Do wybuchu drugiej wojny światowej Sahryń był wsią polsko-ukraińską. W 1942 roku Niemcy wysiedlili z niej Polaków.
- Tu, u nas przed wojną żyli Polacy z Ukraińcami w kompletnej zgodzie. Nawet się ze sobą żenili i wspólnie bawili na weselach - tłumaczy Mieczysław Traczuk, sołtys wsi Sahryń (gmina Werbkowice, woj. lubelskie).  To w czasie wojny tak się porobiło, że się stali wrogami , dodaje.

- W marcu 1944 roku sytuacja na całej Lubelszczyźnie była zaogniona. Sahryń został zaatakowany przez oddziały AK obwodu tomaszowskiego jako wieś, w której znajdował się posterunek ukraińskiej samoobrony. Atak był konsekwencją rzezi dokonywanych przez UPA na Wołyniu - relacjonuje Mariusz Zajączkowski z lubelskiego Instytutu Pamięci Narodowej. - Najpierw na zabudowania spadły pociski zapalające. Potem zastrzelono uzbrojonych Ukraińców. Wreszcie zaczęła się regularna rzeź. Nie zwracano uwagi na kobiety i dzieci. Kto nie uciekł, ten zginął. Zadziałał prosty mechanizm odwetowy - mówi Zajączkowski.

A.L. Sowa w książce "Stosunki polsko - ukraińskie 1939 - 1947" pisze o polskiej akcji na Sahryń 10 marca 1944 . Dowódcą uderzenia był "Wiktor" por. Zenon Jachymek ). Prawosławny proboszcz z Sahrynia pisze m.in.: "O godz. 4 rano banda licząca około pięciuset ludzi napadła na Sahryń. Wieś broniła się pół godziny, kiedy jednak ogień się rozprzestrzenił, powstało wielkie zamieszanie i obrona musiała wycofać się, gdyż miała tylko 60 karabinów, a bandyci 50 karabinów maszynowych i około 450 zwykłych. Banda podpaliła także cerkiew i budynki gospodarcze. Parafia liczyła przeszło trzysta gospodarstw. Z tego spłonęło 280. Ogółem w Sahryniu zginęło 200 - 800 osób". Dodajmy, że wobec zagrożenia okoliczna ludność chroniła się w Sahryniu. Przychodzących z Terebienia, Modrynia, Majdanu czy Pasieki Polacy potraktowali jako skoncentrowane siły wroga.

Według Waldemara Podsiadły, pełnomocnika wojewody ds. ochrony dziedzictwa narodowego i spraw kombatantów, do dziś obie strony, ukraińska i polska, spierają się o to, ile osób zostało zamordowanych z rąk żołnierzy polskiego podziemia w Sahryniu. - Będziemy nad tym dziś dyskutować. Strona ukraińska powinna jednak dobrze udokumentować listę ofiar. Dziś niektóre osoby występują na niej dwukrotnie. Dopiero po tych korektach będziemy mogli mówić o tym, ilu ludzi naprawdę zginęło - mówi.
oddział AK na tle palącej wsi Sahryń
Oddział AK na tle palącej się wsi Sahryń (9 marca 1944)

Nie tylko liczba zabitych, ale też fakt, że mordu dokonali AK-owcy może różnić. - Osobiście nie wierzę, że powstanie pomnik, który tak dobitnie mówi o winie Polaków - uważa Rafał Wnuk, również historyk IPN.

Podobnie uważa Podsiadło. Widział już napis, który najprawdopodobniej zostanie wyryty na krzyżu. - Jest bardzo, bardzo wyważony - zdradza.

Jego treści nie chce zdradzić sam autor Andrzej Przewoźnik. - Zanim nie siądziemy do rozmów z wojewodą wołyńskim, nie chcę wzbudzać niepotrzebnych konfliktów - mówi Przewoźnik.

A tych się można spodziewać. Dwa lata temu z inicjatywą postawienia pomnika na cmentarzu rzymskokatolickim do władz powiatu hrubieszowskiego wystąpiła bezpośrednio strona ukraińska. Jak wspomina Lech Bojko, wójt Werbkowic (w tej gminie leży Sahryń), nie udało się wtedy porozumieć. - Proboszcz nie zgodził się na stawianie pomnika, sprawa została więc odłożona do momentu, aż zajmą się nią przedstawiciele wyższego szczebla - mówi.


2009 rok

Najwięcej kontrowersji budziła sprawa napisu. Rozmowy na ten temat trwały latami, przyznaje Waldemar Podsiadły z Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie, który zajmował się sprawą. W końcu ustalono, że napis w języku polskim i ukraińskim będzie brzmiał: 

"Święty Boże, daj wieczne odpoczywanie Ukraińcom (...) którzy 10 marca 1944 roku stracili tragicznie życie i spoczywają na tym cmentarzu w wyniku wojny i bratobójczych walk"..

Ani słowa o tym, że zbrodni dokonali żołnierze AK.