22 sierpnia
Hitler wyglosil przemowienie podczas odprawy wyzszych dowodcow w ktorym
stwierdzil ze musi dojsc do konfliktu z Polska. Sadzil, jak mowil, ze
najpierw uderzy na zachod, zeby pozniej rozprawic sie ze wschodnim
sasiadem, ale stalo sie jasne, ze w takiej sytuacji Polska uderzy na
Niemcy od wschodu. Omowil tez sytuacje miedzynarodowa, ktora wydawala
sie sprzyjac naglemu atakowi, gdyz Niemcy posiadaly przyjazn Wloch,
neutralnosc Hiszpanii, Wielka Brytania i Francja mialy slabych
przywodcow oraz liczne klopoty na Dalekim Wschodzie i na Morzu
Srodziemnym. Wobec tych faktow zgodnie z "wola narodu" zdecydowal sie
zaatakowac Polske. Machina Wehrmachtu ruszyla. Fall Weiss stal sie
faktem.
Dnia 25 marca
1939 roku Hitler spotkal sie z gen.Brauchitschem i kazal przygotowac
rozwiazanie sprawy polskiej, choc nie zamierza jej na razie ruszac. W
zwiazku z tym szef Oberkommando der Wehrmacht general Wilhelm Keitel
wydal dyrektywe do przygotowan sil zbrojnych do wojny w latach 1939-40.
Podzielona na kilka czesci mowila m.in:
- Stosunek
Niemiec do Polski polega na unikaniu napiec, chyba ze Polska bedzie
dazyla do konfliktu, wowczas nalezy definitywnie sie z nia rozprawic.
- Nalezy izolowac
Polske politycznie. Przy oslonie zachodnich granic wiekszoscia sil
nalezy zadac polskiemu wojsku decydujace ciosy i jak najszybciej je
rozbic, aby ograniczyc mozliwosci interwencji zachodnich panstw.
- Zadaniem wojsk
ladowych jest zniszczenie polskiej armii. Na polnocy nalezy uzyskac
polaczenie miedzy Prusami Wschodnimi i Pomorzem, a na poludniu
wykorzystac terytorium Slowacji. Dzialania nalezy rozpoczac szybko, nie
czekajac na calkowita mobilizacje.
- Marynarka
wojenna ma wyeliminowac marynarke polska, podjac blokade Gdyni,
przeciac polski handel morski, zabezpieczyc polaczenia z Prusami
Wschodnimi oraz ze Szwecja i Finlandia. Nalezy takze obserwowac
zachowanie floty sowieckiej.
- Lotnictwo mialo
zniszczyc w mozliwie krotkim czasie lotnictwo polskie, zaklocic polska
mobilizacje oraz koncentracje sil, bezposrednio wspierac czolowe
oddzialy ladowe.
Do dyrektywy
zostaly dodane specjalne zarzadzenia omawiajace szczegolowe sprawy jak
lacznosc, sposob zarzadzania terenami okupywanymi, sposob zajecia
Gdanska i inne.
Stworzono 2 grupy
armii: "Polnoc" i "Poludnie", ktorych dowodztwo objeli gen. Fedor von
Bock (szef sztabu gen.maj. Hans von Salmuth) oraz gen. Gerd von Rustedt
(szef sztabu gen.por. Erich von Manstein). Prace sztabow tych grup
trwaly ok. 3 tygodni. Dowodztwo grupy "Polnoc" stalo przed trudnym
zadaniem polaczenia 4-tej armii znajdujacej sie na Pomorzu i 3-ciej
armii z Prus Wschodnich. Polaczenie to mial zrealizowac XIX korpus
pancerny pozniej slynnego gen.Guderiana. Ponadto nalezalo uchwycic
przeprawy na Wisle, co mial zrealizowac niespodziewany atak na most w
Tczewie (przy pomocy "cywilnego" pociagu). Pozniej polaczona grupa
armii miala zalozyc cegi na armie polska od wschodu. Grupa "Poludnie"
miala znacznie prostsze zadanie oraz wieksze sily do jego realizacji.
Ostatecznie 15 czerwca gen.Brauchitsch zatwierdzil "Fall Weiss".
Cele i sposoby
ich realizacji byly nastepujace:
Glownym celem
bylo zniszczenie wojsk polskich. Nagle wtargniecie mialo zaklocic
planowa mobilizacje. Sily polskie znajdujace sie na zachod od Wisly i
Narwii mialy byc zniszczone przez koncentryczny atak ze Slaska oraz z
Pomorza i Prus Wschodnich. Nalezalo przedziwdzialac probom
przeszkodzenia tym dzialaniom przez Polakow z Galicji.
W sklad
G.A."Poludnie" mialy wejsc 8,10,14 armie. Najwieksza armia (10-ta)
grupy uderzyc miala ze Slaska na Warszawe.8-ma armia miala oslonic ten
atak od polnocy, a 14-ta wyeliminowac sily polskie na Slasku, opanowac
Krakow i dojsc do Dunajca.
G.A."Polnoc"
miala uzyskac jak najszybsze polaczenie Pomorza i Prus Wschodnich.
Nastepnie polaczone armie mialy wziac udzial w operacji zniszczenia
wojsk polskich na zachodnim brzegu Wisly i od polnocy dojsc do Warszawy.
G.A."Poludnie" do
realizacji zadania miala 4 dywizje pancerne, 4 dywizje lekkie, 2
dywizje zmotoryzowane, 3 dywizje gorskie, 21 dywizji piechoty, 2
zmotoryzowanych pulkow SS i dodatkowych jednostek.
W sklad
G.A."Polnoc" wchodzily 2 dywizje pancerne (w tym improwizowana dywizja
pancerna "Kempf", 2 dywizje zmotoryzowane, 1 brygada kawalerii, 14
dywizji piechoty, 10 wiekszych jednostek wojsk fortecznych i 7 pulkow
strazy granicznej.
1 wrzesnia III
Rzesza posiadala 302 eskadry lotnicze z czego 40 w wojskach ladowych i
16 w marynarce wojennej. Wchodzily one w sklad 4 flot powietrznych,
zgrupowania "Prusy", a czesc byla w odwodzie. Przeciwko Polsce
planowano uzyc 2 flot i zgrupowania z Prus, 7-mej dywizji lotniczej z
odwodu i kilku innych jednostek. Bylo to 2795 samolotow z czego 1
wrzesnia 2565 bylo w gotowosci. W sklad tych sil lotniczych wchodzily
bombowce: 835(w ogole)/775(w gotowosci), bombowce nurkujace: 315/303,
mysliwce: 543/507, rozpoznawcze: 462/384, szturmowe: 39, transportowe:
545/506, lotnictwo morskie: 56/51.
Na zachodzie
pozostalo 1332 samolotow (1186 w gotowosci) z czego 342/314 bombowcow,
31/29 nurkowcow, 674/568 mysliwcow, 193/152 rozpoznawczych, 119/113
lotnictwa morskiego.
Na morzu
przeciwko Polsce mial byc skierowany szkolny pancernik
"Schleswig-Holstein", 1 Flotylla Niszczycieli: 8 jednostek, 10 okretow
podwodnych, 6 scigaczy, flotylla polawiaczy min, flotylla tralowcow,
flotylla stawiaczy min, flotylla eskortowcow. Dodatkowo zmobilizowano
statki rybackie tworzac z nich polawiacze i stawiacze min. Glowne sily
Kriegsmarine mialy zostac uzyte przeciw mocarstwom zachodnim. W portach
pozostaly 2 wielkie okrety liniowe "Scharnhorst" i "Gneisenau",
pancernik "Admiral Scheer", ciezki krazownik "Admiral Hipper", szkolny
pancernik "Schlesien", szkolny krazownik "Emden", 3 lekkie krazowniki,
11 niszczycieli, 16 torpedowcow, 14 scigaczy, 32 okrety podwodne i
jednostki pomocnicze. 2 panceniki: "Admiral Graf Spee" i "Deutschland"
oraz 15 okretow podwodnych odeslano na Atlantyk.
Ostatecznie
przeciwko Polsce stanely dnia 1 wrzesnia 53 dywizje i 2 pulki SS.
Dodatkowo III Rzesza mobilizowala inne wielkie jednostki, ktorych
docelowo mialo byc 106. Bylo to 1 505 000 ludzi, 2600 czolgow,
1100-1300 samochodow pancernych, 52 000 karabinow maszynowych, 7200
dzial, 9 tys. granatnikow i mozdzierzy, 7450 dzial przeciwpancernych,
187 tysiecy pojazdow mechanicznych, oraz 363 tys koni. Byla to potezna
machina, z ktora przyszlo sie mierzyc Wojsku Polskiemu dodatkowo w
niekorzystnych warunkach terenowych, pogodowych i przy fatalnym
ukladzie granic powodujacym automatyczne okrazenie Polakow. Przeciwko
Polsce zgodnie z planem szly jednakze najlepsze jednostki. Do obrony
granicy zachodniej pozostawiono slabe sily uznajac, ze mozliwosci
ofensywne Zachodu sa niewielkie.
Ciekawostka jest
na ile szacowali Niemcy sily polskie. Ogolnie przeceniali liczebnosc
naszej armii. Wedlug ocen Abwehry Polska dysponowala w pierwszej fali
mobilizacyjnej 30-33 dywizjami piechoty, 10-12 brygadami kawalerii, 1-2
brygadami zmotoryzowanymi, a w drugim rzucie 15 dywizjami rezerwowymi,
az 15 dywizjami Obrony Narodowej oraz ok. 300 000 innych wojsk. Razem
dawalo to 2 miliony ludzi wobec 1 346 000 jakie rzeczywiscie wystawiali
Polacy i duza liczbe 60 dywizji, ktora operowal Hitler w ocenie
potencjalu Polski. Swiadczylo to o tym, ze wywiad niemiecki nie
przeniknal Wojska Polskiego w duzym stopniu, ale i tak nie mialo to
wiekszego znaczenia.
Rafał Wnuk, IPN Lublin
„ZA PIERWSZEGO SOWIETA”. POLSKA
KONSPIRACJA NA KRESACH WSCHODNICH II RP
(WRZESIEŃ 1939 – CZERWIEC 1941)
fragmenty książki, która wkrótce ukaże się
nakładem IPN Z
rozdziału I
[...] W końcu lat
trzydziestych konflikty etniczne, społeczne,
religijne i polityczne na Kresach Wschodnich wzajemnie się podsycały, a
perspektywa rozwiązania choćby części z nich wydawała się wciąż
odległa. Dwaj agresywni i wielokrotnie od II RP silniejsi sąsiedzi:
Niemcy i Związek Sowiecki, podziały te zaogniali, a niezadowolenie
mniejszości narodowych starali się wykorzystać w celu destabilizacji
państwa polskiego.
O przyszłości tych ziem nie zdecydowały jednak skomplikowane procesy
narodowościowe, lecz arbitralne decyzje Hitlera i Stalina. Podpisane 23
sierpnia 1939 r. przez Joachima von Ribbentropa i Wiaczesława Mołotowa
porozumienie zakładało podział Europy Środkowej pomiędzy III Rzeszę a
Związek Sowiecki. Państwo polskie miało zostać zlikwidowane, a jego
ziemie włączone w orbitę wpływów umawiających się stron.
Linię
podziału miały wyznaczać rzeki Pisa, Narew, Wisła i San [1]. W ciągu
dwóch pierwszych tygodni wojny siły niemieckie
systematycznie
spychały armię polską na wschód. W połowie września 1939 r.
główne działania na froncie polsko-niemieckim koncentrowały
się
na dwóch obszarach: w centralnej części kraju pomiędzy
doliną
Bzury, Puszczą Kampinoską, Warszawą i Modlinem oraz na południowym
wschodzie w pasie
Zamość–Tomaszów–Lwów–górny
Dniestr. Silny opór w centralnej Polsce stanowił dla
Niemców pewne zaskoczenie i zmusił ich do przerzucenia
części
sił z południowego wschodu. Przyhamowało to impet uderzenia na
południu. Wówczas też dowództwo polskie zaczęło
wdrażać w
życie plan gen. Kazimierza Sosnkowskiego polegający na utworzeniu tzw.
przedmościa rumuńskiego. Na obszarze obejmującym nieco ponad połowę
województwa stanisławowskiego, w sprzyjających prowadzeniu
działań obronnych Karpatach, miał powstać umocniony
przyczółek
umożliwiający długotrwałą obronę. Tam miały spływać wycofujące się z
centrum i południa kraju jednostki Wojska Polskiego. Według Czesława
Grzelaka, sytuacja militarna Polski: „w szesnastym dniu wojny
była zła, ale nie beznadziejna” [2]. Przy zachowaniu przez
Sowietów neutralności i otrzymaniu wsparcia w sprzęcie ze
strony
Wielkiej Brytanii i Francji Wojsko Polskie mogłoby stawiać
opór
jeszcze przez wiele miesięcy. Realizację tego scenariusza uniemożliwiło
uderzenie sowieckie. Po przekroczeniu o świcie 17 września, bez
wymówienia paktu o nieagresji, granicy z Polską przez
oddziały
Armii Czerwonej polskie działania obronne nie miały już szans
powodzenia. Tego samego dnia w godzinach popołudniowych marszałek
Edward Rydz-Śmigły wydał rozkaz wycofania oddziałów WP
najkrótszymi drogami do Rumunii i na Węgry. Zastrzegał przy
tym:
„Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich
strony
lub próby rozbrojenia oddziałów” [3].
Dyrektywa ta
dawała dowódcom jednostek WP, które jeszcze nie
weszły w
styczność z oddziałami Armii Czerwonej, wolną rękę. Ze względu na
trudności komunikacyjne część dowódców nie
otrzymała tego
rozkazu. Oddziały, które wcześniej starły się z Sowietami,
oraz
część tych, do których rozkazy nie dotarły, prowadziły
walkę. W
nocy z 17 na 18 września 1939 r. prezydent, Sztab Główny i
rząd
przekroczyły granicę z Rumunią. Pierwsze w bój z
wkraczającymi
oddziałami sowieckimi weszły obsady strażnic Korpusu Ochrony
Pogranicza. Jednostki Frontu Białoruskiego Armii Czerwonej uderzyły w
czterech kierunkach, na północy posuwały się w kierunku
Wilna,
które po krótkotrwałej obronie zostało zajęte 19
września
wieczorem. W środkowej części frontu Sowieci posuwali się na Grodno i
Białystok, trzeci klin wojsk sowieckich kierował się przez Baranowicze
na Brześć, czwarty zaś, wysunięty najbardziej na południe, uderzał w
kierunku Pińska i w kierunku Włodawy. Jednostki Frontu Ukraińskiego
posuwały się w dwóch kolumnach: północna przez
Wołyń szła
w kierunku Lubelszczyzny, a najsilniejszy i najbardziej mobilny związek
operacyjny działał na południu. Jego zadaniem było odcięcie jednostek
polskich od granicy
z Rumunią i Węgrami i równoczesne zajęcie Tarnopola i Lwowa.
Wobec stosunkowo słabej, dopiero improwizowanej polskiej obrony Sowieci
w ciągu trzech dni zajęli pas terytorium szerokości ok. 170 km.
Ponieważ oddziały niemieckie operowały głęboko na wschód od
strefy wpływów wyznaczonej paktem
Ribbentrop–Mołotow, 20
września 1939 r. w wielu miejscach oddziały obu agresorów
znalazły się blisko siebie. Tego dnia w Berlinie doszło do spotkania
delegacji sowieckiej i niemieckiej. Uzgodniono wówczas, że
wojska umawiających się stron przejdą na uzgodnioną 23 sierpnia linię.
Podczas operacji jednostki Wehrmachtu i Armii Czerwonej miał oddzielać
25-kilometrowy pas ziemi niczyjej.
W trakcie tej operacji doszło do kilku poważnych starć pomiędzy
oddziałami WP a Sowietami. Do najbardziej znanych należy trwająca od 20
do 22 września obrona Grodna. Wymienić tu jednak trzeba też walki w
Puszczy Augustowskiej, bitwę o Szack czy bitwę pod Wytycznem. Jako
ostatnie 5 października 1939 r. Sowietom poddały się wycofujące się po
tzw. drugiej bitwie tomaszowskiej jednostki płk. Tadeusza
Zieleniewskiego [4].
W momencie zakończenia działań wojennych na terytorium zajętym przez
Sowietów przebywało ok. 500–750 tys. żołnierzy
Armii
Czerwonej i NKWD. Stracili oni 2500–3000 zabitych i od 8000
do 10
000 rannych, ok. 150 wozów bojowych i 15–20
samolotów. Straty polskie były znacznie wyższe i mogły
sięgać
6000–7000 ludzi poległych w walce oraz ok. 10 000 rannych.
Dodać
do tego trzeba nieustaloną liczbę żołnierzy i oficerów WP
wziętych do niewoli, a następnie zamordowanych przez
czerwonoarmistów oraz członków różnego
rodzaju
milicji. W rezultacie działań wojennych w sowieckich obozach jenieckich
znalazło się kilkanaście tysięcy żołnierzy WP i policjantów.
Na
mocy decyzji Stalina, zaaprobowanej przez Biuro Polityczne KC WKP(b),
zostali oni rozstrzelani w kwietniu 1940 r. [5].
W pierwszej połowie września 1939 r. służący w szeregach WP żołnierze
narodowości ukraińskiej, białoruskiej czy żydowskiej walczyli nie
gorzej od Polaków, nie odnotowano też nasilenia wystąpień
przeciwko Polakom ze strony tych mniejszości [6]. Po sowieckim
uderzeniu z 17 września 1939 r., gdy klęska armii polskiej była już
jedynie kwestią czasu, sytuacja ta uległa zmianie. Wycofywaniu się
jednostek WP na wschód towarzyszyły coraz liczniejsze
dezercje.
Dowodzący Frontem Południowym gen. Sosnkowski, pisząc o Ukraińcach,
zauważył: „Przechodząc przez miejscowości zamieszkane przez
większość ruską, nie mogli się oni oprzeć pokusie opuszczenia
szeregów z myślą o przedostaniu się do swych rodzinnych a
względnie już niedalekich okolic” [7]. Gdy przegrana stała
się
oczywista, tendencje takie pojawiały się u wszystkich
mieszkańców Kresów, w tym Polaków.
Możemy się
domyślać, że wśród przedstawicieli mniejszości narodowych
czujących słabą więź z Polską występowały one odpowiednio częściej. Od
połowy września nasilały się wystąpienia miejscowej ludności przeciwko
Polakom. W łagodniejszej formie objawiały się one odmową nakarmienia
żołnierzy WP czy uciekinierów z Polski centralnej. W
drastyczniejszej – były to ataki zbrojne przybierające
niekiedy
charakter zorganizowanej akcji dywersyjnej. 11 września, po wkroczeniu
oddziałów Wehrmachtu na teren Galicji Wschodniej, grupy
zbrojne
OUN rozpoczęły szeroko zakrojoną antypolską akcję. Ofiarami agresji
padło kilka tysięcy osób cywilnych, głównie
uchodźców i osadników wojskowych, atakowano też
mniejsze
grupki żołnierzy [8]. Po 17 września do działań przystąpiły
bojówki Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Po tej
dacie
trudno oddzielić, które ataki inicjowane były przez
nacjonalistów, które zaś przez
komunistów [9].
Stan ówczesny oddaje relacja opublikowana przez Jana Tomasza
Grossa i Irenę Grudzińską. W powiecie Brody w Tarnopolskiem cieszący
się z wejścia Sowietów Ukraińcy „tydzień po
wkroczeniu
napadli z drugiej wioski na naszą kolonię. Szła ich masa, dzieci,
kobiety, mężczyźni. Idąc, krzyczeli: Już skończyło się wasze panowanie,
my was utopimy w rzece. Od rana zabierali [dobytek] z domów
i
ładowali na wozy i wywozili do swojej wioski” [10]. Nie ma
wątpliwości,
że działania bojówek OUN były elementem przygotowanej dzięki
pomocy Abwehry szeroko zakrojonej akcji dywersyjnej [11]. W ocenie
Torzeckiego, choć liderzy OUN nie ulegli co prawda naciskom
Niemców i nie zorganizowali powstania: „to jednak
nakazano
pogotowie, rzekomo w celach obrony przed ewentualnymi polskim
represjami czy wystąpieniami przeciwko Ukraińcom. W
niektórych
miejscowościach przybrało to charakter pogotowia bojowego. Do
napadów na pojedyncze, cofające się oddziały doszło prawie w
każdym powiecie, lecz nie miało to charakteru powstania”
[12]. Na
Kresach Północno-Wschodnich do prowadzonych na szeroką skalę
antypolskich działań doszło bezpośrednio po sowieckiej agresji. Np. 18
września 1939 r. uzbrojone bojówki, złożone
głównie z
Białorusinów i Żydów, opanowały Skidel w powiecie
grodzieńskim. Dopiero przysłana następnego dnia ekspedycja karna z
Grodna po stoczeniu regularnej bitwy wyparła rebeliantów z
miasteczka. Do ataków podejmowanych przez
„milicje”,
„grupy samoobrony” czy tzw. opaskowców
(nazywanych
tak od noszonych na rękawie czerwonych opasek), w których
skład
wchodzili głównie przedstawiciele mniejszości narodowych,
doszło
w dziesiątkach miasteczek i osad północno-wschodniej Polski
[13]. Działania te organizowała i koordynowała sieć konspiracyjna
złożona z członków Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy,
Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi i Komunistycznej Partii
Polski, wsparta przerzucanymi z terenu ZSRS grupami dywersyjnymi [14].
Dla Polaków szczególnie bolesny był fakt
radosnego
witania wkraczających Sowietów przez przedstawicieli
mniejszości
narodowych. Wokół zachowań Żydów koncentrują się
gorące
spory historyków. Część badaczy, takich jak Marek
Wierzbicki,
Ben-Cion Pinchuk, Andrzej L. Sowa, Dov Levin czy Wojciech Śleszyński,
uważa, że mniej lub bardziej manifestacyjne wyrażanie przez nich
radości miało charakter powszechny. Inni, jak Krzysztof Jasiewicz czy
Andrzej Żbikowski, wyrażają pogląd, że przypisywanie mniejszościom,
szczególnie żydowskiej, sympatii komunistycznych wynikało z
rozpowszechnionych stereotypów i nie odpowiadało faktycznemu
stanowi rzeczy [15]. Jak się wydaje, w Galicji wśród
witających
dominowała ludność żydowska. W północnej części
Kresów z
kwiatami, chlebem i solą występowali przede wszystkim miejscowi
Białorusini i Żydzi, w południowej części Polesia i na Wołyniu Żydzi i
Ukraińcy. W wielu miejscach znaczny odsetek wśród witających
stanowili etniczni Polacy. 25 września 1939 r. na Kremlu Stalin i
Mołotow przeprowadzili z ambasadorem niemieckim rozmowę dotyczącą
podziału terytorium II RP. Stalin zaproponował wówczas, by w
zamian za Lubelszczyznę i wschodnie Mazowsze Związek Sowiecki otrzymał
Litwę. Pomiędzy 27 a 29 września w Moskwie przebywał Ribbentrop.
Ostatecznie w wyniku negocjacji jako linię podziału wyznaczono linię
Sanu, Bugu oraz środkowej Narwi. 28 września agresorzy podpisali układ
o przyjaźni i granicy między ZSRS a Niemcami, 4 października zaś
protokół dodatkowy, precyzujący przebieg linii granicznej.
10
października 1939 r., jeszcze przed formalną aneksją ziem okupowanych,
Związek Sowiecki wymusił na Litwie układ, w którego myśl w
zamian za przekazanie Wilna i tzw. obwodu wileńskiego Armia Czerwona
miała prawo utrzymywać na terytorium tego państwa własne bazy wojskowe
[16].
W wyniku tych ustaleń blisko 52 proc. ziem II RP znalazło się
ostatecznie pod okupacją sowiecką. Do Białoruskiej SRS, jako tzw.
Zachodnia Białoruś, przyłączone zostały w całości
województwa
poleskie i nowogródzkie, województwo wileńskie
bez
powiatu wileńskiego i trockiego, województwo białostockie
bez
włączonego do III Rzeszy powiatu suwalskiego, w całości powiat
łomżyński oraz częściowo powiaty ostrołęcki i ostrowski z
województwa warszawskiego. 23 października 1939 r. oddziały
litewskie zajęły przekazane im przez Sowietów Wilno wraz z
powiatami wileńskim i trockim. Po zajęciu Litwy 15 czerwca 1940 r.
przez Armię Czerwoną ziemie te weszły do Litewskiej SRS. Do Ukraińskiej
SRS, jako tzw. Zachodnia Ukraina, przyłączone zostały w całości
województwa wołyńskie, stanisławowskie i tarnopolskie
oraz centralna i wschodnia część województwa lwowskiego
[17].
Rządy Wielkiej Brytanii i Francji wybrały rolę obserwatora, wstrzymały
ograniczone działania wojenne na froncie zachodnim i nie potępiły
jednoznaczne agresji sowieckiej. Co gorsza, z ust niektórych
decydentów padły sugestie, by przyszłą granicą
polsko-sowiecką
była linia Curzona [18]. Po ustaleniu linii granicznej z Niemcami
władze sowieckie przystąpiły do przebudowy struktur administracyjnych i
systemu społeczno-gospodarczego zajętych terytoriów. Jej
celem
było trwałe połączenie tych obszarów z ZSRS. Wstępnym etapem
tego procesu było wspomniane powyżej – wyprzedzające
wkroczenie
jednostek Armii Czerwonej – powstanie działających w imieniu
Związku Sowieckiego komitetów rewolucyjnych i
bojówek,
określanych w terminologii sowieckiej Milicją Robotniczo-Chłopską (RKM
– Rabocze-Kriestjanskaja Milicyja). Ich działalności
towarzyszyły
grabieże i mordy dokonywane głównie na pracownikach polskiej
administracji, ziemiaństwie i inteligencji. Proceder ten trwał
również w pierwszym okresie po wejściu Sowietów.
Jak
zauważył Krzysztof Jasiewicz, ów „rewolucyjny
ład”
spełniał istotną rolę, spajając część kresowego chłopstwa i
lumpenproletariatu z nowym ustrojem. Akceptowane przez władzę sowiecką
napady wiązały bowiem ich uczestników z nową władzą.
Rozkradanie
majątku miejscowych elit w jej interpretacji nosiło znamiona
„rewolucyjnej redystrybucji dóbr”,
ponieważ
pokrzywdzone warstwy odbierały „burżujom” bogactwo
powstałe
w wyniku „kapitalistycznego ucisku”. Przy okazji
następowało błyskawiczne niszczenie infrastruktury gospodarczej i
dotychczasowego ładu społecznego. To zaś tworzyło pustą przestrzeń,
możliwą do wypełnienia przez nowe, „sprawiedliwe”
porządki
[19].
W propagandowej wersji we wrześniu 1939 r. dokonywała się klasyczna
rewolucja, w której trakcie masy ludu pracującego wyzwalały
się
od ucisku polskich obszarników i kapitalistów. W
rzeczywistości był to proces starannie wyreżyserowany i od początku
sterowany przez Sowietów. Wkraczające do Polski oddziały
Armii
Czerwonej otrzymały instrukcje, zgodnie z którymi
bezpośrednio
po wkroczeniu do miasta miały powoływać „tymczasowy
zarząd”
z udziałem przedstawiciela armii, funkcjonariusza NKWD, przedstawiciela
robotników i reprezentanta lewicowej inteligencji. Ciało to
miało za zadanie sformować gwardię robotniczą, zorganizować wydawanie
gazety, a w gminach utworzyć komitety włościańskie w celu odebrania
ziemi obszarniczej i przekazania jej „biedniakom” i
„średniakom”. Jednocześnie zakazywano zakładania na
razie
kołchozów czy nawet agitowania na ich rzecz [20].
Kolejnym etapem formalizującym procedurę aneksyjną było podjęcie przez
Biuro Polityczne KC WKP(b) 1 października 1939 r. decyzji o zwołaniu
zgromadzeń ludowych – ukraińskiego we Lwowie i białoruskiego
w
Białymstoku. Pierwotnie istniał plan utworzenia również
Polskiego Zgromadzenia Ludowego. Zrezygnowano jednak z tego pomysłu,
gdyż Lubelszczyzna i wschodnie Mazowsze, które w myśl paktu
Ribbentrop–Mołotow miały przypaść Związkowi Sowieckiemu, na
skutek wejścia w życie układu granicznego, zmieniającego ustalenia tego
paktu, znalazły się po stronie niemieckiej. Poprzedzone zmasowaną
agitacją wybory odbyły się 22 października 1939 r. W USRS wzięło w nich
rzekomo udział 92,83 proc., zaś w BSRS 96,7 proc. uprawnionych. W obu
przypadkach na kandydatów promowanych przez władze paść
miało
ponad 90 proc. głosów. Tak „wybrani”
deputowani
weszli do Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Ukrainy, które
obradowało we Lwowie od 26 do 28 października 1939 r., oraz do
Zgromadzenia Ludowego Zachodniej Białorusi, zwołanego w Białymstoku w
dniach 28–30 października. Gremia te najpierw, w rozpisanej
na
głosy krytyce „eksterminacyjnej polityki białopolskich
okupantów, krwiopijców i jaśniewielmożnych
panów” wobec „mas ukraińskich i
białoruskich”,
uchwaliły ustanowienie na okupowanych obszarach władzy sowieckiej,
którą sprawować będą rady delegatów. Następnie
przyjęto
deklarację zawierającą „prośbę” do Rady Najwyższej
ZSRS o
włączenie tych ziem do „siostrzanych republik” USRS
i BSRS.
Kolejne
uchwały dotyczyły problematyki gospodarczej. Trzecia proklamowała
konfiskatę bez wykupu ziem, budynków i inwentarza należących
do
„obszarników”, kościołów oraz
urzędników państwowych i przekazanie ich w użytkowanie (a
nie na
własność) chłopom małorolnym i bezrolnym. Czwarta uchwała
nacjonalizowała banki i większe zakłady przemysłowe. Na koniec obrad
Zgromadzenie Ludowe Zachodniej Białorusi zdecydowało o ustanowieniu 17
września ogólnonarodowym świętem. W dniach 1–2
listopada
RN ZSRS uchwaliła ustawy włączające tzw. Zachodnią Białoruś i Zachodnią
Ukrainę do ZSRS. Ostatnim etapem spektaklu była akceptacja decyzji RN
ZSRS przez Rady Najwyższe BSRS i USRS, co się stało 14 i 15 listopada
1939 r. Postanowienia zgromadzeń narodowych i następujące po nich
procedury miały nadać pozory legalizmu niezgodnej z prawem
międzynarodowym aneksji okupowanych ziem i już w ramach sowieckiej
państwowości legitymizowały „rewolucyjne
przemiany”,
rozpoczęte sowiecką agresją na Polskę [21]. Konsekwencją procedury
aneksyjnej była konieczność uregulowania statusu obywatelskiego
mieszkańców przyłączanych ziem. 29 listopada 1939 r.
Prezydium
RN ZSRS przyjęło dekret, w którego myśl obywatele polscy
zamieszkujący „zachodnie obwody Ukrainy i
Białorusi”
automatycznie stawali się obywatelami ZSRS. Natomiast przebywający na
tych ziemiach bieżeńcy [22] musieli się ubiegać o obywatelstwo w
specjalnym trybie. Oznaczało to wprowadzenie obowiązku paszportowego
dla wszystkich mieszkańców pasa nadgranicznego –
wszystkich miast, osiedli robotniczych i miejscowości będących
siedzibami MTS (maszynno-traktornaja stancyja – stacja
maszynowo-traktorowa). Według Albina Głowackiego: „Przymus
ubiegania się o paszport okazał się zakamuflowaną akcją represyjną.
Umożliwił niemal powszechne »sprawdzenie«
obywateli.
Oznaczał bezpośredni kontakt z nową władzą, która (poprzez
przesłuchania, dochodzenia, studiowanie bardzo szczegółowego
kwestionariusza osobowego) starała się zebrać możliwie dużo i
dokładnych informacji – o przebiegu pracy zawodowej, o
politycznej postawie i poglądach petenta (i rodziny) oraz jego stosunku
do ZSRS. Równocześnie różnymi metodami
próbowano
zacierać polskość [...]. Oporni narażali się na represje”
[23].
Narzucenie sowieckiego obywatelstwa mieszkańcom okupowanych ziem dla
młodych mężczyzn oznaczało przymus odbycia służby wojskowej w szeregach
Armii Czerwonej. Trafiło tam ponad 210 tys. obywateli II RP urodzonych
pomiędzy 1917 a 1919 r. W grudniu wprowadzono wzorowany na systemie
sowieckim nowy podział administracyjny. Wyższy jego szczebel stanowiły
obwody, niższy – rejony. Miasta będące siedzibami
obwodów
podzielono na rejony miejskie. W styczniu 1940 r. pełniące dotychczas
funkcję władz najniższego szczebla komitety włościańskie zastąpiono
sielsowietami – radami wiejskimi. Powołane jednostki
terytorialne
miały obszar znacznie mniejszy niż ich polskie odpowiedniki. Duże
nasycenie terenu reprezentantami nowej administracji ułatwiało
kontrolowanie mieszkańców. Rozbudowa lokalnego aparatu
pozwoliła
na wciągnięcie w jego strukturę dużej liczby ludzi miejscowych,
najczęściej z nizin społecznych, w wyniku czego wiązali się oni z
państwem sowieckim. Pracownicy przedwojennej administracji polskiej,
jako element klasowo niepewny, z reguły nie byli zatrudniani w nowych
jednostkach organizacyjnych. Dostępne dane statystyczne pokazują, że w
lokalnych władzach dominowali Ukraińcy, Białorusini i Żydzi. Polacy w
gremiach tych byli reprezentowani w stopniu niższym, niż wynikałoby to
z ich liczebności. Podobna rotacja kadr miała miejsce w niemal
wszystkich instytucjach państwowych. Nie oznacza to wszakże, że
mniejszości narodowe II RP otrzymały rzeczywistą władzę. Ta znalazła
się w rękach piastujących wszystkie kierownicze stanowiska tzw.
wastoczników, czyli sprawdzonych kadr przysłanych ze Związku
Sowieckiego [24].
Ważną rolę w procesie unifikacji odgrywała organizacja partyjna. Biuro
Polityczne KC WKP(b) już 1 października 1939 r. zleciło niezwłoczne jej
stworzenie. Pierwszeństwo w przyjmowaniu do partii otrzymali robotnicy,
„postępowi” chłopi i inteligenci,
którzy pomagali Armii Czerwonej w walce o ustanowienie
sowieckiej władzy. Co ciekawe, członkowie KPZU, KPZB oraz KPP nie
zostali przyjęci jako grupa. Musieli składać akces indywidualnie, a ich
podania długo i szczegółowo sprawdzano. Do tworzenia
komórek partyjnych oraz organizacji komsomolskiej
oddelegowano
ok. 6 tys. członków WKP(b) i komsomolców.
Kolejnym
krokiem procedury aneksyjnej były wybory do ustawodawczych
gremiów obu republik i Związku Sowieckiego. Przed
wyznaczonymi
na 24 marca 1940 r. połączonymi wyborami uzupełniającymi do RN ZSRS, RN
USRS i RN BSRS miejscowa ludność ponownie została poddana totalnej
kampanii propagandowej. W atmosferze walki z „wrogimi
elementami” komórki partyjne starannie
wyselekcjonowały
zarówno kandydatów na deputowanych, jak i skład
komisji
wyborczych. Samym wyborom nadano charakter festynu. W lokalach
wyborczych na głosujących czekał poczęstunek i przygrywały im
orkiestry. Osoby uchylające się od udziału w wyborach na miejsce
doprowadzali funkcjonariusze Robotniczo-Chłopskiej Milicji i NKWD, po
chorych wysyłano podwody. Według oficjalnych wyników, wybory
zakończyły się niebywałym sukcesem. Do urn poszło 99 proc. głosujących,
a kandydatów partii poparło ponad 98 proc.
spośród nich
[25]. Proces integracji zamknęły wybory do obwodowych, rejonowych,
miejskich, wiejskich i osiedlowych rad na tzw. Zachodniej Ukrainie i
Zachodniej Białorusi z 15 grudnia 1940 r. Po raz trzeci w ciągu
czternastu miesięcy przeprowadzono nachalną, wszechobecną kampanię
propagandową. Po tych wyborach, w których tradycyjnie już
frekwencja przekroczyła 99 proc., a poparcie dla kandydatów
partii wyniosło ponad 98 proc., w warstwie administracyjno-prawnej tzw.
Zachodnia Ukraina i Zachodnia Białoruś zostały w pełni połączone z USRS
i BSRS. Po aneksji przez Związek Sowiecki państw bałtyckich w czerwcu
1940 r. podobny schemat działań zastosowano wobec Litwy, a co za tym
idzie, wobec obywateli II RP mieszkających w Wilnie i tzw. obwodzie
wileńskim. Zrytualizowane, powtarzające się wybory pełniły ważną
funkcję wychowawczą. Towarzyszący im olbrzymi nacisk propagandowy w
połączeniu z cichym przymusem wywoływały poczucie braku alternatywy, w
konsekwencji służyły zatem zniewoleniu. Wątpiący lub niepokorni mieli
się przekonać, iż ich wola, poglądy i wyznawane wartości nie mają
żadnego znaczenia. Był to więc rodzaj lekcji sowieckiego
„wychowania obywatelskiego” czy raczej tresury,
uczącej
posłuszeństwa wobec wszechmocnego państwa. Wypada się zgodzić z
Grzegorzem Hryciukiem, który zauważył: „Publiczne
upokorzenie, jakim było uczestnictwo w wyborach, czyniło z każdego już
nie tylko ofiarę, ale wręcz wspólnika okupantów.
[...]
Sens tego cyklicznie odgrywanego widowiska być może najlepiej oddał
pewien dozorca lwowski [...]: »to nie jest żadna komedia
[...].
To są obrzędy. W procesji na Boże Ciało także z góry
wiadomo,
jak się ona odbędzie, ale procesja jest procesją, nabożeństwo,
nabożeństwem«” [26].
Olbrzymie znaczenie miała prowadzona w ekspresowym tempie przebudowa
systemu gospodarczego. Jej początkiem były grabieże bogatszych
majątków, dokonywane przez
„rewolucjonistów”,
kryminalistów i miejscową biedotę we wrześniu 1939 r.
Docelowo
na anektowanych terytoriach sektor rolniczy zamierzano dostosować do
wzorów sowieckich. Komuniści mieli świadomość, że hasła
kolektywizacyjne wywołają wśród chłopów, także
małorolnych, silny sprzeciw, a może nawet czynny opór. Z
tego
powodu początkowo władze sowieckie z premedytacją unikały wszelkich
haseł negatywnie odnoszących się do prywatnych gospodarstw rolnych.
Uchwały obu zgromadzeń ludowych likwidowały większe prywatne
gospodarstwa rolne oraz majątki Kościołów i
związków
wyznaniowych. Do końca 1939 r. pracujące pod kierownictwem
komitetów partyjnych komitety gminne rozparcelowały należące
do
nich grunty rolne i inwentarz. Odgórnie ograniczono wielkość
gospodarstw rolnych – w zależności od regionu miała ona
wynosić
od 5 do 15 ha. Tym samym problem międzywojennej wsi, jakim było zbytnie
rozdrobnienie gruntów rolnych, uległ pogłębieniu. Niszczona
przy
okazji infrastruktura skazywała nowo utworzone
gospodarstwa na zależność od pomocy państwowej. W styczniu 1940 r.
władze sowieckie dokonały radykalnego zwrotu. Zmieniły politykę
zdobywania poparcia w zamian za ziemię na program kolektywizacji
rolnictwa. W celu nałożenia obciążeń podatkowych zarządziły spis
inwentarza żywego i wprowadziły obowiązek dostaw obowiązkowych
produktów rolnych, mleka, drobiu i żywca po cenach
wielokrotnie
niższych niż ceny rynkowe. Egzekwowaniu narzuconych powinności
towarzyszyła rekwizycja zwierząt i płodów rolnych. W
miejscowościach, w których okolicy istniały rzeźnie,
obowiązywał
zakaz prywatnego uboju. Równocześnie utrudniano rolnikom
sprzedaż produktów na wolnym rynku. W najlepsze, wysoko
wyspecjalizowane gospodarstwa uderzał zakaz zatrudniania siły najemnej.
Zmiany te, propagandowo przedstawiane jako uzdrowienie sektora rolnego,
podcinały podstawy racjonalnej gospodarki, tym sposobem przygotowując
grunt pod kołchozy i sowchozy. Chłopi, zmuszeni do oddawania
produktów za bezcen, pomimo oficjalnych zakazów
zaczęli
masowo wybijać bydło i trzodę chlewną. W niektórych wsiach
obsiewali wyłącznie niezbędną dla domu część posiadanego areału, resztę
pozostawiając odłogiem.
Rozpoczęto też tworzenie państwowych stacji maszynowo-traktorowych,
wykorzystując maszyny przejęte z dużych gospodarstw, a następnie także
sprzęt przysyłany ze wschodu. Miały one służyć jako zaplecze
państwowego i uspołecznionego rolnictwa. W lutym 1940 r. na obszarze
tzw. Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi powstały pierwsze
kołchozy i sowchozy. Pomimo nacisków administracyjnych i
agresywnej propagandy kolektywizacja przebiegała z dużymi oporami. Do
czerwca 1941 r. kołchozy objęły niecałe 7 proc. gospodarstw w
zachodnich obwodach BSRS i 13 proc. w zachodnich obwodach USRS [27].
Liczba powstałych sowchozów jest nieznana. Ich udział w
strukturze własności ziemi okupowanych obszarów nie
przekraczał
kilku promili. Z ustaleń Marka Wierzbickiego wynika, że ludność
białoruska chętniej wstępowała do kołchozów niż polska.
Ustalił
on, że w kilku powiatach, w których istniała
polsko-białoruska
równowaga etniczna, 90 proc. kołchoźników
stanowili
Białorusini, a 10 proc. Polacy. Autor ten w odniesieniu do terenu tzw.
zachodniej Białorusi napisał: „Władza radziecka przez cały
okres
kolektywizacji wspierała i faworyzowała ekonomicznie biedotę:
biedniejszym rolnikom sprzedawano narzędzia rolne, nawozy sztuczne po
niższych cenach, nakładano na nich stosunkowo niewielkie podatki oraz
zwalniano z obowiązku uiszczania części innych świadczeń, małe
gospodarstwa rolne otrzymywały po jednej krowie. […] W
związku z
tym władza radziecka miała wśród biednych warstw ludności
białoruskiej wielu zwolenników, którzy wspierali
ją do
końca” [28]. Według Albina Głowackiego, o stosunku do
kolektywizacji decydował status ekonomiczny i nie dostrzega on związku
pomiędzy przynależnością narodową a akcesem do kołchozu:
„Zamożni
chłopi czuli […] zagrożenie postępującą kolektywizacją, nie
byli
dopuszczani do stanowisk na wsi, szykanowani podatkami. Natomiast los
chłopów małorolnych i bezrolnych uległ – mimo
nacisku
kolektywizacyjnego – pewnej poprawie w porównaniu
z czasem
polskim. W sumie jednak forsowanie kolektywizacji wzmocniło niechęć
chłopstwa do nowych władz i przyczyniło się do ogólnego
zubożenia” [29]. W błyskawicznym tempie następowały też
przekształcenia własnościowe w przemyśle, systemie bankowym i
spółdzielczości. Nacjonalizujące przemysł październikowe
uchwały
zgromadzeń ludowych w wielu przypadkach
„uprawomocniały”
jedynie już istniejący stan rzeczy. Wiele zakładów zostało
zajętych przez komunistów we wrześniu 1939 r., a 1
października
tr. BP KC WKP(b) zadecydowało, iż zakłady, których
właściciele
zbiegli lub sabotują produkcję, należy znacjonalizować. Posługując się
zarzutem sabotażu, można było odebrać dotychczasowym posiadaczom każdy
zakład produkcyjny lub usługowy. W październiku na własność państwa
przeszły wszystkie większe przedsiębiorstwa, fabryki, kopalnie itp. Do
końca grudnia znacjonalizowano wszystkie przedsiębiorstwa, szkoły,
muzea, szpitale, apteki, łaźnie, baseny, nieruchomości
należące do przedsiębiorstw, których centrale znajdowały się
pod
okupacją niemiecką, budynki będące własnością organizacji społecznych,
mieszkania komunalne itd.
Nacjonalizacji towarzyszyła budowa sowieckiej
spółdzielczości. W
końcu 1939 r. zmuszono niezależne centrale spółdzielcze do
zjednoczenia. Techniczną stroną fuzji zajęli się działacze ze wschodu.
Zabieg ten był równoznaczny z likwidacją rzeczywistej
spółdzielczości. Podobnemu
„dobrowolnemu”
scentralizowaniu poddano drobne zakłady rzemieślnicze, które
zmuszono do wejścia w skład branżowych „arteli”. Te
zaś
zostały poddane centralnemu zarządzaniu. Od 7 października 1939 r.
przejętymi bankami polskimi zarządzali przysłani z Moskwy ekonomiści.
Wstrzymali oni operacje z bankami zagranicznymi. Żadna transakcja nie
mogła się odbyć bez zgody sowieckich komisarzy. Zamrożono oszczędności
prywatne, a ich właściciele mogli, po akceptacji komisarza, wypłacić
nie więcej niż 300 rubli miesięcznie. Trzeba dodać, że w związku z
przelicznikiem przyjętym przy wymianie złotych na ruble przeprowadzanej
w końcu 1939 r. według kursu 1 rubel – 1 zł, podczas gdy
przed
wojną przelicznik ten wynosił 3,20 rubla za 1 zł, większość
oszczędności stracili wszyscy, którzy trzymali je w bankach.
Ponieważ nie wprowadzono wymiany pieniędzy przechowywanych w domach,
całość oszczędności stracili ci, którzy w obawie przed ich
zajęciem wcześniej podjęli złotówkowe lokaty. Efektem
wprowadzenia rubla była więc konfiskata olbrzymiej większości
zasobów finansowych polskich obywateli, co boleśnie odczuli
zarówno przemysłowcy i kupcy, jak też drobni ciułacze [30].
W
wyniku nacjonalizacji przemysłu, zmian własnościowych w rolnictwie,
nacjonalizacji usług, handlu i banków obywatele polscy
zostali
ograbieni z majątku, którego wartość jest obecnie niemożliwa
do
oszacowania.
Okupant prowadził politykę kulturalną, kierując się dogmatem o klasowym
charakterze kultury, stąd zideologizowanie życia kulturalnego na każdym
poziomie, od kultury wysokiej po masową. Sowieci, w celu pozyskania
przychylności Białorusinów i Ukraińców, odwołali
się do
ich kultur narodowych. Polityka białorutenizacji i ukrainizacji
zakładała włączenie kultur narodowych w nurt tzw. kultury
ogólnosowieckiej. Ciekawe wydaje się spostrzeżenie Grzegorza
Hryciuka, że był to pierwszy krok wieloetapowego procesu, w
którego ramach pozornie internacjonalistyczna kultura
sowiecka
miała służyć stopniowemu wynaradawianiu nierosyjskiej ludności i w
istocie kryła dążenia rusyfikacyjne [31]. Według Mieczysława Inglota,
Sowieci sprytnie posłużyli się hasłem rozkwitu kultur dla realizacji
bardziej dalekosiężnych celów: „Uruchomiono
zręczną
propagandowo, populistyczną formułę o tworzeniu dostępnej dla mas
kultury – narodowej w formie, a socjalistycznej w treści.
Szermowano hasłami o nawiązaniu do tradycji literackiej całej
postępowej ludzkości” [32]. Skutkowało to wypieraniem języka
polskiego z życia publicznego, gdzie zastępowano go rosyjskim,
białoruskim i ukraińskim. Największe niezadowolenie Polaków
wywołała jednak reforma systemu oświaty, gdy zlikwidowano większość
szkół, w których prowadzono nauczanie w języku
polskim.
Co istotne, pozwolenia na działalność nie otrzymały szkoły prowadzone
przez Kościoły i związki wyznaniowe. Decyzja ta uderzała
szczególnie w szkolnictwo gmin żydowskich. Ponieważ język
hebrajski zakwalifikowano jako „nacjonalistyczny”,
zamknięto wszystkie szkoły prowadzące naukę w tym języku. Za
proletariacki uznano jedynie jidysz, i żydowskie szkoły mogły prowadzić
zajęcia w tym języku.
Symbolem postępu miała być możliwość powszechnej, bezpłatnej edukacji
na wszystkich poziomach. Konieczne było zatem stworzenie nowych miejsc
w istniejących już szkołach i uczelniach oraz powstanie nowych. Plan
ów zrealizowano przez otwarcie kilkumiesięcznych
seminariów nauczycielskich, po których ukończeniu
młodzi
pedagodzy kierowani byli do szkół, oraz przez ściągnięcie
ludzi
z USRS i BSRS. W efekcie upowszechnieniu dostępu do oświaty
towarzyszyło często obniżenie jakości nauczania, a szkoła
przekształciła się w miejsce intensywnej indoktrynacji komunistycznej.
Podstawowym celem szkolnego procesu wychowawczego stało się uformowanie
człowieka sowieckiego [33].
Prominentny członek najwyższych organów ZSRS Michaił Kalinin
w
1929 r., podczas II Kongresu Związku Bezbożników, wyraził
przekonanie, że „Walka przeciwko religii jest środkiem
koniecznym
i najbardziej skutecznym dla utorowania drogi komunistom”
[34].
Ton tej wypowiedzi oddaje stosunek władz sowieckich do religii. Ludność
mieszkająca na ziemiach wschodnich II RP, niezależnie od narodowości
czy wyznania, charakteryzowała się wysokim zaangażowaniem w życie
religijne. Jednocześnie występowała ścisła korelacja pomiędzy wyznawaną
religią a samookreśleniem narodowym. Rzymski katolicyzm był silnie
związany z polskością, Kościół greckokatolicki utożsamiano z
ukraińskością i uważany był wręcz za Kościół narodowy, dla
stanowiących znakomitą większość kresowych Żydów
ortodoksyjnych
wyznawców judaizmu religia stanowiła fundament ich
wspólnotowej tożsamości. Najbardziej złożony był przypadek
prawosławia. Wyznawcy tego Kościoła na Nowogródczyźnie,
Wileńszczyźnie i Białostocczyźnie najczęściej deklarowali narodowość
białoruską, na Polesiu białoruską i ukraińską, na Wołyniu –
ukraińską. We wszystkich tych regionach kilkuprocentowy odsetek
stanowili prawosławni uważający się za Polaków. Dla wielu
prawosławnych tożsamość narodowa nie miała znaczenia, a ich
samoidentyfikacja miała charakter wyłącznie wyznaniowy. W perspektywie
religijnych mieszkańców wielokulturowej społeczności
okupowanych
terenów (a ci stanowili zdecydowaną większość) nie była to
wyłącznie walka z religią, lecz walka z wartościami leżącymi u podstaw
ich duchowej i kulturowej tożsamości wspólnotowej.
Zachwianiu
fundamentów instytucjonalnych Kościołów i
związków
wyznaniowych służyło odebranie im części budynków i
rozparcelowanie majątków, a następnie nałożenie na parafie,
kaplice, domy modlitwy i księży absurdalnie wysokich
podatków.
Nieuregulowanie ich mogło spowodować konfiskatę budynków. W
szczególnie trudnym położeniu znalazły się
wspólnoty
żydowskie. Narzucona likwidacja gmin religijnych doprowadziła do
rozpadu całego systemu organizacyjnego. To gminy finansowały utrzymanie
domów modlitwy i synagog. Na to nałożyła się nacjonalizacja
majątków rozwiązanych gmin. Wysokie podatki błyskawicznie
doprowadziły do przejęcia większości żydowskich bóżnic przez
państwo [35]. Utrzymywane bezpośrednio z datków wiernych
Kościoły chrześcijańskie okazały się bardziej odporne na naciski
administracyjne i manipulacje podatkowe. Likwidacja
seminariów i
jesziw uniemożliwiała kształcenie przyszłych duchownych i
rabinów, co w dłuższej perspektywie miało doprowadzić do
zniknięcia duchowieństwa jako grupy. Zamknięcie szkół i
zakładów opiekuńczych prowadzonych przez Kościoły i związki
wyznaniowe oraz usunięcie z programów szkolnych religii
służyło
odcięciu duchowieństwa, rabinów i
przywódców
religijnych od wpływu na młodzież. Do propagandowej walki z religią
partia komunistyczna zaangażowała cały arsenał środków, od
ataków aktywistów po prasę, radio i film, w
których religię przedstawiano jako narzędzie zniewolenia mas
przez kapitalistów. Ateizm zaś prezentowano jako jedyną
postępową postawę godną nowoczesnego człowieka [36]. Kluczową rolę w
procesie budowania sowieckiego systemu na ziemiach okupowanych odgrywał
aparat bezpieczeństwa i stworzony przez jego funkcjonariuszy system
represji. 2 listopada 1939 r. komisarz spraw wewnętrznych ZSRS
Ławrentij Beria wydał rozkaz w sprawie organizacji organów
NKWD
na tzw. Zachodniej Białorusi, a 6 listopada podpisał analogiczny
dokument dotyczący tzw. Zachodniej Ukrainy. Na cały ten obszar
przewidziano 2785 etatów. Rozkazy te w dużym stopniu
sankcjonowały już istniejący stan rzeczy. We wszystkich miastach
obwodowych i rejonowych powstały urzędy NKWD. Po aneksji Litwy w 1940
r. struktury NKWD powstały w części Wileńszczyny włączonej do
Litewskiej SRS. Liczbę funkcjonariuszy NKWD pracujących na terenach
anektowanych przez ZSRS należy więc szacować na ok. 3 tys. ludzi. Nie
znamy struktury narodowościowej tej grupy. Bez wątpienia
wśród
enkawudzistów większość
stanowili doświadczeni funkcjonariusze ze wschodu, oni też z zasady
obejmowali wszystkie stanowiska kierownicze. Na niższych szczeblach
zatrudniano również godnych zaufania przedstawicieli
miejscowej
ludności, w tym Polaków. Na opisywanym tu terenowym aparacie
NKWD, a w głównej mierze na funkcjonariuszach Wydziału Walki
z
Bandytyzmem NKWD, spoczywał obowiązek walki z podziemiem.
Oprócz
terenowych urzędów NKWD wzdłuż granicy z Generalnym
Gubernatorstwem, Węgrami i Rumunią rozmieszczone zostały Wojska
Pograniczne NKWD. Nie znamy ich liczebności; biorąc pod uwagę rodzaj
stawianych im zadań, musiała ona być znaczna. Żołnierze służący w
jednostkach NKWD nie tylko patrolowali granicę, lecz w pasie
przygranicznym o głębokości ok. 30 km utrzymywali sieć
konfidentów meldujących pogranicznikom o pojawieniu się
osób nieznanych miejscowej ludności. Przy okazji deportacji
oraz
przewożenia transportów więźniów do akcji
włączano
jednostki Wojsk Konwojowych NKWD [37]. Walką z „wrogiem
wewnętrznym” zajmował się też kontrwywiad wojskowy (Wydział
Specjalny). Ważną rolę odgrywała funkcjonująca w strukturze NKWD
Robotniczo-Chłopska Milicja (RKM). Urzędy RKM powstały we wszystkich
miastach obwodowych, a podlegały im rejonowe i miejskie wydziały RKM.
Równolegle funkcjonowała usytuowana w strukturze
okręgów
kolejowych milicja kolejowa. Inaczej niż w przypadku NKWD, większość
jej funkcjonariuszy wywodziła się spośród ludności
miejscowej.
Jednak i tu wyższe stanowiska objęli milicjanci oddelegowani ze
wschodnich obwodów ZSRS. Szeregi RKM zasilili członkowie
istniejących już formacji milicyjnych, powstających od 17 września 1939
r. W ocenie Marka Wierzbickiego, w momencie tworzenia tej formacji
władze sowieckie za podstawowe kryterium przyjęły pełną lojalność i
oddanie, a w rezultacie – wrogość wobec państwa polskiego.
Pisze
on: „Odbycie kary przed wojną, w polskim więzieniu, stawało
się
więc niejako przepustką dla tych, którzy pragnęli złączyć
swój los z władzą radziecką. Dostępne świadectwa z niemal
wszystkich powiatów analizowanego obszaru w
sposób
zaskakująco zgodny wyodrębniają kilka kategorii miejscowej ludności
przyjętej do służby […]. Byli to przede wszystkim: b.
więźniowie
polityczni; […], b. więźniowie kryminalni; uczestnicy
antypolskich działań dywersyjnych: »partyzanci
białoruscy«,
członkowie komitetów rewolucyjnych i uzbrojonych
bojówek;
osoby z tzw. »marginesu społecznego«
[…], młodzież
białoruska i żydowska, miejscowi biedni chłopi białoruscy”
[38].
Jak zauważył Albin Głowacki, milicjanci miejscowego pochodzenia
–
najlepiej znający lokalne uwarunkowania – odegrali zasadniczą
rolę w aresztowaniu ludzi najbardziej niebezpiecznych dla władzy
sowieckiej oraz w rozbudowie sieci agenturalnej [39]. Niestety, na
obecnym etapie badań nie można odpowiedzieć na pytania, jak wielu
funkcjonariuszy NKWD i RKM pracowało na obszarze II RP anektowanym
przez ZSRS ani jaki odsetek w stworzonym tam aparacie bezpieczeństwa
stanowili obywatele polscy poszczególnych narodowości.
Wewnętrzna struktura aparatu bezpieczeństwa na zaanektowanym terytorium
była identyczna z rozwiązaniami przyjętymi w całym ZSRS [40]. Zgodnie z
tym modelem obowiązywała pełna centralizacja decyzji, zadaniem
podstawowym było zaś poddanie ludności możliwie najszczelniejszej
kontroli, przy wykorzystaniu wszelkich możliwych metod, od inwigilacji
agenturalnej po zastraszenie terrorem. Mieszkańcy Kresów
Wschodnich byli zmuszeni w błyskawicznym tempie poznać pełen wachlarz
metod NKWD. W pierwszej fazie okupacji były to głównie
rewizje w
domach, prowadzone najczęściej pod pozorem poszukiwania ukrytej broni.
Często towarzyszyło im bicie, straszenie bronią, z reguły dochodziło do
grabieży co cenniejszych rzeczy. Powodem rewizji mógł być
zwykły
donos, raport agenturalny bądź też wskazanie danej osoby przez
„komitet rewolucyjny” czy inne tego rodzaju ciało.
Rewizje
najczęściej kończyły się aresztowaniem właściciela przeszukiwanego
mieszkania pod byle pretekstem. W pierwszych miesiącach okupacji
aresztowania, choć liczne, miały charakter indywidualny. Dotyczyły one
przede wszystkim kategorii osób określanych mianem
„elementów społecznie niebezpiecznych”
(socyalno-opasnyj elemient, SOE), a więc działaczy społecznych,
politycznych, ludzi piastujących wysokie stanowiska w administracji
państwowej oraz przedsiębiorców. Z czasem wzrósł
odsetek
osób aresztowanych za działalność w podziemiu. Niemniej
najliczniejszą, 40-procentową grupę spośród ponad 100 tys.
aresztowanych stanowili tzw. pogranicznicy, czyli ludzie złapani
podczas próby przekroczenia granicy [41]. Przełomem było
zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej, w postaci deportacji, wobec
środowisk, które zostały zakwalifikowane jako wrogowie
proletariatu. Podczas pierwszej, przeprowadzonej 10 lutego 1940 r.,
wywózki wysiedlono polskich osadników wojskowych
i
cywilnych oraz pracowników Służby Ochrony Lasów.
Druga, z
13 kwietnia 1940 r., objęła ludzi pracujących na wyższych stanowiskach
administracji państwowej II RP, członków organizacji
politycznych i społecznych, ziemian, fabrykatów,
oficerów
WP, policjantów i osoby ukrywające się. Podczas tej
deportacji
wywożono członków wymienionych grup społecznych wraz z
rodzinami. Istnieje bezpośredni związek pomiędzy kwietniowymi
wywózkami a decyzją Komitetu Centralnego WKP(b) z 5 marca
1940
r. o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych oraz
osób
zamkniętych w więzieniach tzw. Zachodniej Białorusi i Zachodniej
Ukrainy. Opróżnione więzienia i obozy mogły przyjąć
kolejnych
aresztowanych. Co istotne, wywieziono wówczas rodziny
rozstrzeliwanych jeńców i więźniów [42]. Trzecia
deportacja dotknęła głównie bieżeńców,
którzy
odmówili przyjęcia sowieckiego paszportu. Czwarta
deportacja,
przeprowadzona w trzech turach, zgodnie z uchwałą KC WKP(b) z 14 maja
1941 r. miała na celu „oczyszczenie”
obszarów
inkorporowanych przez ZSRS w latach 1939–1940. Podlegali jej
członkowie organizacji uznanych za kontrrewolucyjne i ich rodziny, byli
żandarmi, strażnicy więzienni, obszarnicy, kupcy, przemysłowcy, wyżsi
urzędnicy państwowi i samorządowi oraz członkowie ich rodzin, byli
oficerowie, członkowie rodzin osób skazanych za przestępstwa
kontrrewolucyjne oraz ukrywających się, a także osoby podejrzewane o
działalność kryminalną. Ponieważ objęła ona całe terytorium Litwy, w
odróżnieniu od trzech poprzednich, podlegali jej
również
mieszkańcy Wilna i tzw. okręgu wileńskiego. W sumie wywózki
dotknęły 330–340 tys. obywateli polskich. Wśród
deportowanych znaleźli się ludzie wszystkich zamieszkujących okupowane
ziemie nacji. Polacy i Żydzi padali ofiarą represji relatywnie częściej
niż przedstawiciele innych narodowości. Polacy – ponieważ
stanowili elitę państwową II RP, duży wśród wywiezionych
odsetek
Żydów był zaś efektem trzeciej deportacji, gdyż
wśród
bieżeńców to oni stanowili zdecydowaną większość [43].
Terror,
choć powszechny, nie był „ślepy”. Dotykał on tych
grup
społecznych, na których opierał się polski system państwowy
lub
wokół których mógłby krystalizować się
opór
społeczny. Komuniści dążyli więc do wyeliminowania nie tylko
„wrogów ludu”, lecz także obdarzonych
autorytetem
liderów oraz całych środowisk potencjalnie dla
komunistów
niebezpiecznych (np. leśników czy osadników
wojskowych).
Masowe represje w połączeniu z wszechobecnym donosicielstwem prowadziły
do rozbicia starych więzi społecznych, a jednocześnie nie pozwalały na
tworzenie nowych. Wyalienowane jednostki nie były w stanie
przeciwstawić się sowieckiej machinie państwowej. Ludzie bezwolni,
zastraszeni stawali się zdecydowanie bardziej podatni na
skomunizowanie. Trafnie stan ten ujął Jan Kott: „Był jakiś
lęk w
powietrzu, który jakby wszystkich powoli zarażał, i
przekonanie
o wszechwiedzy i wszechobecności NKWD” [44]. W ocenie Albina
Głowackiego: „Bolszewicy byli mistrzami terroru.
Skoncentrowali
się głównie na tych grupach społecznych, które
reprezentowały narodowe aspiracje i kultywowały najcenniejsze dla
Polaków wartości” [45]. Jak się wydaje,
konstatację tę
należałoby rozszerzyć na wszystkie zamieszkujące ziemie okupowane grupy
narodowościowe.
Polacy jako pierwsi zostali dotknięci masowymi aresztowaniami i
głównie w nich uderzyły dwie pierwsze wywózki. W
pierwszych miesiącach
okupacji wśród Polaków ukształtowało się więc
przekonanie, że głównym celem okupanta jest likwidacja
polskości. Analiza polityki represyjnej Sowietów wobec
mniejszości narodowych pokazuje, że terror dotykał również
elit
ukraińskich, żydowskich i białoruskich. Początkowa fala represji
uderzyła w Polaków, gdyż to oni tworzyli kadrę
administracyjną,
wojskową, do nich należała większa własność ziemska, oni odgrywali
główną rolę w życiu naukowym i kulturalnym W pierwszych
miesiącach okupacji najważniejszym zadaniem sowieckiego aparatu
bezpieczeństwa była likwidacja wszelkich form polskiej państwowości,
reprezentowanej najczęściej przez etnicznych Polaków. Gdy
cel
ten osiągnięto, z czasem wśród represjonowanych częściej
pojawiali się przedstawiciele mniejszości narodowych. Jak już
wspomniałem, np. przy okazji trzeciej deportacji, wymierzonej w
bieżeńców, wśród wywiezionych zdecydowaną
większość
stanowili uciekający przez Niemcami Żydzi z Polski centralnej. Wschodni
okupant nie walczył z polskością jako taką, lecz z państwem polskim
oraz z wszelkimi znajdującymi się poza kontrolą sowieckiego systemu
przejawami polskiego życia. W równym stopniu zwalczał
niesowiecką lub antysowiecką aktywność wszystkich tamtejszych grup
narodowościowych.
Analizując sowiecką politykę wobec Polaków we Lwowie w
latach
1939–1941, Grzegorz Hryciuk podkreślił, że nie była ona
niezmienna i wraz z upływem czasu ewoluowała. Wyodrębnił w związku z
tym trzy fazy tego procesu. Do listopada 1939 r. obowiązywał relatywnie
łagodny kurs. W publikowanych wówczas tekstach
propagandowych
odwoływano się do argumentacji społecznej. Podkreślano
wspólnotę
losów mas pracujących, bez względu na narodowość. Na
przełomie
listopada i grudnia 1939 r., w momencie wprowadzenia zmian
własnościowych, nastąpił zwrot, w którego efekcie sytuacja
poszczególnych grup narodowościowych zaczęła się
różnicować. Usuwanie języka polskiego z życia publicznego
połączone z zastępowaniem polskich kadr przedstawicielami mniejszości
narodowych wywoływało u Polaków poczucie krzywdy. Na to
nałożyły
się pierwsze dwie deportacje oraz nasilające się od marca 1940 r.
aresztowania osób podejrzewanych o współpracę z
polskim
podziemiem. Nowy kurs władze przyjęły w drugiej połowie 1940 r. Zmiana
ta wynikała z przewartościowania całej dotychczasowej polityki
sowieckiej związanego z nieoczekiwanie łatwym zwycięstwem Niemiec nad
Francją. Liczący na powtórzenie scenariusza z I wojny
światowej
Stalin został zaskoczony efektami Blitzkriegu z wiosny 1940 r.,
ponieważ na kontynencie Niemcy nie mieli wówczas
potencjalnych
przeciwników i mogli pozwolić sobie na otwarcie frontu
wschodniego. Tak więc upadek Francji burzył podwaliny
niemiecko-sowieckiego zbliżenia z 1939 r. [46] Wobec perspektywy wojny
z Niemcami Stalin zdecydował się na użycie polskiej karty. W czerwcu
1940 r. Sowieci zaczęli sondować możliwość użycia rządu RP w Londynie
do budowy antyniemieckich i prosowieckich sił zbrojnych na terenie ZSRS
przy jednoczesnym zagwarantowaniu sobie większości zdobyczy
terytorialnych z 1939 r. Po negatywnej reakcji polskiej prób
tych zaniechano [47]. W związku z tym Stalin zaczął wcielać w życie
alternatywny plan polegający na zdobyciu przychylności
Polaków.
Temu celowi służyć miało poprawienie ich sytuacji na terenach tzw.
Zachodnich Obwodów Ukrainy i Białorusi oraz stworzenie
perspektywy na jakąś formę polskiej państwowości. W lipcu 1940 r., po
spotkaniu z Wandą Wasilewską, Stalin, odnosząc się do sytuacji na tzw.
Zachodniej Ukrainie, potępił „przegięcia w stosunku do
ludności
polskiej” i nakazał zastosowanie środków
„w celu
ustanowienia braterskich stosunków między ukraińskimi i
polskimi
pracującymi” [48]. Dotychczasowe wypieranie zamieniono na
pozyskiwanie społeczności polskiej. We Lwowie pojawiły się np.
polskojęzyczne sowieckie gazety, do pracy ponownie przyjęto część
polskich urzędników i nauczycieli. Symbolem nowego podejścia
stały się uroczystości mickiewiczowskie z 25 i 26 listopada 1940 r., w
których wzięli udział wszyscy miejscowi notable partyjni. W
powstałych kilka lat po tych wydarzeniach wspomnieniach
Jan Rogowski napisał: „Uroczystości mickiewiczowskie miały
wybitne cele polityczne i były skierowane przeciwko Niemcom.
Bolszewicy, zdając sobie jasno sprawę z tego, że do wojny z Niemcami
dojdzie, chcieli tą drogą pozyskać sobie sympatię narodu
polskiego” [49]. Dalej stwierdził on, że dalekosiężnym celem
tych
zabiegów było stworzenie polskiej republiki sowieckiej.
Również w BSRS nastąpił odwrót od polityki
białorutenizacyjnej, a władze zaczęły zabiegać o szersze poparcie
wśród Polaków [50]. Krzysztof Jasiewicz dostrzega
zarówno krótkoterminowy, czysto praktyczny
związek
pomiędzy zmianą kursu a sowieckimi przygotowaniami do wojny z Niemcami,
jak też nieco dalszy plan polityczny. Według niego, Kreml starał się
dbać o nastroje ludności mieszkającej na bezpośrednim zapleczu frontu,
by mieć zapewniony spokój na tym obszarze. W dłuższej
perspektywie czasowej brano pod uwagę aneksję ziem polskich
pozostających pod okupacją niemiecką. Jasiewicz ustalił też, że
kierownictwo NKWD czyniło daleko idące przygotowania w celu stworzenia
polskich jednostek wojskowych u boku Armii Czerwonej. Działania te
nadzorował osobiście Józef Stalin [51]. Jak się możemy
domyślać,
sowieckie „polskie wojsko” miało w przyszłości
wystąpić w
roli „wyzwoliciela” ziem polskich okupowanych przez
Niemców. Sowieci w pierwszych miesiącach okupacji
doprowadzili
do pogłębienia antagonizmów narodowych. W kolejnych zaś,
drogą
aresztowań i wywózek, wyeliminowali znaczną część elit
wszystkich zamieszkujących Kresy narodowości. Skłócone,
pozbawione liderów i lokalnych autorytetów,
zatomizowane
społeczności stawały się mniej odporne na sowietyzację.
Wśród
Polaków, podobnie jak też Ukraińców z Galicji, od
1939 r.
dominowały postawy zdecydowanie niechętne Związkowi Sowieckiemu.
Nastroje Białorusinów, Żydów i
Ukraińców z Wołynia
i Polesia, początkowo przyjazne Sowietom, z czasem ewoluowały. Radość
przechodziła w rozczarowanie, a niekiedy we wrogość. Nacjonalizacja
zakładów przemysłowych, handlu i rzemiosła wywołała
niezadowolenie właścicieli nawet bardzo drobnych warsztatów
czy
sklepików, niezależnie od ich narodowości. Reforma rolna
uderzyła początkowo w dużych i średnich właścicieli gospodarstw
rolnych, późniejsze obciążenia podatkowe i naciski
kolektywizacyjne dotknęły większość mieszkańców wsi i
wywołały
ich niepokój. Niezadowolenie to pogłębiała walka nowych
władz z
religią. Od wiosny 1940 r. przedstawiciele mniejszości narodowych coraz
częściej wyrażali swój negatywny stosunek do władz
sowieckich
[52]. Określenie skali tej zmiany jest jednak po tylu latach
niemożliwe. Co istotne, zniechęcenie do bolszewików nie
oznaczało zbliżenia pomiędzy poszczególnymi narodami.
Wyrażana
niekiedy tęsknota za „polskimi czasami” wydaje się
oznaczać
raczej rozczarowanie Związkiem Sowieckim niż akceptację II RP.
Wkroczenie Niemców na Kresy pokazało, że konflikty nie tylko
przetrwały, lecz po okresie pozornego, trwającego dziewiętnaście
miesięcy zamrożenia, wybuchły na niespotykaną wcześniej skalę [53].
[...] Przypisy: [1] Więcej na temat okoliczności podpisania paktu
Ribbentrop–Mołotow w: W. Materski, Na widecie. II
Rzeczpospolita
wobec Sowietów 1918–1943, Warszawa 2005, s.
533–546.
[2] C.K. Grzelak, Kresy w czerwieni. Agresja Związku Sowieckiego na
Polskę w 1939 roku, Warszawa 1998, s. 195. [3] Polskie Siły Zbrojne w
II wojnie światowej, t. 1: Kampania wrześniowa, Londyn 1959, s. 521.
[4] Więcej na ten temat zob.: C.K. Grzelak, Kresy w
czerwieni…,
Warszawa 1998; W.K. Cygan, Kresy w ogniu. Wojna polsko-sowiecka 1939,
Warszawa 1990; K. Liszewski [R. Szawłowski], Wojna polsko-sowiecka
1939, Warszawa 1995; M.I. Mieltiuchow, Sowietsko-polskije wojny.
Wojenno-politiczeskoje protiwostojanije 1918–1939 gg., Moskwa
2000. [5] 5 III 1940 r. ludowy komisarz spraw wewnętrznych ZSRS
Ławrientij Beria skierował do Józefa Stalina notatkę 794/G,
w
której napisał, że polscy jeńcy wojenni i więźniowie
przetrzymywani w więzieniach zachodniej Białorusi i Ukrainy są
„zatwardziałymi i nierokującymi nadziei poprawy wrogami
władzy
radzieckiej”, i zaproponował, by ich sprawy
„rozpatrzyć bez
wzywania skazanych, bez przedstawiania zarzutów, bez decyzji
o
zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia”, co oznaczało
fizyczną
likwidację. Propozycję tę zatwierdzili: Stalin, Kliment Woroszyłow,
Mołotow, Anastas Mikojan, Michaił Kalinin oraz Łazar Kaganowicz, w
związku z czym rozstrzelanych zostało 14 700 jeńców i 11 000
więźniów. Zob.: Notatka szefa NKWD ZSSR Ł. Berii dla J.
Stalina
(marzec 1940) [w:] Katyń – dokumenty ludobójstwa.
Dokumenty i materiały archiwalne przekazane Polsce 14 października 1992
r., tłum. W. Materski, Warszawa 1992, s. 35–39. [6] A.L.
Sowa,
Stosunki polsko-ukraińskie 1939–1947, Kraków 1998,
s.
74–76; M. Langer, Lasy i ludzie. Wspomnienia z
lasów
starachowickich 1939–1945, Warszawa 1993, s. 34. [7] K.
Sosnkowski, Wyciąg z pamiętników z kampanii wrześniowej,
„Niepodległość”, t. XIV, Nowy Jork –
Londyn 1981, s.
145. [8] G. Hryciuk, Zmiany ludnościowe i narodowościowe w Galicji
Wschodniej i na Wołyniu w latach 1939–1948 [w:] Przemiany
narodowościowe na Kresach Wschodnich II Rzeczpospolitej
1931–1948, red. S. Ciesielski, Toruń 2003, s.
149–150. [9]
Do ataków doszło m.in. w Przemyślu, Stryju, Drohobyczu,
Podhorcach, Borysławiu, Truskawcu, okolicach Żydaczowa, Mikołajewie,
Dolinie, Kałuszu, okolicach Worochty i Żabiego. Zob.: A.L. Sowa,
Stosunki polsko-ukraińskie…, s. 80–96. [10] J.T.
Gross, I.
Grudzińska-Gross, „W czterdziestym nas Matko na Sibir
zesłali...”. Polska a Rosja 1939–1942, Londyn 1983,
s. 161.
[11] R. Torzecki, Polacy i Ukraińcy. Sprawa ukraińska w czasie II wojny
światowej na terenie II Rzeczypospolitej, Warszawa 1993, s.
27–29. Problem stosunku kierownictwa OUN do wojny
polsko-niemieckiej nie jest do końca wyjaśniony. W sierpniu 1939 r.
emigracyjny Prowid OUN z płk. Andrijem Melnykiem na czele porozumiał
się z Niemcami i nakazał przygotowanie powstania. Na wprowadzenie planu
w życie nie zgodziła się Krajowa Egzekutywa OUN. Jej członkowie
obawiali się, że Niemcy nie zgodzą się na powstanie państwa
ukraińskiego i anektują zajęte tereny. Według innej wersji, na decyzję
KE OUN decydujący wpływ miało negatywne stanowisko metropolity Andreja
Szeptyćkiego. [12] R. Torzecki, Ukraińcy we wrześniu 1939,
„Zastriczi” 1990, nr 1, s. 111. [13] Na tzw.
Zachodniej
Białorusi zdarzenia takie miały miejsce m.in. w Grodnie, Jeziorach,
Indurze, Wiercieliszkach, Wilejce, Wołpie, Sopoćkiniach, Zelwie,
Wołkowysku, Ostrynie, Zdzięciole, Dereczynie, Janowie Poleskim,
Horodcu, Drohiczynie Poleskim i Pińsku. Więcej zob.: M. Wierzbicki,
Polacy i Białorusini w zaborze sowieckim. Stosunki polsko-białoruskie
na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej pod
okupacją
sowiecką 1939–1941, Warszawa 2000, s. 129–190. [14]
C.K.
Grzelak, Kresy w czerwieni..., s. 211–213. [15] Więcej na ten
temat zob.: B.-C. Pinchuk, Shtetl Jews under Soviet Rule. Eastern
Poland on the Eve of the Holocaust, Oxford 1990, s. 119–122;
A.L.
Sowa, Stosunki polsko-ukraińskie…, s. 89–104; J.T.
Gross,
I. Grudzińska-Gross, „W czterdziestym nas Matko na Sibir
zesłali...”, s. 45–57, 141–143; M.
Wierzbicki, Polacy
i Żydzi w zaborze sowieckim. Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach
północno-wschodnich II RP pod okupacją sowiecką
(1939–1941), Warszawa 2001, s. 23–35; idem, Polacy
i
Białorusini w zaborze sowieckim…, s. 315–316; J.J.
Milewski, Polacy i Żydzi w Jedwabnem i okolicy przed 22 czerwca 1941
[w:] Wokół Jedwabnego, t. 1: Studia, red. P. Machcewicz, K.
Persak, Warszawa 2002, s. 73–75; idem, Okupacja sowiecka w
Białostockiem (1939–1941). Próba charakterystyki
[w:]
Okupacja sowiecka ziem polskich 1939–1941..., s.
201–202;
A. Żbikowski, U genezy Jedwabnego. Żydzi na Kresach
Północno-Wschodnich II Rzeczypospolitej, wrzesień 1939
–
lipiec 1941, Warszawa 2006, s. 88–97, 143–144; D.
Levin,
Żydzi wschodnioeuropejscy podczas II wojny światowej, Warszawa 2005, s.
16–19, 52; W. Śleszyński, Okupacja sowiecka na
Białostocczyźnie
1939–1941. Propaganda i indoktrynacja, Białystok 2001, s.
49–57. [16] A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków na
ziemiach
wschodnich II Rzeczypospolitej 1939–1941, Łódź
1998, s.
32–39. [17] Po stronie sowieckiej w całości znalazły się
powiaty:
Drohobycz, Bóbrka, Lwów powiat, Lwów
miasto,
Żółkiew, Gródek Jagielloński, Jaworów,
Rudki,
Sambor i Dobromil. Po stronie niemieckiej powiaty: Tarnobrzeg,
Kolbuszowa, Łańcut, Nisko, Przeworsk, Rzeszów,
Strzyżów,
Krosno. Pomiędzy okupantów podzielone zostały powiaty:
Lesko,
Sanok, Brzozów, Przemyśl, Jarosław, Lubaczów,
Rawa Ruska
i Sokal. [18] M. Kornat, Polska 1939 roku wobec paktu
Ribbentrop–Mołotow. Problem zbliżenia niemiecko-sowieckiego w
polityce zagranicznej II Rzeczypospolitej, Warszawa 2002, s. 479. [19]
K. Jasiewicz, Zagłada polskich Kresów. Ziemiaństwo polskie
na
Kresach Północno-Wschodnich Rzeczypospolitej pod okupacją
sowiecką 1939–1941, Warszawa 1997, s. 85–92. [20]
M.
Wierzbicki, Polacy i Białorusini w zaborze sowieckim…, s.
219–220. [21] A. Głowacki, Sowieci wobec
Polaków…,
s. 32–69. [22] Chodzi o uchodźców z Polski
centralnej,
których liczbę szacuje się na ok. 300 tys. ludzi. [23] A.
Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s.
86–89. [24] D.
Boćkowski, Na zawsze razem. Białostocczyzna i Łomżyńskie w polityce
radzieckiej w czasie II wojny światowej (IX 1939–VIII 1944),
Warszawa 2005, s. 80, 103–112; M. Wierzbicki, Polacy i
Białorusini w zaborze sowieckim…, s. 230–238;
idem, Polacy
i Żydzi w zaborze sowieckim…, s. 125–128,
176–179;
D. Levin, The Lesser of Two Evils: Eastern European Jewry Under the
Soviet Rule 1939–1941, Philadelphia 1995, s. 41–44;
G.
Motyka, R. Wnuk, Żydzi w Galicji Wschodniej i na Wołyniu w latach
1939–1941 [w:] Europa nieprowincjonalna. Przemiany na
ziemiach
wschodnich dawnej Rzeczypospolitej (Białoruś, Litwa, Łotwa, Ukraina,
wschodnie pogranicze III Rzeczypospolitej Polskiej w latach
1772–1999), red. K. Jasiewicz, Warszawa 1999, s.
580–583;
A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s.
86–89. [25]
A. Głowacki, Sowieci wobec Polaków…, s.
104–105.
[26] G. Hryciuk, Polacy we Lwowie 1939–1944. Życie codzienne,
Warszawa 2000, s. 26. [27] A. Głowacki, Sowieci wobec
Polaków…, s. 130–133. [28] M.
Wierzbicki,
Białorusini polscy w okresie przełomu (1939–1945),
„Pamięć
i Sprawiedliwość” 2004, nr 2, s. 91. [29] A. Głowacki,
Sowieci
wobec Polaków…, s. 134. [30] Ibidem, s.
140–143.
[31] G. Hryciuk, Polacy we Lwowie…, s. 98–99. [32]
M.
Inglot, Polska kultura literacka Lwowa lat 1939–1941. Ze
Lwowa i
o Lwowie. Lata sowieckiej okupacji w poezji polskiej. Antologia
utworów poetyckich w wyborze, Wrocław 1995, s. 153. [33] M.
Wierzbicki, Stosunki polsko-białoruskie w okresie okupacji sowieckiej
ziem północno-wschodnich II Rzeczypospolitej
(1939–1941)
[w:] Studia z dziejów okupacji sowieckiej
(1939–1941).
Obywatele polscy na kresach północno-wschodnich II
Rzeczypospolitej pod okupacją sowiecką w latach 1939–1941,
red.
T. Strzembosz, Warszawa 1997, s. 21–30; B.-C. Pinchuk, Shtetl
Jews under Soviet Rule…, s. 59; A. Głowacki, Sowieci wobec
Polaków…, s. 411–473. [34] Cyt. za: R.
Dzwonkowski
SAC, Losy duchowieństwa katolickiego w ZSSR 1917–1939.
Martyrologium, Lublin 1998, s. 72. [35] A. Żbikowski, U genezy
Jedwabnego…, Warszawa 2006, s. 56–57. [36] Więcej
na ten
temat zob.: K. Sword, Polityka wyznaniowa władz sowieckich na terenie
Białorusi Zachodniej w latach 1939–1941 [w:] Społeczeństwo
białoruskie, litewskie i polskie na ziemiach
północno-wschodnich
II Rzeczypospolitej (Białoruś Zachodnia i Litwa Wschodnia) w latach
1939–1941, red. M. Giżejewska, T. Strzembosz, Warszawa 1995,
s.
142–160. [37] P. Kołakowski, NKWD i GRU na ziemiach polskich
1939–1945, Warszawa 2002, s. 85, 93. [38] M. Wierzbicki,
Białorusini polscy w okresie przełomu…, s. 91. [39] A.
Głowacki,
Sowieci wobec Polaków…, s. 270. [40] Więcej na
ten temat
w: P. Kołakowski, NKWD i GRU…, s. 69–73; A.I.
Kokurin,
N.W. Pietrow, Łubianka. WCZK-OGPU-NKWD-NKGB-MWD-KGB
1917–1960.
Sprawocznik, Moskwa 1997, s. 25–26, 245–258. [41]
S.
Kalbarczyk, Zbrodnie sowieckie na obywatelach polskich w okresie
wrzesień 1939–sierpień 1941. Próba oceny skali
zjawiska
oraz szacunku strat ludzkich, „Pamięć i
Sprawiedliwość”
1996, nr 39, s. 13–35; K. Jasiewicz, Obywatele polscy
aresztowani
na terytorium tzw. Zachodniej Białorusi w latach 1939–1941 w
świetle dokumentacji NKWD/KGB, „Kwartalnik
Historyczny”
1994, nr 1, s. 115–130. [42] P. Kołakowski, NKWD i
GRU…,
s. 86–88. [43] W lutym 1940 r. deportowano 139–141
tys.
osób, z tego 88–89 tys. z tzw. Zachodniej Ukrainy
oraz ok.
51 tys. z tzw. Zachodniej Białorusi. Polacy stanowili 81,7 proc.,
Ukraińcy 8,8 proc., Białorusini 8,1 proc., reprezentanci innych
narodowości 1,4 proc. wywiezionych. Wśród wysiedlonych było
27,7
proc. mężczyzn (powyżej 16. roku życia), 28,7 proc. kobiet, 8,6 proc.
dzieci w wieku 14–16 lat i 35 proc. dzieci do 14 lat. W
kwietniu
1940 r. do Kazachstanu zostało przesiedlonych ok. 61 tys.
osób.
W odniesieniu do deportacji czerwcowej w dokumentacji sowieckiej
występują poważnie różniące się informacje. Wedle jednych
źródeł, wysiedlono 75 267 osób (w tym 51 503 z
tzw.
Zachodniej Ukrainy i 23 764 z tzw. Zachodniej Białorusi), ale inne
dokumenty mówią o deportacji 22 879 osób z
Białorusi i 57
774 z Ukrainy, a więc łącznie 80 653 osób. 84,6 proc.
deportowanych stanowili Żydzi, 11 proc. Polacy, 2,3 proc. Ukraińcy, 0,2
proc. Białorusini. Według danych z 1 IV 1941 r., było wśród
nich
38,7 proc. mężczyzn, 34,8 proc. kobiet i 26,5 proc. dzieci. Według
dokumentów NKWD, w 1941 r. z tzw. Zachodniej Ukrainy
wywieziono
11 093 osoby, a z Litwy 12 838 (wedle innych danych 13 170)
osób, a nadto do obozów pracy skierowano dalsze
4663
osoby. Dane dotyczące deportowanych z Białorusi w dokumentacji NKWD są
niespójne i zamykają się w granicach 20,3–24,3
tys.
osób. Nie wiadomo, jaką część deportowanych z Litwy
stanowili
obywatele polscy, trudno precyzyjnie odpowiedzieć na pytanie, ilu ich
deportowano ogółem w 1941 r. Obliczenia uwzględniające
powyższe
dane pozwalają przypuszczać, że było ich zapewne 34–44 tys.
Na
podstawie ujawnionych dotąd źródeł sowieckich można uznać,
iż w
latach 1940–1941 w głąb ZSRS w ramach masowych operacji
deportowano 330–340 tys. obywateli polskich. Więcej zob.: M.
Giżejewska, Deportacje obywateli polskich z ziem
północno-wschodnich II Rzeczypospolitej w latach
1939–1941
[w:] Studia z dziejów okupacji sowieckiej…, s.
89–96; S. Kalbarczyk, Zbrodnie sowieckie na obywatelach
polskich…, s. 13–35; A. Gurjanow, Cztery
deportacje,
„Karta” 1994, nr 12, s. 125. [44] J. Kott,
Przyczynek do
biografii. Zawał serca, Kraków 1995, s. 46. [45] A.
Głowacki,
Sowieci wobec Polaków…, s. 408. [46] S. Dębski,
Między
Berlinem a Moskwą. Stosunki niemiecko-sowieckie 1939–1941,
Warszawa 2003, s. 363–357. [47] D. Boćkowski, Na zawsze
razem…, s. 143–144; J. Tebinka, Polityka brytyjska
wobec
problemu granicy polsko-radzieckiej 1939–1945, Warszawa 1998,
s.
107–108. [48] Cyt. za: G. Hryciuk, Polacy we
Lwowie…, s.
45. [49] Ibidem, s. 49. [50] W. Śleszyński, Polacy wobec władzy
sowieckiej i Białorusinów w latach 1939–1941 [w:]
Stosunki
polsko-białoruskie w województwie białostockim w latach
1939–1956, red. J.J. Milewski, A. Pyżewska, Warszawa 2005, s.
38;
M. Gnatowski, Radziecka polityka okupacyjna na Białostocczyźnie w
latach 1939–1941. Zarys tematu i problemy badawcze [w:]
Społeczeństwo białoruskie, litewskie i polskie…, s.
142–160; D. Boćkowski, Na zawsze razem…, s. 281.
[51] K.
Jasiewicz, Zagłada polskich Kresów…, s.
161–162.
[52] E. Mironowicz, Ludność białoruska Białostocczyzny wobec władzy
radzieckiej w latach 1939–1941 [w:] Społeczeństwo
białoruskie,
litewskie i polskie…, s. 251–253; M. Wierzbicki,
Polacy i
Żydzi w zaborze sowieckim…, s. 189; A.L. Sowa, Stosunki
polsko-ukraińskie…, s. 123. [53] Chodzi tu
głównie o
mordy i pogromy ludności żydowskiej z czerwca i lipca 1940 r., w
których uczestniczyli Ukraińcy, Łotysze, Estończycy,
Litwini,
Polacy i Białorusini. Miały one miejsce na obszarze Kresów
II RP
oraz na terytoriach państw nadbałtyckich. Czystki etniczne
przeprowadziła następnie UPA w latach 1943–1944. O mordach na
terytorium II RP zob. m.in.: J.T. Gross, Sąsiedzi. Historia zagłady
żydowskiego miasteczka, Sejny 2000; Wokół Jedwabnego, t. 1:
Studia...; B. Musiał, Rozstrzelać elementy kontrrewolucyjne!
Brutalizacja wojny niemiecko-sowieckiej latem 1941 roku, Warszawa 2001,
s. 155–180. O mordach na Polakach zob. m.in.: E. Siemaszko,
W.
Siemaszko, Terror ukraiński i zbrodnie przeciwko ludności dokonane
przez OUN-UPA na ludności polskiej w latach 1939–1945,
Warszawa
1994; W. Filar, Wołyń 1939–1945. Eksterminacja czy walki
polsko-ukraińskie, Toruń 2003; Antypolska akcja OUN-UPA. Fakty i
interpretacje, red. G. Motyka, Warszawa 2002. Z zakończenia [...]
Analiza konspiracji pod okupacją niemiecką i sowiecką zmusza badacza do
próby odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy systemy
totalitarne,
jakich Polacy doświadczyli już w 1939 r., są porównywalne?
Część
elit zachodnioeuropejskich stoi na stanowisku, że jedynie nazizm miał
charakter antyhumanitarny, antywolnościowy i ludobójczy,
komunizm natomiast narodził się jako wielki projekt społeczny,
który miał stanowić ważny etap w dziejach ludzkości. W tej
perspektywie zasługi komunistów w pokonaniu nazizmu, ich
zaangażowanie w walkę z imperializmem i kolonializmem w pełni
rehabilitują „wypaczenia” epoki stalinowskiej.
Komunizm
stanowić też ma element wielkiego obozu lewicy, którego
pozytywnego wpływu na kształtowanie się demokratycznego ładu
europejskiego nie da się przecenić. Używany przez komunistycznych
przywódców język odwoływał się do katalogu takich
wartości, jak postęp, demokracja, walka o wolność i równość.
Wiele osób, które nie doświadczyły życia w
Związku
Sowieckim lub innym kraju „demokracji ludowej”, nie
dostrzegało, że używanie tych haseł jest jedynie zabiegiem
socjotechnicznym, i przyjmowało je za dobrą monetę. Związek Sowiecki od
1941 r. pozostawał aliantem państw zachodnich w wojnie z Niemcami i
walnie przyczynił się do pokonania III Rzeszy. Wywarło to ogromny wpływ
na pozytywną recepcję komunizmu w świecie. W tym kontekście
zrównywanie nazistowskich Niemiec z komunistycznym Związkiem
Sowieckim dla ludzi o przekonaniach lewicowych zdawało się wyrazem
antykomunistycznych prawicowych obsesji, mimo że już w latach
czterdziestych i pięćdziesiątych ukazywały się książki przenikliwie
analizujące zjawisko totalitaryzmu, których autorzy
udowadniali,
że komunizm i nazizm są w istocie swej niezwykle sobie bliskie. Hannah
Arendt w 1950 r. trafnie zauważyła: „Niezależnie od
specyficznych
tradycji narodowych albo szczególnych duchowych
źródeł
swej ideologii, totalitarny rząd zawsze przekształcał klasy w masy,
zastępował system partyjny nie jednopartyjną dyktaturą, lecz masowym
ruchem, przesuwał centrum władzy z wojska ku policji i obierał politykę
zagraniczną dążącą otwarcie do władzy nad światem” [1]. Wpływ
Arendt i piszących podobnie autorów na świadomość społeczną
pozostał jednak znikomy. Trwanie komunizmu blokowało przepływ
informacji i uniemożliwiało weryfikację płynących na Zachód
wiadomości. Dodać do tego należy komunistyczną kampanię propagandową
adresowaną do zachodnich odbiorców. Brak wolności słowa w
państwach „demokracji ludowej” w połączeniu z dość
szczelną, dzielącą oba bloki żelazną kurtyną sprawił, że informacje o
zbrodniach komunizmu przyjmowane były z dużą rezerwą i niedowierzaniem.
Świat otrzymywał wyidealizowany obraz państw bloku wschodniego i
dopiero upadek Związku Sowieckiego doprowadził do częściowej zmiany
tego stanu. Jednym z efektów uzyskania niepodległości przez
państwa Europy Środkowej i ich integracji ze strukturami europejskimi
było wniesienie przez nie do Europy własnego, jakże odmiennego od
zachodniego, doświadczenia historycznego. Polacy, Bałtowie, Ukraińcy,
Węgrzy czy Czesi doznali obu dwudziestowiecznych
totalitaryzmów
i porównywanie ich uważali za rzecz naturalną. W Europie
Zachodniej część środowisk nie zaakceptowała takiego podejścia. Wydanie
w 1999 r. Czarnej księgi komunizmu wywołało gorące spory
zarówno
w gronie badaczy, jak i polityków. Wśród
słów
krytyki kierowanych pod adresem autorów pojawiły się
zarzuty, że
przez porównywanie zbrodni obu totalitaryzmów
umniejszają
zbrodnie nazistowskie i banalizują Holokaust. Elity europejskie wciąż
sprzeciwiają się stawianiu znaku równości między komunizmem
a
nazizmem. Świadczy o tym decyzja Rady Europy ze stycznia 2006 r.,
która potępiła zbrodnie komunizmu, pod presją europejskiej
lewicy członkowie Rady zrezygnowali jednak z omawiania w trakcie jednej
sesji masowych mordów dokonanych przez funkcjonariuszy
państw
komunistycznych i nazistowskich. Przeciwnicy jednoczesnej krytyki obu
totalitaryzmów używali m.in. argumentu o
nieporównywalności obu systemów i twierdzili, że
porównania takie mają charakter politycznej manipulacji,
której celem jest walka z lewicą. Pokazuje to, jak trudnym
zadaniem jest zaprezentowanie XX-wiecznej historii Europy Środkowej w
formie zrozumiałej dla odbiorcy spoza tego kręgu geopolitycznego. W tym
kontekście dzieje Polski w okresie II wojny światowej wydają się
szczególnie dogodnym obiektem badawczym. Obywatele polscy
pomiędzy 1939 a 1941 r. jako jedyni w Europie doświadczyli obu okupacji
jednocześnie. W podzielonym na dwie – terytorialnie niemal
równe – części kraju Sowieci i Niemcy
równolegle
dokonywali eksperymentu polegającego na zniszczeniu dotychczasowego
ładu państwowego i wprowadzeniu własnej odmiany totalitaryzmu. W
przeciągu 21 miesięcy zastosowali wachlarz działań mających na celu
złamanie woli oporu i wymuszenie pełnego posłuszeństwa ze strony
mieszkańców podbitych terytoriów. Na polskim
przykładzie,
niemal w laboratoryjnych warunkach, można więc analizować podobieństwa
i różnice między obydwoma systemami, co pozwala nie tyle
stwierdzić, który z dwóch
„izmów” był
gorszy, ile odkryć ich istotę. Nazizm i komunizm to systemy oparte na
poddaniu jednostki pełnej kontroli władzy, na uczynieniu z niej trybika
w machinie totalitarnego państwa. Pomimo użycia wszelkich
środków, od terroru po wszechogarniającą agresywną
propagandę,
oba upadły, pierwszy na skutek przegranej wojny, drugi z powodu
narastającego oporu społecznego i niewydolności gospodarczej. Stało się
tak w dużej mierze dzięki temu, że znaleźli się ludzie dość odważni, by
stawić im czoła. Polskie podziemie pod okupacją sowiecką doznało
olbrzymich strat, a za sukces można uznać jedynie fakt, że części kadr
udało się dotrwać do wkroczenia Niemców. Mimo to, w dłuższej
perspektywie historycznej walka konspiracyjna nabiera głębszego sensu.
Alan Bullock w zakończeniu książki analizującej oba totalitaryzmy przez
pryzmat życia ich twórców napisał:
„Dzieje
opisanych lat ukazują całą głębię zła, jakie zdolny jest wyrządzić
człowiek drugiemu człowiekowi. A jednak, jak świadczy historia, nawet w
najstraszniejszych chwilach, nie tylko na polu bitwy, lecz
również w przepełnionych więzieniach i obozach, w izbach
tortur,
w obliczu pewnej śmierci, we wszystkich krajach znajdowali się ludzie,
którzy pokazali, na jakie wyżyny poświęcenia potrafią się
wznieść mężczyźni i kobiety” [2]. To właśnie opłacona
najwyższą
ceną, wypływająca z niezgody na zniewolenie postawa oporu doprowadziła
do upadku systemów totalitarnych. Przypisy:
[1] H. Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 1993, s. 494. Więcej o
wczesnych sporach dotyczących oceny nazizmu i komunizmu zob.: K.
Kersten, Wstęp do polskiego wydania [w:] S. Courtois, N. Werth, J.-L.
Panné, A. Paczkowski, K. Bartosek, J.-L. Margolin, Czarna
księga
komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, Warszawa 1999, s.
9–20. [2] A. Bullock, Hitler i Stalin. Żywoty
równoległe,
Warszawa 1994, s. 446.
| * |
^ |
|< |
<< |
Strona 1 z 3, obrazkami 1 aż
po 12 z 30 |
>> |
>| |
| * |
^ |
|< |
<< |
Strona 1 z 3, obrazkami 1 aż
po 12 z 30 |
>> |
>| |