Zakłamane wspomnienia

nierozstrzelanego

 

 

Dymitr Kupiak Jest dziś człowiekiem bardzo bogatym, cieszą-cym się w diasporze ukraińskiej Kanady sławą wielkiego bohatera narodowego i bojownika o „Samostijnu Ukrainu”.

W 1991 roku w Kanadzie, w Toronto ukazały się jego wspom-nienia w książce zatytułowanej „Spohady nerozstrilanoho” („Wspom-nienia nierozstrzelanego”). Jest to swego rodzaju historia walk ukraińskich nacjonalistów o „samostijność”, zawiera jednak zbyt wiele kłamstw, aby być za taką uważana. Miałem okazję poznać jej treść i zdumiony jestem zawartymi w niej kłamstwami i urojeniami Dymitra Kupiaka i historyków, którzy pomagali w jej napisaniu. Ten ludobójca, który z zimną krwią pozbawiał życia bezbronne kobiety, dzieci i starców, przedstawia się jako wierzący i bardzo religijny człowiek. Często odwołuje się do Boga z podziękowaniem za wyjście cało z opresji, tj. możliwość ucieczki za granicę.

Słowa „diakuju bohowi” nie należą w tej książce do rzadkości. Często też wyraża swoją tęsknotę do „neńki Ukrainy”, ale nie spieszy się z powrotem do niej. Ukraina jest obecnie wolna, nie istnieje reżim sowiecki i nie grozi mu już rozstrzelanie, ale on boi się własnych rodaków. Ludzie pamiętają jego zbrodnie. Pozostali przy życiu członkowie zamordowanych rodzin, których nie udało się zlikwido-wać, jak rodzina Jaremkiewiczów, zachowali w pamięci jego zbrodnie i przekazali wszystko młodemu pokoleniu.

Treść książki autorstwa Kupiaka wypełniona jest nienawiścią do Polaków i wszystkiego, co polskie. Ukraiński watażka w sposób chorobliwy pała nienawiścią do Polski i Polaków. Ujawnia się to m.in. w sposobie opisywania jego ucieczki przez Polskę do Kanady. Do naszego kraju wyjechał ze Sławką Falińską, rzekomo swoją żoną, jako ekspatriant na nazwisko Władysława Brodziaka. Obydwoje dojechał do

 

 

 

 

 

Dymitr Kupiak

ps. „Klej”

 

 

Lubawki, miejscowości leżącej 2 km od czeskiej granicy. Kupiak pozostał w Lubawce, ona natomiast udała się do Białej Podlaskiej, gdzie przebywała jej była teściowa z wnuczką, córką Sławki. Teściowa, Polka, o nazwisku Kapij, wyjechała z Buska do Białej Podlaskiej w lipcu 1944 roku, natychmiast po śmierci swojego syna, męża Sławki – Osipa Kapija.

 Człowiek ten, będący rejonowym prowidnykiem OUN w Busku, uciekając z Niemcami przed zbliżającym się frontem armii sowieckiej, w ostatniej chwili zamordował swoich sąsiadów. Jego ofiarami stała się para staruszków o nazwisku Gilewiczowie, mieszkających na Wola-nach (część Buska). Nie udało mu się uciec daleko, został zastrzelony przez sowieckich żołnierzy w sąsiedniej wsi Lanerówce. Pogrzebano go obok zamordowanych ofiar na cmentarzu przy cerkwi. Czym ci staruszkowie, Polacy, narazili się Kapijowi? Otóż ten rejonowy prowodyr OUN pochodził z mieszanej rodziny, jego matka była Polką, ojciec zaś Ukraińcem. Mordem tym udowodnił, że jest prawdziwym, banderowskim nacjonalistą, nienawidzącym Polaków. Lepszym dowo-dem byłoby zamordowanie własnej matki, ale widocznie pozostała w nim odrobina człowieczeństwa, która nie pozwoliła mu na dokonanie takiej zbrodni.

 Wypadki tego typu nie należały do rzadkości. Dla przykładu podaję wydarzenie, jakie miało miejsce jesienią 1944 roku we wsi Gajowskie niedaleko od nieistniejącej dziś wsi Adamy, w mieszanej rodzinie Stopnickich. On był Ukraińcem, jego żona Polką, mieli troje dzieci; dwóch synów i młodszą córkę. Synowie wstąpili do UPA, gdzie otrzymali rozkaz zamordowania swojej matki – Polki. Odmówili i za to, na rozkaz swoich zwierzchników, zostali zamordowani. Rodzicom, pod karą śmierci, nie pozwolono na wzięcie udziału w uroczystościach pogrzebowych własnych synów. Ich córka Stefania, która wyszła za mąż za Ukraińca i uważa się za Ukrainkę, zapytana obecnie o los braci, wystraszona blednie. Po chwili milczenia odpowiada, że była wtedy dzieckiem i niewiele może powiedzieć. Wiadomo jej tylko, że pod Brodami jej bracia zostali wydani przez Polaków w ręce bolszewików, którzy ich tam zamordowali. W tak perfidny sposób ukrywa się jeszcze dziś zbrodnie popełnione przez ludzi spod znaku OUN-UPA.

Z książki Dymitra Kupiaka dowiedziałem się, jakie były dalsze koleje jego losu. W Lubawce został on zaangażowany do pracy w fabryce tekstylnej jako księgowy. Szybko zdobył zaufanie dyrektora fabryki i całego środowiska. Wstąpił do PPS i został sekretarzem związku Zawodowego Pracowników Tekstylnych. Był nawet kon-fidentem UB, ale tu nie zdążył popisać się swoimi „umiejętnościami”, gdyż wkrótce zaczął mu się palić grunt pod nogami. W kwietniu 1946 roku pojechał służbowo do Wałbrzycha, gdzie w hotelu natknął się na Polaka ze wsi Pobużany. Rozpoznany, uciekł do Lubawki. Spotkanie to i wiadomość o zlinczowaniu rozpoznanego banderowca-ludobójcy na ulicy Wałbrzycha, wystraszyły go do tego stopnia, że natychmiast uciekł do Czechosłowacji. Stamtąd przez Niemcy i Anglię uciekł do Kanady.

W wydanych w Kanadzie wspomnieniach Kupiak z nonszalan-cką swobodą kłamie, robiąc z siebie wielkiego bohatera i bojownika w walce z „okupacją polską”, niemiecką i bolszewicką. Wszystkie udo-wodnione mu zbrodnie pomija milczeniem, chociaż ślady po nich pozostały w ludzkiej pamięci do dziś. W swoich wspomnieniach przyznaje się tylko do jednego morderstwa, na swym koledze – Bogdanie Morozie, którego podejrzewał o współpracę z NKWD. W całej książce aż roi się od kłamstw, których nie powstydziłby się sam Göbbels, hitlerowski minister propagandy.

Nie sposób wyliczyć wszystkich, dla przykładu podaję tylko jedno, bardzo znamienne i charakterystyczne, dotyczące moich rodzin-nych stron. Na stronie 178 swych wspomnień, Kupiak pisze: ...„W powiecie Kamionka Strumiłowa były duże obszary leśne, wśród których znajdowały się większe i mniejsze polskie wsie i osiedla jak: Adamy, Ślązaki, Warchoły, Maziarnia i inne. W czasie polsko-niemieckiej wojny w 1939 roku, kilka pułków polskiego wojska zebrało się w tych lasach i całe swoje uzbrojenie łącznie z karabinami maszynowymi i granatnikami ukryto w lasach dla Polaków. Z czasem, polskie organizacje podziemne wysyłają swoich przywódców w te lasy do polskich wsi, żeby na miejscu tworzyli grupy wojskowe i tym udowodniły polską obecność na tych ukraińskich terenach. Uzbrojone po zęby pozostawioną bronią, polskie bandy bezkarnie terroryzowały okoliczne, ukraińskie wsie. I oni, Polacy, a z nimi bolszewickie bandy są odpowiedzialne za kilkaset niewinnych ukraińskich ofiar na tym terenie” (koniec cytatu).

Po pierwsze, Polacy byli obecni na tej ziemi od wieków i nikt nie słyszał o istnieniu państwa czy narodu ukraińskiego. Od wieków ziemie te zamieszkiwali Polacy i Rusini i nie musieli udowadniać swojej obecności przed Ukraińcami, powstałymi z dawnych Rusinów. Po drugie, broń pozostawiona przez wojsko polskie, uratowała polskich mieszkańców od krwawej i nieludzkiej masakry, jaka im ciągle groziła ze strony OUN-UPA.

Pogłoski rozpowszechniane wśród Ukraińców, o ilości będącej w posiadaniu Polaków broni, odstraszały bandy UPA od napaści. Było to tym bardziej zbawienne, że napady odbywały się nocą i napadano na ludzi pogrążonych w głębokim śnie. We wsi nie było ani karabinów maszynowych, ani granatników, których tak bardzo obawiały się skrytobójcze bandy OUN-UPA. Znalazła się tylko skrzynka granatów obronnych; wybuch takiego granatu odstraszał bohaterskich rizunów z UPA, niczym strzał z armaty.

Jeżeli w tym czasie, w tych okolicach, zginął jakiś Ukrainiec to tylko z rąk Kupiaka i jego bandy za niepodporządkowanie się i nie-posłuszeństwo wobec jego rozkazów. Teraz ten ludobójca stara się przerzucić swoje zbrodnie na swoje ofiary. Wszystkie, wymienione w powyższym cytacie wsie, zostały przez niego i jego bojówki spalone a pozostali mieszkańcy zamordowani.

Relacje z procesu sądowego o dokonanych zbrodniach są wstrząsające. Trudno uwierzyć, aby uzbrojony człowiek doszedł do takiego stopnia zwyrodnienia, by pastwić się i mordować bezbronne-go, niewinnego wobec niego, drugiego człowieka.

Spotkałem się z wypowiedziami, że proces w Krasnem był spre-parowany dla propagandy, wygodnej sowieckim władcom. Zgadzam się z tym twierdzeniem, że czas, cel i nagłośnienie całej sprawy nie były dziełem przypadku, ale przedstawione w nim fakty i zbrodnie są jak najbardziej prawdziwe i nikt, tym bardziej Kupiak, swoimi kłamstwami nie potrafi tego przekreślić. Dowodem ich istnienia są ślady po spalonych wsiach, groby zamordowanych a ludzka pamięć o straszliwych wydarzeniach pozostała nie tylko wśród Polaków, ale i u miejscowej ludności, sterroryzowanej i zastraszonej w tamtych czasach do tego stopnia, że do dnia dzisiejszego nie mającej w pełni odwagi mówić otwarcie o popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów zbrodniach.

Obecnie poznajmy tego nierozstrzelanego bohatera z procesu sądowego opisanego w książce „Rozpłata” („Rozrachunek”).

 

 

 

 

 czesc trzecia