wiecej partyzantow zostalo rozstrzelanych za
bandytyzm, niz zginelo w walce z Niemcami - warunki partyzanckie sa
bardzo demoralizujace).

Ogien za bandytyzm karal bardzo surowo - np KSK 5 V 1946 zlikwidowala
w Rabce 6 partyzantow (Swider, Liszka, Lopatka, Kajtek, Rusek,
Piwowarczyk), ktorzy zaczeli sie zajmowac bandytyzmem.
Mozna w tej sytuacji przypuszczac, ze liczba faktycznych rabunkow
dokonanych przez ogniowcow byla duzo wyzsza, niz to co ustalil Ogien.
W tym swietle ogniowcy wygladaja raczej na Janosikowych zbojnikow,
niz kolko rozancowe. Niestety zawsze wojna domowa jest okrutna.

Obciazenie dla ludnosci stanowilo tez utrzymywanie oddzialow Ognia.
Do jesieni 1946 ogniowcy mieli masowe poparcie na Podhalu, ktore i do II 47, czyli
do konca nie ustalo, co powodowalo, ze duzo ludzi im pomagalo. Stanowilo
to jednak obciazenie. Tym bardziej, ze niedostarczenie ogniowcom zywnosci
moglo zostac potraktowane jako "nieudzielenie pomocy" i skonczyc
sie wyrokiem kontrybucji lub przymusowej rekwizycji.


Zakonczenie



Na zakonczenie - strona formalna.
Ogien spelnial wszystkie kryteria konieczne do uznania jego ludzi
za strone wojujaca. Mial wiec jej pelne kompetencje (lacznie z wydawaniem
wyrokow sadowych i oczywiscie z pelna odpowiedzialnoscia za czyny przez
niego nakazane). Uznawal ponadto Rzad Londynski na Emigracji i wladze
nad soba gen. Andersa. Mial z nimi nieregularny kontakt. Ponoc
podporzadkowal sie tez Polskiej Armi Podziemnej z dowodztwem w Krakowie
i otrzymal stopien majora - nie ma na to jednak zadnych dokumentow.
Nawiazal tez wspolprace z wywiadami krajow zachodnich. Sprawa ta ze
wzgledu na kontrowersyjny charakter nie byla naglasniana (a UB standartowo
oskarzala o to wszystkich), jednak wydaje sie byc "raczej pewna".
Nie wiadomo czy Ogien mial na to zgode Rzadu RP w Londynie - jesli nie
to zgodnie z KK II RP popelnil przetepstwo zagrozone kara 10 lat wiezienia
(za wspolprace w ogole z obca organizacja wojskowa bez zezwolenia - za
wspolprace z wrogiem byla oczywiscie kara smierci) jesli tak, to Rzad
Londynski mial prawo na to zezwolic - danych brak.

Po smierci Ognia przez pare miesiecy walczyly resztki jego odzialu.
Pojedynczy ludzie ukrywali sie do 57 roku (ale tu juz trudno bylo
ich odroznic od zbojow - zajmowali sie prawie wylacznie zbojowaniem).
Ponoc ostatni partyzanci utrzymali sie w Polsce do 1964 roku.
Bogdan Nurski(3): "Po smierci dowodcy (Ognia - przyp. WK)
oddzial rozpadl sie. Korzystajac z amnestii ujawnilo sie 510 czlonkow
i wspolpracownikow OP "Blyskawica", w tym 9 dowodcow pododdzialow
(m.in. "Powicher" i "Smigly"). Czesc z nich zostala pozniej aresztowana i
skazana, lecz brak danych na temat tej represji. Walke kontynuowaly
nieliczne juz grupki. Do lata 1948 roku dzialal oddzial "Wiarusow"
pod dowodztwem "Rocha", potem "Msciciela" i wreszcie "Harnasia".
Rozbito go po wprowadzeniu do grupy prowokatora Mariana Reniaka
(swa niechlubna akcje opisal w ksiazce "Niebezpieczne sciezki").
Kilkuosobowe grupki dzialaly jeszcze kilka lat.
Ostatni dowodca - "Dziadek" ujawnil sie w 1956 roku."




*'Relacja V' - relacja czlonka oddzialu Ognia. Nazwisko nie ujawnione na walsna prosbe.
Porownaj Bogdan Nurski (3), Bibliografia, I Spis relacji, zrodel i opracowan, Pkt. 5


Literatura:
(1) Stanislaw Walach, "Byl w Polsce taki czas"
II wydanie ksiazki Walacha wyszlo w Wydawnictwie Literackim,
Krakow, 1971. Bylo zatwierdzone do bibiliotek szkol
srednich. Natomiast faktycznie w prasie i innych publikacjach
naogol podawano "znieksztalcone" fragmenty.
wg Nurskiego (3): "Autor pkl. UB, na podstawie milicyjnych archiwow i wspomnien swych
kolegow omawia dzialalnosc "Ognia" (bardzo tendencyjnie, choc z widocznym respektem)
oraz akcje bezpieki. Ksiazka dedykowana 'Wspoltowarzyszom walki i pracy'."

(2) Boleslaw Deren, 'Jozef Kuras "Ogien" Partyzant Podhala'
- Wydawnictwo i drukarnia Secesja Krakow, 1995

(3) Bogdan Nurski, "Zginal za Polske bez komunistow" - Zarys biografii Jozefa
Kurasia - "Ognia".
Wydawnictwo "PLUS Publications", BCM Box 697, London WC1N 3XX, United Kingdom
Krajowy przedruk wydany zostal na sitodruku w roku 1987 przez
Wydawnictwo CDN.

Inne ksiazki o Ogniu, badz wspominajace Ognia:
(4) O Ogniu pisze tez bardzo pozytywnie Stefan Korbonski w ksiazce "W imieniu
Kremla" Oficyna Wydawnicza rytm (ISBN 83-86678-16-X, ISBN 83-11-08568-2)

(5) Wlodzimierz Wnuk, "Walka podziemia na szczytach", wyd IV, Warszawa, 1980
wg Nurskiego (3): "Historia Podhala w latach 1939-45. Niestety postac i dzialalnosc Jozefa Kurasia
zostaly prawie zupelnie pominiete"

(6) Juliusz Nemo, "Smierc 'Ognia' ", Wydawnictwo CDN, 1984
wg Nurskiego (3): "autor doszedl do podobnych wnioskow co do motywow i oceny dzialalnosci 'Ognia' "

(7) Alina Fitowa, "Bataliony Chlopskie w Malopolsce 1939-1945", Krakow, 1984
wg Nurskiego (3): "Szczegolowa, oparta na bogatej bazie zrodlowa praca, zawierajaca wiele
faktow rzucajacych nowe swiatlo na postac "Ognia" w kontekscie ogolnej linii politycznej
ruchu ludowego."

(8) Marian Stysiak, "Z walk z podziemiem zbrojnym na Podhalu, w: Z walk przeciwko zbrojnemu
podziemiu 1944-1947", red. M.Turlejska, Warszawa, 1966.
wg Nurskiego (3): "Praca pisana w Wojskowej Akademii Politycznej szczegolowo omawia role
KBW w walce z "Ogniem". W warstwie politycznej oczywiscie nieobiektywna, natomiast
organizacja militarnych akcji sil bezpieczenstwa jest przedstawiona szeroko i dokladnie."



Teksty z “Naszego Dziennika” i “Trybuny”.

Nasz Dziennik:

Na ten gest władze niepodległej Rzeczypospolitej nie były w stanie się zdobyć przez 17 lat. Prezydent Lech Kaczyński odsłonił wczoraj w Zakopanem pomnik Józefa Kurasia “Ognia” i jego podkomendnych poległych w walce z Niemcami i komunistami w latach 1943-1950. Udział w uroczystościach wzięli ministrowie, parlamentarzyści, kombatanci walki o niepodległość, w tym siedmiu ostatnich żyjących podkomendnych Józefa Kurasia oraz syn “Ognia” - Zbigniew.

Uroczystości rozpoczęła Msza św. w kościele parafialnym pw. Najświętszej Rodziny przy Krupówkach, pod przewodnictwem ks. bp. Albina Małysiaka z Krakowa. - By kochać Matkę Ojczyznę, trzeba Ojczyznę znać, wiedzieć, w jakiej sytuacji dzisiaj się znajduje oraz jaka była jej historia - zaznaczył ksiądz biskup. Hierarcha wskazał na fakt, że od pokoleń Naród Polski odznaczał się szczególnym nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, które to nabożeństwo “niczym złota nić wplecione było w historię naszego Narodu”. Podkreślił, że jak przed wiekami, tak i dzisiaj w naszym społeczeństwie potrzebna jest iskra, która obudziłaby uśpiony patriotyzm. Zaznaczył, iż Polacy w burzliwych dziejach Narodu garnęli się do Matki Bożej. Zaakcentował, że od Józefa Kurasia, pseudonim “Ogień”, który na ołtarzu Ojczyzny złożył swoją ofiarę, walcząc z okupantem niemieckim oraz z reżimem komunistycznym, który przystał do prawdziwej Polski i walczył o jej wolność, winniśmy się uczyć ofiary dla Ojczyzny. Na zakończenie homilii ks. bp Małysiak wykrzyknął: “Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska niech żyje!”, w świątyni odpowiedziano: “Niech żyje!”.
Po Eucharystii defilada przemaszerowała przez ulice Zakopanego przed pomnik w parku przy ul. Kościuszki. Odsłonięcia monumentu dokonał prezydent Polski Lech Kaczyński oraz syn “Ognia”, a poświęcenia ks. bp Albin Małysiak.
- Nie zawsze było łatwo być synem “Ognia”. Zawsze byłem dumny ze swego ojca, dzisiaj jestem bardzo wzruszony i szczęśliwy - mówił syn “Ognia” Zbigniew Kuraś, dziękując za Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski “w uznaniu za wybitne zasługi w działalności na rzecz niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej”, którym prezydent uhonorował jego matkę, wdowę po “Ogniu”, Czesławę Bochyńską. Zaznaczył, że jest to odznaczenie szczególne dla wszystkich, którzy walczyli wraz z “Ogniem”.
W przesłaniach na uroczystość, m.in. od Marka Jurka, marszałka Sejmu RP, z mocą podkreślono, że żołnierze “Ognia” przyczynili się do zachowania suwerenności na Podhalu podczas II wojny światowej, ale także po jej zakończeniu, walcząc z systemem komunistycznym narzuconym przez Związek Sowiecki. Podkreślono, że pomnik będzie przypominał chwałę bohaterów, o których przez lata milczano. Dziś Polska spłaca im dług za zasługi w obronie niepodległości Ojczyzny. Składa hołd tym, którzy polegli w walce z reżimem niemieckim i sowieckim w obronie wolności Ojczyzny i wiary przodków.
Organizatorem uroczystości oraz powstania pomnika była Fundacja “Pamiętamy” (dokumentująca i popularyzująca historię walki Polaków o niepodległość i prawa człowieka). W realizację przedsięwzięcia włączył się Urząd Miasta Zakopane.
Po uroczystościach prezydent RP wjechał kolejką na Kasprowy Wierch. Tu, przy tablicy upamiętniającej pobyt w tym miejscu Jana Pawła II podczas pielgrzymki w 1997 roku, złożył kwiaty. Na Kasprowym Wierchu prezydent spotkał się m.in. z Pawłem Skawińskim - dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego, Janem Krzysztofem - naczelnikiem TOPR, oraz Tomasem Vancurą - dyrektorem Słowackiego Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Prezydent w rozmowie z dziennikarzami podkreślił, że przyjechał na uroczystości do Zakopanego “w ramach przywracania pamięci”. - Postać “Ognia” jest postacią wartą upamiętnienia, chociaż wiemy, że do dzisiaj budzi ona różnego rodzaju spory - mówił Lech Kaczyński. Zaznaczył, że nie spodziewał się tak dużej liczby uczestników uroczystości.

“Trybuna”:

Pomnik dla mordercy

SKANDAL * Kaczyński gloryfikuje watażkę

Obecny prezydent odsłonił w Zakopanem pomnik Józefa Kurasia „Ognia”, powojennego watażki działającego na Podhalu, który według obliczeń Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej zamordował ok. 450 osób, w tym wielu Żydów i Słowaków. Dziś Kuraś lansowany jest przez rządzącą prawicę na bohatera walczącego z komunistyczną władzą.

Uroczystość miała chwilami groteskowy przebieg – pod pomnikiem słynącego z bezwzględności i chorobliwego antysemityzmu Kurasia zgromadzili się przedstawiciele władz, Kościoła, wojska, weterani i harcerze. Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, przekonywał, że „Ogień” „nigdy nie był kontrowersyjną postacią”, a jego żołnierzom trzeba „zwrócić pamięć i honor”. Odczytujący apel poległych major Wojska Polskiego grzmiał natomiast, że członkowie oddziału Kurasia „walczyli z okupantami sowieckimi i ich poplecznikami” oraz ginęli „za wiarę przodków”. Punktem kluczowym tej antykomunistycznej imprezy stało się odsłonięcie pomnika Kurasia przez obecnego prezydenta i Zbigniewa Kurasia, syna „Ognia”.

Kim był człowiek, któremu wczoraj oddano w Zakopanem cześć? W czasie okupacji Kuraś działał w podziemiu. AK wydała na niego wyrok śmierci za opuszczenie wyznaczonej pozycji, w wyniku czego zginęło kilku partyzantów. Wykonania wyroku uniknął dzięki podporządkowaniu się Batalionom Chłopskim. Potem Kuraś ściśle współpracował z Armią Ludową i radziecką partyzantką w wyzwalaniu Podhala. Z nową władzą związał się na tyle, że w marcu 1945 r. został kierownikiem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Nowym Targu. Pozostawał jednak w ostrym konflikcie z miejscowymi strukturami PPR, która nie akceptowała Kurasia. Zaczęto badać wojenną przeszłość „Ognia”. Gdy Kuraś dowiedział się o wszczęciu śledztwa przeciwko niemu, zdezerterował zakładając w górach kilkusetosobowy oddział mordujący przedstawicieli władzy ludowej, Żydów, Słowaków oraz osoby, które odmawiały współpracy z jego ludźmi.

Kuraś słynął z antysemityzmu. W odezwach do ludności pisał o „najeźdźcach bolszewickich” i „przeklętym żydostwie”. „Pluskwy żydowskie” i „opryszki ze służby bezpieczeństwa” – takie wyzwiska padały w jego pismach. Nie kończyło się na słowach. 29 lutego 1946 r. jego ludzie zamordowali w Zakopanem Józefa Oppenheima, przewodnika i szefa Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Powodem było „niepolskie” brzmienie nazwiska znanego naukowca. W swoim dzienniku pod datą 3 maja 1946 r. Kuraś zapisał: „W nocy samochód z Żydami. Mieli być przeprowadzeni przez granicę. Przed Krościenkiem do rowów. Salcia krzyczy: Panie Ogień, taką nieładną demokrację pan robi. Ucięto język”. Wszystkich pasażerów autobusu zamordowano.

W Maniowach oddział Kurasia zabił cztery osoby, które jego dowódca podejrzewał o współpracę z władzą ludową. Ale z jego ręki cierpieli także „swoi” – jako szef PUBP brał udział w represjach wymierzonych w byłych żołnierzy AK. W lutym 1947 r. Kuraś zginął otoczony przez oddział KBW w Ostrowsku.

Nic dziwnego, że przeciwko uhonorowaniu Kurasia protestowali kombatanci, w tym byli żołnierze AK, a także środowiska żydowskie. W 1996 r., gdy pojawiły się pierwsze poważne próby rehabilitacji Kurasia, środowisko żydowskich kombatantów wydało oświadczenie pt. „Ilu Żydów trzeba zamordować, by zostać narodowym bohaterem?”. Przeciwko gloryfikacji „Ognia” opowiadają się także historycy słowaccy, dla których właściciel pomnika w Zakopanem jest autorem czystek etnicznych na Orawie i Spiszu i wypędzenia stamtąd 6,5 tys. Słowaków. Przez kilka lat budowę pomnika próbowali blokować niektórzy radni Zakopanego. Tylko częściowo osiągnęli sukces – monument stanął nie w centrum miasta, ale w bardziej oddalonym od szlaków turystycznych miejscu – niedaleko dworca PKS.



Fundacja "Pamiętamy i Burmistrz Miasta Zakopane maj± zaszczyt zaprosić na Uroczystość odsłonięcia pomnika Józefa Kurasia "Ognia" i Jego Podkomendnych poległych w walce z hitlerowskim i komunistycznym zniewoleniem w latach 1943-1950 która odbędzie się z okazji święta Wojska Polskiego 13 sierpnia 2006r. w Zakopanem

1.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

  

 

Łukasz Majerczyk

Wizerunek Józefa Kurasia (ps. ,,Orzeł'', ,,Ogień'') (1915 - 1947) w literaturze historycznej.

Bohaterem niniejszej pracy jest partyzant z Podhala, bojownik o wolność Polski w czasie okupacji niemieckiej, po wojnie określony mianem bandyty, okrutnego góralskiego watażki - Józef Kuraś pseudonim ? Ogień? . Jest to próba scharakteryzowania stosunku literatury nie tylko historycznej do jego osoby na przestrzeni niemal pięćdziesięciu lat .

Przeglądem zostały objęte publikacje pochodzące z okresu Polski Ludowej, jak i te wydane po 1989 roku . Interesuje nas punkt widzenia postaci Kurasia i jego ?przeistaczanie się? w oczach twórców z człowieka wyklętego w bojownika sprawy narodowej . Cechą szczególną tej pracy - to brak charakterystyki źródeł . Wynika to z faktu , że wszelakie informacje tego rodzaju nie zostały dotychczas wydane . Materiały źródłowe dotyczące sprawy Kurasia istnieją w ogromnej mierze w Archiwum Delegatury Urzędu Ochrony Państwa w Krakowie . Zostały tam zdeponowane również dokumenty Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego ( UBP) , zapiski samego Kurasia ; rozkazy , ulotki , druki nakładanych kontrybucji , kwity , także osobiste opisy zdarzeń i faktów , zwane umownie ? Dziennikiem Ognia?. Poza tym interesujące materiały można znaleźć w Archiwum Państwowym w Krakowie w Dokumentach Polskiego Stronnictwa Ludowego ( PSL ) oraz Archiwum Zarządu Wojewódzkiego PSL . Wreszcie istnieją zbiory prywatne osób związanych z Kurasiem - jego rodziny i znajomych . Wszystkie te okoliczności sprawiają , że jedynym sposobem ogarnięcia problematyki ?Ognia? jest posiłkowanie się istniejącymi opracowaniami . Nie zważając na niedobór elementów , które należy ułożyć niczym w układance , starania zostają podjęte w celu odpowiedzi na następujące pytania : czy można jednoznacznie stwierdzić, co spowodowało nagłą zmianę nastawienia historyków i publicystów do tej bez wątpienia kontrowersyjnej postaci ? Czy rzeczywiście wszystko zostało w tej sprawie powiedziane ? Czy przeciwnicy ? Ognia? - niegdyś zwalczający jego oddział zbrojnie - w swoich wypowiedziach są przekonujący ? I czy wreszcie rodzina , koledzy z partyzantki nie próbują dokonać ? ulepszających? zmian w jego powikłanym, nie do końca rozumianym życiorysie ?

Aby zaspokoić ciekawość badacza należy spojrzeć w pierwszej kolejności na życiorys Kurasia - człowieka niegdyś porównywanego z racji popełnianych czynów do podhalańskich zbójników .

Józef Kuraś urodził się w Waksmundzie 23 października 1915 roku . W latach 1921 - 1926 chodził do szkoły w Waksmundzie , a w latach 1928 - 1933 do gimnazjum w Nowym Targu . W klasie VI rzucił szkole , prawdopodobnie na skutek konfliktu z rodzicami na tle ? kłopotów wychowawczych? . Pogodzony ostatecznie pozostał w domu i pomagał w gospodarstwie razem z bratem Michałem i siostrą Marią . W 1936 r . został powołany do wojska . Służbę odbył w 2 Pułku Strzelców Podhalańskich (2 PSP) w Sanoku , a następnie skierowany został do szkoły podoficerskiej Korpusu Ochrony Pogranicza ( KOP ) w Głębokiem , gdzie po jej ukończeniu awansowano go do stopnia kaprala . Po kursie pełnił służbę w Słobodce koło Wilna . Po powrocie z wojska , Kuraś ponownie zajął się pracą i włączył się w nurt polityki ludowej . Pragnął w ten sposób kroczyć śladami ojca Józefa , który w 1923 roku zorganizował koło PSL ? Piast? w połowie lat 30 - tych jako koło SL liczące około 50 członków i w powiecie zajmowało trzecie miejsce po Nowym Targu i Maruszynie . Późną wiosną 1939 roku Kuraś został wezwany na kilkutygodniowe ćwiczenia w szeregach 1 PSP w Nowym Sączu . 25 sierpnia uległ zmobilizowaniu . Walczył w szeregach 8 kompanii pod dowództwem kpt . Lucjana Świerczewskiego . Kompania tak jak i cały pułk pozostawała w ciągłej walce z atakującymi Niemcami . Jej szlak bojowy wiódł od Limanowej przez Nowy Sącz , Bobową , Szymbark , Jasło , Krosno , Dynów , Bircze , Mościska i Las Janowski . 18 września, na drugi dzień po przekroczeniu polskiej granicy przez wojska sowieckie , dowództwo 1 PSP postanowiło się poddać Niemcom. Józef Kuraś nie wybrał jednak niewoli i z kilkoma innymi oficerami i żołnierzami zamierzał przedostać się do Francji . Plan ich jednak się nie powiódł i po tułaczce 14 października 1939 roku Kuraś wrócił do Waksmundu . Nadszedł czas okupacji niemieckiej . Na Podhalu rozpoczęła się akcja wdrażania niemieckiej polityki narodowościowej : propaganda przekonywała górali , że są ludnością odrębną , niepolską , mającą przodków w skandynawskich Gotach . Akcja ? ?Goralenvolku? obejmowała szkoły , w których zaczęto nauczać języka góralskiego , oferowała lepsze warunki życia dla ludzi przyznających się do pochodzenia góralskiego , namawiała do wyjazdu do pracy do Rzeszy .

Trud zwalczania ? Goralenvolku? podjęły organizacje Związek Walki Zbrojnej - Armia Krajowa, Powiatowa Delegatura Rządu, SL Roch . Były to działania w rzeczy samej o podobnej idei , lecz działające osobno , co nie wróżyło powodzenia w wysiłkach . Dopiero w maju 1941 roku za sprawą Augustyna Suskiego - absolwenta Uniwersytetu Jagiellońskiego , wykładowcy i wychowawcy młodzieży wiejskiej w uniwersytetach ludowych - nastąpiła konsolidacja sil poprzez stworzenie organizacji konspiracyjnej pod nazwą Konfederacja Tatrzańska . Głównym jej celem była walka z okupantem o Polskę wolną , niepodległą , ale też demokratyczną . Członkami Konfederacji były osoby związane przed wojną z ruchem ludowym istniejącym na Podhalu ; do tego kręgu zaliczał się też Józef Kuraś ? Orzeł? przewodniczący placówce KT w Waksmundzie .

Właśnie za jego sprawą placówka ta , istniejąca od czerwca 1941 roku , wykazała dużą aktywność w zwalczaniu ?Gorallenvolku? , przeciwdziałaniu na rzecz wyjazdu do Rzeszy , przeciw wywózce drzewa do tartaku dla celów wojennych , przeciw kontyngentom itp . Wśród tych ludzi zrodziła się myśl zorganizowania grupy wypadowej przeciw instytucjom pracującym na rzecz wroga .

Kuraś od chwili utworzenia oddziału , w obawie przed aresztowaniem w domu bywał tylko po kryjomu , a nocami organizował akcje przeciw urzędom administracyjnym i placówkom gospodarczym w Łopusznej , Szaflarach i Odrowążu . Grupa niszczyła spisy ludności , inwentarze , wykazy kontyngentów . , zabierała pieniądze oraz towary ze sklepów .

Rok 1942 przyniósł rozbicie Konfederacji Tatrzańskiej wskutek inwigilacji wewnętrznej prowadzonej przez niemieckiego agenta Stanisława Wegner - Romanowskiego . Z organizacji pozostał czynny jedynie oddział Kurasia , którego członkowie od tej chwili ograniczyli kontakt z ludnością okolicznych wiosek do minimum .

W 1943 na Kurasia spadł ogromny cios ; w odwecie za zamordowanie na Turbaczu dwóch policjantów granatowych i w skutek denuncjacji , Niemcy 29 czerwca otoczyli dom Kurasiów w Waksmundzie , zamordowali 73 - letniego ojca , żonę Elżbietę i 1,5 - rocznego synka Zbigniewa , a dom spalili .

Od czerwcowej tragedii Kuraś zmienił pseudonim z ? Orła? na ? Ogień? , co było wynikiem bólu po stracie najbliższych , jak również znakiem rozpoczęcia nowego rozdziału w walce z wrogiem .

Po likwidacji KT istotnym problemem dla grupy Kurasia stało się zaplecze organizacyjne . Nie widząc perspektyw na odwołanie się do ludowców , którzy w powiecie nowotarskim nie dysponowali własną silą zbrojną , ? Ogień? zdecydował się na kontakt z AK . 10 lipca 1943 roku na Turbaczu spotkał się z ppor . Władysławem Szczypką ? Lechem? z Mszany Dolnej i jego zastępcą ppor . Janem Stachurą ? Adamem? gdzie osiągnięto porozumienie , na mocy którego oba oddziały utworzyły obóz , zachowały wobec siebie autonomię , kierownictwo nad grupami objął ? Lech?, zaś Kuraś otrzymał funkcję szefa gospodarczego. Obóz o kryptonimie ? Wilk? istniał do stycznia 1944 roku.

Pomimo współpracy z Armią Krajową Kuraś wyraźnie oddziela się od polityki londyńskiej , opierając się na poglądach ludowych . Niemal bezpośrednio po likwidacji ?Wilka? , ludowcy nowotarscy uznając , za ludowy oddział ? Ognia? - wiosną 1944 roku - włączyli go za jego przyzwoleniem do Ludowej Straży Bezpieczeństwa ( LSB ) , która miała być odrębną siłą zbrojną na tym obszarze . Pomimo upomnień o podporządkowaniu się dowództwu AK - Kuraś nie zdecydował się na zmianę organizacji .

Latem 1944 roku doszło do spotkania z pojedynczymi oddziałami sowieckimi . ?Ogień? za zgodą nowotarskiego Powiatowego Kierownictwa Ruchu Ludowego ( PKRL ) nawiązał kontakt z grupą Ludmiły Gordijenko ? Tania? . Chociaż Kuraś nie należał do sympatyków Sowietów, to współdziałał z nimi z powodu wspólnoty interesów - walki z Niemcami .

Nowotarska Powiatowa Delegatura Rządu ( PDR ) , bezpośrednio po wybuchu powstania warszawskiego podjęła decyzję o usunięciu niemieckich konfidentów z terenu Podhala . Na wykonawcę rozkazu przeznaczyła Kurasia wraz z jego ludźmi ; tak powstał Oddział Specjalny mający za zadanie wykonywanie podziemnych wyroków .

Najważniejsze walki Kuraś toczył w styczniu 1945 . 20 stycznia wspólnie z AL rozbił kolumnę niemieckich samochodów ciężarowych pod Klikuszową . Współpracował z regularną Armią Czerwoną , prowadząc Rosjan sobie znanymi szlakami górskimi . Dzięki szybkiemu opanowaniu okolic Nowego Targu , Niemcy opuścili miasto pozostawiając je nienaruszone . 30 stycznia 1945 roku ? Ogień? ze swym oddziałem i grupą partyzantów sowieckich wkroczył do Nowego Targu . Wojna z Niemcami dla Józefa Kurasia zakończyła się . Niebawem jednak miała się rozpocząć kolejna .

Podhale po wojnie wkroczyło w nowy etap stosunków społeczno - politycznych . Usuwanie niemieckiego okupanta trwało dosyć długo , w dodatku musiano rozprawić się z przeróżnymi kolaborantami hitlerowskimi . Nastąpił wzmożony ruch ludności i to we wszystkich możliwych kierunkach : wyjeżdżali mieszkańcy Wielkopolski, Warszawy i innych regionów wysiedleni stamtąd przez władze okupacyjne ; opuszczali przeludnione wsie młodzi górale udając się na Śląsk i ziemie zachodnie w poszukiwaniu pracy - ale tylko nieliczni tam zostawali - większość rychło wracała z powodu nieprzystosowania do nowych realiów życia i tęsknoty za rodzinnymi stronami .

W Nowotarskie przybywali też inni : jedni dla zrobienia interesów , gdyż wabiła ich bliskość granicy ; ci związani z władzą , obejmowali różne stanowiska najczęściej nie zważając na miejscowe sympatie polityczne . Przyjeżdżali tutaj również ci , którzy chcieli opuścić kraj ze względów politycznych , albowiem w pierwszych miesiącach wolności przekroczenie granicy z Czechosłowacją nie stanowiło trudności .

Sama wojna i okupacja pozostawiła nieciekawą moralnie spuściznę : powszechne nielegalne pędzenie wódki i spowodowane tym pijaństwo , złodziejstwo połączone z bandytyzmem , któremu sprzyjała powszechna dostępność broni . Wykorzystywali to ludzie nie posiadający zawodu , zatrudnienia , wykolejeni przez wojnę . Proceder ten uprawiali też przybysze , i to ci którzy zawodowo mieli z tym zjawiskiem walczyć ; milicjanci i żołnierze Ludowego Wojska Polskiego , od szeregowców poczynając na oficerach kończąc .

Wreszcie nadejście nowej władzy spowodowało niepokoje i niepewność ludności , która z pogłosek napływających sukcesywnie na Podhale , poczęła wyrabiać sobie własny punkt widzenia na nowe rządy i formy ich sprawowania . Najpierw jedyna władzą była rosyjska komenda wojenna składająca się z sil NKWD pod rozkazami majora Leonida Masłowa . Rządy komendy wojennej trwały do czasu wycofania głównych sil Armii Czerwonej z terytorium Niemiec w lipcu 1945 roku - już po powołaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej . W ten sposób stworzono warunki do zainstalowania się pierwszych władz w powiecie , w którym nie było komunistycznej tradycji . Organizatorów trzeba było przysłać z zewnątrz i jak się okazało , również większość funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UBP) , ponieważ miejscowi partyzanci spod znaku BCh czy AK nie nadawali się do wykonywania nowych zadań . Powiatowy UBP (PUBP) nadal pracował pod dyktando ?doradcy? z NKWD , który uczył polskich funkcjonariuszy ?nowych? sposobów działania , aby umocnić władzę PPR .

Jak przedstawiały się losy Kurasia w tym okresie ? Bezpośrednio po zdaniu broni i rozwiązaniu oddziału, za aprobatą Masłowa , wspólnie z ppor . Zygmuntem Sieleckim z AL przystąpili do organizacji odpowiednich służb tworząc zalążki przyszłej Komendy Powiatowej MO . Z tej racji ? Ogień? i jego ludzie zostali uznani za funkcjonariuszy MO; samego Kurasia zaczęto określać mianem komendanta powiatowego . Trzeba przyznać , że z powierzonego im zadania ? ogniowcy? wywiązali się poprawnie , traktując całą akcję jako uwieńczenie walki z wrogiem .

Na początku lutego 1945 roku przybyła z Krakowa ekipa dla zorganizowania Komitetu Powiatowego Polskiej Partii Robotniczej ( KP PPR ) , KP MO i PUBP . PPR organizował Władysław Machejek jako sekretarz , komendantem powiatowym MO został mianowany ppor . Aleksander Karaś , a szefem PUBP - ppor . Stanisław Strzałka . Doszło do pierwszego spotkania Kurasia z nominatami . Z pewnością rozmowa nie należała do łatwych , jednakże obie strony musiały dojść do porozumienia , gdyż 8 lutego ? Ogień? udał się wraz z Janem Kolasą ? Powichrem? do Lublina do rządu . Wg Kolasy ? pojechaliśmy tam bo tam był według nas , nasz partyzancki sztab , nasz rząd? . Z Lublina udali się do Warszawy ( Rząd Tymczasowy i Komitet Centralny PPR przeniesione zostały wcześniej do stolicy ) gdzie w Departamencie Kadr MBP Kuraś otrzymał skierowanie do pracy w PUBP w Nowym Targu , które równało się nominacji na stanowisko kierownika . Z tym dokumentem zameldował się w połowie marca w Wojewódzkim UBP w Krakowie , tym samym otrzymując formalny angaż na wymienione wyżej stanowisko .

Nominaci w Nowym Targu poczuli się zagrożeni . Przecież bezpośrednio po wyjeździe Kurasia rozpoczęli weryfikację członków UBP i MO zwalniając ludzi nie związanych z PPR - em , obsadzając stanowiska swoimi ludźmi z zewnątrz . Jednocześnie trwało dochodzenie na temat przeszłości okupacyjnej Kurasia , potrzebne do sporządzenia wniosku o zwolnienie go ze służby w trybie natychmiastowym .

Kuras po powrocie zastał swoje stanowisko obsadzone przez nieznaną osobę , udał się więc do Zakopanego by objąć funkcję zastępcy szefa UBP . Według ? Powichra? : ? pojechaliśmy tam , ale nic nam się nie spodobało? . Tymczasem WUBP na wniosek nadesłany z Nowego Targu , wszczął śledztwo przeciw Kurasiowi . Oprócz zarzutów z czasu okupacji , doszły nowe , a mianowicie pijaństwo na posterunkach MO oraz ? znikanie broni? . należy liczyć się z faktem , że Kuraś dysponując swoimi ludźmi zarówno w Urzędach nowotarskim jak też krakowskim , mógł mieć informacje dotyczące postępowania przeciwko niemu . 11 kwietnia 1945 r . został wezwany do WUBP - prawdopodobnie w celu złożenia wyjaśnień . Czy liczenie się z możliwością aresztowania i osadzenia w najlepszym wypadku na długie lata spowodowały podjecie decyzji o pójściu w Gorce ?

Niewykluczone , że stały za tym inne pobudki znane jedynie jemu samemu , wynikające być może z doświadczeń wojennych i pewnych przestrzeganych wartości .Faktem niewątpliwym jest rozpoczęcie nowej wojny ? ogniowej? skierowanej już nie przeciw Niemcom , a przeciwko rodakom , w jego rozumieniu wysługujących się Sowietom .

Józef Kuraś z chwilą ucieczki w góry wydał na siebie i swoich ludzi wyrok śmierci . Jego oczekiwanie na rozpętanie III wojny światowej , było tak samo niedorzeczne jak nadzieja na rychłe opuszczenie Polski przez Armię Czerwoną . Człowiek ten musiał zdawać sobie sprawę , że walka z okolicznymi oddziałami MO , niszczenie ich placówek napady na UB - owców czy PUBP w Nowym Targu i UBP w Rabce , będą miały szanse powodzenia , do czasu zorganizowania obławy złożonej z oddziałów Korpusu Bezpieczeństwa Publicznego (KBW ) i jednostek Ludowego Wojska Polskiego . Mimo to potrafił utrzymać się w górach przez niemal dwa lata .

Przedstawienie w tym miejscu dokładnego przebiegu walk Kurasia byłoby zamierzeniem chybionym , ze względu - po pierwsze na objętość materiałową , po drugie na znaczne rozszerzenie tematu w kierunku odbiegającym od przyjętych ram badawczych . Celem moich rozważań jest zdefiniowanie oceny postępowania ? Ognia? w okresie powojennym na podstawie dostępnych dzieł naukowych oraz pozycji posiadających charakter publicystyczny .Pragnę odpowiedzieć na zagadnienie dotyczące pojmowania sylwetki Józefa Kurasia w latach 1947 - 1989 i w mijającym dziesięcioleciu . Jak ukazywano ? Ognia? w czasach komunizmu , czemu służył taki wizerunek osoby wówczas ? wyklętej? ?

Pisarstwo historyczne dotyczące powojennego okresu działalności ? Ognia? to na ogół pozycje pamiętnikarskie i publicystyczne . Pierwsza książka traktująca o tamtych czasach jest ? Tedy przeszedł huragan? autorstwa Władysława Machejka , ówczesnego sekretarza PPR w Nowym Targu napisana w formie dziennika . Pierwsze wydanie z 1955 roku doczekało się czterech wznowień ; jak podkreślał sam autor w wydaniu z 1985 r . nakład lektury uznanej za obowiązkową w PRL - u przekroczył 150 tys . Obraz Kurasia to typowe przedstawienie bandyty występującego przeciw władzy ludowej : awanturnik , sadysta , notoryczny pijak , arogancki , butny , za nic mający ludzi nie podzielających jego poglądów. Machejek usiłował wprowadzić gwarę góralską w wypowiedzi ? Ognia? i jego kompanów . Z pewnością miało to pomóc czytelnikowi w odbiorze postaci i ubarwić narrację , chociaż prawdę powiedziawszy decyzje owa można było wstrzymać . Dzieło Machejka pełne jest nienawiści do reakcji rzekomo imperialistycznej , której celem jest zniszczenie Kraju Rad i rozpętanie III Wojny Światowej . Nie brak zaś pochwał o bohaterstwie poświęceniu i męstwie żołnierzy KBW i funkcjonariuszy UB oraz MO . Określając charakter pozycji językiem kolokwialnym , nasuwa się stwierdzenie , że ?my? - czyli władza - jesteśmy dobrzy , a ?oni? - reakcyjne bandy - źli . Machejek nawet nie spróbował odpowiedzieć na przypuszczalnie nurtujące go pytanie - o co ?oni? walczyli i po co - oraz czy można było uniknąć ?wojny domowej? . Niestety, tych refleksji autorowi nie dane było odczuć , badź ( co bardziej prawdopodobne ) uniknął ich ze względów ideologicznych . Wydaje się , ze z tego powodu zamieścił w osobnym rozdziale ? Notatnik Ognia? . Jest to - jak utrzymuje piszący - odtworzona część notatek zgubionych przez ? Ognia? w czasie starcia z grupą operacyjną 110 19 kwietnia 1945 r . W notatniku krótkim , zwięzłym tekstem Kuraś spisywał wymarsze grup ? na akcje? , wysokości nałożonych kontrybucji , wyroki śmierci ( wykonane i niewykonane ) , ilość broni posiadanej i zdobytej . Charakterystyczne są wzmianki o kobietach , brak niestety większych szczegółów znajomości . Notatnik był prowadzony od 10 lutego 1945 r . do 18 lutego 1947 . Oto próbka ? możliwości pisarskich? Kurasia : 10 XII 1945 - Sowińska , Nowy Targ , PPR . Śmierć . Buła , Krościenko , śmierć . Katarzyna Waksmund , śmierć . Podejrzana . Brzuch jak stołek . Dwojaczki ? Ludzie ślimaki . Lepiej niech niewinny zginie , a obóz nie może być zdradzony . Sumienie ? Wolność . Nie dałem się sumieniu . Katarzyna na słupie telegraficznym . Lew nie chciał wykonać . Kulka . Baba spotkała mnie na ulicy . ?Kas mojego chłopa zabił ?? ? Głupia . Bedziesz się żeniła drugi raz?. To jedynie fragment z całego notatnika , pisanego chaotycznie ,często opisujący przemyślenia , fakty pozbawione wspólnych wątków - można by rzec jest to bełkot .

Samo wyodrębnienie zapisek Kurasia , służyło przypuszczalnie dla wzmożenia negatywnych uczuć u odbiorcy . W dodatku umiejscowienie ich na samym końcu książki gwarantowało punkt widzenia na problem ? leśnych? w formie założonej przez system komunistyczny .

Władysław Machejek zmarły przed dziewięcioma laty , nigdy nie ukrywał komunistycznych sympatii - by nie rzec uwielbienia . Dlatego też w pewien sposób jest usprawiedliwiona jego tendencyjna ocena Kurasia . Co nie znaczy , ze zwolniony był od potraktowania sylwetki ? Ognia? w bardziej obiektywny sposób ( o ile mógł pozwolić sobie na obiektywizm człowiek bezpośrednio zwalczający partyzanta z Turbacza ) . Publikacja jego autorstwa pozostaje świadectwem pojmowania problemu podziemia ? imperialistycznego? przez ludzi stykających się z nim bezpośrednio i jest ważnym elementem do badań nad nim.

Druga publikacja tycząca - pośrednio tym razem - Józefa Kurasia jest ? Był w Polsce czas ...? autorstwa Stanisława Walacha . Stanisław Walach w latach 1945 - 1952 kierował Powiatowymi Urzędami Bezpieczeństwa Publicznego w Chrzanowie , Limanowej i Nowym Targu , oraz był naczelnikiem Wydziału III w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie , w którym skoncentrowane były sprawy związane z walką z reakcyjnym podziemiem . ?Świadectwo tamtym dniom? - tego autora - napisana w 1965 roku i ? Był w Polsce czas ...? należą do książek traktujących ten problem w sposób rozrachunkowy . Walach nie próbował zwalczać w sposób bezkompromisowy na kartach dzieła band podziemnych . Można zaryzykować stwierdzenie , że usiłował przedstawić zagadnienie w obiektywnym świetle . Od Machejka odróżnia go docenianie przeciwnika i traktowanie jako co prawda wroga , ale Polaka . Polaka , który na skutek złudnych obietnic płynących z Zachodu nie zaprzestał walki , kierując ją na własną zgubę w niewłaściwym kierunku . Opisy poszczególnych spraw , reakcyjnych oddziałów czy ludzi Walach oparł na własnych wspomnieniach , dokumentach archiwalnych , rozmowach przeprowadzonych ze współtowarzyszami walki . Pisząc - jak twierdzi - starał się podawać fakty zgodnie z rzeczywistością , przytaczał wydarzenia w pełnym ich kształcie , jednocześnie zdając sobie sprawę z mogących istnieć niedokładności .

?Ogniowi? w ? Był w Polsce czas ...? autor poświęcił osobny, prawie 100 - stronicowy rozdział . Na przedstawienie w pełnym świetle działalności ? Ognia? po wyzwoleniu zdecydował się z dwóch względów : tworzącej się legendy Kurasia - ofiary , zmuszonego do chwycenia za broń oraz spotykanych prób pokazania walki z nim , które - w zasadniczych spawach odbiegały od prawdy . Aby uwiarygodnić swą relację Wałach powołuje się na uczestniczenie w walkach z Kurasiem i znajomość większości tych , którzy rozbijali jego oddziały . Oto jak postrzegał ? Ognia? dawny funkcjonariusz UB : ? Żądny władzy , nie uznawał żadnych autorytetów , nie uznawał i nie zamierzał uznawać legalnie powołanych urzędów . Był przekonany , że jedynie on może sprawować władzę na tym terenie , a prawo do tego daje mu jego góralskie pochodzenie?. I dalej : ? Rozmawiałem z wieloma ludźmi z jego najbliższego otoczenia , nikt jednak nie potrafił mi dać jednoznacznego wytłumaczenia tego faktu [niepokorności - przyp. Ł. M.] Zaważył tu zapewne i wspomniany już trudny charakter Kurasia , tragiczny los jego najbliższych , nieuznawanie żadnego autorytetu , jego reakcyjne poglądy polityczne , antysemityzm i antykomunizm , pijaństwo , samowola , góralska hyrność , zanik poczucia obywatelskiego?.

Walach potrafił, jak wspomniałem wyżej, zastanowić się nad istotą postępowania partyzanta . Nie szkaluje bezpośrednio osoby ? Ognia? , nie rysuje przed czytelnikiem obraz stricte negatywnego ; pozwala na refleksje u odbiorcy , by uzmysłowił sobie dramatyzm człowieka żyjącego w lesie , niepewnego jutra . Jednakże autor poprzez swą intencję nie pragnął wzbudzić sympatii dla Kurasia, bowiem na kolejnych stronach lektury ( od 1971 r. zatwierdzonej do użytku szkolnego ) roztoczył ? obowiązującą wizję? charakteru ?Ognia? : ? Rozzuchwalony początkowymi niepowodzeniami urzędu , zjawiał się tam gdzie się go najmniej spodziewano , wykonywał wydawane przez siebie wyroki śmierci , rozliczał się ze schwytanymi pracownikami UB i MO . Był to okres (wiosna 1945 ) , kiedy do oddziału napłynęło najwięcej ludzi zbałamuconych rzekomą siłą ? Ognia? i rozsiewanymi plotkami o rychłej trzeciej wojnie światowej i zagładzie komunizmu . Utrzymanie kilkuset ludziom zapewniały rabunki uspołecznionych sklepów i wysokie kontrybucje nakładane na indywidualnych gospodarzy , a nawet na cale wsie. Niewypłacalnym ? Ogień? puszczał z dymem zabudowania gospodarcze . Niosła się przed nim przez ukryte wśród gór wioski sława bezwzględnego watażki , utrwalana krwawymi wyrokami na tych którzy nie podzielali jego przekonań . Strach przed okrutną śmiercią zamykał usta ogromnej większości mieszkańców tych okolic . Bano się ujawnić miejsce pobytu Kurasia , bano się wskazać ukryty w lesie bunkier czy góralski szałas , służący mu za melinę . ( ...) Najgorsze jednak było to ,że watażka ani na moment nie osłabił swej aktywności . Uważał że nie ma w województwie siły zdolnej do zdławienia jego oporu i unicestwienia go . Podczas częstych zbiórek wszystkich oddziałów szeroko rozpowiadał o swoich rzekomych kontaktach z Andersem , o dolarach , przysyłanych mu z zagranicy na utrzymanie bandy . Zapowiadał zrzuty broni , lekarstw i amunicji . Parokrotnie kazał nocą rozpalać na polanach ogniska sygnalizacyjne , a gdy samoloty nie nadlatywały , bajał o trudnościach nawigacyjnych w górach. ( ... ) Watażka mordował nawet członków własnych oddziałów . Nie tolerował najdrobniejszego sprzeciwu czy samowoli . Jeżeli ktokolwiek ośmielił się dokonać napadu rabunkowego bez jego wiedzy lub też wyznaczony przez niego na dowódcę akcji człowiek nie przesłał do obozu ściśle określonej części zrabowanego mienia , szedł na gałąź lub odprowadzano go do najbliższego jaru , gdzie pozostawał na zawsze? .

Zatem Stanisław Walach zastosował w końcu podobną metodę narracji , cechującą Machejka . Pomimo zachęcenia czytelnika do refleksji , co iluzorycznie symbolizować miało odmienne ujecie tematu - w dalszej części relacji obowiązuje PRL - owska linia wizerunku Kurasia bandyty , reakcjonisty , człowieka wyjętego spod prawa . Pretensji do autora chyba mieć nie można . Z uwagi na przeszłość powojenną , osobiste zaangażowanie w tropienie ?ogniowców? , punkt widzenia Walacha nie mógł być odmienny od prezentowanego wyżej Władysława Machejka . Obaj byli z przekonania komunistami , obaj wierzyli w słuszność walki z podziemiem , obaj tez ukazali podobne relacje opierając się na własnych wspomnieniach i zamieszczając w aneksach ?Notatnik? czy w przypadku Walacha ? Dziennik Ognia? . Warto zatrzymać się przez chwilę nad owym ? Dziennikiem? . W dokumencie , w przygotowaniu edytorskim , poprawiono jedynie pisownie oraz niewątpliwe błędy , zwłaszcza w nazwach miejscowości , jak również rozwiązano szereg skrótów , które dodatkowo zaciemniały tekst . Dziennik prowadzony był w sposób chaotyczny i skrótowy , miejscami wręcz trudny do zrozumienia .

? Ogień?, twierdzi Walach, notował codziennie wszystko , co robił sam i co robili jego podkomendni . Zapisywał nazwiska tych , których kazał zabić i pseudonimy ludzi , którzy w jego imieniu strzelali . Nazwiska ofiar przeplatają się z wyrokami śmierci , które sam wydawał na swoich kompanów , z nazwami podhalańskich wiosek , szczytów górskich , gdzie grasował i ukrywał się z ilością skradzionych koni i bydła. Zapiski Kuraś prowadził w następujący sposób:

30 I 1945 Zejście z gór

8 II Wyjazd do Lublina

14 III Powrót do Warszawy

21 III Objecie PUBP w Nowym Targu

11 IV Ucieczka do gór

i tak dalej z przerwami do lutego 1947 roku.

Na uwagę zasługuje następująca sprawa . Z wypowiedzi Machejka i Walacha wnioskować należy o istnieniu dwóch notatników . Machejek utrzymuje , że ?Notatnik? dostał się w ręce władz poprzez działalność szpiega w szeregach ?ogniowców?. Walach nie pisze w jaki sposób zdobyto ? Dziennik? ; skądinąd wiadomo , że nie jest to oryginał , a jedynie kopia . Nie jest moim zadaniem rozpatrywanie stopnia wiarygodności obu tych archiwaliów . Dodam jedynie , że dziwne dla mnie jest jednoczesne prowadzenie dwóch osobnych , nie zawsze pokrywających się notatek przez tę samą osobę . Istnieje, moim zdaniem, duże prawdopodobieństwo fałszerstwa któregoś z nich . Może archiwa UOP - u ujawnią prawdę autentyczności jednego z nich?

W latach 80 - tych na temat Józefa Kurasia ukazały się wzmianki w prasie , w wydawnictwach podziemnych . W artykule pochodzącym z ?Gazety Krakowskiej? z 1984 r . na temat ofensywy radzieckiej w Beskidach i Gorcach w zimie 1945 r . napisano wzmiankę o ?Ogniu? nawiązując do tych wydarzeń . Ppłk mgr Jerzy Depo opisał udział Kurasia w ofensywie radzieckiej jednocześnie podkreślając dalsze - powojenne - losy górala z Waksmundu : ? Powojenny , kontrrewolucyjny i terrorystyczny oddział zbrojny ? Ognia? to nie ten sam co walczył z Niemcami . Pod koniec 1945 r . w jego szeregach pozostali jedynie ci , którzy podobnie jak sam ? Ogień? nie potrafili się zaaklimatyzować w nowych warunkach i pozbyć okupacyjnych nawyków oraz ludzie prymitywni , którym niski stopień świadomości politycznej sprawiał trudności określenia swego stosunku do nowej rzeczywistości , zdemoralizowani wojenną orientacją ich dowódcy i o niskich instynktach , którzy zasmakowali w mordzie i rabunku?.

Z tego samego roku pochodzi podziemna broszura autorstwa Juliusza Nemo zatytułowana ? Śmierć Ognia? . Jest to literacka forma ukazania postaci Kurasia . Treść jej opiera się na wygłaszaniu sądów chwalących bojownika o Polskę bez komunistów w sposób wyraźny . Postać Kurasia jawi się jako symbol męczeństwa . Książzeczkę ( 32 strony ) cechuje nadto brak obiektywizmu , ale jest to w pewnym sensie rewanż za stosowanie podobnych metod przez ówczesny reżim . Winnymi są komuniści , a nie Kuraś i jego oddział . Cel broszury wydaje się być jasny - oczyszczenie ? Ognia? z win nałożonych przez PRL i przywrócenie właściwej wersji wydarzeń ( dotarcie do prawdy ).

Należy pamiętać o czasie wydania tego dziełka - rok po zniesieniu stanu wojennego ; naród stał wtedy u progu kryzysu , za który obarczano system totalitarny , nadzieja o rychłym upadku komunizmu działała pobudzająco równocześnie nie dając szans na chłodną ocenę przeszłości polskiego podziemia powojennego . Nie był to czas na gruntowną , bezstronną analizę postaci Józefa Kurasia .

W 1987 r . ukazała się też ? drugoobiegowa? pozycja Bogdana Nurskiego - biografia Józefa Kurasia . Nie będę rozwodził się nad materiałem zawartym w niej i nad spostrzeżeniami poczynionymi przez autora, gdyż wnioski z niej płynące są podobne do tych zaprezentowanych przez Nemo - Kuraś bohater .

Jacek Kuroń w ? Wierze i winie? z 1989 przytoczył historię o Kurasiu usłyszaną od jednego z więźniów celi we Wronkach w połowie lat 60 - tych . Oczywiście, nie należy pojmować sensu tego przekazu w sposób naukowy ; podaje go jedynie jako przykład wiedzy społeczeństwa polskiego o ? Ogniu?: ? ? Ogień ? - Józef Kuraś - legendarny przywódca Podhala , najpierw należał do AK , potem założył własną bandę . Ponieważ był antyakowski , po wojnie szefem bezpieczeństwa w Nowym Targu . Potem z całym Urzędem Bezpieczeństwa poszedł do lasu i niesłychanie długo terroryzował Podhale? .

Wreszcie wypowiedz płynąca od Kuronia: ? Prowadziłem w Poroninie obóz instruktorów żydowskich drużyn i wymyśliłem taką zabawę - sąd nad Ogniem . Dzieci podzieliły się rolami - był prokurator , obrońcy , sędziowie . Obrońcą był Józek Dajczgewand , późniejszy ? komandos? . Wszyscy poszli na wywiady o Ogniu , zdobyli bardzo szczegółowe dane. Między innymi dowiedzieli się ,że jak w 1945 roku chore na gruźlicę dzieci żydowskie przez całą wojnę ukrywane pod podłogami jechały do Zakopanego , na Obidowej zatrzymali je chłopcy Ognia i ten kazał je wszystkie rozstrzelać . No i Józek Dajczgewand tak bronił tego Ognia , że w rezultacie sąd nie potrafił wydać wyroku . Bo uniewinnić się nie dało , ale skazać też go nie mogli? .

Lata 90 -te to okres rehabilitacji Kurasia . Rozpoczęto poświęcać miejsca związane z ? partyzantem Podhala? , jak go określano - pamiątkowe tablice , wypowiedzi w prasie lokalnej i krajowej w zupełnie innym świetle przedstawiały Józefa Kurasia . W przeciągu kilku lat ? Ogień? zaczął być postrzegany jako obrońca demokracji , ludności uciskanej przez UB, traktowany niemal jak bohater . Nie wszystkie jednak środowiska podzielały i podzielają do dnia dzisiejszego zgodną - jak się powszechnie sadzi - opinię o ?Ogniu? .

?Przegląd Społeczny?, pismo wydawane przez Mieczysława F . Rakowskiego ostatniego premiera Polski Ludowej , w 1992 roku zaprezentowało odmienne zdanie o Kurasiu . Tadeusz Kossowski autor artykułu ? Ogień - bojownik o wolność i obrońca demokracji?? utrzymuje , że całe zamieszanie którego jesteśmy świadkami , nijak odpowiada faktom . Argumentuje , że od blisko trzech lat ( słowa pochodzą z 1992 r.) kreuje się ? Ognia? na bohatera , obrońcę demokracji i wiernego chrześcijanina tylko na podstawie relacji jego byłych podwładnych i członków rodziny ( syna Zbigniewa i żony Czesławy Polaczyk - obecnie Bochyńskiej - przebywającej na stałe w USA) . Neguje się natomiast całkowicie - jako niewiarygodne - relacje strony przeciwnej , a nawet tak zwanej niezależnej , nie związanej uczuciowo z żadną ze stron . W dalszej części artykułu dowiadujemy się , ze Kuraś od początku mordował ludzi , nigdy nie podejmował walki z większymi oddziałami wojska i milicji , natomiast schwytane pojedyncze osoby uprowadzał w rejon Turbacza poddając je torturom ( łamanie rąk i nóg, wydłubywanie oczu , ucinanie nosów i języka ) , następnie mordował . Dowodzi , że w swym ? Dzienniku? ? Ogień? nie odnotował kilku ważnych mordów m . in. z 29 lutego 1946 kiedy to w Zakopanem zastrzelono Józefa Oppenheima znanego przewodnika tatrzańskiego i działacza Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego , kierownika Górskiego Ochotniczego Pogotowia ratunkowego , autora wielu prac popularnonaukowych . Został on zamordowany wg Kossowskiego z powodu żydowsko brzmiącego nazwiska . Kossowski jest też pewien , że gdyby po wojnie władze w Polsce objął obóz londyński , to z Kurasiem miałby więcej kłopotów , a to z powodu niechęci do ? panów? i pogardy dla oficerów przedwojennych . Z pewnością opinia prezentowana na łamach ? Przeglądu ...? jest tendencyjna , jednak po głębszej refleksji nie pozbawiona słusznych spostrzeżeń, zwłaszcza tyczących się czerpania wiadomości od rodziny ? Ognia?.

Kończąc omawianie tych wszystkich wydawnictw , wypada zwrócić uwagę na pochodzące z 1995 r . opracowanie Bolesława Derenia - pt . ? Józef Kuraś ? Ogień? - partyzant Podhala? . Można zaryzykować stwierdzenie , że jest to pierwsza tak obszerna próba biografii Kurasia i jego oddziałów w historiografii powojennej . Pomimo błędów i nieścisłości wytkniętych autorowi m. in. przez Alinę Fitową, książka ta pozostaje dotychczas jedyną syntezą badań nad podziemnym ruchem wojskowym Podhala . Dereń oparł swe spostrzeżenia na materiałach dostępnych w zbiorach UOP, czyli pochodzących z dokumentacji UBP. Rozdziały opisują życiorys Kurasia , ludzi współpracujących z nim , organizację i strukturę grupy , działalność czyli uderzenia w ludzi popierających reżim , akcje sabotażowe , konfiskaty dóbr i kontrybucje nałożone na ludność , współpracę z wywiadem zachodnim i ostateczną likwidację . Tym co odróżnia dzieło Derenia od wcześniejszych opracowań jest - oprócz zmiany postrzegania osoby Kurasia także , zwrócenie uwagi na próby jego kontaktów z Zachodem . Niestety, wszystkiego rodzaju rozważania dotyczące tej sprawy pozostają w większości w sferze domysłów i hipotez . Inna cecha lektury jest nadmierne - kolokwialnie rzec ujmując - wychwalanie i zachwyt nad ? Ogniem? ; Deren miejscami nie pozostaje wierny obiektywizmowi w swoich sądach , wyraźnie dając do zrozumienia po której ze stron jego zdaniem stała racja .

Opracowania natury prasowej , publicystycznej i naukowej w sprawie ? Kurasiowej? na przestrzeni lat pięćdziesięciu , nie przedstawiają , sądząc po dokonanym przeglądzie materiału obfitego ( prezentowany wyżej pogląd jest osobisty , wynikający z przejrzanych , znanych materiałów ) . Nie oznacza to braku wyciągnięcia z nich wniosków i określenia oceny ich potraktowania . O czym dalej.

Podsumowując zebrane opinie wygłoszone na łamach dzieł wymienionych uprzednio , można dostrzec pewną szczególną cechę je odznaczającą . Wydaje mi się , że formy wydawnicze pochodzące zarówno z okresu PRL, jak i III Rzeczypospolitej, charakteryzuje swoistego rodzaju nastawienie wynikające z istniejących warunków politycznych . W czasach komuny należało pisać o oddziałach niepodległościowych w sposób najgorszy , po pierwsze ze względu na rzekome działanie na szkodę państwa i ustroju socjalistycznego , po drugie by zohydzić obraz podziemia wśród społeczeństwa . W tym celu przypisywano oddziałom często nieprawdziwe okrutne czyny . Ten prosty manewr jednostronnego ukazywania ? leśnych? , służył wyrobieniu ? właściwego? poglądu. Jakiegokolwiek rodzaju próba rehabilitacji literackiej , obiektywnego spojrzenia czy polemiki spotykała się z ostrą reakcją , jeśli nie cenzora to osób z najwyższego szczebla władzy . Temat zwalczania band leśnych nie był nieobecny w podręcznikach szkolnych , wydaniach książkowych czy produkcjach filmowych . Podejmowano go jednak z ostrożnością, demonstrując przy tym punkt widzenia nie odbiegający od ustalonych norm . Sytuacja ta trwała przez cały okres PRL - owski .

Broszury podziemne z lat 80 - tych prezentują z kolei diametralnie inny obraz powojennego podziemia wojskowego - w tym przypadku Kurasia . Odwrócenie nastawienia o 180 stopni z pewnością historykowi nie ułatwiło pracy ; co więcej, uczyniło ją niezmiernie trudną . Problem wybrnięcia z sytuacji gdy istnieją dwie skrajne opinie na ten sam temat w latach kryzysu gospodarczego wydawał się nie do przezwyciężenia . Pamiętajmy , że wówczas nie można było otrzymać pozwolenia na wgląd w akta sprawy , która leżała na półce w archiwach MSW lub Służby Bezpieczeństwa . Dopiero w latach 90 - tych istnieje swoboda wertowania dokumentów w poszukiwaniu prawdy .

Czy można bez żadnych wątpliwości określić bez uprzedzeń i nacisków politycznych postawę Kurasia ? . Osobiście uważam , że na dzień dzisiejszy nie jest to możliwe z kilku powodów : po pierwsze istnieje tendencja do rehabiltacji i zadośćuczynienia krzywd ludziom uciskanym przez komunistów , po drugie ludzie pochodzący z kół niezależnych ( także politycznie ) głoszący poglądy wydające się obiektywnymi nie zawsze znajdują posłuch lub są oskarżani o sprzyjanie minionemu systemowi , po trzecie wobec totalnego oskarżania o stronniczość osób związanych niegdyś z komunistami i negowania większości poglądów historycznych czasów PRL - u - obraz ? Ognia? oparty został na relacjach tych , którym kazano milczeć przez ponad 40 lat - bliskich i znajomych Józefa Kurasia . Nie mam zamiaru zaprzeczać ich słowom , jestem niemal pewien , że oferują oni autorom swoje wspomnienia w dobrej wierze mówiąc to co wiedzą i co uważają za prawdę , jednak wymagałbym od piszących o Kurasiu obiektywizmu i zaprzestania permanentnego utyskiwania na fałszywy, ich zdaniem, ?komunistyczny? wizerunek partyzanta z Waksmundu .

Obecna sytuacja polityczna , pragnienie zapomnienia o minionych , wstydliwych latach i pragnienie oczyszczenia z zarzutów wszystkich represjonowanych bez zastanowienia się nad możliwością istnienia ?drugiej strony medalu? sprawia, że ogłaszanie odmiennego punktu widzenia , może stać się tematem dyskusji , utarczek słownych i pisarskich . Nie chodzi w tym poglądzie o podkreślenie komunistycznej wizji , lecz o wyciągnięcie wniosków płynących z przekazów obu stron . Do tej pory nie istnieje wydanie , w którym dokonano by wnikliwej analizy źródeł i opracowań pochodzących z dwóch okresów . Nie próbowano dotychczas opisać wizerunku ?Ognia? opartego na wnioskach płynących z przebadania całego dostępnego materiału . Dzieło Derenia sprzed pięciu lat to jedynie zgrabne wyselekcjonowanie danych mających w zamierzeniu utworzenie obrazu postaci mieszczącej się w pewnych określonych ramach . Słuszne jest zdanie tych , którzy pomawiają tego autora o subiektywne zbadanie sprawy nie przystające historykowi . Ale - jak powiedziałem - prawdopodobnie inaczej sformułowana praca pod względem bibliograficznym i zawartych w niej konkluzji , mogłaby napotkać trudności wydawnicze .

Józef Kuraś ?Ogień? wciąż czeka na rzetelne zbadanie jego losów . Zagadnienie to wykracza niestety daleko poza ramy tej pracy . Moim zadaniem było przedstawienie i ocena opracowań tyczących jego osoby , punkty widzenia w nich zawarte i sformułowanie wniosków płynących z zaobserwowania zmiany stosunku piszących o Kurasiu . Myślę , że dokonałem tego w sposób pozwalający na rozpoczęcie zaznajomienia się z tematyką leśnego oddziału umożliwiający - jak sądzę - ostateczny koniec poszukiwań prawdy o partyzancie Podhala .

Bibliografia :

Źródła:

Archiwum Delegatury Urzędu Ochrony Państwa w Krakowie

Archiwum Państwowe w Krakowie

Dokumenty Polskiego Stronnictwa Ludowego ,

Archiwum Zarządu Wojewódzkiego PSL

Zbiory prywatne Tadeusza Figusa , Kazimierza Garbacza , Andrzeja Goca , Jakuba Kurasia , Józefa Pasyka i Bogumiła Psarskiego ( zdjęcia ) .

( wszystkie źródła są niedostępne w istniejących bibliotekach )

Opracowania :

Depo J., Partyzancka ofensywa zimowa a sprawa oddziału ? Ognia? , ? Gazeta Krakowska?, 1984 , nr 15; 21 .

Dereń B., Józef Kuraś ? Ogień? - partyzant Podhala , Kraków 1995 .

Fitowa A., ? Józef Kuraś - czy ostateczna prawda o ? Ogniu? ?? ,[w :] Krakowskie Zeszyty Historyczne, 1995 , ss. 523 - 545 .

Kuroń J., Wiara i wina ( do i od komunizmu ) , Londyn 1989 .

Kossowski T., ? Ogień? - bojownik o wolność i obrońca demokracji ? , ? Dziś?, 1992 , nr 8 .

Machejek W. , Rano przeszedł huragan , Kraków 1985 .

Nemo J., Śmierć ? Ognia? , Warszawa 1984 .

Nurski B. , Zginął za Polskę bez komunistów . Zarys biografii Józefa Kurasia ? Ognia? , Warszawa 1987 .

Strzelewicz K. , Jak było z ? Ogniem? naprawdę ? Opowieść ? Powichra? jego zastępcy, ?Gazeta Krakowska?, 1990, nr 16; 22 .

Wałach S., Był w Polsce czas ... , Kraków 1971 .

Wałach S. , Świadectwo tamtym dniom, Kraków 1974 .


Żołnierze jednego z pododdziałów zgrupowania mjr. "Ognia"

Żołnierze jednego z pododdziałów zgrupowania mjr. "Ognia"

Partyzanci ze zgrupowania mjr. "Ognia"

Partyzanci ze zgrupowania mjr. "Ognia"

Mjr "Ogień (pierwszy z lewej, w górnym rzędzie) wśród żołnierzy i współpracowników jego zgrupowania.

Mjr "Ogień (pierwszy z lewej, w górnym rzędzie) wśród żołnierzy i współpracowników jego zgrupowania.

Lato 1946, Kiczora. Józef Kuraś "Ogień" z żoną Czesławą z d. Polaczyk.

Lato 1946, Kiczora. Józef Kuraś "Ogień" z żoną Czesławą z d. Polaczyk.


Przywracanie pamięci

Ireneusz Dańko
2006-08-13, ostatnia aktualizacja 2006-08-14 07:11

To przywracanie pamięci - mówił wczoraj prezydent Lech Kaczyński po odsłonięciu pomnika Józefa Kurasia "Ognia"

Bohater czy bandyta 

Prezydent Kaczyński przerwał urlop, aby uczcić słynnego partyzanta z Podhala. Narzekał, że III Rzeczpospolita nie dość upamiętniała bohaterów zbrojnego antykomunistycznego podziemia po II wojnie światowej. Józefa Kurasia wspominał jako dowódcę jednego z najsilniejszych oddziałów, które opierały się narzuconej komunistycznej władzy. Zakopiańskie władze zgodziły się na monument mimo sprzeciwu części mieszkańców Podhala i niektórych akowców zarzucających "Ogniowi" samowolę, zabójstwa i rabunki. Kontrowersje sprawiły, że podobna inicjatywa upadła wcześniej w Nowym Targu, skąd pochodził Kuraś. W Zakopanem z obawy przed dewastacją zamontowano monitoring i oświetlenie pomnika. - Komuniści podwójnie próbowali go zabić. Nie wrócimy mu życia, ale chociaż pamięć i honor - komentował "czarną legendę" partyzanta Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Uroczystość poprzedziło nabożeństwo w kościele na Krupówkach, które odprawił biskup Albin Małysiak. Stamtąd prezydent Kaczyński podjechał pod pomnik w bryczce otoczonej góralskimi banderiami z flagami narodowymi. - To był prawdziwy harnaś. Ubecy zrobili z niego bandytę, bo bez litości walczył z nimi i ich konfidentami - przekonywała Stanisława Sral, siostra i córka podkomendnych "Ognia" z jego rodzinnej wioski Waksmund.


Koszmar był, odszedł i go nie ma? Sylwetka "Ognia"

Paweł Smoleński

Pisano o nim, że był zdeprawowanym wojną pospolitym bandytą, krwawym watażką, bezdusznym mordercą, dzikim antysemitą. Ale też - że był wielkim bohaterem, herosem z bajań i góralskich godek, postacią na miarę Janosika, ostatnim prawdziwym harnasiem. Pierwsza część opowieści Pawła Smoleńskiego o Józefie Kurasiu, "Ogniu"

NIEMCY

Umiera partyzant "Orzeł", rodzi się "Ogień"

Józek Kuraś piękny był. Postawny, wysoki, dziewczyny za nim ganiały, sam nie musiał. Hulał, że hej, tańcował, godki znał, na bacówkach nie było chwili, żeby wiców nie opowiadał, śmiał się głośno, słychać go było na wszystkich polanach. Ożenił się, synek już na świecie - było się z czego radować, choć dookoła wojna.

I Polskę Józek kochał, jak umiał najmocniej. Za tę Polskę wszystko go spotkało. Bo przecież nie musiało być, jak było. A było.

Przyszedł czerwiec 1943 roku. Robił akurat przy drzewie na zboczu powyżej wsi. Ci, co pamiętają tamte czasy, mówią, że wszystko widział, choć z dala, na własne oczy. Niemcy zatrzymali się pod Kurasiowym obejściem. Na niemiecki rozkaz zjechali strażacy z okolicznych przysiółków, pilnować, żeby płomienie nie przeskoczyły na inne chałupy. Oblali benzyną drewniane ściany, podłożyli ogień. Paliło się tak, że widać było z drugiego końca wsi, a przecież Waksmund niemały, długaśny, rozpycha się aż pod Gorce, ciągnie wzdłuż drogi.

Jak zginął ojciec Józefa Kurasia? - nie wiadomo. Jak żona? - też nie. Synek uciekał od pożaru (tak mówią ci, którzy z bliska oglądali płomienie albo słyszeli opowieść z pierwszej ręki, ale nie ci, co Józkowi mają za złe). Ale ile ucieknie taki smyk? Złapał go Niemiec za nóżkę, zakręcił, rzucił w płomienie. Mały wił się na węglach, a Józek patrzył, choć z dala. Potem przez wiele tygodni chodzili za nim krok w krok, żeby co sobie nie zrobił.

"Orzeł" z samodzielnego oddziału Konfederacji Tatrzańskiej dość dał się Niemcom we znaki, więc spalili i ludzi, i dom. Z polskiego podszeptu. Bo Niemców do Waksmundu sprowadził konfident.

W spisanych biografiach Józefa Kurasia niemiecka pacyfikacja Waksmundu zajmuje raptem jeden akapit. Ale to wydarzenie ukształtowało go na resztę życia. Już nie hulał, jak wcześniej, nie weselił się, nie uśmiechał. Stał się zawzięty, pamiętliwy, twardy, za twardy, może wręcz okrutny. Przestał bić się tylko o sprawę. Od pacyfikacji Waksmundu wojnę o Polskę połączył z odwetem i zemstą. Tak było do lutego 1947 r., gdy strzelił sobie w głowę.

W czerwcu 1943 r. umarł partyzant "Orzeł", góral, co śpiewał, tańcował, wice opowiadał. Narodził się "Ogień", człowiek - jak mawiał jego zastępca "Powicher", też góral z Gorców - który czapki przed nikim nie zdejmował, jak strzelał, to nigdy nie chybiał.

Nawet we własny łeb.

Nie ma prawdy o "Ogniu"

Nie brałbym się za "Ognia", gdyby nie Łukasz Tischner, redaktor krakowskiego "Znaku", bratanek nieżyjącego księdza profesora Józefa Tischnera. Bo co można więcej powiedzieć o Kurasiu, któremu poświęcono kilka książek, kilkadziesiąt reportaży, wspomnień, prasowych notatek? Pisano o nim, że był zdeprawowanym wojną pospolitym bandytą, krwawym watażką, bezdusznym mordercą, dzikim antysemitą. Ale też - że był wielkim bohaterem, herosem z bajań i góralskich godek, postacią na miarę Janosika, ostatnim prawdziwym harnasiem.

Albo - że był człowiekiem kontrowersyjnym, co dziś znaczy tak wiele, lecz w czasach, gdy żył, nie znaczyło nic.

Zresztą i sam ksiądz profesor pisał o "Ogniu" wielokrotnie. I też mu się za to dostawało.

- Nie opowiem panu o "Ogniu" - mówił Łukasz Tischner - bo jestem z innego pokolenia, nie mam zmysłu historycznego, wiele spraw znam z czwartej ręki, mogę pomieszać, pokręcić, a to historie zbyt żywe, zbyt gorące i splątane. Ale Józio, w ostatnich tygodniach życia, gdy już nie mógł mówić i bardzo cierpiał, dużo rozmyślał o "Ogniu", na luźnych kartkach robił odręczne notatki. Mam wrażenie, że rozmyślał o "Ogniu" właśnie z powodu bólu i cierpienia. Odszukam te zapiski.

Co takiego było w prostym góralu z Waksmudu, że myślał o nim tuż przed śmiercią, wycieńczony nowotworem, jeden z największych polskich humanistów ubiegłego stulecia? Czy Tischner tylko rozwijał zdanie zanotowane przed kilku laty w "Tygodniku Powszechnym", że jeśli nie próbuje się zrozumieć sprawy "Ognia", wtedy nie można pojąć, czym w Polsce był komunizm? A może wracał pamięcią do myśli z dzieciństwa, dzielonych z rówieśnikami, z dorosłymi, z sąsiadami z Łopusznej, z nauczycielami ze szkoły w Nowym Targu, że kiedy "Ognia" zabrakło, na Podhalu coś się skończyło, zrobiło się - pisał - jeszcze smutniej?

Historyk Bolesław Dereń, autor biografii Józefa Kurasia, uważa, że nie da się poznać prawdy o "Ogniu", bo nie ma kompletu dokumentów. A z tych dostępnych nie wiadomo, które kłamią, a w których jest prawda.

Ksiądz A., który w lutym czterdziestego siódmego patrzył razem z księdzem Tischnerem z okien nowotarskiego gimnazjum na dym nad Ostrowskiem, wioską, gdzie UB dopadło wreszcie "Ognia" (- Tamten smutek był przerażającym uczuciem), powtarza prawdę Kubusia Puchatka (im bardziej Puchatek zaglądał, tym bardziej Prosiaczka nie było): - Im więcej będziesz wiedział o "Ogniu", tym będziesz wiedział mniej. Nie o prawdę obiektywną tu chodzi.

Bogi z Waksmundu

Miał iść na księdza - takie głosy chadzały po Waksmundzie. A i wykształcenie Józka Kurasia sugerowałoby taką drogę, bo jak na owe czasy i miejsce był niezwyczajnie uczony. Ojciec, też Józef, był jednym z nielicznych czytatych we wsi, opowiadał chłopom, co stało w gazetach. Nadto miał wyrobienie polityczne, starszych synów, gdy Polska była w potrzebie, słał na służbę ojczyźnie; bili się z Ukraińcami o Lwów i z bolszewikami w dwudziestym. Potem działał w Witosowskim ruchu ludowym, wycierał prycze w sanacyjnych aresztach. Józek miał dwadzieścia dwa lata, gdy w trzydziestym siódmym pomagał ojcu organizować strajk chłopski; udał się na Podhalu nie bardzo, bo sierpień to miesiąc letników, letnicy to dutki, dutki niepokojów nie lubią. Ale w Waksmundzie strajk wyszedł, również za sprawą Kurasiów. Bo - jak po wojnie wspominał "Powicher" - Kurasie w Waksmundzie to były bogi, jak na ówczesne Podhale zamożne, kształcone, ważne, z autorytetem.

Lecz młody Kuraś księdzem nie został. Wpadła mu w oko Zośka z sąsiedztwa. Niebrzydka, ale i niestała. A może zwyczajnie ulękła się ojców, bo jak dowiedzieli się o miłości, kazali młodym zerwać. Józek po złości rzucił szkołę, a kiedy zabrano go do wojska, rodzina Zośki szybko wynalazła jej męża.

Kuraś służył na Kresach, w Korpusie Ochrony Pogranicza, skończył szkołę podoficerską, co dla chłopaka z Gorców było nie lada awansem. Po klęsce wrześniowej chciał uciekać na Węgry i do Francji. A jednak już w październiku odnalazł się w Waksmundzie.

Naród góralski

Już 1 września Niemcy zajmują Zakopane, a w połowie października tworzą Komitet Góralski, agenturalno-kolaborancką organizację wskazującą na odrębność "góralszczyzny" - Goralenvolk. Przewodzi jej Wacław Krzeptowski, urażony w politycznych ambicjach przedwojenny działacz ludowy. W powie- cie nowotarskim 27 tysięcy ludzi przyjmuje kenkarty z literą "G", w Waksmundzie było ich 62. Niektórzy dobrowolnie, innych przymuszono szantażem. Lecz byli również kolaboranci, którzy nie należeli do Goralisches Komitee. Jednym z nich był mąż pierwszej miłości "Ognia". A może i Zośka.

Niemal od początku okupacji przewodnicy tatrzańscy przeprowadzają uchodźców i kurierów na Węgry. Ale aresztowania rozbijają pierwsze konspiracyjne struktury Związku Walki Zbrojnej. Mimo to w 1941 r. powstaje Konfederacja Tatrzańska. Konfederacja to odpowiedź na "góralszczyznę". Przystępuje do niej i Józef Kuraś, jeden z nielicznych z wojskowym doświadczeniem.

Niemcy złapią Kurasia dwa razy. Pierwszy - przypadkowo, pod Makowem Podhalańskim; ucieknie z prowizorycznego aresztu. Drugi - z donosu Zośki i jej męża. Za sabotaż, kiedy pracował jako wozak: rozpuścili konie, zniszczyli ładunek. Wedle jednej wersji zostaje zwolniony z nowotarskiego aresztu dzięki granatowym policjantom. Wedle innej - ucieka z willi "Palace", siedziby zakopiańskiego gestapo. Ale jakkolwiek było, po drugiej odsiadce rodzi się pomysł, by tworzyć oddziały nękające Niemców. I choć w początku 1942 r. Niemcy aresztowali przywództwo Konfederacji Tatrzańskiej, to po wsiach już krążą wieści o chłopcach z lasu. I o partyzancie "Orle", choć oddział Kurasia był zrazu uzbrojony bodaj w jedną dubeltówkę, ukradzioną gajowemu.

Wiosną 1943 r. idą w Gorce dwaj policjanci, Polacy, przebrani za turystów. Mają odnaleźć siedzibę leśnych. Doszli do schroniska na Turbaczu, lecz z powrotem do Nowego Targu nigdy nie dotarli. Dlatego w czerwcu Niemcy otaczają obejście Kurasiów. Mordują, palą, nad ulicą wieszają afisz "Zemsta za naszych braci". Syn "Ognia" Zbigniew Kuraś jest przekonany, że dom ojca wskazał Niemcom mąż Zośki. A może i ona sama.

- Od tego czasu - uzupełnia Bolesław Dereń - "Ogień" nie miał żadnej litości dla konfidentów i kolaborantów.

Pon jest głupi, co raty

Już był kimś, gdy jego oddział został przyłączony do AK. Dowodził nimi "Zawisza", oficer z miasta, otoczony garstką spalonych konspiratorów spoza Podhala, takich samych ceprów jak on sam. Zaczęły się wewnętrzne konflikty, w których Bolesław Dereń dopatruje się polityki: "Zawisza" był zwolennikiem sanacji, "Ogień" - ludowców.

Lecz ile naprawdę było w tym polityki? - dziś trudno rozstrzygnąć. Wiadomo za to, że "Ogień" miał już swoją małą legendę. A tu nastał nad nim ktoś obcy.

- My wiedzieli - powiada Franciszek Hreśka z Bańskiej, żołnierz Kurasia - że "Ogień" ma głowę do wojowania i niepotrzebny nam jakiś pan. Ale dali nam cepra na dowódcę, i z tego wziął się niesmak. Za mały szarżą byłem, żeby się kłócić, ale stałem za "Ogniem".

Etnograf Antoni Kroh, pan, lecz wychowany między góralami, pisze w książce "Sklep potrzeb kulturalnych", że jeszcze w latach 50. określenie ceper, jak chętnie przezywają samych siebie przybysze spoza Podhala, to było w gwarze obelżywe, wulgarne określenie nieudacznika.

Górale mówią też "pony". A kim był taki pan? "Pierwsza i najważniejsza różnica: ludzie ciężko pracują, panowie nie - notuje Kroh. - Panowie to darmozjady - nic nie robiom, a bierom wielgie dutki nie wiadomo za co... gdyby nie ludzie, panowie dawno by wyzdychali. Druga: panowie nie wiedzą, co to prawdziwe zmartwienie, panowie w ogóle nie mają zmartwień... Wiąże się z tym bezpośrednio trzecia pańska cecha wyróżniająca: bezbrzeżna głupota. Pon nie jest zwyczajnie głupi. Pon jest głupi, co raty. Głupi, że rety. Pamiętam, sterczę w Bukowinie pod lodziarnią, nie mam ani grosza, a przy drodze stoi piękna taksówka (tak nazywaliśmy każdy samochód osobowy), w taksówce rozparł się pon, liże loda, otworzył se radio i słucha koncertu skrzypcowego. Nie wiem, skąd się to we mnie wzięło, zdaje się, że dawni poeci nazywali to natchnieniem; podchodzę do pana i słyszę swój głos, jakby mówił ktoś obcy: - Słuchojcie panie, ka trzymocie tego muzykanta? W kufrze? Pan patrzy na mnie i już wiem, że jestem górą. - Toś ty nigdy nie widział radia? - Co godocie? A co to za kołoc? - To lody, nie kołacz - wyjaśnia pan z pokorą. - Teloście panie durny, co raty. Dy przecie lody som zimom, na Biołce. - No i pon wysiada z taksówki, kupuje porcję za całe trzy złote, wręcza mi i patrzy łapczywie, jak jem".

Rację ma Roman Dzioboń, jeden z bohaterów "Historii filozofii po góralsku" ks. Tischnera, poeta z Nowego Targu, pamiętający tamte czasy z dzieciństwa, że miastowi konspiratorzy patrzyli na partyzantów-chłopów z góry (Ksiądz A. dopowie: - Oficerowie AK patrzyli na podwładnych górali po pańsku). A górale patrzyli na miastowych jak na ceprów. Zaś ceper telo durny, co raty.

Tyle że komenda była w rękach miastowych. "Potrzask", żołnierz "Ognia" z Waksmundu, wspominał, że raz po warcie udał się z kolegą do dowódcy-pona i zostali dwukrotnie wyrzuceni bez jasnego wskazania przyczyny. Dopiero za trzecim razem okazało się, że chodzi o urwany guzik. Albo - wracał z prowiantem z Nowego Targu przez ogromne zaspy. Rano zbudził go oficer-pon i postawił za karę w półtoragodzinną stójkę, bo uznał, że "Potrzask" za długo w marszu wypoczywał.

Wreszcie stało się to, co stać się musiało. W czterdziestym trzecim, przed Bożym Narodzeniem, "Zawisza" dał miastowym urlopy na święta. Sam też zszedł z gór, ale ogniowców zostawił w obozie. Nie zdzierżyli. "Ogień" i ośmiu innych poszli w dolinę (Hreśka: - Gadali my o tych urlopach, otwarcie burzyć się nie szło, ale wiedzieli my, że to niesprawiedliwe). Trafili na wesele w Ochotnicy (inni powiadają, że na chrzciny), polała się gorzałka. Zasiedzieli się niemal do Nowego Roku. Wrócili do obozu, niewiele później nadeszli Niemcy. Dwóch partyzantów zginęło, Niemcy zniszczyli ziemianki.



Jedni twierdzą, że wojsko znalazło partyzantów, idąc po śladach. Inni - że ślady wracających z Ochotnicy ukrył padający bez przerwy śnieg, a Niemcy szli za konfidentem. Franciszek Hreśka mówi, że na weselu jeden z partyzantów tak popił, że go Niemcy wzięli, więc potem, w obawie o życie, wygadał. Do tego doszły pierwsze oskarżenia o pospolite rabunki, choć żołnierze-górale przysięgali, że to kompletna bzdura. Nad "Ogniem" odbył się sąd za dezercję, skazano go na śmierć. Niebawem wyrok uchylono.

Czy wyrok długo obowiązywał - nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że dowódcy innych oddziałów AK próbowali na powrót włączyć "Ognia" do organizacji. Oraz że "Zawisza" nie szukał kontaktu z dawnym podkomendnym, za to zabrał mu kilku żołnierzy. Marian Mordarski, były żołnierz 4. batalionu AK, pisał o Kurasiu: "Z całą pewnością przerastał wartością bojową i chęcią walki wielu innych, najczęściej własnych przełożonych. Był bezwzględny i despotyczny. Nie umiał się podporządkować".

Od tamtej zimy "Ogień" unikał spotkań z akowcami. - Miał głowę, nie był głupi - wspomina Franciszek Hreśka. - Po co miał do nich chodzić, jak chcieli go zastrzelić?

Tatusia nam zabili

Poszedł pod komendę Batalionów Chłopskich. Jego oddział został nazwany Ludową Służbą Bezpieczeństwa. Bolesław Dereń mówi, że z rozkazu powiatowej Delegatury Rządu w Nowym Targu Kuraś wykonywał wyroki na konfidentach, członkach Goralenvolk, volksdeutschach, strzygł kobiety współpracujące z Niemcami, ponoć rozbroił dwie bandy rabunkowe i jeńców przekazał akowcom, bo się za akowców podawali. Po kilku tygodniach jego żołnierze przestali być plutonem egzekucyjnym. Ale już niosło się na Podhalu, że "Ogień", wykluczony z AK i z wyrokiem śmierci, bije, strzyże, morduje, nakłada kontrybucje. Albo - że przez "Ognia" giną ludzie.

- Znam takich, którzy mówili z gniewem: gdyby nie "Ogień", moi żyliby do dziś - wyjaśnia Andrzej Kudasik, Sokrates z "Historii filozofii po góralsku". - Bo było i tak jak w Waksmundzie: partyzanci poturbowali Niemców, a ci w odwecie zabili niewinnych.

- Konfidentów było u nas dość - wspomina Władysław Kolasa z Waksmundu, który pamięta "Ognia" jeszcze z posiadów na bacówkach. - Niektórych żal; jednego przerobili, bo nielegalnie świnię zabił, za co śmierć groziła, drugi ojca, brata ratował. Ale innemu wystarczyło dać wódki. Był i taki, co szedł do Niemców, kryjąc się pod mostem, gdy mu wcześniej, na moście, ogniowcy baty spuścili za donosicielstwo. "Ogień" nie strzelał do nikogo z własnej woli. W Waksmundzie był podziemny sąd, to on dawał wyrok. "Ogień" tylko wykonywał wyrok.

W Goralisches Komitee był Franciszek Latocha, gazda ze wsi Rogoźnik. "Któregoś dnia Latocha przyszedł do ojca - pisał ks. Tischner - kazał pokazać sobie kenkarty, zobaczył, że są same polskie, i wszystkie podarł... Parę miesięcy po sprawie z kenkartami przyszli partyzanci i zastrzelili Latochę. To było wstrząsające, ale znaczyło, że Polska jest i walczy. Pamiętam jeszcze głos jego syna, który przyleciał do nas, żeby pożyczyć od ojca rower. Powiedział >tatusia nam zabili<, co pokazało jakby drugą stronę. Bo oprócz tego, kim Latocha był dla Polski, był też tatusiem i w końcu zabili go >nam<".

Ale czy można wykluczyć, że niektóre ofiary "Ognia" zostały zastrzelone bez wyroku podziemnego sądu? Skąd pewność, że wszystkie wyroki sądu były słuszne? Skąd wiadomo na sto procent, czy strzelał ktoś na rozkaz Kurasia, czy na własną rękę?

Bolszewikom się przypatrywać

W Lublinie już instalował się Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, kiedy w Gorcach i w Tatrach pojawili się partyzanci AL i Rosjanie. Bolesław Dereń uważa, że to skręcający w lewo politycy ludowego podziemia nakazali "Ogniowi" współpracę z komunistami.

Izaak Gutman, w AL znany pod pseudonimem "Zygfryd", mówił jeszcze w 1970 roku: "1 grudnia 1944 r. Józef Kuraś złożył na moje ręce pisemne oświadczenie, w którym deklarował poparcie dla programu i uznanie zwierzchnictwa PKWN... >Ogień< bardzo solidnie przestrzegał naszej umowy. Meldował o akcjach, zdobytej broni, przekazywał informacje o ruchach Niemców. Od tej chwili jego zwiad i placówki wiejskie były do naszej dyspozycji, a w Kanikach, Porębie Wielkiej, Rabie, Obidowej, Chabówce, Rdzawce, Kowańcu - wiejskie chaty stały przed nami otworem".

Podczas słowackiego powstania przeciw administracji ks. Tisy wspólnie z rosyjskimi partyzantami (ponoć miał romans z dowódcą jednego z oddziałów, kapitan Ludmiłą Gordijenko) "Ogień" likwidował niemieckich kolaborantów na Spiszu. Walczył ze słowackimi posterunkami granicznymi, wysadzał pociągi, przeprowadził przez góry radzieckie oddziały frontowe, które w styczniu 1945 r. okrążyły Nowy Targ. Bitwy o miasto nie było. "Ogień" zszedł z gór, powierzono mu, za poręczeniem sowieckich dowódców, organizowanie milicji.

- Zeszli my do miasta - opowiada Józef Sulka (walczył pod "Ogniem" do 1947 roku) - żeby obcy władzy nie wzięły. Major wiedział, że bolszewikom musi się pilnie przypatrywać. A my robili, co kazał.

Przypatrywał się raptem przez kilka dni. Przybyli do miasta działacze PPR (organizatorem partii w powiecie nowotarskim był Władysław Machejek, później etatowy i twardogłowy partyjny publicysta, redaktor naczelny krakowskiego "Życia Literackiego"). Mianowali swoich szefów bezpieki i milicji. Kuraś żalił się bratu Wojciechowi, że musi jechać do Lublina, by zyskać "zatwierdzenie na pełnione funkcje".

Znów trafił pod panów, tyle że czerwonych.

Ukradli buty, ciało zostawili

O tej podróży prawie nic nie wiadomo. Nie było ich na Podhalu kilkanaście dni - "Ognia" i jego zastępcy "Powichra". Kogo widzieli w Lublinie, z kim rozmawiali, o czym - nikt nie wie. Bolesław Dereń przypuszcza, że "Ognia" gnała urażona ambicja. Był sławnym partyzantem, a tu nagle przyjeżdżają ludzie z Krakowa i chcą być ważniejsi, bo mają jakieś poparcie w partyjnej centrali. Ale pewnie w tej podróży napatrzył się na takie rzeczy, które zmieniły jego widzenie świata. Zresztą pisał, że z wyzwolenia cieszył się może godzinę.

- Odetchnęliśmy, gdy Niemcy uciekli - wspomina Andrzej Kudasik. - Ale pewności, co będzie dalej, nie mieliśmy żadnej. W moim domu Rosjanie urządzili sztab. Przegnali nas z dużej izby; spaliśmy wszyscy w kuchni, pokotem. Ojciec chciał zabrać oficerki leżące na szafie, to go zrugali, że nie wierzy w uczciwość sowieckiego wojska. I po kilku dniach oficerek nie było. W przedsionku stała beczka z kapustą; to było nasze podstawowe pożywienie. Mama mówi mi któregoś dnia, żebym przyniósł kapusty, idę do beczki, kapusty nie ma. Ukradli, pal licho, byli tak samo głodni jak my. Ale oni do tej beczki nasrali.

- Jeszcze nie byłem kapowity, ale pamiętam te nastroje: pieron wie, co to będzie za Polska, jaka Polska, czy w ogóle Polska - opowiada Roman Dzioboń. - Mój ojciec czuł, że komuniści rozsiadają się u nas na dobre. Ale wielu ufało, że ta dzicz długo się nie utrzyma.

- Idę przez nowotarski rynek - dodaje Kudasik - a tu dwóch rosyjskich żołnierzy ciągnie za nogi trupa. Zdziwiłem się, że go ciągną, bo ciału przecież należy się szacunek. Patrzę, zaczepił się o słup. I o to im szło, z zaczepionego trupa łatwiej było zzuć walonki. Ukradli buty, ciało zostawili.

Gwałty i rabunki były podhalańskim dniem codziennym. Bolesław Dereń mówi, że "Ogień" wystawiał posterunki przy domach samotnych kobiet, żeby uchronić je przed wizytami Rosjan. I że musiał miotać się z kąta w kąt. Nie chciał powrotu Polski sanacyjnej, niesprawiedliwej dla chłopów. Nie chciał też PPR-owskiej odmiany demokracji. Ale był dumny, hardy, nie mógł wrócić do Waksmundu z niczym, powiedzieć: byłem partyzantem, teraz jestem nikt, bo stałby się pośmiewiskiem wsi.

Z Lublina "Ogień" i "Powicher" jadą do Warszawy. Tam w wydziale personalnym KC PPR, kierowanym przez Zofię Gomułkową, Józef Kuraś odbiera nominację na szefa nowotarskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Dereń przypuszcza, że przyjął również legitymację PPR, bo trudno sobie wyobrazić, żeby na tak eksponowane stanowisko mianowano bezpartyjnego. Są ludzie, którzy podobno oglądali PPR-owską ankietę personalną "Ognia". Podobno - bo ankieta gdzieś przepadła. Jeśli w ogóle była.

Nominacja w kieszeni, a mimo to "Ogień" nie śpieszy się z powrotem do Nowego Targu. Zahacza o Kraków, a gdy wreszcie na św. Józefa trafia do domu, nie melduje się u szefa podhalańskiej PPR, choć jako świeży członek partii (jeśli wstąpił) i ważny funkcjonariusz UB powinien to zrobić. Z lasu wychodzą kolejni żołnierze AK i niektórzy z nich od razu znikają. Niektórzy przystępują do milicji. Po drogach krążą oddziały NKWD. Polsko-czechosłowackiej granicy na Orawie i Spiszu pilnuje Armia Czerwona. Nie wiadomo, jak będzie ostatecznie przebiegać granica: czy taka jak przed wojną, gdy w 1938 r. Polacy zajęli cały Spisz, czy jak w czasie wojny, gdy w 1939 r. słowaccy żołnierze wmaszerowali do Polski razem z Niemcami.

"Ogień" był komendantem nowotarskiego UB raptem kilka tygodni. Z tego czasu pochodzi dokument, na podstawie którego pewien zakopiański akowiec pojechał na białe niedźwiedzie. Widnieje na nim podpis Józefa Kurasia. Czy prawdziwy? Człowiek, którego wywieziono, uważał, że tak.

Panu Bogu dla Polski Ludowej



W kwietniu 1945 roku miał jechać do Krakowa. Ponoć dostał do ręki kopertę. Otworzył, a tam, zamiast akt personalnych jakiegoś ubeka, polecenie, że oddawcę listu należy niezwłocznie aresztować. A może - jak pisał jego brat, Wojciech - pod Myślenicami rozmawiał z osobą, która wiedziała, co go w Krakowie ma spotkać. Albo zwyczajnie miał dość panów w komendach, komisariatach, komitetach. Albo - z tych wszystkich i z każdego innego powodu.

- Nic nam z Józkiem nie pasowało - wspominał "Powicher" - bo nie było takie jak trzeba, nasze.

11 kwietnia na leśnej polanie w Gorcach "Ogień" tłumaczył żołnierzom (tak zapamiętał to "Potrzask"): "skończyła się walka z jednym wrogiem i zaczyna z drugim i to jeszcze gorszym. Mówił o aresztowaniach żołnierzy AK i o wywózkach na Wschód, o zamordowaniu polskich oficerów w Katyniu przez NKWD. Oświadczył, że nie możemy dać się zniszczyć. Musi wybuchnąć wojna Zachodu ze Związkiem Radzieckim, i do tego musimy się przygotować. Wszyscy chętni do pozostania w lesie ponownie przysięgli walczyć o wolność i wiarę. Po przysiędze odśpiewali hymn Polski".

Ogniowcy przysięgali "Panu Bogu Wszechmogącemu, że będą wiernie służyć ojczyźnie swojej, a dla Polski Ludowej poświęcą życie". Gdy do oddziału trafiali ludzie spoza Podhala, byli przekonani, że mylą się w ślubowaniu. Lecz w ślubowaniu nie szło o PPR-owską Polskę Ludową, lecz o Polskę naprawdę przez lud rządzoną.

Być może wtedy ktoś dał mu korale. Podobno zimą 1945 r., gdy w Zakopanem AK wieszała Wacława Krzeptowskiego, szefa Goralenvolk, Krzeptowski wręczył jednemu z partyzantów sznurek czerwonych korali. - Dajcie je "Ogniowi" - miał powiedzieć. - Może jemu przyniosą szczęście.

Gdyby Wacław Krzeptowski stanął na drodze "Ognia", nie miałby szans na przeżycie. O koralach opowiadał mi Zbigniew Kuraś, syn "Ognia". Ale to też może być legenda.

- Gdy za Niemców "Ogień" szedł do lasu, był bezsprzecznie patriotą - opowiada Andrzej Kudasik. - Potem stał się postacią tragiczną, wierzył święcie, że niebawem wybuchnie III wojna światowa, więc ktoś musi zostać w górach. Nie on jeden wierzył, ale on ze swojej wiary wyciągał praktyczne konsekwencje.

- Gdyby nie poszedł do lasu - uważa Bolesław Dereń - utraciłby nie tylko życie, ale autorytet i honor. Wiele więcej się nie liczyło.

- Widziałeś kiedyś psa zagnanego w kąt podwórza - pyta ksiądz A. - który podświadomie czuje, że za chwilę zatłuką go sztachetą, ale warczy, kąsa, bo kąsać musi? Na tym polega dramat "Ognia".

ŻYDZI

Od kogo cierpi ukochana ojczyzna

Włos się jeży na głowie, gdy się czyta tamte ulotki. Niektórzy powiadają, że to fałszywki. Ale wystarczy przeczytać wypowiedź "Powichra", daną już w wolnej Polsce, że walczyli o kraj bez komunistów i bez Żydów, żeby wiedzieć, że to prawda.

"Od roku gnębiona przez najeźdźców bolszewickich i przeklęte żydostwo cierpi w kajdanach nasza ukochana ojczyzna" - pisał "Ogień" do nowotarżan.

Albo: "Na terenie powiatu nowotarskiego grasują pluskwy żydowskie i opryszki ze służby bezpieczeństwa publicznego... Skierowali swą pracę w ślady gestapo niemieckiego. Tortury zadawane naszym braciom wołają o pomstę do nieba".

Albo (do ujawniających się akowców): "Poszliście do głosowania i oddaliście głosy pod ciosami bagnetów opryszków komuny. Doznaliście pomocy od tymczasowego rządu i doznacie od nowo wybranych, na których czele zajął kierownicze stanowisko ten sam Bierut (Bernstein), którego zrodziła parszywa Żydówka".

Przed wojną Podhale nie było żydowska Ziemią Obiecaną. Bole-sław Dereń tłumaczy, że wynikało to z ekonomicznej rywalizacji. Wanda - Tischnerowska Ksantypa - i Andrzej Kudasikowie potwierdzają, że była między Polakami i Żydami zazdrość, zawiść, wedle powiedzenia, że lepsze deko handlu niż kilo roboty. Roman Dzioboń dorzuci, że przed wojną było w Nowym Targu może dwóch socjalistów, jeden endek, a reszta zaangażowanych politycznie - ludowcy. Wiadomo, że ludowcy Żydów nie lubili. Ale żeby stała za tym jakaś ideologia? Też nie.

- W Nowym Targu nie czuło się rasowej niechęci do Żydów - wspomina Dzioboń. - Oni byli inni, a innych się nie lubi, nie akceptuje. Po wioskach prowadzili sklepiki i karczmy. Ludowcy organizowali swoje, żeby do Żydów nie chodzić. Ale nikt nie wybijał im szyb. Gdy nadeszła wojna, ludzie współczuli, niekiedy pomagali.

Choć są i takie relacje, z których wynika, że czasem sprzedawano Żydów Niemcom za worek cukru.

Jest na Podhalu przysiółek Do Przekrzty. Stała tam kiedyś żydowska karczma. "Karczmarz miał piękną córkę - pisze w "Sklepie potrzeb kulturalnych" Antoni Kroh. - No i gazdowski syn, Jasiek, zakochał się strasznie w tej Żydówce, a ona w nim. Nic nie mówiąc ojcom poszli do księdza: ona, żeby się ochrzcić, on dać na zapowiedzi. Wybuchł skandal, o którego rozmiarach człowiek współczesny nie może mieć wyobrażenia. Wesele z pytacami, muzyką, starostą, drużbami i drużkami dało się jeszcze przeforsować, ale potem przyszło normalne gazdowanie, to znaczy współistnienie z wsią. Codziennie spadały docinki, kropla po kropli, jak w chińskiej torturze, od której dostaje się pomieszania zmysłów. Jasiek znosił to coraz gorzej, zaczął pić i babę poniewierać. Którejś nocy pijany wracał do chałupy, przewrócił się w zaspie i do rana zesztywniał. Dwaj synowie byli już dorośli, więc gdy Żydówka się dowiedziała, że jej chłop nie żyje, wyszła z chałupy jak stała i poszła piechotą do swoich, do Nowego Targu. Było to zimą trzydziestego ósmego roku".

- Z Żydami było, jak było - mówi Janina, żona Józefa Sulki, żołnierza "Ognia". - Śmieli my się z nich, czasem dokuczali za te pejsy, za te mycki, za chałaty, czasem co do piwnicy wrzucili; wiadomo, jak to młodzi. Ale oni byli jakoś swoi.

Góry są. Ich już nie ma

Ksiądz Tischner oglądał Zagładę koło Ludźmierza; tych Żydów, których z Podhala nie wywożono do obozów, właśnie tam rozstrzeliwano.

"Kiedyś, gdy szliśmy do szkoły - mówił w książce "Między Panem a Plebanem" - Niemcy zatrzymali nas na drodze. Słychać było strzały. Po chwili pozwolili nam iść. Samochody odjechały. Jakieś dziesięć metrów od drogi to się dokona- ło. Odeszli ci Niemcy - młodzi, może dwudziestoletni - niesłycha- nie przygnębieni chłopcy. Miałem poczucie niesamowitości faktu, że to się tak prozaicznie kończy. Koszmar był, odszedł i go nie ma. Zima jest, słońce jest, śnieg jest, góry są. Ich już nie ma".

- W naszej wsi - wspomina ksiądz A. - była jedna żydowska rodzina. Matkę i ojca Niemcy już rozstrzelali, córka wróciła z pola, świadoma, co ją czeka. Jeszcze po drodze mówiła sąsiadkom: co wam zawini-łam, odpuśćcie. Zabili i ją.

Jaśkowi synowie z zapisków Antoniego Kroha przetrwali wojnę, choć dla hitlerowców byli Żydami, lecz dla swoich - góralami (orli nos góralski i żydowski wyglądają tak samo) i katolikami. We wsi mówili na nich "Przekrzty" i często gęsto o to się bili, bo takiego przygadywania żaden góral płazem nie puści. Ale nikt ich nie wydał. Jeden przetrwał wojnę w lesie. Drugi - na robotach w Niemczech, gdzie po wojnie ożenił się z Niemką, przywiózł ją do Polski, a potem bijał, gdy w telewizji leciały wojenne programy. Zresztą bijał i tych, którzy ciągle wołali na niego "Przekrzta".

Za to był w okolicy taki, co wydawał, w wojnę dostatnio żył za żydowskie pieniądze. Po wojnie pełnił ważne funkcje na szczeblu powiatowym. Kiedy umarł, władza sprawiła mu piękny pogrzeb. "I oto - pisze Kroh - w noc przed dniem Wszystkich Świętych na cmentarzu strasznie huknęło, a kiedy milicja przyjechała, nagrobek był rozbity, zamiast grobu głęboka jama i napis na tekturze: Niegodnyś skurwysynu ziemi, hyboj w powietrze". Dzieci szmalcownika uciekły ze wsi. O podłożenie bomby milicja podejrzewała byłych akowców, między nimi i tych od "Ognia", bo kto, jak nie partyzanci, mógł tak precyzyjnie podłożyć ładunek, by jeden grób hybnął w powietrze, a inne pozostały nietknięte?

Salcia

Ale na "Ogniu" też ciążą podejrzenia, że mordował Żydów. Choć miał w swoim oddziale Żydów, braci Henryka i Józefa Schilfedrinów i dobrze współpracował z AL-owskim dowódcą "Zygfrydem", który nie ukrywał swojej narodowości. Miał mordować już po wojnie, w Nowym Targu, w Krościenku, w Maniowach, w Zakopanem, nawet ludzi o żydowsko brzmiącym nazwisku. Tych od nowej władzy, lecz także ocalonych z Zagłady, którzy z resztką dobytku uciekali z Polski. Jest zresztą zapis w dzienniku, dokonany ponoć ręką majora: "3 maja 1946 r. - witaj majowa jutrzenko! W nocy samochód z Żydami. Mieli być przeprowadzeni przez granicę. Przed Krościenkiem do rowów. Salcia krzyczy: Panie >Ogień<, taką nieładną demokrację pan robi. Ucięto język".

Salcia krzyczała, jeśli wierzyć dziennikowi, gdy wyciągnięto ją z autobusu wiozącego uciekinierów na słowacką stronę. Potem ich mordowano. To jedna z najokrutniejszych zbrodni na powojennym Podhalu. Wielu, również spośród akowców, przypisuje ją "Ogniowi". Wielu mówi, że "Ogień" tego nie zrobił.

Tak uważa Bolesław Dereń. Dlatego, że akta UB mówią wyraźnie, że żadnej Salci w autobusie nie było. Że "Ogień" pisał o 12 zabitych, a było ich 11, więc nie mógł być na miejscu zbrodni. Autobus wiózł na dachu motocykl, ktoś tym motocyklem pojechał w stronę granicy, wrócił z wiadomością, że droga wolna, i zaraz potem zaczęła się rzeź. I dlaczego - pyta Dereń - zabito 11 osób, a inne tylko raniono? Ponoć używano karabinów maszynowych, strzelano z bliskiej odległości, nikt nie miał prawa przeżyć.

- Wtedy w okolicy Krościenka tylko jeden człowiek miał motocykl - opowiada. - Nie należał do "Ognia", ale mordował, podając się za jego żołnierza, i z wyroku "Ognia" został rozstrzelany.

Bolesław Dereń uważa, że UB przypisał "Ogniowi" mord, bo znakomicie pasował do czarnej legendy, jaką wokół niego kreowano. Ale mogło być i tak, że "Ogień" napisał "Salcia", bo Salcią była dla niego każda Żydówka. A pisał o 12 zabitych, bo niedokładnie policzył zwłoki. Albo - dostał raport o 12 trupach.

A z karabinów maszynowych można strzelać niecelnie.

Tyle że wersja Bolesława Derenia jest równie prawdopodobna i nieprawdopodobna co inne. Stuprocentowej pewności nie może mieć nikt.

Kto zabił Dawida Gasgrina

Ludzie z oddziału "Błyskawica", jak po wojnie nazywał się oddział "Ognia", strzelali do Żydów. W Maniowach zabili czterech; wyrok zatwierdził "Ogień". Ponoć byli działaczami PPR i współpracowali z UB.

Na granicy Waksmundu i Nowego Targu zabili sześciu. Partyzanci kontrolowali samochody, ten z Żydami nie chciał się zatrzymać, jeden z pasażerów pierwszy zaczął strzelać. Był wśród nich funkcjonariusz powiatowego UB.

Bolesław Dereń pyta, czy to nie dziwne, że pasażer-cywil strzelał do ludzi w wojskowych mundurach? Oraz - skąd Urząd Bezpieczeństwa wiedział, a wpisał to w dokumenty śledztwa, ile pieniędzy ogniowcy zrabowali zabitym, skoro wedle tego samego raportu ogniowcy zabrali łup ze sobą? I dlaczego po zabójstwie do Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Krakowie nadeszła notatka: "szczegółów nie można podać ze względu na to, że skład osobowy PUBP w Nowym Targu, jak i w innych instytucjach wojskowych był w stanie nietrzeźwym". Ale tak czy siak, okoliczności tej strzelaniny są bardzo niejasne.

W Kościelisku ponoć kilkunastu ogniowców zabiło nieznanego z imienia i nazwiska Żyda. Podobno dwukrotnie napadali na żydowski sierociniec w Rabce; raz zginęło jedno dziecko, ale to wieść też niepewna. Zabito Dawida Gasgrina, chyba jedynego ocalałego z getta w Nowym Targu. Zanim zginął, chodził po Krauszowie i mówił ludziom, by oddali cegły z muru okalającego żydowski cmentarz, którą ukradli na odbudowę domostw po pożarze. Zabójstwo przypisano "Ogniowi", choć konkretnego sprawcy nie wykryto. Może Gasgrina zabił sąsiad, który nie chciał oddać ukradzionych cegieł? Ale wiadomo, że po tym zabójstwie wybuchła wśród Żydów panika. Zaczęli uciekać z Podhala.

W kwietniu 1946 roku zabito siedem osób narodowości żydowskiej na polsko-czechosłowackiej granicy w Białce. Podobno była to opiekunka i dzieci z rabczańskiego sierocińca. UB podał, że prowadzili cztery krowy, trzy świnie, dwa konie z wozem, mieli duże pieniądze. Skąd to wiedziano, skoro nie było świadków napadu, nie odzyskano łupu, a wyjazd był nielegalny?

Sprzedał Polskę, Ruswelt, Żyd przeklęty

Do Józefa Sulki trzeba iść z hasłem, bo inaczej wnuk nie wpuści na podwórko. Niewielki, ceglany domek na obrzeżach Nowego Targu, mała izdebka z zaciekami na sufitach. Sulka - bezzębny, o lasce, bez uprawnień kombatanckich, więc - bez pieniędzy. Mówi, że w życiu żałuje dwóch rzeczy: że się dla Polski tyle wycierał po górach i że po wojnie nie uciekł na Zachód, tylko był wierny poleceniom "Ognia".

- Strzelali my tych przeklętych barbarzyńców, bolszewików i Żydów - opowiada Sulka, choć jego żona chwilę wcześniej mówiła, że Żydom przed wojną dokuczali nie bardzo, a w wojnę współczuli. - Polskę zmarnowali, przetracili. Czurczil, Żyd przeklęty, sprzedał Polskę, Ruswelt, Żyd przeklęty, sprzedał. Mieli my swoje województwa na wschodzie, mieli armię. Sprzedali ich Żydzi swojemu bratu, Stalinowi. I jeszcze tu leźli, na nasze zatracenie.

Gdy Sulka opowiadał o konfidentach, którzy wysługiwali się Niemcom, mówił, że to Żydzi. Gdy wspominał ubeków przesłuchujących go po więzieniach, mówił - Żydzi. Żydem dla niego był Churchill, Roosevelt, Stalin, Żydami byli polscy szpicle, działacze PPR, wszyscy, którzy walczyli z "Ogniem". Pojąłem, że dla niego słowo Żyd nie oznacza Żyda, lecz obcego, komunistę, wreszcie zdrajcę.

Ks. Tischner pisał: "Kiedy chce się w rzetelny sposób ocenić postępowanie innego człowieka w trudnych sytuacjach życiowych, wtedy należy zapytać, co on sam o swym postępowaniu sądzi. Ocenę trzeba wyprowadzić z niego samego. Jeśli ktoś nie jest świadomy tego, że kradnie, znaczy, że nie kradnie. jeśli nie jest świadomy, że kłamie, nie kłamie. A nawet: jeśli nie jest świadomy tego, że morduje, to znaczy, że nie morduje. Nie twierdzę, że na tym trzeba poprze- stać, twierdzę, że od tego trzeba zacząć, a dalsze kroki prowadzić bardzo ostrożnie... Aby być >bandytą<, trzeba mieć >bandycką świadomość<, aby być antysemitą, trzeba mieć >antysemicką świadomość<".

- Mały byłem, a pamiętam, że cały Nowy Targ mówił "żydokomuna" - wspomina Roman Dzioboń. - Nie szło o Żydów, tych lekarzy, adwokatów, nawet handlarzy sprzed wojny, których znaliśmy i jakoś szanowaliśmy. "Żydokomuna" to był partyjny, ruski żołnierz, ubek, enkawudzista, a jaka była jego narodowość - mniejsza z tym. Choć czasem ludzie dostrzegali związek między pochodzeniem a przekonaniami politycznymi.

Komuniści żydowskiego pochodzenia byli w szefostwie nowotarskiego UB, organizowali PPR, agitowali za sfałszowanym referendum "3 x tak" i wyborami, które później też sfałszowali, wsypując do pieca nieprawomyślnie wypełnione kartki do głosowania. Większość w PPR i w UB stanowili Polacy, ale to Żydzi rzucali się w oczy.

W eseju "Żydzi a komunizm" opublikowanym przez bezdebitową "Krytykę" w 1983 roku Stanisław Krajewski pisał: "W newralgicznym punkcie systemu, w policji politycznej, potrzebni byli najbardziej za-ufani ludzie, a więc przedwojenni komuniści [tych w Nowym Targu nie było - przyp. aut.], wśród których było tylu Żydów i ludzi żydowskiego pochodzenia... Dobrym okazywał się każdy, po którym można było spodziewać się stuprocentowej lojalności. A więc ktoś możliwie osamotniony, bez zaplecza rodzinnego i sąsiedzkiego... Istniał również specyficznie żydowski powód do lojalności wobec władzy: strach przed antysemityzmem... Raz jeszcze wymieńmy powody atrakcyjności, jaką dla komunistów mieli Żydzi i Polacy żydowskiego pochodzenia: osamotnienie, brak oparcia w otoczeniu, mniejsze opory ze względu na mniejszy kontakt z ludźmi niechętnymi nowemu ustrojowi... Było chyba tak: ci Żydzi, których po wojnie przyciągała atmosfera >nowego<, byli chętnie widziani. I nie wahali się przed wykorzystaniem znajomości, tej naturalnej drogi poszukiwania pracy. Ze względu na dużą od początku liczbę oficjeli Żydów, czy raczej komunistów żydowskiego pochodzenia, powodowało to szybki awans Żydów".



Bezpieka nie oszczędzała Żydów. Krajewski przytacza zdanie Anieli Steinsbergowej, wybitnego prawnika i adwokata, członkini KOR: "więźniowie pochodzenia żydowskiego byli z tego powodu jeszcze gorzej traktowani, lżeni i upokarzani". Ale powtarza również za pewnym rabinem, przesłuchiwa- nym w urzędzie bezpieczeństwa: "przez takich jak ty będą w Polsce pogromy".

Pogromów na Podhalu nie było. I większość żołnierzy "Ognia", nawet ci, którzy przed wojną dokuczali "swoim" Żydom, a po wojnie urągali na żydokomunę, nie zabijali Żydów. A jednak na Podhalu ginęli Żydzi. Zabijano ich "na firmę >Ognia<". Ale zabijali ich również ogniowcy. Jakie dziś ma znaczenie, że zapewne nie kierowali się kryteriami rasy? A może ma?

Coś się czuje

Lecz postawmy się również w sytuacji Żyda uratowanego z Zagłady, który znalazł się na Podhalu. W czasie wojny - pisał Emanuel Ringelblum - ukrywający się Żyd "to małe dziecko, które samo nie może zrobić nigdzie ani kroku. Żyd nie może chodzić po ulicy... Mieszkania żydowskie bez przerwy >palą się<. Po krótkim czasie zawsze coś się zaczyna psuć. Nie wiadomo, w jaki sposób ktoś podpatrzył, że gospodarze coś ukrywają w mieszkaniu, że często przyjmują w kuchni zamiast w pokoju, że kupują o wiele więcej żywności niż przedtem, że zmienili tryb życia... Nikt jeszcze nie złożył donosu, ale coś już wisi w powietrzu, coś się czuje. To stróż rzucił jakieś słówko, że jakiś obcy pytał o to i owo, to sąsiadka wtrąciła jakieś zdanie...".

Udało się, Żyd doczekał końca wojny. I naraz słyszy dookoła siebie urąganie na żydokomunę, na Żydów, na obcych. Wie, że gdzieś zginęli jego pobratymcy, ale nie wie, za co. A nawet jeśli wie, musi się bać, choć nie jest ani w PPR, ani w UB. Jest obcym, pasuje do stereotypu, a to może równać się śmierci.

Odstępujemy od wyroku

Jacek Kuroń nie miał najlepszego zdania o "Ogniu". Jego trzech przyjaciół, członków komunistycznego Związku Walki Młodych, znaleziono martwych na Gubałówce. Wieść niosła, że zastrzelili ich ogniowcy, za czerwone legitymacje. Ale czasy były takie, że mógł ich zabić ktokolwiek, z jakiegokolwiek powodu, choćby dlatego, że mieli na nogach dobre buty.

Kuroń w "Winie i wierze" napisał, że "Ogień" miał obyczaj brać sobie z każdej wsi dziewuchę, hulać z nią, urządzać fikcyjne śluby. Wyznał mu to partyzant od "Ognia", którego po ujawnieniu połamało UB. - "Wiara i wina" - opowiada - to zapis moich uczynków i sposobu mojego myślenia. Napisałem o "Ogniowych" ślubach, bo w latach 50. tak mi go przedstawiano.

Na przełomie 1959 i 1960 roku Kuroń prowadził w Poroninie obóz żydowskiej drużyny harcerskiej. Wpadł na pomysł, by dzieciaki poszły między ludzi, wypytywały, a potem urządziły sąd nad "Ogniem". Wylosowano sędziów, prokuratora, obrońcą został Józek Dajczgewand, późniejszy bohater antysemickich artykułów z Marca '68. Wyrok mieli ogłosić wspólnie: czy "Ogień" to bandyta, czy bohater.

- Myślałem, że sąd potrwa godzinę, może dwie - wspomina Kuroń. - A tu robimy przerwę na obiad, na kolację, dzieciaki ciągle debatują, ja tylko się przypatruję. Pamiętaj, to były dzieci z traumą Zagłady, nieufne wobec Polaków. Słyszały historię o gruźliczych żydowskich dzieciach, wymordowanych ponoć przez ogniowców gdzieś w okolicach Rabki, to było dla nich coś najbardziej potwornego. Późną nocą ogłosili werdykt: odstępujemy od wydania wyroku. Józek Dajczgewand miał niewątpliwy talent adwokacki. Ale nie mogło być takiego werdyktu, gdyby nie miał argumentów za "Ogniem".



*Korzystałem z artykułów z: "Gazety Krakowskiej", "Znaku", "Tygodnika Powszechnego", a także z książek: "Józef Kuraś Ogień - partyzant Podhala" Bolesława Derenia, "Między Panem a Plebanem" ks. Józefa Tischnera, Adama Michnika i Jacka Żakowskiego, "Sklep potrzeb kulturalnych" Antoniego Kroha

Współpraca Bartłomiej Kuraś


Słowacy: "Ogień" to bandyta, a nie bohater


Mniejszość słowacka w Polsce protestuje przeciw upamiętnieniu partyzanta Józefa Kurasia-Ognia
Przychodzili nocą i brali, co chcieli. Kto sprzeciwił się, ten ginął lub był torturowany - oburza się Ludomir Molitoris, sekretarz generalny Towarzystwa Słowaków.

- Kuraś i jego żołnierze walczyli z kolejnymi okupantami, również słowackimi - odpiera Andrzej Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa.

Pomnik "ogniowców" prezydent Lech Kaczyński odsłonił w sierpniu w Zakopanem. Upamiętnia oddział Józefa Kurasia, partyzanta walczącego najpierw z Niemcami, a po wojnie z komunistycznymi władzami na Podhalu.

Według słowackiej organizacji państwowe honory dla Kurasia uwłaczają pamięci jego ofiar. Molitoris nie nazywa go inaczej jak bandytą, rabusiem i mordercą.

Oficjalny protest przesłał do prof. Władysława Bartoszewskiego, przewodniczącego ROPWiM, która poparła upamiętnienie "Ognia". W piśmie piętnuje sekretarza rady Andrzeja Przewoźnika za to, że podczas uroczystości w Zakopanem nazwał Kurasia "jednym z polskich bohaterów, których trzeba naśladować".

Prof. Bartoszewski nie chciał komentować. - Nie znam bliżej tej sprawy - odparł i odesłał po wyjaśnienia do Przewoźnika.

Ten przypomina zajęcie części powiatu nowotarskiego w 1939 r. przez wojska słowackie sprzymierzone z Niemcami hitlerowskimi. I dodaje: - Nie da się dzisiejszych standardów przełożyć na tamte lata. Poza tym to nasza wewnętrzna sprawa, kogo upamiętniamy. My nie recenzujemy władz słowackich.

Zarzuty mniejszości słowackiej odpiera także dr Maciej Korkuć, historyk IPN w Krakowie, który pomagał w opracowaniu listy poległych "ogniowców" na zakopiański pomnik. Obecnie opracowuje on książkę o walce oddziału Kurasia. - "Ogień" zwalczał prosłowackie dążenia mieszkańców przygranicznych terenów. Nakładał kontrybucje na tych, którzy chcieli je oderwać od Polski. Nawet w PRL przyznawano, że przyczynił się do przywrócenia przedwojennej granicy. Trudno więc oczekiwać, aby Słowacy i Polacy identycznie go oceniali - mówi.