ZBRODNIE NIEOSĄDZONE

Zbrodnie nieosądzone i nie ukarane, to zbrodnie popełnione przez dywizję SS-Galizien - niezależnie od tego, jak się jej oddziały mordujące ludność cywilną, nazywały: pułki piechoty czy pułki policyjne. Zresztą wszystkie zostały w czerwcu 1944 roku połączone w jedną całość. Wcześniej jednak, czekając na wyruszenie na front pod hasłem: "Na Moskwę!" dokonały "oczyszczenia terenu" z Polaków - zgodnie z uchwałą OUN podjętą jeszcze w 1929 roku, a powtarzaną później wiele jeszcze razy dla przypomnienia i zachęty do zbrodni ludobójstwa. W tym strasznym, krwawym dziele, którego przykłady przytoczymy, wiele razy dochodziło do współdziałania dywizyjników z kureniami UPA. Przykładem, już przytoczonym był Podkamień. Podobny los spotkał Hutę Pieniacką, wieś nie tak znów daleko położoną od Podkamienia. Urosła już ona do niechlubnego symbolu okrucieństwa nacjonalistów ukraińskich oraz dowodnego przykładu współdziałania w dziele zbrodni dywizyjników z upowcami, kolaborancką policją i wiejską czernią. Jest też ona dowodem, że podział między złoczyńcami obu odcieni nacjonalizmu ukraińskiego nie był aż tak ostry, jak o tym się pisze - oczywiście gdy chodziło o działania antypolskie, czyli o "czystkę etniczną". Nie dysponujemy całością dokumentacji dotyczącej zbrodni SS-Galizien popełnionej na ludności polskiej. Śledztwo bowiem trwa poza Warszawą w poszczególnych oddziałach Instytutu Pamięci Narodowej. Jednak te dokumenty, którymi dysponujemy, zwłaszcza świadectwa osób ocalałych cudem z pogromów, pozwalają jednoznacznie orzec, że SS-Galizien to formacja zbrodnicza, a jej żołdacy - to zbrodniarze wojenni. "Jedno należy powiedzieć - woła emigracyjny historyk i pisarz z Londynu Romuald Wernik. - Dywizja SS-Galizien była dywizją ochotniczą, tak jak i jej 5 pułków policyjnych. Żołnierze jej brali udział w akcjach ludobójczych bez przymusu - a z ochoty. Powstała dywizja w wyniku obłędnej, nacjonalistycznej polityki OUN oczarowanej faszyzmem. I oddziały SS-Galizien składały przysięgę nie na wierność Ukrainie, ale Hitlerowi, przy dźwiękach hymnu SS-Troelidu. Jej żołnierze i dowództwo wojskowe oraz polityczne wyrzekło się jej jako ukraińskiej, zgadzając się na określenie jako halickiej. Czy ta sprawa nie przypomina przejścia pułków galicyjskich, w czasie zmagań o niepodległość Ukrainy po rewolucji w Rosji, na stronę bolszewików lub Denikina?" ("Głos Polski", Kanada 25 IX 1993). Oto przykłady. Od wsi symbolu, to znaczy od Huty Pieniackiej, której nazwa stała się głośna przy końcu 2000 roku. Ukraińskim nacjonalistom przyszli z pomocą ich obecni kompani -żydowscy syjoniści. Aby odwrócić uwagę od zbrodni ludobójstwa ukraińskich nacjonalistów, wyeksponowali z dużą siłą sprawę Jedwabnego. Jest to prymitywna prowokacja, ale jak dotąd bardzo skuteczna, bo jedni i drudzy już się upewnili, że "Polacy to naród naiwniaków, którzy uwierzą we wszystko, co my (czyli syjoniści i ukraińscy nacjonaliści) im zaprezentujemy". W 45 (2000) numerze , Na Rubieży" ukazał się "Komunikat w sprawie upamiętnienia tragedii Huty Pieniackiej", a w nim takie oto słowa: "28 lutego 2000 r. minęła 56 rocznica zagłady polskiej wsi Huta Pieniacką w byłym powiecie Brody, w woj. tarnopolskim. Dnia 28 lutego 1944 r. została ona spalona, a jej mieszkańcy i obecni wtedy uciekinierzy z banderowskich rzezi z innych miejscowości w sposób barbarzyński wymordowani. W tym dniu z rąk oprawców z ochotniczej ukraińskiej dywizji SS-Galizienoraz bojówek OUN i UPA z sąsiednich wsi ukraińskich zginęło około 1100 Polek  i Polaków..." "Kłamstwem jest - woła gromkim głosem z łam Tygodnika Powszechnego (7 VII 1996) Bohdan Osadczuk -jakoby SS-Galizien, której utworzenie aktywnie zwalczałem (zapisując się doń jako ochotnik - E.P.), brała udział w akcjach antypolskich". I tego człowieka Kwasniewski wziął sobie za doradcę i  3 maja 2000 r. odznaczył Orderem Orła Białego. Osadczuk znany jest ze swoich piramidalnych kłamstw i, być może dlatego jest hołubiony przez obecne media polskojęzyczne. "Panie profesorze Osadczuk - pan kłamie!" Tak wypowiedź Osadczuka skwitował Antoni Walentyn naoczny świadek wielkiej zbrodni popełnionej przez SS-Galizien na bezbronnej, cywilnej ludności polskiej w Hucie j Pieniackiej ("Na Rubieży", nr l (20) 1997). "W Instytucie Pamięci Narodowej - pisze cytowany już Rybicki - który  prowadzi śledztwo w sprawie zbrodni Huty Pieniackiej..., w dokumentach przewijają się oddziały ukraińskiej dywizji jako uczestnicy napadu na Hutę. O Ukraińcach w esesmańskich mundurach mówią także świadkowie ze spalonej i wymordowanej wsi. W kraju, ale nie tylko, zebrano już wystarczającą ilość udokumentowanego materiału pozwalającego obciążyć ukraińską formację wojskową  winą za błędy polityczne jej twórców. Winę w aspekcie prawnym określi i konkretnych oskarżonych wskaże śledztwo prowadzone przez IPN. Trudno sobie wyobrazić, że jego wyniki będą się znacznie różnić od ustaleń historyków. I właściwie j byłaby to normalna kolej rzeczy, gdyby nie stanowisko historyków ukraińskich,  a także niektórych polskich publicystów zaprzeczającym dowodom i faktom. Tworzą  oni nowe mity, piszą historię wbrew niej samej" ("Nasz Dziennik", 19 II 2001). Huta Pieniacka, wieś należąca do parafii Pieniaki znane znów z wielkopańskiej rezydencji Cieńskich. Tu mieścił się sztab Podolaków, tu odbywały się  narady i dysputy o niepodległości Polski i jej przyszłości z udziałem samego  Romana Dmowskiego. W związku ze sprawą Huty Pieniackiej ukraińscy nacjonaliści i ich polscy i "wybielacze" uknuli co najmniej trzy legendy: pierwsza to ta, że pod tą wsią i w samej wsi miała miejsce walka z partyzantami sowieckimi, którzy następnie uciekli i pozostawiając polskich mieszkańców samych sobie, a tak naprawdę to na pastwę , Niemców. Druga legenda głosi - że pułki policyjne nie miały nic wspólnego z dywizją SS-Galizien -jakby to miało jakieś zasadnicze znaczenie. Ważne jest przecież coś innego: Hutę Pieniacka spacyfikowali ukraińscy nacjonaliści w mundurach Waffen-SS, niezależnie od tego, jak się nazywali -dywizyjnicy, czy policaje. Trzecia legenda znów sugeruje, że po wyjściu z Huty Pieniackiej ukraińskich wojaków, którzy Polakom nie zrobili żadnej krzywdy, przybył do wsi jakiś mitologiczny oddział niemiecki, który tę wieś zmasakrował. Być może, iż mogłaby to potwierdzić "komisja Budrenki", która swego czasu na rozkaz Stalina orzekła, że mordu na oficerach polskich w Katyniu dokonali Niemcy "ulubioną hitlerowską metodą strzałem w tył głowy". Co o tym sądzi autor wydanej we Lwowie książki o ukraińskich esesmanach, dr historii Andrij Bulianowśkyj: "23 lutego 1944 r. oddziały 4. pułku policyjnego uczestniczyły w nieudanym ataku na partyzantów radzieckich, którzy ukryli się w Hucie Pieniackiej. Po strzelaninie w której zginęło dwóch żołnierzy, oddział wycofał się ze wsi. Po kilku dniach do Huty Pieniackiej przyjechał niemiecki batalion karny, który doszczętnie spalił wieś. W prowadzonej podczas wojny przez Mychajłę Ostrowerchę kronice SS-Hałyczyna jest wyraźnie powiedziane, że formacje ukraińskie nie brały udziału w pacyfikacji Huty Pieniackiej" ("Gazeta Wyborcza", 27-28 I 2001). Jest to już czwarty mit, albo kolejny bluff. To, że tej haniebnej operacji Ostrowercha nie odnotował w kronice dywizyjnej, o niczym jeszcze nie świadczy. Warto wierzyć nie Ostrowersze lecz 150 relacjom zebranym staraniem Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów. Ostrowercha - żołdak SS-Galizien robi wszystko aby ją i siebie wybielić i zheroizować - a ponadto: kto wie, co tak naprawdę w tej jego kronice się znajduje? Ostrowersze zaprzecza cytowany już wiele razy Hunczak, który w oparciu o fakty pisze o "akcjach zbrojnych" 4. pułku dywizji SS-Galizien. Pułk ten, według niego, działał w okolicach Brodów, Radziechowa i Zborowa. Zahaczył też o Hutę Pieniacka. "Wydarzyło się to -pisze -jak dowództwo dywizji 23 lutego 1944 roku posłało 4. pułk do szturmu na Hutę Pieniacka. Atak na umocnioną wieś jednak się nie powiódł. Ukraińcy stracili dwóch ludzi - Ołeksę Bobaka i Romana Andrijczuka, którzy zginęli w walce". M. Wojciechowski zadaje ukraińskiemu historykowi kolejne pytanie: "Występujący w filmie (chodzi o reportaż historyczny Hendy'ego -E.P.) świadkowie twierdzą jednak, że żołnierze pacyfikujący wieś mówili po ukraińsku. Czy w karnym batalionie niemieckim mogli być Ukraińcy?" Bolianowśkyj bleffuje jak najęty: "Niewykluczone, że mogli w nim być ukraińscy volksdeutsche. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że w batalionie byli żołnierze z ukraińskich pułków policyjnych, czy tym bardziej z dywizji SS-Hałyczyna" (Tamże). Nie była też Huta Pieniacka "uzbrojona po zęby", i nie terroryzowała okolicznych wsi ukraińskich wespół z partyzantami sowieckimi - za co została ukarana. Partyzanci sowieccy byli w Hucie przejściowo, ale w dniu pierwszego i drugiego napadu na wieś, nie było ich tam wcale. Polski, krótki zapis kronikarski o Hucie Pieniackiej: "Wieś zamieszkana wyłącznie przez ludność polską. Miała 172 numery i około 800 mieszkańców. Od czerwca 1943 r. do Huty zaczęli napływać uciekinierzy, Polacy z Wołynia, i od początku 1944 r. mieszkańcy sąsiednich wiosek, po napadach banderowców lub zagrożeni napadami: z Nowej Huty, Huciska Pieniackiego, Huciska Litewskiego, Huciska Brodzkiego, Litewska, Huty Werchoduskiej i innych. Liczba mieszkańców Huty Pieniackiej przekroczyła 1500 osób. Ukrywało się tu także 20 Żydów zbiegłych z gett. We wsi była zorganizowana samoobrona ... Kilkukrotne próby atakowania Huty Pieniackiej przez terenowe bandy UPA, były skutecznie odpierane przez samoobronę." ("Na Rubieży" 2(12) 1995). Dramat polskiej ludności Huty Pieniackiej rozegrał się 28 lutego 1944 roku. W tym dniu wieś przestała istnieć. Jej zagładę spowodowali wojacy z SS-Galizien wespół z rizunami z UPA  i policjantami ukraińskimi. Padło wtedy 850-1100 osób ( źródła radzieckie mówią o 1200 osobach).

(...)

ZBRODNIARZE CZUJĄ SIĘ DOBRZE

(...)

"Na progu lat dziewięćdziesiątych - pisze Rybicki - Ukraińcy rozpoczęli drogę ku suwerenności, więc potrzebowali oparcia państwowo-twórczego. Szyb. ko z gabinetów historyków na arenę polityczną powrócili strzelcy siczowi, petlurowcy, a także UPA... i 14. Dywizja SS-Galizien. 50 lat po zakończeniu wojny bardziej używana była nazwa "Hałyczyna" bo niemiecko brzmiąca "Galizien" i to jeszcze Waffen-SS budziła lekki rumieniec wstydu na twarzach polityków. Istniał jeszcze Związek Sowiecki, pogromca hitlerowskich Niemiec, żyło nadal tysiące bohaterów tamtej wojny z piersiami obwieszonymi medalami. Nie przeszkadzało to jednak w rehabilitacji esesmańskiej przeszłości. W wielu miastach, szczególnie na tzw. zachodniej Ukrainie, zaczęły pojawiać się ulice imienia Bandery, Melnyka i innych "bohaterów" OUN-UPA. Pojawiła się też 14. Dywizja Waffen SS-Galizien, która znalazła swoje miejsce w ukraińskiej pamięci" ("Nasz Dziennik", 11 I 2001). Tej właśnie dywizji, w miejscu jej rozbicia wzniesiono już w czerwcu 1991 roku obelisk z napisem: "Naszej ukraińskiej dywizji". W sierpniu tego roku rozpadł się Związek Sowiecki, a w grudniu powstała niepodległa Ukraina. Ten doniosły fakt postanowili wykorzystać ukraińscy nacjonaliści i w lipcu 1993 roku w 50. rocznicę powstania Dywizji Waffen-SS "Gaiizien" zorganizowali w Kijowie uroczystości. Dali nimi do zrozumienia, do jakich tradycji zamierzają nawiązywać. Z zaproszonych licznie polityków, przybył, jak się wydaje, tylko deputowany Iwan Dracz i kilku współczesnych oficerów - ale w charakterze biernych widzów. I gdy się wydawało, że rehabilitacja SS-Galizien znajduje się na dobrej drodze, nagle w Londynie "wybuchła bomba" w postaci filmu Hendy'ego. Społeczeństwo ukraińskie nad Dnieprem, które nie zna prawdy, zaczęło jej się domagać. Padły pytania: czemu milczy w tej sprawie Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie, którego archiwa pełne są teczek dokumentów o zbrodniach SS-Galizien Czemu nagle zamilkł Instytut Szymona Wiesenthala w Wiedniu, który tych dokumentów ma jeszcze więcej? W imię jakich celów instytucje te chcą przed światem ukryć prawdę, jakim i czyim naciskom są one poddawane i jakie siły przeszkadzają w ujawnieniu prawdy? Cytowany na początku prof. J. Hrycak wciąż podkreśla "ukraiński kompleks" i to zupełnie niepotrzebnie. Przy tym dla wzbogacenia argumentacji cytuje Normana Daviesa: "Problem historii wojen polega na tym, że zazwyczaj piszą je tylko zwycięzcy". Podbudowany tym cytatem pisze: Jeszcze raz zacytuję Normana Daviesa z jego Historii Europy. "Ukraińcach mówi się tylko, jeżeli popełnili coś złego. Jak stało się coś dobrego, to na pewno zrobili to Rosjanie albo wcześniej ZSRR". W tym sensie film Hendy'ego jest dalekim echem II wojny światowej, która pod pewnymi względami nie zakończyła się do dzisiaj. Chcę natomiast jasno powiedzieć, że jeżeli pojedyncze osoby, które przewinęły się przez dywizję, dopuściły się przestępstw, to trzeba je osądzić jako pojedyncze osoby i za konkretne winy. Co do konieczności ścigania zbrodniarzy w pełni zgadzam się z Hendym" ("Gazeta Wyborcza", 27-28 I 2001). Bez tego ścigania i osądzenia zbrodniarzy z SS-Gulizien, a także z UPA nie ma mowy o autentycznej współpracy polsko-ukraińskiej. "W przeszłości w stosunkach polsko-ukraińskich -zauważa Zb.Wójcik - pełno było wydarzeń krwawych i okrutnych, których przemilczać nie wolno. Ale przyszłość obu naszych narodów i państw wymaga porozumienia i współpracy. Jak słusznie powiedziano, nie będzie niepodległej Ukrainy bez niepodległej Polski i vice versa, dlatego do tych okrutnych kart przeszłości nie dorzucajmy nowych, których nie było. Starajmy się nawiązać do wspólnej tradycji sprzed 80 lat - współpracy Piłsudski-Petlura". Z tym należy się zgodzić pod warunkiem wszakże, że w dochodzeniu do tej współpracy nie śmie nam przeszkadzać banderowskie, czy melnykowskie kłamstwo. Nic nie będzie ż żadnej współpracy międzynarodowej jeżeli opierać ją się będzie na fałszu, kłamstwie lub choćby na omijaniu i przemilczaniu Prawdy! Nie można głosić łgarstwa, jak to np. zrobiła "Polityku" (24 II 2001) w notce, że jakoby "Trybunał Międzynarodowy w Norymberdze określił SS (w tym Waffen-SS) mianem organizacji zbrodniczej. Odmiennie jednak potraktował... Ukraińców, dla których udział w zbrojnych formacjach niemieckich był szansą na niepodległe państwo". To jest bluff, takiego wyjątku nie było, zatem polityka Anglików względem wojaków SS-Galizien była sprzeczna z postanowieniem Międzynarodowego Trybunału. Od pewnego czasu "Polityka" stała się pismem niewiarygodnym, wówczas, gdy zaczęła głosić, że UPA walczyła we własnych mundurach (skąd je wzięła, kto je szył?) i że jej członkowie dziś razem z żołnierzami AK należą do tej samej międzynarodowej organizacji kombatanckiej. Sprostowań w tej sprawie redakcja nie opublikowała choć szło o rzecz istotną - bo rizuni z UPA w ogóle nie są kombatantami i do żadnej kombatanckiej organizacji międzynarodowej nie należą. Wreszcie trochę prawdy o potrzebie badań naukowych: "Prowadząc tego typu badania należy jednak pamiętać, by robić to w sposób rzeczowy i spokojny, tak by dla każdego było jasne, że chodzi w nich jedynie o prawdę, a nie o podgrzewanie ukraińskich resentymentów". I kiedy się wydawało, że właśnie tak wszystko się zacznie, nagle stała się rzecz straszna i wołająca o pomstę do nieba i do ministra sprawiedliwości. Chodzi o wypowiedz prof. Leona Kieresa - szefa Instytutu Pamięci Narodowej, zaprezentowaną Polakom 15 stycznia 2001 roku w programie Polskiego Radia. Na pytanie: jakie będą konsekwencje jego ostatniej wizyty w Wielkiej Brytanii dla przeprowadzenia ewentualnego śledztwa w sprawie zbrodni SS-Galizien, odpowiedź brzmiała: "nie będzie żadnego śledztwa, bo nikt nie zgłaszał pretensji o zbrodnie popełnione na Polakach". No cóż wypowiedź jest istotnie "godna" człowieka na takim stanowisku - zresztą już druga, żeby jeszcze prawdziwa. Pierwsza mówiła, że takie śledztwo się odbędzie, ale w międzyczasie ktoś "zakleił usta" panu profesorowi tak zwaną "poprawnością polityczną" i podpowiedział inne zdania, Jest to jeszcze jeden wkład do wielkiego wstydu dla władz w Polsce, że w ogóle o zbrodniach SS-Galizien zrobiło się głośno w światowych mediach nie za sprawą Polaków, ale za sprawą Anglików. Prof. Kieres mija się z prawdą i to w sposób świadomy, bo na swoim stanowisku nie może nie wiedzieć, że tylko za sprawą Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (SLJZUN) prokuratorzy kierowanej przez niego instytucji przesłuchali 60 świadków zbrodni SS-Galizien większości tej największej, popełnionej w Hucie Pieniackiej. Aby więc sprawę zbrodni SS-Galizien przygłuszyć rozdmuchano niebosiężnie przypadek Jedwabnego, prezentując antypolskie fałszerstwa zoologicznie nienawidzącego Polaków syjonisty -bo jak wiadomo istnieje jawny sojusz antypolski syjonistów i ukraińskich nacjonalistów. Być może, że teraz nie tylko przeleje się kielich goryczy narodu polskiego, ale także i jego ludzkiej cierpliwości! Oprócz IPN istnieje jeszcze, na nasze polskie szczęście, prężne i rozbudowane Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu z jego upartym i prezesem Szczepanem Siekierką. Stowarzyszenie przeprowadzi własne śledztwo i poda je do publicznej wiadomości opinii świata. Nie przyniesie to chluby IPN i nie doda splendoru jego zwierzchnikowi. Zbrodniarze z SS-Galizien czują się dobrze, jak dotąd, nie tylko w Anglii. również niezłe im się wiedzie w Polsce. Rozpoznani przez Polaków kpią sobie z nich, z polskiego prawa i ze zdrowego rozsądku. O jednym z nich doniósł wrocławski "Magazyn Tygodniowy" (2 II 2001): "Do Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów zgłosił się mężczyzna, który twierdzi, że na Dolnym Śląsku mieszka do dzisiaj były esesman z ukraińskiej dywizji SS-Galizien. - "Ten człowiek brał udział w rzezi Huty Pieniackiej". Oto zeznanie świadka, który ujawnił swoje nazwisko tylko redakcji, dlatego umownie jest on "Bolesławem": W czasie wojny mieszkał w Woroniakach (woj. tarnopolskie). Z tej wioski kilku ukraińskich chłopców zaciągnęło się do SS-Galizien. "To było nazajutrz po masakrze w Hucie Pieniackiej - opowiada starszy mężczyzna. - Na dworzec kolejowy w Złoczowie przyszło dwóch. Byli w mundurach. Jeden miał jeszcze na nim plamy świeżej krwi. Obstąpili ich miejscowi. Ja stałem w pobliżu i wyraźnie słyszałem jak przechwalali się: My tę Hutę Pieniacką z ziemią zrównali. Kamień na kamieniu nie pozostał. Rozpoznałem obydwu. Po masakrze dostali w nagrodę urlopy". Po klęsce brodzkiej tenże esesman (Włodzimierz P.) zdezerterował i wstąpił do UPA. Był funkcjonariuszem złowrogiej służby bezpieki OUN - postrach także Ukraińców. W tej funkcji dopuścił się jeszcze jednej zbrodni. "Pewnego ranka - mówi Bolesław - tata wyszedł kosić łąkę. Bandyci porwali go do lasu... Przez godzinę przypalali ojca nad ogniem, wreszcie powiesili..." Jednym z tych morderców był tenże Włodzimierz P. "Ożenił się z Polką i w 1960 roku na jej papierach przyjechał na Dolny Śląsk... W latach sześćdziesiątych został pod Wrocławiem rozpoznany..." I co z tego? Mieszka nadal w jednym z podwrocławskich miasteczek i ma się dobrze. Czy Włodzimierz P. mordował polskie dzieci - tam w Hucie Pieniackiej, a później w UPA? Czy dziełem tego "dzielnego mołojca" jest taki oto "obrazek" z Huty Pieniackiej przekazany przez Bolesława Zagrodnego naocznego świadka?: "Po wycofaniu się esesmanów był jednym z pierwszych, którzy z Huty Werchobuskiej przybyli do Huty Pieniackiej. "Na drogach i polach leżeli martwi ludzie - mówi - starcy, młodzi, kobiety i dzieci. Najwięcej dzieci widziałem na sztachetach płotów lub leżących z rozbitymi główkami..." ("Magazyn Tygodniowy", 26 II 2001). Po światowej sensacji medialnej związanej ze zbrodniami SS-Galizien, zgłosili się nowi świadkowie, dużo świadków. "W naszym archiwum mamy zeznania prawie dwóch tysięcy świadków, dokumentację fotograficzną i listę nazwisk ponad 60 domniemanych zbrodniarzy ukraińskich - mówi Szczepan Siekierka. Wśród tych dokumentów są także te dotyczące działań SS-Galizien... Ja rozmawiam często z Ukraińcami - mówi dalej Siekierka. - Bardzo to przeżywają. Chcą pojednania. My też. Ale stawiamy jeden warunek. Organizacje zbrodnicze trzeba potępić". Tadeusz Szczyrbak, wrocławski polityk i działacz stowarzyszeń kresowych dodaje: "Uważam, że na wzór katyńskiej powinna powstać Wielka Księga Kresowego Holocaustu. Z drugiej strony potrzeba czegoś na podobieństwo izraelskiego medalu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Trzeba upamiętnić tych wszystkich Ukraińców, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków przed fanatycznymi nacjonalistami" ("Magazyn Tygodniowy", 26 I 2001). Po tym, co napisano, czy można się już dziwić, że w poczytnym piśmie na pierwszej jego stronie, w czołówce dużymi literami krzyczy tytuł: "Kieres szef Instytutu Pamięci Narodowej chroni ukraińskich zbrodniarzy" A zaraz po nim "Wniosek o ściganie dyscyplinarne" złożony na ręce rektora Uniwersytetu Wrocławskiego - i uzasadnienie: "Szef IPN prof. Leon Kieres zapowiedział wczoraj (15 I 2001) w Krakowie, że Instytut nie zamierza wszczynać śledztwa w sprawie mordów popełnionych na terenach Polski przez Waffen-SS Galizien... Mimo wielu różnych informacji pojawiających się w prasie, IPN na razie nikogo nie oskarża o zbrodnie w Hucie Pieniackiej, tym bardziej Ukraińców z 14 dywizji Waffen-SS Galizien... Nie ma winnego, dopóki nie udowodni się winy i tak samo nie ma mowy o ekstradycji dopóki się komukolwiek takiej winy nie udowodni..." Z wypowiedzi Kieresa wynika, że kierowany przezeń Instytut Pamięci Narodowej, obowiązany ustawowo do ścigania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, nie zamierza wszczynać śledztwa w sprawie mordów popełnionych w czasie II wojny światowej przez Ukraińców z 14 dywizji Waffen-SS Galizien pod oszukańczym pretekstem, jakoby takiego śledztwa wszczynać nie było można, dopóki wina sprawców nie zostanie dowiedziona. Niemal każde zdanie wypowiedzi Kieresa nosi znamiona perfidnego oszustwa. Ostateczne ustalenie winy sprawcy zbrodni następuje w wyroku sądowym. Jednak aby do takiego wyroku dojść mogło, trzeba najpierw wszcząć śledztwo potem jeśli zarzuty się potwierdzą, sporządzić i skierować do sądu akt oskarżenia w końcu udowodnić winę sprawcy przed sądem. Bez śledztwa postawień kogoś przed sądem i udowodnienie mu winy - jest prawnie niemożliwe. Śledztwo wszczyna się zawsze, gdy "zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa" głosi polskie prawo w art. 303 kpk." Nie warto już do tego cokolwiek dodawać, dość już kompromitacji profesora!  Jest wreszcie Kresowy Ruch Patriotyczny optujący bezwzględnie za prawdą. Dlatego w jego Deklaracji Programowej czytamy: "Świadomi, że zbrodni  ludności polskiej Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej dopuścili się szowiniści ukraińscy..., którzy z takim samym okrucieństwem jak Polaków mordowi Ukraińców, udzielających pomocy mordowanym Polakom lub odmawiający) udziału w zbrodni - za ważny cel swojego działania uznajemy budowanie przyjaźni i równoprawnej współpracy pomiędzy narodem polskim a ukraińskim. W przekonaniu, że zbliżenie między Polską i Ukrainą nie może być zbudowane na kłamstwie, wykluczamy z tego procesu pojednania duchowych spadkobierców OUN-UPA...  Pomni nauk i przykazań naszych przodków, w poczuciu obowiązku wobec następnych pokoleń, powołując do życia naszą polityczną reprezentację: KRESOWY RUCH PATRIOTYCZNY, pragniemy wnieść-na miarę naszych możliwości -pozytywny wkład w rozwiązywanie narodowych problemów. Pragnienmy też, aby nasze bolesne, kresowe sprawy były sprawami całego narodu!... Wzywamy wszystkich Kresowian i ich Potomków, wzywamy wszystkich Polaków którzy podzielają wyrażone w tej kwestii stanowisko: WSTĘPUJCIE DO KRESOWEGO RUCHU PATRIOTYCZNEGO!".    Każdy naród ma własną fasadę wspaniałych dokonań, bohaterskich czynów i własne brzydkie podwórko pełne skrywanych ciemnych plam. Taką plamą dla Ukraińców jest  Dywizja Waffen-SS "Galizien" i jej współpraca z hitlerowskimi Niemcami w czasie II wojny światowej. I to podwórko należy samemu posprzątać, a nie jeszcze bardziej zaciemniać historię przez tworzenie kłamstw i mitów. Tym bardziej, że są w historii zbrodnie, grabieże, okrucieństwo wobec ludności polskiej zamieszkującej Małopolskę Wschodnią. Aby tak sprawę pojmować, trzeba do tej sprawy dojrzeć - a jak widać nie wszyscy Ukraińcy mają odwagę Wiktora Poliszczuka by uczciwie dokonać rachunku sumienia, a na pewno odwagi tej brakuje ukraińskim nacjonalistom; wypaliła się w nich w czasie mordów. Ci mordując Żydów tylko jednego nauczyli się  od swoich ofiar: nigdy nie przyznawać się do żadnego złoczynu! Dlatego tak bardzo przestraszyły się władze Związku Ukraińców w Polsce po wyemitowaniu filmu Hendy'ego; zlękły się, że na kolejnych spotkaniach starannie dobranych historyków polskich i ukraińskich "Polska-Ukraina: trudne pytania" padnie hasło: zbrodnie SS-Galizien - i wtedy się zacznie ujawniać prawda, którą oni pragną ukryć.

Czytaj dalej