Wielki Głód na Ukrainie, Hołodomor -
klęska
głodu w latach 1932-1933 podczas kolektywizacji w ZSRR; który
szczególne nasilenie przybrał na terytorium ówczesnej
Ukraińskiej SRR (dzisiejsza Ukraina wschodnia i centralna).
Według różnych szacunków spowodował śmierć co najmniej od
6 do 7 milionów ludzi (niektóre szacunki podają liczbę
nawet 10-15 milionów ludzi). Ogółem, w latach 1921-1947,
wskutek trzech klęsk głodu (w 1921, 1932-1933 i 1946-1947) na Ukrainie,
życie straciło 10 milionów ludzi.
Powodem głodu była w pierwszym rzędzie przymusowa kolektywizacja
rolnictwa, która powodowała chaos na wsi: niszczenie przez
aktywistów dobytku chłopów, wyprzedawanie i zarzynanie
koni w obawie przed ich konfiskatą, powstrzymywanie się od prac
polowych. Władze oskarżały kułaków o agitację przeciwko
kołchozom oraz o sabotaż, a jednocześnie błędnie spodziewały się, że w
wyniku kolektywizacji produkcja rolna wzrośnie - na planach eksportu
płodów rolnych opierały swoje plany industrializacyjne. Władze
utrzymywały i być może uważały, że załamanie skupu zboża jest wynikiem
ukrywania plonów przez chłopów i mimo próśb władz
lokalnych nie obniżały wymaganych kontyngentów dostaw.
W rezultacie lokalni działacze prowadzili akcje szukania
ukrytego
zboża, które prowadziły do zabierania zboża na siew, a także
zapasów niezbędnych do wyżywienia rodzin chłopskich. Nastąpiła
fala migracji głodowych, na które władze odpowiedziały
wprowadzeniem paszportów i zakazem podróży koleją. W
wyniku głodu zginęła znacząca część populacji Ukrainy, od kilku do
kilkunastu milionów osób; wymarło wiele wsi i dochodziło
do licznych przypadków kanibalizmu.
Dziecko.jpg
20 KB |
Ucrania9.jpg
35.46 KB |
Horse_of_Great_Famine_2
41.24 KB |
Oto fragment "Czarnej księgi komunizmu"
dotyczący wielkiego głodu.
Wielki głód z lat 1932-1933, który wedle niepodważalnych dziś źródeł spowodował ponad sześć milionów ofiar, długo znajdował się wśród "białych plam" sowieckiej historii. Katastrofa ta nie była jednak podobna do innych klęsk głodu, których cykl, w regularnych przerwach, poznała carska Rosja. Była ona bezpośrednią konsekwencją nowego systemu "wojskowo-feudalnego wyzysku" chłopstwa - wedle wyrażenia antystalinowskiego lidera bolszewickiego Nikołaja Bucharina - wprowadzonego w czasie przymusowej kolektywizacji oraz tragiczną ilustracją przerażającego regresu społeczeństwa, który towarzyszył szturmowaniu wsi przez władzę sowiecką w końcu lat dwudziestych.
W latach 1921-1922 władza sowiecka przyznała, że panuje głód, prosząc otwarcie o pomoc międzynarodową, teraz jednak zaprzeczała klęsce lat 1932-1933 i zagłuszała propagandą głosy zagranicznej opinii publicznej, zwracające uwagę na tragedię. Reżimowi pomogły w tym wydatnie odpowiednio zorganizowane "świadectwa", na przykład opinia francuskiego deputowanego i lidera Partii Radykalnej Edouarda Herriota, który w czasie swej podróży na Ukrainę latem 1933 roku trąbił o "wspaniale nawodnionych i uprawianych kołchozowych warzywnikach" i "zdecydowanie wspaniałych żniwach", by zakończyć kategoryczną konkluzją: "Przejechałem Ukrainę. A więc! Ręczę wam, że widziałem ją podobną do przynoszącego obfite plony ogrodu". (...)
Nie można oczywiście rozpatrywać problemu głodu lat 1932-1933 w oderwaniu od kontekstu - od nowych stosunków między państwem sowieckim a chłopstwem, powstałych w wyniku przymusowej kolektywizacji wsi. W skolektywizowanych wioskach kołchoz odgrywał rolę strategiczną. Jego zadaniem było zapewnienie państwu ustalonych dostaw produktów rolnych przez coraz silniejsze odciąganie ich z "kolektywnych" zbiorów. Każdej jesieni kampania skupu zamieniała się w prawdziwą próbę sił między państwem a chłopstwem, które rozpaczliwie usiłowało zatrzymać część zbiorów dla siebie. Stawka była poważna: państwu chodziło o pobranie należności, chłopu o przeżycie. Im bardziej urodzajny był region, tym więcej z niego pompowano. W 1930 roku państwo zabrało 30 proc. produkcji rolnej na Ukrainie, 38 proc. na bogatych równinach Kubania i północnego Kaukazu, 33 proc. zbiorów w Kazachstanie. W 1931 roku, przy dużo gorszych zbiorach, ilości te wyniosły odpowiednio 41,5 proc., 47 proc. i 39,5 proc. Podobna praktyka mogła jedynie całkiem zdezorganizować cykl produkcji; wystarczy przypomnieć, że w epoce NEP-u chłopi sprzedawali tylko 15-20 proc. produkcji, zatrzymując 12 do 15 proc. na zasiewy, 25 do 30 proc. na paszę dla bydła, a resztę na potrzeby własne. Nieunikniony był konflikt między chłopami, gotowymi na każdy podstęp, by zatrzymać część zbiorów, a lokalnymi władzami, które za wszelką cenę musiały wykonać coraz bardziej nierealny plan - w 1932 roku plan przymusowego skupu był o 32 proc. wyższy od planu z roku ubiegłego.
W 1932 roku kampania skupu posuwała się bardzo powoli. Kiedy tylko zaczęto omłoty, kołchoźnicy starali się ukryć lub "ukraść" nocą część zbiorów. Powstał prawdziwy "front biernego oporu", wzmocniony cichym wzajemnym porozumieniem, prowadzącym często od kołchoźnika do brygadzisty, od brygadzisty do księgowego, od księgowego do dyrektora kołchozu, który sam był dopiero co awansowanym chłopem, a od dyrektora do miejscowego sekretarza partii. Do odbierania zboża centralne władze musiały znów posłać "brygady szturmowe", utworzone w miastach z komsomolców i komunistów. (...)
W arsenale środków represji decydującą rolę odgrywało słynne
prawo ogłoszone 7 sierpnia 1932 roku, a więc w najgorętszym momencie
wojny między chłopstwem a reżimem, które przewidywało dziesięć
lat obozu lub karę śmierci "za wszelką kradzież lub roztrwonienie
socjalistycznej własności". Lud znał je pod nazwą "prawa o kłosach",
gdyż skazani na jego podstawie winni byli najczęściej kradzieży kilku
kłosów pszenicy lub żyta na kołchozowych polach. Prawo to
umożliwiło skazanie od sierpnia 1932 do grudnia 1933 roku ponad 125
tysięcy ludzi, w tym 5400 na karę śmierci.
Mimo tak drakońskich środków zboże nie "wpływało". W połowie października 1932 roku plan skupu w najważniejszych regionach zbożowych kraju był wykonany tylko w 15-20 proc. W celu "przyspieszenia skupu" 22 października 1932 roku Biuro Polityczne zdecydowało więc o wysłaniu na Ukrainę i na północny Kaukaz dwóch nadzwyczajnych komisji; jednej przewodniczył Łazar Kaganowicz, drugiej - Wiaczesław Mołotow. Drugiego listopada komisja Kaganowicza (...) przybyła do Rostowa nad Donem. Zwołała natychmiast konferencję wszystkich rejonowych sekretarzy partyjnych Kraju Północnokaukaskiego, która na zakończenie podjęła następującą uchwałę: "W związku ze szczególnie haniebną klęską planu skupu zbóż zobligować lokalne organizacje partyjne do zduszenia sabotażu, zorganizowanego przez kułackie elementy kontrrewolucyjne, i do zdławienia oporu wiejskich komunistów i przewodniczących kołchozów, którzy stanęli na czele tego sabotażu". Wobec niektórych rejonów wpisanych na "czarną listę" (wedle oficjalnej terminologii) podjęte zostały następujące kroki: wycofanie wszystkich produktów ze sklepów, całkowite wstrzymanie handlu, natychmiastowa spłata wszystkich zaciągniętych kredytów, podatek nadzwyczajny, aresztowanie wszystkich "sabotażystów", "elementów obcych" i "kontrrewolucyjnych", zgodnie z przyspieszoną procedurą i pod egidą GPU. W wypadku kontynuowania "sabotażu" ludności groziła kara masowego zesłania.
Tylko w listopadzie 1932 roku, a więc w pierwszym miesiącu "walki z sabotażem", w strategicznie ważnym z punktu widzenia produkcji rolnej Kraju Północnokaukaskim aresztowano 5 tysięcy wiejskich komunistów, którym zarzucono "karygodne przymykanie oczu" na "sabotaż" kampanii skupu, oraz 15 tysięcy kołchoźników. W grudniu rozpoczęły się masowe zesłania nie tylko samych kułaków, ale całych wiosek, szczególnie zaś kozackich stanic, które znały już podobne represje z 1920 roku. Jeśli w 1932 roku dane administracji GUŁagu odnotowały przybycie 71 236 zesłańców, to rok 1933 przyniósł napływ 268 091 nowych osadników specjalnych.
Komisja Mołotowa podjęła na Ukrainie analogiczne decyzje: wpisanie rejonów, które nie wypełniły planów skupu, na "czarną tablicę", wraz ze wszystkimi opisanymi wyżej konsekwencjami oraz czystkami w wiejskich organizacjach partyjnych, masowymi aresztowaniami nie tylko kołchoźników, ale także kierowników kołchozów podejrzewanych o "zaniżanie produkcji". Wkrótce posunięcia te zostały rozszerzone na inne regiony produkujące zboże.
Czy państwo, stosując represje, mogło wygrać wojnę z chłopami? Nie, podkreślał w drobiazgowym raporcie włoski konsul z Noworosyjska: "Nadmiernie uzbrojony i silny aparat sowiecki nie jest w rzeczywistości w stanie odnieść zwycięstwa nawet w pojedynczych regularnych bitwach; przeciwnik nie działa masą, jego siły są rozrzucone, toteż władza traci siły w nie kończącej się serii maleńkich operacji: tu nie opielone pole, tam schowano kilka kwintali zboża, tu zepsuty traktor, tam drugi świadomie uszkodzony, trzeci zamiast pracować, gdzieś pojechał... oraz na stwierdzaniu, że jakiś magazyn rozkradziono, księgi rachunkowe są źle prowadzone lub fałszowane, a dyrektorzy kołchozów, ze strachu lub złej woli, nie podają prawdy w raportach... I tak dalej, w nieskończoność i ciągle na nowo na tym ogromnym obszarze! [...] Wroga trzeba szukać dom po domu, wieś po wsi. To tak, jakby nosić wodę sitem"!