Ukraińcy . naród mieszkający w Europie środkowo-wschodniej, głównie na Ukrainie (także w krajach sąsiednich: w Rosji, Białorusi, Polsce, Słowacji i Mołdawii), zaliczający się do Słowian wschodnich. Obok Rosjan i Białorusinów, Ukraińcy są potomkami Rusinów, zamieszkujących Ruś Kijowską oraz w pewnej mierze ludów przemieszczających się po terytoriach na północ od Morza Czarnego w burzliwej historii tej części Europy. Współcześnie Ukraińcy to naród głównie prawosławny, ale znaczne są też wpływy greckokatolickie, protestanckie i rzymskokatolickie.
Według danych ukraińskich, ogółem na świecie mieszka 46
milionów Ukraińców, z czego 38 mln . w samej Ukrainie. W
diasporze żyje:
Nazwa tej narodowości jest dość często nacechowana emocjonalnie w Polsce i Rosji. W języku rosyjskim jako synonim określenia Ukraińcy występuje również Czarnopodniebienni, Czarnopodniebienny oznaczający wściekłego psa z czarnym podniebieniem, również w ten sposób potocznie mówi się o złych psach, które gryzą.
Dla młodych Ukraińców kończących szkoły w Polsce, ich zdaniem, niezwykle obraźliwe są określenia, stosowane przez środowiska młodzieżowe, jako przykłady podają: Uonowcy czy Banderowcy. W młodzieżowym żargonie spotkać można również nazwy: Okrajcy, Okrajec oraz Szoszony (od nadużywania w pytaniu słowa co; ukr. .o .o ).
Starsze pokolenie pochodzące z Kresów określa Ukraińców niejednokrotnie jako okrutnych, krwiożerczych, fałszywych, podając przykłady, które utrwaliły się w okresie rzezi wołyńskiej.
Ukraińcy są jedną z najliczniejszych mniejszości narodowych w naszym kraju
(obok Niemców). Jed-nak inaczej, niż na ogół wspólnoty mniejszościowe (np.
polscy Litwini i Białorusini, słowaccy i ukra-ińscy Węgrzy), nie skupiają się
oni na terenach graniczących ze zwartym terytorium danego narodu, lecz są
rozproszeni w Polsce zachodniej i północnej. To czyni z nich diasporę, i to o
charakterze bliż-szym współczesnym emigracjom, niż „klasycznym” diasporom, jak
żydowska czy ormiańska.
Do 1947 r. Ukraińcy Polscy stanowili „normalną”
mniejszość narodową. Mieszkali na terenach, sta-nowiących przedłużenie
ukraińskiego obszaru etnicznego, rozciągających się wzdłuż południowej i
wschodniej granicy Polski, od okolic Krynicy po okolice Włodawy. Wbrew
ukraińskiej historiografii patriotycznej na większości tych terenów (z wyjątkiem
okolic Przemyśla i Sanoka) nie mieszkali oni od wczesnego średniowiecza, lecz
napłynęli ze wschodu w wiekach XIV-XVI w ramach procesów migracyjnych w państwie
polsko-litewskim. Jest to jednak okres wystarczający, by w XX wieku uważać ich
za ludność w pełni autochtoniczną.
Na większości tych terenów stanowili
oni znaczną większość ludności wiejskiej, natomiast ukraińska ludność miejska
była nieliczna (głównymi ukraińskimi ośrodkami inteligenckimi, które pozostały
przy Polsce po 1944 r., były Przemyśl i Sanok; oprócz tego skupiskami
ukraińskiej inteligencji były Kraków i Warszawa). Znaczna część Ukraińców,
mieszkających na zachód od Bugu i Sanu (San jest tu granicą umowną), już przed
wojną nie miała grupowych tożsamości etnograficznych (jeśli miała je
kiedykolwiek), identyfikując się bezpośrednio z narodem
ukraińskim.
Następstwem drugiej wojny światowej oraz dwu fal wysiedleń
ludności ukraińskiej była całkowita dezorganizacja dotychczasowych struktur
społecznych. Przedwojenna inteligencja ukraińska znikła z Polski: kto nie padł
ofiarą represji czasu wojny lub nie uciekł na Zachód, wpadł w ręce NKWD.
Zlikwidowane zostały wszystkie ukraińskie organizacje obywatelskie: społeczne,
oświatowe, gospodarcze, a także struktury Kościoła grekokatolickiego, będącego
jedną z najważniejszych instytucji życia narodowego Ukraińców galicyjskich
(Kościół prawosławny, wyznanie Ukraińców Lubelszczyzny, nie pełnił podobnej
roli; nie był też represjonowany w komunistycznej Polsce). Znaczna część
młodych, ideowych narodowców zginęła w szeregach UPA lub – pojmana – z wyroku
polskich sądów.
Najważniejsze były jednak wysiedlenia. Najpierw, w
latach 1944-1946 pół miliona z ok. 700 tys. Ukraińców, mieszkających na
powojennym terytorium Polski, wysiedlono do Związku Sowieckiego (część z nich,
na samym początku akcji przesiedleńczej, wyjechała dobrowolnie), następnie zaś,
wiosną 1947 r. pozostałych, w liczbie ok. 150 tys. wysiedlono do zachodnich i
północnych województw, na tzw. Ziemie Odzyskane (b. terytorium Rzeszy
Niemieckiej). Pewna część Ukraińców uniknęła wysiedlenia – przede wszystkim byli
to ci, którzy wyprzedzając je, sami wyjechali do zachodniej lub centralnej
Polski, a także członkowie rodzin mieszanych, które w wielu okolicach
pozostawiano. Nie ma wątpliwości, że celem wysiedlenia z 1947 r. było
przyspieszone wynarodowienie ludności ukraińskiej – inaczej nie da się
wytłumaczyć rozpraszania przesiedlanych niewielkimi grupami na ogromnym
terytorium, rozrywania nie tylko więzi parafialnych, ale i rodzinnych. To, że –
inaczej niż wśród diaspory ukraińskiej w innych krajach – nie doszło do
skupiania się wysiedlonych Ukraińców, było rezultatem świadomej polityki
władz.
Po „odwilży” 1956 r. ok. kilkunastu tysięcy Ukraińców zdołało
powrócić w rodzinne strony (na ogół, choć nie zawsze – do własnych gospodarstw),
zaś społeczność ukraińska mogła podjąć jawną działalność społeczną i kulturalną,
choć pod ścisłą kontrolą władz bezpieczeństwa. Ukraińcy wykorzystali tę szansę,
tworząc nową infrastrukturę kulturalną (m.in. bardzo liczne amatorskie zespoły
folklorystyczne). Od lat sześćdziesiątych poszczególne rodziny ukraińskie
wracały w rodzinne strony, zarysowała się też tendencja osiedlania się w
miastach położonych w pobliżu tych stron (tak odrodził się ośrodek ukraiński w
Przemyślu, a powstał – w Lublinie). Powstały też liczne skupiska ukraińskie w
miastach wojewódzkich zachodniej Polski oraz w Warszawie – ich powstanie wiązało
się głównie z pędem młodzieży ukraińskiej do nauki, więc i do miast
uniwersyteckich.
Większość wysiedlonych słabo zakorzeniła się na nowych
ziemiach, więc łatwiej, niż polscy chłopi (lecz podobnie, jak polscy
przesiedleńcy z Kresów), porzucali oni rolnictwo i migrowała do miast, zwłaszcza
w okresie intensywnej industrializacji Polski. Dodatkowym motywem było to, że w
miastach, zwłaszcza wielkich, łatwiej było ukryć swą ukraińska tożsamość, co
ułatwiało życie, gdyż Ukraińcy byli traktowani z niechęcią nie tylko przez
władze, ale i przez znaczną część społeczeństwa polskiego. Podobnie, jak
wszystkie społeczności wykorzenione, polscy Ukraińcy garnęli się do nauki; w
konsekwencji powstała stosunkowo liczna nowa generacja ukraińskiej inteligencji.
Ukraińcy dość łatwo wybierali też emigrację, gdyż pod Szczecinem czy Wrocławiem
i tak byli już w sytuacji emigrantów.
Wysiedlenia oraz późniejsze
szykany, tak ze strony władz różnych szczebli, jak i – nader często – polskiego
otoczenia umocniły niechęć Ukraińców do Polski i Polaków, tendencję do zamykania
się we własnej tożsamości narodowo-politycznej; dziś nie ma już większych
wątpliwości, że w pewnych, być może licznych środowiskach ukraińskich przez cały
okres powojenny kultywowano tradycję walk UPA przeciw Polsce i Sowietom. Z
drugiej jednak strony spowodowały one przyspieszoną asymilację, zwłaszcza wśród
migrujących do miast, podejmujących pracę w przemyśle. Była to początkowo
polonizacja jedynie językowa, nie wiążąca się ze świadomym akcesem do narodu
polskiego. Zwłaszcza w latach sześćdziesiątych i pierwszej połowie
siedemdziesiątych cała Polska pogrążała się bowiem w sowieckiej
„polskojęzyczności”, pod którą postępowała erozja tożsamości narodowej. Gdy ok.
1980 r. proces ten został najpierw zahamowany, a potem – odwrócony, odrodzenie
narodowe stało się udziałem nie tylko Polaków, ale i mniejszości narodowych.
Liczni powierzchownie spolonizowani Ukraińcy zwrócili się ku swej „dziedzicznej”
tożsamości, inni – znacznie mniej liczni – świadomie wybrali polskość,
przystępując do narodu polskiego.
Jednym ze skutków wysiedlenia była
utrata przez wspólnotę ukraińską w Polsce charakteru grupy lokalnej (etnicznej);
zachowali go jedynie Łemkowie. Ukraińcy są dziś grupą par excellence narodową –
spaja ich jedynie poczucie więzi narodowej, związku z ukraińską tradycją i
kulturą narodową. Zatracili natomiast (oprócz Łemków) więź etniczno-regionalną,
co było tym łatwiejsze, że oprócz łemkowskiej, nie było w powojennych granicach
Polski silnych, wyrazistych grup kulturowych (etnograficznych) ludu
ukraińskiego. Dla członków pokoleń, urodzonych na wygnaniu rzeczywistymi
stronami rodzinnymi są już okolice Gorzowa czy Lidzbarka, Banie Mazurskie czy
Wrocław, natomiast więź ze stronami rodzinnymi ich przodków przybrał charakter
symboliczny, charakterystyczny dla wspólnot emigracyjnych. Jednym z potwierdzeń
tego jest nieznaczna liczba powrotów na południowy wschód Polski w latach
dziewięćdziesiątych, gdy znikły przeszkody
administracyjno-policyjne.
Lata dziewięćdziesiąte przyniosły gwałtowne
ożywienie życia ukraińskiego w Polsce. Odrodził się Kościół grekokatolicki,
powstały liczne stowarzyszenia, w tym – stowarzyszenie weteranów OUN-UPA,
rozwinęło się też szkolnictwo ukraińskie; to jednak nie nigdy nie będzie mogło w
pełni zaspokoić potrzeb, ze względu na rozproszenie rodzin ukraińskich. Wielkim
impulsem dla mniejszości ukraińskiej w Polsce stało się powstanie państwa
ukraińskiego, zaś pojawiające się niekiedy w Polsce szowinistyczne ekscesy
antyukraińskie raczej stymulują, niż osłabiają ukraińskie poczucie narodowe.
Rosnąca dysproporcja stopy życiowej oraz rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w
Polsce i na Ukrainie praktycznie eliminuje naturalną w innych warunkach
tendencję do emigracji polskich Ukraińców na Ukrainę; obserwujemy raczej proces
odwrotny.
Liczbę Ukraińców w Polsce można szacować na 200 do 350 tys.,
choć można spotkać i wyższe szacunki (wiarygodnych statystyk narodowościowych w
Polsce brak). Liczba ta obejmuje Łemków, nie obejmuje natomiast mieszkańców
północnego Podlasia (południowej Białostocczyzny). Trzeba tu mieć na uwadze, że
część Łemków nie uważa się za Ukraińców, podobnie jak większość prawosławnych
mieszkańców Podlasia. O Łemkach pisałem niedawno na tych łamach, tym razem więc
pominę to zagadnienie; o problemie Podlasia – nieco dalej. Nie więcej, niż
kilkadziesiąt tysięcy Ukraińców mieszka na terenach, z których ich wysiedlono
oraz w miastach sąsiadujących z nimi. Trwa powolna migracja (o „powrotach” można
mówić już tylko w sensie symbolicznym) Ukraińców na południowo-wschodnie
pogranicze Polski, nie wydaje się jednak, by mogła ona radykalnie zmienić
rozmieszczenie społeczności ukraińskiej w naszym kraju.
Do powyższej
liczby należy dodać trudną do określenia liczbę obywateli Ukrainy różnych
narodowości, przebywających w Polsce okresowo, lub osiedlających się na stałe.
Liczba tych pierwszych, nawet jeśli odliczymy drobnych handlowców,
przybywających do Polski na krótko, ale często, idzie w dziesiątki tysięcy;
drudzy są znacznie mniej liczni, ale wydaje się, że należy ich już liczyć w
tysiącach. Sądzę, że społeczność mniejszościowa będzie „wchłaniać” tych
imigrantów. Przemawia za tym zarówno to, że niezbyt liczna grupa uchodźców z
Zachodniej Ukrainy z lat czterdziestych zlała się z ukraińską mniejszością w
Polsce, jak też emigracyjny charakter wspólnoty ukraińskiej w naszym kraju. Nie
jest to jednak oczywiste – osiedlający się dziś w Polsce Cyganie rumuńscy
(Romowie i Sinti) zostali odrzuceni przez wspólnotę Cyganów polskich i
najprawdopodobniej stworzą nowe „plemię” cygańskie w naszym kraju.
Na
Podlasiu, ściślej – w części obszaru powiatów siemiatyckiego, bielskiego i
hajnowskiego – mieszka ok. 100 tys. osób wyznania prawosławnego, mówiący gwarami
północnoukraińskimi (poleskimi), lecz nie mający jednoznacznej świadomości
narodowej. Przed wojną powoli torowała sobie tam drogę świadomość ukraińska. W
okresie powojennym grupa ta z „nadania” władz państwowych została zaliczona do
Białorusinów, a Bielsk Podlaski stał się głównym ośrodkiem kultury białoruskiej
w Polsce. Jednak w latach osiemdziesiątych wśród podlaskiej młodzieży nastąpiło
odrodzenie ukraińskie i dziś ruska społeczność Podlasia dzieli się na
mniejszości świadomych Białorusinów i Ukraińców (nie mam danych, pozwalających
oszacować liczebność tych grup) oraz większość, wciąż pozbawioną świadomości
narodowej, a identyfikującą się na zasadzie wyznaniowej, jako prawosławni
(Ruscy, czyli uczęszczający do Ruskiego Kościoła). Podział ten zapewne okaże się
trwały, jednak ostatnia grupa będzie powoli zanikać wraz z wymieraniem
najstarszego pokolenia i ucieczką z tych zacofanych ziem pokoleń
młodszych.
Tadeusz A. Olszański
Oryginał tekstu za http://zakorzenianie.most.org.pl/
Stosunki polsko-ukraińskie po II wojnie
światowej
Z historykiem prof. dr hab. Henrykiem
Strońskim, prezesem Stowarzyszenia Uczonych Polskich Ukrainy rozmawia Leszek
Wątróbski
- O stosunkach polsko-ukraińskich nikt nie chciał długo oficjalnie rozmawiać. Dlaczego?
- Temat stosunków polsko-ukraińskich po II wojnie światowej nie należał do tematów, którymi zajmowali się badacze naszych obu krajów. Zaważył na tym nie tylko ich złożony charakter, zwłaszcza w pierwszych latach powojennych, ale także trudny dostęp do materiałów archiwalnych oraz ideologiczne uwarunkowania panujące do roku 1989. Dopiero w ostatnich latach, szczególnie wśród historyków, rośnie zainteresowanie badaniami nad naszymi wzajemnymi stosunkami. Sprzyja ponadto zbliżenie polityczne i różnorodne formy współpracy w ramach strategicznego partnerstwa. Niestety, są również obciążenia i stereotypy. Niedawne wydarzenia wokół Cmentarza Orląt Lwowskich czy mogił bojowników UPA w Polsce są tego widocznym przykładem.
- Nasze stosunki nie układały się w pierwszych latach powojennych zbyt dobrze.
- Stosunki polsko-ukraińskie w drugiej połowie XX wieku nie były najlepsze. Nasze narody nie posiadały przecież własnych suwerennych i w pełni niepodległych państw. Społeczeństwa PRL i USRR kontaktowały się zazwyczaj pomiędzy sobą w ramach oficjalnych stosunków polsko-sowieckich. Były też na szczęście kontakty pomiędzy ludźmi nieformalne, nie do końca zgodne z intencjami i dążeniami ówczesnych władz partyjnych.
- II wojna światowa doprowadziła nasze narody do konfliktu etnicznego.
- Pogranicze polsko-ukraińskie zaowocowało wrogością i zbrojnymi starciami pomiędzy obu naszymi narodami. Związane to było m.in. z polityką hitlerowskich Niemiec oraz stalinowskiego ZSRR, która zmierzała do podsycania konfliktów narodowościowych i wygrywania jednego przeciwko drugim. Nie bez znaczenia też w rozdmuchaniu konfliktu okazały się działania polskiego i ukraińskiego podziemia oraz zbrojna i propagandowa działalność partyzantki komunistycznej na Wołyniu i w Galicji.
- Konflikty zbrojne pomiędzy Polakami i Ukraińcami występowały w latach 1943-1947.
- Liderzy OUN uważali wówczas Polaków za głównego wroga. Byli bowiem przekonani, choć jak się okazało później niesłusznie, że powtórzy się scenariusz z roku 1918, kiedy to wojna wykrwawiła Niemców oraz kraje zachodnie, a Ukraina została sam na sam z Polską. Chociaż ciągle nie ma żadnych dokumentów stwierdzających jakoby OUN-UPA chciało fizycznie usunąć ludność polską ze spornych terenów, to jednak są fakty wskazujące, że akcja antypolska była przeprowadzana na całym obszarze kontrolowanym przez UPA i rozpoczęła się w pewnym określonym i dobrze zsynchronizowanym czasie.
- Największe straty poniosła ludność polska na Wołyniu.
- Miejscem najokrutniejszych mordów nad ludnością polską był Wołyń, gdzie zbrojne formacje Ukraińców były dość liczne i gdzie ludność polska stanowiła zdecydowaną mniejszość. W warunkach zagrożenia ludność polska organizowała się w grupy samoobrony, uciekała do miast, wyjeżdżała na zachód, a także wstępowała do policji niemieckiej lub partyzantki radzieckiej. Brak odpowiedniej łączności pomiędzy oddziałami AK powodował, że polscy żołnierze nie zawsze mogli we właściwej porze przyjść z pomocą ludności cywilnej. Kiedy zaś już się zjawili, to decydowali się na działania odwetowe na Ukraińcach.
- Inaczej wyglądała sytuacja w Galicji wschodniej.
- Tam pozycja Polaków była zdecydowanie lepsza, ale i tam nie obyło się bez strat ludności. Tylko na Tarnopolszczyźnie zginęło w tamtych latach około 14 tys. Polaków. Według najnowszych ustaleń badaczy polskich z rąk UPA zginęło od 40 do 100 tys. Polaków. Natomiast w akcjach odwetowych śmierć poniosło do 3 tys. Ukraińców.
- Walki polsko-ukraińskie przerwało nadejście frontu.
- Ale tylko na krótko. Oddziały UPA wycofały się na zachód na tereny oddalone od działań wojennych, gdzie kontynuowały akcję antypolską. W konflikt polsko-ukraiński czynnie zaangażowało się również NKWD, które zręcznie posługiwało się prowokacjami. Próby porozumienia się AK-WiN z UPA na terenach PRL nie powiodły się i były tylko niewielkim epizodem w ówczesnych warunkach.
- Potem zaczęły się przesiedlenia...
- Które zarówno dla ludności polskiej jak i ukraińskiej okazały się bardzo dotkliwe. Przesiedlenia Polaków z Ukrainy do PRL i Ukraińców z Polski do USRR realizowane były na mocy porozumienia pomiędzy komunistycznymi rządami PRL i USRR i objęto nimi około 800 tys. Polaków i 482 tys. Ukraińców. Nieliczne w zasadzie oddziały UPA kontynuowały nadal walki zbrojne w południowo-wschodniej Polsce. Władze PRL postanowiły je więc zlikwidować. Zdecydowały się również na rozwiązanie ostateczne problemu ukraińskiego poprzez realizację akcji "Wisła" - czyli przesiedlenie prawie 150 tys. Ukraińców na ziemie zachodnie i północne. Taka zbiorowa odpowiedzialność krzywdziła wielu niewinnych ludzi. Niechęć i wrogość polsko-ukraińska podsycana była i kontrolowana przez ówczesne władze komunistyczne. Nie pozwalały one m.in. na przeprowadzenie badań dotyczących konfliktu polsko- -ukraińskiego i ujawnienie rzeczywistości.
- Po roku 1989 sytuacja diametralnie się zmieniła.
- Dziś chcemy wreszcie ustalić konkretne fakty i przyczyny ostrych starć polsko-ukraińskich. Obradujące od roku 1996 polsko-ukraińskie seminarium "Polska-Ukraina: trudne pytania" odbyło osiem sesji, a ich owocem okazały się cztery tomy materiałów. Spotkania te winny wyjaśnić wiele spornych momentów z nieodległej historii obu naszych krajów. Strona ukraińska zamierzała doprowadzić do uznania, że OUN prowadził walkę wyzwoleńczą o niepodległą Ukrainę. Faktycznie ukraińska strona chciałaby uzyskać w oczach polskich rehabilitację UPA i usprawiedliwienie jej działań. Warto wiedzieć, że w stosunku do UPA nie ma też jednomyślności wśród samego społeczeństwa ukraińskiego. Nawet Rada Najwyższa Ukrainy, a zwłaszcza komuniści, nie uznała jeszcze tej formacji wojskowej jako kombatanckiej. Polska zaś strona usiłowała doprowadzić Ukraińców do uznania działań ludobójczych UPA nad ludnością polską. Niestety, nie jest to wcale takie proste, gdyż obóz patriotyczno-demokratyczny na Ukrainie nawiązuje w swym rodowodzie do OUN-UPA. Prowadzone dyskusje wykazały niemało punktów wspólnych, ale i różnic. Nie udało się też uniknąć różnego rodzaju emocji, jednostronnych zaangażowań czy propagandowych wystąpień. Kilka miesięcy temu, z inicjatywy jednego ze współorganizatorów seminarium - Związku Ukraińców w Polsce, doszło do zawieszenia polsko-ukraińskich spotkań. Niestety, o podjęciu tej decyzji nie zadecydowały sprawy naukowe.
- Zdecydowanie inaczej układały się stosunki polsko-ukraińskie na emigracji.
- Aspiracje niepodległościowe Polaków i Ukraińców po II wojnie światowej nie powiodły się. Nowymi gospodarzami w naszych obu krajach stali się komuniści, a niepodległościowców czekała emigracja. Do połowy lat pięćdziesiątych polska i ukraińska emigracja politycz- na żyła w konfrontacji. Różne opcje polityczne w swoich organach prasowych snuły nowe wizje polsko-ukraińskie we właściwym tylko dla siebie świetle.
I tak np. endecja uważała, że sąsiedztwo z Rosją jest pewnym gwarantem polskiej granicy wschodniej, a powstanie niepodległej Ukrainy niesie za sobą zagrożenie interesów polskich. Obóz zaś postpiłsudczykowski uważał, że tylko rozpad Związku Sowieckiego wyznaczy prawdziwą granicę Polski, którą zazwyczaj widzieli na Zbruczu. Główne nurty polityczne ukraińskiej emigracji, np. nacjonaliści Mykoły Lebedia - zajmowały skrajnie antypolskie pozycje. Polaków uważano za głównych winowajców swoich niepowodzeń. Zagraniczne przedstawicielstwo Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej i jego prasa zajmowały niezmienne stanowisko w sprawach polsko-ukraińskich.
- Przełom i ocieplenie wzajemnych stosunków nastąpiło w połowie lat pięćdziesiątych...
- Emigracja zdawała sobie sprawę, że destalinizacja poważnie złagodziła w całym bloku wschodnim stosunek społeczeństwa do reżimu komunistycznego. Zaczęto się więc zastanawiać nad nowymi metodami wyzwolenia swego narodu spod totalitaryzmu komunistycznego. Zdrowy rozsądek nakazywał liczyć na powolną i długoterminową korozję systemu komunistycznego i dominacji sowieckiej oraz na zjednoczenie wysiłków wszystkich narodów w Europie środkowo-wschodniej na rzecz jej osłabienia. Na łamach polskich pism emigracyjnych zaczęto głosić potrzebę zbliżenia i pojednania polsko-ukraińskiego oraz zupełnego przewartościowania dotychczasowego podejścia do kwestii ukraińskiej. Mocno zaczęto też akcentować sprawy polityczne. Uważano nawet, że w polskim interesie powinna być rezygnacja z roszczeń terytorialnych. Wśród polskiej emigracji zaczęły też padać krytyczne głosy wobec przedwojennej polityki narodowościowej - w tym i do Ukraińców. Trudno tez przecenić rolę śp. red. Jerzego Giedroycia i otoczenia paryskiej "Kultury" w polsko-ukraińskim zbliżeniu. Podobnie zresztą zaczęło się również dziać i po ukraińskiej stronie. Na ukraińskich emigrantach spore wrażenie zrobił polski październik. Polska - jak stwierdził prof. Jarosław Pełeńskij, ukraiński emigrant - była pierwszym krajem w bloku, w którym coś drgnęło. W emigracyjnych kręgach zbliżenie polsko-ukraińskie następowało powoli, nie bez oporów, ostrych ocen i oskarżeń. W Paryżu i Monachium powstały pierwsze polsko-ukraińskie kluby. Na pierwszy plan wysunęła się wówczas sprawa pojednania sąsiednich narodów w walce z komunizmem i zniewoleniem.
- Nowa emigracyjna wizja wzajemnych stosunków wyprzedzała zdecydowanie rzeczywistość.
- Niesamowicie trafna okazała się jednak emigracyjna ocena, że tylko istnienie niepodległej Polski i niepodległej Ukrainy jest warunkiem i gwarantem wzajemnych dobrosąsiedzkich stosunków. Za czasów sowieckich ani jednak Polska, ani Ukraina nie występowały jako samodzielny podmiot we wzajemnych stosunkach. Oficjalnie nad wszystkim górowała "drużba polsko-radziecka" i w takich kontrolowanych, odpowiednio dawkowanych ramach, odbywały się relacje pomiędzy sąsiadującymi ze sobą narodami. W praktyce wyglądało to tak, że z Kijowa do Warszawy jeździło się przez Moskwę. Wymownym symbolem sterowanej przez KC KPZR "drużby" były "Dni kultury" czy "Pociągi przyjaźni", gdzie wszystko było z góry narzucone i sztucznie zaplanowane z ideologiczną domieszką. Sieć Towarzystw Przyjaźni Polsko-Radzieckiej po obu stronach granicy państwowej, której przekraczanie odbywało się wyłącznie na paszport oraz odpowiednie zaproszenie, również podlegała domenie partii komunistycznej i służyła tzw. internacjonalistycznemu wychowaniu.
- Była też ideologia wzajemnej odpowiedzialności za losy socjalistycznych sąsiadów.
- Istniała przecież doktryna Breżniewa, w myśl której losy socjalizmu w każdym państwie socjalistycznym były sprawą wszystkich krajów obozu wschodniego. Obowiązująca doktryna nakazywała ingerować w wewnętrzne sprawy formalnie przecież suwerennych państw. Dobrą tego ilustracją była interwencja wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji i stłumienie praskiej wiosny.
- Nie wszystkim się to jednak do końca podobało?
- Robotnicze protesty, a później pojawienie się Solidarności w Polsce spowodowały jej izolację w kontaktach z ZSRR. Dla użytku wewnętrznego, także i na Ukrainie, wydano propagandowe "objaśnienie" wydarzeń w sąsiedniej Polsce. Miały one wyglądać jako "zamach na socjalizm" i na "braterski sojusz polsko-radziecki". Próby polskiej "pełzającej kontrrewolucji" miały oderwać Polskę od bloku socjalistycznego. Na Ukrainie tylko nieliczna inteligencja wiedziała o co tak naprawdę chodzi. Ona tylko też zachwycała się nad buntem przeciwko totalitarnemu reżimowi. Wiadomo też, że w kręgach ukraińskich dysydentów wydarzenia lat osiemdziesiątych w Polsce znalazły silny oddźwięk.
- Ostatnie dziesięciolecie to w naszych wzajemnych stosunkach okres strategicznego partnerstwa.
- Demokratyczne zmiany w Polsce oraz rozpad ZSRR i wreszcie powstanie niepodległej Ukrainy stworzyły dla rozwoju naszych wzajemnych stosunków wyjątkową sytuację. Mogły one bowiem, pierwszy raz od kilku wieków, przybrać charakter stosunków międzypaństwowych. Fakt uznania przez Polskę, jako pierwszy kraj na świecie, niepodległej Ukrainy przyjęto nad Dnieprem z wielką satysfakcją. Po przyjęciu "Aktu niezależności Ukrainy" w grudniu 1991 roku Sejm RP wyraził przekonanie, że w ten sposób otwiera się "nowa epoka w historii stosunków polsko-ukraińskich. Powstanie zaś niepodległego państwa ukraińskiego jest ważnym wydarzeniem nie tylko dla samej Ukrainy, ale także dla Europy i całego świata". Prawie w tym samym czasie Zbigniew Brzeziński uznał fakt ukraińskiej niepodległości za jedno z największych wydarzeń naszego kontynentu mijającego wieku. Brzeziński powiedział też, że "utrwalenie niepodległości Ukrainy ma takie samo znaczenie dla Polski jak jej wejście do NATO i zupełnie eliminuje zagrożenie ze wschodu".
- Nasze oba państwa szybko też rozpoczęły nawiązywanie kontaktów i współpracy na zasadzie równouprawnienia.
- Stosunki polsko-ukraińskie, już od samego początku, oparły się o solidną bazę prawną. Wyrazem tego było m.in. podpisanie "Deklaracji o zasadach i podstawowych kierunkach rozwoju stosunków polsko-ukraińskich" w roku 1990, "Umowy o handlu i współpracy" w 1991 i wreszcie bardzo ważnego "Traktatu o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i współpracy" w roku 1992. Preambuła tego traktatu z roku 1992 mówiła wyraźnie o nienaruszalności granicy międzypaństwowej i braku do siebie roszczeń terytorialnych; kształtowaniu wzajemnych stosunków w duchu przyjaźni, współpracy i wzajemnego szacunku zgodnie z prawem międzynarodowym; zobowiązań obu stron do rozwijania wzajemnej współpracy handlowej, transportowej i ekologicznej oraz o przyznaniu mniejszościom: polskiej na Ukrainie i ukraińskiej w Polsce praw do zachowania, wyrażania i rozwijania swej tożsamości narodowej przy równoczesnej lojalności wobec kraju zamieszkania.
- Podpisane deklaracje i traktaty stworzyły podstawy nowych przyjacielskich stosunków pomiędzy obu naszymi narodami.
- Od roku 1993 stosunki polsko-ukraińskie były ukierunkowane na rozwiązywanie konkretnych problemów utrudniających współpracę gospodarczą, kulturalną i wojskową. Wszystkim tym celom służyły wizyty najwyższych urzędników państwowych i zawierane przy tej okazji szczegółowe porozumienia - m.in. o unikaniu wzajemnego opodatkowania, przejściach granicznych, współpracy międzyregionalnej, ochronie grobów i miejsc pamięci ofiar wojny i represji. Swoistym podsumowaniem tych wszystkich porozumień było niewątpliwie podpisanie w roku 1997 przez obu naszych prezydentów: Aleksandra Kwaśniewskiego i Leonida Kuczmę wzajemnej polsko-ukraińskiej deklaracji o pojednaniu. Zadeklarowana w nim została wola władz państwowych w przezwyciężaniu spuścizny lat konfliktów i rywalizacji oraz wzajemnych krzywd i wojen. Zbliżenie polsko-ukraińskie nie opiera się jednak jeszcze na mocnych fundamentach gospodarczych. Ubiegłoroczny obrót handlowy wyniósł pomiędzy naszymi państwami zaledwie 730,4 mln USD.
- Dobre stosunki polsko-ukraińskie wpływają także na sytuację w Europie środkowo-wschodniej.
- Przez nasze kraje przechodzą przecież strategiczne szlaki wschód-zachód i północ-południe. Polska i Ukraina mają ponadto znaczące w Europie zasoby terytorialno-demograficzne. Współpracując razem muszą być zawsze poważnie brane pod uwagę przez inne państwa naszego kontynentu. Polska wspierała Ukrainę w jej staraniach o przyjęcie do Rady Europy. Mocno zabiegała też o włączenie jej do składu Inicjatywy Środkowo-Europejskiej, była też inicjatorem otwarcia Trójkąta Weimarskiego na Ukrainę. Ukraina natomiast ze zrozu- mieniem i bez oporów przyjęła wejście Polski do NATO. Istotne też znaczenie w naszych wzajemnych stosunkach zajmują zagadnienia bezpieczeństwa i współpracy wojskowej. Wiele uwagi poświęca im Komitet Konsultacyjny Prezydentów RP i Ukrainy. Praktycznie też od roku 1990 jesteśmy świadkami różnorodnej współpracy wojskowej na poziomie okręgów wojskowych, rodzajów sił zbrojnych, uczelni wojskowych oraz przeprowadzania wspólnych ćwiczeń wojskowych. Wielkie uznanie należy się polsko-ukraińskiemu batalionowi piechoty zmechanizowanej liczącemu ponad tysiąc żołnierzy za misję pokojową pełnioną na Bałkanach z ramienia ONZ. Trwałość strategicznego partnerstwa Polski i Ukrainy przechodzi obecnie próbę pod wpływem efektu zróżnicowanego tempa procesów transformacyjnych. Polska gospodarka, jak i instytucje społeczno-polityczne, rozwijają się o wiele szybciej i skuteczniej od analogicznych procesów na Ukrainie, gdzie, niestety, od lat trwa kryzys ekonomiczny. Błędy popełnione przy realizacji reform, choć tak naprawdę wcale ich u nas nie zaczynano, odbijają się negatywnie na sytuacji wewnątrzpolitycznej państwa ukraińskiego oraz jego stosunków z sąsiadem. Niedawny kryzys wewnętrzny, który przeżyła Ukraina z powodu skandalu wokół śmierci red. Georgia Gongadze oraz podsłuchu mjr Melniczenki w gabinecie prezydenta Leonida Kuczmy, czy wreszcie odejście premiera Wiktora Juszczenki poważnie zachwiały sytuacją w państwie i podważyły jego autorytet. Więcej, istnieją obawy, że Ukraina może ponownie popaść w zależność od Rosji. Chcę podkreślić z całą stanowczością, że sprawa pojednania polsko-ukraińskiego leży w interesie obu naszych niepodległych państw i narodów. Ta historyczna szansa nie powinna być zaprzepaszczona. Znamienny jest tu fakt, że w kwietniu ub.r. opozycja ukraińska, jak i prezydent Leonid Kuczma, przyjechali do Polski, jako do swego strategicznego partnera, szukając oparcia i arbitralnej postawy wśród polskich polityków. Ważny jest również fakt, że strona polska odniosła się do nich z wielkim zrozumieniem. Polscy politycy zaproponowali jedyną słuszną, jak to się wszystkim wydaje, radę - aby oficjalna władza ukraińska szukała konsensusu z opozycją przy "okrągłym stole", a nie w starciach ulicznych.
- Oby tak się właśnie stało. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Leszek Wątróbski