Krzysztof Potaczała
LUDZIE PŁONELI JAK
POCHODNIE

Żołnierze zapędzili schwytanych do chałupy, zaryglowali
drzwi, przez okna wrzucili granaty i puścili serię z
automatów.- Tego dnia do śmierci nie zapomnę, osmalone trupy
sąsiadów śnią mi się po nocach - opowiada Jarosław Wajda. 9 lipca 1946 r. w
bieszczadzkiej Terce był świadkiem mordowania Ukraińców przez Wojska Ochrony
Pogranicza. W niedzielę mija 60 lat od tamtych wydarzeń.
Jarosław
Wajda patrzył na masakrę ukraińskiej ludności oczami 10-latka. W drewnianej
chałupie spłonęli jego matka, brat i siostra. Oprócz nich WOP wymordował jeszcze
19 osób - mężczyzn, kobiety i dzieci. Według części polskich źródeł - za
współpracę z UPA. Według źródeł ukraińskich - za to, że byli Ukraińcami i nie
chcieli się wynieść na Wschód.
Oko za oko
6 lipca 1946 r. UPA uprowadziła do lasu trzech Polaków z Terki. Na wieść o
tym kpt. Zuber, dowódca stacjonującego w pobliskiej Wołkowyi 8 Oddziału 36
Komendy Wojsk Ochrony Pogranicza, wziął 30. ukraińskich zakładników. Ogłosił, że
jeśli w ciągu doby banderowcy uwolnią Polaków, pozwoli zakładnikom wrócić do
domów.
- Stało się inaczej - pisze Franciszek Gankiewicz we
wspomnieniach "Przeżyłem kawał historii”. - Zamiast oddać żywych, tylko dwóch z
nich przyprowadzono nocą do Terki i powieszono na jabłoni. Byli to Jan
Gankiewicz i Michał Łoszyn. Przed powieszeniem rozbito im głowy
kolbami.
Co stało się z synem Łoszyna Jerzym, nie wiadomo. Również o
losie wziętych przez WOP Ukraińców Gankiewicz milczy. Czy autor celowo pominął
tę kwestię, czy też zrobiła to peerelowska cenzura wycinając niewygodne
fragmenty tekstu?
Z ustaleń Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko
Narodowi Polskiemu w Rzeszowie wynika, że 7 i 8 lipca 1946 r. wojsko w odwecie
rozstrzelało lub spaliło żywcem co najmniej 12 Ukraińców (obywateli polskich
narodowości ukraińskiej - przyp. KP). Dzień później życie straciły kolejne 23
osoby.
Pożegnanie z rodziną
W 2003 r. Jarosław Wajda udzielił wywiadu, w którym przypomina tragiczne
wydarzenia. Do jego domu w Toronto w Kanadzie pojechał historyk Piotr Tyma,
ówczesny sekretarz Związku Ukraińców w Polsce, dziś jego prezes.
Wajda wspomina: - 7 lipca we wsi była obława. Żołnierze pognali
schwytanych do odległej o 5 km Wołkowyi. Wśród nich znalazłem się i ja, a także
moje siostry, bracia oraz mama. Dwa dni kilkadziesiąt osób koczowało na placu w
pobliżu kościoła pod strażą wojska.
O aresztowaniu Wajdów dowiedział
się Franciszek Bogacki, Polak z Terki i wujek Jarosława. - Wybłagał u żołnierzy,
by wypuścili mnie i rodzinę. Jemu zawdzięczam życie. Pewnie wszyscy byśmy się
uratowali, ale mama z moją młodszą siostrą i bratem już z drogi wróciła do
Wołkowyi prosić wojskowych, by oddali naszą krowę.
Już ich
nigdy nie zobaczyłem.
10-letni Jarosław przedarł się z najstarszym
bratem do Terki. Stamtąd pod opieką ojca uciekli do lasu. 9 lipca młody Wajda
widział z zarośli jak płonie chałupa w górnym końcu wsi. Wtedy jeszcze nie
rozumiał, co się stało...
Ginęli od ognia i
kul
Naoczny świadek mordu, nieżyjący już Jarosław Kopczak z Zawoza,
wspomina w liście do przyjaciela: - Żołnierze zagnali cywilów do chałupy (według
Grzegorza Motyki, autora książki "Tak było w Bieszczadach”, dom należał do
Michała Drozda), zaryglowali drzwi i wrzucili granaty. Po chwili wszystko
zaczęło płonąć... Wciąż słyszę rozdzierający krzyk kobiet i
dzieci.
Kopczak był jednym z tych, którzy na polecenie WOP wrzucili potem
osiem ciał do piwnicy na kartofle i przysypali popiołem. - Więcej się tam nie
zmieściło, dlatego pozostałych zabitych załadowaliśmy z Włodzimierzem Jurochem
na furmanki i zawieźliśmy na cmentarz pod cerkwią.
Z masakry zdołał
się uratować kilkunastoletni Wasyl Soniak. - Wsunął się we wnękę pod piecem, a
gdy żołnierze nieco się oddalili, wyskoczył przez okno z płonącej chałupy i
zdołał uciec do lasu - tak owe zdarzenie zapamiętała mieszkanka
Terki.
Jarosław Wajda przedstawia podobną wersję. Twierdzi, że o
ocaleniu Soniaka głośno było też w innych wsiach, m.in. w Hulskiem i Tworylnem.
Wysiedlona rok później pod Stargard Szczeciński matka chłopca szukała go nawet
przez Czerwony Krzyż, ale bez skutku. Istnieją podejrzenia, że przyłączył się do
UPA i zginął w czasie próby przedostania się z oddziałem do Zachodniej Europy.
Inne doniesienia mówią o tym, że przedarł się do Francji, ale nigdy nie
skontaktował się z rodziną. Dlaczego, pozostaje
tajemnicą.
Boże, co oni zrobili!
Po egzekucji
zakładników wopiści odjechali do Wołkowyi zabierając ze sobą Polaków. Na
odchodnym zastrzelili jeszcze dwie osoby, m.in. Michała Ostasza. - Stał w oknie
swojej chaty i ukradkiem spoglądał, co się dzieje - wspomina Jarosław Kopczak. -
Któryś z wojskowych puścił serię z karabinu.
Następnego dnia młody Wajda
przekradł się do spalonego domu. - Była ze mną ciotka, chodziliśmy po
zgliszczach, a ona wznosiła ręce do nieba i wołała: Boże, Boże, co oni zrobili!
Ciotka zaglądała też do innych domów, ja nie miałem odwagi. W jednym znalazła
zastrzelonego Michała Lipkiewicza, mój dziadek Dymitr leżał zabity za kuźnią.
Wiele lat po tragedii w Terce Jarosław Wajda dowiedział się, że z
płonącej chałupy Michała Drozda zdołał uciec jeszcze jeden człowiek. - Nazywał
się Niebora, miał zaledwie kilkanaście lat. Żołnierze zaczęli do niego strzelać,
ranili go w twarz. Kula roztrzaskała mu usta, stracił przytomność. Wopiści
uznali go za martwego, bo się nie ruszał. Wyjechał potem na Pomorze i tam zmarł
w wieku 45 lat.
W pacyfikacji Terki nie brali udziału miejscowi Polacy.
Niektórzy próbowali ochronić Ukraińców przed niechybną śmiercią, ale wojsko było
nieubłagane.
- WOP zemścił się na cywilach za zbrodnie UPA - twierdzi
jedna z dawnych mieszkanek wsi. - Banderowcy często napadali na polskie rodziny,
grabili i zabijali. Z ich rąk też ginęły kobiety i dzieci. Tu aż do akcji
"Wisła” nikt nie mógł czuć się bezpieczny.
15 lipca, niespełna
tydzień po akcji WOP, UPA wzięła odwet. Sotnie z kurenia Rena i sotnia Łastwiki
z kurenia Bajdy zaatakowały garnizon WOP w Wołkowyi. Zginęło dwóch żołnierzy,
czterech odniosło rany. Upowcy nie darowali też cywilom mordując 13 mężczyzn.
Jeszcze w tym samym roku Ludowe Wojsko Polskie wysiedliło część Ukraińców w głąb
ZSRR, resztę wywieziono w 1947 r. na północny-zachód Polski.
W
poszukiwaniu winnych i ofiar
W 1998 r. rodziny ofiar wystąpiły do
polskich władz z wnioskiem o wszczęcie śledztwa mającego ustalić i osądzić
winnych masakry ukraińskich cywilów. Wniosek poparł Związek Ukraińców w Polsce.
Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przy
IPN w Rzeszowie przesłuchała świadków. Prokuratorzy natrafili na ślad tylko
kilku podejrzanych - wopistów i milicjantów. 25 października 2005 r. śledztwo
umorzono, mimo że tragedia w Terce od początku traktowana była jako zbrodnia
przeciwko ludzkości.
- Jeden ze sprawców zmarł, dwóm innych podejrzanym
nie zdołaliśmy udowodnić winy - informuje Celina Przybyło, prokurator
rzeszowskiej Komisji. - Na postanowienie o umorzeniu śledztwa wpłynęło jak dotąd
jedno zażalenie. Przekazane zostało wraz z aktami sprawy do Sądu Okręgowego w
Krośnie.
***
Na cmentarzu w Terce jest zbiorowy grób Ukraińców
zabitych 9 lipca 1946 r. Leżą w nim jednak szczątki tylko części ofiar. Jarosław
Kopczak twierdzi, że ośmiu ciał wrzuconych do piwnicy na kartofle nigdy nie
odkopano.
- Ciągle nie daje mi to spokoju - mówi Jarosław Wajda. -
Domagam się od polskich władz, by ich kości przeniesiono do cmentarnej mogiły.
O ekshumację zwracał się w 2003 r. do wojewody podkarpackiego Piotr Tyma
z ZuWP. - Urzędnicy odpisali, że nie ma dowodów, jakoby ofiary nie zostały
pochowane na cmentarzu. Skoro tak, to chcemy przynajmniej zbudować nowy pomnik
upamiętniający wszystkie ofiary tragedii. Napisy powinny być po polsku i
ukraińsku. Obecny nagrobek (wybudowany w 1984 r. z datków rodzin pomordowanych
-przyp. KP) to zbyt mało, a wyryta na nim treść nie wyjaśnia, w jakich
okolicznościach ci ludzie zginęli.
Panichida za dusze
zmarłych
Jarosław Wajda przyjechał do Terki pierwszy raz od
wysiedlenia w 1967 r. Odwiedził Antoniego Pasławskiego, dawnego sąsiada. -
Rozmawialiśmy o tym, co wydarzyło się przed laty - wspomina Wajda. - Kilka lat
później wróciłem jeszcze raz. Uporządkowałem zarośniętą mogiłę, postawiłem
krzyż.
Początkiem lat 90. w Terce po raz pierwszy odprawiono nabożeństwo żałobne
(panichidę) za dusze ofiar tragedii. Przy grobie wspólnie modlili się Ukraińcy i
Polacy, ksiądz greckokatolicki i rzymskokatolicki. Nie zapomną również 9 lipca
2006 r., w 60. rocznicę pacyfikacji wsi.
ZA : <<NOWINY>>07.07.2006